www.alteri.pl
RSS
piątek, 30 listopada 2012
Przedszkolaki

Powróciły czasy przedszkola. Kiedyś to ja, skoro świt, przed pracą, odprowadzałam tam moje dzieci, teraz oni, zawożą tam swoje.
 Równocześnie nastał czas przedszkolnych imprez - przebieranki, kostiumy, występy.
A w piątkowy wieczór -  Andrzejki. Nasz Najmłodszy,  miał na te dwie godzinki stać się niedżwiadkiem. Drugi, Już Nie Najmłodszy, specjalnie przyjechał na tę okazję. Okazało się, że na potrzeby tego wieczoru, będzie  kowbojem.
Moim zadaniem było wykonanie małego misia z tektury, do przypięcia do stroju.
Zabrałam się do roboty pomimo ograniczonych środków i nawet  uważałam że wyszedł bardzo ładny. Natomiast moje niewdzięczne dziecko, dopatrzyło się w nim jakichś psich tendencji!  Stwierdziła nawet, że mam jakieś takie skrzywienie, że cokolwiek  bym narysowała, to będzie to miało psi pysk.
Trochę się obraziłam, ale "nie  to nie"  - rysuj sobie sama. Tak też zrobiła i muszę przyznać, że jednak ten jej,  był zdecydowanie bardziej misiowaty.
Jeszcze na szybko zrobiłam pischingera na  "po imprezie" i poszliśmy.
Ja robiłam zdjęcia.
Impreza była udana.  Był świetny prowadzący, naprawdę umiejący to robić.  Było bardzo głośno, bardzo kolorowo od tych wszystkich królewien, Batmanów, strażaków, piratów i owadów wszelkiego rodzaju.  
Jedynym niefajnym incydentem było to, że włączył się alarm gdy za bardzo nagrzał się wosk i dobrą chwilę świdrował nam uszy.
Poniżej dokumentacja fotograficzna,  począwszy od "przed wyjściem", po etap końcowy gdy już wszyscy leżą na podłodze. Wprawdzie widać  tylko moje dzieci , ale rzeczywiście było tak ładnie i miło, jak opisałam.

 


18:50, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 listopada 2012
"chodż już wreszcie do domu!"

13:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 listopada 2012
najmądrzejsza...

Co jakiś czas chwalę się tutaj tym moim psem, ale co robić, jeśli naprawdę jest taaaaaki mądry... ?
Właśnie suka znowu mnie zadziwiła. Niesamowite, jaką pamięć ma ten pies.
Pisałam tu kiedyś, jak uczyłam ją podawać gazetę z programem, która leży sobie to tu, to tam. Załapała wtedy o co mi chodzi, powtórzyłyśmy to kilka razy i dałam sobie spokój na długo, bo czasem mam taki słomiany zapał.
A dziś jakoś mi się to przypomniało, bo nie chciało mi się wstać od komputera,  więc  tak od niechcenia mówię do psicy: "GAZETĘ - podasz mi?"
I właściwie nie liczyłam że będzie pamiętać co to oznacza.
Tymczasem pieseczek z mądrą miną rozglądnął się dookoła, wypatrzył gazetę wysoko na kanapie i przyciągnął ją za jedną kartkę...Pięknie!
A ja miałam pretensje, że ostatnio za długo się zastanawia zanim zrobi "siad" albo "waruj".
Ten pies naprawdę pamięta WSZYSTKO, ale musi jeszcze chcieć.

19:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 listopada 2012
całkiem udana wycieczka

Rano za oknem było nieciekawie - szaro i mgliście. A ja właśnie dzisiaj, miałam w planie  więcej czasu poświęcić Alturce. 
Zostałyśmy same na cały dzień i chciałam czas dobrze wykorzystać. Długi spacer był w planach również.
Wybrałyśmy się więc i  tym razem wymyśliłam że pójdziemy tak daleko jak wystarczy nam siły, wrócimy autobusem a reszta wycieczki już w okolicy domu.
W związku z tym zabrałam swoją kartę i legitymację suńki, a także te 15oo różnych rzeczy które są niezbędne na psim spacerze.
Od razu na wstępie spotkała nas nagroda: wyszło słoneczko i zrobiło się ciepło i miło. Automatycznie poprawiły nam się humory.
Tym razem dobrze wybrałam trasę , bo ostatnio tonęłyśmy w błocie.  Zrobiłyśmy trochę prostych ćwiczeń, na luzie i na wesoło.
Buwiśka nawet mnie rozśmieszyła, gdy utrwalałyśmy sobie gwizdek. Wyczaiła że tym razem nagrody są wyjątkowo dobre, więc zaczęła specjalnie odbiegać kawałek ode mnie, następnie stawała z wyczekującą miną,  napięta i gotowa żeby na sygnał wystartować natychmiast.
 Wyraz twarzy przy tym miała ten mój ulubiony - mieszanka cwaniactwa i niewinności.  Trzeba by jej nie znać!  Spryciula.

 


14:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 listopada 2012

21:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 listopada 2012

15:30, cymestymek
Link Komentarze (3) »

15:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Warsztaty w bibliotece

Powiedziałam do Beatki, koleżanki z Fundacji, że jeśli nasz występ będzie totalną klęską,  to wtedy nic  o nim nie napiszę. Jeśli więc będzie cisza, to należy to rozumieć , że poległyśmy.
Te zajęcia były planowane od dawna. Nie wszyscy wybieraliśmy się tym razem, jedynie Charlie i Alturka jako przedstawiciele. Charlie  jest młodziutki i entuzjastyczny, o niego byłam spokojna. Natomiast ciotka Altura?  Różnie z nią bywa. Czasem nie chce się jej nic i trudno ją rozruszać, zwłaszcza jeśli wymaga się od niej wielkiej aktywności przed południem. Jednak jak nie tak to inaczej, ale jak dotąd  zawsze udawało mi się namówić ją na to co miałam w planie.
Tym razem oboje spisali się świetnie. Charlie ruchliwy, żywiołowy, Alturka - miękki misiek, uosobienie spokoju. Jak zwykle część uczestniczących woli jeden typ psa, reszta drugi. Sympatie są zawsze podzielone.
Było trochę teorii , ale dużo zabaw i konkursów. To 9 latki, muszą się ruszać więc co chwilę stwarzałyśmy im do tego pretekst. Mnóstwo emocji było przy strzelaniu goli do bramki , której bronił Charlie. Chłopcy natychmiast dali mu pseudonim "Tytoń" i ostro kinbicowali. Niezły był wrzask , gdy wreszcie bramka padła!. Również tunel z nóg dzieci, dostarcza zawsze mnóstwo emocji. Alturka z początku nie załapała o co chodzi, ale gdy nakierowałyśmy ją z Anią, bardzo się jej spodobało. Już bez proszenia zaczęła przeciskać się tam i z powrotem pod piszczącymi dzieciakami.
Jeszcze na koniec pytania o psy: dzieci pytały o wszystko co przychodziło im do głowy. Łącznie z tym, czy Charlie ma narzeczoną.
Od pań w podzięce dostałyśmy dyplomy, a psy po paczce pyszności. Mamy zaproszenie na kolejny występ, dla następnych dzieci.

15:25, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 listopada 2012
Chcieliśmy zaplanować...

Dzisiaj - zebranie organizacyjne zwołane na okoliczność zbliżających się, jakby nie było, Świąt. U nas zawsze, zaczynają się one od Mikołaja.
 Wcieliliśmy w życie pomysł z zeszłego roku odnośnie losowania prezentów. To poszło nam najlepiej.
Potem, przymierzyliśmy się do grafiku: gdzie, kto na Wigilii, jak w 1y dzień Świąt, a jak w 2gi. Tu już zaczęły się komplikacje. Jak zwykle największe problemy są z seniorami, których fanaberie z roku na rok są większe.
Bo co powiedzieć o staruszce blisko 90 letniej, która nagle ogłasza że wyjedzie samotnie w góry, na całe święta.
Przecież wie że jej nie puścimy, po co ta głupia zabawa.
Tak więc grafik na razie pod znakiem zapytania.  I tak nie wiemy jak zrobić żeby wszyscy byli zadowoleni. Zdaje się że taka opcja  w ogóle nie istnieje.

20:18, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 listopada 2012
na przystanku

Znowu scenka z kategorii autobusowych. Było tak:
Stoi na przystanku autobus, wypełniony prawie  po brzegi, zostało kilka minut do odjazdu.
Podjeżdża do wejścia młoda matka z głębokim wózkiem. Spojrzała na wypełniony pomost, postała, popatrzyła, ale nic nie powiedziała. Nikt też nie rzucił się żeby jej robić miejsce. Pasażerowie stali dalej jak dotąd, dość szczelnie upchani bo i nie bardzo było gdzie się posunąć.
Młoda matka wobec tego, podjechała kilka kroków dalej, jak się okazało - do kierowcy. Na skargę!
Niech pan im powie !!!  Ona - matka, chce jechać, wózek z dzieckiem chce przewieżć, a tu nie chcą wpuścić! Nikt się nie posunął, co za ludzie!!
Absolutnie się nie spodziewałam że kierowca zaangażuje się w sprawę.
Tymczasem.... był młody, więc może też ma małe dziecko, a może młoda matka była w jego typie, w każdym razie wyszedł na stopień żeby być wyżej, odwrócił się do pasażerów i przemówił miłym głosem:
"Proszę Państwa! Jeżeli każdy zrobi nawet tylko jeden krok do przodu, to ten wózek się zmieści! Bardzo proszę, chociaż troszkę się przesunąć, trzeba pomóc, wspaniale! jeszcze odrobinę ...
Ktoś powiedział: tej kobity to nie żal, ale dziecka szkoda...
a drugi: może się i zmieści...
Pan Kierowca podziękował serdecznie. Uśmiechał się i był przystojny , co też nie było bez znaczenia. Miał taką siłę perswazji, że chyba i drugi wózek by się tam upchnęło.
Jednak odpowiednie podejście do  problemu może zdziałać cuda. Grunt to znależć sposób.


13:10, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 listopada 2012
u weta

Nieprawdopodobnie szybko przeminął cały rok i znowu trzeba było zrobić wszelkie szczepienia i zabiegi w gabinecie lekarskim. Alturka oprócz tego potrzebuje za każdym razem zaświadczenie o stanie zdrowia, wymagane w Fundacji, do pracy z dziećmi.
Wybrałyśmy się dzisiaj pomimo deszczu, bo tak miałam w planie.
Miłą niespodzianką dla Altury było to, że w gabinecie już znajdowały się 2 koty. Wprawdzie były w klatkach, ale i tak działały hipnotyzująco.
Wszystko można było zrobić z moją suńką! Była maksymalnie skupiona na tym, żeby przypadkiem nikt nie odwrócił jej do nich tyłem!
Jedna szczepionka, druga szczepionka, kontrola pyska, ważenie, full service. Suńka nawet nie zauważyła, że to wszystko się dzieje. Zajęczała kilka razy ale nie w związku z zastrzykami tylko żeby chociaż jednego kota wypuścić z klatki!!
Dla mnie w tym czasie zaświadczenia przeróżne i tabletki na robaki na wynos.
No i na koniec powalający rachunek.
Chcieli jej jeszcze wyczyścić zęby,  ale bez przesady. Może następnym razem.


15:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

11:52, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

11:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wyjazd

Święto Narodowe uczciliśmy w tym roku wycieczką. Wybraliśmy się do naszej wakacyjnej "chaty za wsią", żeby jak co roku, zabezpieczyć ją przed zimą.
Pojechał z nami Tomek /to syn/, ponieważ trochę ciężkiej fizycznej roboty też było w planie.
Ja wykazałam się jako ogrodniczka. Nie mam ręki do kwiatów, nie rosną mi, zawsze lepiej wychodziła mi hodowla zwierząt wszelkiego rodzaju. A tam , chociaż nie zasadziłam, wyjątkowo udaje mi się przynajmniej podtrzymać to że rosną i jeszcze uzupełnić jakimiś swoimi ulubionymi. Nawet zaczyna mnie to cieszyć, chociaż nadal twierdzę że to wszystko tylko dzięki temu, że tam nikt mi się nie wtrąca.
Była cisza i spokój i tak zwane "ani żywej duszy" więc od razu puściłam Alturkę żeby pohulała sobie po polach. Zdziwiła się , popatrzyła z niedowierzaniem , więc  musiałam potwierdzić: no tak, idż biegaj!
Skorzystała chętnie, ale wróciła po może 15 minutach, zziajana z językiem wywalonym na bok. Poszła rozwalić się wysoko na schodach, bo stamtąd nas i to co się dzieje,  ma na oku.
Nie do końca wszystko poszło jak z płatka, ponieważ "moje chłopaki" zapomniały przywieżć klucz szwedzki bez którego ani rusz w  tym przypadku. Każdy z nich był przekonany , że wziął go ten drugi.
Już byliśmy skłonni zakupić gdzieś nawet to narzędzie, ale na wsi święto to święto, sklepy pozamykane i tego nie przeskoczysz.
Ale od czego stacje benzynowe? Jak nie jedna , to następna. Byle tylko nie wracać z niczym.
Trochę zamieszania i nerwów było, ale ostatecznie zostało zrobione wszystko co nleży. Jeszcze zjedliśmy moją nie wiem czemu trochę za twardą szarlotkę i wstapiliśmy w drodze powrotnej na pierogi , do sprawdzonej i zaprzyjażnionej  knajpy. Alturka umie się tam zachować i zwykle wzbudza sympatyczne zainteresowanie.

11:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
zaległe zdjęcia do wpisu o wizycie Magdy

11:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 listopada 2012
Zamęczam...

Spotkałam  znajomą, którą uważam za pseudo-psiarę. Ona sama twierdzi że bardzo kocha psy, ale z tego co obserwuję, zupełnie inaczej to nasze kochanie wygląda.

 Od niej dowiedziałam się że ja, to prawie się znęcam nad Alturką.
Dlaczego? Bo ciągle czegoś od niej wymagam. A to ma chodzić przy nodze bez smyczy, a to coś przynosić, a to gdzieś zostawać ....
Nie to co jej dwa małe pieski które mają haftowane poduszeczki i atłasową  kołderkę. Łóżko mojej w porównaniu z tym,  to barłóg, osobiście przez nią prześcielany i jeżdżący po pokoju w częściach, przez całą noc.
  Ja jednak mam na to wszystko inny pogląd, chociaż akurat dzisiaj , rzeczywiście Alturkę pomęczyłam.
Zawsze lubiłam komendę "schowaj się", którą znają wszystkie psy z Alteri. Polegała na wczołganiu  się pod wózek inwalidzki. Odkąd Altura jest u mnie, powtarzamy to czasem , wykorzystując krzesło. Pod warunkiem , że znajdę odpowiednie, bo pod większość sunia się nie mieści.
I tym razem, perfidnie, wymyśliłam sobie żeby schowała się pod szafkę. Chodziło mi o to, żeby skojarzyła znaną komendę z czymś innym, z wejściem POD COŚ. Szafka jest na tyle wysoka, że można się tam wczołgać, jeśli tylko pies wykombinuje,  co się ubzdurało jego pani.

Motywację w ręce miałam nie byle jaką - wędzoną i śmierdzącą,  więc Alturka zrobiłaby wszystko żeby na nią zasłużyć.
Trzeba było widzieć , jak psisko się starało!!  Zachodziła z jednej  strony, z  drugiej, kładła się obok wsadzając tylko głowę. Nakręciła się tak, że w końcu zaczęła poszczekiwać.
A ja z uporem maniaka powtarzałam "schowaj się" i pokazywałam jej gdzie chcę żeby się wcisnęła.
Oczywiście że to zrobiła!. Wiedziałam od początku.
No i wracając do mojej znajomej, opowiedziałam jej o moim eksperymencie, bo spodziewałam się że będzie oburzona i chciałam zobaczyć, jaką będzie mieć minę.
Nie zawiodłam się!


13:46, cymestymek
Link Komentarze (3) »
środa, 07 listopada 2012

20:49, cymestymek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 06 listopada 2012
fajnie się bawimy

Wczoraj przysięgali  w TV, że w Małopolsce  nie ma prawa padać.
Kolejny raz, niepotrzebnie dałam się nabrać. Lało od samego rana.
Około południa zaczęło się trochę przejaśniać, więc chciałam jeszcze trochę odczekać, aż przeschnie.
Dzisiaj miałam w planie więcej czasu poświęcić Alturce, bo udało mi się wcześniej uporać z innymi obowiązkami.
 No i w ramach tego, postanowiłam przypomnieć jej zabawę w szukanie  kubeczka ze smakołykiem, pomiędzy innymi , pustymi.
Już kiedyś tak się bawiłyśmy, ale wtedy miałam wątpliwości, jak ma wyglądać zakończenie. Kubeczki były bez pokrywek i odwrócone dnem do góry.   Wobec tego suka rozpiżała wszystko, znajdowała właściwy /pełny/, odwracała go i sama brała sobie nagrodę.
To wg. mnie nie do końca tak miało  wyglądać i nie byłam zadowolona.
Dzisiaj dopracowałyśmy szczegóły.
Wzięłam kubeczki zamykane. /moje akurat były po małym maśle roślinnym/.
Alturka zostawała w drugim pokoju i wołałam ją dopiero gdy wszystko było  poukładane.
Wpadała, sprawdzała kubeczki, podnosiła  właściwy i podawała mnie. DOBRZE!!
Tak właśnie chciałam. To ja otwieram i daję nagrodę, żadna samoobsługa.
Zdarza się jej jeszcze pomylić ponieważ bardzo się spieszy, ale to nie ma znaczenia. Pokazuję jej wtedy że przyniosła pusty i wraca szukać dalej.
Uwielbiam ten jej zapał, ten błysk w oku, gdy zaczynamy coś razem robić.
Wspaniale jest mieć takiego mądrego psa.



16:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 listopada 2012

17:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
weekendowo

Najpierw odwiedziliśmy niedzielnie moją Mamę. Zapowiedziałam nas łącznie z Altusią telefonicznie, ale chyba dałam  za mało czasu, bo gdy wpadliśmy, panika była totalna. Dlaczego wszystkie Babcie uważają że każdego kto się pojawi trzeba przede wszystkim dobrze nakarmić ?  Nawet jeśli z daleka wołamy że chcemy tylko kawę ? Babcia jest w tym względzie niereformowalna.
To naturalnie nie dotyczy Alturki, która ma głębokie przekonanie , że gdziekolwiek się pojawia, może być ugoszczona, jak najbardziej.
Mama jest po szczegółowym przeszkoleniu n/t żywienia Alturki i nigdy problemu z nią nie ma w tym względzie. Wobec tego 2 zdrowe jogurty już na psa oczekiwały.
Nie byliśmy długo chociaż zawsze dobrze się tam czujemy, ale w planie było jeszcze szaleństwo na Błoniach.
Był sporo psów, kilku amatorów latawców z silniczkiem, trochę rodzin z dziećmi.  I my, z buwierką przy nodze, ciągnącą się przez całą łąkę. Takie było dzisiejsze szaleństwo. NIC jej nie ruszyło, nie zainteresowało. Żeby ją zmusić do przebiegnięcia, zostawiłam ją na "siad" na jakieś 50 m. i dopiero wtedy szaleńczo do mnie przybiegła,  na ruch ręką. I na tym koniec. Zabraliśmy się wobec tego stamtąd, bo było bez sensu. Ale po powrocie, poszliśmy jeszcze na nasze łąki i boisko.
I tu się chciało biegać!  O co chodziło tym razem?
Czasem trudno wyczuć co w tej psiej głowie siedzi.

17:05, cymestymek
Link Komentarze (4) »
sobota, 03 listopada 2012
przy sobocie

Zrobiło się u nas dużo cieplej. Można chwilowo zrezygnować z czapek i szalików /jak to dobrze/.

Ale także , trzeba to wykorzystać na załatwienie kilku spraw. Myśl o myciu okien póki co odsuwam jak najdalej, natomiast na razie  przyczepiłam się do psa.
Najpierw, żeby tylko troszeczkę podciąć grzywkę. Tak żebym mogła popatrzeć w te czarne ślepia i przejrzeć co buwik kombinuje.
Jednak wszystkie nożyczki okazały się takie tępe, że musiałam wziąć maszynkę do strzyżenia psów. No a gdy już ją miałam w ręce...
Nie, nie!  Wcale mnie tym razem nie poniosło. Tylko troszkę podcięłam te zarośnięte wszerz boczki, żeby nabrała linii. Jest bardzo ładnie i jesiennie a nie jak wystrój letni - na króciutko.
Dobrze że akurat przyjechał worek karmy wraz ze śmierdzącym gratisem (wędzone kawałki czegoś), to miałam czym "płacić".
Na koniec jeszcze kąpiel i ja już byłam zadowolona. Natomiast Altura...
Głowę daje że myśli tak: "zamiast tego wszystkiego, lepiej było iść zobaczyć co robią koty bo  na pewno nie siedzą w domu!".

13:39, cymestymek
Link Komentarze (2) »