www.alteri.pl
RSS
wtorek, 30 grudnia 2008
Przed Sylwestrem
  Dzisiaj akcja,  trzeba oddać psią klatkę koleżance, po długim czasie . Już myślałam że się nie upomni bo na jakiś czas straciłyśmy kontakt, ale warunki w domu też się zmieniają. Mają teraz małe dziecko, narazie trzeba ich oddzielić,  nawet z porządnym bokserem. Mnie klatka przydawała się przy Tymku, Bajce i Axie. Altura mieści się na duzy wcisk , więc nie wymagam tego od niej. Czyli klatka stała złożona a Agatce  chyba się teraz przyda.
A ja- surprise - zapalenie korzonków od rana , nie mogę się ruszyć. Co się dzieje w te Święta ,że co chwila coś nas dopada ? Już wczoraj coś się zaczynało ale jakoś opanowałam, a dzisiaj jest bez porównania gorzej. I akurat mam jechać załatwiać z tą klatką, umówiłam się, potem mam zrobić zakupy na Sylwestra.  W końcu mówię do Leszka - może pojechałbyś za mnie ? I co słyszę po tylu latach ? " Coś ty, nigdzie się nie ruszam, pójdziesz sobie pomalutku. " Gdyby były moje dzieci , to jeszcze dodałyby, że to wszystko dlatego , że nie chcę chodzić na siłownię ani aerobik, tak jak mi radziły. Ręce opadają. Co robić ? Najadłam się Apapu, niech chociaż na 2 godz. zadziała, żebym wszystko załatwiła. Z trudem się dowlokłam, każda zmiana pozycji to koszmar.
W końcu jakoś wszystko pozałatwiałam. Jeszcze przerobić te zakupy na coś konkretnego i pozmywać. Leszka wrobili dodatkowo w dyzur jutro rano, więc poszedł spać na tą okoliczność. Samo życie.     Towarzyszy mi Alturka na swój sposób , czyli cały czas pod nogami, trzeba ją przekraczać... ale to miłe , że zawsze jest ze mną.
Apap juz dawno przestał działać. Jeszcze umyć wszystko i ciekawe, czy jutro w ogóle wstanę.
23:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Wizyta

 No i po wizycie. Ja, jak zwykle od rana panikowałam ,że nie zdążę ze wszystkim. Czas nieubłaganie leciał, a ja ciągle jeszcze miałam tysiąc rzeczy do zrobienia. Ale - też jak zwykle - jednak zdążyłam. Grześ okazał się ślicznym, rezolutnym chłopczykiem. Wpatrzony w Tomka jak w bóstwo, rozgadany, bezpośredni. A Ania spokojna, zrównoważona ale  z poczuciem humoru. Spodobali mi się oboje. Widziałam że Tomkowi bardzo zależy na tym żeby wszystko dobrze wypadło, więc staraliśmy się stworzyć miłą atmosferę. Po obiedzie posiedzieliśmy jeszcze trochę żeby pogadać, Grzes opowiedział nam 2 kawały,a potem oni poszli do pokoju Tomka żeby się z nim pobawić , bo roznosiła go energia. Alturka zachowywała się nienagannie. Trochę poopowiadaliśmy czym się takie psy zajmują, dzieciak ją wygłaskał i poszli. Obiecali,że teraz będą wpadać częściej. Zapytałam Grzesia , czy jeszcze będzie nas odwiedzał , powiedział -"pewnie !"  I tego się trzymam Polubiliśmy się wszyscy.

Alturka mimo wszystko nie była pewna czy przypadkiem oni nie przyjechali po nią ? / dokąd to będzie w niej tkwić ?/  cały czas leżała mi na nodze i nawet jeszcze teraz gdy już dawno pojechali. ona tam swoje wie, że jak nie dopilnuje, to może być różnie. ćzy już nigdy nie zaufa ?

20:05, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 grudnia 2008
Po szpitalu
  Wiedziałam że tak będzie. Tomek wrócił do domu i oczywiście w ogóle się nie oszczędza tylko nadrabia wszelkie zaległości. Na jutro zaprosił swoją Anię, więc teraz nieprzytomnie sprząta. Zawsze tak było - jak widziałam go z odkurzaczem, to było pewne , że przychodzi jakaś dziewczyna. Stopień intensywności sprzątania wskazywał na stopień zaangażowania w znajomość. Raz doszło nawet do tego, że kazał mi umyć łazienkę, to już była poważna sprawa. Ale minęło, jak wszystkie pozostałe. A teraz to już raczej zanosi się na serio. Ja Anię znam, ale przelotnie. A Leszek nie zna i domaga się prezentacji. Więc już dawno mówiłam Tomkowi , że zrobię dobry obiad i żeby zaprosił ich do nas. "ich " dlatego, że Ania ma 7-letniego synka. Tomek i Grześ są bardzo zaprzyjażnieni, Ania jest w trakcie rozwodu, w marcu będą mieć z Tomkiem dziecko. Jest to skok na głęboką wodę, ale widzę że Tomek wydoroślał, czuje się za nich odpowiedzialny, Wreszcie ma jakiś cel, wie co robić, ma plan.
Nie jest tak książkowo, tylko raczej od końca, ale może będzie dobrze. Nie ma recepty na szczęście, czasem coś zaczyna się  według wzorców, a kończy się po roku... Ania sprawdziła się w szpitalu. Opiekowała się Tomkiem, była szybsza niż ja we wszelkich potrzebach, to dobrze rokuje. Może będzie taka na  "dobre i na złe."
18:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

12:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 grudnia 2008
Tomek / to syn/
     Nidy nie może być za pięknie. Wróciłam od Agnieszki w pięknym, preisnerowskim nastroju z zadowoloną sunią, z nadzieją że Tomek coś podciągnął z prac domowych, bo miał takie plany.
Jak by nie było, 2dni do Swiąt. Tymczasem spotykam go na kanapie , przed telewizorem, ale nie leniuchuje, tylko skręca się z bólu. Blady,dreszcze,gorączka. Pytam  - co jest ? Mówi ,że się przejadł i teraz rozwala mu brzuch. Dałam krople żołądkowe,miętę, No-spa okazała się przedatowana, więc wyrzuciłam.
Nic nie pomagało. Tomek mówi -ja dużo umiem wytrzymać, ale jest okropnie i coraz gorzej.
Byłam pewna że to nie przejedzenie i chodził mi po głowie ten wyrostek robaczkowy. Dlatego uzgodniliśmy żeby już nic nie zażywał, żeby nie zmieniać obrazu choroby. Wiem czym grozi zaniedbanie wyrostka. W międzyczasie dochodziła 3-cia w nocy. Zadzwonił na pogotowie . Miła lekarka wytłumaczyła mu, że powinien pic wodę mineralną i dotrwać do rana. /w domysle- i iść do przychodni a nie zawracać głowy pogotowiu , pośrodku nocy/. No więc zadzwonił do kumpla, obudził, przeprosił... Nie ma sprawy. Wiem , że  Tomek też do takich akcji jest pierwszy. Jest ich kilku, niektórzy już z żonami, Tomek wkrótce. Robią dla siebie wszystko. Zawiózł go bez problemu.Nie wspomniał, że za chwilę idzie do pracy. Bardzo mi się to podoba. Pytanie do Moniki i Basi z Jaworek -czy to coś przeciwko asertywności? bo przecież każdy chce spać o 3-ej w nocy. Może chodzi o to, że pomóc przyjacielowi chce BARDZIEJ ? Czy byłam dobrą uczennicą ?
Wylądował w szpitalu. Męczył się z tym bólem do rana, tzn. zrobili mu badania ale trzeba było czekać na wyniki do rana. Ruszyłam znajomości, mam tam koleżankę z Analityki, życzliwie się włączyła . Wcześniej niż wszyscy , już po wynikach wiedziałam , że to rzeczywiśie wyrostek.
Pojechałam tam, zawieżć mu niezbędne rzeczy. Ciasny pokój,duszno,4 facetów. Nie da się oddychać. Tomek pod kroplówką, zwija się dalej. Jest 3-ci w kolejce do operacji. Zwlokło się jeszcze kilka godzin, nadal nie dostał nic przeciwbólowego, nie wiem dlaczego. Wsumie całą dobę tak cierpiał zanim go wzięli na stół. Tradycyjnie, z pełną narkozą, bo lepsza aparatura im nawaliła. Trzeba mieć szczęście ,żeby tak trafić. A tak się cieszył na te Święta . My to uwielbiamy . Ma stertę prezentów dla przyjaciół, na biurku, których nie zdążył rozdać. Smutno będzie zwłaszcza  w Wigilię bez niego, ale pojedziemy tam wieczorkiem, nie powinien być sam, bo pewnie już się wyzbiera po narkozie. Powiem mu, że za to będzie miał Swięta długo , bo my już wszystko skończymy i zjemy , a jemu zamrożę i dopiero będzie zaczynał .Z prezentami też.
Teraz jest w trakcie operacji. Niby to prosta sprawa , ale jednak to szpital , ingerencyjna terapia, bywają komplikacje. Różne. Ja mam lęk wysokości po narkozie. Też czasem utrudnia życie. Nawet mnie - noclegi w Brzeżnicy. Tam chodziło się spać na pięterko, a mnie przerosły schody. Było czasem trudno, spałam na krzesłach, na podłodze,ale zależało mi,  przetrwałam , a potem już zaprosiła mnie Jagoda...było coraz lepiej.
Ta koleżanka ma dzisiaj dyżur, zaglądnie do Tomka, nasze dzieci wychowywały się razem. Mam nadzieję że będzie dobrze, ale trochę jestem jak pies pasterski - chciałabym mieć ich tu wszystkich razem.
19:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
U Agnieszki
Dzisiaj zadzwoniła Agatka i pyta - skończyłaś to sprzątanie ? A ja mówię - wygląda na to, że nie skończę nigdy. A to co skończyłam , możnaby już spokojnie robić wszystko od początku.
I wtedy okazało się, że Agnieszka i Jagoda przyjechały z Poznania i możemy się spotkać. Oczywiście że powiedziałam, że rzucam wszystko i idę. Bardzo chciałam się z nimi spotkać a sprzątanie nie ucieknie. I tak samo się nie zrobi.
Lało , wiało, ale wzięłam Alturkę i poszłyśmy. Trochę trwało zanim tam trafiłyśmy, ale warto było. Bardzo się za nimi stęskniłam. Nagadałyśmy się, słuchałyśmy przepięknych kolend Preisnera, było miło i przytulnie. Altura czuła się jak u siebie w domu,w końcu mieszkała tam kiedyś. Sprawdziła wszystkie kąty, potem wariowały z Cichą / briard/ to kumpelki od zawsze. A wcześniej kulturalnie przywitała się ze wszystkimi , co u niej nidy nie jest pewne i nie wiadomo od czego zależy. Jeszcze Agnieszka zapytała mnie " to jednak nie musi być tylko golden ?"  Prawda, nie musi.
Wracałyśmy z Agatką, potem długo czekałam na autobus na Salwatorze. Jeszcze spuściłam sunię na bieganie, pogoda wcale jej nie przeszkadzała. To już mnie , jak zwykle bardziej. Wróciłyśmy do domu ok. 23-ej, obie zadowolone. Altek poszedł spać od razu.
23:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Osiedle, Altura, Leszek, ja.

 Ostatnio stwierdziłam, że wzrósł mój prestiż na osiedlu, odkąd mam porządnego psa. To pretekst do pogaduszek z sąsiadami, nawet takimi których dotąd nie znałam. Dużo ludzi interesuje  się, co to za fundacja , co robimy , co pies umie, głupio mi nawet, że robię
reklamę fundacji która już nie istnieje. A tak to miałam w duszy... Strasznie w nich " wsiąkłam" To i tak chyba niezła robota, bo w sumie propaguję pracujące psy, które dużo umieją, całe osiedle mnie podziwia a Leszek,  /to mąż/ się podłącza, w sensie  CZASEM ją wyprowadza i chwali się wtedy nią, i udziela  porad wszystkim psiarzom na osiedlu. Ja to kontroluję, czyli zawsze dużo nagadam mu się  o teorii, a potem sprawdzam jak idą na smyczy, przepytuję , co tam wygadywał,  itd. Nawet próbował z Alturką ćwiczyć pod moim nadzorem, ale go nie słucha w ogóle.

14:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 grudnia 2008
Wieczorek
 Teraz tak szybko robi się ciemno. na ostatni spacer wychodzimy już po ciemku . Czasem opędzam to ogródkiem, czasem idę na boisko a dzisiaj przyszło mi jeszcze pójść lub pojechać do sklepu kawałek dalej. wzięłam jej trochę fajnego jedzonka jako motywację żeby ładnie iść,  ale nie było trzeba , wiec wszystko dałam jej na koniec. Trochę straciłam pewność siebie w pustym autobusie, gdzie oprócz mnie było 3 dresiarzy. Tak się złożyło że jadąc z powrotem też spotkałam ich na przystanku. Popijali sobie piwko, ale i tak chciałam być dyplomatką i
zagadnęłam ich tak polubownie - będzie jakiś autobus ? sprawdzaliście ?  /taka asekuracja/
A oni bardzo grzecznie, " tak, będzie za 2 minuty". Ok. Przejechaliśmy tym autobusem i znowu spotykam ich w Przegorzałach. Siedzą na jakimś murku, zasuwają dalej to piwo, i w momencie gdy ja ich mijam z Alturą jeden z nich wstaje i mówi - ja przepraszam że tak mnie zarzuciło w autobusie, ale tak ostro ruszył...Coś nieprawdopodobnego.  Ja na to  -W porządku , nic się nie stało, Trzymajcie się. A on mi "dobranoc". Aż mi było głupio, że przez chwilę myślałam  że mi wleją. Mnie nie bardzo jest  z czego okraść , ale oni czasem dowiadują się , po fakcie.
Oczywiście czasem wszystko może mieć inny przebieg. Pomyślałam sobie , że w razie zagrożenia , będę mówić że Altura to pies szkolony do walk, albo policyjny. Nie sądzę , żeby chcieli sprawdzać, co umie.
21:01, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 grudnia 2008
Cd. Święta
Wreszcie skończyłam tą kuchnię /nienawidzę sprzątać/. Co roku to samo. Dzisiaj wzrosła mi motywacja, bo zapowiedziała się z wizytą maja kuzynka z głęboką wewnętrzną potrzebą zwierzeń. Myślę , że to ważniejsze, niż sprzątanie. Poszłam zakupić ciastka i czekam. Sunia chyba też,/zawsze podsłuchiwała / Odstawiła histerię gdy poszłam po te ciastka, teściowa zgłaszała, że było straszne szczekanie, piski itd., próbowała ją wziąć do siebie, ale też nie wyszło, stwierdziła że " jak rozpieszczone dziecko" Próbowałam  tłumaczyć, że to nie to, raczej  że tyle razy była oddawana, że juz się tego boi zawsze. Ale już nikt mnie nie słuchał.
17:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Po drodze
  Dzisiaj spotkałam po drodze do sklepu wycieczkę.  Banda uciekinierów z azylu, około 8 psów, walą głowną ulicą osiedla, nikt im nie podskoczy. Pomyślałam, całe szczę ście , że nie mam Alturki przy sobie, bo oczywiście wrodzone poczucie obowiązku, kazało by jej coś z tym zrobić. Nawet wiem co. Gdy wracałam , już ich nie było. Nie wiem gdzie powędrowali. Nie wiem też , jak oni to robią , że się wydostają,  bo to jest zjawisko cykliczne. Bywałam  w azylu, pracowałam tam, wydawało mi się , że mają dobre zabezpieczenia.
12:59, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 grudnia 2008
Przed Świętami
  Tak mnie rozśmieszyło gdy przyszedł pan, odczytac licznik prądu, i nie było nikogo w domu w sensie facetów  którzy się tym zajmują  no i  zeszłyśmy razem z Alturką, i ona wyszła pierwsza,  a facet powiedział " o Jezus !!!" Dobra , dobra  uspokoiłam go. I dalej myślę nad tym prywatnym ubezpieczeniem.     Cóż, pies wygląda grożnie. Czasm to fajnie, ale mogą być problemy.A teraz wróciłyśmy ze spaceru, ale widzę że to mało, chodzi na tych sztywnych nogach, tupta , trzeba coś jescze. A ja jestem w trakcie mycia kuchni. Wszystko  rozwalone narazie. bardzo pomału mi ubywa, a ta jeszcze wymyśla. Narazie zrobiłam  7/8 z całości . To nie najgorzej.
16:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 grudnia 2008
Lojalność Alturki
 Wiem , że teraz jeśli czyta to jakiś trener albo nie daj boże instruktor, to mam przegwizdane. Bardzo dużo nasłuchaliśmy się na wykładach na kursie trenerskim, żeby nie "antropomorfizować" i pamiętam to wszystko, ale to takie wygodne - po "ludzku" tłumaczyć sobie te różne psie zachowania. Dzisiaj po pierwszym spacerze, miałam alternatywę , albo zostawić sunię w domu i iść do sklepu /ale wiem że ona czeka wtedy na dole pod drzwiami/ albo zabrać ze sobą. Poszłyśmy razem. Szła idealnie / w międzyczasie podziw sąsiadki/  poczekała pod sklepem. Szczekała czekając na mnie, ale nic to. Wracałyśmy też do tego stopnia idealnie, że pod koniec pomyślałam że należy jej się nagroda i spuściłam ją ze smyczy w  pobliżu domu. Wystartowała jak rakieta. Uliczki z kotami...Pomyślałam, że tak blisko do boiska gdzie chodzimy razem, teraz mogłaby sama, ale trudno. Najwyżej zaraz pójdę z gwizdkiem i ją odwołam. Ale narazie poszłam do domu , pootwierałam, odłożyłam zakupy. Potem wyszłam się rozglądnąć a tu okazuje się że mój buwiczek stoi pod domem, rozgląda się i zastanawia co zrobić z tą wolnością. Nie poszła na boisko chociaż mogła, szybko sprawdziła koty i wróciła . I ja to tak rozumiem że mamy działać razem. Sama już nie chce.
Powiedziałam - chodż Altuśku, i natychmiast była w domu. To może jest taki etap, że jej wygodniej jest nie podejmować decyzji, tylko słuchać mnie. Przywitałam ją kawałkiem kiełbaski. No więc  /narażając się dalej/ mówię , że mamy takie porozumienie że Ona coś robi dla mnie, a ja dla niej.
12:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Podsłuchane w autobusie
  Wymyśliłam sobie dzisiaj, świąteczne zakupy i pojechałam na plac. Plany były duże, ale już w sklepie z mięsem /poszłam , gdzie niby taniej/  prawie skończyły mi się pieniądze /Boże , jak wszystko podrożało /  więc jeszcze tylko pozostałe prezenty na Wigilię, zwyczajowo, i do domu. Straszne to było,  torba z zakupami wciskała mnie w asfalt. Kurczę, Matka - Polka. Ale nie o tym chciałam. W autobusie siedziałyśmy sobie z jakąś sympatyczną panią i obśmiałyśmy się z dwóch facetów którzy siedzieli za nami  i słyszałyśmy rozmowę.
W ogóle to rzadkość, żeby faceci przed Świętami , rozmawiali o Swiętach. Zwykle przeżywają to kobiety. Ale rozmowa była taka - jeden mówi:  Ubrałem sobie już choinkę. Może za wcześnie ? A teraz szukam  jakiejś dziewczyny, żeby mi posprzątała,umyła okna...
 No, żadna kobieta nie pomyślałaby o ubieraniu choinki jeśli nie jest wcześniej posprzątane mieszkanie. Ale cóż... Był jeszce ciąg dalszy.  Jak zrobić , żeby już nie rozbierać tej choinki , tylko schować na przyszły rok ? Ustalili z kumplem, że proste - schować na strychu i gotowe.
Fakt, że żadna "baba" na to by by nie wpadła. Może dlatego , że jeszcze czyści się wszystko z kurzu ? W każdym razie facet radził sobie po swojemu. No i ... już miał Święta.
17:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 grudnia 2008
Co jakiś czas - podsumowanie.
Stwierdziłam wczoraj , że nasz obecny układ z Alturką , polega na tym , że spełniamy swoje wzajemne oczekiwania. Jest to tak widoczne, że aż dziwi. Czytamy sobie w myślach. Ona wie, że mnie zależy na tym chodzeniu na smyczy, tak jak ja sobie to wyobrażam. Więc tak chodzi. Prawie zamyka oczy gdy mijamy małego psa. Odwraca głowę przy psach szczekajacych za
ogrodzeniem / a pogoniłaby , bo to świetny pretekst/ . Za to ja wiem, że ona bardzo chce pogonić, więc spuszczam ją w połowie nawet takiego "oficjalnego" spaceru, czyli pójścia do sklepu, niech sobie posprawdza te koty. Ja wtedy wracam do domu, przebieram się, ale zostawiam otwarte drzwi . I ona szybciutko wraca, bez wołania , wpada i witamy się od początku. Wiem że nie używa się określeń że pies " coś wie" lub coś "robi dla nas", znam te wszystkie teorie, ale używam tych określeń , bo to tak bardzo pasuje do nas. A potem ona albo idzie spać , bo ma dość,  albo ja widzę , że "dzisiaj nic  jej nie wykończy". To wtedy  kształtowanie, to ją kosztuje sporo wysiłku, / to ćwiczenie z klikerem, dla niewtajemniczonych/  albo przez 15 min. rzucam jej np. miśka i zbiera go z różnych trudnych  miejsc. W to też się głęboko angażuje, bo jeszcze go szuka. /to druga część jedzenia./  A czasem , jeśli mam coś ekstra jako nagrodę, mówię jej " schowaj się" i wciska się pod krzesło ,z całym poświęceniem, bo jest duża i się nie mieści nigdzie. Ale pod jeden rodzaj krzeseł, udaje się. Wtedy jest entuzjazm i super-nagroda. Nigdy nie robimy tego za  1 kulkę Royala. Ona bardzo lubi wszystkie ćwiczenia.  Ostatnio Leszek obraził się , że kupiłam psu kabanosa, a on dostał do pracy chleb z pasztetówką. Bez przesady, o niego też dbam.
No i jeszcze te czułości. Pamiętam , jak Alturka odsuwała się gdy chciałam ją pogłaskać, przytulić, / Boże , goldeny ZAWSZE / a teraz wymusza , wtyka łeb wszędzie , na mnie nie trzeba wymuszać, ale czasem podbija mi rękę gdy coś robię. Strasznie lubię, gdy tak cała opiera się o mnie, oczywiście zawsze mam brudne buty, bo co chwila staje na nich. I rozumie mnie w pół słowa, i chce zrobić to, czego oczekuję.
A na koniec idzie spać, i leciutko pochrapuje , sapie, i fuczy przez nos, a przede wszystkim mlaska i ciamka. To już jest rozbrajające kompletnie.
Wczoraj obie nie mogłyśmy spać, /strasznie  świecił księżyc/ więc w środku nocy  zjadłyśmy kawałek kurczaka z jutrzejszego obiadu i potem przyszła wylizać mi uszy. Myślę , że to oznaczało , że było dobre.
12:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 grudnia 2008
Trochę o snach
Super jest ta moja suka. Agatka przekonała  mnie , żeby chodzić z nią na halti / czyli na uzdowej/ bo ona tak zrobiła z Axą i skończyły się problemy. Też wcześniej ciągnęła jak dzika, nie da się tego znieść  na dłuższą metę, wiecznie miałam ręce powyrywane ze stawów. Długo się sprzeciwiałam, ale w końcu... I okazało się, że to jest rewelacja . Żadnej krzywdy nie robię psu, jeśli zaczyna ciągnąć , to po prostu robi mu się niewygodnie, nic nie boli, żadnych stresów. Stosuję to , gdy wychodzimy z domu i sunia jest podkręcona przed spacerem. Gdy wracamy, już jest luzem, idzie mi przy nodze z wyjątkiem drobnych skoków "w bok "czyli w uliczki pełne kotów . Zgadzam się na to. Po mieście już chodzimy sobie tak , jak zawsze śniło mi się po nocach.
W ogóle to sunia śni mi się ostatnio zawsze , jako nieodłączny element mojego życia. Początkowo, gdy do nas trafiła,  te sny , były pełne strachu, że gdzieś mi się gubi, ja w panice szukam, umieram ze  strachu o nią. Teraz już jest spokój, nie budzę się spocona i przerażona. Wprawdzie zawsze potem było to szczęście gdy rano stwierdzałam, że to nieprawda i mam ją przy sobie, ale to nie był żaden odpoczynek.
Jeszcze wcześniej , śniły mi się moje poprzednie psy, że na przykład wszystkie żyją i idziemy razem na spacer. Jest cudownie, są łąki, bawimy się, ale znowu mam problem, bo na przykład nie pamiętam , jak mają na imię. Dlaczego tak ?
W każdym razie już jest dobrze. Teraz to  są takie wypoczynkowe sny, miło jest się obudzić i jeszcze jakiś czas pamiętać. Ale jest tak tylko wtedy,  gdy mam spokojne życie, a nigdy, gdy są  jakieś konflikty, kłócę się z kimś , lub coś mi się nie układa.
Zdecydowanie jest mi potrzebny spokój dookoła.
19:34, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 10 grudnia 2008
Poranek.
  Taka piękna pogoda od rana. Sucho, słonecznie, w miarę ciepło. Byłyśmy z Altusią najpierw w ogródku, a potem wypuściłam ją w te zarośla za ogrodzeniem. Za każdym razem gdy tak robiłam, czekałam na nią w nieskończoność. Więc teraz pomyślałam sobie  - zanim ona sobie tam wszystko obwącha, ja pójdę do sklepu, i jak wrócę, spotkamy się w ogródku. Nie doceniłam suni. Spotkałyśmy się pod sklepem. Skąd wiedziała ? Sąsiadka mówi , że otworzyła sobie furtkę, i pobiegła jak burza. Musiała chyba wywąchać w którą stronę poszłam. Bo przecież jest kilka możliwości. Jaka była zadowolona  że mnie znalazła. A ja mimo wszystko byłam z niej dumna. Taki mój " Biały Kieł ".
12:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 grudnia 2008
Dwa dni-głównie tramwaje i autobusy
 Dwa dni pełne wrażeń. Wczoraj wyprawa  "do miasta" + wizyta u mojej Mamy. Miałyśmy kilometry w nogach, bo zamyśliłam się w autobusie i przejechałam przystanek a potem nie mogłam się połapać, gdzie jesteśmy. Ale w końcu dotarłyśmy, a Mama jak to Mama, nakarmi, ogrzeje, ugłaska. Powiedziała, że Alturka ma piękną główkę. Widziały się drugi raz w życiu a sunia się przytulała, ocierała o nogi... To ja 3 miesiące walczyłam o jakieś względy, a tu tak od razu. Żartuję, o Mamę nie jestem zazdrosna, cieszę się , że tak jest.
No a dzisiaj ostatni dyżur w N.Hucie. Odwiedziły mnie koleżanki z Brzeżnicy, czyli z kursu trenerskiego.  Kasia / to ta która od zawsze kocha Alturkę/ i Roma  która właśnie wróciła z Warszawy gdzie zdali z Maxem egzamin . Roma jest żywym przykładem że z KAŻDYM psem można zrobić wszystko. Max był ze schroniska, miał jakąś przeszłość, był nadpobudliwy, nie umiał " współgrać"z innymi psami.
Chciał , ale nie umiał. Włożyła bardzo dużo pracy, ale teraz jest szczęśliwa. Bardzo się cieszę. Należało im się. Nawet trochę żałuję , że nie zorganizowałam się z nimi, pewnie teraz zdałybyśmy z Alturką bez problemu, ale w końcu jeśli nie ma już Alteri, to po co mi to . Może Agatka kiedyś zorganizuje coś w Krakowie, to może spróbujemy.  Już chyba tylko dla własnej satysfakcji, bo właściwie nigdzie już tego nie wykorzystam.
20:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 grudnia 2008
Mikołaj
Od rana obchodzimy Mikołaja . Jakoś tak się zaczęło od czasu gdy dzieci były małe i dotąd trwa tradycja, i wszyscy bardzo to lubimy. ...to nie są wielkie prezenty, jakieś skarpetki, czapki, fajne majtki dla córci, książka o psach dla mnie. Plus owocki, słodycze, jakieś  kosmetyki, ale zawsze staramy sie trafić w gust i potrzeby. Czasem nie widujemy wcześniej  całe tygodnie a w ten dzień jest okazja żeby pogadać, wycałujemy się. I czasem wcześniej  - "co byś chciała dostać ?"
A ja potem,  - Skąd wiedzieliście ?  Fajne to jest , naprawdę , tak się bawimy.
No więc dzisiaj tak było od rana. A jeszcze prezentu naj pierw trzeba szukać, nie jest tak łatwo, dzieci znalazły szybko i męczyły się żeby otworzyć, a my z Leszkiem chodziliśmy po całym mieszkaniu, i nigdzie... W końcu powiedziałam dzieciom   --- "idziemy płakać " ale w tym momencie usłyszałam "jest!!!"  Bardzo było miło.
A od południa pogoda przez okno wyglądała tak zachęcająco... Uparłam się, że nie zrobię obiadu, dopóki nie pójdziemy na porządny spacer. Szantaż zadziałał, zaczęliśmy się zbierać, i wtedy przyszła Dorotka /to córcia / i powiedziała że właśnie wychodzą  z mężem nad Wisłę i chętnie Alturkę wezmą. Oczywiście od razu się zgodziłam, bo już się sprawdzili, ona lepiej się z nimi wybiega, a poza tym rokują na przyszłość, czyli np. gdy będzie ciężka zima i ja się dalej nie wybiorę, a oni na pewno.  Dałam wyposażenie  i poszli. Ale Dorotka na koniec powiedziała :  to wcale nie oznacza , że wy macie zostać przed telewizorem. MUSICIE  też pójść na spacer.  I my , jak dzieci, posłuchaliśmy, zebraliśmy się grzecznie i poszliśmy . Plan był dość ambitny, ale wiało tak strasznie, było jednak zimno, poza tym bez naszego psa, to jakoś wszystko było bez sensu. Jednak pies , to mocna motywacja. Wróciliśmy , po 15 minutach. Oczywiście dzieci się z nas obśmiały, ale trudno. W domu przynajmniej było ciepło.  A niewierny Altek po spacerze z nimi, władował się do ich mieszkania i musiałam mu iść przypomnieć że ja też istnieję.
Oczywiście szturchanie, mokra morda, podszczypywanie.
Uwielbiam gdy jest  wiernym psem, ale pamiętam mojego pierwszego psa, spaniela, jak było gdy złamałam nogę / na koniu/  i byłam w gipsie. Wtedy wszyscy moi znajomi, głównie ze studiów, codziennie brali go na długi spacer i nie miał krzywdy, Swoją drogą mogło tak być tylko dzięki temu , że był wychowany idealnie. / czujecie ,że się chwalę ? ale to była moja zasługa/
Super jest mieć fajnego, mądrego psa.
17:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 grudnia 2008
Znowu o nas
   Dziś znowu włóczyłyśmy się po mieście, bo u Agaty było zebranie szczątków Alteri czyli nas. Dziewczyny w sumie chcą coś robić, ale nie bardzo wiedzą co, może psy ze schroniska, może z hodowli ale na koszt właściciela a my szkolimy, nie wiem czy jakoś się dogadamy, bo każdy ma inną wizję.Dla mnie jest niesamowite ,że praktycznie nie ma  już Alteri . Taka prężna fundacja, z zapleczem, z prawnikami,  Dla mnie wspaniały był ten czas spędzony na kursach w Brzeżnicy , łącznie z kursem trenerskim, jeszcze raz się pochwalę że bardzo ciężki egzamin zdałam świetnie, to że z sunią nam nie wyszło to mnie wcale nie martwi, bo teraz jest najlepszą suką na świecie i robimy  wszystko razem. Takiego chciałam psa.Już kocham ten czarny pysk, a Agatka / to lnstuktorka/ utwierdza mnie przez to, że mówi że Alturka nie jest łatwym psem, i nie z każdym chce pracować. Czy można usłyszeć lepszy komplement ? A my sobie powolutku ćwiczymy ostatnio " schowaj się",  sens tego był taki ,żeby pod wózek inwalidzki, ale my to robimy z krzesłem. Robert, nie martw się, nie wykończęj jej też ją kocham.
00:13, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 grudnia 2008
O Magdzie
Od kilku dni nie daje mi to spokoju, muszę o tym napisać. Chodzi o wpis Magdy na temat zimy. Magda to dziewczyna na wózku, przemądra,z wielkim poczuciem humoru, z wielką miłością  życia , ma naszego psa z Alteri,  i od zawsze czytam jej bloga.
/
www.blondyniblondyna.blox.pl/ Czytam ją zawsze z podziwem bo dziewczyna jest tak pełna energii , humoru, i jakiejś siły, że to godne pozazdroszczenia . Porównałam sobie nasze wpisy. Pierwszy śnieg. Ja klnę, narzekam że zimno,mokro, ślisko... Odliczam dni do wiosny, nic mi się nie chce robić. A ona na swoim blogu , pisze -- jest pięknie . To mnie zwaliło z nóg.  Jak jednak można we wszystkim znależć coś pięknego. Ile ja się nanarzekałam, marudzę, a jakie w końcu mam powody? Ona napisała na ten sam temat a przecież  zupełnie inaczej.
Naprawdę podziwiam, i muszę zastanowić się nad sobą.
Pozdrowienia dla Madzi, jesteś niesamowita.
21:33, cymestymek
Link Komentarze (6) »
Myślenice
       Jednak zdecydowałyśmy się z Agatką na ten wyjazd do przedszkola w Myślenicach.  Tamtejsza dyrektorka bardzo nalegała, doszłyśmy do wniosku , że w końcu dojazd busem to nie taki problem,   do Brzeżnicy też ode mnie jechało się godzinami i było warto. Na początek oczarowałyśmy pana z busu, żeby wziął nas z dwoma dużymi psami, Udało się . Na miejscu wszyscy już czekali.  Miałyśmy  4 grupy - dwie maluchów i dwie starszaków, w międzyczasie panie zaproponowały nam obiad, w sumie dobrze, bo nie zdążyłyśmy zjeść rano i już traciłyśmy siły. To nie taka  lekka praca. Psy gdy są zmęczone po prostu kładą się na dywanie i zasypiają, My tak nie możemy. W każdym razie dzisiejszym hitem były znowu odpowiedzi na nasze pytania  na koniec.   Pytanie  - czego nie można robić pieskom ? Odpowiedż - "rzygać na nich "  no cóż....
I drugi numer , pytanie jakie  inne psy w kubraczkach pomagają ludziom ? Odpowiedż - "przeprowadzają  niewidzialnych"
 Czy to nie jest piękne ?
Wracałyśmy z kierowcą z formuły 1 , ewidentnie nienawidził korków. Co chwila było - hamulce, z powrotem i jakiś objazd, byle nie stać. Wytrzepało nas strasznie na bocznych drogach , ale rzeczywiście nie staliśmy. W końcu już dojeżdżaliśmy pod Jubilat gdzie chciałam wysiąść , ale nie, kierowca skręcił w Dietla i guzik. Ale wreszcie wylądowałyśmy pod Dworcem. No dobra, coraz bliżej domu.
Muszę jeszcze dodać , że Altek załapał, że jak dziecko mu rzuca coś i mówi podaj, to nie przynosi się tego do mnie jak było na początku, tylko daje się temu dzieciakowi, który wtedy bardzo się cieszy.
Niektóre dzieci mimo wszystko boją się psów do samego końca. Gdy nagrodą jest pogłaskanie Altury, to zwykle pamiętają jak tłumaczyłyśmy , w które miejsca lubią być głaskane , ale był chłopczyk, który ostrożnie podszedł i z daleka jednym palcem ostrożnie dotknął końca ogona Altury.
18:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »