www.alteri.pl
RSS
niedziela, 24 lutego 2013

15:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Niedziela

Taką fajną wycieczkę obiecywałam Alturce już od piątku. Jeszcze nie wiedziałam co to będzie, ale nie było wątpliwości, że jej się  należy.

To, że nie możemy się doczekać lata, to nic odkrywczego, ale pomyślałam sobie że co szkodzi pojechać teraz w zimie, w to samo miejsce, które tak lubimy latem. To miejsce, to jezioro Kryspinów gdzie uwielbiamy pływać a potem siedzieć sobie na brzegu i gapić się na żaglówki. Alturka, rzecz jasna, również. 

Zorganizowanie się nie było takie znowu oczywiste. Jak zwykle, Dorota i ja - spontanicznie i natychmiast. Automatycznie również Przemek i Alturka. Natomiast żeby Leszka oderwać od kanapy przed telewizorem, trzeba było użyć podstępu i przekupstwa. Oczywiście póżniej był zadowolony, ale dla zasady co 5 min. mówił że pora wracać i że się dziwi jak udało nam się go wyciągnąć

.Lasek sosnowy był doskonałym miejscem na spacer. Tafla jeziora zamarznięta i pokryta śniegiem. Nie wiadomo na ile bezpiecznie, więc odwoływałam stamtąd sunię gdy tylko się zbliżała do niewidocznego brzegu.

O tej porze roku nawet w niedzielę ludzi jest mało. Minęliśmy kulturalnie kilka psów, ładniejszych i brzydszych aż wkońcu przykleił się do nas mały, rudy kundelek. Alturka szczeknęła na niego porządkowo, bez złych zamiarów, tak żeby sobie nie myślał, a mały wpadł w panikę i zaczął uciekać. Wiadomo powszechnie, że jeśli coś ucieka, to się to goni i tak zrobiła Altura.Gnały dobrą  chwilę, zanim mały ze zdziwieniem zauważył, że wciąż jeszcze żyje i właściwie fajnie się biega. Gdy po chwili sunia stwierdziła że wystarczy, przyszedł jeszcze do mnie na głaskanie i żeby coś przegryżć. Nie lubię takich psów, ale ten był sympatyczny i tak bardzo się starał,  że niech mu będzie... W rekompensacie za to przerażenie na początku, zanim przestał  bać się Altury.

A prawdę mówiąc, nie warto było tak się nim przejmować, bo gdy wracaliśmy, on szedł już z kolejną rodziną i podlizywał się na wszelkie sposoby.


15:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2013

20:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2013
w szkole w Skawinie

Właściwie to powinnam się wstydzić, że w nas zwątpiłam. Żadnej kompromitacji nie było.Mnie, nerwy trzymały do momentu wyjścia z domu. Potem - jak ręką odjął. 

A Alturka chyba czując co się święci, cały dzień była podkręcona i chciała się popisywać.Aż do przesady - na każdą moją komendę z własnej woli robiła 3 zadania.

A już gdy dojechałyśmy na miejsce - spotkała się z koleżankami i kolegą z pracy i wstąpiła w nią nowa energia. Już tak bywało i za każdym razem mnie to zadziwia.

Pracowała bardzo dobrze. No, może nadal była trochę za bardzo nakręcona i chciała jeszcze więcej i szybciej i nawet próbowała poszczekiwać. Ale co tam.

Za pierwszym razem zaklinowała się w tunelu, ale zupełnie jej to nie zniechęciło. Następne podejścia były udane.

Wszystko przebiegło zgodnie z planem:  rodzice, dzieciaki, "ciało pedagogiczne"...Zostaliśmy docenieni i uznani. Z każdą z nas porozmawiano, dziękowano.Psy brały udział w konkursach na równi z dziećmi, miały okazję pochwalić się sztuczkami.Głaskanie było dozwolone dopiero na koniec, za naszym przyzwoleniem.

Najdłuższa kolejka ustawiła się do Charliego. Był karmiony, głaskany i rozdawał "piątki" na prawo i lewo. też wyrażnie ciągle mu było mało.

Poza tym,  dzieci były przez naszą Beatkę profesjonalnie przygotowane do kontaktów z psami.Wiedziały jak podawać jedzonko, jak można je dotykać, o co pytać.   

A po wyjściu ze szkoły, na zagrodzonym terenie spuściłyśmy psy, żeby na luzie wszystko odreagowały.  Wszystkie trzy puściły się pędem przez zwały śniegu, a na końcu rwała z całej siły Alturka, wpatrzona w czubek ogona Charliego!!!!  Ósemki, poszczekiwania, nagłe zwroty, dawno nie widziałam tak pięknej zabawy.  

To towarzystwo z pracy  czyni z nią cuda!!!

Natomiast dokumentację fotograficzną, zawdzięczamy Patrycji i Konradowi.


23:40, cymestymek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 lutego 2013
Dzień "przed"...

Tak się złożyło , że w tym samym dniu byłam na spacerze najpierw z Alturką, a potem z Pawełkiem (prawie 4).  

I trudno  uniknąć małych porównań.  Z Alturką w zimie chodzi się tak, że ona maszeruje suchą ścieżką lub udeptaną dróżką, rozpychając się i spychając w śnieg towarzyszącą osobę.

 Zupełnie odwrotnie jest z dzieciakiem. Jemu sucha ścieżka nie jest do niczego potrzebna. On przedziera się przez hałdy śniegu, zwalone po obu stronach na całej długości ulicy. Im większe, tym lepsze. Im wyżej można się wdrapać, tym ciekawiej.Dodatkowo zatrzymuje się co kilka kroków i analizuje wnikliwie leżące butelki, papierki i przeróżne śmieci.

A ja od kilku dni męczę Alturkę powtórkami, ponieważ przed nami bardzo ważne wystąpienie w szkole, poza Krakowem. Duża impreza, rodzice, nauczyciele i kilka klas dzieciaków na sali gimnastycznej. Od nas 4 psy i 6 wolontariuszy. Scenariusz zapięty na ostatni guzik.

Tymczasem,  z przerażeniem stwierdzam, że suni  wszystko się myli!

 Dawno nie pracowała i teraz, nie żeby jej się nie chciało...Wręcz odwrotnie!  Bardzo chce!  Jest pełna entuzjazmu, chce pokazać wszystko na raz, pochwalić się tym co umie:  spieszy się, zamiast się skupić próbuje - może to chciałaś? a może o to ci chodzi?..

.Jeszcze jutro mamy pół dnia, żeby ochłonąć i wziąć się w garść, bo jak tak dalej pójdzie, położymy na łopatki cały występ. Opanowanie to podstawa.


23:00, cymestymek
Link Komentarze (4) »
sobota, 16 lutego 2013
sobota

 Nastraszyła mnie dzisiaj Alturka.  

Już od dłuższego czasu jestem jej taka pewna: wiem co ją interesuje, wyczuwam co kombinuje, znam jej sposób myślenia. Od dawna nie robi mi żadnych kawałów, jest ze mną w kontakcie na spacerach, słucha, a też coraz częściej, po prostu już jej się nie chce.

A dzisiaj uciekła mi trochę dalej i na dłużej. Właściwie nie uciekła - powiedziałam  "biegaj", więc pobiegła.

Długo jej nie było, a ja okropnie się o nią martwiłam. Najczarniejsze scenariusze pojawiały się w mojej głowie i czułam że zwariuję jeśli cokolwiek jej się stanie.  Dziki, samochody, złodzieje psów - panikowałam   (czy w ogóle psy mają swojego Anioła Stróża?!)

Już kilka razy przeżywałam takie lęki z jej powodu, ale jak z tego wyciągać wnioski jeśli chcę jej dać tyle swobody i wolności ile potrzebuje?  

Dobrze, że nie kazała mi jeszcze dłużej tego przeżywać. Wróciła taka z siebie zadowolona, taka uśmiechnięta i tak serdecznie się ze mną przywitała, że w momencie emocje mi opadły.

Ja wierzę w przeznaczenie i optymistycznie zakładam, że nie jest nam pisane przeżyć coś strasznego.
                                                 

                                                           **********


A poza tym ostatnio Alturka wędruje w nocy. Już nie wystarczy własne łóżko i darowane prawa do fotela. Ona przenosi się do drugiego pokoju i ładuje na kanapę z jasnym przykryciem, które po dwóch takich nocach wygląda jak ścierka. Musiałam znależć sposób i nawet okazało się to całkiem proste. Wystarczy że położę tam wieczorem jeden z większych worków foliowych. Jest szeleszczący  i nieprzyjazny,  a sunia uważa że jeśli on położył się tam pierwszy, to trzeba ustąpić.

23:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lutego 2013
wróciliśmy

Po dłuuuuugej przerwie nasza fundacja znowu prowadzi zajęcia z dogoterapii. Czekaliśmy aż w naszym Ośrodku, gdzie  działaliśmy ostatnio, zbierze się odpowiednia grupa dzieci. Zaproszono nas, zachęcono mówiąc że "dzieci już nie mogą się doczekać", pojechałyśmy.
.Pierwsze zajęcia miały nas ze sobą zapoznać a dzieci przygotować na spotkania z psami. Nie wzięłyśmy psów tym razem, ale był piękny plakat ze zdjęciami i duży pluszowy pies do ćwiczeń.  Z rozmów wstępnych wynikało, że stosunek tych dzieciaków do zwierząt pozostawia wiele do życzenia.

Pytały nas:

-czy będą nas gryżć?

-mają wściekliznę?

Wiedziały że nie powinno się ich  bić, kopać,szarpać,   ale  u nich wszystko sprowadzało się  do przemocy.  Dlaczego akurat takie zachowania od razu przychodziły im do głowy?  Usłyszałyśmy  też coś,  co nas zmroziło: "kiedy pies się kładzie i odsłania brzuch, to ktoś może wtedy wbić mu nóż"...

Takie skojarzenie z psim brzuchem ma 6-latek...

 I o rodzicach i o domu, ale to nie było o cieple rodzinnym. Nawet  wprost nie było nic powiedziane, ale niestety wszystko było wiadomo.

Chyba wiemy jaką misję mamy tam do spełnienia. Nie zmienimy świata dla tych dzieci, ale możemy pokazać im jego fragment lepszy niż to, co dotąd poznały. Pokazać jakie mogą być relacje ze zwierzętami  oraz ile one mogą wnieść w nasze życie. A także jak ważni możemy być my - dla nich.

00:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lutego 2013
spróbujemy

Zapisałam się na warsztaty z rysunku.

Amatorskie malowanie to u nas pewna tradycja w rodzinie, co jakiś czas, ktoś coś zaczyna tworzyć. Pejzaze olejną malował mój Tata-inżynier. Córcia,  nie najgorzej posługuje się pastelami. To ona namówiła mnie na te zajęcia. 

Ja też mam czasami wenę, robię jakieś akwarelki i bardzo dokucza mi wtedy brak podstaw teoretycznych.

To tylko raz w miesiącu, 4 godziny, w sobotę, w dodatku na początek bezpłatnie. Możemy się zmobilizować i podziałać pod okiem kogoś mądrzejszego.

11:36, cymestymek
Link Komentarze (3) »
piątek, 08 lutego 2013

15:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
mały piesek

Tym razem z cyklu: co za ludzie!  

Scenka rodzajowa: tramwaj, blisko drzwi siedzi dziewczyna z maltańczykiem. Piesek obok niej na siedzeniu -kanapie, przewidzianym dla jeszcze kilku osób.Przy drzwiach dzwoni dzwonek co oznacza że zaraz zostaną zamknięte. Ale co tam - w ostatniej chwili z impetem wsiadła staruszka i z takim "uff, zdążyłam", klapnęła obok dziewczyny. Czyli na maltańczyka!  Na szczęście nie była ogromnych rozmiarów więc psinie nic się nie stało, ale natychmiast popełniła kolejny błąd.

Mówiąc przepraszam, przepraszam, nachyliła się nisko nad psem, dosłownie nos w nos.. Skóra mi ścierpła, obcy pies, przestraszony, gdyby był większy, to można by stracić w momencie połowę twarzy. Ze strony maltańczyka również można  spodziewać się co najmniej kłapnięcia w nos..Na szczęście ten był zbyt oszołomiony. A pani, niczego nie świadoma, dawaj!

Jeszcze głaskanie po głowie, jeszcze po głowie poklepać! Rany, ten pies był święty że wytrzymał ten nagły atak! Po wykonaniu wszystkiego czego psom się nie robi a już zwłaszcza obcym, pani wyrażnie  poczuła się lepiej. Przecież załatwiła sprawę z pieskiem, polubownie.

14:58, cymestymek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 07 lutego 2013
takie sprawy

Te przedszkola załatwiły nam dzieci na całej linii. Najpierw zapalenie oskrzeli. potem zapalenie płuc, a teraz jeszcze szkarlatyna. Jeżdżę więc do nich prawie codziennie, popilnować, bo reszta musi chodzić do pracy. Uwielbiam te dzieciaki, mają miliony pomysłów i często niezłe teksty. Co nie zmienia faktu, że wracam nieżle wykończona. Taki los, ja swoich też podrzucałam rodzicom,  żeby nie brać za dużo zwolnień.
W każdym razie znowu ciągle nie ma mnie w domu.
Alturka nie ma problemów z zostawaniem, z resztą przeważnie gdzieś tam w domu jest jeszcze ktoś , kto wypuści do ogródka w razie potrzeby.
Ale to nie to samo co mieć najbliższych blisko i pod kontrolą.
Wczoraj nie było mnie wyjątkowo długo i w dodatku również nie było Leszka. Gdy wróciłam,  szybko wyszło na jaw, że sunia w związku z tym spała wszędzie gdzie się dało, po kolei. Na wszystkich miejscach nie dla psów przeznaczonych. 
Nawet nie zdjęłam  butów,  tylko od razu poszłyśmy na boisko.  Po powrocie, miałam ją cały czas pod nogami. W końcu mówię: ja też się stęskniłam, ale nie utrudniaj, mam mnóstwo rzeczy do zrobienia... A ona na to, że nic nie jest ważniejsze od psa!  Więc poszłam poprzewalać się z tą wielką bestią na kanapie... Miałam obgryzane ucho, ośliniony sweter i cały przegub ręki w jej szczękach, jak jakiś ogryzany gnat.
 Super jest to poczucie wzajemnego zaufania,  kiedy ja mogę z nią zrobić wszystko (ale nie zrobię),   a ona może zacisnąć szczęki i odgryżć mi tę rękę (ale nie odgryzie). 

13:30, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 lutego 2013

14:12, cymestymek
Link Komentarze (2) »
pogawędka

Tym razem wyjątkowo sympatycznie upłynęło mi czekanie na autobus. Zwykle trafiam na kogoś, kto tylko czeka na okazję żeby ponarzekać: a to że rząd złodziejski,  a to że na osiedlu zmiany idą nie tak jak powinny, w sklepie oszukują a sąsiedzi są żli. Nienawidzę takiego marudzenia. ale nie zawsze mogę się wykręcić.

A dzisiaj - nic z tych rzeczy.Pani która przyszła, mieszka ponad naszym osiedlem, wyżej, na stoku, pod samym Laskiem 
Wolskim.Opowiadała, że codziennie widzi przez okno jak sarenki przychodzą w najbardziej nasłonecznione miejsce, odgrzebują spod śniegu kępki trawy a potem kładą się i grzeją do słońca.To musi byc piękny obrazek jak na widok za oknem!

A potem pani powiedziała, że nie widuje ostatnio bażantów.  I tutaj ja mogłam  ją zapewnić, że wszystkie one przesiadują w zaroślach nad Wisłą, gdyż Alturka regularnie je tam namierza.Jeszcze było o dzikach które także łatwo spotkać (mam to za sobą) i już autobus przyjechał.Bardzo szybko nam minął czas czekania.

 

                                      **********

A potem jeszcze spacer z Alturką.  Niby wesoło, ale w tym błocie - wyrażnie brakowało entuzjazmu.  A po chwili zmylił ją powiewający worek nylonowy i   gotowość do akcji-kot była natychmiastowa.

Stało się jasne że spacery wtedy nabiorą sensu, gdy z ciepłych zakamarków wreszcie powyłażą koty.

12:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 lutego 2013
odwilz

Wystarczyło że pokazało się trochę słońca, a już zrobiło się przyjemniej. Wybrałyśmy się na trochę dłuzej. Mnóstwo mokrego śniegu, który wg Alturki do niczego się nie nadawał,  .Długo starała się iść tylko koleinami,  zeby stawać tylko na asfalcie, ale w końcu zboczyła tu i tam...Trzeba było przeciez  zaglądnąć do kolegi -kaukaza,   a potem podjudzić owczarka za ogrodzeniem i pogonić się  z nim wzdluż  płotu.To wprawdzie nie to, co letnie wycieczki, ale zawsze.


18:56, cymestymek
Link Komentarze (3) »