www.alteri.pl
RSS
piątek, 29 listopada 2013
Andrzejki

Jak co roku - Andrzejki. Przez długi czas nas to nie dotyczyło, ale odkąd w domu są maluchy, a w klubie osiedlowym urządzają bal, dotyczy nas jak najbardziej.

 Nasi poszli jako kowboj i policjant,  a ich dziewczyna Ala - jako biedronka. Atmosfera była bardzo zabawowa. Dekoracje, kolorowe oświetlenie, muzyka. Dziewczyna prowadząca zabawy. Dzieciaki przebrane za wwszystko co możliwe i dorośli robiący zdjęcia czym się da (ja też).

Były gry i zabawy i tańce, a już gdy puścili "ona tańczy dla mnie", nikt nie mógł spokojnie ustać (ja też).

A na zewnątrz czekała  Alturka z panem i gdy napstrykałam już dużo zdjęć, poszliśmy na spacer. Każdemu w końcu coś się należy,  psu też.

Buwisia pobiegała po boisku,  a następnie dała reprymendę całej bandzie yorków.  Przechodziliśmy  akurat obok hodowli,  w momencie gdy cały aktualny narybek wysypał się do ogródka i ujadał ile miał siły.

Alturka absolutnie nie toleruje takiego zachowania,  więc podeszła naszczekać im w nos i chyba jej się trochę zakręciło w głowie  od kotłujących się i szczekających piesków. A odcinały się zajadle.

Rozumiem ją, nie wytrzymałabym 5 minut z taką hodowlą,  nawet jako ich sąsiadka.   Okropnie są głośne.

A balowe towarzystwo wróciło po 2 godzinach nieżle wymęczone i dobrze że przewidziałam dla nich kolację.

 


22:03, cymestymek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 listopada 2013
Być kowalem...

Swojego losu , oczywiście.

Od paru dni siedzi mi w głowie reportaż który oglądnęłam w TV. O starych ludziach.    O żalu, rozgoryczeniu, rozczarowaniu własnymi dziećmi.                     Opowiada staruszka, jak to całe życie oboje z mężem dbali żeby córce niczego nie brakowało.   Spełniali wszystkie marzenia.   Chowali jak księżniczkę...

 A potem mąż umarł. Sytuacja finansowa znacznie się pogorszyła, ale córce już w tym czasie powodziło się dobrze. Zaproponowała mamie, żeby przeniosła się do niej i jej rodziny. Zamieszkały razem.

Wspólne gospodarstwo, więc dla uproszczenia i oszczędzenia staruszce kłopotu, córka przejęła jej emeryturę. Dalej w opowieści było o zamykaniu "ich" pokoi oraz lodówki.  O zakazie wychodzenia, dla bezpieczeństwa, a właściwie w końcu  o braku możliwości podejmowania jakichkolwiek decyzji.

Mnie czerwone światełko zapaliło się już przy tym wychowywaniu "księżniczki". Bo  jeśli istnieje wobec dzieci głupia miłość,  to jest ona własnie taka.

Moim zdaniem, można było wszystko ułożyć inaczej. Po co było tak się uzależniać. Można było zamienić mieszkanie na mniejsze, ale mieć własne, osobne.   Dokładać się do wspólnej kuchni (jeśli już),   ale mieć w ręce swoją emeryturę i nią rozporządzać.    Mieć swoje sprawy, swoje znajomości, swoje życie,    a nie podwiesić się na córce.

Nawet najlepsze dzieci mogą nie sprawdzić się w takim układzie.

Nie chcę się wymądrzać, bo życie różnie się układa, ale ja,    gdybym miała wybór,     za wszelką cenę walczyłabym o niezależność.

Nie jest tak, że należy zmusić dzieci żeby oddały to,  co włożyliśmy w ich wychowanie.  Że nam się to należy.

Trzeba tak wychować,   by same wiedziały i czuły,    kiedy i jak pomóc.

16:11, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 listopada 2013
co z tym jedzonkiem ?

To że Alturka kocha jeść, jest wiadome od dawna. Mogłaby jeść absolutnie wszystko łącznie z rzodkiewką i pomarańczą, gdyby tylko ktoś jej dawał. Równocześnie jednak jest psem z klasą i gdy powiem "poczekaj" albo "jeszcze nie",  potrafi do odwołania stać wgapiona w miskę i nie tknie. Gdybym wtedy na chwilę wyszła (podglądałam) stoi nadal i odwraca głowę,  żeby tak strasznie nie kusiło.

Oczywiście nie znęcam się nad nią, ale chcę to u niej utrzymać, więc czasem powtarzamy. A ostatnio zamówiłam dla niej karmę tam gdzie zawsze i taką jak zawsze, ale nie dość że dłużej czekałam, to jeszcze dostarczono mi 15 kg. karmy innej firmy.   Niby te same składniki i rodzaj (lamb&rice),   ale jednak wczytałam się w skład i tutaj tłuszczu i białka  jest nieco więcej.                            Bardzo mi to nie pasuje, bo wprawdzie akurat ostatnio rozważałam zmianę, ale absolutnie w przeciwnym kierunku. Planowałam że przejdziemy na "light". Suczka jest już starsza, przestała pracować (już nie chodzimy do fundacji), ma mniej ruchu, bo chociaż tyle samo wychodzimy, to ona biega mniej, bardziej "łazi".

No i co teraz? Od wczoraj chodzę z lupą, doczytuję to co małym druczkiem i po niemiecku, porównuję ilości składników na dwóch workach, starym i nowym i się zastanawiam.                                                                                                            Do tej pory weterynarze twierdzili że wagę ma w normie, a ja pilnowałam żeby to się nie zmieniło. Teraz, myślę sobie, że muszę jej zmniejszyć dawkę dzienną (będzie jęczeć że głodna),   albo może dawać naprzemiennie z lżejszą karmą? Nie chcę żeby przytyła,  bo w tym wieku trudno jej będzie potem zrzucić (wiem to po sobie...)   a równocześnie wiem,   że nas zamęczy gdy będzie się czuła głodna.  

I tak widać, że jeśli nie myśli o kotach, to myśli o jedzeniu...                            Głównie i najbardziej.

12:29, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 listopada 2013
ludowe mądrości

Nadal twierdzę że rozmowy przystankowo-sąsiadkowe są bezcenne. Dzisiaj dowiedziałam się, że na psach to się nie znam.

Zaczęło się niewinnie:

– ma pani jeszcze tego wielkiego psa?

– mam

no właśnie! Taki duży pies zagryzł ostatnio mojego kota!

– ale to nie zależy od wielkości, duży pies nie oznacza automatycznie że agresywny!

– weterynarz powiedział że jak raz zagryzł kota, to następnie rozszarpie  dziecko!

– ale to tak nie działa! – większej bzdury dawno nie słyszałam...

–  jak weterynarz powiedział że rozszarpie, to widocznie tak jest w psychologii! A pani niech psów nie broni!!!

Beznadziejna była ta dyskusja, ale jeszcze spróbowałam:

– Niech pani zrozumie, że za każdą agresją psa stoi człowiek, z wielu powodów. I człowiek za to odpowiada. A z kotem jest tak, że ucieka, więc psim odruchem jest gonić...

– mój na pewno nie uciekał! był bardzo spokojny...

Rozeszłyśmy się bez poczucia wzajemnego zrozumienia. Pewnie że nie jest w porządku zagryzanie kotów, ale nie upraszczajmy sprawy aż tak!

12:58, cymestymek
Link Komentarze (4) »
sobota, 16 listopada 2013

15:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

 

Zimno dzisiaj i szaro, ale co najważniejsze - sucho.  Miałam w planie siedzieć dziś w domu i czytać, bo mam kilka świetnych książkek, ale suni też się coś należy, więc poszłyśmy do lasku. Było spokojnie, grzecznie, w pełnym kontakcie a nie (jak czasem) każda sobie. Połaziłyśmy w pełnej przyjażni, a potem powrót zanim całkiem się ściemni.

15:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 listopada 2013
wycieczka

Dosyć nieoczekiwanie załapałyśmy się z Alturką na wycieczkę. Głównym wycieczkowiczem był Przemuś z którym trzeba było coś pożytecznego zrobić, w ten wolny od pracy i przedszkola  dzień.

Zostało postanowione, że super będzie pojechać nad jezioro do Kryspinowa, gdzie teraz jest pusto, bo minął czas plażowania. Skrzyknęliśmy jeszcze Tomka z Pawełkiem i umówiliśmy się już na miejscu.                                                                 Z powodu Alturki, na wstępie  było małe przemeblowanie w aucie Doroty, fotelik z dzieckiem przenósł się na nowe miejsce, ale w końcu wyruszyliśmy.

Było bardzo zimno ale sucho. Dzieci były ubrane lepiej niż my, więc to nas trochę przewiał lodowaty wiatr od wody. Ale było tak ładnie! jeszcze jesienne kolory, złote brzózki i zarośla w różnych kolorach, piasek nad wodą i pływające perkozy i kaczki. A w Alturkę jakby coś wstąpiło! Cały czas biegiem, odwiedziła wszystkie krzaki, zbiegała w dół na plażę i z powrotem pod górę, uśmiechnięta , szczęśliwa. Nawet zamoczyła się na chwilę w wodzie olewając mój zakaz..  (!)  

A chłopaki, jak to chłopaki,  tym razem w  miarę zgodnie.   Nawet gdy w końcu Paweł wysypał się na rowerze, Przemek rzucił wszystko i pobiegł ratować i zbierać...rower.   Paweł musiał pozbierać się sam.

No i jeszcze jedno typowe dla nich: za każdym razem gdy nagradzałam buwiśkę za jakieś wyjątkowe zachowanie (np. zrezygnowanie z pożerania jakiejś starej pizzy), natychmiast zjawiały się obok dwa otwarte dzióbki ( ja też, ja też !)  do których musiałam również coś wrzucić. Na szczęście przewiduję już takie równouprawnienie, więc gdy idziemy z małymi, jako smaczki biorę kawałki bułki albo krakersy żeby móc chłopaczkom też wrzucić.

15:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 listopada 2013

20:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 listopada 2013
w przychodni

Zaliczyliśmy dzisiaj wizytę u weta.   Nie żeby Altusiowi coś było. To raczej taki okresowy przegląd techniczny, szczepienia, odrobaczanie, ważenie itd.         Jak zwykle buwiśka odstawiła teatr od samego wejścia. Pewnie już w powietrzu jakiś zapach dawał znać, że w tym miejscu nic fajnego spotkać psa nie może. Wobec tego jękom i piskom nie było końca.    Obdeptała mi buty, obśliniła spodnie... Jak zawsze, nawet nie mam jej za złe.                                       Trochę lepiej było w gabinecie, gdyż był tam już jeden pacjent, który dostawał kroplówkę. A że był to kot, więc na Alturę podziałał znieczulająco.            Wpatrzona w niego jak w hipnozie, nawet nie wiedziała że dostała 2 zastrzyki.  Chyba nawet operację możnaby jej zrobić w tym  stanie, nie poczuła by nic.

Potem jednak nie najlepiej wypadło badanie zębów. Ten pysk od dawna jest słabą stroną Alturki. Znowu kamień, znowu stan zapalny dziąseł. Zakupiłam antybiotyk i płyn do płukania ust.  Zapłaciłam prawie 300 zł.  Nawet pies, to obecnie luksus.  Pani doktor bardzo namawiała mnie żeby od razu zrobić zestaw badań krwi, Rtg i Ekg chociaż osłuchowo w porządku...Wtedy to już pewnie zostawiłabym tam wszystkie moje pieniądze na ten miesiąc.   A przecież jeszcze trzeba kupić worek karmy...                                                                                    

  Nie twierdzę że to wszystko nie byłoby wskazane, ale z przyczyn obiektywnych musimy się ograniczać. Nawet o siebie nie dbam jakoś przesadnie,  jak mi się nic nie dzieje, to nie wyszukuję.                                                                                    A tu - na pewno musimy znowu leczyć paszczę, ale poza tym, psica jest wesoła i naprawdę w dobrej formie, więc nie szukajmy dziury w całym.    Wróciłyśmy do domu zmęczone i sunia poszła bezpośrednio do łóżka.                                      

Po chwili słychać było głośne chrapanie  i to był dowód,  że emocje były niemałe.

14:14, cymestymek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 listopada 2013

19:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
nieoczekiwanie

Intrygują mnie od jakiegoś czasu relacje Alturki z naszymi maluchami.

Dzieciaki pojawiły się u nas gdy była już dorosła.  W  przeszłości,  z tego co wiem, w jej otoczeniu dzieci zbyt blisko nie było. W dogoterapii wprawdzie pracowałyśmy z dziećmi,  ale z zachowaniem dużego dystansu.Wyglądało na to, że dzieci blisko, to nowość.

Jedno czego byłam pewna, to że każde z nich  musi mieć swoją własną przestrzeń -  i dziecko i pies . Tego bardzo przestrzegaliśmy wszyscy.  No i  obserwowałam ich.

Na obecny moment, są równego wzostu - głowa dziecka równiutko z głową psa. Czasem dzieciak przepycha się obok, lub odsuwa psa, lub przekracza, w taki delikatny, zupełnie naturalny sposób - jak przeszkodę.                                       I suczka też to traktuje absolutnie naturalnie.  

Ostatnio  przebywają razem coraz częściej.   A dzisiaj, mały zapowiedział jakiś popis akrobatyczny, typu zwis z krzesła jak nietoperz, czy coś tam w tym stylu.

Niefortunnie stuknął się przy tym w głowę i zaczął popłakiwać. Wtedy Alturka podeszła do niego i polizała go w ucho. Pocieszycielsko, uspokajająco, opiekuńczo...   Nie spodziewałam się po niej takiego gestu. Zawsze taka oszczędna w czułościach...   Kochana sunia.

11:18, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 02 listopada 2013

19:59, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Wszyscy lubiliśmy chodzić do Zoo, od zawsze. W tę sobotę wybraliśmy się tam znowu, chyba po roku.

Wprawdzie to wyjątkowa sobota, 2-go listopada i niektórzy uważają że powinno się ją spędzić na cmentarzu, ale ja myślę, że wszystko można pogodzić.

Bardzo nam się podobało. Widać że ostatnio, nie tracono tam czasu. Sprowadzono żyrafy których nigdy dotąd w Krakowie nie było. Dostały piękny pawilon i ogromny wybieg. Przestronne, wygodne  alejki i wszędzie mnóstwo ciekawych roślin ozdobnych, opisanych po polsku i po łacinie. Luzem, między ludżmi spacerował paw. Tygrys jak nigdy dotąd na pokaz, postanowił się wykąpać, chociaż zanim się zanurzył, sprawdzał łapą temperaturę wody i baaaardzo się otrzepywał.Dzieciaki były zachwycone.

Można było nieżle się nachodzić, napatrzeć, posiedzieć także bo ławeczki co krok. Bardzo lubię takie zmiany na korzyść.

19:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:54, cymestymek
Link Komentarze (2) »