www.alteri.pl
RSS
sobota, 26 lutego 2011
przesadzają

To było w centrum , w okolicy Rynku. Szłam sobie od strony tramwaju kiedy zaczepił mnie chłopak w typie studenta z teczką druków i papierów A4 pod pachą.
Zaczęło się niewinnie: Czy jest pani za ochroną Puszczy Białowieskiej ? Pewnie, że jestem. I dalej : czy wie pani co to jest Greenpeace ?  No, jakżeby nie ...Zachęcony, ciągnął dalej : co pani myśli o ‭żywności modyfikowanej genetycznie. Tu akurat żle trafił, bo powiedziałam ,że właśnie bardzo lubię pomarańcze bez pestek, dużą rzodkiewkę i inne udoskonalenia, a jeśli dadzą skutki uboczne, to ja już tego i tak nie doczekam.. Trochę go zbiłam z tropu , ale poradził sobie : Taka żywność powinna być oznakowana. A nie jest.
W każdym razie cały czas myślałam, że być może będzie chciał, żeby coś podpisac mu w tych papierach, jakieś poparcie, czy coś. Ale nie.
Owszem, podsunął mi druczek, ale zapytał : czy w ramach współpracy zadeklaruje pani 50 zł na miesiąc, czy więcej ?
Tego się nie spodziewałam. Zaczęłam się wykręcać, więc usłyszałam : czy 50 zł.to jest dla pani duża suma ? Co za pytanie !
Powiedziałam , że w każdym razie  zauważalna. I że aktualnie,  wolałabym co miesiąć mieć o 50 zł. więcej, a nie mniej. I z pewnością nie pragnę żadnych dodatkowych  finansowych zobowiązań. Nie był zadowolony. Poszłam sobie dumna ze swojej asertywności a po drodze widziałam jeszcze dwóch innych ekologów wyłapujących przechodniów, którzy też nieżle się gimnastykowali żeby jakoś wybrnąć.

08:53, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lutego 2011
minorowo

Ostatnio łazi za mną jakiś pech. Niby nic wielkiego, ale jakoś raz po raz, coś idzie nie tak : autobusy przede mną uciekają,  nie mogę się dogadać to z tym, to z tamtym. Wprawdzie to ja zrobiłam  awanturę w sklepie , ale zaraz na drugi dzień ja też zostałam ochrzaniona w innym sklepie i to dużo gorzej. Nie jestem z siebie zadowolona, wszystkie klęski stają mi przed oczami... Chyba nie umiem sobie poradzić z różnymi rzeczami,  a do tego jeszcze "mam słabą silną wolę..."
Mam nadzieję, że to chwilowe. Może jestem przemęczona ?   Zawsze uczyłam moje  dzieci, że w takich momentach robi się bilans i wylicza te punkty , które sa powodem do radości. Ja też , zawsze kilka takich mam, a także ludzi którzy mówią , że nie jestem taka beznadziejna jak mi się teraz wydaje.  Eh...
Gdzie ta szklanka, zawsze do połowy pełna ?

A poza tym mam ostatnio myślenice - jak to lokalnie mówimy-  odnośnie tego słynnego 1%.  Ciągle zdarza mi się, że ktoś nawet mnie nie pyta, tylko stwierdza  :  pewnie dasz na psy ?
A właśnie wcale to nie jest takie oczywiste. A właściwie , oczywiste jest coś wręcz odwrotnego. Dla mnie hierarchia nie budzi najmniejszych wątpliwości. Chciałabym pomagać psom, ale nie mogę , dopóki wokół tak wiele ważnych potrzeb mają ludzie. I tu właśnie zaczynają się moje rozterki, bo mam kilka naprawdę równorzędnych, BARDZO WAŻNYCH celów. I jednak w mojej hierarchii najwyżej stoją konkretne osoby. Dopiero niżej organizacje a na końcu psy i np. puszcza białowieska. Niestety ciągle ludzkich potrzeb i nieszczęść jest taka ilość, że ginące świstaki z końca mojej listy, nigdy nie doczekają się pomocy.

13:03, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lutego 2011

19:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Zdarzają się często między nami  / czyli ja i  sunia  rzecz jasna /   sytuacje które napawają mnie dumą.  Na przykład jest tak,  że  gdy coś razem robimy,    to Alturka  wykonuje nawet nie całkiem wypowiedziane komendy,   reaguje na wskazanie oczami,  lub cichutki  zaledwie początek wyrazu.  Czasem także bywa że się  waha  , ale widząc po mnie że nic więcej nie powiem tylko czekam - wykonuje.  I zawsze to jest to, co miałam na myśli. Super to jest  wg. mnie ,   zawsze mnie zachwyca i myślę sobie wtedy o tych osobach, które nie do końca  w nas   wierzyły,   lub miały wątpliwości  czy  się "zgramy" i jakie będą między nami relacje.
Jednak dla równowagi, żeby nikt mi nie zazdrościł, bywa też tak,  że  buwiśka doskonale wie czego od niej oczekuję, ale uznaje, że dopiero musi to rozważyć.  Patrzy wtedy na mnie, patrzy w drugą stronę i widzę te procesy myślowe przebiegające pod grzywką... Wynik końcowy kalkulacji  bywa różny. Bardzo często na moją korzyść, nawet przeważnie,  ale wcale nie w 100 %. I też muszę się z tym pogodzić najwyzej myśląc sobie , że coś nie coś trzeba poprawić - utrwalić , wzmocnić lub przypomnieć.

19:15, cymestymek
Link Komentarze (4) »
piątek, 18 lutego 2011
wolę tak...

Mówiłam już kiedyś, że jadąc do centrum, zawsze  mijam po drodze schronisko dla zwierząt.  Zwykle przypominają o tym ludzie na początkowym przystanku, z różnymi psami i kotami,  wypytujący gdzie wysiąść.  Bardzo tego nie lubię , wydaje mi się wtedy że wszyscy jesteśmy jakoś współwinni losu tych zwierzaków. Zwykle jednak jest to rozsądne i uzasadnione,  chyba że nie... Nie zapomnę nigdy,  jak starsze małżenstwo odwoziło do azylu siwiejącego już,  pięknego niemieckiego  owczarka .  Był taki grzeczny, dobrze wychowany, miły... i tak ufnie w nich wpatrzony.  Słyszałam jak tłumaczyli komuś, że wnuczka jest uczulona.
Natomiast dzisiaj było odwrotnie. Przy azylu wsiadła starsza pani, przytulająca zawiniętego w kocyk szczeniaka collie. Oczywiście od razu znależli się w centrum zainteresowania.  Pani chętnie dzieliła się przeżyciami, na wstępie ogłosiła : "poszłam po kota" ,   a szczeniak ciekawie rozglądał się na wszystkie strony. Był piękny, puchaty i miał ogromne ciemne oczy "na pół twarzy". Mam nadzieję ,że dadzą sobie nawzajem dużo radości, pomimo iż wiele osób odradza adopcję i wiem dlaczego. Na pewno mają rację, ale wierzę że nawet w regułach są wyjątki.

19:59, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 lutego 2011
środa

Bez wątpienia jesteśmy od dzisiaj gwiazdami medialnymi. Alturka i ja.  Ale - po kolei.  A więc dzisiaj  szpital,  w którym w ramach dogoterapii pracować będą nasze psy.  Najpierw , odbyło się tutaj zebranie w sali konferencyjnej : nasza grupa z psami, oraz ok. 30 osób - personel, lekarze i pielęgniarki z którymi będziemy współpracować. Wszyscy zostaliśmy sobie nawzajem przedstawieni, ale nie było sztucznie i służbowo, zadbały o to psy. Poza tym przecież każdy, niezależnie od wysokości stanowiska, ma jakieś doświadczenia z psami, coś chce opowiedzieć, czegoś dowiedzieć się od nas. Mnóstwo sympatii pod naszym adresem z każdej strony.   Pan ordynator od początku zachwycony był Alturką.  Niestety wynikało to głównie z tego , iż sam jest posiadaczem  sznaucera - olbrzyma,  co przesądza o tym,  że preferuje ten typ urody. Nawet od razu na wstępie, omówiliśmy sobie /my oboje/ temat podobieństw i różnic w wyglądzie i charakterze obu tych ras. A w ramach zebrania nasza prezeska powiedziała o tym co my możemy zaoferować chorym dzieciom oraz czego oczekujemy  w ramach stworzenia komfortu pracy psom, no i nam.  Następnym punktem programu była jazda windą na pietro - całą ekipą, na oddział reumatologiczny oraz neurologiczny.  Wszystkie dzieciaki które mamy na początek, są chodzące i z kontaktem.  Sensacja była niemała. Głaskania, przytulania, śmiechy, nawet zdjęcia z pieskami...Wstępne zapoznanie się nawzajem - króciutkie ale zaliczone.  Obecnie zmienione są nieco zasady dogoterapii w stronę większej ochrony pracującego psa. Bardzo wielu rzeczy nie wolno dzieciom robić, a także nie wszystkie dzieci zostają zakwalifikowane do zajęć z psami.  To chyba dzięki temu Altek nadaje się tu do pracy, na tych zasadach jakie teraz funkcjonują.
I to jeszcze nie był koniec wrażeń w szpitalu na dziś. Na ostatek zostawiono jeszcze....występ w telewizji.   Będziemy do oglądnięcia w marcu /uprzedzę kiedy/ w Magazynie Medycznym.  Mądre wprowadzenie naszej prezeski, nieustająca zabawa goldenek kotłujących się albo noszących i rzucających zabawkami oraz Altura walcząca o to , by zrobić z tym chaosem porządek.  Również my po kolei, potem my - rozmawiające,  pewnie i tak obetną z tego 7/8.  
Przerwy w trakcie tego wszystkiego robiłyśmy raczej krótkie, więc na koniec wszyscy byliśmy nieżle wykończeni. Dlatego drogę powrotną wybrałam tak, żeby przejść przez Błonia.  Na tej spokojnej, dużej przestrzeni, odreagowałyśmy obie.  Dobrze nam to zrobiło.

22:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek

Wszyscy bardzo się ucieszyli że przyszłam. Może dlatego , że za pierwszym razem niczego  nie obiecywałam. Wtedy musiałam najpierw trochę się rozglądnąć i oswoic, teraz przyszłam już z gotowym planem.  Po przerwie wznowiono właśnie  zajęcia w Fundacji dla dzieci z ZD.  To były zajęcia plastyczne, malowaliśmy wyspę na wielkich kolorowych kartonach. Taki rysunek,to rodzaj testu z psychologii, dający dużo informacji jeśli się zastanowić nad elementami rysunku. Świadczą o osobowości, pragnieniach, zamiłowaniach, uczuciach.
Natomiast ja, idąc na zajęcia przemyślałam sobie wszystko i postanowiłam  zająć się tym razem najtrudniejszym dzieckiem z grupy.  Bo co komu z tego, że pomogę takiemu,  które i tak jakoś sobie radzi ?  Ostatnio , głównie się przyglądałam, czas zacząć działać.  Dziewczynka którą wybrałam, to ta, która dała się poznać ostatnio : agresywna, złośliwa, niechętna do współpracy.  Od razu się do niej przysiadłam. Na szczęście dosyć łatwo udało mi się złapać z nią kontakt.  Zrobiłam wszystko żeby ją zainteresować, żeby cały czas była zajęta. Uzgadniałyśmy kolory, szczegóły  np. na jej życzenie  wszystkie osoby na rysunku bezwzględnie musiały mieć długie aż do ziemi włosy. Po jakimś czasie jednak, możnaby nawet powiedzieć, że zaistniało coś w rodzaju współpracy.  Równocześnie trwała jakaś cicha próba sił, bo Aga sprawdzała na ile zgodzę się ją wyręczać. Ale był też moment, że  śmiałyśmy się obydwie z czegoś, aż dziwiła się pani prowadząca zajęcia. Poza tym wyraziła mi uznanie że zajęcia przebiegły w takim spokoju, bo ostatnio latały nożyczki za sprawą właśnie tej mojej Agnieszki. Tym razem udało  się zająć ją przez godzinę . Po tym czasie cierpliwość się skończyła, mała wzięła pudło kredek i prasnęła nim przez cały stół a następnie jeszcze kilkoma rzeczami które miała pod ręką . Ale już zaczynaliśmy sprzątać, więc zajęła się chwilę czymś innym / kto posprząta za nią /.   Byłam zadowolona z mojego debiutu.

A wieczorkiem jeszcze kąpanie Alturki na jutrzejsze głaskania w szpitalu.

19:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 lutego 2011

20:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lutego 2011
trochę się obraziłam...

Autobus, trasa kilkuprzystankowa, po drodze schronisko dla zwierząt.  Alturka i ja , też sobie jedziemy. Podchodzą do mnie 2 dziewczyny i zagadują : gdzie wysiąść do azylu ?   Skupiam się na chwilę - czy już minęliśmy to miejsce, czy jeszcze nie... Dziewczyna mówi : no, pani powinna wiedzieć, bo przecież -  i   pokazuje na Alturę ...
Dopiekła mi do żywego.  Jak to ?  mój wspaniały, wysoko urodzony pies, z wyższym wykształceniem...Do tego wystrojony, odżywiony i wyszczotkowany . I uznać go za sierotę z azylu ?!  Jeśli nawet nie jestem, to jednak czasem bywam snobem i teraz to właśnie się odezwało.
Ale drogę pokazałam.

18:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lutego 2011
podróże

Znowu scenka z autobusu. Jedziemy a Alturką, obok nas stoi facet typu student, o sympatycznym wyglądzie. Suńka przysuwa się do niego coraz bardziej, w końcu opiera się o niego całym tyłem. Ja narazie nie ingeruję ale kontroluję jego minę. Jest uśmiechnięty więc jeszcze to tak zostawiam. Ale po chwili Altuśka całym ciężarem kładzie się  na jego nogi, uniemożliwiając poruszenie się jakiekolwiek. Teraz już musiałam się odezwać - przeprosiłam, zapytałam czy przeszkadza. Najwyrażniej jednak facet słusznie potraktował to jako wyróżnienie, zarządził że ma tak zostać więc dojechaliśmy tak do końca.

13:58, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 lutego 2011
dostałam wyróżnienie :

wśród blogerów również funkcjonują wyróżnienia. Ja zostałam doceniona przez znaną blogerkę Azalię :

http://azalia60.blog.onet.pl      DZIĘKUJĘ SERDECZNIE !

Podobno w tym momencie mogę zarekomendować moje ulubione blogi, aby je spopularyzować. Nie uda  się  wszystkich które cenię, ale może  2 z nich :

http://zapiskizdrogimlecznej.blogspot.com     bo nigdzie nie obejrzycie takich zdjęć          oraz :

http://blondyniblondyna.blox.pl/html                 który inspirował mnie od początku.

17:08, cymestymek
Link Komentarze (3) »
u weta

Trzeba było załatwić zaświadczenie,  że pies jest zdrowy i może pracować w szpitalu. Brakowało nam 2 szczepień uzupełniających. A więc wyjazd do najbliższej przychodni. Tu kolejka, standart, jesteśmy dopiero 5 - te a suka zaczyna cyrk. Piszczy, wyrywa się, skomli, śpiewa i ciągnie żeby stamtąd wyjść.  Wyrywa mi rękę, nie mogę jej utrzymać, zawijam smycz za klamkę... Nie słucha co mówię, chce stąd iść .    JUŻ !!!    Nieodparcie przypomina mi się, jak dawniej chodziłam z dwójką dzieci do przychodni, też sama, podczas gdy inne matki z jednym dzieckiem przychodziły z obstawą : mąż, teściowa, siostra....Teraz też  -  ja sama z największym psem,   a reszta to po dwie osoby z pekinczykami  itp. ....
A więc dzisiaj  tylko nas było widać i słychać w poczekalni. W którymś momencie usłyszałam jak pan który schronił się na zewnątrz, zaglądnął i zapytał : "weszło już to bydlę ?".  To było o nas.
A potem w środku to już było 5 min. Zastrzyk, papiery i good bye.
Teraz już zasłużone psie paluszki i bieganie nad Wisłą.

15:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 lutego 2011
przeżycia

Same głupoty dzisiaj w tej psiej głowie od rana, od tego wiatru czy co ?  Aż wstyd   opowiadać. Tyle się nachwaliłam sukę  ostatnio  i taki zawód... Tyle, że prawdę mówiąc bardziej to porażka wychowawcza trenera , niż psa.  Było tak : dłuższy, dalszy spacer jak wiele innych. Sunia luzem ale w kagańcu w ramach profilaktyki /w krzakach nie brak gnijących pyszności/. Gdyby nie te odpadki co krok, pas tych krzaków jest dla psa fajnym miejscem, pełnym różnych zapachów. Buszowała więc tam sobie, wracając do nas od czasu do czasu. I  wszystko byłoby dobrze, gdyby nagle nie pojawił się  zając. Zauważyliśmy go , gdy już trwał pościg. NIc by się nie działo  gdyby nie to, że Altura traci w takich momentach poczucie rzeczywistości. Nie widzi , nie słyszy, rwie przed siebie  wpatrzona w uciekający ogon.  Już wtedy zaczęłam ją wołać,  ale gdzie tam !... Najgorsze było to, że oboje w szybkim tempie zbliżali się do ruchliwej  ulicy. Miałam jeszcze nadzieję, że głęboki , oddzielający rów okaże się przeszkodą. Skądże ! Przecież obydwoje świetnie skaczą.  W momencie znależli się na ulicy a zaraz potem,  po drugiej jej stronie.  My z Leszkiem wydzieraliśmy się cały czas , ale nic to nie dawało. Trzeba było za sunią pobiec, żeby przynajmniej nie wracała do nas tą samą drogą.
Na szczęście po tamtej stronie też były zarośla i szarak szybko w nich przepadł. Wtedy sunia się opamiętała.   Zawróciła jakby nigdy nic i podeszła   żeby ją zapiąć.
Ja tymczasem musiałam jeszcze świecić oczami przed sąsiadem, który przyglądał się z nieszczerym współczuciem.
Strasznie dużo nerwów nas to kosztowało. Mieliśmy kupę szczęścia, ale to nie powinno się zdarzyć. Z pewnością będziemy bardziej uważać jakiś czas, dopóki nie zapomnimy, ale czy można zupełnie uniknąć niebezpiecznych sytuacji ? Jest luty, zaczynają teraz urzędować koty, wszędzie pełno zapachów, Alturka będzie chodziła podkręcona, nic nie poradzę.  Pozostaje mi tylko nadzieja, że taka kochana sunia musi mieć jakiegoś psiego anioła-stróża, który nie zawiedzie.

17:23, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 lutego 2011

Od paru dni Kraków ma ferie. Tak czekały na ten okres wszystkie dzieciaki ,
tymczasem w tym roku pogoda jak na złość : żadne narty, żadne sanki,   rower też nie,  nawet na spacer nie bardzo , bo tak wieje że głowę chce urwać. Pada jakiś deszcz ze śniegiem, jest szaro, brudno i zimno.
Obie Fundacje zamknięte na 2 tygodnie, nic się nie dzieje. Ja właściwie wolę jak nic się nie dzieje, więc nie narzekam.  Mam jeszcze kilka  zaległych koleżanek i kilka dobrych pomysłów na wolny czas.  Trzeba tylko się zmobilizować organizacyjnie,   a  akurat o to mi najtrudniej.

17:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 lutego 2011
zabawa

Już myślałam, że mamy fajną nową zabawę domową. Wyczytałam o niej u p. Mrzewińskiej i pomysł mi się spodobał. Proste : trzeba wyciąć z pojemnika na jajka kilka "kubeczków" tak,  żeby każdy był osobno, rozłożyć na podłodze a pod jednym z nich schować smakołyk. Pies nie podgląda, zawołany przychodzi i na hasło zaczyna szukać. Oczywiście szybko znajduje , ma to nam okazać, ale nie powinien sam brać sobie nagrody tylko poczekać aż my ją wydamy.
Niestety w naszym wykonaniu Altek natychmiast zbiera po kolei wszystkie kubeczki i mi wciska, bo myśli że chodzi o podawanie, a w międzyczasie zjada nagrodę którą po drodze znalazł.
Musimy dopracować zasady gry.

17:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »