www.alteri.pl
RSS
piątek, 28 lutego 2014
pomagać biedniejszym

W ostatnim czasie moja kuzynka likwidowała mieszkanie. Jak to zwykle bywa, było w nim mnóstwo rzeczy z którymi coś trzeba zrobić. Część wyrzucić, a część zupełnie dobrych, pożytecznie zagospodarować.  

Zawsze gdy wiem o takiej akcji, włączam się na pewnym etapie i daję namiary na fundację Szlachetna Paczka, w której działa Dorota.

Tym razem również  i 12 worków porządnych ubrań pojechało do potrzebujących rodzin. Super.

Następnie przyszedł czas na meble. Były w bardzo dobrym stanie choć nie nowe, zdobyte  kiedyś ciężką krwawicą,  gdyż  tak zdobywało się wszystko. Zadbane do przesady, bo zostały po ludziach,  którzy wszystko szanowali. Pamiętam ten dom - dzieci miały zakaz dotykania mebli (bo połysk, bo odbijają się palce) a przed wejściem na dywan zdejmowano kapcie. Meblami miała się zająć druga fundacja.

Zapowiedzieli się, umówili i przysłali 3 wyrośniętych dryblasów. Mieli zabrać wszystko dla biedniejszych rodzin, tymczasem pokręcili głowami i powiedzieli "niemodne!"

Naprawdę mnie zadziwili. Czyli czasem "biedny" jednak nie oznacza naprawdę "biedny". Nie rozumiem, sama nie raz brałam od kogoś niepotrzebną szafkę czy kanapę.... Niemodne?!  To takie ważne?  (a ponoć darowanemu koniowi...)

A póżniej przypomniało mi się co kiedyś w pracy opowiadała koleżanka. Przechodziła obok sklepu spożywczego pod którym stało żebrające romskie dziecko.

Mając najlepsze intencje, weszła do środka i kupiła dla niego worek świeżutkich bułek. I wtedy dowiedziała się, że dzieciak  ich nie chce i nie będzie jadł żadnych bułek!

On stoi tam po to, żeby ktoś kupił mu Snickersy albo Marsy!  

Bardzo je lubi...

18:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lutego 2014
Prom

Chyba wszyscy mamy podobnie w tym przedwiosennym okresie: pokazuje się od rana trochę słońca i zaczyna nas nosić.

Jeśli mamy ogródek, to żeby w nim pogrzebać. Jeśli mamy psa lub dzieci, lub jedno i drugie, to koniecznie ruszyć się na wycieczkę.

Początkowo nasze plany na niedzielę miały być stacjonarne. Mieliśmy spotkać się wszyscy i pograć w Scrabble. To ci co potrafią, a reszta, budowałaby coś z klocków lub bawiła się autkami.

Ale w każdych planach obejmujących dzieci, trzeba uwzględnić element zaskoczenia. Tak więc rano okazało się, że jednego z Małych boli gardło, co oznacza, że z grania nici.

W takim razie, ci co zdrowi, musieli elastycznie  zmienić plany i zorganizować coś fajnego zamiast. Ostatecznie jednak czasowo też trudno jest się dograć, uwzględniając kiedy kto je, kiedy śpi, itd.

Tak więc wygrały zajęcia w podgrupach. Dla nas, to ja wymyśliłam cel wycieczki: pomyślałam, że ciekawie będzie pojechać za miasto, w miejsce gdzie Wisła jest wąską spokojną rzeczką i można promem przepłynąć  na drugą stronę.

Ostatni raz byłam tam kilka lat temu, jeszcze z Tymkiem (goldenem), zanim nastały czasy Alturki. Byłam wtedy wolontariuszką w Alteri a tym promem można było skrócić sobie drogę z Brzeżnicy.

Dzisiaj było naprawdę dobrze: cisza, spokój, przestrzeń. Brakowało znowu tylko zieleni. Myślę że jeszcze tam wrócimy, a zanim się znowu wybierzemy, może już wszystko zdąży wyrosnąć.       

16:00, cymestymek
Link Komentarze (2) »

15:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:54, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 lutego 2014
po filmie

Tak rzadko chodzę do kina, a to przecież taka przyjemność.

Tym razem jednak zawzięłam się i zorganizowałam wyjście na kinową nowość pt. "Jack Strong". Trudny temat, kontrowersyjny, a ja dodatkowo mam zupełnie indywidualne, tendencyjne podejście i mocno nieobiektywne.

W każdym razie,  ogólnie film mi się podobał, zrobiony bardzo dobrze, oddawał nastrój, zbudował napięcie,  pomimo że mocno jednostronnie przedstawił obraz pułk. Kuklińskiego.

Historia osadzona w Polsce stanu wojennego, zimowa Warszawa z tamtych lat. Stanęły mi przed oczami te czasy!  Przecież jeszcze wszystko to pamiętam, niejedno odczułam na własnej skórze. Jak ja tego nienawidziłam!

Tyle od tamtej pory się zmieniło. Jak dobrze było po filmie wyjść z kina prosto w kolorowe, oświetlone miasto,   tak inne od tego które mi przypomniano,,,

W zasadzie na takie filmy mimo wszystko  nie chodzę, zrobiłam wyjątek,  Nastepny na jaki mam ochotę,  to obyczajowy z Meryl Streep,  w typie  zdecydowanie  mi bliższym  i na pewno  spokojniejszy.

22:56, cymestymek
Link Komentarze (4) »
sobota, 08 lutego 2014
pieski i przepisy

Kupowałam coś w małym, prywatnym sklepiku.

Rozmawiałam właśnie z właścicielką, kiedy z zaplecza wybiegł malutki piesek i zaczął obwąchiwać mojego buta. Był zupełnie malusieńki, bo nie dość że to yorkshire, to jeszcze szczeniaczek.

W zasadzie nie lubię "piesków",   lubię natomiast "psy",  a to zasadnicza różnica. Ten jednak był miły - przede wszystkim nie szczekał co już mu było na plus, a poza tym był taki radosny i pozytywny, że nawet schyliłam się do niego.

A wtedy włascicielka powiedziała:  "niech go pani sobie weżmie! Mam ich 3 do rozdania."

Nie skorzystałam rzecz jasna z propozycji, ze stu powodów, więc na koniec pani powiedziała:  "gdyby pani słyszała że ktoś chce....."

A potem mi się przypomniało, jak to ostatnio szukając czegoś w internecie, trafiłam na ogłoszenie:

"Sprzedam miskę dla psa, cena 700 zł. Jako dodatek do miski, szczeniak yorka - gratis".  

No i wszystko zgodnie z prawem;  przecież handel szczeniakami poza hodowlą jest zabroniony.

23:41, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 lutego 2014
Przeżycia.

Od dość dawna planowałam to, co odbyłyśmy dzisiaj z Alturką. Kontrolna wizyta u lekarza, połączona z badaniami krwi, Ekg i Rtg. Taki szerszy przegląd techniczny, na okoliczność ukończenia przez sunię 10 ciu lat.

Nie było naszej lekarki, ale ta nowa, też pozbierana, załapała o co mi chodzi i dogadywałyśmy się całkiem dobrze. Tłumaczyła mi i pokazywała na zdjęciach wszystko, nawet więcej niż byłam w stanie zrozumieć.

Uszarpałyśmy się też nieżle - przy pobieraniu krwi i Ekg wystarczała moja perswazja i wszystko można było z sunią zrobić. Jednak przy prześwietleniu trzeba było pomóc psu wyjść na wysoki stół, a potem położyć go wbrew woli na jednym boku i unieruchomić. Najpierw walczyła,  ale potem poddała się i leżała spokojnie.

Ogólnie jednak,  poziom  jęków przekroczył wszelkie granice,  a dyszenia, ziajania i panikarstwa suni nie dało się ukryć. Biedna delikatna sunia.

Cały czas zabierała się do wyjścia i dawała do zrozumienia,  że już w zupełności wystarczy.... A tu jeszcze jeden zastrzyk, drugi... (dwa kolejne wzięłam na wynos i podjęłam się że sama jej zrobię).

W połowie wizyty zorientowałam się że pani doktor z entuzjazmem dopisuje nam coraz to nowe lekarstwa, jeszcze na to, i jeszcze na tamto, a każde po 70, 80 zł.... więc poczułam się w obowiązku uprzedzić, że to nie jest tak, że moje możliwości finansowe są nieograniczone.

Nastawiłam się że musi kosztować,  ale nie szalejmy aż tak!   Dla siebie też wykupuję tylko niezbędne lekarstwa, nie poddaję się  bezkrytycznie fantazji lekarza.   Tutaj też widać było, że za chwilę,  braknie  mi pensji na luty. Dodatkowo,  właśnie zmieniłam suni karmę na lepszą i droższą ,  ale podobno świetnie przyswajalną, dla starszych piesków.  A  więc to nie sknerstwo, ale kumulacja kosztów zaczęła mnie przerastać.

Pani wet wobec tego wyhamowała, jednak wzięłam jeszcze lekarstwo na wzmocnienie kości i stawów oraz...to co najważniejsze. Lekarstwo na serce, ponieważ odkryłyśmy zmiany, przerośnięcie komory, coś tam w płucach i ucisk na tchawicę.

Powiększone serce?  Zawsze mówiło się o Alturce że to pies "o wielkim sercu",  ale co innego mieliśmy na myśli!!  :-) ))

Brzmi grożnie, ale podobno uchwycone w porę i  możliwe do podleczenia (choć związane z wiekiem). Za to morf. nerki, wątroba, glukoza - w najlepszym porządku. Osłuchowo dobrze, sylwetka i kondycja bardzo dobra jak na 10 lat. Chociaż to mnie ucieszyło.

Wysiedziałyśmy się tam bardzo długo, żeby to wszystko załatwić.

W międzyczasie gdy czekałyśmy na wyniki badań, został przyjęty kot do wyjęcia szwów. Alturka była zachwycona! To była niespodzianka; nagroda dla umęczonego pacjenta!

Był o krok - duży, czarny, miauczący! Warto było tu przyjść!

Ale kot dał sobie wyjąć szwy i poszedł, a tu zaczęło się jeszcze zaglądanie w zęby...ech :-( (((  

Wyszłyśmy wykończone obydwie. Alturka z ulgą  że wreszcie się skończyło.

Ja - z poczuciem spełnionego obowiązku

20:00, cymestymek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 lutego 2014

16:11, cymestymek
Link Komentarze (2) »