www.alteri.pl
RSS
niedziela, 30 listopada 2008
16:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
00:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 listopada 2008
23:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Kontakty

    Dzisiaj dostaliśmy od Doroty z Poznania adresy wszystkich uczestników kursu w Jaworkach. Bardzo chcieliśmy utrzymywać kontakty, dobrze że już możemy. Napisałam do kilku osób, pierwszy odpisał mi Darek, obecny opiekun Tymka. Bardzo miło do mnie napisał, to naprawdę świetny facet i pasują do siebie z Tymkiem wyjątkowo.
Razem pracują z dzieciakami, w dogoterapii. Przysłał mi kilka zdjęć. Nie mogę się oprzeć , żeby je zamieścić. Darek mówi ,że ciągle się poznają i rozumieją coraz lepiej, to zupełnie tak jak my z Alturką. Życzę im jak najlepiej i mam pewność  , że tak będzie.

19:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
10:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Koledzy Alturki
  Ostatnio, gdy wybrałyśmysię na boisko, byłyśmy tam pierwsze. Altuś od razu zanurkował w swoje krzaki, a w międzyczasie doszły jeszcze dwa zaprzyjażnione psy. Najpierw bardzo ładny i bardzo duży golden, który od razu poszedł na środek boiska, wywąchał jakiegoś kreta i zaczął kopać dziurę.  Wtedy przyszedł jeszcze owczarek niemiecki, 4 - miesięczny, śliczny, który jest bardzo zaprzyjażniony z tym goldenem, bo ich panowie również się przyjażnią.  Owczarek radośnie pobiegł do goldena, jednak gdy chciał zaglądnąć do jego dziury, tamten stanowczo zaprotestował. Rzucił się na niego z ostrym szczekaniem i zębami na wierzchu. Mały był przerażony. To przecież najlepszy kolega, a tu tak?... Cały się zjeżył i z piskiem zacząl uciekać. Golden z powrotem zajął się swoim dołkiem, ale na to wszystko wyglądnęła z krzaków Altura. Ponieważ mały uciekał, to oczywiście trzeba było go gonić. Nie miała złych zamiarów, to było widać,tylko dla zasady. Mały umierał ze strachu. W końcu zatrzymał się przy swoim panu i wtedy stwierdził ,że ten smok z tyłu wcale go nie chciał zjeść. Został tylko powąchany i już po strachu. Chyba był taki zdziwiony i szczęśliwy że nadal żyje, że zaczął lizać Alturę po uszach, po głowie.. Ona znosiła to z całym spokojem stojąc w głębokim zamyśleniu, jak to ona.  Potem jeszcze wrócił do nas golden, ale zabawy nie było. Panowie żartowali sobie że to musi się skończyć w sądzie i szczeniak musi dostać wysokie odszkodowanie za szkody moralne. Tak więc dzisiaj główne szaleństwa Alturki odbyły się po powrocie, w domu, gdy przyszła Dorotka i roznosił ją temperament. Suni nie trzeba było namawiać.
10:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008
Najważniejsze w życiu są koty
      Na dzisiejszym pierwszym spacerze, początkowo wszystko przebiegało prawie rytualnie. Alturka lubi gdy wszystko odbywa się po kolei,tak jak codzień, gdy wie czego się spodziewać. Nawet pewne rzeczy uprzedza, czeka na mnie w ustalonych miejscach, przeznaczonych do określonych czynności, zwłaszcza dopilnowuje żeby rano rozsypać jej trochę Royala  na płytkach za domem. Dzisiaj też wszystko odbyło się zgodnie z tradycją.  Jeszcze miało być trochę biegania i doglądnięcie co słychać na ulicy, kto sobie tam chodzi lub jeżdzi.
Tymczasem nioczekiwanie stał tam sobie biało-czarny kot. W sunię wstąpił  diabeł. Rzuciła się w tą stronę, ale dzieliło ich ogrodzenie. Kot też o tym wiedział, więc spokojnie wstał, i spacerowym krokiem przeszedł jej przed nosem. Ja myślałam , że suka oszaleje. Próbowała wcisnąć się pod ogrodzenie, przez chwilę nawet się obawiałam , że jej się to uda, tak była zdesperowana. Potem pobiegła do bramki i zaczęła ją szarpać z całej siły. Pewnie by ją w końcu otworzyła gdybym jej nie odciągnęła. Teraz już wiem jak to było, że doganiała mnie pod sklepem. W  każdym razie kota już nie było dawno, a ona szalała. Obszczekała z pasją kilka samochodów, biegała za dom do drugiej furtki że może tam poszedł... Nie odpuszczała przez dobre 20 min. O powrocie do domu nie było mowy. Próbowałam ją zawołać, ale spojrzała na mnie z miną - teraz? chyba zwariowałaś.
Więc poszłam sama, zostawiłam otwarte drzwi, niech przyjdzie jak ochłonie. Za jakkiś czas się doczekałam. Zameldowała się i natychmiast poszła na schody do okienka w którym jest szansa znowu go namierzyć, gdyby wrócił. Siedziała tam jeszcze dobre pół godziny, po czym przyszła spać po tych przeżyciach.
12:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
00:41, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 listopada 2008
Czemu dziś bez pieska ?

   Od wczoraj zastanawiałam się, jakie wyjście jest najlepsze. Nie chciałam Alturki zostawiać w domu na dłużej /miałam jechać na dyżur / , nikogo nie było dziś w domu, więc byłaby " w biurze" kilka godzin. Wprawdzie bywało tak w Brzeżnicy gdy nie było innego wyjścia, ale ja  tutaj nie zostawiałam jej na dłużej. Zawsze grzecznie czekała, na mojej kanapie.  Z drugiej strony, wiele psów czeka na właścicieli wiele godzin, gdy pracują. Miałam wielkie rozterki. Brać jej nie chciałam ,bo błoto, mżawka, lód , ślisko, zimno.

Wybrałam pośrednie wyjście .Poszłyśmy na porządny spacer przed moim wyjściem. Solidnie pogoniła, pobawiła się, zjadła , no i została w moim pokoju. Oczywiście wszyscy w Hucie , zwłaszcza portier, pytali  - a gdzie piesek ? Tłumaczyłam, więc jeszcze było - ale ma go pani dalej ? No PEWNIE że  mam. Cały czas o niej myślałam, nawet uciekłam trochę wcześniej z biura , gdy juz wszystko zrobiłam co było do zrobienia. A trochę tego było, bo wymyśliłyśmy sobie z Agatką nowe zadania.

Gdy wracałam ciemną nocą do domu , od połowy drogi ze sklepu już słyszałam suńkę. I to nie była moja wyobrażnia. Szczekała na cały głos. Zastanawiam się jak długo. Czy wyczuła , że już jestem blisko /czasem tak mają / czy może tak było cały czas ?  Przecież chyba nie mają rozeznania w upływie czasu ? Skąd wiedziała że to nie pół godziny, tylko 6 ?

Nawet się nie rozbierałam,tylko poszłam po nią od razu. Szczekanie ustało gdy mnie usłyszała, więc mogłam ją wypuścić od razu. Poszłyśmy nadrabiać zaległości.  Biegała , szalała, wcale nie chodziło o załatwienie się. Teraz mnie szturcha i podgryza, przymila się i przytula,moja kochana.... Pobawię się z nią jeszcze i poćwiczę.

I tak myślę, że wnioski nie mogą być takie, że już nigdy jej nie zostawię, tylko, że poćwiczę z nią spokojne zostawanie.

20:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Znowu przedszkole

  Ekipa to --  Agatka, Altura, Axa i ja. I chyba nam przypasowały te występy w przedszkolach. Dzieciaki są słodką publicznością, reagują spontanicznie, my swobodnie opowiadamy różne rzeczy o psach , które powinny wiedziać . Nawet Pani powiedziała , że dowiedziała się wiele nowego. Psiaki w międzyczasie się popisują ,,zeby nie było nudno, dzieciaki pękały ze śmiechu gdy Axa wpadła na Alturę , a potem razem turlały koszyczek który miały podać. Gdy na koniec przepytywałyśmy, co zapamiętały, na pytanie  - jak trzeba dbać o psa, nie było o wodzie , jedzeniu i spacerach, tylko  " nie bić i nie ciągnąć za ogon "

Mamy jeszcze dużo zamówień na to samo przedszkole ale inne grupy, oraz na inne, nawet w Myślenicach.  To około 30 km.  od Krakowa.  Ale spróbujemy jeszcze bliżej, bo okazuje się, że jest spore zainteresowanie. A akcja na pewno jest pożyteczna.

To znowu było daleko, ślisko, i na przystankach zmarzłam przeokropnie . Do wieczora nia mogłam się dogrzać, miałam dreszcze, a Altek nie wstawał ze swojego łóżka. Dla niej męczące są te dojazdy, a potem ruch , głośne dzieci...

 Na dzisiaj mamy naprawdę dość, a jutro biuro. Już się zastanawiam czy ją zabrać, bo poza wszystkim, jest b. ślisko a ona potrafi pociągnąć. Nie chcę sobie coś złamać , a wiem jakie mam kości. Zobaczymy jutro, jak to wszystko wygląda.

00:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 listopada 2008

23:31, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Zimowy spacer

   Dalej zima. Dalej narzekam, że ślisko, śnieg po kolana. Rano wyszłam z psem na krótko, je ten śnieg, kicha , dmucha, cały biały pysk.  Jeszcze heroicznie poszłam do sklepu, nogi mi się rozjeżdżały, Boże , jak daleko do wiosny... Ja narzekałam na upały ?
Ale gdy wróciłam ze sklepu i przebierałam buty, usłyszałam że Alturka już składa wizytę Dorotce, /to córcia/  Okazało się że wybierają się z mężem na spacer, bo zima jest piękna...Zapytałam - a nie chcecie porządnego psa na spacer?  Mąż Dorotki  przez lata miał największego owczarka niemieckiego jakiego widziałam, długowłosy, piękny, zwany przewrotnie  Kubuś, więc mam zaufanie.  A Dorotka to ta od wilków. Miałam pewność że pies jest w dobrych rękach. Cieszyłam się że trochę poszaleje. Dałam im oprócz smyczy,tą długą linkę, żeby miała  swobodę bez żadnego ryzyka.
No i właśnie wrócili. Dorotka przyszla po mnie  na górę zebym odebrała psa, i rzeczywiście czegoś takiego jeszcze nie widziałam.  1500 lodowych kulek nawbijanych wszędzie. Całe "podwozie" a już nogi.... Godzinę klęczałam przed domem , Dorotka donosiła ciepłą wodę, jej mąż głaskał psa , trzymał i uspokajał, ja odmaczałam te kulki lodu. w końcu poddałam się, powiedziałam- niech reszta odpadnie w domu, po prostu zmyję podłogę .
Na dodatek , robili zdjęcia,  teraz wredne dziecko mnie szantażuje, mówi- są dowody na to, że pies "podrzucony" obcym ludziom, zaniedbany, bo te kulki lodu wszędzie...I jeszcze mówi - to Ty już do wiosny nie będziesz wychodzić ? Nawet się nie mogę obrazić, bo jeszcze chcę te zdjęcia...
Ale jaka sunia zadowolona...Już odmokła, ja umyłam  wszystkie podłogi, i tak trzeba było. 

 Czy nie możemy tej zimy przespać jak miśki ?

14:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 listopada 2008
Zima

 Wiadomo było , że kiedyś się zacznie. Dorotka zachwycona / to córcia/, mówi  - jak pięknie, bielutko, a ja zrzędzę  - ślisko , czarne chmury, mokry śnieg, wychodzę na spacer z czarnym psem a wracam z białym...  W dodatku metale się kurczą czyli bramka się słabo domyka. Po głównym spacerze , wybieganą sunię zostawiłam pod domem i powiedziałam jak zwykle "niedługo wrócę" Miało być dobrze, ale dogoniła mnie pod samym sklepem. Czarno-biała, dumna z siebie,  na czole " dałam radę".  Trzy miesiąe temu , umarłabym z nerwów. Teraz już spokojnie , może być bez smyczy, tylko pokazuję jej gdzie aktualnie jestem,bo gdy nie wie , to szuka w panice.

Poczekała pod sklepem, z nosem na szklanych drzwiach, wesoło wróciłyśmy razem. Tyle, że znowu zaliczyła wszystkie podwórka znajomych kotów.

 Wczoraj z okazji pogody , zrobiłyśmy sobie frytki, /no, mało/ i poszłyśmy z nimi do łóżka, czyli na moją kanapę,  Pies zachowywał się bardzo kulturalnie,  Zjadłyśmy  fifty-fifty i zasnęłyśmy, zamiast sprzątać, jak było w planie.

14:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 listopada 2008
Przedszkola
    Dzwoniła Agatka.  Przedszkolaki domagają się następnych wizyt białego i czarnego pieska. Część dzieciaków chwalii się , że miały zajęcia z pieskiem a reszta chce też . Nie ma sprawy. Pójdziemy tam w poniedziałek. Psiaki poćwiczą, zarobią na siebie ,bo sponsoring Alteri kończy się z końcem roku. Myślę ,że znajdziemy jeszcze kilka przedszkoli  i rozpowszechnimy akcję,  podoba mi się , że to nie za pieniądze, tylko za jedzenie dla psa.
12:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 listopada 2008
Próba charakteru

   Wczoraj gdy wracałyśmy wieczorem do  domu, po tych wszystkich podróżach,odpięłam suni smycz, żeby rozprostowała kości po tych wszystkich autobusach. I nie podobało mi się, że wpadała na wszystkie podwórka i szukała kotów, za bardzo się oddalała i ogólnie rozszalała się na dobre.  Wprawdzie co jakiś czas mnie doganiała, ale jakieś to było wszystko poza kontrolą. Nie był to na pewno kulturalny spacer z cywilizowanym psem. Pomyślałam, że koniec z takim spuszczaniem,  mogę jedynie wtedy gdy już jest wygoniona, to tak się nie rozszaleje.

A dzisiaj lało strasznie, więc narazie poszłyśmy tylko do ogródka i w którymś momencie ja zostałam za domem, a Altuś poszedł wyglądnąć na ulicę. Długo nie wracała, więc poszłam zobaczyć co tam ma takiego ciekawego. Okazało się, że śmieciarze niedokładnie zamknęli bramkę i moja spryciula otworzyła ją sobie na ościerz.  Teraz świat pełen kotów stał otworem.  Oczywiście suni nie było. Doszłam do wniosku, że nieprędko ją zobaczę, ale wyszlam na ulicę żeby się rozglądnąć.   I co się okazało ? Że Alturka stoi na chodniku kilka metrów dalej i patrzy raz na mnie, a raz w stronę "wolności".  Zawołałam ją tak zachęcająco i po chwili zastanowienia, wróciła do mnie. Trzeba to było uczcić, więc w tym deszczu pogoniłyśmy po ogródku.

Opowiedziałam Leszkowi a on stwierdził, że zawsze wierzył w Alturkę.

13:52, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 listopada 2008
Odkrycie

          SŁOWO WSTĘPNE


  Wczoraj i dzisiaj spędziłyśmy  większość czasu w tramwajach i autobusach. Jeżdziłyśmy do N.  Huty i do Bronowic, do mojej Mamy. Oczywiście ode mnie wszędzie, to jak na koniec świata. Dobrze się mieszka tu gdzie jestem,  zwłaszcza psu, ale dojechać gdziekolwiek....
Na dyżurze było dobrze, bo miałam sporo do zrobienia - nie żebym była taka pracusia, ale czas szybciej zleciał . A u Mamy wiadomo - obiadek pod nos, kawka, gadanie bez końca - zawsze się świetnie rozumiałyśmy /no może powyżej wieku dojrzewania/ ale takich układów z rodzicami , mogę życzyć wszystkim których lubię. Pies od razu dostał wodę , reszta była do negocjacji. Mama zawsze uważała że ja znam się na tym lepiej i nie psuła mi roboty.
Stanęło na połowie precla /to pewnie dla Was obwarzanek lub bajtel ?/  i ogórku kiszonym. Jeszcze popisy pieska, z całym entuzjazmem, i trzeba było wracać.

                ODKRYCIE  / ? /

  I wczoraj i dzisiaj zastanawiałam się nad tym chodzeniem na "lużnej " smyczy. I dlaczego przeważnie wracam wyszarpana i z wyrwaną ręką gdy idziemy gdzieś dalej, w miasto.
I dzisiaj wymyśliłam tak : dla mnie ładne chodzenie przy nodze oznacza moją lewą stronę i krótką LUŻNĄ smycz. Zarówno przypiętą , jak i odpiętą. Tak chodził godzinami po całym Krakowie ze mną moj pierwszy pies - spaniel. I ja mam ciągle te nawyki i te oczekiwania.  A z kolei w Alteri widziałam na szkoleniach wielokrotnie /teraz sobie to uświadomiłam / że  teraz prawidłowe chodzenie na smyczy, to pies w miarę blisko, obojętne z której strony, smycz wisząca w kształcie  "U "  No i teraz myślę , że o to  chodzi , przez ten czas kiedy Alturka jest ze mną czyli  5 m-cy  Widocznie ja wymagam czegoś innego  niż była uczona.  Na osiedlu gdy nic się nie dzieje, słucha mnie . W mieście jest rozkojarzona , kupa wrażeń, więc wraca to co ma wpojone  Wtedy ciągnie, wg. mnie , czyli idzie na całą długość przede mną, raz w prawo raz w lewo   , zatrzymuje się  , więc wpada pod nogi.  Ale czuje się w porządku , bo tak byla uczona chodzić . to nawet nie jest ciągnięci e,to jest inne chodzenie, bo inaczej wyuczone, Mnie to przeszkadza bo ona wtedy idzie jakby sama, rozgląda się, traci kontakt ze mną, nie wie gdzie skręcamy, włazi pod nogi.

To nie jest takie ciągnięcie że pies nieprzytomnie ciągnie smycz irwie z całej siły do przodu a właściciel  bezwolnie wisi na drugim końcu - widzi się tak czasem. To jest tak jak mówię.  Więc póki rozproszenia są umiarkowane i dociera do niej co mówię, jeszcze jakoś jest, ale gdy jesteśmy na obcym terenie, wszystko ją interesuje - ja najmniej. A kiedy do niej nie docieram , wtedy włącza się to , co wyuczone. Ja nie wiem czy to dobra diagnoza, ale wydaje mi się że tak to wygląda.

Jeśli ktoś ma jakieś zdanie na ten temat, proszę o opinię.                                                                              

18:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2008
Zamieszanie.
     Zamieszanie od rana. Leszek wychodzi do pracy , mam go spakować, zupełnie jak było z dziećmi do przedszkola lub szkoły. Myślałam że ten etap mam za sobą, ale nie. Faceci są beznadziejni, on jest zupełnie bezradny gdy chodzi o kanapki i czystą koszulę. Wyprawiłam go , pokłóciliśmy się przy okazji - samo życie - więc wzięłam psa i poszłam na boisko.Potem wracając zostawiłam sunię w ogródku, i poszłam do sklepu. Byłam w połowie drogi kiedy dwóch sąsiadów / zaprzyjażniony golden i młody owczarek niemiecki /po rutynowym "dzień dobry" zawołało do mnie  - pies pani uciekł !!!  Jak ona sobie otworzyła bramkę ? Muszę to zaobserwować. W momencie była przy mnie, szczęśliwa że dała radę. Po drodze "oko" na koty. Wróciłam, wpuścilam ją do domu, już żaden ogródek, i poszłam jeszcze raz.  W ogóle nie pooszła na górę, czekała na mnie na dole , tam gdzie ją wpuściłam. Wróciłam szybko ale czasem aż mnie przeraża takie uzależnienie psa ode mnie. A jeszcze jak sobie przypomnę  ile czasu miała mnie serdeecznie w nosie.
11:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 listopada 2008
Znowu o nas.
      Coś jednak jest w tym wszystkim , że jesteśmy zaprzyjażnione coraz bardziej. Już teraz codziennie rano ciepły suchy zaspany pysk na "dzień dobry" Potem ciągle głaskanie pod bródką, i nie tylko,juz wiem gdzie lubi. już dobrze odbiera moje przemówienia i czułości, bo z początku wycofywala się  jak za bardzo byłam nahalna . Myślałam , że zaprzyjażnimy się szybciej, ale z jej strony to musiało potrwać.
Pomogły te Jaworki. To, że wszędzie ją brałam ze sobą, że brama była cały czas otwarta, i jej wyborem było  czy zostaje ze mną, czy idzie na wieś hulać. I  wybierała , że ze mną.  W pokoju razem , na wykładach razem, na wycieczkach - na dużo jej pozwalałam, ale na obiadach, śniadaniiach grzecznie przy sąsiednim stole. Była kochana, wszyscy widzieli. Miałam kupę uznania za kontakty z nią.
I teraz jest dalej wspaniała , już jednym słowem załatwiam wszystko, zaczynam wierzyć że jesteśmy stworzone dla siebie.
Głaskam ją i przytulam za każdym razem gdy przechodzę obok,, dawniej unikała takiego częstego kontaktu,  teraz chyba lubi.
Jest tyle inicjatywy z jej strony, gdy czasem   ja już się nie chcę narzucać , to ona podchodzi podnosi główkę, i ma być głaskanie pod brodą , albo uszka.
 Ale dalej jest gryzienie w tyłek i szarpanie za rękawy jak jest podkręcona i raczej z tym walczę , czyli jęczę jakieś auuu !  bo trochę czasem boli, a też nie chcę resztek kurtek mieć w strzępach.
Generalnie  Czarna jest fantastyczna. uwielbiam ją, właśnie ją wykończyłam na spacerze, i jeszcze wysikam ok. 11 - tej.
 Na placyku zrobiłyśmy sobie powtórkę z treningów , nawet nie było żadnch problemów, bo przcież ostatnio powtórka była w przedszkolu. Wróciłyśmy luzacko, jeszcze parę buziaczków i poszła spać. 
18:22, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 listopada 2008
Przedszkole
 Dzisiaj miałyśmy akcję w pszedszkolu. Chodziło o to, żeby dzieciakom pokazać dwa różne psy, opowiedzieć o nich, o roli kubraczka, pokazać co potrafią.
Wyszło świetnie. Wprawdzie spóżniłyśmy się z Alturką bo jak zwykle dla nas to było na końcu świata, ale Agatka powiedziała  ,że od razu lepiej szło jak dołączyłyśmy. Lubię dzieciaki, nie mam najmniejszych kłopotów w kontaktach z nimi, panie też były bardzo miłe. Obydwa psy dały z siebie wszystko. My też nagadałyśmy sie sporo żeby dać dzieciom jak najwięcej informacji. Na koniec trochę odpytałyśmy dzieciaki i okazało się że dużo zapamiętały, nagrodą było pogłaskanie Alturki. Jednak gdy zapytałyśmy którego psa można głaskać - w kubraczku czy bez, wszyscy jednogłośnie odpowiedzieli - " w kubraczku "!!! Póżniej psiaki dostały pyszne prezenty a z paniami umówiłyśmy się na następny raz.
15:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Jaworki 2

 Byłyśmy w Jaworkach po raz drugi. Następne tematy , warsztaty , cwiczenia. Ale też wycieczka, ognisko. Super. 
 Alturka po fryzjerze bardzo spodobała się wszystkim, z trudem ją rozpoznali, ale Agnieszka stwierdziła , że woli ją taką naturalnie zarośniętą. Ale potem , gdy przez kilka dni widziała ją ze mną, stwierdziła patrząc na nasze kontakty, że ją zaskoczyłam.  Oceniła nas - " miłość i porozumienie " Miałam wielką satysfakcję.

Było jeszcze coś. Przyjechał Tymek. To moja pierwsza miłość, nawet blog ma jego imię.  Serce rozdarło mi się na pół, bo Alturkę już kocham, a jego jeszcze...

Mieszkał w sąsiednim pokoju, mieliśmy wspólny balkon, rano przychodził z zabawką i odsuwał Alturę ode mnie. Ale traktowałam ich absolutnie sprawiedliwie. Często zdarzało się, że miałam Alturkę przy jednej nodze, a Tymka przy drugiej. Szczyt szczęścia. Bardzo przypadł mi do gustu nowy opiekun Tymka. Powiedziałam mu że dobrze że się poznaliśmy, bo teraz już mogę spać spokojnie.

W sumie bardzo byłam zadowolona. Dużo skorzystałam, bardzo było ciekawe, znowu usłyszałam wiele dobrego, nawet sprawdziłam się aktorsko.

 W pokoju był ten sam sprawdzony skład, może nie było aż takich " głupawek" jak ostatnio, ale było bardzo sympatycznie.  Z " Poznaniem" będziemy utrzymywać kontakt, będą zdjęcia i wiadomości, Chciałabym jeszcze kiedyś ich spotkać.

14:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 listopada 2008
Salon piękności

Obie nas wykończył  dzisiaj ten "salon urody". Oczywiście wymyślony dla Alturki  ,bo ja   wyglądam   dalej tak samo.
 Wyszłyśmy z domu o 12-tej, Wróciłyśmy o 19-tej na ostatnich nogach. Bo jak ona siedziała pod suszarkami i nożyczkami, ja musiałam 5 godz. błąkać się po obcym osiedlu, zamarzać na śmierć i czekac kiedy bóstwo będzie gotowe. Wiedziałam że też nie jest szczęśliwa, piszczała gdy wychodziłam i mówiłam "niedługo wrócę  "  -zna ten tekst ale zawsze wracałam szybciej i nie miała kąpania i suszenia w tym czasie.
 .Zmarzłam okropnie  /u nas jest lodowaty wiatr/po 3- godz. wróciłam żeby zapytać czy jeszcze długo, - no godzina co najmniej. Sunia zaczęła piszczeć gdy mnie usłyszała, więc pomyślałam  - tylko im utrudniam. Zniknęłam.  Wymyśliłam wszystko co możliwe - poszłam do apteki, do banku, do wszystkich spożywczych, kupiłam czekoladki dla dziewczyn które ją strzygą ,i nawet schowałam się na klatce jakiegoś domu żeby się zagrzać, ale lokatorzy przyglądali mi się podejrzliwie.
W końcu wróciłam do salonu i jeszcze zeszło pół godziny. Gdy wyszła   wreszcie, okazało się , że mam prawie sznaucera ,krótka sierść, odsłonięte uszy, można spojrzec w ślepka , co ja akurat lubię, jest jak pluszowy  misiaczek do głaskania. Mniejszy, proporcjonalny, zgrabny, tyle że może nie całkiem w typie rasy. Ale śliczny.
Agnieszka mnie zabije. Trudno . Jest zadbana nie ma kołtunów , kleszczy, jest w formie . Już nie ćwierka jej w gardle, bo dużo biega. To chyba była kwestia kondycji.
 W każdym razie  po tym wszystkim , była w jakimś szoku. Nie do końca rozumiem , bo w życiu nie byłam  5 godz. w salonie piękności , ale już myślałam że mi ją zamienili.
 Nie rozumiała  ani słowa z tego co do niej mówię. Ciągnęła nieprzytomnie, wyrywała mi rękę, jakiś amok , głowa - w kółko, wszystko samochody ,motory, psy.
 Częściowo poradziłam sobie z psami i samochodami, reszta nie działała w ogóle.
 Była taka śliczna, ale wkurzała mnie maksymalnie. najpierw w tą stronę szłyśmy ok. 40 min.  ,z powrotem chyba 10 - w jej tempie.
 Jakoś wreszcie wróciłyśmy do  domu, dałam psu pić /znowu pół godziny/ dodatkowo jeść , bo spalił dużo , i niech wreszcie idzie spać , bo mam jeszcze kupę roboty przed jutrzejszym wyjazdem. Ale nie liczę na to. już się przebudza , wreszcie  mnie zauważa i propozycje - może jakieś szaleństwa ?

 Jeszcze nie wie , że jutro wstajemy o 5 - tej. To zdecydowanie nie jest jej pora.
  

22:12, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 listopada 2008
Jesienne nudy
   Długi , ponury dzień. Wprawdzie nie pada, ale jakoś tak jest smętnie. Strasznie mi było trudno zabrać się za cokolwiek.
Może jutro będzie jakoś weselej, w każdym razie muszę mieć więcej energii do działania, bo czeka nas wyprawa do fryzjera - Alturka będzie się robić na bóstwo.
Pojęcia nie mam jak tam dojadę i trafię. Byłam tam już wprawdzie kiedyś , ale samochodem i jakoś od drugiej strony. A w ogóle jak chodzi o trafianie gdziekolwiek, jestem wyjątkowo beznadziejna.
Potem ta cała kosmetyka trwa około 4 godzin, więc coś muszę zrobić ze sobą w tym czasie. Potem powrót i wieczorem pakowanie + gar jakiegoś jedzenia dla chłopaków którzy zostają i mi zazdroszczą.
To plany na jutro, a dzisiaj pies był wyrażnie znudzony. Wieczorem się zaczęło. Wpycha mi klapki, komórkę, rozgląda się po stole co jeszcze podać. Mówię -zostaw, ale dalej zgłasza "jestem znudzonym pieskiem".
W końcu mówię do Leszka  - musimyy ją zmęczyć, bo nie da żyć. Pudełko po lekarstwach rzuciliśmy do podania około 50- ciu razy. To było za mało. Stoi nade mną i zipie, co dalej. Wiem że jedno co jest w stanie ją zmęczyć, to albo skoki /ale już póżno a to słychać w domu/ albo kształtowanie . Postawiłam na to drugie  i wreszcie pies miał dość.
21:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 listopada 2008
Znowu brzuszek

    Wróciłyśmy ze spaceru jak zwykle, było dobrze, nie wiem o co chodzi. Chodzi ,tupta, popiskuje, wymiotowała. Znalazłam dwa rzepy które pewnie wyciągnęła sobie  może z którejś łapy. Boję się czy nie połknęła czegoś takiego.  Kurczę, brakuje mi wiedzy. Znowu działam instynktownie, dałam jej 2 kromki chleba , żeby " przepchało" jeśli coś tam tkwi, Cały czas nerwowo chodziła,  potem pomyslałam żeby ją czymś zają ć , żeby przestała myśleć, pobawiłyśmy się trochę, zaangażowała się. Myślałam że już dobrze, ale w końcu zaczęła się domagać wyjścia  " na pole" - pozdrawiam resztę Polski bo Wy chodzicie  "na dwór "
 W każdym razie poszłyśmy i chodziło o to żeby najeść się trawy. Jeszcze w międzyczasie wymyśliłam, że muszę zmienić ton, bo gdy się rozczulam i mówię - co ci się dzieje myszeczko , moja biedna ,  to już ją rozkłada na łopatki. Pomyślałam o tym, i w którymś momencie, powiedziałam jej zdecydowanie - już jest dobrze, już ci przszło. Położ się i śpij. Poskutkowało. Ale to pewnie nie koniec, bo najadła się trawy, więc chyba jeszcze  będzie wymiotować. Narazie  jest już spokojna. Leży sobie, śpi. Bardzo się martwiłam, dobrze że już spokój.

16:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Zdziwiona
   Myślałam , że już ani mnie ani Alturki nic nie zdziwi. Ale jednak, ją tak. Byłyśmy wczoraj w Hucie w biurze, i tam jest taki kwadrat  trawy jak zwykle między blokami.
Spuściłam ją tam , bo już polegam na tym że szybko wraca i było OK.
No i w którymś momencie pojawiła się tam osoba, ewidentnie inwalidka, coś z kręgosłupem, nie bardzo sie zorientowałam co, bo skrzętnie zakamuflowane . Robiła miłe wrażenie. Gdy Altura do niej podeszła, okazało się że są równego wzrostu. Ja od razu podeszłam i powiedziałam żeby się nie bała , że to szkolony pies i pracuje z inwalidami. A ona powiedziała że właśnie zwróciła uwagę na kubraczek, więc wyjaśniłam co oznacza. Porozmawiałyśmy chwilę, pani była bardzo miiła, Alturka kręciła się w pobliżu. Potem rozeszłyśmy się, ale Alturce coś nie dawało spokoju. Jeszcze dwa razy wracała do tej pani i stała przy niej taka zadziwiona, i zagapiona. Ja sobie myślałam, żeby tylko jej nie obszczekała , bo tak bywa  gdy jest coś nietypowego.  Ale nie .Spokojnie powąchała , pewnie nie zgadzało się, wzrost dziecka  a zapach dorosłej osoby. Myślę że o to chodziło, jest przyzwyczajona do ludzi na wózkach a tutaj było inaczej. Ale zachowała się kulturalnie.
15:37, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 listopada 2008
cmentarze, cmentarze...

    Jakoś wysiadła  u nas w tym roku organizacja. Trochę przez brak samochodu, bo od dawna , zawsze ułatwiał sprawę,
 bardzo ułatwiał życie.A trochę przez pracę Leszka którego nigdy nie było wtedy kiedy trzeba.
 W efekcie każdy załatwiał to , po swojemu. Dzieci były wcześniej, bo chciały wyjechać, przygotowały wszystko tak jak chciałam, ja poszłam dzisiaj z mamą i Tomkiem, a Leszek wybrał się solo , gdy wszyscy już byli  z powrotem w domu.
 Oboje mamy na cmentarzach / różnych cmentarzach / - ojców. Ja ze swoim byłam bardzo związana, byłam jedynaczką, to chyba specyficzna więż. Zresztą był wspaniałym człowiekiem. Do dzisiaj wspominają Go wszyscy moi  znajomi, koledzy, z nimi tez był zaprzyjażniony. Z każdym umiał rozmawiać, był opiekuńczy, był człowiekiem z AK.

 Był wyjątkowy.
 Bardzo miło i ciepło to wszystko przebiegło. Jeszcze wynikła potrzeba drobnej naprawy i tu Tomek był jak znalazł.
 A w międzyczasie , na cmentarzu dołapała mnie telefonicznie  Dagmara. Ona i Przemek , to Ci ludzie do których Alturka trafiła po krótkim pobycie u mnie i...nie wyszło. Teraz oni wyzbierali się już ze swoich problemów, Daga czuje się dobrze, maluszek również i mówią że zastanawiają się jak dalej potoczyły się losy Altury. /ona staje sie powoli jakimś symbolem/
 Jeszcze uzupełniła mi relację Przemka, że oprócz tego co wiem, była ucieczka przez okno z domu. To był mały lufcik wysoko położony. Daga nie rozumie jak ona się tam zmieściła w takie małe i tak wysoko. / Robert , oko do Ciebie , my wiemy jak /
, W każdym razie wyczułam nutkę niepokoju, że może czekam na nich , żeby ją wzięli  z powrotem.
Uprzedziłam to pytanie - juz nigdy , nigdzie...

Tymczasem Alturka wykorzystała dzisiejsze zamieszanie. Na cmentarze z pieskami się  nie chodzi, została najpierw z Leszkiem, potem ja wróciłam a on  poszedl. Krzywdy nie było. A przed każdym z nas , odegrała scenę, że piesek nic dzisiaj nie je, w ogóle nie wychodzi... Oboje dalismy się nabrać, więc miała wszystko podwójnie.  Cwaniarę też kocham.

17:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2