www.alteri.pl
RSS
środa, 29 lutego 2012
Raport ze szkoły

Nie miała uzasadnienia żadna z moich obaw.  Sala była duża i nie zatłoczona.
Obecność rodziców w niczym nie przeszkadzała. Dwóch ojców bardzo sumiennie uwieczniało aparatami wszystko co się działo , ale to nic , bo od niedawna my tez mamy swojego fotoreportera.  Jest to Konrad, który wozi Agę i Nonę /to husky/ a od jakiegoś czasu my z Alturką stale się z nimi zabieramy.
Ja popełniłam błąd. Myślałam że jeśli Altek przyjedzie lekko przegłodzony, będzie chętniej pracował. Ale to co się  działo, było już definitywnym przegięciem - przeszlo w drugą skrajność.
Cały czas pokazywała mi saszetkę z żarciem, szturchała, próbowała wymuszać.  Jeśli nic to nie dało , to próbowała zarobić. Wciskała mi wszystko co mogła dopaść w pobliżu:   miski, jakieś pudełka, większe, mniejsze...i nawet o zgrozo poszczekiwała.  W sumie wszyscy się z tego śmiali - to co robi pies, zawsze jest albo poprawne,  albo śmieszne.   Tak więc  było fajnie, ale to nie może tak wyglądać.
Mam nauczkę.  Na drugi raz dam się jej nażreć po uszy i niech będzie spokojna.    / pewnie wtedy położy się spać  i będę ją tyrpać do każdego ćwiczenia./
Nasza Beatka prowadziła zajęcia tak profesjonalnie, że wszyscy byliśmy pełni podziwu. Wszystko pod kontrolą , przemyślane, dopracowane.
Każdy z psów miał swoją drużynę dzieci i jako pierwszy pokazywał zadanie które następnie dzieci wykonywały na czas.
Szło świetnie i gdybym była skromna, to nawet bym się nie pochwaliła że drużyna Alturki zajęła 1 miejsce. Dwie pozostałe miały dogrywkę.  Emocje były wielkie,  niektórzy nawet płakali !
Po zakończeniu, rozmawiałyśmy jeszcze bardzo miło z panią dyrektorką oraz z drugą z nauczycielek. A już w szatni zaczepiła mnie jedna z mam.   Okazało się , że ją głównie intryguje jak ja takiego dużego psa kąpię .  A potem   też  wyraziła uznanie i podziw dla naszej pracy.   Bardzo to było miłe i zawsze też jest dla nas jakąś formą nagrody.

11:20, cymestymek
Link Komentarze (2) »

11:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lutego 2012
Rytuały

W którymś momencie naszego  życia razem z buwikiem, został przez niego wprowadzony rytuał powitalny. Nie w sensie czułości, skakania czy coś z tych rzeczy.
Chodziło o to, żeby odpowiednio wcześnie zorientować się że wraca do domu ktoś kogo brakowało, a wtedy popędzić schodami w dół z głośnym OU OU   /nie mylić ze zwykłym hau hau/ i tam powitać.
Najczęściej dotyczy to Pana, który o bardzo różnych porach wraca z pracy, często wcześnie rano gdy wszyscy śpią. Gdyby w takim momencie okazało się że drzwi na schody są zamknięte, trzeba jeszcze najpierw pobiec  zaalarmować Panią, niech wstanie i otworzy bo: "już idzie! szybko, SZYBKO !"
Ja, nie należę do Komitetu Powitalnego, ale drzwi otwieram.
Jednak zdarzają  się czasem odstępstwa od tej reguły, jak dzisiaj.
Pan wrócił, rozebrał się na dole, wyszedł po schodach...  Powitania nie było. Co mogło być ważniejszego ?
Dopiero na górze w kuchni znalazła się zguba.  Leży na środku , nos na najwyższych obrotach...
I co się okazało ?  Dzisiaj buwiśka gotuje rosół !

12:23, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 lutego 2012
co u nas

Pogoda w kratkę - raz piękne słońce, raz zawierucha. Pod nogami - najgorsza z możliwych opcji : jeszcze nie zielono, a już nie biało. Paskudnie. 
Alturka chodzi z wyrażnym obrzydzeniem i raczej trzyma się ścieżek. Czasem jakaś kępa wysokich suchych traw może zmylić, ale gdy do nich  wystartuje, to zaraz potem widać jakie to rozczarowanie.
Z Ajkim nie spotkamy się tym razem,  przy okazji ich przyjazdu do Krakowa. Zmieniły się plany w sensie organizacyjnym,   chociaż my z Magdą, miałyśmy już wszystko obgadane.
Szkoda bardzo, ale jestem pewna że jeszcze się umówimy.  Żeby tylko z Igorem było dobrze, to okazji nie braknie.  Oni od zawsze byli aktywni i ciągle zapraszani na różne spotkania - czy to z okazji książki, czy fundacji Magdy.  Muszą tylko oboje mieć siłę na to jeżdżenie.
A jutro duża akcja : wyjazdowe zajęcia z dogoterapii poza Krakowem. To raczej w kategorii pokazów i występów a nie działalności właściwej.
Mamy dosyć obszerny scenariusz, szczegółowo opracowane zabawy drużynowe z udziałem psów. Jak zwykle trochę się obawiam bo jednak to ma być inaczej niż zwykle,  więc albo psy zaskoczą , albo nie. No i nowe miejsce, nowi ludzie, duża grupa.
To nie to co kameralne warunki w naszym Ośrodku.
Znanym, sympatycznym psim  popisem, jest chodzenie z koszykiem w pysku i częstowanie np. cukierkami.  Jednak -potwierdza  się- jest to typowo goldenowski numer.
Nasz husky - odmówił kategorycznie.   Altka - mogłabym namówić gdybym się bardzo uparła. Wprawdzie zawsze bierze za bok koszyka ale można to zaliczyć albo poprawić.  To  jednak nie jest w jej naturze, jak u retrivera który zawsze coś w tym pysku wlecze. Wprawdzie nosiła już prezenty dla dzieci, więc i  mógłby być też koszyk,   ale robi to niechętnie i nie tak pokazowo jak goldeny.    Więc jeśli nie jest to absolutnie niezbędne...
Wieczorem będziemy się przygotowywać : kąpanie, czesanie, podciąć tu i tam, trochę odsłonić oczka.  Musimy być piękne ,   wtedy   będziemy bardziej pewne siebie i lepiej nam pójdzie !

11:52, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2012
Fasolki

Tak przewrotnie niewinnie nazywa się gra, w którą przyszło mi dzisiaj grać z 11-latkiem.
I jeśli ktoś myśli że to jest mały pikuś, to się myli.   Przynajmniej ja, po 20 min.  doszłam do wniosku , że główną zasadą tej gry,  jest brak zasad. Za to Grześ radził sobie wspaniale /chociaż ja kompletnie nie wiedziałam co robi i dlaczego/.
Wreszcie doszedł u mnie do głosu jakiś instynkt obronny i powiedziałam  Młodemu   że gra jest dziwna  i   "róbmy coś innego".  Wtedy przytargał wielkie pudło  swojskich Lego i poczułam się jak w domu.   Zaczęliśmy budować "bazę" i  jednak  znowu okazało się , że ja   - najlepiej się sprawdzam przy podawaniu, w dodatku gdy mi się precyzyjnie mówi : płaskie podwójne, wysokie pojedyncze, albo jakieś jeszcze inne.
To że Młody we wszystkich tych sprawach jest lepszy, JESZCZE nie podrywa mi autorytetu  /wiem/,  a sprawia że może się dowartościować.
 Zwłaszcza że zupełnie odwracają się role ,  gdy zaraz potem  robimy dyktando.

17:35, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 22 lutego 2012
zajęcia

Kolejne zajęcia z dogoterapii. Mamy nowy skład grupy : znikają włoskie dzieciaki Susana i Max co daje nadzieję że coś w ich życiu się zmieniło .
 Za to jest kilka nowych dziewczynek. No i moja sympatia - Kacperek.
Pieski w mniejszym składzie, brakuje goldenki,  z ważnych powodów rodzinnych.
Nowością miała być zabawa w psie stopki, losowane, schowane w kubeczkach z danonków. To nawet był mój pomysł, bo kubeczki ładne i kolorowe ale stopki trochę z nich wypadały. W sumie jednak się przeliczyłyśmy, bo ja naiwnie zakładałam , że Alturka porozdaje kubeczki dzieciom albo chociaż będzie podawać mnie.  Tymczasem ona wpadła pomiędzy nie, dodatkowo machnęła łapą , że rozjechały się na pół sali i zaczął się hokej. Podanie przejął Charlie i przez chwilę była niezła rozróba , zanim przywołałam Altka do porządku.  Ciąg dalszy był już bez zakłóceń.
A na koniec totalną furorę zrobił tunel. Z entuzjazmem przebiegały go Nona i Charlie,  natomiast Alturka ... nie chciała być gorsza.  Dwa razy wystartowała i wbiła się w niego tak, że dalej ani rusz, tylko do tyłu i to  z trudem.
Wobec tego prowadząca zajęcia, Beatka,  wytłumaczyła dzieciom, że tego pieska trzeba będzie wyręczyć bo jest za duży i nie da rady.  I w momencie ustawiła się kolejka : wszyscy byli chętni przecisnąć się przez tunel.

15:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 lutego 2012
Namawiam

 Mam ostatnio nowe zajęcie.  Dostałam linki do kamerek podglądających na żywo zwierzęta.  Są to miejsca takie jak np. karmniki w lesie - dla orłów bielików w Estonii,   inny dla dzików.  Mam też podgląd gniazda sowy płomykówki /w Kalifornii/  gdzie akurat wylęgają się pisklęta !
Nie przypuszczałam, że tak mnie to wciągnie . No tak, niektórzy podglądają sąsiadów, chociaż nie ma w tym żywcem nic ciekawego. Natomiast moje nowe zajęcie jest fascynujące !  Już wiem, że do orłów trzeba zaglądać od rana , do południa. Wtedy mają wielkie żarcie, są widoczne z bardzo bliska i jest krwawa jatka. Słychać wszystkie odgłosy !  Po południu "nic się nie dzieje". Z kolei płomykówka pięknie wygląda wieczorem , niby śpi ,ale trochę się kręci, jest super.
Polecam wszystkim taką zabawę chociaż to złodziej czasu . Jeszcze nie trafiłam na jenoty i dziki a ponoć też tam bywają.
 

  http://pontu.eenet.ee/player/nova.html

  http://sportsmansparadiseonline.com/bonnieandclyde.html

 

                                     ***

    Jeszcze jedna sprawa , w której bardzo chciałabym napisać że już wszystko dobrze....niestety nie mogę.
Wyniki Ajkiego z rezonansu nie są dobre.  Magda jest na granicy załamania a przed nimi jeszcze kolejne badania. Trzeba im obojgu bardzo dużo siły.
Ja ciągle mam nadzieję że są szanse - teraz lekarze mają takie możliwości: aparaturę, nowoczesny sprzęt, przeróżne lekarstwa. Wiadomo że użyją wszystkiego co możliwe, zwłaszcza że to nie jest zwykły pies.
Ja zawsze łapię się myśli, że dopóki można działać i jest coś do zrobienia, to trzeba się tym zająć bo jest nadzieja że jeszcze będzie dobrze.
PIszę o tym tutaj, bo Ajki jest szeroko znanym psem i wiele osób tu zagląda żeby się dowiedzieć czy już u niego wszystko dobrze.  Mamy kupę współnych znajomych jeszcze z dawnych czasów,  gdy Igor i Altura byli sobie beztroskimi szczeniaczkami.

11:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 lutego 2012
Scenka

W aptece :

pani klientka:     poproszę  Akatar.
pani z okienka :   ale  "zatoki", czy nie ?
klientka:          a to są same zatoki, czy katar też ?
odpowiedż :        razem
klientka :         a jak z zatokami to drożej ?
        -          tak, drożej
        -          to poproszę bez zatok.

A ja kupiłam "inteligentny" lek rozgrzewający.   Bez recepty, bo do lekarza się nie dostałam   /zabrakło mi siły przebicia/.

12:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lutego 2012
Mam kłopot

Już parę dni temu zaczęło mnie kłuć w jednym boku. Pewnie gdzieś mnie zawiało czy coś.  Tradycyjnie : najpierw czekałam że samo przejdzie.  Po 2 dniach okazało się że to musi być jakaś neurologiczna sprawa, bo ma powiązanie z poruszaniem nogą, które teraz zawodzi. Muszę nieżle kombinować , żeby wstać z pozycji leżącej albo siedzącej, albo obrócić się na drugi bok. Męczy mnie to bardzo i boli.  Domowe środki jak dotąd na nic, trzeba by się ruszyć do lekarza a to daleko i  terminy, a ja nie mam  siły i jest mi niedobrze.  Oprócz  tego mam dreszcze a już na  na wtorek muszę  być sprawna na zajęcia w Ośrodku.    Nie mogę zawieść, bo cały scenariusz z ważną rolą dla Alturki jest już ułożony.
Dzisiaj już w ogóle nie zwlokłam się z łóżka, mam zapotrzebowanie tylko na mineralną i spanie.
Altek  jest zdziwiony. Przyszedł zaglądnąć, wytarł sobie pysk o mnie i wykonał coś, co miało oznaczać czułości.   A potem położył się obok. Następnie odmówił pójścia  z Leszkiem na spacer główny /tego jeszcze nie było/ . 
I tak nie podejrzewam jej o empatię, bo śniadania zażądała kategorycznie i bez litości. A chodzić pewnie jej się po prostu nie chciało.

14:53, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lutego 2012
Z nudów

Tak jak "potrzeba matką wynalazku", tak lenistwo właściciela sprzyja uczeniu psa różnych przydatnych czynności.
W związku z wszechobecną zimą, telewizor w domu stał się meblem ważniejszym niż był w lecie.  Co za tym idzie, pod ręką powinien też być pilot, oraz gazeta z programem.  Uznałam, że powinna tym się zajmować  Alturka. 
Pilota umiała podawać już kiedyś,  więc jeszcze pozostało zapoznać ją z gazetą.
Ucieszyła się , że będziemy robić coś nowego.
Dla rozćwiczonego psa, który ciągle musi myśleć czego się od niego oczekuje, to nie było wielkie wyzwanie.
Gazetę ?  - mogę podawać gazetę, co za różnica.
Tylko że za chwilę trzeba było podać z szafki, a potem przynieść z przedpokoju.
W międzyczasie więc najpierw otrzymałam rękawiczki,  a potem inną gazetę, z kupki makulatury.
Hmm, czyli jeszcze trzeba żeby na okładce sprawdzała datę ?

13:12, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 15 lutego 2012
Polecam !

Odbyliśmy dzisiaj to wyjście do kina, które zapowiedziałam kilka dni temu.
Trudno nam było zgodzić się w kwestii wyboru filmu, więc stwierdziłam że możemy pokierować się czymś innym :  jest okazja, żeby sprawdzić o co chodzi w tej technologii 3D,  o której wszystko wiadomo teoretycznie,  a nikt /z nas/  na własne oczy  tego  nie widział.
Wybrałam film M. Scorseze, który miał ostatnio dobre notowania.
Kino - jedno z lepszych w Krakowie.  Na sali było nas 6 /słownie sześć/  osób.
Przy wejściu dostaliśmy te specjalne okulary.
Teraz już nie ma żadnych Kronik filmowych,  kilka reklam i ...ta daaaam !
To co zobaczyliśmy , przeszło najśmielsze oczekiwania !
Wiedziałam że będzie przestrzennie i trójwymiarowo, ale my po prostu znalezliśmy się tam w środku !
Chwilami w tłumie ludzi, chwilami w powietrzu nad dachami Paryża, chwilami szybowaliśmy NAD ulicami !
A gdy doberman złego policjanta zbliżył grożny pysk do kamery, poczuliśmy wszyscy jego zęby na szyi.
Treść była - taka sobie, chociaż w przyjemnym klimacie.  Chwilami nastrojowo, chwilami  nawet trochę trzymało w napięciu.
Ale te efekty -  coś nieprawdopodobnego !
Przy okazji zaliczyliśmy kinową kawiarenkę z wielkim oknem za którym śnieg sypał i sypał . Wypiłam   latte kawkę,  a Leszek kazał sobie z rumem.
   Reasumując , wyjście warte było zachodu, wreszcie wiemy co oznacza 3D i spokojnie teraz możemy dalej siedzieć w domu , przez następne 10 lat.

19:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2012
Niekoleżeńska

Alturka zrobiła się ostatnio bardzo wojownicza.  Nie agresywna , a właśnie taka zaczepna.  Ma tu w okolicy kilku wrogów i zawsze spotkania z nimi wiązały się z ich napastliwością. My spokojnie odchodziłyśmy w swoją stronę.
Teraz jest odwrotnie :  tamci właściciele już wczesniej próbują zapobiec konfliktowi, natomiast moja psica , za którą dotąd mogłam ręczyć, zaczyna szczekać , doskakiwać. Potem jakiś czas idzie taka zdenerwowana, burczy coś tam pod nosem i jeszcze długo ogląda się za siebie. I co jakiś czas się odgraża.
Wszyscy tutaj wiedzą, że to szkolony , pracujący pies   więc nie bardzo to przystoi.  Nawet jeśli  to  tylko takie niegrożne  "rządzenie się" .

Chyba  będziemy musiały o tym porozmawiać,  bo ja też nie jestem zadowolona że taka się robi przekupa.   Chociaż widzę że jej, bardzo się to podoba.   Bardzo.


11:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2012
Z kalendarzem

Zaczyna się nowy tydzień.
Powinien być w miarę spokojny. W kalendarzu mam zapisane babciowanie w piątek  /czyli trzeba pobyć u syna w domu, z 2,5 letnim Pawełkiem/.
A w środę kontrolna wizyta na onkologii z Mamą  /jak zwykle wybiera się sama, ale przecież chcę pomóc/.
A poza tym dwa ważne wydarzenia w których będę wspierać moralnie - tomografia Ajkiego /łącznie z całą akcją, podróż, jazda daleko itd/.   Mogę jedynie wysyłać dobrą energię, żeby jakoś to przetrwali a bardzo im kibicuję.
Oraz zdrowotne historie z oczami i też chyba  zabieg, u naszego fundacyjnego, zaprzyjażnionego Charliego.  I o nich również myślę, żeby poszło jak najlepiej.
Z okazji walentynek zaszantażowałam Leszka i kazałam się zaprosić do kina.
 Nie byłam nigdzie od 100 lat,  więc dobra byłaby taka odmiana. Wykorzystałam to , że bardzo  /naprawdę BARDZO/  podpadł  ostatnio,  więc może  "na zgodę"?
Tyle, że  "konia z rzędem" komuś, kto doradzi film  który spodoba się i jemu i mnie.  To właściwie jest nierealne.
W międzyczasie już dociera do mnie jeszcze jeden problemik : zawiodło towarzystwo z którym córka miała wyjechać na kilka dni i my z Alturką mamy propozycję w charakterze planu B.  Jako wyjście awaryjne.
Ja już mówiłam co myślę o zimie, więc z mojej strony byłoby to raczej w kategoriach poświęcenia a nie przyjemności.   I pomyśleć , że gdyby było lato, wystarczyło by mi 10 min. żeby spakować sukę i siebie.

11:43, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 lutego 2012
Taką zimę, nie lubimy trochę mniej

14:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2012
Po jedzeniu

Kiedyś w ramach nauki dobrego wychowania, namówiłam Alturkę żeby dziękowała  po jedzeniu.
Wyglądało to tak,  że po odejściu od michy,   miała do mnie podejść,   ja się pytałam :   "dobre było"?  a ona się oblizywała.
Potem już na jakiś czas dałam jej spokój   i  dopiero ostatnio, na okoliczność dodatkowych atrakcji  /np. surowe skrzydełko/ związanych z ciężką zimą, znowu zaczęłam się dopytywać :  "dobre było,  opowiedz" ?
Sunia potrafi podziękować, nawet rytuał poszerzyła.
Najpierw szuka mnie po całym mieszkaniu żeby "opowiedzieć".
Potem podbiega, oblizuje się , wciska pysk pod pachę, ociera się o kolana  i nawet kiwa głową...
I cały czas kicha i prycha.  A to, to już nie wiem co ma oznaczać,  ale biorę też za dobrą monetę i zaliczam do zestawu sympatycznych objawów poobiadowych.


17:22, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2012
Dopracować szczegóły

Przypomniała mi się taka domowa zabawa z psem, na zimowe wieczory i nie tylko. Chowa mu się coś dobrego pod miseczkę  /może być kubek lub cokolwiek/ a w pobliżu kładzie się dla zmylenia identyczne,  puste.
Jakoś inaczej zapamiętałam tę zabawę. Rozłożyłam miseczki po serkach homo, pod jednym schowałam nagrodę.  Alturka czekała w kuchni.  Gdy ją zawołałam, spodziewałam się, że obwącha i wybierze miseczkę  "z czymś".
I właściwie nie miałam do końca wymyślone, co powinna dalej zrobić.  Czy odkryć i zjeść , czy najpierw pokazać, która to...
Tymczasem sunia wbiegła, natychmiast rozpoznała tę miseczkę, otworzyła, podała mi do ręki,  bo dopóki trzymała nie mogła zjeść nagrody. A następnie szybko pozbierała i wręczyła mi wszystkie pozostałe.
I już.
Nie całkiem tak to miało wyglądać, ale wobec tego muszę się zastanowić, czego ja właściwie chciałam.

11:46, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 lutego 2012
Działamy nadal.

Przymierzamy się do założenia  własnej  stronki dla naszego krakowskiego oddziału fundacji.  Mamy już jakąś wspólną przeszłość, przez długi czas pracę w szpitalu  a także szereg wyjazdów i akcji w terenie.  Szkoda by było,  żeby to wszystko tak jakoś poszło w zapomnienie.
Nazbierało się też sporo zdjęć.  To poniżej,  jest jednym z ostatnich,  z Ośrodka w którym działamy obecnie.
Centralnie na zdjęciu nasza ulubiona Prezeska ze swoją goldenką.   A ta ciemna plama, to rozwalony na kocyku nasz znajomy bouvier.

12:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lutego 2012
Fonia

 Ostatnio gdy opowiadałam o Alturze, zupełnie nie wiedziałam jak nazwać efekty akustyczne które prezentuje.  A zwłaszcza  ten dżwęk, który wydobywa się z niej w niektórych momentach.
Przykładowo,  gdy śpi sobie spokojnie a ktoś zaczyna drapać ją za uchem. Albo pod brodą . Gdzieś , gdzie jest przyjemnie.
No i wreszcie wymyśliłam !
To co się w niej wtedy włącza, to syrena !   Taki narastający dżwięk od najniższego,  do coraz wyższego...
Taka przecież jest syrena .  Nie w sensie rusałka, tylko taka fabryczna.
Inna sprawa, to całkiem odmienne zastosowanie. W omawianym przypadku to oznaka zadowolenia ABSOLUTNEGO.
Jak widać uparłam się żeby jak najwyrażniej wytłumaczyć tutaj jak to wygląda.
Nie wiem czy mi się udało, ale musiałam dlatego , że to naprawdę jest FASCYNUJĄCE.

12:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 lutego 2012

17:03, cymestymek
Link Komentarze (4) »
Zakopane. /psisko/

Nie jest u nas w mieszkaniu zimno, więc przechodząc koło śpiącej Alturki, bardziej dla zabawy niż z potrzeby owinęłam ją kocem tak, że tylko czubek nosa jej wystawał.
Najwyrażniej jednak, okazało się, że pomysł został doceniony, bo gdy po godzinie zaglądnęłam -  nawet nie drgnęła, nadal pysk wtulony w kołderkę i całość dokładnie zapatulona kocem.
Po następnej godzinie poszukiwał jej Leszek i chyba zakopała się jeszcze głębiej , bo nawet jej tam w pierwszej chwili nie zauważył.
Jednak gdyby ktoś  bardzo się upierał żeby psa odnależć, to wskazówką mogłoby być donośne chrapanie dobiegające spod wysokiego tłumoka w kącie.
To właściwie nawet nie jest precyzyjne określenie, ponieważ "chrapanie "    pamiętam w wykonaniu labradorów i to naprawdę było coś.
U Altury to raczej mieszanka stękania, mruczenia i czegoś jeszcze, na niskim tonie, z samej głębi psa.
A nad ranem , te wszystkie odgłosy dobiegały już z fotela.

                                                                     *                                                                                                                                

Na spacery obecnie z powodu mrozów, chodzimy na krócej.  Wyjście , intensywne bieganie i do domu.  Nawet trochę szczekania na rozgrzewkę bo  u Altka to rzadkość.  Wszystko szybko, zanim  na kość  zamarzniemy.  

13:12, cymestymek
Link Dodaj komentarz »