www.alteri.pl
RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
Kto się cieszy ?....

Dosięgło i nas. Chyba już cała Polska jest zasypana śniegiem, a my dopiero teraz. Jak zwykle drogowcy w szoku - co to takie białe w dużych ilościach i co z tym zrobić ?!   Od rana nikt nigdzie nie mógł dojechać  na czas.
Natomiast psy zachwycone ! Wszystkie które dzisiaj widziałam : Alturka szalone biegi i skoki przez zaspy, uśmiech na pysku, początki winogron na całych nogach / całe szczęście że krótko obcięta /.  Zziajana po każdym spacerze, ośnieżona, zadowolona, gotowa do dłuższego spania.
Również szczeniaki do których chodzę jako superniania. Nie widziałam wprawdzie jakie miały miny na widok pierwszego śniegu, ale dzisiaj te zabawy...Szaleństwo ! Zjeżdżanie z usypanej górki, przewracania, turlania, gonitwy... Patrzeć na nie  -  bezcenne.
Jutro się z nimi rozstaję . Trochę żal, ale te dojazdy dają w kość coraz bardziej.
No i kto jeszcze cieszy się ze śniegu ? Oczywiście dzieci. Nawet w autobusie widziałam takiego dwulatka, który nie dał się zdjąć z sanek ani na chwilę. Całą drogę na nich siedział i rozsyłał wokół uśmiechy wszystkim po kolei. Był uosobieniem radości, nie mogliśmy od niego oderwać oczu.
A ja wcale nie jestem ani zadowolona, ani radosna. Marznę, nie lubię czapek, mam śliskie buty i wszystko jest nie po mojej myśli. Nawet plany świąteczne się komplikują , miało być tak pięknie bo przecież uwielbiam Święta, a zanosi się na opcję najgorszą z możliwych.
Napiszę znowu jak mi się odmieni.

17:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 listopada 2010
Modelka

To oczywiście o Alturce.   Nic nie przesadzam, rzeczywiście tym razem  dziewczyny zdawały na niej egzamin fryzjerski.  Oceniano całość zabiegów pielęgnacyjnych, łącznie ze strzyżeniem. A została zatrudniona ze względu na to że jest idealnym materiałem na modelkę , spokojna i cierpliwa, do tego -   spora powierzchnia czyli dosłownie  "duże pole do popisu "

Do salonu miałyśmy dojechać przed południem.  Alturka dała mi lekko w kość, bo zwykle o tej porze  śpi.   Całą drogę więc , dawała do zrozumienia, że to nie jest pora na żadne wyczyny. Ostentacyjnie kładła się na przystankach, cały czas walczyła z kagańcem :   żeby przejść z jednego autobusu do drugiego,  zdejmowanie za każdym razem nie miało sensu. Alturka uważała inaczej.   Cały czas mnie szturchała, trącała tym kagańcem : "zapomniałaś mi zdjąć !"

Zwykle w autobusach i tramwajach, wzbudzamy sympatię.Trudno nas nie zauważyć - Altek rozwala się na samym środku w przejściu.   A dzisiaj wyjątkowo częstotliwość sympatycznych zaczepek  w drodze powrotnej jeszcze wzrosła.  Nic dziwnego : pięknie ostrzyżona, puchata, pachnąca,  w nowej obroży i smyczy, tudzież równie czerwonym kagańcu do kompletu -  wyglądała bosko.

Udzielałam odpowiedzi na prawo i lewo a w którymś momencie, doszło nawet do satyrycznej sytuacji. Zainteresowała się nami pewna starsza pani, która jednak siedziała daleko od nas, w drugiej części autobusu.

Zaczęła głośno mnie przepytywać na odległość, a ponieważ ja,  w odpowiedziach używałam trudnych słów typu :

B-O-U-V-I-E-R,

A-L-T-U-R-A

wiec kazała sobie powtarzać po 2 razy....  Jeezuuuuu  !    cały autobus był zaangażowany  / jak ja nienawidzę publicznych występów /.


ps.  Do wiadomości tych , co wiedzą jak bouviki wyglądają : nasza ma teraz na pół widoczne oczka,  super zgrabną  dupeczkę i nogi ,  a Leszek twierdzi , że  boki  "twarzy" - jak cesarz austriacki.

17:49, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 listopada 2010
Awaria

Mój komputer odmówił współpracy. Oznajmił wczoraj, że jest  "killed" i nie ma zamiaru ani drgnąć.    A to pech.   Akurat jutro idziemy z Altuśką  do fryzjera i  chciałam koniecznie  pokazać zdjęcia  plęknego , odnowionego  psa.

Dzisiaj pożyczono mi laptopa na 2 godzinki, ale kiedy się znowu dopcham - nie wiadomo.

A chciałam jeszcze napisać o jednym ze szczeniaków.  To ten najciemniejszy, który wpadł mi w oko od samego początku.     Od 2 dni, spotykają mnie z jego strony,  wyrażne dowody uczuć.

Ten maluch coraz częściej oddziela się od pozostałych i chodzi za mną krok, w krok.  Już nie podgryza po nogach,  idzie obok i tylko co chwilę  patrzy do góry, czy widzę jak sobie RAZEM idziemy.

Gdy rano wypuszczam całą bandę  na pole,  / tak,  na pole,  bo to Kraków /

on jeden zostaje, żeby najpierw przywitać się i poprzytulać.  Liże mnie czule w policzek i w ucho,  mruczy, coś tam mi opowiada i tak głęboko patrzy w oczy....

No, jak go nie kochać ?

Myślę, że te psiaki  są w takim wieku, że ujawnia się u nich potrzeba przynależności do człowieka.   Niektóre psy mają tę cechę  rozwiniętą  bardziej, jak np.  moja Alturka,  inne  być może  trochę mniej.

W każdym razie , po tym małym widać, że gdy wkrótce trafi  w jakieś oby jak najlepsze ręce, będzie dla kogoś najwierniejszym,  najbardziej oddanym  kumplem.

A ja -     życzę mu wspaniałego życia,  będę go wspominać i dowiadywać się,  co  u niego słychać.



21:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 listopada 2010
To i tamto

Wymyśliłam sobie sposób na szczeniaki. Codziennie gdy zjawiam się rano, dla maluchów jest to sygnał : "przyszły sznurówki i spodnie". I nawet gdy od razu wypuszczam je do ogrodu, to  okazuje się , że one już  wiedzą , że trawa nie ucieknie. Lepiej więc najpierw podwieśić się na tych spodniach i przejechać kawałek, zanim zostanie się strzepniętym. Dopiero potem biegnie się na to zielone.
Gdy są wypuszczone "na wolność", każde moje przemieszczanie się , gdziekolwiek, wiąże się z ciągnięciem tego balastu na każdej nodze, w postaci co najmniej trzech małych, każdorazowo. I w końcu wymyśliłam co zrobić , żeby był wilk syty i owca cała. Noszę ze sobą długi, biało-czerwony szalik chyba Cracovii, a może Wisły, który należy do małych jako zabawka. I one wgryzają się i przyczepiają  do niego. Najwyrażniej jest im wszystko jedno na czym się jedzie, a moje nogi wreszcie nie są obgryzane. Jeśli ktoś z kibiców uważa to za profanację, to trudno. Ja uważam że wynalazek jest genialny, i bez szalika nigdze się teraz nie ruszam.
A pan kierowca autobusu, o  którym pisałam,  że wyrażnie nie lubi dzieci, dzisiaj znowu miał pecha być na tej linii, która kończy się szkołą.
Dzisiaj dla odmiany , stojąc na pętli, pozamykał wszystkie drzwi i nie wpuścił nikogo do środka. Otworzył je dopiero  minutę przed odjazdem. Zbulwersowane dzieciaki, wysłały do pana delegację, z zapytaniem o co chodzi.
I wtedy , wszyscy dowiedzieliśmy się, że do autobusu TRZEBA PUKAĆ !

Oj, myślę że trzeba będzie zająć się tym panem. Może on  i czuje powołanie żeby wszystkich  wychowywać, ale nie przebiega to  najlepiej.

18:47, cymestymek
Link Komentarze (4) »
sobota, 13 listopada 2010

18:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
nie odpoczywamy

Znowu minęło  kilka intensywnych dni : szczeniaki mają mnóstwo siły i pomysłów. Do tego zęby jak piranie i temperament ponad przecietną. Pół biedy gdy nie leje, gorzej jest zajmować się nimi gdy nasiąkają deszczem, błotem i są jak zmokłe kury.
A wolne dni ? -  wizyta dzieciaków - szalenie miła,  ale również męcząca. Pawełek nam rośnie i pomysłów także ma coraz więcej. Nie tak łatwo przewidzieć co wymyśli więc po prostu nie można go spuścić z oka. Byłam ciekawa , jak ułożą się jego relacje z Alturką. Okazało się, że są sobą nawzajem zaintrygowani ale zachowują dystans. To jest dobry układ. Dla dziecka ciekawa jest chodząca kupa futra, tylko że za bardzo zbliża się do tego co ma się w rączce, z kolei psu podoba się że na poziomie jego pyska odbywa się jedzenie ciastka, że spadają okruchy i co chwila jakiś kawałek jest dla niego.
Z kolei my , dbamy o to by każde z nich wiedziało jakie są zasady : nie wolno oblizywać dziecku buzi ani zabierać mu nic z ręki. Nie wolno dziecku, przeszkadzać pieskowi,  gdy śpi lub je, dotykać go można tylko przy kimś z nas. No cóż , siadać na psie, też się zdarza bo umiejętność chodzenia nie tak dawno opanowana...
Alturka co jakiś czas patrzy na mnie pytającym wzrokiem, więc mówię jej że wszystko jest w porządku i że jest wzorowym pieskiem.
Pawełek raz bierze mnie za rękę i gdzieś prowadzi, a raz odpycha, że już jestem niepotrzebna. W każdym razie , tym swoim malutkim palcem, powciskał wszystko co się dało w komputerze, telewizorze, dekoderze  i gdzie tylko możliwe.
Kocham ich najbardziej na świecie, ale dobrze że już poszli  sobie do domu...

18:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 listopada 2010
autobusowe

Na końcowym przystanku autobusu,  zawsze wsiadają dzieciaki z podst. szkoły.
Wsiadają a ciąg dalszy,  bywa różny. Czasem dyskutują zawzięcie, często się kłócą, a bywa że wręcz - leją.
Kiedyś załatwił ich kierowca-dowcipniś : włączył głośnik i surowym głosem obwieścił : " Kontrola biletów . Proszę się przygotować ."
Odpowiedział mu na to ogólny wrzask, panika, dzieciaki podkręcały się nawzajem i w popłochu wyskoczyły z autobusu.
A facet zamknął wtedy drzwi i spokojnie odjechał.Świadczy to o tym, że autobus nie jest dla pasażerów, tylko ważne , żeby sobie jeżdził. Nawet pusty.
A kiedy indziej, dzieciaki rozmawiały sobie głośno. Rzecz była o jakimś filmie. Jeden mówi :
- Tam grał ten aktor , co w "Tytaniku" ten no, Leonardo da Vinci...
- głupi jesteś, da Vinci jest stary...
- no trochę starszy niż był w Tytaniku, ale grał...
- coś ty ! stary jest ! mówię ci !
Całe szczęście , że włączyła się w to jakaś dziewczynka :
- chyba was pogięło ! to jest Leonardo di Caprio !
No cóż. Miała rację, ale za to usłyszała :
- A ty to się lepiej idż odchudzać !

16:53, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 listopada 2010
jak wszyscy , to wszyscy

I znowu zaczęła Dorotka. Wybrała się do fryzjera, dokonać radykalnej zmiany na głowie. Ma ku temu swoje powody , ponieważ jest to moment rozpoczęcia  szeregu poważnych zmian w jej życiu, więc można zacząć od tego.
Natomiast ja, zmian nie lubię. Dlaczego więc, obie z Alturką również jesteśmy zapisane na przyszły tydzień ? Oczywiście każda do swojego mistrza.
No bo  jak zmiany , to zmiany.

20:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Rozważania

Co jakiś czas czytam sobie to, co pisze p. Mrzewińska, dla mnie  niekwestionowany znawca psiej natury. Ostatnio  pisała o przewrotności psich imion. Że nie zawsze Ares ma zamiłowanie do wojen, a Diana do polowań itp.
I przy okazji wyszedł jeszcze jeden temat, akurat coś , co mnie nurtowało od dawna. Pisze mianowicie pani Zofia o tym, że psia miłość to nie miłość, a zazdrość to nie zazdrość, bo my porównujemy psie uczucia do naszych, ludzkich. A wszelkie psie zachowania o których mówimy ; jak ten pies kocha, są jedynie dążeniem do zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa,  oraz uzyskiwania korzyści  /szeroko rozumianych / itd. No, wiadomo.
I teraz moja wątpliwość . Czy nie jest to tylko kwestia nomenklatury ? Miłość u ludzi to również potrzeba bliskości,  kontaktu, dotyku...Daje nam to poczucie bezpieczeństwa. I również podobnie, chcemy uzyskać zainteresowanie, zwrócić na siebie uwagę, chociaż robimy to inaczej. My - mamy całą gamę środków, pies - np. przynosi pantofle...
Czy  miłość pomiędzy ludżmi nie jest również tylko dążeniem do zaspokojenia swojej potrzeby bezpieczeństwa i wcale nie jest bezinteresowna ? Bo przecież nie jest ?
Tak więc w moim odczuciu, na jedno wychodzi. Możemy więc o naszej zazdrości powiedzieć "kontrola zasobów" a o psiej -  "zazdrość" , bo w obu wypadkach jest to obawa przed utratą czegoś cennego.

19:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 listopada 2010

Wzięłam się za mycie okien dzisiaj od rana /prawie/. Imponujące, jak Altura i Leszek potrafili przez cały ten czas , trzymać się z daleka. Oboje chcą mieć święty spokój, ale gdybym ich słuchała, to już nic nie byłoby widać przez te szyby.  Oczywiście zjawili się natychmiast gdy skończyłam, bo zbliżała się pora obiadu.

00:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 listopada 2010
maluchy cd

Jeśli kiedyś mówiłam że opiekowanie się szczeniaczkami jest bardzo miłą i spokojną pracą , to odwołuję :   nie jest. Powiem więcej - chwilami to nieprzeciętna adrenalina. I wracam od nich nieżle zmęczona.
Było już kilka sytuacji, których nie byłam w stanie przewidzieć, chociaż jestem odpowiedzialna i gdy trzeba mam oczy dookoła głowy i  wyprzedzam  myślenie maluchów. A jednak...
A to zwalili stertę desek , bo któryś wślizgnął się pod spód i podważył z jednej strony,  a to w podobny sposób odsunięte  zjechały składane krzesła... Słabo mi się robi w takich sytuacjach, bo przecież może się coś stać któremuś , dosłownie na moich oczach. Co z tego, że jestem o krok, nie mam szans nic zrobić..
A dziś taka scenka : maluchy szaleją na trawie, dorosłe suczki wyrywają sobie piłkę a ja chodzę dookoła domu i zbieram miski i zabawki. Spuściłam  ich z oczu na jeden moment.
Wychodzę zza domu i co widzę ?  Brama wjazdowa otworzona na oścież a całe towarzystwo szaleje na ulicy !
Na szczęście nic akurat nie jechało, gdy podeszłam maluchy nawet ucieszyły się na mój widok, bo chętnie do mnie przybiegają,  więc szybko wszystkich zwinęłam. Jednak na samą myśl o tym jak to mogło się skończyć, nogi mi się uginają...
Widzę, że  coś lub ktoś,  nade mną czuwa.
I jeszcze słówko o psiaczkach. Uświadomiłam sobie, że nie mam przesadnie rozwiniętego instynktu macierzyńskiego, bo szczeniaki zupełnie malutkie,  ślepe, takie  kluski, nie wzbudzają we mnie aż tak bardzo,  ciepłych uczuć.
Natomiast zupełnie co innego teraz : pieski są większe i jest z nimi kontakt. Reagują na wołanie, zauważają mnie , cieszą się, patrzą na mnie tak uważnie tymi niebieskimi ślepkami . Wzruszają mnie, są rozczulające. Cudownie się przytulają. Gdy mnie widzą biegną, ile sił w tych krotkich łapkach, i to właśnie do mnie a nie gdziekolwiek...I jeszcze ciągle wyglądają jak sztuczne...I teraz je uwielbiam !

18:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 listopada 2010

18:52, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Chyba bierze mnie jakieś choróbsko. Dreszcze, katar,   wszystkie te przyjemności. Nie wiem dlaczego, bo właściwie  nie przemarzłam ani na cmentarzach,  ani u szczeniaków. Widocznie w którymś autobusie ktoś na mnie nakichał.  Absolutnie nie mam czasu na chorowanie więc póki co, do łóżka poszła za mnie Alturka.

18:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »