www.alteri.pl
RSS
piątek, 26 lutego 2010
Awarie

Nie najlepszą miałam ostatnio passę. Cała kupa różnych drobnych utrudnień życia, takie "kłody pod nogi" i złośliwości rzeczy martwych. To wszystko nie w kategorii nieszczęść bynajmniej i na szczęście oczywiście, ale fajnie nie było. Ukoronowaniem wszystkiego było parę dni temu to, że nieodwołalnie padła mi lodówka. Pewnie że to też nie tragedia, ale jednak kłopot i wydatek. Dowiedziałam się, że w dzisiejszych czasach nie naprawia się już tego typu sprzętu bo to nieopłacalne. Już jego producent pomyślał o tym, że po określonym czasie, mam kupić nowy i nie ma o czym gadać. Tak więc wczoraj przyjechała nowa, piękna, na raty i dwóch panów wnosiło ją po moich karkołomnych schodach. Najpierw na dole spotkali się oko w oko z Alturką i ich miny w tym momencie - bezcenne. Jak również, na wiadomość , że tymi oto schodami wnosimy na samą górę... Ale innej opcji nie było.
W takiej sytuacji jak opisywana, każdy pies jakiego znam, pchałby się pod nogi żeby być jak najbliżej i nic nie przegapić. Ale nie Alturka. Gdy dotarliśmy na górę, sunia schowała się w pokoju z daleka od bierzących wydarzeń i tylko połowa głowy z jednym okiem, nieustająco wychylała się zza framugi.

14:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 lutego 2010
Zakupy

Remontują nasz najlepszy sklep na osiedlu - duży, wygodny, uniwersalny. Dlatego chcąc nie chcąc, wszyscy mieszkańcy jeżdżą na zakupy albo na Bielany albo na Salwator. Są to dwie przeciwne strony, ale odległość do najbliższego sklepu, to 5 przystanków autobusem. Ja - dla urozmaicenia, jeżdżę raz w jedną , raz w drugą stronę. Alturka, rzecz jasna, jeżdzi ze mną, w ramach mojego poglądu, że pies też powinien wieść życie urozmaicone. Jesteśmy już w okolicy rozpoznawalne, chociaż ciągle jeszcze bywa że coś mnie zaskakuje. Np. wczoraj : jakaś kobieta mnie pyta :
- do lekarza ? bez żadnych wstępów.
- nie, dlaczego ? odpowiadam.
- ale już drugi raz panią widzę z tym psem, to chyba do lekarza?
Pewnie tok myślenia był taki, że choremu należy się lekarz, ale jak zdrowy, to siedzieć przy budzie a nie do autobusu.
Natomiast dziś, było zupełnie inaczej.W przeciwną stronę, Alturka zostaje pod sklepem i szczeka, bo jeszcze nie opracowałam z nią tej sprawy /chociaż mam już plan/. I w środku w kolejce, znowu jakaś pani zagaduje:
- psu się już znudziło czekanie.
- jemu się od początku znudziło.
I wtedy:
- to bouvier, tak ? suka czy pies ?
Noooo ! bratnia dusza.  Okazało się, że pani należy do Zw. Kynologicznego i od niej dowiedziałam się, że pod Krakowem, niedaleko ode mnie, powstała hodowla bouvierów. Nie było warunków żeby wypytać o coś więcej, ale sprawdzę to, może nawet tam zaglądnę.
A w powrotnym autobusie Alturka znowu kogoś zadziwiła, stając mu na nodze w swoim stylu. Jednak facet zupełnie nie docenił psiego gestu braterstwa , powiedział : Oooo !! i po prostu ją strząsnął z nogi. Nie lubimy go.

15:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2010
Prawie jak kong

Dzisiaj pod wieczór Alturka była zdecydowanie znudzonym psem. Widziałam jak chodzą jej po głowie przeróżne pomysły, ale jakoś moim zdaniem żaden nie był dobry. Wreszcie - ja coś wymyśliłam. Wpadło mi w oko opakowanie po gumie do żucia : plastikowy pojemniczek, okrągły, lekki, średnio duży. Plastik miękki, nie z tych pękających na ostro. Naładowałam do środka kulki suchej karmy. Zwężona szyjka powodowała, że same nie tak łatwo się wysypywały, okrągła pokryweczka, odchylona, dodatkowo to utrudniała.
Pomyślałam sobie, że dla Tymka to by było 5 min. roboty. Ale Altusia to gapa. I rzeczywiście. Przez pierwsze 5 min myślała że chodzi o podawanie i uparcie wciskała mi do ręki, ale w końcu zapach ją przekonał. Zaczęło się turlanie, podrzucanie, podgryzanie, szturchanie nosem i łapą. Co jakiś czas , kulki po trochę wydostawały się ze środka. Zajęcie pochłonęło sunię bez reszty.
Po godzinie pudełko miało postać niebieskiego placka, a sunia na koniec dokładnie sprawdziła całą podłogę w poszukiwaniu pominiętych okruszków.

23:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Babciowanie...

...czyli pilnowanie wnuczka pod nieobecność rodziców. Dzisiaj właśnie miałam taką fuchę. Pawełek ma już 11 m-cy, cztery zęby i dotąd nigdy nie chorował. A tym razem Tomek zgłosił że mały miał ostatnio gorączkę, boli go gardło i dlatego lepiej żeby został w domu.
Gdy przyszłam - spał, ale potem bawiliśmy się świetnie, w ogóle nie wyglądał mi na chorego. Dwa razy zdarzyło mu się kichnąć i ten fakt niesamowicie go rozśmieszył. Próbował to powtórzyć, ale przecież tak na życzenie się nie da.
Po 2 godz. zachciało mu się spać ale wytężył wszystkie siły, żeby nie dać się położyć. W końcu zasnął u mnie na rękach, oczy same mu się zamknęły.

18:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 lutego 2010
przedszkole - 2.

Dzisiaj drugi dzień w przedszkolu. Było trochę więcej roboty, bo nie było  Axy. Wszystkie popisy rozłożyły się więc na 2 psy a nie 3. Automatycznie zabrakło numeru ze zdejmowaniem skarpetek w wykonaniu Axy. Za to Agatka wstawiła żarcik, jak to w odpowiedzi na kichnięcie + "a psik" , pies wyciąga z większego pudełka chusteczkę z lig. i podaje. Dzieciom bardzo się wszystko podobało. Dzisiaj były starsze dzieci, więc więcej było rozmawiania i pytań. Również od nauczycielek oraz takich  " w imieniu rodziców ". Odpowiadałyśmy na zmianę. Jednak często wprowadzałyśmy element ruchu, czego dzieci w tym wieku potrzebują najbardziej. Wydawało się , że zainteresowanie jest niewątpliwe, a pomimo to, już pod koniec, jedna z pań zauważyła że dwóch ananasów siedzących z tyłu, zdążyło prawie do połowy rozpruć dywan na którym siedzą. Pora było kończyć.

17:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 lutego 2010
Przedszkole

Za nami pierwszy dzień zajęć w przedszkolu - 2 grupy maluchów. Jutro średniaki, też 2 grupy. Byłyśmy z 3 psami. Stały duet Altura - Axa, plus debiut aktorski Taja czyli młodziutkiego wilczurka Agaty. Spisał się wspaniale.
Przedszkole znajduje się w N.Hucie, więc tym razem każda z nas miała daleko.
Jutro będzie jeszcze gorzej, bo nie będzie już Ani z samochodem.
Przedszkole otoczone jest dosyć dużym ogródkiem, przysypanym obecnie całkowicie śniegiem. Tam wypuściliśmy psy, gdy już na miejscu wysypaliśmy się wszyscy z samochodu. Dawno nie widziałam Alturki w takiej akcji. Szaleństwo-to mało powiedziane. Axa i Taj, to dzieciaki w porównaniu z nią, ale dotrzymywała im kroku. Ósemki, gonitwy, zbiorowo wleczony drąg...Przedszkolaki już stały w oknach.
Potem zajęcia :  nasze psy wychodziły z siebie - sztuczki ,występy, popisy.
My opowiadałyśmy o nich na poziomie tych kilku lat. Dzieciaki oswajały się, uczyły się jak i kiedy można dotykać. Kontakt nawiązałyśmy bardzo dobry.
No a dzieci w tym wieku są rozbrajające. Szybko się nudzą, już po kilku minutach część grupy z tylnych rzędów zaczęła rozmontowywać odkurzacz, dwóch siedziało tyłem i układali klocki, a jeden grzebał Agacie w torebce. Panie starały się zapanować nad wszystkim i nawet jakoś sobie radziły.
Jednak wykończeni byliśmy dzisiaj wszyscy. Trzy godziny tego rodzaju dzialalności, stanowi jednak absolutne maksimum.

17:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »