www.alteri.pl
RSS
niedziela, 27 stycznia 2013
niedzielnie

Naszły mnie wyrzuty sumienia, że ostatnio za mało zajmuję się psem.
Przez ponad tydzień inni członkowie rodziny mieli ważniejsze potrzeby i poświęcałam im sporo czasu, ale ponieważ blog ma być o psach, więc o tym nie opowiadam.  Natomiast  codziennie po powrocie, czekały te czarne ślepia wyrażnie uradowane na mój widok i wtulający się wielki, kochany łeb + obowiązkowe deptanie po nogach. No tak: gdzie byłaś? gdzie byłaś?!!
Tak więc wreszcie, Altuśku, niedziela jest dla ciebie!
Już samo to że wszyscy są obecni, jej się podoba. "Pomaganie" w kuchni przy gotowaniu, też jest stałym elementem programu dnia.
 A potem jeszcze zabawa w rozpoznawanie w którym zamkniętym kubku jest smakołyk. Sunia uwielbia takie akcje! Pierwsze podejście było idealne: obwąchała po kolei i wybrała właściwy. Już mamy ustalone, że podaje mi ten wybrany a ja otwieram i daję nagrodę. Tak właśnie to się odbyło. Byłam zachwycona i szczerze  wychwaliłam. 
Ale przy kolejnych razach, już za bardzo ją poniosło. Nie wiem czy tak się rozdokazywała, czy zaczęła się wygłupiać, czy może chciała szybko... W każdym razie wpadała, rozwalała wszystko i wciskała mi po kolei, jak leci, bez sprawdzania i bez żadnego sensu. Zakończyłam wobec tego zabawę, bo nie tak to  miało wyglądać.  A teraz się zastanawiam, co dalej. Jakoś to trzeba poprawić. Może wziąć ją na smycz żeby powstrzymać te szaleństwa i razem z nią podchodzić, na spokojnie kazać obwąchać?  Musi się uspokoić i opamiętać, bo przestaje logicznie myśleć.  Jeszcze się nad tym zastanowię. 

17:42, cymestymek
Link Komentarze (7) »
czwartek, 24 stycznia 2013
odkrycie

Dla internetu jako osiągnięcia naszej cywilizacji, mam bardzo duże uznanie graniczące z podziwem. Mnie osobiście szalenie ułatwia, urozmaica i uprzyjemnia życie. Nie ma sensu rozwodzić się nad tym więcej, bo każdy wie, o czym mówię.
A ostatnio, znowu znalazłam coś dla siebie.
 Okazało się, że oprócz mnóstwa stron dla miłośników psów, są też adresy bardziej szczegółowe, dla każdej rasy. Coś na zasadzie: "miłośnicy ...seterów, jamników, chartów (i innych) łączcie się!"
A już najnowszym  odkryciem jest fakt, że nawet tak rzadka rasa jak mój bouvier,  ma swój klub wielbicieli. Z całej Polski i dalej, z dalekiego świata; z Anglii, Francji, Seattle, gdzieś tam jeszcze, trafiłam nawet na Illinois.
Wreszcie mogę naoglądać się ile chcę zdjęć innych buwików. Są też filmiki o nich. Mogę porównywać, krytykować lub podziwiać, bo przecież oczywiście najbardziej podobają mi się te podobne do mojej pięknisi, najwspanialszej na świecie.
Ale muszę przyznać że zafascynowały mnie także jasne psy tej rasy, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Wiem od mojej Ewy, że to tzw. "fawn", czyli płowe. Są cudne, sami zobaczcie!


00:06, cymestymek
Link Komentarze (3) »
piątek, 18 stycznia 2013
dotrwać do wiosny...

13:06, cymestymek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 stycznia 2013
zima po naszemu

Alturka uważa mnie za przewodnika w sensie dosłownym. Teraz w zimie, oznacza to, że wymaga ode mnie żebym w śniegu po kolana szła pierwsza i udeptywała dla niej ścieżkę. Ponieważ ja mówię że nie ma głupich , więc dochodzi do przepychanek: ostatecznie raz ona , a raz ja,  stawiamy na swoim.
Następnie również suńka oczekuje, żeby zorganizować jakąś fajną zabawę, bo jak nie, to ona postoi w jednym miejscu i może wracać do domu.
No to organizuję!
Włażę w ten głęboki śnieg i namawiam żeby ruszyła się z tej kafelkowej dróżki. Mam szczęście, bo jak dotąd daje się namówić.
Najlepiej wychodzi zabawa jeśli idzie więcej niż jedna osoba. Wtedy każdy ma ze sobą po kilka smakołyków, rozchodzimy się w różne strony a buwiś biega pomiędzy nami. Nakręca się przy tym, kładzie uszy, rozpędza, szczeka. Jest fajnie. Kiedy jest już cała mokra, przestaje zgrywać damulkę, nie pilnuje już żeby nie dotknąć śniegu i biegnie sobie jeszcze kawałek dalej, już na wlasną rękę.
Myślę że jak na jej wiek, taka forma jest idealna. Czas wielogodzinnych wycieczek raczej już minął, przynajmniej na okres zimy. W lecie można więcej, z pewnością.
Po takim spacerze Altuś wmiata obiad i śpi jak beton do wieczora.


15:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 stycznia 2013
w urzędzie

Dopadły mnie urzędy.   Ale nie o tym chcę napisać, lecz o malkontenctwie, które zadziwiło mnie kolejny raz.
Po długiej, długiej przerwie, pojawiłam się dzisiaj w ZUSie.   I od razu zaskoczyły mnie zmiany. Było po remoncie, przybyło okienek i pań, pojawiła się maszyna z numerkami dla klientów.
Nie było kolejki!
Kręciło się kilka osób,  które właśnie bez kolejki, najwyrażniej  nie umiały się znależć.  No  bo komu powiedzieć że tutaj nie stał,  albo że urzędniczka się grzebie i ogólnie skandal...
Leszek nie wytrzymał i zaczął udzielać informacji o co chodzi z tym aparatem do numerków i gdzie co się potem wyświetla żeby był porządek.
Ja byłam bardzo zadowolona ze zmian. Szybko, sprawnie, jak nigdy dotąd w tej archaicznej instytucji. Nawet urzędniczka wykazała się wyjątkową łagodnością i cierpliwością..
Ale okazało się, że ludziom nie dogodzi. Nawet gdy kolejki brak, też można ponarzekać.
Gdy już wychodziłam, dobiegła mnie rozmowa:
- a pani myśli że za czyje pieniądze te remonty?
- no wiadomo, wiadomo....
- a taki aparat z numerkami, to nie kosztuje?...
- pewnie!
- nie dość że kupili, to teraz go trzeba utrzymać, a ile to prądu żre...
- a jak!
- i kto za to płaci?!

To już wiemy: pani płaci, pan płaci, wszyscy płacą...
I jak może być dobrze?!


16:49, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 stycznia 2013
Bez szans

Alturka  dzisiaj na spacerze, była podrywana.
Najwyrażniej wpadła w oko pewnemu panu,  gdy biegała sobie luzem. Robił wszystko żeby z nią zawrzeć znajomość. Wołał, kucał, zachęcał. Było czule: coś o Misiaczku i o Puszku...Że piękny pies, że kudłaty... Pieseczek, piesiunio.
 Odzew określiłabym: mniej niż zero.
Jednak pan nie wziął pod uwagę tego, że przecież to bouvier. BOUVIER!
Bouvier nie zawiera znajomości na ulicy!
Bouvier nie rozmawia z nieznajomymi!
Nie uznaje przymilania, zagadywania i zawracania głowy. Ma swoje bardzo ważne sprawy które pochłaniają go całkowicie.
Pewnie pan był rozczarowany. Ja nie byłam w ogóle włączona w te manewry. Byłam dość daleko, więc nawet nie mógłby  mnie o nic zapytać.
A może nawet bym go pocieszyła, że takie już one są. I nie należy tego brać do siebie.


14:30, cymestymek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 stycznia 2013
Na zimowo (czyli, nie da się tego zwalczyć, więc trzeba polubić)

13:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Jeszcze o naszych śniadaniach.

Już kiedyś o tym opowiadałam, ale przypomnę jeszcze, gdyż zjawisko trwa nadal. Może dlatego, że nie bardzo zależy mi żeby to zmienić.
Mówię o terrorze porannym, stosowanym przez buwiśkę.
Otóż rano gdy tylko wstaję, Znany Głodomór każe sobie dać śniadanie natychmiast. Ponieważ ja nie reaguję na wymuszanie, zaczynają się środki nacisku: szturchanie, popychanie głową, nadeptywanie mi na nogę, wciskanie się pomiędzy nogi i blokowanie przejścia. Plus jęki.
Ja - mimo wszystko robię jednak to co mam w planie, aż w końcu mówię "waruj" i dopiero wtedy sypię porcję do miski.
I to powinien być koniec występów, ale nie jest.
Drugi odcinek dotyczy mojego śniadania. Mam się pospieszyć, bo ona zjadła już swoje i teraz czeka na skórkę. Wobec tego daję jej wcześniej, a potem przeganiam. Reaguje na "odejdż" lub "wyjdż stąd",albo nawet: "spadaj", inaczej  stałaby  nade mną przez cały czas.
Natomiast Leszek jej nie wyrzuca. Znosi te wszystkie popychania, popędzania i wgapiania w talerz. Nawet podejrzewam , że to lubi.
On,  jest popędzany od początku do końca. Ma sobie szybko przygotować, szybko jeść,  bo pies się niecierpliwi i już jęczy,  albo w międzyczasie biegnie do mnie z tym swoim: "powiedz mu" - niech się pośpieszy. I u niego, to już każdy kawałek jest odżałowany.
Nie wtrącam się, bo twierdzę że każdy sam ustala swoje relacje z psem.
Jeśli im to odpowiada? Altek nie jest na etapie wychowywania żeby można było coś popsuć. Niektórzy mówią że rozpuszczona jak cygański bat.  Ktoś powie, że dla trenera to porażka, ale ja wcale nie chciałam żeby była mechanicznym psem, wykonującym polecenia jak robot. Słucha w stopniu  który zapewnia przyjemne bycie razem i to grunt.

A w razie potrzeby można z niej wydobyć więcej. 

11:11, cymestymek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 06 stycznia 2013
na razie chociaż powspominać...

 

Tak nas przewiało lodowatym wiatrem na spacerze, że nawet Alturka ciągnęła już do domu.  Więc żeby się rozgrzać po powrocie i pomarzyć, znalazłam te letnie zdjęcia.

Niby ogólnie nie lubię zielonego koloru, ale jednak trawa jest abolutnie piękna!  A już czarny buwik na zielonej trawie, to najpiękniejszy widok, zwłaszcza w środku zimy.

13:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 stycznia 2013
refleksja

Od czasu do czasu przeglądam sobie moją stronę na facebooku. Lubię tam wracać, gdyż mam na niej nazbierane różne zdjęcia, artykuły, piosenki, które mi się spodobały, zainteresowały lub rozśmieszyły.
I pomyślałam, że gdyby ktoś obcy tam zajrzał, to w momencie mnie rozgryzie: ma mój profil psychologiczny jak na tacy.
Widać czarno na białym, że moje zainteresowania to psy we wszystkich aspektach,  następnie trochę konie, wilki, sowy  i    inne zwierzęta.   Co jakiś czas również, regularnie, przewija się Hołowczyc.
Nasze rodzinne dzieciaki uwielbiam, ale nie chcę ich tu wciągać w nadmiernych ilościach więc występują umiarkowanie. Jeszcze są tu rysunki Mleczki, raczej te przyzwoite bo uważam że nie wszystko mi już wypada, ale odpowiada mi jego poczucie humoru.
I wygląda z tego wszystkiego na to, że proporcje psów do całej reszty, to jednak jakieś 8:1 ??
Bilans nie najlepiej o mnie mówiący i uważam że niesłusznie! To mylące!  Gdzie cała głębia mojej osobowości ?!
Żartuję oczywiście. Pewnie filozoficzne głębie  zawieruszyły się gdzieś w garach albo odkurzaczach, przez te wszystkie lata. Ale nie narzekam. Wszystko to razem składa się w jakąś całość, którą lubię.
I oby nic nie zmieniło się na gorsze.


                                                                           ***     ***     ***

Po namyśle muszę dodać , że przecież najważniejsi jednak są dla mnie ludzie.

Ci wszyscy z którymi się  zadaję.   Moje koleżanki, moja Przyjaciółka,   oraz moi znajomi.   Zwykle jestem zaangażowana w ich sprawy nawet jeśli nie zawsze mogę pomóc.  I chyba właśnie te wszystkie ludzkie sprawy stoją przed tymi innymi , którymi  także  się zajmuję.  Z całą pewnością : one stanowią priorytet.

11:30, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 stycznia 2013
odliczanie

Dochodzi północ. Za oknem leje jak w środku listopada.

Dotąd niektórzy narzekali że jest trochę mrozu i śniegu, inni że za mało,  ale tak jak teraz, to już nie podoba się nikomu. Dookoła wszyscy kaszlą i kichają, po nas też w kółko coś łazi...
Tymczasem córcia ogłosiła, że jeszcze tylko 117 dni... To nie brzmi tak żle!
To nie jakaś kalendarzowa granica zimy i wiosny,  tylko majowy weekend,  ten pierwszy, kiedy już na pewno będzie można wyjechać. W zeszłym roku, na wyjeżdzie w tym czasie,   opalałyśmy się, była zielona trawa i pierwsze kwiatki a do Alturki przychodził z wizytą baran z sąsiedniej łąki.
Jakoś tak niemądrze mi się wydaje,   że wystarczy że zrobi się wiosna,  a  wszystkie kłopoty będą mniejsze.
Alturka też tak uważa. Teraz pomrukuje przez sen,  śpi tuż obok mnie  na swoim fotelu, ale wiem  jak bardzo  uwielbia tarzać się w świeżej trawie.
Jutro chyba odgrzebię    letnie zdjęcia.


23:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 stycznia 2013
dogoterapeutka

Wyszło na to, że Alturka jest psem stworzonym do dogoterapii.
Cały sylwestrowy dzień panikowała, gdyż od rana słychać było strzały, to tu to tam. Jęczała, skomlała, chowała się, nie miała chwili spokoju. Odrobinę pomogło gdy przykryłam ją kocem.  Czuła się bardziej schowana i siedziała w takim kapturze. Nasza Zagulina.

A wieczorem odwiedziły nas nieoczekiwanie małe dzieci, Natasza, Adaś i Maurycy,  które akurat były z wizytą u córki. Przyszły do szeroko znanej Alturki, zobaczyć ją i pobawić się. Przyniosły dla niej talerzyk z pokrojoną parówką.
Suńka wyszła spod stołu i widząc parówkę i dzieci od razu domyśliła się  jaka jest jej rola.
Oczywiście pokierowałam trochę tym spotkaniem, ale Alturka była już w  "trybie pracy" i niewiele musiałam podpowiadać. Pokazała prawie wszystko co potrafi. Z entuzjazmem. Dzieciaki były zachwycone a Maurycy pękał ze śmiechu!
A ja zauważyłam że w międzyczasie zniknęły gdzieś jej wszystkie dzisiejsze strachy.
Czuła się pewnie, robiła to co lubi i umie, miała pełną aprobatę i podziw.
Można by chyba nawet wysnuć wniosek że  praca czyni cuda, że tak pomaga, leczy....
Noo,  nie idżmy za daleko.

11:52, cymestymek
Link Komentarze (2) »