www.alteri.pl
RSS
sobota, 27 lutego 2016
Pożegnanie

Historia Alturki dobiegła końca.
Jest mi tak strasznie smutno i żle...
Na takie rozstanie nie można się przygotować.
Wczoraj po wieczornym, spokojnym  spacerku,  dopadło ją porażenie wszystkich 4 łap.
Nie mogła wyjść po schodach, rozjedżała się na płasko, każda łapa w inną stronę, jakby były ze szmatek....Ponad godzinę, w 3 osoby  ostrożnie transportowaliśmy ją do mieszkania.
Byłam z nią całą noc. Jęczała, piszczała i spała po jakieś pół godziny, bo dałam jej lekarstwo na uspokojenie i  rozlużnienie. Mam wrażenie że ją przerażało to, że nie może zapanować nad poruszaniem.  Nawet obrócić się z boku na bok nie mogła bez mojej pomocy....
Było mi jej tak strasznie żal i wiedziałam już,  że to jest ten moment...
Od zawsze wiedziałam że zrobię dla niej wszystko, ale przede wszystkim nie pozwolę jej cierpieć. Taka decyzja to najtrudniejszy egzamin dla każdego właściciela. Egzamin z prawdziwej miłości.
Ma 13 lat, można było jeszcze podać sterydy ale na ile podziałają? Może stanie jeszcze na nogi, ale nie będzie już biegać, nie ubędzie jej lat,  a cierpienia szybko powrócą....
Rano od razu zadzwoniłam do naszej pani wet. i poprosiłam żeby do nas przyjechała. Absolutnie nie ciągnęłabym suni w tym stanie do przychodni, chciałam żeby była u siebie, na swoim łóżku z poduszką...

I tak się stało. Leżała w swojej ulubionej pozycji, my klęczałyśmy przy niej i robiła wrażenie całkiem zadowolonej, że znalazła się w centrum uwagi.
Wcześniej,  czekając na panią od zwierzątek, naprzytulałyśmy się za wszystkie czasy, został zjedzony cały pasztet i prawie wszystkie śmierdzące suszone żwacze.
Podobno pycha.....

A teraz .... cały czas  ją słyszę, widzę,  czekam kiedy przyjdzie przypomnieć  że to pora kolacji.  A potem jeszcze przypilnuje pana żeby zjadł swoje i malutki kawałek zostawił psu... Jeśli się za bardzo grzebał przychodzila do mnie: „powiedz mu!!"

Wiem, że teraz już nie cierpi. Że biega po cudownych łąkach i mam nadzieję że są tam uciekające przed nią koty. I moje dwa psy które miałam wcześniej. I że kiedyś ja do nich dołączę...
Teraz cierpię ja, ale tak już musi być. To cena za te wszystkie szczęśliwe chwile, które dałyśmy sobie.

Przestawiłam fotel. Nie mogę znieść tego pustego miejsca.

Do zobaczenia Księżniczko  :)))


13:31, cymestymek
Link Komentarze (11) »
czwartek, 11 lutego 2016
Odwiedziny

W kategorii „wydarzenia „   spotkało nas ostatnio coś bardzo miłego. 
Odwiedziła nas Magda, ta sama,   z którą  znamy się jeszcze z brzeżnickich czasów.  Właścicielka uczonych i mądrych goldenów - Igora  zwanego  Ajkim oraz Egona. Autorka bloga o nich i sobie pt. Blondyn i blondyna.
W Magdzie uwielbiam jej poczucie humoru i podejście do życia, inteligencję i wrażliwość.
Dlatego ogromnie się ucieszyłam gdy pojawiła się szansa na spotkanie. Tym razem to za sprawą Michała Rusinka, asystenta Wisławy Szymborskiej, który napisał książkę i w  Rynku zorganizował  wieczór autorski.
Magda postanowiła zaliczyć to spotkanie i stąd jej przyjazd do Krakowa.
Muszę jeszcze dodać, że Magda zawsze otoczona jest wspaniałymi ludżmi. Widać tak to jest, że przyciąga się podobnych do siebie, więc i tym razem towarzyszyli jej przesympatyczni młodzi ludzie.
Wnieśli do naszego domu tyle naturalnej wesołości i optymizmu, że naprawdę wspaniale było znależć się w ich towarzystwie.  Pogadaliśmy o wszystkim po trochę,  a na wesoło  o dzieciakach i o psach,  można w nieskończoność.
Rozsiedliśmy się u Doroty na dole, więc na chwilę pojawił się również Przemek, nasz przedszkolak, no i cały czas  w centrum uwagi była Alturka.  Dziewczyny znają się doskonale od dawna i nawzajem darzą przyjażnią.
 Sunia  z natury okazuje uczucia bardzo oszczędnie, jednak od razu było widać że Magdę poznała i trzymała się jej przez większość czasu. Trochę to pewnie za sprawą mnóstwa różnych chrupek którymi została obdarowana, ale nie tylko, bo na koniec przy pożegnaniach z własnej woli podeszła i otarła się o jej rękę.

Tak się cieszę że to spotkanie doszło do skutku! Bardzo dobrze wspominam czasy Fundacji w której byłyśmy razem... A teraz też mamy trochę fajnych zdjęć na pamiątkę, chociaż nie wiem dlaczego ani jednego nie udaje mi się tu zamieścić....


Jedyne co się nie udało, to pogoda na zewnątrz. Wiało, było mokro i sypał gęsty śnieg z deszczem.

Szkoda że tak, bo czekała ich jeszcze ponad godzina jazdy.



 


 



00:40, cymestymek
Link Komentarze (7) »