www.alteri.pl
RSS
niedziela, 30 stycznia 2011
To zdjęcie do identyfikatora do pracy.

19:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Działamy dalej

Czułam , że tak będzie. Dogoterapia MUSIAŁA mi się spodobać. Na miejscu zbiórki stawiłam się bez psa, tak jak sobie wstępnie  wymyśliłam. Za pierwszym razem to miał być tylko rekonesans. Montowano właśnie grupę dla szpitala i tu zgłosiło się : 2 goldeny, 3 labki i średni kundel, 3 osoby bez psów. I od progu się zaczęło - DLACZEGO  BEZ PSA ?!  bo wiedzieli już, że mam.   Z Warszawy specjalnie przyjechała instruktorka z tamtejszej  fundacji ,  żeby zrobić sprawdzian potencjalnym dogoterapeutom. Nieprędko przyjedzie znowu. W dodatku prezeska skojarzyła sobie , że widziała kiedyś mnie i Alturkę w akcji, na pokazach w przedszkolu. Z tego co pamiętała, ten zrównoważony pies doskonale nadawał się do pracy w szpitalu.
W międzyczasie ja, patrząc jak kolejne psy z różnym skutkiem przechodzą przez sprawdzian, upewniałam się w przekonaniu że dla Alturki to mały pikuś. W Alteri mieliśmy naprawdę wysoko poprzeczkę. Żałowałam  coraz bardziej że jej nie wzięłam. A jeszcze prezeska zapytała : a może po nią pojechać ?...Za chwilę ktoś inny : może taksówką ?...
W końcu doznałam olśnienia - Tomek ! Wprawdzie nie było tak prosto, bo przecież gdzie indziej mieszka, jest niedziela rano,  musiałby  pojechać do mnie do domu, wziąć psa i dopiero mi przywieżć. Ale spróbowałam.  Ufff, zgodził się , porządne dziecko.  Trochę się tam wszyscy wyczekaliśmy na tym mrozie aż Księżniczka zostanie dowieziona, ale wreszcie....Tomkowi wiszę ogromne ciacho  /piwa nie lubi/ a my mogłyśmy się w końcu zaprezentować. W międzyczasie z instruktorką z W-wy ustaliłyśmy ilu mamy wspólnych znajomych bo świat działających psiarzy nie jest taki wielki. Również moja sunia znana jest szeroko. Było : "to TA Altura"? Z Alteri ?
Ale i tak znajomości nie były potrzebne. Zdałyśmy świetnie i 3 psy przeszły do drugiego etapu, do zdawania dalej już na terenie szpitala.
Tam też dobrze nam poszło. Na koniec trzeba było pochwalić się sztuczką, więc wybrałam :"schowaj  się" /z wózkiem inwalidzkim/ oraz podanie 2-groszówki z płytek.  Pełny sukces, wstępnie jesteśmy zakwalifikowane do kursów i przygotowań do pracy z dziećmi.  Dowiadywałam się, to nie będzie często bo będziemy pracować na zmianę a więc mniej więcej co 2 tygodnie. Tyle mogę, bo obawiałam się potrzeby większego zaangażowania.
Jestem zadowolona,  bo widziałam jak chętnie wchodzi we wszystko Altura.  To ją chciałam oszczędzić,   gdy myslałam  że nie będzie jej tu pasowało. Niepotrzebnie.  Z zapałem wykonuje co trzeba, w międzyczasie bawi się z goldenkami /przecież ona zawsze była w towarzystwie goldenów/ i w ogóle wszyscy są zadowoleni. Ja - czuję się tam jak w domu, sunia świetnie się bawi, to miejsce dla nas.
A poza tym , jeśli rzeczywiście czasowo nie będzie tak absorbująco, to nie będę rezygnować z tamtej drugiej Fundacji, gdzie już zaczęłam.
Tak sobie  planuję  teraz, a jak wyjdzie w praktyce - zobaczymy.

18:43, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 stycznia 2011

Na tym zdjęciu, znajduje się  sypialnia Alturki. Jak widać, ma tam nad łóżkiem kwiatka który nazywa się beniamin i który nie wiedzieć czemu ostatnio oblatuje. Dzisiaj w dodatku zaczęła go obgryzać sunia. Było tak, że wróciłyśmy ze spaceru, dostała swoje jedzonko + deser w postaci małej reszteczki z obiadu. Zjadła to wszystko i dostała czkawki. Bardzo ją niepokoiło to co się  dzieje, zaczęła nerwowo biegać i w końcu  obgryzać listki z tego kwiatka. A także zjadać te, które leżały na podłodze. Teraz ja się przestraszyłam, bo przecież niektóre doniczkowe kwiaty są trujące. Nie wiem jak ten, ale lepiej nie sprawdzać. W każdym razie takie zachowanie wskazywało na to , że pies chce najeść się trawy żeby wspomóc przewód pokarmowy - to stary psi sposób na różne dolegliwości.  Wobec tego szybko wypuściliśmy ją do ogródka. Gdy wróciła, było trochę lepiej ale jeszcze była niespokojna. Przygotowałam jej w związku z tym odpowiednią mieszankę z kropelek i ziółek, ale musiałam wykazać się nie lada inteligencją , żeby namówić ją na zażycie tego świństwa. Ale sunia wie, że ja łatwo nie rezygnuję, wykręcić się nie dało...
Grunt że wszystko razem pomogło - nie wiadomo co najbardziej, czy trawa czy kwiatek czy krople. Uspokoiło się,  Altuś leży sobie na swoim schodku z widokiem na koty i jest dobrze.

16:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 stycznia 2011
Wybory /nie polityczne /

Oprócz setki różnych spraw do załatwienia w tym tygodniu, bieżącym, mam również w planie podjęcie decyzji odnośnie wyboru Fundacji w ktorej będę pracować. Jedną z nich już odwiedziłam.
Były tam dzieci z ZD. Miały akurat zajęcia plastyczne i taneczne.
Dobrze się składa  że ja , mam absolutną łatwość nawiązywania kontaktów. Niewątpliwie ułatwia mi to życie na codzień, a  w dodatku mam wrażenie że ta cecha  nasila się z czasem.  Akurat w tej pracy, ta zdolność + spore zasoby empatii, wydają się być niezbędne.
Dzieci było ok. 10 cioro, o różnym stopniu upośledzenia i bardzo różniących się zachowaniem, temperamentem, odchyleniami. Była tam dziewczynka pełna koszmarnych lęków, związanych z przeróżnymi sytuacjami. Np. reagowała paniką na zgaszenie światła /i na tysiąc innych/. Oraz była inna dziewczynka, która wobec tego to światło gasiła, żeby ten atak histerycznej paniki wywołać.
Był też chłopiec- żartowniś, który prowokował w miły sposob,  żeby zwrócić na niego uwagę i dopiero wtedy wykonywał to, co robiliśmy. Powoli ich poznaję.
Cały czas zastanawiam się , jak wprowadzić tam Alturkę i w jakiej roli. Jeśli po prostu zwyczajnie przyjdzie ze mną , to rozwalimy im całe zajęcia  to jest pewne.  Będzie atrakcją i żaden dzieciak nie będzie nic malował, gdy ona będzie na sali. Jednak jeśli się tam zadomowię , to z czasem na pewno ją tam wprowadzę.
Trochę się tej Fundacji obawiałam. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z niepełnosprawnymi intelektualnie. Nie byłam pewna czy podołam.
Poszło dobrze. Pani prezes, która przygotowała mnie do zajęć z grupą, powiedziała mi chyba wszystko, co powinnam wiedzieć już na początek.
W tej chwili, wydaje mi się , że wiem jaka ma być tam moja rola. Wydaje mi się także, że tak łatwo jest im pomagać. To nie wymaga wiele wysiłku, chociaż jednak - maximum cierpliwości.
Chyba tam zostanę,  chociaż  jeszcze mam ochotę przyjrzeć się tej dogoterapii.  Jestem prawie pewna , że Altek się tam nie nadaje, ale koniecznie chcę zobaczyć jak to tutaj funkcjonuje.  Mam tam iść w niedzielę i wtedy ostatecznie zadecyduję.

18:32, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 stycznia 2011
Niebezpieczeństwa

Wczoraj krakowskich psiarzy obiegła wiadomość, że w wielu miejscach na trawnikach, rozłożone są trutki na szczury. Nietrudno się domyślić ,że tym razem celem nie były szczury, lecz psy. Udało się - w ciągu 2  dni, kilka już zostało otrutych.  
Wszyscy pamiętamy niedawną wzruszającą historię Bruna, który paradoksalnie, będąc przewodnikiem niewidomego, sam stracił wzrok właśnie po zjedzeniu takiej trutki.
Jakim trzeba być człowiekiem, żeby robić coś takiego ?  Wszystkich wkurzają brudne trawniki , wiadomo, ale czy to jest metoda ? To może już sprawiedliwiej będzie - strzelać do właścicieli psów ?  w końcu to oni są za wszystko  odpowiedzialni.
Przy okazji , zastanowiło mnie, jak to jest , że jednak mądre skądinąd i szkolone psy, nie mogą się oprzeć znalezionym świństwom. Wszędzie tego pełno. Ostatnio Altura załatwiła sobie nogę sarny. /!!! /  Ewidentnie ktoś kłusował  /może w Lesie Wolskim/   i po zabiciu sarenki, odciął jej nogi jako nieprzydatne i żeby łatwiej było nieść łup.
W każdym razie, Alturę z wielkim trudem oderwaliśmy od znalezionego skarbu.
O tych trutkach zawiadomiła mnie ta Fundacja, z którą się ostatnio dogaduję, /bardzo mi miło , że w ogóle przyszłam im do głowy/  a zorientowałam się z maila , że oni dostali ostrzeżenie od pani Zofii Mrzewińskiej, nie muszę wyjaśniać kto to.
Coż, pozostaje nam szczelny kaganiec na zmianę ze smyczą - czyli jeśli luzem to w kagańcu, a jeśli bez, to na smyczy.  Już widzę ten wzrok pełen goryczy, że taki spacer jest w ogóle bez sensu, ale trudno - cena jest za wysoka.

08:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 stycznia 2011
Plany

Mam takie poczucie, że życie które prowadzę , jest aktywne.  Nie nudzę się nigdy, robię wiele rzeczy,  a jeśli nawet  nie robię , to też czasem jest to potrzebne. Alturka  prowadzi zrelaksowany tryb życia jako pies domowy, absolutnie wielbiony i rozpieszczany.  Niby więc wszystko w porządku a jednak, doszłam do wniosku, że my obie się marnujemy. Fundacyjny pies, z takim wykształceniem jakie ma ,  mógłby jeszcze troszkę podziałać , nawet  dla urozmaicenia. Alturka lubi pracować, ma błysk w oku zawsze gdy biorę "przyrządy" do ćwiczeń i mamy działać. Trochę szkoda jej  "na kanapę", szkoda, żeby swoje umiejętności demonstrowała tylko "u cioci na imieninach".
Ja, czas który spędziłam w Alteri, wspominam z ogromnym sentymentem. To był wspaniały okres, cenne znajomości, ogrom doświadczeń i wiedzy. Tęsknię do tamtych osób ,  do Brzeżnicy,  do tamtych "klimatów".
I dlatego, pomyślałam sobie o czymś o podobnym charakterze.  Chciałabym jeszcze robić coś pożytecznego a i dla Alturki żeby tam znalazło się miejsce.  Będzie ze mną, więc jeśli  chciałaby  w coś się włączyć, to dobrze, a jesli nie , to będzie mi tylko towarzyszyć - nic na siłę.  Ale nasze pokazy w przedszkolach, były bardzo udane, więc kto wie, chyba razem mamy potencjał.  
Rozglądnęłam się już w Krakowie za czymś odpowiednim. Możliwości było kilka. Najpierw myślałam o dzieciach z ZD, potem o dogoterapii. Oczywiście, gdziekolwiek trafię, muszę się wiele nauczyć.  Ale to nic, przecież nie wybieram się tam jako specjalista.  A ostatnio chyba trafiłam na coś odpowiedniego. Fantastyczni ludzie, częściowo zwierzaki biorące udział w różnych działaniach. TO CHYBA TO. Świetna atmosfera, chcą nas tam bardzo, chyba tego szukałam. Narazie nie będę więcej opowiadać , żeby nie zapeszyć, ale chciałabym , żeby wyszło.
ps. Właśnie Czarna, która doskonale zna się na zegarku, przyszła w sprawie Głównego Spaceru.  No idę  już idę.

14:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 stycznia 2011
Ekologicznie

Od wieków trwa konflikt psiarzy i anty-psiarzy, dotyczący oględnie mówiąc czystości trawników. Kłótnie są zażarte i wcale się nie dziwię, gdyż właśnie przed chwilą wróciłyśmy z Alturą "z łąk", więc na świeżo jestem pod wrażeniem. Tak naprawdę , nie tylko psy przyczyniają się do ogólnego syfu, ludziom również trzeba przyznać , że lekką ręką /dosłownie /  wyrzucają gdzie popadnie -  papiery, butelki, torebki, nawet wynoszą i zostawiają całe wory śmieci /żeby nie płacić za wywóz ?/.  Dlatego trudno mi się opowiedzieć, czy jestem po stronie psiarzy, czy anty-psiarzy. Tak samo przeszkadzają mi niezliczone psie kupy, jak i papiery i butelki. Ogólnie rzecz biorąc - jest obrzydliwie. Musi być błoto , dopóki nie urośnie trawa, ale ta cała reszta ? Tyle się o tym mówi a nikt nie bierze tego do siebie. Więc pewnie tak będzie nadal - tej wiosny i następnej i jeszcze następnej... Bo nikt jeszcze nie wymyślił sposobu, żeby nas wychować.

16:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Optymistycznie

Dzisiaj po bardzo długim czasie , pokazało się słoneczko , jakby nigdy nic. Na spacer wylegli wszyscy : dzieciaki, mamy z wózkami, staruszkowie z laskami /a może "o laskach" bo wyszło dwuznacznie /  no i rzecz jasna psy. Chyba wszyscy trochę daliśmy się wypuścić, bo okazało się że jest bardzo ślisko. Trzeba było bardzo uważać. Alturka uznała, że jak wiosna to wiosna i przypomniało jej się,  jakie fajne jest tarzanie w trawie. Zrobiła do tego przymiarkę trzykrotnie,  jednak zdecydowanie nie było tak,  jak oczekiwała. Wobec tego wymyśliła inne atrakcje - obszczekała psa za ogrodzeniem, chociaż jak wiadomo,  to on ją powinien obszczekać skoro przechodziła jemu pod domem.
A poza tym w każdy wtorek, o tydzień starszy jest Nasz Najmłodszy Domownik. Rośnie fantastycznie, podobnie jak Pawełek - ziółko , o którym już pisałam. Te maluchy to sama radość.  Ponieważ Alturka nie zmieniła się przez 2 dni, więc dzisiaj zdjęcia Pawła i Przemka. Czyż  nie są piękni ?

17:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »

17:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 stycznia 2011
goście , goście

Dużo mamy w rodzinie Strzelców i Koziorożców, więc ostatnio życie towarzyskie kwitnie. Najpierw urodziny dwojga z nich, gdzie mieliśmy okazję sprawdzić co wyrasta z tych najmłodszych i jest to  potęga. Gonią z szaleństwem w oczach i strach pomyśleć , że tych sił i pomysłów przybywa z każdą chwilą.  A dzisiaj odwiedziła mnie koleżanka. To ta,która była kiedyś świadkiem wychowawczej porażki, dotyczącej Altury. Było mianowicie tak, że gdy na jakimś etapie wizyty chciałam pokazać gościom na komputerze jakieś zdjęcia  i wyszliśmy do drugiego pokoju, sunia odprowadziła nas ostentacyjnie, przepychając się między nogami a potem po cichutku wróciła i wymiotła wszystkie kanapki z półmiska. No, nie wszystkie , zostawiła jedną dla niepoznaki. Mnie ta historia bynajmniej nie zachwyca. Natomiast koleżanka i jej dzieci do tej pory  zaśmiewają się z tego, uznając ten wyczyn za dowód inteligencji i wyjątkowej przedsiębiorczości. Dzisiaj, rzecz jasna , również nie obeszło się bez wspominania, chociaż ja 1000 razy mówiłam ze ta sprawa to niewytłumaczalne zjawisko,  jedyny raz w życiu, nie w stylu mojego psa i w ogóle "nie poznaję kolegi".
A dzisiaj sunia zachowała się wzorowo. Dla koleżanki jest nadal ideałem psa, ktory nie narzucał się, nie żebrał przy stole.  Podobno nawet podszedł i powąchał torbę, na co koleżanka udzieliła informacji - "tam są lekarstwa, Cholestin i Bisocard ". Podobno sunia przyjęła do wiadomości  /"zrozumiała"/ i poszła sobie. Ok.  Następnie dowiedziałam się również, że ile razy wychodziłam z pokoju, Alturka podnosiła głowę i nasłuchiwała co robię w kuchni. Po chwili zasypiała z powrotem . Tylko jeden raz odgłos z kuchni /w relacji koleżanki/ musiał być inny, bo zerwała się i pobiegła sprawdzić. No tak . Wtedy wrzuciłam jej do miski kawałek mięska.
Dla mnie wszystko to normalka, dla koleżanki kolejny dowód, że ten pies jest absolutnie genialny.
Jak to miło.

16:37, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 stycznia 2011
reklamacje

Beznadziejna jest ta odwilż. Dotąd narzekałam , że mokro, szaro i ślisko. Dzisiaj doszedł jeszcze jeden powód - znalazłam u Altury kleszcza. Naprawdę się wkurzyłam ! Nawet w zimie spokoju ?! Już od połowy stycznia mam zacząć z tymi kropelkami, obrożami i pokrapianiem ?  Cholera !  Sprawdżcie swoje psy, dobrze radzę.

15:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 stycznia 2011

20:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Nie było nudno

Jak na zimę, pogoda była całkiem ładna. Miałyśmy sobie pójść na odmianę inną trasą, pod ostrą górę, z fajnym laskiem po obu stronach. Tymczasem zaczęło się prawie już tradycyjnie - kot. Po drugiej stronie ulicy, spokojnie sobie siedział, patrzył na nas prowokacyjnie. W dodatku już było widać, że od sąsiadów, idzie do niego dwóch kolegów. On jeszcze ich nie widział , ale Altura oczywiście tak. Do znudzenia opowiadam o tych kotach, ale trzeba widzieć Alturę w takich momentach - reszta świata znika. Teraz też. A przecież było ślisko, ona wyrywała się do nich przez ulicę, jechały samochody...Wcale to nie było dla mnie  fajne. Nie było wyjścia : wróciłam się kawałek i poszłam naookoło. I tak chwilę trwało zanim ochłonęła. W końcu doszłyśmy  tam,  gdzie planowałam. Alturka zaczęła sobie biegać, nurkować w śniegu, buszować w krzakach. Na jakiś czas całkiem mi zniknęła, więc gdy usłyszałam trzask gałęzi, pomyślałam że to ona. Ale to nie była sunia.  To było stado dzików. DZIKÓW !!!  Przechodziły krzakami 10 m. ode mnie. Wrażenie niesamowite !  Wprawdzie nie zwróciły na mnie uwagi , ale ja wpadłam w popłoch, bo buwiśki nie było w zasięgu wzroku. Pojęcia nie mam , jak wypadłaby konfrontacja. W tej okolicy spotkałam już kiedyś dziki,ale byłam wtedy sama. Wtedy też to zrobiło na mnie wrażenie, ale właśnie od razu pomyślałam wtedy jak to dobrze,  że Altek bezpiecznie siedzi w domu. Tym razem wróciła dopiero po dłuższej chwili, gdy nie było już zagrożenia. Uśmiechnięta, wesoła, cały pysk w śniegu i w oczach pytanie : " no jestem, co teraz robimy ?"

20:08, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 stycznia 2011

Bardzo wsiąkłam ostatnio w te małe dzieciaki. To również temat- rzeka, jak polityka, więc zwalczam chęć  napisania notki na jakikolwiek temat z takiej dziedziny. Czasem mnie korci, ale się nie daję, bo : polityka to mnóstwo kontrowersji a ja uważam, że  moje poglądy są jedynie słuszne.  Z  kolei małe dzieci i wszystko co się z tym wiąże, ma mnie pochłaniać w sposób kontrolowany, tzn. tak, żeby nie wcinać się młodym w ich życie. To trudne, ale prawidłowe.  Taką postawę uznałyśmy za najlepszą , razem z moją przyjaciółką z Olsztyna, po zastanowieniu. I jak dotąd sprawdza się, jest dobrze.
Tak więc, zostajemy przy psiskach. Dzisiaj było zgodnie z zasadą, że za wcześnie nie można pochwalić.  2/3 spaceru - pełna harmonia:  piękne okoliczności przyrody, słoneczko, mrozik, błyszczący śnieg... Alturka i ja na tym śniegu - rzucanie patyków, bieganie, podskoki, pełna beztroska, jak ze szczeniaczkiem.  I ledwo zdążyłam pomyśleć coś w sensie "życie jest piękne", kiedy zauważyłam w postawie suni coś, co mogło oznaczać tylko jedno : "mam pomysł !".  I to nie było coś, co mogłoby mi się spodobać.  Następna godzina zeszła mi na czekaniu  na Alturę,  która zginęła w zarośniętych przydomowych działkach, gdzie po świętach na pewno były wywalone dla ptaków przeróżne świństwa.  Oczywiście potem wraca się stamtąd z miną niewiniątka i szturchnięciem zgłasza pani , że wszystko  jest ok.

16:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 stycznia 2011
Nowy Rok

To że zwierzaki boją się sylwestrowych wystrzałów, to nic nowego. Alturka przeżywała swoje strachy już w zeszłym roku, więc nie spodziewałam się niczego innego teraz.  Na to konto wzięłam ją na wieczorny spacer wcześniej, już o 19.30 z nadzieją , że jeszcze będzie cicho. I w zasadzie prawie było, ale jednak gdzieś z bardzo daleka dobiegały głuche pomruki wystrzałów. To wystarczyło żeby sunia uznała , że nie wróży to nic dobrego.
Miała odpiętą smycz i mogła biegać, jednak nie miała zamiaru. Szła obok mnie krok w krok i nie odklejała się od nogi. Przy każdej okazji skręcała w stronę domu.
A po powrocie  było już coraz gorzej.
O północy wystrzały było słychać już z wszystkich stron i raz po raz. Altura wychodziła z siebie.  Pierwszy raz w życiu leżała na moich nogach i WARCZAŁA w stronę okna.  Tego  nie słyszałam u niej nigdy . Trzęsła się , oblizywała, ziajała i popiskiwała. Serce się krajało a  nie mogłam się litować i pocieszać bo wtedy jest jeszcze gorzej. Ja tylko byłam blisko i swoją pewnością starałam się podnieść jej pewność siebie. A poza tym przenosiłam jej łóżko w różne miejsca, z nadzieją że gdzieś słychać mniej. I jeszcze chciałam żeby zajęła się kongiem który zawsze był niezawodny, ale spojrzała na mnie z taką miną , że dałam spokój.
Po godzinie wszystko się uspokoiło, nastała cisza a psica zasnęła tam gdzie stała.
Szkoda że tak to wszystko wygląda. Te fajerwerki są naprawdę piękne. Trochę je oglądnęłam, ale bardziej byłam skupiona na psie. Widowiska są naprawdę imponujące, szkoda jednak że zwierzęta tak potwornie to przeżywają.
W każdym razie na przyszły rok  /"jak dożyjemy", mówiła moja babcia/  zorganizuję suni jakieś ziółka czy coś tam na nerwy, niech tę północ prześpi. Już więcej nie pozwolę jej się tak męczyć. W ogóle to szkoda, że już teraz o tym nie pomyślałam.

Zrobiłam Alturce zdjęcie pod choinką , ale nie wiem dlaczego zamieściło się 2 wpisy wczesniej, w miejsce innego. I jeszcze w kilku  miejscach widzę jakieś zamieszanie w zdjęciach - jedne znikają , pojawiają się następne, przeniesione z innego miejsca. To nie ja. Pojęcia nie mam o co chodzi, ale przecież nie muszę wszystkiego rozumieć.

12:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »