www.alteri.pl
RSS
sobota, 28 listopada 2009
Jak co roku

Mamy problem. A właściwie to moja córcia ma problem. Mieszka 2 piętra pod nami, czyli na parterze i co roku w jesieni pojawiają się  u niej, co jakiś czas, myszy. Nie ma na to rady bo obok jest garaż który jest często otwierany i zawsze jakoś się przesmykną. Ja, myszy zupełnie się nie boję, myślałam że ona też nie. W ogóle , to myślałam że ona niczego się nie boi, skoro przez wiele lat, co roku w zimie jeżdziła sama w Bieszczady, tropić wilki.
A jednak.
Dorotka jako zawzięty ekolog, łapie te myszy "na szklankę", a potem wynosi gdzieś, jak najdalej. I w praktyce jest tak, że one już na wieczór są z powrotem w domu.
Nie ma mowy , żeby namówić ją na tradycyjną morderczą pułapkę, więc historia wciąż się powtarza i sprawa nie ma końca.
Parę dni temu, była już chyba w znacznej desperacji, bo ogłosiła wszystkim :
TYLKO KOT !
Jeśli to było na poważnie i sprawa dojrzewa, to teraz ja mam problem. Alturka świruje na widok kotów, to już sprawdzone. Wprawdzie moja teoria jest taka, że jeśli przedstawię jej takiego malutkiego, którego obwącha przy mnie, który jeszcze nie będzie uciekał i inaczej pachniał, póżniej,ten jeden byłby tolerowany, a resztę goniłoby się nadal.
Ale jeśli się mylę ?

00:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 listopada 2009
Relikty przeszłości

Zaczęło się od tego, że wypaliłam Mamie dziurę w obrusie. Była duza, więc nie pozostawało nic innego jak tylko go zwinąć i wyrzucić. Mama powiedziała tylko - "absolutnie się nie przejmuj", ale pomyślałam sobie , że kupię jej nowy. Obie mamy zwyczaj zwykłe codzienne obrusy szyć z kupionego materiału, więc po paru dniach, wybrałam się do odpowiedniego sklepu.
Jak było do przewidzenia, tego rodzaju sklepy dawno wyginęły. Teraz już nikt, nic nie szyje, kupuje się wszystko gotowe, najtaniej u chińczyków.
Jednak wynalazłam taki sklep. W środku wiało zamierzchłą przeszłością i chyba dawno tam nikt nie zaglądał. Wypatrzyłam sobie materiał w ładnym ciepłym kolorku i poprosiłam o 1,5 metra. I wtedy się zaczęło.
Pani - w tym kawałku jest 3 m., więc musi pani wziąść całość.
Ja - nie chcę 3 m. tylko 1,5.
Pani - albo 3 albo wcale, bo mi zostanie mały kawałek.
Ja - a tak, to pani zostanie duży kawałek, bo nie widać tłumu chętnych...
Pani - absolutnie nie przetnę, bo na tym stracę
Ja    - straci pani , bo pójdę do innego sklepu i kupię ile chcę. Teraz wszędzie można sobie nawet 2 plasterki czegoś kupić.
Pani - BARDZO PANI JEST NIEGRZECZNA!
W drzwiach powiedziałam jeszcze, że pani nie wie , co mówię gdy rzeczywiście jestem niegrzeczna.
Nawet mnie nie wkurzyła ta cała scenka. Tyle lat przeżyłam w rzeczywistości takich sklepów i takiej obsługi, to taki powiew przeszłości. Żadne "w czym pani pomóc" + miły uśmiech, a już mnie tak do tego przyzwyczaili.
Obrus kupiłam u chińczyków, jest śliczny.

22:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 listopada 2009
Urodziny

To już drugie urodziny Alturki spędzane u nas. Poprzednie wypadły w czasie pobytu w Jaworkach. Też były obchodzone, zamówiłam u kucharki parówki, ogłosiłam wszystkim że trzeba składać życzenia...
I już minął rok. Właściwie Alturce, jej kolejny stuknie dopiero jutro, ale dzisiejsza niedziela jest lepsza do świętowania.
Trochę była zaniepokojona gdy śpiewaliśmy jej 100 lat /pomimo że nie fałszujemy/, ale gdy nastąpiło wręczanie prezentów, było już jak najbardziej w porządku.

13:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 listopada 2009
Rozmyślania nad kiszoną kapustą...

...której stanowczo domaga się Altek, warując pięknie  na środku kuchni ale równocześnie ciężko wzdychając i śledząc każdy mój ruch. Ja - na okoliczność wszechobecnej grypy, robię  surówkę i pies załapuje się na coś co jakiś czas, jako że pies to też rodzina i profilaktyka go obejmuje.
Równocześnie rozmyślam sobie o spacerze z którego właśnie wróciłyśmy. Był wyjątkowo udany, bo wcześniej byłyśmy w sklepie i kupiłam małe co-nieco dla suni. Oczywiście pokazalam jej co mamy, zanim spuściłam ze smyczy i skutek był piorunujący. Meldowała się co 2 kółka, trzymała się blisko, uśmiech non stop.
Ostatnio nic dla niej nie zabierałam na spacery. I narzekałam że nie"jesteśmy razem", a tylko ją wyprowadzam. I -jakie to proste- przypomniałam suni, że istnieją nagrody. Tak uczyli nas w Fundacji - zasada Totolotka. Nie koniecznie coś się wygrywa, ale cały czas jest taka szansa. Myślałam , że po tak długim czasie, to już działa automatycznie, ale jednak nie. To pewnie tak, jakbyśmy bardzo długo nic nie wygrywali. Teraz okazało się , że warto się starać.

19:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 listopada 2009
Wykształcenie

Zawsze wysoko ceniłam Alturkę, jeśli chodzi o wykształcenie. Była bardzo "uczonym" psem gdy trafiła do mnie, ja postarałam się, żeby tego nie zaprzepaścić, dodatkowo sunia nauczyła się jeszcze mnóstwa rzeczy na użytek domowy, teraz rozumiemy się w pół słowa. Co oczywiście wcale nie oznacza  że jest bezwzględnie posłuszna. Bywa , że urządza totalną "samowolkę" i ja już wcześniej poznaję to po jej minie. Czasem udaje mi sę temu zapobiec, a czasem po prostu to przeczekuję. Wg.mnie, występowanie tego zjawiska w niczym nie ummniejsza oceny psiego wykształcenia,to zywy, myślący i kombinujący pies a nie jakaś marionetka.
Tymczasem ostatnio w sklepie, zostałyśmy tak ocenione przez ekspedientkę, że aż byłam szczęśliwa, że nikt znajomy tego nie słyszał.
Altek ma dwie słabości - jedną wielką i bezdyskusyjną są koty, a drugą, szczekanie pod sklepem. Próbowałam coś z tym zrobić jeszcze za czasów Agatki- instruktorki, ale okazało się że to nie takie proste i w końcu odpuściłam. Chyba jednak wrócę do tego tematu i spróbuję powalczyć, bo ta zniewaga ze sklepu, siedzi mi w sercu.
Otóż jak zwykle,szczekanie zaczęło się gdy tylko zniknęłam w sklepie. Tam w środku też trudno było tego nie słyszeć. Pani zza lady powiedziała :
-STRASZNIE ma pani rozpuszczonego tego psa! mój brat też ma psy, ale jego to słuchają ! tylko słowo powie i robią wszystko...
A ja myślałam, że mój też... Nie wdałam się w dyskusję, ale mnie ubodło. Ciekawe czy psy jej brata rozróżniają pilota od komórki, jak mój.
Ale co wstyd, to wstyd.

09:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2009
Ostatnio

Ktoś mnie zapytał ostatnio - "jak ci się żyje?" i pierwsze co mi się nasunęło jako odpowiedż, to było - "szybko".
Rzeczywiście, jakoś nazbierało mi się obowiązków i chwilami po prostu ledwo wyrabiam. Przeważnie biegam po różnych urzędach, szpitalach, biurach plus wyjazdy z Krakowa w "interesach". Wszystko poskładało się naraz. Jak zwykle.
Alturka siłą rzeczy staje się coraz bardziej psem rodzinno-domowym. Jedzą te swoje kanapki z Leszkiem który jest niereformowalny, śpi w moim łóżku gdy tylko znikam z domu, szczeka za ogrodzeniem i poluje na koty na każdym spacerze. Poza tym już nie jest "niedotykalska", przytula się , wita, prowokuje rozróby. Ćwiczymy też w miarę czasu, wszystko pamięta i bardzo lubi gdy biorę do ręki psie przyrządy. Jest w dobrej formie, wyluzowana, zadowolona,  chociaż -jak zawsze- kocha mieć wszystkich w kupie.
Nadal jestem szcęśliwa że ją mam.
A poza tym rośnie nam Pawełek, ma 4 zęby, i ...uwielbiam tego faceta.

23:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »