|
|
wtorek, 22 maja 2012
Chmurzy się
Wybieramy się po południu na zajęcia z dogo, w Ośrodku. Póki co, pogoda jest piękna, ale chyba gdzieś tam daleko krąży burza. Widzę to po Altku, który wbił się pod niską ławę i moje nogi i ziaje. Taki wielki, dzielny pies a gdy chodzi o burzę , to nie ma mocnych, cykor jakich mało. Widocznie jest się czego bać - psy więcej słyszą i czują, więc wiedzą lepiej.
niedziela, 20 maja 2012
Z życia wzięte
Taka scenka rodzajowa z dzisiaj: Czas i miejsce: przystanek MPK, około południa. Jest upał, a z tego przystanku można pojechać na kąpielisko. Pojawia się małżeństwo w wieku ok. 40-45 lat. Mają klasyczny, piknikowy koszyk z którego sterczy butla coli. Pan wybiera się poczytać rozkład jazdy, więc daje żonie kosz do potrzymania. I po chwili słychać na cały przystanek: - a gdzie reszta placka, zjadłeś?! - nieeeee... - no to gdzie? - gorąco jest to się zmniejszył! - a banany? zjadłeś 8 bananów?! - nieeee... - jak to nie? placek zjadłeś prawie cały?! i banany! - nie! - osiem?! Słyszeliśmy ten dialog wszyscy stojący na przystanku. Zastanawiam się, czy każdy miał inne wrażenia , czy podobne. Ja tam nie wiem jak ogólnie między nimi było, faktem jest że oskarżony, tak na oko, stanowił jedną drugą , jeśli nie jedną trzecią małżonki. To może on MUSIAŁ tak walczyć o przetrwanie...
piątek, 18 maja 2012
Piękny, spacerowy dzień. Na bulwarach Wisły pojawili się wszyscy: kolarze, rolkarze, psiarze, matki z wózkami, parki i staruszkowie. Chyba wszyscy trochę się przeliczyli, bo wprawdzie słońce piękne, ale wiatr lodowaty!
A już jak musiało być tym co na wodzie? A kajakarzy było mnóstwo. Póki co, nie zazdroszczę im.
wtorek, 15 maja 2012
Chwaliłam się już na prawo i lewo, więc nie mogę pominąć własnego bloga. Krzysztof Hołowczyc jest sportowcem którego przy moim bardzo umiarkowanym zainteresowaniu sportem, darzę wyjątkową sympatią. Cenię go za osiągnięcia, za pasję, za fair-play, za uśmiech i za rozum. Lubię go słuchać i oglądać. Jako starej mężatce, nie wypada mi powiedzieć, że jest również szalenie atrakcyjnym facetem. I oto dzięki mojej Przyjaciółce z Olsztyna, zostałam posiadaczką książki jego i o nim: piękne wydanie, piękne zdjęcia, a na pierwszej stronie - Hołek mnie pozdrawia! To była pełna niespodzianka i 100 procentowe zaskoczenie, nieczęsto zdarza się że ktoś aż tak perfekcyjnie postara się zrobić nam przyjemność. Ja doceniłam. Naprawdę , cieszyłam się jak dziecko. Ewo - dziękuję!
poniedziałek, 14 maja 2012
Znowu nas zapraszają
Mówiłam , że Alturka wyrażnie się nudzi jeśli jakiś czas nie mamy żadnych zajęć. Zwykłe, nawet dalekie spacery, to trochę za mało. Spacer + spotkany kot, to już znacznie lepiej. A dzisiaj dostałyśmy zaproszenie od pani która organizuje imprezę integracyjną z okazji Dnia Dziecka, pod Krakowem. Chodzi o pokaz psich umiejętności. Będzie też Agata i jej psy, przewidziane jest na to 1/2 godz. Powiedziałam , że możemy wystąpić , czemu nie. Z Agatą jesteśmy dosyć zgrane, psy się lubią, uzupełniamy się, będzie dobrze. A dla dzieciaków to będzie jedna z wielu atrakcji, bo jeszcze strażacy, jeszcze konkursy, konie i coś tam jeszcze przez cały dzień. Trochę się obawiam że ta estrada może być stresująca, ale wobec tego nie będziemy mieć zbyt wygórowanych wymagań w stosunku do psów. Tylko to, co od zawsze mają w małym palcu i robią nawet przez sen. Podobno, nie można dawać im komend przez mikrofon, bo kompletnie ich nie rozpoznają. Musimy pamiętać: do publiczności przez mikrofon, do psa - bezpośrednio.
czwartek, 10 maja 2012
Niektórzy koniecznie chcą pracować
Po przerwie wróciłyśmy z Alturką, do zajęć w dogo. Nie było lenistwa w międzyczasie, bo przecież ostro popracowałyśmy z Agatą w szkole, ale gdy ostatnio nie działo się nic, Alturka wyrażnie zaczęła się nudzić . Występowała z różnymi propozycjami typu wciskanie pantofli, przynoszenie pilota czy komórki, rozglądała się za czymś jeszcze. Wobec tego podejrzewałam, że będzie zadowolona z wznowienia wizyt w Ośrodku. Jednak okazało się , że wszystko to za mało. Roznosiła ją energia: wtrącała się w ćwiczenia, zabierała a potem podawała dzieciom zabawki, przekładała kocyki, przestawiała pudełka. Kreatywność ponad wszelką miarę. Trochę ją hamowałam - dla zasady, a trochę nie, bo było śmiesznie. Tym razem mieliśmy tunele /Altek uwielbia ten większy w którym jej nie grozi że się znowu zaklinuje/ następnie psy stały na bramkach i broniły, a dzieci strzelały gole miękką piłką, w końcu gra z zadaniami do wykonania. Mamy nowego chłopczyka , o którym powiedziano nam, że "bardzo żle znosi porażki". Postaraliśmy się wobec tego, żeby porażek nie było. Na zajęciach pojawił się też opiekun grupy i poprosił aby pozwolić mu się przysłuchać. Dobrze to świadczy o jego podejściu do pracy, taki w typie: "zdolny młody człowiek". Spodobało mu się, na następne też przyjdzie.
|