www.alteri.pl
RSS
piątek, 30 stycznia 2009
Altura + Kasia
 Tak jak ostatnio planowałyśmy, przyszła do nas  /a właściwie do Alturki/ - Kasia.
Oddała już swoją pracę mgr. o psach asystujacych, omijając wszystkie kłody pod nogi, rzucane na uczelni.  Alturka poznała ją od razu. Przywitały się -jak na Alturkę- bardzo czule.
Trochę posiedziałyśmy w domu, omówiłyśmy co z tego co pies umie, można wykorzystać, a potem poszłyśmy na długi spacer. Tak jak się spodziewałam, "dziewczyny" miały świetny kontakt. Kasia częściowo przejęła inicjatywę i sunia spokojnie to przyjęła. Nawet w sporych rozproszeniach wykonywała wszystko bez zarzutu. Myślę , że miało też znaczenie to że obie mamy podobne podejście do psa i nawet podobny sposób mówienia do niego, chwalenia i wymagania, więc nie odczuła większej różnicy. Ustaliłyśmy już plan działania, jeszcze więcej wspólnych spacerów, ćwiczonka i wszystko będzie dobrze. Nie wiem czy bardziej byłam zadowolona z Kasi czy z Altusi, w każdym razie podobał mi się ten duet.
21:49, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Zadnych nowości !
 Jak ta moja bouviczka nie lubi zmian ! Żadnych. Już kiedyś była cała afera gdy zoorganizowałam jej nowe posłanie, a ostatnio wyprałam jej ten materac na którym śpi. I wymyśliłam sobie , że praktycznie będzie, jeśli na wierzch nałoży się taką poszewkę - pokrowiec który będzie się prać częściej.
Szyłam go ręcznie prawie cały dzień, materac tymczasem wysychał. Na wierzch położyłam jeszcze jej osobisty kocyk, żeby było znajomo pomimo nowych zapachów  Wieczorem zrobiłam inaugurację. Pokazałam, zachęciłam i ...było tak, jak gdzieś tam dodatkowym zmysłem przeczuwałam. Oglądnęła i położyła się ostentacyjnie obok. Cały wieczór kładła się na podłodze w różnych miejscach, skrzętnie omijając materac /biedny, prawie bezdomny pies/.
W końcu poszliśmy wszyscy spać. Rano okazało się, że Altusia wprawdzie śpi na swoim miejscu, ale poszewka jest zdjęta, a zwinięty kocyk - pod głową.
21:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 stycznia 2009
Kompromitacja
 W ciągu kilku godzin radykalnie zmieniła się pogoda. W południe chodziłyśmy z Alturką w błocie i strugach deszczu. Wieczorem, około 22-ej zrobiło się bielusieńko, padał drobny gęsty śnieg który już nie topniał, tylko przysypywał wszystko. Piękne zrobiły się drzewa, słupy i druty elektryczne. Sunia była zachwycona. Ponieważ było ciemno, pusto i cicho, nie zapinałam jej smyczy, od domu biegła sobie luzem. I to był błąd. Pod koniec ulicy, jakiś starszy pan wjeżdżał sobie do garażu, w związku z czym miał wszystko pootwierane na oścież. Tego było trzeba Alturce.  Tylko śmignęła i zniknęła w ogrodzie za domem. Przeprosiłam pana i zaczęłam ją wołać, gwizdać itd. Wszystko na nic, zero efektu. Facet stał i czekał żebyśmy się wyniosły, bo nie mógł narazie pozamykać. Powiedziałam, że pójdę po nią. Kiwnął głową więc weszłam dalej. Znalazłam sunię dopiero na końcu ogrodu, ale moja dowcipnisia , wyrażnie w zabawowym nastroju, na mój widok zwiała jeszcze dalej i dookoła domu... Wróciłam bez niej, pan był już wyrażnie zniecierpliwiony, widać było że sobie myśli - "po co babie pies , jak w ogóle nad nim nie panuje". Tłumaczyłam się jak mogłam, ale nie bardzo mu się chciało słuchać, pewnie już zmarzł i naprawdę chciał iść do domu. W końcu oświadczył - " ja idę, a pani jak ją kiedyś złapie, to proszę zamknąć bramkę ".
Cóż, pewnie że w końcu przyszła, zadowolona z siebie, ale co wstyd, to wstyd.
W dodatku wiem, że to moja wina. Znam ją już, wiem że gdy najpierw się wybiega to nie robi takich numerów. Wraca ze mną bardzo ładnie, czasem w miarę ładnie, a czasem przyzwoicie ale słucha,  gdy na coś nie pozwalam. Tak więc zaryzykowałam, no to mam.
22:40, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 stycznia 2009
Niedziela
  Niedziela. Super pogoda. Wreszcie nie leje. Błoto jest dalej, ale na godzinę wyszlo słoneczko, akurat wtedy gdy wybraliśmy się z Leszkiem nad Wisłę, oczywiście na cześć suni.
Doceniła, gonienie było straszne, ogromny teren, jakieś gawrony, mewy, bażanty do gonienia, potem kaczki spokonie pływające po Wiśle - do oglądania. Od jesieni zostały wysokie wysuszone trawy, super do buszowania, potem tarzania. Szczęście na pysku. Chwilami znikała z oczu ale wracałaa błyskawicznie na gwizdek. Z tych traw wychodził taki chochoł, cały w tej słomie, obwieszona gałązkami, trawą, słomą,sianem, stare liście. Co chwilę meldowała się,potem znikała znowu i wracała na coraz chudszych nogach / bo mokre /. Smiesznie wyglądała, ale ten uśmiech na kudłatym pysku - bezcenne.
Po powrocie jeszcze prawie godzina szczotkowania, no i odsypianie w domu.  Dalej przebiera łapami przez sen, jeszcze kogoś goni.
19:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 stycznia 2009
Zmiany

 Duże zmiany u mnie w domu. Tomek /to syn/ powoli się wyprowadza. Muszę sobie powtarzać stare wyświechtane powiedzenie , że nie tracę Tomka, tylko zyskuję Anię. Pewnie jest w tym trochę prawdy, a na pewno w dużym stopniu zależy to również ode mnie. Dobrze układa  się Tomkowi z jego nową rodzinką. Jeszcze wiele trudności przed nimi, począwszy od załatwienia mieszkania i konieczności zmiany pracy. A potem , już w marcu , malutkie dziecko. Ale myślę , że  mają siłę żeby dać sobie radę z tym wszystkim i przetrwać. Dawniej myślałam, że najpierw musi być " grom z jasnego nieba " a potem cała reszta. Oni są dowodem na to , że nie koniecznie. U nich zaczęło się od końca, a jest coraz lepiej. Będzie ich od razu czworo, to też jakiś sposób na nadrobienie straconego czasu. Z założenia można spodziewać się problemów, np. gdy Grześ będzie dorastał, ale myślę że jeśli Tomek i Ania będą mądrzy, ze wszystkim dadzą radę. Narazie Tomek i Grześ się uwielbiają i oby tak dalej.  Trzymam za nich wszystkich kciuki.

14:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 stycznia 2009
Pora deszczowa.
 Skończyło się wszystko co było w tej całej zimie dobrego. To znaczy świeży biały śnieg, leciutki mróz i słoneczko. Teraz leje, wszystko się topi, resztki śniegu mają czarny kolor i  wszędzie jest błoto po kostki. I tak chodzimy z Alturką na spacery bo przecież trzeba się ruszać, ale to już żadna przyjemność.
A to, co miłego spotkało mnie ostatnio, to fakt, że odezwała się Kasia, moja koleżanka z kursu trenerskiego. To ta , która od pierwszego wejrzenia bardzo polubiła Alturkę jeszcze w Brzeżnicy, w dodatku ze wzajemnością. Od tamtej pory, byłyśmy w kontakcie, ale obu nam brakowało czasu żeby się częściej spotykać. A teraz okazało się, że Kasia pisała pracę magisterską o psach asysystujących i wkrótce będzie jej bronić. Chciałaby przy okazji zaprezentować takiego psa i pomyślała o naszym bouviku. Ja nie mam oczywiście nic przeciwko temu, zaproponowałam tylko , żeby wcześniej przyjechała do nas kilka razy żeby z sunią przypomniały sobie siebie nzwzajem.
Ciekawa jestem czy powiodą się te nasze plany.
23:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 stycznia 2009
Kto kogo przechytrzył
 Przygotowałam dzisiaj sprytny /he, he / plan, żeby w krókim czasie załatwić równocześnie 3 rzeczy:  Alturka miała zjeść, załatwić się, i pobiegać a ja w tym czasie - zakupy.
Miało być tak, że wypuszczę ją na łąkę za domem, poza ogródkiem, gdzie ona uwielbia buszować w krzakach i nie ma jej wtedy dość długo. Bramkę zostawiłam otwartą, żeby w każdej chwili mogła wrócić do ogródka. Następnie rozsypałam jej na ścieżce jedzonko, żeby jeszcze chwilę się zajęła, gdyby wróciła wcześniej niż ja. Wypuściłam więc ją "na wolność", popędziła, wtedy ja szybciutko do drugiej bramki. Gdy już brałam za klamkę, patrzę - stoi za mną. No nie ! Ona chyba czyta mi w myślach. Trudno, wpadłam, musiałam powiedzieć : zostań, zaraz wrócę i została z tą swoją miną że tak się pieskom nie robi.  Poszłam, zrobiłam zakupy,cały czas nasłuchiwałam czy gdzieś nie szczeka, a gdy wychodziłam ze sklepu, okazało się, że już pod nim na mnie czeka.
18:18, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 stycznia 2009
Sesja nocna
 Ostatnia nasza noc nie wyglądała tradycyjnie. Może tylko początek czyli - mycie, przebieranie, zgaszenie komputera, łóżko, kilka kartek książki, zgaszenie światła. Spałam jakieś pół godziny a potem się zaczęło. Alturka wstała ze swojego łożka i zaczęła nerwowo tuptać po mieszkaniu, tam i z powrotem. Do tego żałosne popiskiwanie, niegłośne ale non-stop. Każdy wie jak to jest gdy boli brzuch, a nie mieć wtedy w pobliżu łazienki ? Koszmar. Trzeba było zwlec się z łóżka i iść na dół żeby ją wypuścić. Gdy wróciła , poszłyśmy na górę i z powrotem spać.  Minęło znowu pół godziny i.. replay. Cały czas zastanawiałam się  jak mogę jej pomóc. Wydawało mi się że  ma trochę twardy brzuch ale też nie byłam pewna.
Po kolejnym chodzeniu "na pole" doszłam do wniosku że krople żołądkowe jeśli jej nie pomogą, to na pewno nie zaszkodzą. Tylko jak ją namówić żeby je zarzyła ? Odmierzyłam połowę dawki dla ludzi, troszkę rocieńczyłam wodą i wylałam na kromkę chleba tak, żeby tylko część była nasączona a reszta dobra. Strasznie jej nie smakowało. Myślę że to ten zabójczy zapach mięty ktory nawet nas zatyka. Każdy kawałek brała do pyska na dowód że ma dobre chęci, ale za chwilę wypluwała. Tyle , że za każdym razem był coraz mniejszy. Trochę to trwało, ale dotarłyśmy do końca. Wychwaliłam ją i w nagrodę dostała jeszcze jedną kromeczkę tym razem suchą, na poprawienie smaku "w ustach". Teraz namówiłam ją żeby położyła się i spała.  I tak to się skończyło. Z resztą już i tak było rano.
Nie odespałyśmy za bardzo. Teraz sunia  jakby nigdy nic, bawi się piłeczką, a ja robię to co  zwykle codziennie rano.   Najgorsze, że trudno z tego wyciągnąć jakieś wnioski. Wiadomo że zjadła jakieś świństwo na spacerze.  Ale co w związku z tym ? Nie spuszczać ze smyczy ? Spuszczać ale w kagańcu ? Nie zrobię jej tego. Raczej trzeba będzie zrobić powtórkę z nie podnoszenia z ziemi i może zmienić trasę.
12:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2009
Dzisiaj inaczej
 Z tymi psiskami to nigdy nic nie wiadomo. Dzisiaj miałyśmy się położyć na chwilę i oglądnąć razem dobry film. Już wprowadziłam ostatnio, że jak idziemy razem na moją kanapę, to rozścielam tam dwa kocyki - jeden mój, a jeden jej osobisty. I każda z nas ma swoje miejsce. Tymczasem dzisiaj spokojnie i stanowczo zrobiła kółko na mojej części i natychmiast zaczęła udawać  że już ciężko śpi.
A ponieważ była dzisiaj ładna , słoneczna pogoda, pomimo że mrożno, urządzłam jej aż 3 długie spacery, z porządnym bieganiem. Wyszalała się na dwóch pierwszych i zdecydowanie doceniła, więc jak tak, to wieczorem około 11-tej , też poszlyśmy dalej. I teraz guzik. Zero biegania , zero skoków , Chodziła mi cały czas bez sensu przy nodze, więc w końcu poszłyśmy na asfaltowy placyk i trochę poćwiczyłyśmy. To się jej nawet spodobało , trochę się rozruszała. Potem jeszcze kilka razy rzucałam jej patyki i też ładnie przynosiła , a z powrotem do domu znowu przy nodze, nawet w stronę uliczki z kotami tylko spojrzała.
Nie chodziło o spanie, bo jeszcze szwędała się po mieszkaniu z godzinę.
Jeszcze trochę czułości na dobranoc i spokój.
23:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Pies - terapeuta
  Ostatnio czytam sobie o dogoterapii. To trochę coś nowego dla mnie, bo jednak szkolenie psa asystującego różni się w wielu punktach od szkolenia psa - dogoterapeuty. Inne jest ich przeznaczenie, inne wykorzystanie. Trochę otarłam się o temat będąc na zajęciach w Jaworkach, bo grupa która przyjechała z Poznania, zajmowała się właśnie dogoterapią. Byłam dla nich pełna podziwu, bo zawsze przerażała mnie taka praca, głównie przez mój brak wiedzy na ten temat. Jednak na pewno jest dużo łatwiej tak jak było w Alteri, gdy naszymi pacjentami w sensie współpracy z psem, były osoby idealnie sprawne psychicznie, z którymi bez problemu nawiązywaliśmy kontakt. Żałuję, że za mało wykorzystałam te znajomości z Poznania, mogłam się więcej wypytać i dowiedzieć. Póki co, to sobie czytam i wciągam się w temat.
09:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 stycznia 2009
Kaganiec
Właśnie doszłam do wniosku   że jednak faceci czasem się na coś    przydają . Właśnie mój zaskoczył  mnie absolutnie. Fakt że nudziłam  bardzo    ostatnio ,że czarny pies i czarny kaganiec, nawet kupiłam specjalną taśmę w jasnym kolorze żeby okleić i żeby  było widać że coś ma na pysku. Ale nie bardzo wiedziałam jak się za to zabrać. I oto wstaję dzisiaj rano i co widzę ? Cały kaganiec równiutko perfekcyjnie OBSZYTY . Coś nieprawdopodobnego. Chyba mi go podmienili bo przecież znam faceta na wylot i to jest absolutnie ostatnia rzecz  za którą by się zabrał. Oczywiście wychwaliłam na wszystkie strony, bardzo był z siebie dumny, ale dalej trudno mi w to uwierzyć.
11:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 stycznia 2009
Mrozy
 Zima na całego. Dzisiaj mamy już -17 st. Rano awaria prądu , po południu awaria gazu. Ta druga , u nas oznacza nie tylko brak obiadu, ale także zimno w całym domu.
Ale pomiędzy jedną a drugą pokazało się słońce, śnieg zaczął pięknie iskrzyć i na główny spacer warunki były idealne. Sunia była dzisiaj w bardzo dobrym nastroju. Szalała w tym śniegu, było przynoszenie patyków, skoki przez huśtawkę. Tak było fajnie , że postanowiłam pójść z nią jeszcze dalej, drogą którą chodziła dotąd na smyczy. Teraz szła bez. Trzymała się blisko mnie, zatrzymywała się i oglądała za siebie  i czekała. Pozwoliłam jej zanurkować w te krzaki na które zawsze tęsknie patrzyła będąc na smyczy. Za każdym razem wracała natychmiast gdy zawołałam, całym pędem, z uśmiechem na pysku i położonymi uszami.
Tak sobie myślałam że dobrze , że nic nie robiłam na siłę i za wcześnie, gdy jeszcze mało ją znałam / a i ona mnie/. Na wszystko przychodzi czas i nic nie można przyspieszyć, nawet  gdy się bardzo chce. Ja się doczekałam.
I nie zgadzam się ze zdaniem , że ona potrzebuje twardego traktowania. Ja jestem stanowcza i konsekwentna ale na pewno nie "twarda" a każdemu życzyłabym takiego kontaktu i posłuszeństwa psa . To taka relacja , że ja do niej mówię łagodnie, nawet czule a ona słucha natychmiast, podchodzi, przytula się, więc dlaczego miałabym mówić do niej jakoś grożnie? Gdyby kiedyś nie była posłuszna , to mam jeszcze całą skalę do wykorzystania.
20:12, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Śniegi
 Wcale Alturce nie podobała się aż taka wielka zima. Najpierw , w ogródku , spodziewałam się że wskoczy po szyję w piękny biały śnieg, ale nie było mowy. Poczekała aż odgarnę wszystko ze ścieżki i dopiero wtedy na nią wkroczyła. Póki co, księżniczka stała i czekała aż skończę. Potem poszłyśmy na boisko i trochę za wcześnie spuściłam ją ze smyczy - spotkała się oko w oko z wrogiem nr.1 , suka podhalańczyk. Tamta była na smyczy, facet ściągnął ją tak, że prawie stała na 2 łapach. Nie było mowy o żadnych CS-ach. Wobec tego Altura podbiegła do niej i naszczekała jej prosto w pysk. Dopiero za 3 razem udało mi się ją odwołać, bo taka okazja żeby mieć przewagę... Wypadałoby żebym faceta przeprosiła, ale jako sąsiad jest on wyjątkowo niesympatyczny a do tego mój syn też nie mógł się z nim dogadać, gdy chodziło o podłączenie internetu. Więc po prostu poszłyśmy dalej.
A na boisku nadal to samo - ścieżka, ogląda się na mnie, mina pt."wracajmy". Strasznie  musiałam namawiać żeby chociaż parę kroków pobiegła. Wobec tego wymyśliłam coś innego. Poszłyśmy na placyk dla dzieciaków i zorganizowałam skakanie przez huśtawkę. Na to dała się namówić dość łatwo. Kilkanaście razy skok tam i z powrotem, dość wysoko - trochę ją to zmęczyło. Pomyślałam sobie że gdyby nie to, wykończyłaby mnie w domu.
Jeszcze powrót bez smyczy, kontrola kotów, próba ucieczki na osiedle ale dobrowolny powrót zaraz po odwołaniu, jeszcze kurs po ogródku po tej już  odgarniętej ścieżce i do domu.
Już zrobiło się ciemno.
Musimy przyzwyczaić się do tej zimy, bo do wiosny jeszcze daleko.
16:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 stycznia 2009
Pracusia

 Dzisiejszy dzień zaczął się hucznie. Dosłownie. Alturka kręciła się pod nogami bo zaraz miałyśmy wychodzić, a ja chciałam jeszcze dobrać się do szafki ze swetrami, która bardzo ciężko się otwiera . Gdy już ją zamykałam prawie "na kopa" , spadł mi z wielkim hukiem ciężki, srebrny dzbanuszek do którego nawrzucane były - jakieś zdezelowane kolczyki, same zapięcia do nich, pierścionki i garstka grosiaków tych żółtych czyli 1-5 . Najpierw zaklęłam pod nosem a potem pomyślałam że pozbieram to wszystko jak wrócimy. Tymczasem czuję , że sunia coś mi wpycha do ręki - wzięła się do roboty ! Jak tak , to zachęciłam ją, przyniosłam z kuchni coś motywującego i wyzbierała 80 % tych drobiazgów. Pomogłam jej dopiero na koniec.
Niby wiem że fundacyjne psy to umieją, a jednak byłam z niej taka dumna, że nie mogłam się doczekać żeby komuś to opowiedzieć. I jeszcze fakt, że to był jej pomysł że pies będzie zbierał.
Moja kochana pracusia.

W związku z powyższym wzięłam się za remanent w tych wszystkich rupieciach, rozłożyłyśmy się na mojej kanapie z koleżanką Alturką i grzebiemy w wielkim pudle. Za oknem spokojnie pada śnieg, na następny spacer będziemy go już mieć po kolana. Jest -2 st. /Kraków/

11:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 stycznia 2009
Niespodzianka
Piękny zimowy dzień. Nic dzisiaj  nie narzekam bo jest lekki mróz, bielutki świeży śnieg, nie ma wiatru i co najważniejsze , nie jest ślisko. Około 14-tej wyszło nawet piękne słoneczko, więc wybrałyśmy się z Alturką na dłuższy spacer. I dzisiaj mój bouviczek mnie zaskoczył. Zaproponowała aportowanie patyków. Już kiedyś chciałam żebyśmy się tak bawiły , ale nie była zachwycona. Trudno jej było połapać się gdzie rzuciłam, po 3 razach już jej się nudziło. Próbowałam też nosić zabawki w tym samym celu , ale skutek był podobny. Najpierw myślałam że z czasem się przekona , ale w końcu to zarzuciłyśmy. I dzisiaj nieoczekiwanie  - jej inicjatywa. Wyszukała taka gałązkę w kształcie procy i zaczęł mi ją podawać. Wykorzystałam to od razu , tyle że za każdym razem patyczek się  zmniejszał , bo po drodze był podgryzany. Wymieniłam go więc na solidnego badyla których tam nie brakuje  bo znoszą je   i zostawiają koledzy Alturki Wtedy  zaczęło się na dobre . Biegała  po niego w tych swoich podskokach które uwielbiam, zachowywała się jak szczeniaczek.  Obie świetnie się bawiłyśmy , do końca jej się nie znudziło, mnie wcześniej. Koniecznie jutro musimy to powtórzyć, żeby jej się utrwaliło że to fajna zabawa. Potem możemy przejść na piłkę i rzucanie coraz dalej.
16:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Poświątecznie
Od jakiegoś czasu propozycje Alturki przybrały taką formę, że gdy np. siedzę przy komputerze, ona podchodzi, staje obok krzesła i bokiem opiera się o mnie całym ciężarem.
Trzeba wtedy zwrócić na nią uwagę, najpierw pogłaskać po boczku, albo jeśli ma być pod brodą to podnosi wyczekująco główkę, a potem dobrze jest jeśli wymyślę , że teraz  coś robimy razem . Albo mówię "teraz nie mam czasu" to wtedy  kładzie się przy nogach i czeka. Zwykle nie za długo, bo ja już nie mogę się skupić i mam skrupuły . Dotąd robiła tak tylko na spacerach, np. gdy ja z kimś rozmawiałam lub gdy czuła się niepewnie. Oczywiście plus jej łapa na moim bucie. Bardzo lubię te oznaki naszej przyjażni, zwłaszcza , że pojawiły się one dopiero po jakimś czasie jej bytności u nas. Poza tym ostatnio wyrażnie wzrosło zapotrzebowanie suni na czułości. Dzisiaj wprawiła mnie w taki sielankowy nastrój gdy przyszła się poprzytulać a my spokojnie siedzieliśmy sobie z Leszkiem, świeciła się choinka, na lampie jeszcze wisiały posylwestrowe balony i jeszcze trwała świąteczna atmosfera. Pomyślałam sobie , że zawsze lubiałam Święta ale zdecydowanie brakowało mi do pełni szczęścia psiej mordy na kolanach i mięciutkiego futra do głaskania. Teraz już mam  wszystko. Dlatego nigdy nie spieszę się z rozbieraniem choinki, niech ta atmosfera trwa jak najdłużej.
A jeszcze a propos choinki, to gdy ją ubraliśmy, Alturka uznała że dobra jest nowa trasa do dreptania - cienkim przesmykiem dookoła drzewka. Takie rzeczy ona robi niewiarygodnie delikatnie i precyzyjnie chociaż naprawdę jest tam ciasno . Aż trudno uwierzyć, jeśli wie się jak ona wygląda. Naprawdę jest duża. A ostatnio kilka razy gdy weszłam do pokoju, zastałam ją z głową wetkniętą pomiędzy gałązki. Zawsze w tym samym miejscu.
O co chodzi ? Sprawdziłam i okazało się, że wisi tam jeden z dwóch małych , pomalowanych lukrem pierniczków, które Dorotka zrobiła ze 3 lata temu i zostały jako ozdoby choinkowe. Jednak psi nos nie ma sobie równych. Altek grzecznie odchodził gdy mówiłam "zostaw" ale wracał jak bumerang. W końcu przewiesiłam ciastko wyżej, bo przecież po3 latach nie nadawało się do jedzenia nawet dla psa. Więc  teraz psisko dalej staje w tym samym miejscu ale ma wyrażnie zawiedzioną minę.
01:37, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 stycznia 2009
Po Sylwestrze
Kurowałam się ostro przez 3 dni. Od Mamy dostałam lekarstwo przewidziane akurat na takie okoliczności i wreszcie zaczęło być na tyle dobrze, że już nie wstawałam z krzesła pół godziny. Wieczorem miała przyjść kuzynka z mężem i mieliśmy Sylwestra spędzić razem. Więc jeszcze trochę przygotowań. Już mieliśmy wspólne sylwestry, świetnie bawimy się we czwórkę lub szóstkę. Lubimy tańczyć, dawniej z Leszkiem chodziliśmy na zorganizowane sylestry w różne miejsca, zawsze bawiliśmy się do rana,czyli do momentu kiedy już zamiatali salę.Śmieszyło mnie, że niektórzy na takich imprezach  zasypiali z twarzą w talerzu jeszcze przed północą. Jak można wydać sporo pieniędzy i nawet nie doczekać tej 12-tej ? Wprawdzie Leszek to też "rozrywkowy" facet, co ma dobre i złe strony, ale zawsze wracaliśmy około 8-ej.Teraz  tradycją jest że o 12-tej idziemy na boisko, tam pijemy szampana i puszczamy petardy. Są tam wtedy też różni sąsiedzi, więc jeszcze życzenia , itd. W tym roku dołączyła do nas Alturka. Zupełnie nie wiedziałam jak będzie reagować na te sylwestrowe huki. Na domowe hałasy nie reaguje, nawet gdy nagle coś mi głośno spadnie, ale teraz to co innego.
Sąsiad zaczął strzały pod naszym oknem już o wpół do 12-ej. Alturka najpierw się odszczekała a potem położyła się koło mnie i piszczała. Pomyślałam - nie jest dobrze, jednak się boi. I teraz zaczęła się dyskusja co zrobić : czy zostawić ją " w biurze" , czy u teściowej, czy zabrać ze sobą. Żadne wyjście nie było dobre, ale ja zdecydowałam , że absolutnie chcę być z nią kiedy będzie się bała. Poszliśmy razem. My stanęłyśmy trochę dalej żeby tak nie było słychać , ale i tak się bała. Przykleiła mi się do nogi, popiskiwała. Strasznie mi jej było żal, szybciutko wróciliśmy do domu. Jeszcze pilnowałam się , żeby nie powiedzieć niczego w sensie " biedny piesek" bo już rozkleiła by się na dobre. Mówiłam zdecydowanie - nic się nie dzieje misiaczku,  wszystko w porządku, jest dobrze.  I tak uważam , że zostawienie jej w domu ,np u teściowej w obcym mieszkaniu, gdzie też słychać strzały,  wcale nie byłoby lepszym rozwiązaniem.  Wypiła miskę wody, jak zwykle gdy się denerwuje, a potem łapała nas za nogi i ręce gdy tańczyliśmy, bo to też było  dla niej coś dziwnego.
Za to dzisiaj spałyśmy obie do 12-tej. Potem spacerek i życie wraca do normy.
15:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »