www.alteri.pl
RSS
piątek, 27 lutego 2009
Trochę różnych przeżyć
  Jak na mnie, to dużo wrażeń wczoraj i dzisiaj. Leszek zaczął pracę w nowym miejscu i  teraz wiecznie go nie ma. Poza tym, po sporej przerwie byliśmy wczoraj na koncercie w Filharmonii- zachęcił mnie ciekawy program. Klasyka w nowych aranżacjach + mniej znane utwory których dotąd w Krakowie nie grano. Wspaniałe przeżycie, wspaniała atmosfera. Uczta dla ducha.
A dzisiaj coś dla ciała. W dodatku psiego. Osobista fryzjerka Alturki, 2 dni temu, rzuciła hasło  że "już czas" .  Rzeczywiście sunia była już tak zarośnięta , że ja też przemyśliwałam co z nią zrobić. Umówiłyśmy się na dzisiaj. A więc od rana akcja. To już trzecia dla nas obu, czyli odkąd jesteśmy razem, więc już wiedziałam czego się spodziewać Zabiegi trwają bite 5 godzin i ani minuty krócej. Ja mam w tym czasie zniknąć żeby suni nie rozpraszać i żeby stała spokojnie. I chyba stoi, bo zawsze ją chwalą. Dzisiaj wymyśliłam , że pojadę w tym czasie do Mamy, a potem po nią wrócę. To był dobry pomysł. Mama jest niezawodna - obiadek, kawa, ciasto, pogaduchy... Odpoczęłam po pierwszym etapie. Ale potem drugi i znowu wystałam się na przystankach jak dyżurna, wymarzłam, jeszcze ok. 1,5 km. żeby dojść do tego salonu. W dodatku lało i wiało. Tak więc 4 razy przeszłam dzisiaj tę trasę.
Alturka po tych 5 godzinach też wyszła nieprzytomnie zmęczona. W ogóle nie kontaktowała, całą drogę ciągnęła jak diabli, przez godzinę nie docierało do niej nic.
Ale wygląda ślicznie. Z panią Kasią doszłyśmy do porozumienia co podciąć a co nie, nawet byłyśmy wyjątkowo zgodne w tym temacie. I rzeczywiście zrobiła to wszystko  idealnie , tak jak chciałam.
Teraz mam cudownego miękkiego misiaczka, łypiącego czujnym okiem spod skróconej grzywki, z pięknym okrąglutkim tyłeczkiem i potężnymi, równymi jak słupki nogami.
Dlatego nie rozumiem zupełnie , dlaczego jakaś pani w autobusie mnie zaczepiła : "to Nowofunland, prawda ?, bo ma takie grube łapy ". No ma.
Naprawdę , strasznie mi się teraz podoba. Obie jesteśmy wykończone całym tym dniem, ale warto było.
22:58, cymestymek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 lutego 2009
O spacerkach
Jednak jak zupełnie inaczej wyglądają spacery z psem w zależności od pogody. W przypadku Altury również.  Kiedy jest lato i trawa, to wiadomo - biegi, kwiatki, tarzanie. Gdy błoto i chlapa - chodzi  ścieżkami, z obrzydzaniem zbacza na trawę i namawia mnie , żeby wracać. A teraz gdy jest mróz i kupa śniegu, często + słoneczko, wybiera wprawdzie udeptane ścieżki, ale co chwila skoki przez zaspy, pruje pyskiem przez ten śnieg, robi białe chmury i ma całą głowę w śniegu. A najbardziej lubi wszelkie preteksty do szybkiego biegania. Wobec tego gdy jesteśmy same, stwarzam jej taką możliwość, ponieważ ćwiczymy siad-zostań i zwiększamy stopniowo dystans. Powoli  dochodzimy już do ok. 30 m. , ona siedzi w napięciu, a potem na mój gest, pędzi jak Persching i obie bardzo się cieszymy.
Inna wersja funkcjonuje, gdy jestem z Leszkiem albo z Dorotką /to córcia/. Wtedy sunia lubi jak też jest duża odległość między nami a ona biega od jednej osoby do drugiej. I też rozpędza się przy tym maksymalnie, ma szeroko uśmiechnięty pysk i jest wspaniale.
W międzyczasie zjada swoją część dziennej porcji Royala. Tego elementu spaceru pozazdrościł jej wczoraj kolega z osiedla, taki prawie-beagle. Jak zwykle chodził sobie bezpańsko i wcale Alturki nie obchodził , do czasu kiedy zainteresował się jej kulkami. Poczęstowałam go jedną, pamiętając jak Alturka z Tymkiem jedli sobie razem w pełnej zgodzie.
Natychmiast na niego naskoczyła, aż myślałam że biedak w końcu zakrztusi się albo wypluje tą kulkę. Ale prędko ją połknął i wycofał się bez sprzeciwu. I gdzie ta polska gościnność? Aha, przecież Alturka  jest flandryjska...
12:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lutego 2009
p.s. do ostatniej notki
 O dziwo poduszka znalazła wielkie uznanie u Alturki która generalnie zmian nie lubi.
Natomiast naraziłam się Leszkowi /to mąż/ ponieważ dałam suni identyczną poszewkę jak ta, którą on posiada. Ostatecznie zażądał , żeby przynajmniej były podpisane. I tak psu piorę osobno więc by się nie myliły,ale stanęło na tym, że musiałam podpisać.  Na jednej "L"a na drugiej "A". Teraz w zasadzie jest w porządku.
22:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lutego 2009
Mam uczulenie...
... na te wszystkie programy /przeważnie amerykańskie/ w których "miłośnicy" psów farbują je na różowo lub zielono, kupują im łóżka z baldachimem, obroże ze szmaragdami i budki z łazienką.  Zawsze dziwiłam się takim osobom, bo jest tyle ślicznych, przeróżnych pluszaków które można dowolnie przebierać, ubierać w sukienki, czesać, farbować itd.
W naszych kręgach przebiega to nieco inaczej, bo nie ma psiarzy których stać by było np. na szeleczki z diamentami.Ale nie chodzi o możliwości, tylko o sposób myślenia.  I tak  np. słyszałam wypowiedż : "mój pies MUSI  zjeść codziennie tabliczkę czekolady" - chodziło o dobermana /już nie żyje/  albo " mój pies MUSI jeść razem z nami przy stole, bo inaczej wpada w depresję"...Przykłady można mnożyć.
I właśnie teraz zastanawiam się, czy ja też powoli nie zbliżam się do tej kategorii właścicieli, ponieważ wczoraj sprezentowałam Altusi poduszkę do spania. Zdecydowanie widziałam taką potrzebę od jakiegoś czasu, bo ona sama najpierw brała sobie kocyk pod głowę, a potem gdy gdzieś tam się jej wysuwał, leżała na tym materacu  z główką na podłodze. Teraz już będzie jej wygodnie.
Ale dalej się nie posunę . Nie ufarbuję jej na różowo.
14:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Tłusty Czwartek
 Rozczula mnie dzisiaj mój pies. Ma jakiś Dzień wierności lub czułości, czy czegoś w tym rodzaju. Nie mogę powiedzieć że "jak nigdy" bo już tak bywało, ale czasami -jak dzisiaj- to się nasila. Chodzi za mną krok w krok, przytula się, nadstawia się do głaskania, daje buziaczki. Cały dzień prawie wcale nie śpi, najwyżej leży z uniesioną główką i obserwuje co robię. Jeśli znikam jej z pola widzenia, natychmiast się przemieszcza.
Zastanawiam się już, czy mam dzisiaj jakieś specjalne zasługi, ale nie. Jak zwykle 3 /dzisiaj 4/ spacery, jeden z nich dłuższy, dalszy i bardziej fajny. Ale to tez się zdarza często. Może chodzi o to że z okazji Tłustego Czwartku dostała kawałek pączka /2x3 cm./ ?
Jednak mam nadzieję, że to nie z tego powodu. Pewnie jutro już będzie po staremu, czyli taka trochę ważniara, ale może nie.
00:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lutego 2009
Kasia z Alturką
 Kasia z Altkiem na spacerze. Prawda że widać "więż dusz " ?
20:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
20:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lutego 2009
Powrót zimy
V Zasypało nas po uszy. od  3 -dni nieprzerwanie sypie śnieg. Nie nadążamy go odgarniać. Na spacery już chodzimy nie z psem, tylko z bałwanem. A raczej  - wychodzimy z psem, a wracamy z bałwanem. Jeden plus - śnieg biały, czysty, sunia pochłania go w sporych ilościach, wolę to niż gdy pije z kałuży. Ale te jej skoki w tym wielkim śniegu... ,krzaki, potem biało-czarna kula pędząca prosto na nas...Super to jest. Wprawdzie śnieg wsypuje nam się do butów, Potem z suni odpdają te wszystkie kawałki lodu , więc ja non -stop z Mopem. Chyba jednak polubię zimę, przynajmniej taką jaka jest teraz. To 100 % zimy w zimie.
16:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lutego 2009
Alturka broni pracy mgr.
  Dzisiaj od południa zwracamy się do Alturki per  "pani magister". Dzisiaj zdawała egzamin magisterski.  To znaczy była, na poważnym egzaminie razem z Kasią i obie robiły co mogły , żeby wypaść jak najlepiej. Broniły pracy magisterskiej o psach pracujących ,Nie wiem jeszcze co tam było w pokoju dziekana za zamkniętymi drzwiami, ale widziałam je przed wejściem tam, Kaśka - kłębek nerwów, Altura rozkojarzona, ale wpatrzona w saszetkę ze smakołykami więc i w Kasię. Lubią się wyjątkowo , więc Alturka sprzedała mnie w 5 minut.
Jeszcze początek akcji był taki , że w drzwiach uczelni witał nas biało-czarny kot .
 No cóż. Tupnęłam na niego żeby zwiewał , bo rozkojarzy mi psa tak że nikt się z nim potem nie dogada. Znam to. Ale kot ani myślał. Był u siebie, po to siedzi w drzwiach żeby każdy po drodze go głaskał, nie miał powodu uciekać. Wobec tego Kasia wróciła się z Alturą żeby ją zagadać, a ja poszłam do kota . Byl śliczny i milusiński , więc nie było mowy o przepędzeniu. Gdy podeszłam nastawił się do głaskania, więc wzięłam go na ręce, i wyniosłam kawałek dalej. Zanim wróci na swoje stanowisko, przeszliśmy spokojnie z sunią , która na szczęście nic  nie zauważyła. Kibiców było mnóstwo. Rodzice, przyjaciele,mnóstwo osób. Kamil, chłopak Kasi /nawiasem mówiąc - świetny facet/ koleżanki ze studiów , kumple. Wszyscy trzymaliśmy kciuki. Bałam się , co Altek pokaże tam w środku, czy nie wywalą go po 5 minutach. Ale nie, było dobrze.
Zdali na 5  , to najważniejsze .
Ja myślę że w dziedzinie kynologii jest mnóstwo teorii i każdy  nawet ze specjalistów , może opowiedzieć  się za inną  teorią.
W każdym razie wszystko wyszło dobrze , Alturka zebrała życzenia od dziekana, recenzentki, i wszystkich znajomych, jeszcze  zdjęcia, i   wypiliśmy szampana pod pomnikiem chyba założyciela uczelni, i wróciliśmy. Kasia jest szczęśliwa, Alturka odsypia , ja mam satysfakcję bo zrobiła pokaz przed wszystkimi gośćmi, a mam nadzieję że przed komisją nie była gorsza.
Dam kasi odetchnąć, ale potem wypytam się co było za zamkniętnymi drzwiami,,no i oczywiscie chcę te  zdjęcia.
19:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 lutego 2009
Wspomnienia z Jaworek.
 Doczekałam się zdjęć z Jaworek. To bardzo miłe wspomnienia. Nie zamieszczam wszystkich tylko trzy - na jednym z nich mamy zajęcia intergracyjne, na drugim to wieczorna integracja z Poznaniem + Altura i Axa, a na trzecim - wykład w ogrodzie bo pogoda była piękna.
15:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
15:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
15:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
15:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lutego 2009
Konfrontacja
Dzisiaj w Krakowie wiosna. Jest +15 st. świeci słońce, rośnie trawa i śpiewają ptaszki.
