www.alteri.pl
RSS
piątek, 18 grudnia 2009
piękna..

Alturka jest już dzisiaj po swoim fryzjerze. Te zdjęcia poniżej, są wcześniejsze, teraz wygląda inaczej. Mnie się bardzo podoba ale chyba tutaj publicznie nie pokażę aktualnego foto, bo się boję sympatyków rasy bouvier. Po prostu sunia chwilowo nie całkiem jest w typie rasy. Jest w moim typie.
Za to docenili ją koledzy z boiska - gonitwy w świeżym śniegu były super, a znajomi psiarze stwierdzili że wygląda bosko.

20:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 grudnia 2009
u fryzjera

W każdym zakładzie fryzjerskim, niezależnie czy  jest on większy czy całkiem malutki, panuje specyficzna atmosfera. Chodzi mi o ten klimacik, stworzony częściowo przez określone zapachy ale głównie przez babskie pogaduchy o wszystkim i o niczym.  Z założenia , wszystko tam emanuje ciepłem, zrozumieniem i życzliwością. W zależności od wewnętrznej potrzeby w danej chwili, można zwierzyć się ze wszystkiego - nieporozumienia w rodznie, w pracy, kłopoty z dziećmi, ze zdrowiem, z teściami, sąsiadami, zwierzętami domowymi. Wszystko, absolutnie wszystko , zostanie wysłuchane i zrozumiane.  Na każde zmartwienie jest tysiąc rozwiązań i rad, które niezwłocznie będą udzielone.
Jest jeszcze inna opcja. Nie włączać się w rozmowy, zachować neutralność i pozostać tylko słuchaczem, traktując wszystko co usłyszymy, jako ciekawe doświadczenie socjologiczne.
Właśnie dzisiaj wysiedziałam się w takim zakładzie i mimo woli byłam świadkiem najpierw rutynowych opinii w dziedzinie damsko-męskiej, a potem dowodzenia na ile złośliwy i wyrachowany potrafi być pies , gdy nie lubi swojego właściciela. Jakie podstępne i wyrafinowane kawały robi taki pies, jaki jest mściwy i pamiętliwy. Temat był wdzięczny, większość kolejki chętnie się włączyła, przykłady sypały się jak z rękawa. Wszyscy byli zgodni, pewni swojej racji, nikt nie kwestionował sprawdzonej opinii.
A na piątek, termin do swojej fryzjerki ma Alturka. To też wielkie przeżycia, chociaż innego rodzaju. Próbowaliśmy zalatwić podstrzyżyny we własnym zakresie, ale jakoś nam to nie wyszło najlepiej. Więc teraz weżmie się za to sprawdzony fachowiec. Lubię , gdy sunia tak porządnie wygląda - króciutko, równo, schludnie.

Natomiast gdy ja wychodzę do fryzjera, mam w domu przykazane żeby zmiany były jak najmniejsze. Zadnego kręcenia, mało skracać, nie zmieniać broń Boże koloru oczywiście, najlepiej żeby w ogóle nie było widać , że tam byłam.

17:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
odwyk

Od 4 dni nie palę papierosów. To najtrudniejsze, co ostatnio przeżywam. Oczywiście , zrozumieć może tylko ktoś, kto rzucał cokolwiek.
Chyba najtrudniej było podjąć decyzję i zacząć. Dojrzewałam do tego już jakiś czas, a potem starałam się bardzo - odwlec ten moment.
I rzeczywiście , jest strasznie. Okazuje się, że na tym obecnym etapie, teraz nic nie ma sensu. Po to jadło się obiad czy kolację, żeby po tym zapalić. Ze sklepu, spaceru, z miasta, wracało się do domu żeby odpocząć i ...zapalić.
I tak ze wszystkim. Nosi mnie , złości byle co. Wiem że to minie, w ogóle całą teorię mam w 1-ym palcu, tylko wytrzymać.
W dodatku , mam papierosy dla mojego psychicznego spokoju. To nie może być przymus, to musi być mój wybór.
Narazie jeszcze zazdroszczę tym co sobie palą , to takie fajne, ale już powoli zaczynam być z siebie dumna i jest kilka mocnych argumentów za tym stanem...
Poza tym bardzo doceniła mnie rodzinka /nudzili w tej sprawie już dawno/.
Wiem , że jeśli teraz się złamię, to już nigdy tak się nie zmobilizuję.

01:18, cymestymek
Link Komentarze (5) »
czwartek, 10 grudnia 2009
W laboratorium.

Z mojej eks-pracy dostaliśmy bony na Święta. Nie żeby to była jakaś oszałamiająca suma, ale i tak miło że pomyśleli o tych co już nie pracują, no i na ryby wystarczy.
Wybrałam się dzisiaj po odbiór. Dawno tam nie byłam, trochę się zmieniło i jak strasznie mi się tam nie podobało! Tak jakoś ciasno, zastawione korytarze, mnóstwo aparatury, wszyscy bardzo zajęci, praca na zmiany. Wszędzie kręcą się kierowcy którzy zwożą krew z prawie całej południowej Polski. Kombinat. Pacjentów w ogóle się nie widzi, są tylko numery.
Nie mówię , że za moich czasów w diagnostyce było mniej pracy, ale było jakoś inaczej. Bardzo lubiałam tę pracę, kontakt z pacjentami, teraz nie wytrzymałabym tam nawet jednego dnia.  Chwilkę porozmawiałam z koleżankami i...jak najdalej z tamtąd.

23:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 grudnia 2009
szaro

Dopadło nas - w sensie Kraków- leje, wieje, zimno...
A tyle nawojowałyśmy z Alturką ostatnio, jeżdżąc po całym mieście. To wspaniała kumpela. Wiem, że miasto ją męczy, ale to lepsze niż niespokojne czekanie w domu aż ktoś do niego wróci.Opanowałyśmy nawet wsiadanie do tak zapchanego autobusu, że ledwo drzwi się domykają. Ja zdecydowanie się wciskam, a ona nurkuje pomiędzy te wszystkie nogi. Te kilka przystanków - dajemy radę. Potem łazimy, załatwiamy, odwiedzamy... Jeśli tylko gdzieś to możliwe, spuszczam ją na chwilę - taki oddech, a jeśli nie , to wyszukuję kawałek trawy nie zakazanej dla psów i "sikaj". Uwielbiam to u niej.
Obie wracamy zmęczone i odpoczywanie też jest fajne.
Z ostatnich miłych przeżyć, to Mikołaj który u nas jest jednym z najważniejszych świąt w roku /to przecież kwestia umowy/. Pozmieniało się, tegoroczną gwiazdą był oczywiście Pawełek. Nie mogę się powstrzymać żeby nie dać tu aktualnego zdjęcia.
Alturka dostała wołowy ogon /podzielony ze względu na wielkość na 2 dni/ i jej zdziwiona mina była warta wszystko. A potem przez godzinę oblizywała się na każde wspomnienie.

A propos zdjęć - muszę dodać , że ten dzieciak absolutnie nie ma "parcia na szkło" i gdy tylko biorę aparat, natychmiast przestaje się uśmiechać. Szkoda, ale próbowaliśmy go zaskoczyć setki razy bez skutku. Zawsze był szybszy.

14:41, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

14:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »