www.alteri.pl
RSS
środa, 30 listopada 2011
zajęcia

 Ostatnio nawiązałyśmy -jako Fundacja-  współpracę z Ośrodkiem  zajmującym się osobami /głównie dziećmi /  które stały się ofiarami przemocy.
Najpierw - taki rekonesans. Jeszcze bez psów, ale już zapoznanie z grupą. Trochę niezbędnej teorii , mamy wielkiego pluszowego psa, któremu zawsze dzieci nadaja imię i który służy jako pomoc naukowa.
Na pierwszych zajęciach  dzieci było sześcioro i tu  - wielka różnica w porównaniu ze szpitalem.
Tym razem są to dzieci  prawidłowo rozwinięte, fizycznie i  psychicznie również. 
Jednak wiadomo że wskutek tego  co je spotkało  ze strony dorosłych i to "najbliższych",  mają na tej psychice wielkie rany.
Tego nie widać gdy wchodzą na salę. Gdy nieśmiało się uśmiechają.
Ale gdy w rozmowie zapytałyśmy je : czego nie powinno się robić pieskom ?  posypały się odpowiedzi :
 - nie bić !
 - nie szarpać !
 - nie kopać !

Czy tak odpowiada sześciolatek ze zwykłego , kochającego domu ?
A my tylko miałyśmy na myśli , że psy nie najbardziej lubią głaskanie po głowie...

10:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2011

10:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
kąpiel bezstresowa

Alturka na spacerach tarza się w trawie od zawsze. Jednak jest to zawsze czysta trawa, nigdy jakieś paskudztwa.
Więc dlaczego po ostatnim spacerze nie można było przejść obok buwiśki bliżej niż o 2 metry, bo nos urywało ?  Nie wiadomo.
Ale za to wiadomo, że kogoś trzeba było zaprosić do łazienki.
Zwykle w takich sytuacjach, sunia szybko orientuje się w czym rzecz i podejmuje środki zapobiegawcze.
Zwykle ze 2 razy trzeba pójść dwa piętra w dół i sprowadzić ją z garażu.
Ale nie dziś....
I tu podaję przepis :  pasztet szlachecki foremkowy.  Działa cuda.
Alturka szła za nim jak po sznurku.
Do łazienki ? nie ma sprawy !
Do wanny wskoczyć ? oczywiście !
 Nawet posklejana całe życie broda została domyta.
Potem jeszcze głupawka i gonienie po mieszkaniu żeby wyschnąć.
 I zasłużone spanko , ale nie na żadnym czystym kocyku  przydzielonym przez panią, o nie.   Kocyk wyleciał w powietrze,  bo zwykłe  legowisko z dziurą na środku, tym razem było najlepsze.
 A  ja w szczegóły nie wchodzę. 

10:21, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 listopada 2011

16:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
ciąg dalszy

 Alturka miała małą przygodę, w wyniku której ona podpadła Leszkowi , a  on,  z kolei  - mnie.   Oczywiście za wszystkim stał kot.
Suńka z panem byli na spacerze, wszystko było dobrze,   dopóki kot nie pojawił się na horyzoncie.  Jak  Altek nie ruszy !
To nic nowego oczywiście , tyle że po drodze skrzyżowanie,  /na szczęście nieczynne/  a potem dziura w ogrodzeniu na tyle mała, że można było śmignąć za ogonem kota, a wrócić z powrotem było trudniej. Uszarpał się Leszek z wydostaniem jej, a na koniec jeszcze dostało mu się ode mnie , bo wiem, że  zawsze po cichu  gonienie kotów  popierał.
                           
 ***

Na zakończenie tematu o papugach : poczytałam sobie o tym gatunku który doradził mi  w komentarzach ktoś obeznany w temacie.
 Inaczej modrolotka, nowozelandzka, czerwonoczelna. 
Wygląda podobnie do aleksandretty i do mnichy, tylko na głowie ma czerwony kolor /coś jak dzięcioł/.  Jest przez to nawet ładniejsza.
I jeszcze poczytałam opinie posiadaczy na jej temat i ludzie są po prostu zachwyceni. Bardzo szybko się oswaja, łatwo uczy się powtarzać, jest przyjacielska, w miarę cicha , nieagresywna.
 Przekonałam się do niej od samego początku.  W domu gdzie są małe dzieci i  psisko, tylko taki ptak ma rację bytu.
A ponieważ papugi mimo wszystko są moimi ulubionymi ptakami, więc pewnie prędzej czy póżniej...
Klatka czeka.

12:46, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 listopada 2011
decyzja

Tę notkę jestem winna wszystkim tym znajomym, którzy mailowo pytali mnie co postanowiliśmy w sprawie papugi.
Było 2 tyg. na podjęcie decyzji. Nie ukrywam, że byłam rozdarta na pół.
Czułam się za nią odpowiedzialna, chciałam żeby było jej jak najlepiej. Dała się polubić, była urocza gdy zaglądała jednym okiem co się dzieje, lub chodziła do góry nogami.  Albo gdy siedziąc na patyku, w drugiej łapie trzymała coś i jadła.
A z drugiej strony -
przebywanie blisko niej, zagrażało nam i psu albo utratą słuchu, albo zmianami neurologicznymi albo....dziurą w mózgu.
Gdyby tylko można było zamontować jej jakiś tłumik !
  Decydującym argumentem było dodatkowo to, że za jakiś czas mamy zamiar zamienić się z córcią mieszkaniami.  Przeniesiemy się do mniejszego, więc tam problem jeszcze się pogłębi.
     Wahałam się do ostatniej chwili.
Chyba jednak większe były moje wyrzuty sumienia z powodu skazywania Agi na samotność, niż gdyby trafiła w inne miejsce.
       Oddaliśmy ją hodowcy, który dołączy ją do swojego stadka. Będzie miała najlepsze z możliwych warunki,  oraz towarzystwo.  Będzie jej dobrze i wesoło.
 A ja  mam nadzieję , że podjęłam słuszną decyzję.

17:29, cymestymek
Link Komentarze (3) »

17:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 listopada 2011
w podskokach

Najbardziej lubię u naszej buwiśki taki  stan ducha i nastrój,  kiedy wspaniały humor wymieszany jest z beztroską, chęcią rozróby oraz lekką głupawką.
W takich momentach nawet jej bieganie inaczej wygląda : trochę jak kłusik, trochę taki cwaniacki truchcik...trudno to opisać. Mam wrażenie ,że jej myślenie w takich chwilach zostaje trochę w tyle za działaniem.
Czyli najpierw coś robi, a dopiero potem myśli . Albo nawet do końca nie myśli w ogóle.
Wczoraj została sama w domu na trochę, a gdy wróciłam - już przed bramką słyszałam jak pędzi w dół po schodach i szczeka bez opamiętania.
Wobec tego od razu poszłyśmy na boisko.
 Była nakręcona i szczęśliwa cały czas. Obiegła wszystki krzaki i zakamarki. Potem placyk dla dzieci i wzdłuż ogrodzenia bo przecież kiedyś był tam kot, a tego się nie zapomina.
Nagle straciłam ją z oczu.  No tak !  Ktoś zostawił otwartą bramkę a dla Altka to zaproszenie.
 To mogło oznaczać kłopoty, więc - gwizdek !  Zadziałało.
 Znowu ruszyła do mnie całym pędem, więc jeszcze pokazałam jej huśtawkę /na której kiedyś ćwiczyliśmy/.  Przeskoczyła ją pokazowo, z rozmachem i podbiegła do mnie zapytać co dalej.    Ideał, nie pies !
Wróciłyśmy w świetnym  nastroju, Alturka prowadziła mnie po schodach oglądając się co kilka schodów. I oczywiście najpierw zaprowadziła mnie do kuchni.


18:16, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 listopada 2011

Wiadomo że na codziennych spacerach z psem, mijamy /gdyby ktoś to liczył/  setki innych psów.  Statystycznie  /gdyby obliczać dalej/ w większości są one  znacznie mniejsze od Altury.
I generalnie, wszystkie one darzone są przez Alturę GŁĘBOKĄ obojętnością.
 A dzisiaj wszystko wyglądało inaczej.
Buwik biegał sobie wolno, nawet blisko mnie tym razem, gdy z naprzeciwka nadeszła pani z dzieckiem i wielkim dogiem argentyńskim.
Ja,  niemieckie dogi lubię ogromnie. Wyglądają imponująco i szlachetnie. Natomiast ten mi się nie podobał - był chyba trochę większy, biały z elementami różowego.
W dodatku oprocz smyczy, miał założony przedziwny  kaganiec, w którym wyglądał jak Hannibal Lecter. Ogólnie wyglądał naprawdę grożnie.
Mam wrażenie że Alturka poczuła się nieswojo.  Wprawdzie przypięłam jej  smycz z dużym wyprzedzeniem, gdy tamci byli daleko, ale widziałam jej niepokój gdy się zbliżali.  I tym razem to dog wykazał absolutną obojętność, natomiast Alturka /pseudonim Cykor/, zatrzymała się , zagapiła z pewnym chyba respektem i w końcu nawet poszczekała na tamtego.
Myślę , że to było tak jak z małymi psami, które bojąc się większych, właśnie na nie szczekają.
Dla małego psa, prawie kazdy inny jest większy, więc dlatego szczekać trzeba  co chwilę...

17:08, cymestymek
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 listopada 2011
Jak wilk

Od paru dni Alturka chodzi z wyrazem twarzy pt. "jestem psem zagłodzonym na śmierć !"
Mam wrażenie że my wszyscy też jakoś więcej jemy, tak już jest przed zimą.
Ale akurat buwiśka , nie ma powodów do narzekania.  Przecież to jej,  przy okazji każdych zakupów,  przynoszę coś extra : a to surowy kawałek mięska, a to ogon wołowy.
Wiąże się to oczywiście z rytuałem - trzeba zarobić :  kilka sztuczek i  bonus trafia do pyska.
W dalszej kolejności,  jest on zaniesiony do pokoju i zjedzony na środku dywanu.
Bez delektowania, stanowczo za szybko, bo po chwili znowu suka za mną łazi. Szturcha, opiera się o mnie , dmucha mi do ucha.   I znowu :   zjemy coś ? 
Gdybym jej słuchała, byłaby kwadratowa.


19:00, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 listopada 2011

10:31, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Składak

Dawno nie było o naszym Najmłodszym W Rodzinie. Teraz też nie będzie długo, ale "to" muszę opowiedzieć.
Otóż w sytuacji kiedy siedzi sobie prościutko na mojej wielkiej kanapie, zdarza się czasem,  że zechce mu się spać. Wtedy kładzie się do przodu, zupełnie płasko, jednak zostawiając nogi tam, gdzie dotąd były.
Czyli jego buzia wtedy, leży  na kocu  /oczy się zamykają/  a po obu jej stronach znajdują się  stopy.  Stopy koło uszu !
Jest dokładnie złożony na pół i wygląda to niesamowicie.

10:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2011
Babskie sprawy

Chwilami wygląda na to, że Alturka ma więcej typowo kobiecych spraw na głowie, niż ja.
Dosyć często fryzjer, to jakieś zakupy , a ostanio nawet ....krawcowa.
To jest temat który dosyć mnie ostatnio przytłacza, ponieważ zaangażowałam się w zorganizowanie służbowych kubraczków , dla naszych pracujących psów.
Obszukałam najpierw  internet - ani kupić, ani uszyć.  Gdzieś w Gdyni znalazłam jedyne miejsce gdzie w ogóle chcieli gadać na ten temat.
Wzięłam się więc za wszystko od drugiej strony i krok po kroku : kupiłam materiał, znalazłam chętną do współpracy pracownię krawiecką , dotarłam do drukarni....
No i w międzyczasie właśnie ciężar tych decyzji :   jaki kolor, jakie naszywki , jaka wielkość i tło loga, regulowane zapięcia.
Dzisiaj poszłyśmy do pierwszej przymiarki.  Wszystko to dla Alturki - nic nadzwyczajnego, ale....
W pracowni, na wprost drzwi, wisiało ogromne na pół ściany  -  lustro.
A w nim.....        Alturka zamarła z zachwytu :  jaki piękny, wielki, czarny pies ! I wpatrzony w nią !
Nie mogła oderwać wzroku !  Zrobiła się sztywna, napięta jak struna , wpatrzona i przygotowana na wszystko...    A tamten  drugi tak samo !
Nie byłam pewna jak to się skończy, jednak lata ćwiczeń  w panowaniu nad emocjami, przeważyły. Nie szczeknęła, nawet nie podeszła do tego odbicia, dała się wybić z transu i przypomnieć sobie po co tu przyszła.
A przymiarka wypadła całkiem, całkiem.


13:26, cymestymek
Link Komentarze (3) »
O mpk again

Mpk - to instytucja o której już kilka razy tutaj pisałam. Raz gorzej, raz lepiej. A tym razem, chodzą słuchy, że zanosi się tam na zmiany. Przynajmniej tu w Krakowie. A jak zmiany, to zawsze na gorsze, niestety,  ale tak już jest.
Jeszcze nic pewnego, ale Dorota wyczytała że podobno potrzebne są  poważne oszczędności, więc na początek likwiduje się połowę linii autobusowych.
Do tego radykalne przerzedzenie tramwajów i ograniczenie prawie do zera w weekendy.  
Oj, nie będzie nam do śmiechu.
Ale narazie, właśnie się z tego obśmiałyśmy :
- że wzmocni się dzięki temu życie rodzinne, bo w soboty i niedziele trzeba będzie siedzieć w domu
-  że wzrośnie patriotyzm lokalny, bo każdy będzie siedział w swojej wsi, skoro nie da się wyjechać. /przymusowo-gdzie się kto urodził, tam niech siedzi /
-  że gdy będziemy mieć zaproszenie na niedzielny obiad do babci tj. mojej Mamy, trzeba będzie wychodzić z domu gdzieś koło czwartku...
No więc narazie tak to traktujemy, co nam pozostało ?...



13:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 listopada 2011

22:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Znowu u weta.

Od czasu altusiowej operacji minęło ok. 3 tyg , więc przyszła pora żeby pójść do kontroli.
Prawdę mówiąc, spodziewałam się , że bohaterstwo mojej buwiśki bedzie wystawione na próbę.  Już poprzednio  100 m. od kliniki siadała na środku drogi : "dalej nie idę"
Trudno było oczekiwać, że coś się zmieniło. Wszystko przewidziałam, miałam kieszenie pełne dobrych rzeczy więc jakoś udało mi się ją zabajerować.
Jednak przedstawienie w poczekalni przeszło wszelkie oczekiwania. Pieseczek dał popis.  Piski, jęki, skomlenia.  Ładowanie się Leszkowi na kolana. /!/  Panika totalna. Byliśmy w centrum zainteresowania.
Słychać nas było  z pewnością w  całym  budynku,  ale dzięki temu przynajmniej nie czekaliśmy długo.  Zaraz nas zawołano, może dlatego żeby nie wypłoszyć reszty pacjentów....
Wszystko goi się bardzo ładnie. Przy okazji uzupełniliśmy szczepienia i kolejne odrobaczanie. Zażyczyłam sobie jeszcze  druczek "zdolności do pracy" po przymusowej przerwie.  Tak więc załatwiłam wszystko co chciałam, byłabym właściwie  całkowicie zadowolona gdyby nie to , że znowu trzeba było zostawić tam stówkę.


19:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 listopada 2011
Wystawa ptaków egzotycznych.

Z dwóch powodów chciałam koniecznie tam pójść.
Tylko ci którzy znają ten gatunek papug do jakiego należy Aga, wiedzą co oznacza słowo "głośno" . Wiedzą , że  dżwięk jaki wydaje, jest tego rodzaju, że aż boli, dosłownie, jeżeli jest się w pobliżu.
I druga sprawa - czy taka papuga może być sama, czy nie robimy jej krzywdy skoro wyeksmitowaliśmy ją do drugiego pokoju.
Mnie cały czas wydaje się , że jeśli już nie jest ze swoim stadem, to powinna zamiast - mieć nas.
Wystawa mieściła się w dużej szkolnej auli. Pojechaliśmy tam około połunia.
Już przy wejściu spotkaliśmy naszego dawnego znajomego, o którym wiadomo było że papugami się zajmuje. Teraz okazał się być Prezesem Związku, hodowcą i prawdziwym fachowcem.
Oprowadził nas, poopowiadał, dał nam w prezencie witaminy i kolby z nasion. Zwierzyliśmy się  mu , jaki mamy problem.
 Potwierdził moją opinię, że oddzielenie ptaka nie jest dla niego dobre, gdyż "nikt nie lubi być sam".
Jego rada była : dokupić drugiego.
Dotarło do mnie, że zmierzamy w złym kierunku. Jesteśmy o krok od chęci pozbycia się krzykacza, szukamy optymalnego dla wszystkich wyjścia . I załatwić tak , żeby popadając jakby nie było w koszty, uzyskać efekt podwójnego  wrzasku ?   Rany , co robić ?
Na wystawie były papugi przeróżnych gatunków. Ale wydzierały się tylko Aleksadretty. I to jak !
I w końcu Leszek wymyślił : zamienić naszą,  na inną , cichszą a najlepiej na mnichę , taką jak mieliśmy kiedyś.
Zapytał Prezesa, czy istnieje taka możliwość.
I prawdopodobnie to będzie najlepsze rozwiązanie tej sprawy.
Trzeba to zrobić w miarę szybko, zanim papużka przywiąże się do nas bardziej, a my do niej. Na początek mieliśmy zadane sprawdzić, w jakim jest wieku. Ta informacja jest na obrączce, na nóżce.
Leszkowi nie chciało się szukać grubych rękawic , więc teraz ma w ręce 2 dziury, zrobione w samoobronie.  Ale wiadomo już że to małolata, urodzona w 2011 roku.

19:50, cymestymek
Link Komentarze (2) »
kot i ja /?/

Po drodze na przystanek autobusowy, wstąpiłam    do sklepu na osiedlu.
 Nie było tego co sobie wymyśliłam, więc wyszłam szybko. 

I tu spotkało mnie coś zupełnie nieoczekiwanego : przed wejściem czekał na mnie kotek. Zupełnie zdecydowanie do mnie podszedł, powiedział "miau" i ustawił mi się przy nodze, wyrażnie wybierając się tam gdzie ja.
Wyglądał jak hiena, tzn. takie miał kolory, właściwie zupełnie nie-kocie i nietypowe. Miał ładną zgrabną główkę i był młodziutki i sympatyczny.

Cały czas coś do mnie zagadywał i ocierał się o nogi. Nawet spróbował iść ze mną na ten przystanek, ale mu wytłumaczyłam że :
po pierwsze)  nie pojedziemy razem autobusem
po drugie  )  nie poszukuję akurat nowego zwierzaczka do domu
a poza tym niech mnie powącha, to dowie się z kim ja się zadaję....
Nie wiem co by powiedziała Alturka gdybyśmy przyszli razem do domu.
 A właściwie to wiem i dlatego nawet nie warto się przymilać, nie zapraszamy...
Nie mam nic przeciwko kotom, zawsze je lubiłam , od dziecka,  choć nie tak jak psy.
To dopiero teraz,  na skutek przyjażni z buwikiem,  w ramach lojalności  wypada być przeciwko kotom.
I od razu muszę wyjaśnić - to  nie jest żadna wrogość ze strony psa. Sprawa jest dużo prostsza. Goni się je po prostu TYLKO  dlatego, że uciekają.



09:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 listopada 2011
Wesolutka

Najpierw nikomu się nie chciało wybrać na spacer. A już Alturze najbardziej.
Przed południem jeśli wstawała z łóżka, to tylko po to żeby zajrzeć do kuchni.
Chyba było +2 st., lodowaty wiatr a słoneczko udawało że świeci.
W końcu jednak poczucie obowiązku zwyciężyło i poszliśmy.
Skoro już  założyliśmy  te wszystkie czapki i szaliki  /bez tego wróciłabym za 5 min./, to już można było chodzić i chodzić.
Wybraliśmy się oglądnąć  jak  wielkie maszyny poprawiają wały Wisły. Przeszliśmy na drugą stronę zobaczyć jak pływają sobie  kaczki.
Potem jeszcze nazrywaliśmy gałązek dla Agaty, bo teraz się jej podlizujemy , żeby załagodzić eksmisję.
A Alturka się rozszalała. Biegała, tarzała się w trawie, zostawała w tyle a potem doganiała nas pędząc jak czarna kula.  Humor naprawdę jej dopisywał - uśmiechnięta, radosna , przyjacielska.
Wróciliśmy wymrożeni i zmęczeni , ale było warto.  No i do takich spacerów "na zimno" ,   trzeba się przyzwyczajać, bo tak już będzie.    Aż do wiosny  !

16:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 listopada 2011
wątku o papudze ciąg dalszy

Muszę się usprawiedliwić i wytłumaczyć w sprawie papugi.
 Nic nie wyszło z planowanej ludzko - ptasiej przyjażni. Poddaliśmy się, nie jesteśmy w stanie wytrzymać z nią w jednym pomieszczeniu.
Jest tak strasznie głośna, tak przeszywający jest dżwięk jaki wydaje, że w końcu zaczęłam poważnie się obawiać uszkodzenia słuchu u nas a tym bardziej u psa, lub jakichś zmian neurologicznych. Nie przesadzam. Wyrobił nam się już nawet swoisty mechanizm strachu przed  tym  dżwiękiem.  Nie przypuszczałam, że może tak być.
Narazie przenieśliśmy ją do osobnego, niezamieszkałego pokoju z którego wyprowadził się Tomek.  Jest tam sama i stąd moje wyrzuty sumienia. Powinna mieć towarzystwo i wiem że z jej strony były chęci nawiązania bliższej znajomości.
 Wg. mnie,  jeśli nie może być z nami, powinna mieć drugiego ptaka do towarzystwa. Narazie zaglądamy tam do niej, odwiedzamy, przynosimy coś dobrego.  Taka całkiem porzucona nie jest.
Alturka za każdym razem wchodzi tam ze mną , ale po pierwszym "odezwaniu się"  Agi, delikatnie mówiąc,  robi w tył zwrot i znika.
Myślę , że ona pierwsza by ogłuchła, gdybyśmy nic nie zmienili. A my zaraz po niej.  Tak więc  ta przeprowadzka to nie była dyscyplinarka, to był stan wyższej konieczności.

17:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 listopada 2011
Wyjazd

Można powiedzieć, że jeżdziłam dzisiaj załatwiać Alturce pracę. Automatycznie, sobie też,  bo przecież działamy razem.
Wyjazd był poza miasto, 40 km.   Busik z Ośrodka już na nas czekał.
Idąc na miejsce zbiórki, czułam się jak przed szkolną wycieczką. Pogoda śliczna,   ja -  beztrosko, ze spokojną głową,  bo w tym układzie nie ja  miałam ustalać warunki, decydować  i prowadzić  negocjacje. Bardzo mi to odpowiada, dość już się w życiu nakierownikowałam.
Ośrodek bardzo ładny, zadbany, dobrze wyposażony w sprzęt rehabilitacyjny. To ośrodek pobytu dziennego. Taka właściwie szkoła z nauką i rehabilitacją.
Dzieci w bardzo dużej rozpiętości wiekowej a także w różnym stopniu upośledzenia. Głównie porażenia mózgowe od lekkich,  po 4 kończynowe. Również dzieci z ZD w różnym wieku.  Niewielkie, kameralne salki, w nich praca ze specjalistami w bardzo małych zespołach, czasem indywidualnie. Kolorowo, przytulnie, cicho.
Panie bardzo miłe, bardzo zależało im żebyśmy zgodziły się na współpracę.
Usiadłyśmy pogadać w jednej z salek.  Kawa,  zjadłyśmy po 2 ciastka  /gdzie ten mój charakter ?/.     Nasze propozycje - ich oczekiwania.
Chyba najtrudniejszą kwestią jest wybieranie  pacjentów,  którzy nadają się do naszych zajęć. Stworzenie z nich odpowiedniej grupy tak, by każdy z nich mógł jak najwięcej skorzystać.
 I równocześnie aby nie narażać psów na nieumyślnie spowodowane przykre doświadczenia.  Dzieci z niektórymi schorzeniami mogłyby niezamierzenie zrobić coś takiego , nie panując nad ruchami. To wystarczy, żeby u psa powstały złe skojarzenia z miejscem, z dziećmi z pracą...
Nie można do tego dopuścić.
Wszystko to nasza prezeska musiała wytłumaczyć paniom,  z którymi będziemy współpracować.
Jak również zdementować to,  co niestety ciągle jeszcze pokutuje: że dogoterapia to nie jest wałkowanie i miętoszenie jednego psa przez kilkoro dzieci w określonym czasie.   To ma być  wspólna zabawa na miarę możliwości obu stron.
Będziemy do nich jeżdzić raz na miesiąc.
To dosyć rzadko,   więc chyba bardziej będzie dla dzieci atrakcją i odmianą w codziennym niełatwym życiu, niż wspomaganiem terapii. Mimo to   jednogłośnie stwierdziłyśmy , że każda forma pomocy tym  dzieciom jest warta zachodu.

19:11, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 05 listopada 2011
Targi ksiązki

Ważnym dla wielu wydarzeniem były w ostatnich dniach Targi Książki.
 Dla nas również, gdyż miała na nie przyjechać ze swoją książką Magda o której tu pisałam, z tytułowym bohaterem Igorem  /dla przyjaciół Ajki /. Wprawdzie w tytule występują przewrotnie jako blondyn i blondyna, ale tak naprawdę, blondyna jest szatynką, a blondyn goldenem.
Z Alturką znają się z czasów pobytu w Fundacji,  naszą znajomość z Magdą podtrzymują blogi, teraz mieliśmy okazję spotkać się tu wszyscy.
Magda miała podpisywać książkę, a pod koniec spotkania, Ajki z Alturą mieli iść gdzieś pogonić i to my z Leszkiem jako tubylcy mieliśmy znależć dobre miejsce.
Prawie wszystko przebiegło zgodnie z planem, tylko tłum przed wejściem, w środku i w ogóle wszędzie dookoła,  był niewyobrażalny !  A mówi się , że ludzie stracili zainteresowanie książkami - no to trzeba było to zobaczyć !
Alturka została z Leszkiem, a ja przedarłam się do środka. Miałam dokładne namiary, więc tylko przemierzyłam tam wewnątrz hali ze 2km. i odnalazłam miejsce gdzie byli "nasi". 
Magda czuła się chyba zupełnie swobodnie w swojej roli, była profesjonalna, bardzo ładnie wyglądała i miała ruch w interesie. Ajki dostojnie zajmował miejsce przy jej boku.
Musiał mieć dość, bo gdy wreszcie poszliśmy na ten spacer, oba psy robiły wrażenie oszołomionych i zmęczonych, ale bezpieczna ogrodzona łączka szybko nastroiła ich zabawowo.
To nie były wielkie szaleństwa bo oba psiaki już z tego wyrosły, ale jednak...
Początkowo nie mogli się zgrać : albo Ajki miał ochotę biegać a Altek nie, albo odwrotnie.  Uśmialiśmy się z nich, bo w końcu Igor znalazł sobie atrakcyjny patyk i położył się żeby go obgryzać a wtedy buwiśka podeszła i klapnęła go łapą.  W sensie : "chodż się bawić !"
A Ajki nie miał czasu - patyk czekał. Więc odpowiedż była czytelna : "odwal się"
Historia powtórzyła się kilka razy.  Za każdym razem  było pacnięcie łapą  i odmowna odpowiedż kumpla,  aż w końcu   Ajki  zabierał patyk i przenosił się dalej, ale Altura wracała jak bumerang.   Nigdy nie widziałam żeby  była  aż  taka namolna !  
Trochę tej zabawy jednak się nazbierało, odpoczęli i rozruszali się oboje.
Przez chwilę absolutną władzę nad psami miał Tata Magdy , gdyż w jego ręce pojawiły się chrupki dla psów ! Od tej pory było wszystko : siad, waruj kółeczko , jeszcze coś ? proszę bardzo, co  tylko pan sobie życzy!

20:11, cymestymek
Link Komentarze (2) »

20:11, cymestymek
Link Komentarze (4) »

20:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2011
z życia papugi

Latanie po pokoju, nie jest  -jak się okazało-  tym , co papugi lubią najbardziej.  Dużo ciekawsze jest przesiadywanie w otwartych drzwiach klatki, z połówką orzecha w "jednej ręce".   Lub łażenie głową w dół po zewnętrznych ściankach klatki i wdrapywanie się przy pomocy dzioba na jej sufit.   Poza tym Aga   /pseudonim  majsterkowicz /   uwielbia radzić sobie z każdym zabezpieczeniem drzwiczek, misek, każdym drucikiem, spinaczem i klamerką.   Wszystko co się pojawi, na bieżąco zostaje rozdłubane i usunięte.
Natomiast właściciele, czyli my,  nieustająco zachodzą w głowę jak znależć sposób na te najgłośniejsze krzyki  /za które wyleciała z poprzedniego domu /.
To jest nie do zniesienia, nie ulega wątpliwości. A ma ona jeszcze cała gamę różnych nieagresywnych dżwięków , wręcz bardzo miłych. Jak ją nakłonić , żeby posługiwała się nimi ?  Agatka jest tak ślicznym i miłym ptakiem, że naprawdę  chcielibyśmy  znależć sposób, aby był wilk syty i owca cała.
Ostatnim pomysłem jest kawał tektury , który będzie wygodnie zakładać na klatkę.
Zasłanianie zawsze jest skuteczne - ptak będzie cicho, ale to nie może być sposób na jego życie.
Wkrótce wybierzemy się na wystawę ptaków egzotycznych - będą tam hodowcy,  miłośnicy, może coś nam poradzą ? A może od tego hałasu sami już stracili słuch i dzięki temu nic im nie przeszkadza ?

15:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2