www.alteri.pl
RSS
piątek, 31 stycznia 2014
zimowo, spacerowo

Marzę o lecie, ale tak naprawdę to narazie nie mam powodów do narzekania. Jest około -5 st., co drugi dzień świeci słońce, jest umiarkowana ilość błota i sporo czystego, białego śniegu.

Osiedlową uliczką Alturka nie lubi chodzić. Narzeka że czymś posypane, ostentacyjnie chodzi na trzech nogach, robi miny żeby już lepiej wracać do domu.

Ale gdy tylko znajdziemy się dalej, wstępuje w nią Pies Wesoły.

Energiczny truchcik, podskakujące uszy i ogólna ciekawość świata.

A już najlepiej lubi być nad Wisłą, po drugiej stronie wałów. Jest tam kilka miejsc do sprawdzenia, kilka ścieżek do przejścia i jeszcze pewien stały numer do odbycia zawsze na koniec.

Mianowicie nad samym brzegiem, znajduje się coś jakby obozowisko lokalnych meneli. Jakieś stoły, fotele, ślady ogniska.

Alturka zawsze się tam wybiera obwąchać i ustalić co było jedzone i pite.

Mnie natomiast mało to obchodzi, więc nie docieram na samo miejsce tylko w połowie drogi zawracam i idę długą ścieżką,  a potem pod górę,  z powrotem na wały.

Z tamtego miejsca widzę już dokładnie, kiedy sunia zaczyna wracać i jak mnie poszukuje. I chyba bardzo obie lubimy ten etap.

Alturka się nie spieszy, trochę węszy a trochę się rozgląda i tak jakby nie była pewna czy ja, to ja. Ma rozterki czy pobiec na skróty, w końcu jednak zostaje na utartym szlaku.

Ostatni odcinek jest wtedy, gdy zostało ze 40m. Jest już pewna że ja, to ja i zaczyna mnie doganiać. Mobilizuje siły, staje się czarną kulą i pędzi ile sił w nogach.

Wpada na mnie, witamy się, cieszymy, dostaje kawałek czegoś dobrego żeby było jeszcze fajniej. I dalej idziemy już sobie razem.

Te "smaczki" noszę już ze sobą regularnie, bo dzięki temu psica na każde wołanie tak radośnie przybiega, a ja tak lubię.

Nawet kupiłam jej ostatnio specjalne do tego celu malutkie nadziewane poduszeczki. Wprawdzie oficjalnie przeznaczone dla kotów, ale Altusia o tym nie wie, a ja gdzieś przeczytałam że dla kotów produkują lepsze jakościowo. Podobno dlatego, że pies połyka wszystko byle  tylko pachniało, a kot jest bardziej wybredny. :-))))))) 

15:48, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 stycznia 2014
zasypane

Cała Polska już dawno zasypana śniegiem, a u nas pojawił się dopiero 2 dni temu.

Ja nie lubię - zimno, ślisko, trzeba się ubierać jeszcze dokładniej...

Ale widzę że Alturce sie podoba. Ma ochotę biegać, wąchać, nawet trochę się pobawić lub poćwiczyć.

Wprawdzie zrobiła się ostatnio jakaś kłótliwa. Zaczepia spotykane psy, zaczyna od szczekania,  a dopiero potem zawiera znajomości. Ale za to coraz bardziej przyjażni się z osiedlowym goldenem, który od zawsze był przyjacielem naszej rodziny. 

Właściwie to ogólnie wszystko wygląda lepiej. Przykryte te wszystkie szarości i brudy, przymarznięte. Jest czyściej i na pewno zdrowiej.

No i jakby nie było, coraz bliżej do wiosny!


17:58, cymestymek
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 stycznia 2014
Scenka autobusowa

Lubię koty,  chociaż nie do szaleństwa,  pomimo że  na wszystkich  zdjęciach z dzieciństwa jestem nimi obwieszona   Potem ustaliło się,  że jednak jeszcze bardziej lubię psy,  a  ponieważ nie mogłam mieć wszystkiego, to właśnie psy towarzyszyły  nam w domu. 

Ostatnio gdy jechałam autobusem, obserwowałam starszą panią, która wiozła ze sobą klatkę z kotem. Postawiła ją na takiej półce, że głowy mieli oboje na tej samej wysokości.

Najpierw pomyślałam że jedzie do azylu,  bo niestety to częsty widok  na tej trasie.  Jednak minęliśmy azyl, pani nie wysiadła,  więc była możliwa  druga opcja - weterynarz.

I gdy już tak im się przyglądałam, ujęła mnie ciepła relacja pomiędzy zwierzakiem i panią,  jaką  wyrażnie dało się odczuć.

kot usadowił się w klatce od strony pani, jak najbliżej. Pani nachylona nad nim, co jakiś czas przez kratkę, jednym palcem głaskała go po nosku. Mówiła coś uspokajająco,   a kot za każdym razem odpowiadał.

Było w tym obrazku tyle ciepła i bliskości....

Autobusowe scenki zwykle nie sa sympatyczne, raczej zadziwiają głupotą i chamstwem.   Ta, była zupełnie z innej bajki.

 

                

11:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 stycznia 2014
Wośp

Dzisiejsza niedziela jest tą finałową, kończącą akcję Jurka Owsiaka.

Bardzo wysoko cenię tego człowieka za wszystko co robi i podziwiam za determinację i to, że nie zniechęcają go przeszkody i  trudności,   a nierzadko  także pomówienia i oszczerstwa.

 A poza tym,  zauważyłam, że chwilami niewdzięczność ludzka jest zdumiewająca.   I myślę że mnie, dawno odechciałoby się starać, gdybym widziała,  że ludzi i tak nie zadowoli się nigdy.

Oglądałam reportaż w którym ekipa tv odwiedziła szpital wyposażony przez WOŚP. Oddział geriatryczny dostał  nową aparaturę, oraz specjalistyczne, łóżka nowej generacji.  Dziennikarka weszła do takiej własnie unowocześnionej sali i zagadnęła jednego z pacjentów, leżącego, starszego mężczyznę :

 - Czy wygodnie teraz ?, czy odczuwa pan zmianę na lepsze,  po wymianie wyposażenia?...

 I pacjent się wypowiedział, a to co mówił, rozłożyło mnie na łopatki...

 -  Nooo, taaaa...  łóżko może być. Ale ta poduszka.. niech pani patrzy jaka poduszka!   A  tą pościel (czyściutka, biała) to  mogliby dać jakąś inną....

 Więc ja się pytam    -    jaką? satynową?  atłasową?

 Bo obawiam się,   że gdy już taka będzie,  to wtedy też nie będzie można pochwalić.  

Bo pan powie że nie lubi w różyczki,  tylko  wolałby w chmurki.

20:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 stycznia 2014
Nad wielką wodą.....:-))))

W piątek wieczorem córcia zapowiedziała sobotnią wycieczkę.Do Kryspinowa, nad jezioro które można obejść dookoła w ciągu kilku godzin, lub tak jak my, do połowy.

Założenie było takie, że każdy może się przyłączyć. Ogłoszenie  skierowano do ogółu, jednak odzew był słaby. Pierwsze zgłosiłyśmy się my dwie, z Alturką, a potem.......już nikt więcej. No trudno, niech żałują, sami też bawimy się bardzo dobrze :-)))

 Było jeszcze lepiej , niż się spodziewałyśmy! Słońce świeciło jak w lecie. Suche ścieżki i suchy piasek. Granatowa tafla jeziora, na której  nagle pojawiło się stado kaczek, a po chwili samotny, piękny łabędż. Płynął dumnie i patrzył w naszą stronę w oczekiwaniu na jakieś jedzonko.

 Alturkę wyrażnie zafascynował. Weszła do wody żeby na niego napyskować, ale wcale się tym nie przejął. Wręcz odwrotnie - głośno na nią nasyczał i nie zmienił kursu ani na centymetr.

Potem jeszcze były spotkania towarzyskie, najpierw wesoły labek a póżniej młody wilczak, smukły jak to w tej rasie (dowiedziałam się że przyjechał z Czech). Był tak szybki i żywiołowy, że po prostu przefruwał koło nas co chwilę. Zrobił wszystko żeby buwiśkę rozruszać i udało mu się. Pogoniła go, chociaż chyba nie tyle w celach zabawowych,  raczej żeby przepędzić.

Po jakimś czasie dołączyli do nas z opóżnieniem ale jednak, Paweł z Tomkiem,  więc zabawa zrobiła się jeszcze lepsza. Nawet były zamki z piasku i autostrady.

Alturka do końca była tak nakręcona jakby ubyło jej z 5 lat. Krzaki - piasek - woda - góra - dół.... Często meldowała się u mnie i w końcu usłyszałam że gwiżdże jej w płucach....  Chyba przesadziła!

15:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:22, cymestymek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 stycznia 2014
Nadal prawie letnie spacery....

14:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 stycznia 2014
Po Sylwestrze....:-)

12:51, cymestymek
Link Komentarze (4) »