www.alteri.pl
RSS
poniedziałek, 03 kwietnia 2017
Sukcesiki

Abra uwielbia kłaść się w trawie i tarzać.  Często to robi, ale dziś dodatkowo załatwiła sobie zapierające dech perfumy....Myślałam że trochę wywietrzeje w drodze powrotnej, ale nie... Gdy przyszła się przytulić i ręka prawie mi się do niej przykleiła, stwierdziłam: no tak się nie da!

Jeszcze nigdy nie kąpałam jej w wannie i pewności nie było jak pójdzie...Tymczasem - kilka smaczków, zaproszenie do łazienki i proszę bardzo! Wskoczyć do wanny? Mówisz - masz! Wystarczyło pokazać o co mi chodzi...Jaka mądra dziewczynka! Ja chyba już o wszystko mogę ją poprosić!...
A wczoraj...czyżby przełom w sprawie obcych psów? Szła luzem kilka kroków ode mnie, aż tu nagle, z zakrętu wyskakuje border którego chciała zjeść jeszcze pół roku temu. Border przywarował w oczekiwaniu co dalej, a Abrusia....zesztywniała i widać było że rozważa: doskoczyć do niego? czy poczekać jak podejdzie? I wtedy ja wkroczyłam, mówiąc "stój Abra, stój!" szybko podeszłam, przypięłam smycz i odeszłyśmy na bok aż dotrze drugi właściciel.

To był milowy krok w kwestii mijanek z psami. A ja wyciągnęłam wniosek, że trzeba wziąć się za radykalne wzmocnienie komendy "stój" to może kilka sytuacji uda mi się lepiej rozegrać. 

23:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 marca 2017

23:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Pierwszy rok za nami :-)))))

Dzisiaj jest ważny dzień, dla Abry i dla nas :-). Dokładnie rok temu przywieżliśmy sunię z Opola do Krakowa.

Nie była zaniedbana, wyglądała b. dobrze; zachwyciła mnie już w ogłoszeniach.. Ale zmianę przeżyła dość mocno.

Pamiętam jaka była wystraszona, panikowała w samochodzie..W domu pierwszy dzień i noc na "waruj"- niepewna, czujna, zrywająca się z ujadaniem na każdy szelest za drzwiami. Na zewnątrz- rzucała się na wszystko co próbowało do nas podejść..

Oj, namęczyłam się z nią na początku.Szybko znalazłam dla niej szkolenie, potem następne i każdy dzień przynosił postęp.Oczywiście ja też byłam uparta i konsekwentna, bo wiedziałam czego od niej chcę i pracowałam nad tym.

Obecnie już od dawna spacery są przyjemnością. Nadal jest "ostrym" psem więc muszę przewidywać, ale jest bardzo posłuszna. Nawet w konfliktach nie traci ze mną kontaktu, więc mogę sytuację opanować.. Mijanki z innymi psami, są już pokazowe. To my często jesteśmy obwarczane lub atakowane, a sunia jest ponad to...

A w domu to już w ogóle jest ideałem. Czyta w myślach i słucha absolutnie. Pewnie dlatego że większość czasu spędza ze mną więc już dawno zaczęłyśmy się rozumieć. Miła, kochana, ufna.

Ma 4 osoby które kocha całym sercem i każdy kontakt z nimi to czyste szaleństwo - tańczy i śpiewa, zwłaszcza gdy razem się gdzieś wybieramy. Gdyby jednak w momentach takiego szczęścia pojawił się ktoś obcy, zostanie zjedzony. Nooo... powiedzmy obszczekany, bo przecież ja czuwam. Inaczej skoczyłaby z zębami. Długo byłam kłębkiem nerwów żeby nie stało się nic złego. Żeby nikomu nie zrobiła krzywdy, ale też jej żeby nic się nie stało... Było kilka wpadek kiedy mimo wszystko czegoś nie przewidziałam..Teraz już w miarę wiem do czego jest zdolna, czego unikać.

A więc dziś mija rok. Goście z prezentami zaproszeni, tylko ci których ubóstwia, tort chrupkowo-pasztetowo-parówkowy zrobiony. Chciałam żeby była wystrojona na imprezkę, ale kokardkę i spinkę zniosła jak największe poświęcenie, więc szybko jej zdjęłam.. W końcu to głównie jej ma być fajnie! Po imprezce w domu - wspólny spacer, tak jak lubi najbardziej!

Tak bardzo ją kochamy... Wniosła mnóstwo radości w nasze życie i od początku jest kimś bardzo ważnym. Pod jej kątem planujemy wyjazdy, każdy dzień jest tak ustawiony żeby nie za długo zostawała sama. Żeby był czas na długi, fajny spacer kiedy swobodnie biega, bawimy się i ćwiczymy. Niezależnie od pogody, nawet gdy leje i wieje..

Daliśmy jej spokój i bezpieczeństwo, bo ona już wie, że nigdy jej nie oddamy. Cokolwiek by się działo - poradzimy sobie. My kochamy ją, a ona nas i aż trudno uwierzyć że po jednym roku te więzi potrafią być tak niewiarygodnie mocne!

Jestem wdzięczna naszej Fundacji, dziewczynom, że pomogły nam być razem i bardzo bym chciała żeby - na wiele lat.   :-) )))

16:07, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 30 listopada 2016
Dwie sprawy

Dwie rzeczy chcę opowiedzieć o Abrze.  Po pierwsze wczoraj było tak: przyszła do mnie pogadać córcia. Rozwaliłyśmy się na mojej wielkiej kanapie i wtedy Abra  uznała: przyszła Dorotka, jest święto!!!  Wkręciła się pomiędzy nas! Na plecki, brzuszek do głaskania, przytulanki raz do jedenej raz do drugiej, majtający język żeby każdą z nas polizać po nosie, po rękach...Psie uśmiechy, pełnia szczęscia...Ale oficjalnie pieskom wolno rozwalać się tylko na jednym wyznaczonym fotelu. Abrusia zna umiar.  Jedno moje słówko i szaleństwa się skończyły. Wróciła na swoje miejsce żeby nas obserwować.

A drugie co chcę opowiedzieć, to przekonałam się że to najbardziej empatyczny pies ze wszystkich które się u nas przewinęły. Mówi się,  że pies  adoptowany/uratowany kocha podwójnie.  Abra to potwierdza. Po raz pierwszy mam psa który szaleje ze mną gdy jest mi wesoło, ale gdy jest smutno, także jest przy mnie. Siada obok, przysuwa się bliziutko, zlizuje łzy z twarzy i całą sobą chce pomóc...Wydaje się że wszystko wie i rozumie.    Takiej przyjaciółki nie miałam nigdy..))))

13:35, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 listopada 2016

Jak ja lubię te nasze małe sukcesy, Abry i moje :-) Już dawno minął czas, gdy rzucała się na ludzi gdy ktoś znalazł się za blisko nas i nie przepuściła żadnemu psu....A miałam z nią tyle problemów!

Teraz na szkoleniach działa w grupie psów i wykonuje wszystko. Żeby to utrwalić, postanowiłam ostatnio podnieść poprzeczkę. Nie sielankowe bieganie nad Wisłą, tylko dla odmiany wyprawa: autobus, ruchliwa ulica i na koniec Błonia (to w Krakowie taka wielka łąka na 3km.) gdzie różnych psów nie brakuje. Znalazłyśmy miejsce w miarę daleko od wszystkich i na wesoło ćwiczyłyśmy sobie różne rzeczy. Na horyzoncie widać było grupkę ludzi i psów, zajętych sobą. Abra własnie trzymała siad i patrzyła na mnie czekając co dalej.Nie widziała, że od tej dalekiej grupy oderwał się jeden radosny berneńczyk i pędzi w naszą stronę. Nie wyglądało żeby miał złe zamiary, jednak brakiem dyscypliny wykazał się niewątpliwie.Chciał się bawić, ale miał pecha, bo Abra się z psami nie bawi, więc od razu usłyszał wrrrr... Nie brnął dalej, zawrócił prawie w powietrzu i już pędził z powrotem. Ale teraz, Abra pędziła za nim! Wpatrzona w czubek jego ogona, darła ile sił! To nie mogło się dobrze skończyć. Gdyby dobiegli do tamtego stada, na pewno dobrze by jej nie przywitali.

Ale Abrusia jest mądrym, zdyscyplinowanym pieskiem :-) )) Zawołałam ją! Nawet nie byłam pewna czy to ma sens na tym etapie, ale... "Abra, do mnie!" Zahamowała! W miejscu! Odwróciła się i z tą swoją radością ruszyła do mnie, chyba mając przed oczami te wszystkie dobre rzeczy jakie wtedy dostaje. Oczywiście! cała garść gotowanych żołądków! wychwaliłam, fajerwerki!!!

Czyż nie zasłużyła?! Przecież to najwspanialszy pies na świecie!!! Pomyślałam jeszcze o właścicielu berneńczyka i jego znajomych - wszystko widzieli! miałam satysfakcję... Abrusiu - brawo my!!! :-) 

15:54, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 listopada 2016
ABRA

18:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 listopada 2016

18:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 września 2016

22:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Zaliczyliśmy jeszcze jeden wyjazd, tym razem 4 dni. Chociaż tyle udało się wyrwać w tym roku, oprócz jeszcze krótszych wypadów wcześniej. My z Abrusią wykorzystałyśmy ten  czas maksymalnie. Las, rzeka, jezioro, wszystkie nasze ścieżki przedeptane wiele razy. Czasem już myślałam że ona ma bardziej dość niż ja..  Na każdym spacerze lekka powtórka z tego co już umiemy, ale nie jako ciężka praca tylko zabawa. Ostatnio oglądałam filmik któregoś z naszych hovków i spodobało mi się „stój“ w marszu, kiedy przewodnik idzie dalej, więc zrobiłyśmy sobie to (szybko poszło :-) ) i wzięłyśmy się za „waruj“.  To jest trochę trudniejsze, ale też się udaje, chociaż daleko nam nam do  perfekcji.  Nie ma żadnej presji , nic nie musimy, takie sobie ćwiczonka i jeszcze różne inne. Mijanki z psami wyglądają już całkiem przyzwoicie. Gorzej lub lepiej, ale nigdy nie tracimy kontaktu. Abra co chwilę odwraca się do mnie, jakby pytała „dobrze  zrobiłam?“,  albo „przecież musiałam obszczekać!“  Jest ten kontakt i to mnie ogromnie cieszy! Będzie na pewno jeszcze lepiej, bo na szkolenia  od czasu do czasu nadal  jeżdzimy. Jestem sunią coraz bardziej zachwycona... jest tak śliczna i kochana, ma wszystkie cechy jakie chciałam,  a resztę wypracujemy. Tak szybko się zmienia i dopasowuje, robi wszystko czego się oczekuje...No i tak strasznie chce być z nami! Nawet nie tylko ze mną, mamy być wszyscy w trójkę i nigdzie się nie rozłazić! Wytrzyma wszystkie niewygody, upał, żeby tylko jechać z nami wszędzie. Tylko jeden raz zostawiłam ją w domu, gdy jechaliśmy coś ważnego załatwić. Czułam się jak zbrodniarz, cały czas miałam przed oczami jej pysk w oknie i tę rozpacz.. Wróciliśmy najszybciej jak się dało i już przenigdy więcej tego jej nie zrobiłam... Mogłabym o niej opowiadać bez końca. Oboje z Leszkiem mamy na jej punkcie bzika. Żeby tylko nie chorowała i była z nami już zawsze! :-) )))

22:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

21:57, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 lipca 2016

18:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

18:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

16:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Małe wakacje

Jak co roku  -  wakacje.  Na 6 dni został  nam przydzielony pod opiekę 5 latek, więc wyjechaliśmy z nim  i z Abrą do Jurkowa. Przemek jest dzieckiem wyjątkowo rozsądnym i zrównoważonym,  jednak ja, zawsze znajdę coś,  żeby się zamartwiać. Tym razem nie byłam pewna Abry. To pies  jeszcze nie do końca  wyciszony po swoich przejściach. Za krótko jest z nami, żeby przewidzieć jej wszystkie reakcje, a jeszcze w relacjach z dzieckiem!.......
A jednak ułożyło się dobrze. Oczywiście pilnowani byli cały czas, oboje. Raz czy dwa zdarzyło się że sunia warknęła, ale to dobrze, bo dziecko nauczyło się  co to oznacza i jak reagować, oraz że nie wszystko można. 
Poza tym pies był główną atrakcją pobytu. Był tematem rozmów bo Przemek jest bardzo dociekliwy.  Stałym elementem spacerów były odcinki kiedy to on prowadził na smyczy sunię i był tym faktem bardzo przejęty. No a gdy wpadliśmy na pomysł żeby bawić się w chowanego w wysokich trawach, to już  trzeba było powtarzać to w kółko , do upadłego.
Na szczęście Abra też była zachwycona tą zabawą, To ona miała czekać aż mały się schowa, z zasłoniętymi przeze mnie oczami, a potem na hasło „szukaj Przemka“  pędzić w kierunku gdzie pobiegł i go odnależć.  W lot pojęła  jak to ma wyglądać i wcale jej się  nie nudziło.
W ogóle była cudowna :)) Tam, mogłam z nią już chodzić bez smyczy. Długo na to czekałam.  Trzymała się o parę kroków, wracała radośnie  na każde wezwanie.. Oczywiście nie było żadnych pokus - ani psów ani kotów...Wtedy byłoby zupełnie inaczej.
Ogólnie było wesoło. Przemek postanowił umyć wszystkie kamienie z olbrzymiej plaży nad Dunajcem.  Poza tym rano  witał nas dość nietypowo, np mówiąc  „dzień dobry temu domowi...“  po czym wyliczał co zje na śniadanie. Współczesne dzieci żywi się inaczej - cukier nie, biała mąka nie, do każdego posiłku coś czerwonego i coś zielonego. Też się do tego dostosowałam, bo przekonał mnie efekt: mały jest silny i zdrowy. No, nie do końca, bo inhalacje też trzeba mu robić 2x dziennie.
Pewną trudność stanowiło spakowanie nas wszystkich do samochodu. Abra zwykle zajmuje w Pandzie całe tylne siedzenie. Teraz na połowie znajdował się fotelik dziecięcy, w dodatku ja nie chciałam żeby siedzieli tak blisko siebie.
Ostatecznie przeważnie  wysyłało się dziadka Leszka na zakupy, ze szczegółową kartką i mogło to działać  całkiem  dobrze, gdyby tylko ją czytał... Tymczasem zdarzały się improwizacje. Gdy np. dziecko zatarło sobie oko i na pieczenie przydałby się świetlik, w aptece poprosił o błyszczyk... W efekcie obśmiali się oboje z farmaceutką i wrócił z niczym. Nie szkodzi. Samo przeszło , a najważniejsze, że w tym roku po  raz 1szy oni obaj zostali  dobrymi kumplami..
Podsumowując, udało się wszystko, obeszło się bez złych przygód jakich zawsze się obawiam,  wróciliśmy zadowoleni, chociaż niekoniecznie wypoczęci :-) ))).


 



15:58, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 29 czerwca 2016
Abra nad Dunajcem

IMG_1802v2mM1

 

22:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
portrecik

IMG_1700v2mM1

22:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
cwaniackie spojrzenie :-) )))

tekstIMG_1697v2mM

 

 

22:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 czerwca 2016
Podsumowanie :-) )))

Minęło 3 m-ce odkąd Abra jest z nami. Mamy trochę problemów, ale  nie żałuję niczego. Po raz pierwszy mam psa z adopcji o  którego przeszłości nie wiem nic. Po raz pierwszy mam psa z grupy obronnych. To inny typ,  niż myśliwskie i pasterskie jakie mieliśmy dotąd.
Suczka jest kompletnie  inna niż poprzednie nasze psy. Jest delikatna i rozsądna. Nigdy niczego się nie domaga - ani uwagi,  ani jedzenia, ani wyjścia.
 Nie umie się bawić, więc ją uczę.  Jadłaby najchętniej suchą kaszę i o zgrozo -  ziemniaki!!! Nienawidzi jabłek!   W domu jest zupełnie nieuciążliwa, prawie niewidzialna. Uwielbia uczyć się nowych rzeczy.
  No ale tak strasznie nas pilnuje! To męczące!  Szczeka za każdym razem gdy ktoś dotknie drzwi lub stuknie na schodach...
A poza domem nie da się dotknąć nikomu obcemu. Nie pozwoli nikomu wejść na teren który uznała za nasz. No i jeszcze ciągle napada na obce psy które próbują się zbliżyć. Omija nas polowa osiedla, bo z daleka widzą że idzie główny gangster.
Nie jestem przyzwyczajona. Alturkę nie obchodziło absolutnie nic. Po mieszkaniu mogły nam chodzić wycieczki. Mogłam dać głowę za to, że nikomu nic nie zrobi. Teraz jest inaczej.  Abrę obchodzi WSZYSTKO. Muszę przewidywać  i działać szybciej niż ona. Cieszę się że mamy na tyle dobry kontakt, że zawsze potrafię odwrócić jej uwagę. Sunia robi wrażenie jakby pytała mnie „co robimy?“  i zgadzała się na to,  ale często po prostu cóż....nie wytrzymuje.

******************************************************

Po pierwszym szkoleniu ogólnie było lepiej, ale napadanie na psy nie zostało wyeliminowane. Wiedziałam co mam robić,  ale proces oswajania z innymi psami trwał już za długo. Koleżanki z fundacji które znają Abrę, namówiły mnie na kilka spotkań z trenerką od psów z problemami. Sunia ma 5 lat i trzeba zadziałać bardziej radykalnie. Nie ma tyle czasu co przy wychowaniu szczeniaka. Abra już jest duża i silna i musi z ataków na psy zrezygnować. Nie może być tak, że wywleka mnie na skrzyżowanie, bo po drugiej stronie jest pies, który ją denerwuje.
Pomyślałam nawet, że gdybyśmy nie mieszkały w mieście, nie byłoby żadnych problemów. Zero.  Idealnie pasowałoby nam mieszkać na odludziu, na dużej posiadłości której skutecznie by pilnowała. Łaziłybyśmy po łąkach i do lasu. Same. Żadnych nerwów.
 Ale tak nie jest. Mieszkamy w dużym mieście.  Dookoła nas jest mnóstwo ludzi i psów i nie da się ich nie spotykać.
 Na szkoleniach wytłumaczono mi,  żeby zapomnieć że pies musi być przyjacielem całego świata!..  Nie musi. To też dla mnie nowość. Liczy się tylko relacja ze mną i gdy ja każę jej spokojnie minąć psa z naprzeciwka, to tak ma być.
 I tak znalazłyśmy się na innym szkoleniu, w grupie  2 ostrych owczarków niemieckich, cane corso,  border collie z kompleksami, oraz dobermana. Zajęcia są poza Krakowem , raz na tydzień, więc tylko co jakiś czas udaje nam się tam wybrać.  No i myślę że jest z tego pożytek. W grupie Abra ćwiczy idealnie. Rozumie wszystko , słucha mnie, nie zwraca uwagi na inne psy, chociaż są obok.  Robimy slalomy pomiędzy siedzącymi psami, mijamy się z naprzeciwka. Najpierw była strasznie napięta , teraz mniej. Ale już po zajęciach...bywa różnie.
 Wszyscy nam mówią że jest zmiana.  Nikt nie domyśliłby się problemów gdy widzi nas  jak pięknie chodzimy, dostojna piękna sunia, na lużnej smyczy, która nawet nie spojrzy w stronę psów ujadających za ogrodzeniem.. . Nadal potrzeba nam czasu. Chcę zrobić wszystko co możliwe bo  ona naprawdę  jest  warta moich wysiłków. Wierzę, że nam się uda.
Ona się uspokoi i uwierzy że nigdzie  jej nie oddamy. Ja pogodzę się z tym, że to pies obronny i takie ma reakcje.
Mogę je złagodzić .  Np. staram się żeby było tak -  w razie zagrożenia (jej zdaniem),  szczeka raz czy dwa razy i wystarczy. Wtedy ja mówię „ok, zawiadomiłaś, wystarczy, teraz ja się tym zajmę“. To byłby jakiś kompromis. Zdarza się już tak coraz częściej: zaszczeka - i patrzy na mnie.. Czyli jest wola współpracy!

A ja  co jakiś czas pytam :"Abrusiu, dobrze Ci jest z nami myszeczko?“ a wtedy natychmiast, w odpowiedzi,  różowy ciepły jęzorek omiata całą moją twarz a potem ręce....
  
 *********************************************

A ostatnio często jeżdzimy na wycieczki. Przeważnie krótkie, za to jakie fajne!  Wybieramy na razie bezludne miejsca, odpinamy smycz i....... :)))))  Wędrujemy, pływamy,  bawimy się w chowanego...  Jest super! Sunia nie oddala się na więcej niż 3-4 m.  I radośnie przybiega na każde zawołanie.  I akceptuje wszystkie pomysły!  Jest wspaniałą kumpelką! :-)))  Wiem że na razie przegrałabym z każdym kotem czy zającem gdyby się nagle pojawił, ale póki co nie jest żle.  
Tak więc bilans kłopotów i radości związanych z sunią, wychodzi na jej korzyść. A to jeszcze  nie koniec.


01:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

00:53, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 maja 2016

12:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
szkoła ukończona :))

Melduję że zakończyłyśmy z Abrą szkolenie podstawowe.

Na ostatnich zajęciach byłyśmy w towarzystwie boksera i tajskiego rhodesiana. Specjalnie tak, ponieważ ja cały czas mówiłam o tych naszych problemach z obcymi. 

Abra już na wstępie ścięła się z rodesianem, na szczęście na odległość. Było jasne że przyjażni  nie będzie. Celem ostatecznym lekcji  był stan , że wszystkie 3 psy dadzą radę ćwiczyć, pomimo swojej obecności.  Widziałam że Abrze nie było łatwo się skupić. Mimo wszystko udawało mi się do niej dotrzeć - prawie cały czas, z wyjątkiem scenki,  kiedy rhodesian na próbę przechodził dość blisko,  a ona stwierdziła że jednak mu wtłucze. Ciekawe, bo do boksera nie miała nic.

Natomiast co do ludzi w jej zachowaniu nastąpiła widoczna poprawa. W ostatnim czasie jedynie jakiś pijaczek został ostro obszczekany. Właściwie sam się prosił,  bo wgapiał się w nas, zamiast iść sobie swoją drogą. Przyznaję że zajęcia dały nam dużo. Wprawdzie sama nauczyłam ją już mnóstwa rzeczy, alę trenerka wprowadziła w nasze działanie jakiś porządek. Teraz jeszcze utrwalam wszystko co robiłyśmy,  dodatkowo uczę sunię „sikaj“ ,  a na własny użytek  mamy z Abrą własny słowniczek, bo w każdym domu pewne rzeczy są powtarzalne. Uwielbiam w niej to, że tak się stara dogadywać. To są 2 psy w jednym - aniołek i przytulanka w domu, brzuszek udostępniony do głaskania 24 godziny na dobę.  A równocześnie ostry pies poza domem, po którym wszystkiego mogę się spodziewać. Uczę się przewidywać, myśleć jak ona... Ostatnio nastraszyła jakieś dziecko, facet straszył mnie policją... A w domu - ideał: ma jeden cel - zrozumieć o co chodzi i posłuchać. Zgadza się na wszystko co chcę żeby zrobiła. Jest rozczulająca. Tak szybko obdarzyła nas zaufaniem.  Myślę że ona ma taką swoją hierarchię. Nam z Leszkiem wolno już wszystko. Innym najbardziej zaprzyjażnionym, wolno dużo, ale są granice.  Reszta może sobie przechodzić i  się odzywać (to postęp)  no a całkiem obcym nie wolno nic. Zbliżanie się, odzywanie, uśmiechanie do psa, jest niedozwolone. Myślę że to wszystko jeszcze złagodnieje. Cały czas zmierzamy w dobrym kierunku i porównania nie ma z pierwszymi dniami.  Często myślę - jak to się wszystko poukładało że ta sunia trafiła do nas. Wiem że już nas kocha. Nie zawiedziemy jej nigdy i będzie jej z nami dobrze. No a my...cóż zgłupieliśmy całkiem na jej punkcie. Znajomi mówią że już o niczym innym nie da się z nami rozmawiać.....A jeszcze nie wiedzą, że  to nieuleczalne :-) )))



12:19, cymestymek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 28 kwietnia 2016
zmęczona, w drodze ze szkoły....

16:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
w szkole

Abra bierze udział we wszystkim co się u nas dzieje. Wykazuje  w tym bardzo dużo  własnej kultury osobistej,  respektuje „odejdż" i nigdy w życiu nie wtrąca się do naszego jedzenia. Rozumie: poczekaj, pomału, nie, zostaw, połóż się  i kilka innych.
Teraz np. rozliczają z Leszkiem pity (on zawsze czeka na ostatni moment, ma silne nerwy). Sunia trzyma pysk na stole, ogonem zamiata odłożone papiery i jest pięknie.. On też kocha takie przeszkadzanie, podobnie jak ja.
A dziś na szkoleniu po uzgodnieniu z trenerką,  zrobiliśmy konfrontację z jej własną sznaucerką.  To na  moją prośbę sprawdzaliśmy  zachowania naszej hovci.. Chciałam wiedzieć czego się spodziewać, ale sprawdzić to bez ryzykowania czyjejś skóry. Nie mogło być już bardziej  bezpiecznie niż dziś, w obecności 2 trenerek.

No i się dowiedziałam. Abra startuje bardzo gwałtownie, z warczeniem i próbuje wszystko ustawiać. Sznaucerka też sobie nie daje,  jednak nie dążą do ścięcia, obie ostatecznie wyhamowują...

Wygląda to natomiast dosyć ostro i nie wyobrażam sobie takiej akcji z kimś obcym. Gdyby Abra w taki sposób dopadła np. jakiegoś shih-tzu z paniusią, powiedzmy w parku, obawiam się że skończyłoby się albo zawałem i karetką , albo druga opcja: policja i ja w kajdankach....

Trzeba się nastawić na strategię kontrolowanych spotkań lub ich unikania.  A poza tym została wychwalona za to jak szybko się uczy, no i jaki ma dobry kontakt ze mną, jakbyśmy już mnóstwo czasu były razem, a nie ponad miesiąc! To było dla mnie najmilsze co mogłam usłyszeć...:)))) 

15:46, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

20:41, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 kwietnia 2016
Ciągle zaskakuje..

Dzisiaj dla Abry trudny sprawdzian: wyprawa do miasta autobusem, przystanek, przejście ruchliwymi ulicami. Umówiłam się z koleżanką w miejscu pełnym ludzi, w dodatku ona przyszła z nieznaną nam jeszcze dużą sznaucerką.

Zależało mi na tym żebyśmy dobrze wypadły, bo ta koleżanka od zawsze szkoli psy i jest autorytetem nie tylko dla mnie. Jednocześnie wiem, jak trudno jest się pochwalić dzieckiem albo psem - gdy nam zależy, zawsze coś się posypie....

Tymczasem hovcia pokazała taki Wersal, że naprawdę byłam dumna! Tyle się namartwiłam gdy na osiedlu rzucała się na psy i na sąsiadów kiedy tylko chcieli podejść. To stawało się sporym problemem. Tak samo wszyscy domownicy, regularnie obszczekiwani.Dzisiaj nabrałam nadziei że z czasem wszystko opanujemy.

A gdy wracałyśmy i wysiadłyśmy już z autobusu blisko domu, sunia zaczęła się tarzać w trawie tak zawzięcie, jakby chciała zetrzeć z siebie to całe miasto.

Jednak za pól godziny, jakby wrażeń jeszcze było mało, zaczęła się burza i zauważyłam  że to też jest problem. Musiałam  więc przekonać Abrusię że to nic takiego i nikt tu się niczego nie boi. Tłumaczenie było na wesoło, poparte dobrym mięskiem, więc burza szybko  przestała być straszna. :)))

00:50, cymestymek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55