Spacer miał być długi i urozmaicony. I urozmaicony rzeczywiście był. Już na pierwszym bieganiu Alturka wykryła w krzakach szaro-burego kota. Była luzem, więc nic jej nie mogło powstrzymać. Nawet nie próbowałam. Wystrzelili z tych krzaków jak z procy. Popędzili osiedlową ulicą a potem w małą boczną, gdzie pewnie kot mieszkał. Zanim tam dobiegłam, już usłyszałam skowyt Alturki. Ale potem zobaczyłam że to nie koniec. Kot wprawdzie zniknął ale sunia nie dawała za wygraną. Śmigała po całej ulicy, wpadała na podwórka jeśli tylko nie było szczelnej bramki, rozglądała się na wszystkie strony. Ja nie istniałam w ogóle. Zauważała mnie tylko na tyle, żeby pędząc minąć mnie w takiej odległości żebym nie mogła jej złapać. Nakręcona była maksymalnie, cały świat przestał istnieć.
Po długim czasie udało mi się zapiąć ją na smycz. Poszłam w inną stronę żeby odciągnąć ją od tego miejsca, ale i tak cały czas się oglądała. W końcu położyła się na środku ścieżki i potężnie ziajała. Wtedy zobaczyłam że ma cały język czerwony od krwi. Najpierw pomyślałam że wobec tego chyba wióry z kota, ale przypomniało mi się to jej skomlenie co świadczyło że to ona zebrała po pysku. I rzeczywiście, nos miała pokaleczony.  Wróciłyśmy do domu już okrężną drogą i na smyczy i jak zwykle po przeżyciach, wypiła michę wody. W sumie dobrze że obeszło się bez ofiar w kotach ale po suni widzę że ani myśli odpuścić. Nic jej to nie nauczyło. Widocznie już nie boli, więc wojna trwa nadal. Teraz stoi nabuzowana w oknie i wypatruje następnych.
19:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2009
Rozrabiara
Tak się złożyło, że ostatnio Leszek nie pracuje. Ma to oczywiście prawie same złe strony, ale jednak , ma też jedną dobrą - ma więcej czasu dla nas. Wobec tego, wyciągam go na większość spacerów z Alturką. Nie na wszystkie, bo zawsze coś tam sobie robi, albo mu się nie chce, ale przynajmniej raz dziennie chodzimy razem.
Dzisiaj też poszliśmy. Wieczorem, ok. 22-ej, było ciemno ale nie zimno , bo przestał wiać ten lodowaty wiatr. Pobawiliśmy się na boisku, potem poszliśmy dalej. Sunia najpierw była bardzo grzeczna, trzymała się blisko nas, czekała, wracała, itd. Potem zaczęła nurkować w krzaki. Początkowo często wracała, szliśmy dalej i znikała znowu. Ale za którymś razem nie wracała bardzo długo. Zaczęłam się martwić. W tych krzakach przesiadują bażanty, jest mnóstwo zapachów, mogła pójść za tropem, mogła gdzieś się zaplątać...Już wymyśliłam że jedno z nas pójdzie po latarkę i przetrzepiemy te krzaki kiedy nagle wypadła na ścieżkę i maksymalnym pędem wpadła na nas. Odetchnęłam. Wróciliśmy do domu oczywiście uwzględniając wszystkie ewentualne koty po drodze. Jeszcze pod domem Leszek porządnie ją wyszczotkował i uważałam, że na dzisiaj mamy psisko z głowy.   Ale nic z tego. Dopiero w domu się zaczęło. Najpierw zaczęła łapać mnie zębami, kręcić sie w kółko, podskakiwać. potem gonitwa całym pędem przez 2 pokoje, do Leszka i szarpanina z nim + szczekanie. Potem z powrotem do mnie... Szaleństwo trwało jeszcze z 15 min. Nie zanosiło się na to że sama przestanie, więc w końcu musiałam ją uspokoić.
Poszła wreszcie spać i po raz pierwszy od kilku dni, nie bojkotuje swojego łóżka, to znaczy nie zdjęła nowej poszewki i nie wyrzuciła kocyka. Śpi jak grzeczna dziewczynka.
00:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »