www.alteri.pl
RSS
czwartek, 30 grudnia 2010
ogłoszenie i życzenia

W ostatnich dniach, za sprawą mojej córci, powiększyła nam się rodzina. Dołączył do nas Przemek,
ponad  trzykilowy  brunecik, który jest absolutnie cudowny.
Właśnie z ich powodu, nie mam teraz czasu na zaglądanie do internetu, ponieważ teraz codziennie wszyscy na zmianę biegamy do szpitala.

To czywiście z czasem wszystko się unormuje, ale trochę zajęć mi przybędzie, bo przecież gdy będzie potrzebna pomoc, nie będę się wykręcać.
Wszystko wskazuje na to,  że na Sylwestra  wyrzucą ich już do domu, chociaż to dopiero 4 dni po operacji.  Teraz takie zwyczaje.


A ponieważ to już końcówka roku, wszystkim których tu spotykam, życzę :



BARDZO SZCZĘŚLIWEGO  NOWEGO ROKU  -  2011 !!!

23:48, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 grudnia 2010
minęły Święta...

Można powiedzieć , że już "po". Jak co roku, wykończyło mnie to wszystko, chociaż ja naprawdę nie popadam w przesadę. Może mam za mało siły, bo plan "minimum", też mnie zmęczył. Był moment , że gdy myłam już naczynia po ostatnich gościach, Leszek stwierdził że lepiej zejść mi z oczu, bo można jak nic szmatą oberwać. Nie zaprzeczam, że byłam nieprzytomnie zmęczona, więc  warczałam i gryzłam.  Jednak  do wieczora odpoczęłam i ostatecznie  bardzo byłam zadowolona z efektu moich starań. Atmosfera Świąt i wigilii , była dla mnie zawsze najwspanialsza na świecie, w moim rodzinnym domu. Dopiero od niedawna  wszystko odbywa się u mnie,  ponieważ moja Mama jest już coraz słabsza. I bardzo się staram przenieść tutaj,  tamtą atmosferę.  Udaje mi się chyba ,bo wszyscy byli zadowoleni i było naprawdę miło i serdecznie. Chociaż jednak  /co było do przewidzenia/ teściowa okazała się  niezawodna - nie byłaby sobą, gdyby  bez fochów się  obeszło. Ale zawsze mogło być gorzej a ja, zawzięłam się , że nie dam sobie wszystkiego zepsuć.
Alturka była w te dni Psem Eleganckim. Nie narzucała się, nie przeszkadzała /prawie/  i nie czarowała  w kuchni, żeby coś spadło./prawie/.  Nie lubi takich zgromadzeń, to my już wiemy, więc raczej trzymała dystans. Za to dzisiaj wrócił mróz i śnieg i pomimo zimnego wiatru poszłyśmy na długi spacer w stronę azylu. A tam, zawsze celem głównym jest podjudzić całe towarzystwo siedzące za kratkami.  Więc i dzisiaj biedaki musiały patrzeć i zazdrościć, jak to na swobodzie biega sobie  szczęśliwy pies.
Cóż, loteria , jak i z naszym życiem.  Jeden wygrał dobre, drugi - nie.

17:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 grudnia 2010

#####################################################

 

 

 

 

18:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
MOŻE ZAMIAST ZDJĘCIA CHOINKI COŚ O PRZYJAŻNI ?

15:54, cymestymek
Link Komentarze (2) »

15:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
******************************************************

 


WSZYSTKIEGO  NAJLEPSZEGO Z OKAZJI ŚWIĄT  -------


ZDROWIA, SPOKOJU, RADOŚCI ODPOCZYNKU ORAZ CIEPŁEJ OBECNOŚCI NAJBLIŻSZYCH

wszystkim którzy tu zaglądają

a wszystkiego tego podwójnie, bo również na Imieniny,  dla     EWY z Olsztyna,

życzą  jak najserdeczniej :

ELA   i   ALTURKA

 

 

 


15:48, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 grudnia 2010

13:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »

13:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 grudnia 2010
zdarza się

Nie wszystkie przygody są fajne. Ostatnio na spacery z psem chodziliśmy "większą grupą".  Leszek, ja , sunia oraz córcia /bo ma zalecone dużo ruchu /.
Było przez to ciekawiej i weselej a w naszym pasterskim psie odezwały się chyba pierwotne instynkty. Nigdy wcześniej nie była z niej taka ważniara. Ona wyrażnie nas prowadziła i w dodatku poszczekiwała na boki, chwaliła się mijanym psom, że właśnie ona dzisiaj z Państwem.... Żartuję sobie , wiem że to nieprofesjonalna interpretacja,  ale właśnie tak to wyglądało.
W zasadzie wrogów na osiedlu nie mamy. Jest jedna dobermanka która z dwóch kilometrów pokazuje zęby,więc omijamy ją szerokim łukiem oraz owczarek niemiecki z ktorym relacje nie są całkiem jasne.  Było bowiem kilka faz w miarę dorastania tego psa. Jedną z nich była również agresja skierowana na Alturkę. To minęło, potem naszą sunię "podrywał". Następna była obustronna obojętność, a wczoraj zaatakował swojego zaprzyjażnionego goldena . Dzisiaj  napadł  na naszą Alturkę...Oboje byli na smyczach, sunia nawet zeszła mu z drogi, ale dopadl ją i chwycił zębami. Wszystko trwało moment, właściciel szybko przywołał go do porządku ale jednak nas nastraszył.  Sunia chwilę piszczała,  ale żadnych śladów po ugryzieniu nie było.  Też się wystraszyła, przecież ona jest tak pokojowo nastawiona do całego świata...Facetowi było bardzo głupio, nie spodziewał się tego ataku.  Sam jest zaniepokojony, co nagle odbija jego psu.. A Leszek czuje się obrażony i dotknięty do żywego. Oczywiście do mnie nagadał się najwięcej. Teraz chodzi i  myśli nad zemstą na sąsiedzie, a ja czytam sobie o agresji żeby ewentualnie dojść przyczyny /może po prostu boli go ząb  ?/. A Alturka najwyrażniej zapomniała o całej sprawie.

21:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 grudnia 2010
pies sąsiadki

Śnieg padał dzisiaj cały dzień. Gęsty i mokry. Najpierw pochodziłyśmy z Alturką po osiedlu - sprawdziła dokładnie , czy wszystkie koty siedzą w swoich domach , czy żaden nie zawieruszył się gdzieś na ulicy. Żaden ruch krzaka ani szmer pod stojącym smochodem  nie uszedł jej uwadze, wszystko zostało dokładnie sprawdzone. Kotów nie było. Jeszcze tylko zrobiłam zakupy i poszłyśmy na boisko. Odpięłam smycz i powiedziałam  "biegaj" ale Alturka zaczęła się zastanawiać , co zrobić z tą wolnością. Wszędzie śnieg po kolana - komu by się chciało przecierać nowe szlaki, udeptywać ścieżki.. Spojrzała na mnie pytająco. Dobra, chodżmy ścieżką , mówię .
I nagle pojawił się starszy pan z beagielką.  To nasz sympatyczny sąsiad, a Roxa należy do jego córki i jej rodziny. Sąsiad mówi o nich  -  "ONI".
Roxa  jest młodziutka i rwała się do zabawy. Alturka patrzyła na nią, jak cały czas na smyczy - dosłownie wychodzi z siebie. Następnie oglądnęła się za siebie:   nieodgarnięte, nieodśnieżone...Jeszcze chwila wahania....I zaczęła bawić się z Roxą. Polegało to na tym, że doskakiwała do suczki , szczekała z bliska  prosto jej w pysk i odbiegała zrobić kółko.  Mała najpierw nie była pewna, czy jest dobrze, ale po chwili domyśliła się że to taka zabawa i innej nie będzie.  Biegała więc na ile pozwalała jej długa smycz, szarpiąc sąsiada niemiłosiernie.
Dlaczego jej  pan nie spuści ? zapytałam i dowiedziałam się,  że ONI nie nauczyli jej przychodzić na wezwanie, więc pewnie więcej byśmy jej nie zobaczyli.
W głowie mi się nie mieści, jak można nie nauczyć psa chociaż kilku podstawowych komend, dla własnej wygody. Powiedziałam to panu i jeszcze,  że przecież psa ma się jakieś  kilkanaście lat, więc naprawdę warto. Całe życie trzymać  go na smyczy? Nigdy się porządnie nie pobawi ? Jakby na potwierdzenie moich słów, Altusia pobiegła w stronę wyjeżdżającego samochodu i weszła komuś do garażu, ale natychmiast wróciła gdy ją zawołałam. Sąsiad zamyślił się a potem zapytał : jak ją tego uczyć ?
Powiedziałam jak. Uznał, że to nie tak trudno i że skoro ONI nie mają czasu, to on spróbuje.  Bardzo dobrze.  Musi jeszcze wiedzieć , że ważna jest cierpliwość i konsekwencja ,  ale  jeśli tylko rzeczywiście zacznie, to jeszcze wiele rzeczy mu powiem.

00:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 grudnia 2010
zimowo

Moje dorosłe dziecko, którego charakterystyczną cechą jest pogląd, że szklanka jest do połowy pełna, oznajmiło dzisiaj , że do wiosny już tylko 3 m-ce. Bo to już grudzień,  wkrótce Święta więc zleci, a zaraz potem styczeń.. No, jeszcze tylko luty, a już od kwietnia z powrotem słoneczko i ciepło.   Mam wiele powodów żeby bardzo czekać  na wiosnę , więc całkowicie mi to odpowiada.
Natomiast buwiśka w tym roku wyjątkowo ceni sobie śniegowe szaleństwa. Nie oznacza to , że zniknęły jej wielkopańskie wymagania.  Nadal śnieg nie powinien być za głęboki, nadal przepycha się na odgarniętej ścieżce żeby biegać po udeptanym. Bardzo nie lubi gdy nieoczekiwanie zdarzy się po szyję wpaść w zaspę. Takie zdradzieckie  miejsce starannie omija póżniej przez kilka dni.  Ale tarza się zawzięcie,  łapie zębami, zjada niestety też. I całą sobą mówi, że jest super.

10:43, cymestymek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 grudnia 2010
Zimowe maniery

Mam nadzieję,  że to pora roku ma wpływ  na nieeleganckie maniery, a raczej brak manier, mojego psa.  Otóż owładnęła sunię żądza jedzenia w wielkich ilościach wszystkiego co możliwe. Wprawdzie z okazji zimy ma zwiększony przydział dzienny,  dodatkowe nielegalne obrywy przy obiedzie i kolacji nieznacznie wzrosły wskutek namolnego żebractwa  / nie wolno ulegać, wszystko wiem /.  Poza tym zakupiłam 20 kg. dobrego żarcia w worku, więc głód jej nie grozi, a jednak... Mam wrażenie , że myśli o jedzeniu na okrągło. Rozśmiesza mnie , gdy nosi się z jakimś garnkiem który pozwoliłam wylizać, i wciska go wszystkim po kolei  / = dokładkę poproszę !/.  Wpycha się gdy jemy, wzdycha ciężko, z trudem przychodzi jej poleżeć spokojnie w odległości. Cierpi wtedy bardzo, bo woli leżeć pod nogami i czarować , żeby coś spadło.
Oczywiście sami wzmacniamy jej te zachowania, przez to że nas rozczulają i pies nie czuje dezaprobaty. Ale nie dzieje się nic, co by nam przeszkadzało, więc problemu  nie ma.
Naturalnie, niezmiennie drugą sprawą która siedzi suni w głowie, są koty. Większość z nich zniknęła na początku zimy, siedzą gdzieś w cieple.  Ale jeden... Wczoraj gdy wracałam do domu, spotkałam Leszka z sunią.  Gdy ich zobaczyłam, była na smyczy, z głową wsadzoną za ogrodzenie sąsiada, napięta jak struna. Oczywiście kot. Śledziła każdy jego ruch w takim napięciu jakby świat dookoła nie istniał. Ja - nie zostałam zauważona w ogóle.  
Napięcie sięgnęło zenitu, gdy kot zamiast siedzieć już tam gdzie go nie mogła dosięgnąć, nagle myknął tuż przed nią na  osiedlową  uliczkę  i zaczął uciekać.
Sunia wyszła z siebie .  Rozpaczliwy skowyt że oto kot się oddala a ona jest bezsilna !... I wtedy Leszek puścił smycz. Nie dziwię się , ja pomyślałam o tym samym , to po prostu jej się należało...
Pościg nie trwał długo, ale był wart - wszystko. Suńka z ciągnącą się smyczą , 150 na starcie, z jakimś turbo-doładowaniem, wyglądała nieprawdopodobnie. Chyba nikt nie chciałby być jej celem w tym momencie. A kot - wiadomo. Najbliższe ogrodzenie, najgłębsze krzaki.
Wieczorem, śpiąc  w swoim własnym łóżku, goniła go nadal. Przebierała nogami, popiskiwała.  I dobrze, bo tak naprawdę chodzi właśnie o to , a nie żeby złapać.

17:03, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 grudnia 2010
Zaległe.

.

14:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

14:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
.

W jeden dzień pożegnałam się czule ze szczeniaczkami, a już w następny, miałam kilkugodzinny dyżur u Pawełka.
Zastanawiałam się , co jest bardziej męczące i tak naprawdę, to trudno powiedzieć. Z jednej strony to fizyczna praca : schylanie, dżwiganie, podnoszenie, w obu przypadkach. A najbardziej jednak męczy odpowiedzialność i obawa, żeby nic się nie stało. Dzieciak cały czas chodzi i kombinuje. Pomysłów ma coraz więcej, siły też . Daruję sobie przykłady, ale ze  3 razy zakręcił kaloryfer przechodząc obok, wyłączył głośniki od komputera i rozłożył robot kuchenny. Mówi do mnie po chińsku, ale wyrażnie intonuje i raz to są zdecydowanie pytania, a kiedy indziej kategorycznie coś oznajmia.
Dzisiaj już, po długiej przerwie, zostałam rano w domu. To miało być przyjemne, tymczasem rano okazało się do jakiego stopnia jest zapuszczone mieszkanie.  Rządził Leszek, a facet potrafi...
Co do Alturki, to nieustannie fascynuje mnie fakt, absolutnego braku zainteresowania osobami które do nas przychodzą. Listonosz, kurier, pan od gazu, śmieci , wodociągów. Czasem znajomi, jakaś sąsiadka, nasze dzieci i mnóstwo ich przyjaciół.... Wszyscy oni dla suni nie istnieją. Wszystkie inne psy, jakie znam, reagowały już na dzwonek, szczekaniem lub przynajmniej zainteresowaniem, następnie pędzą na dół zobaczyć i powąchać, przyprowadzić na górę, asystować jeśli coś jedzą lub chcą psa chwalić i głaskać. Wszystkie , tylko nie Alturka.  Ona ani drgnie, leży nadal w swoim łóżku lub tam gdzie się aktualnie znajduje. Czasem wręcz wychodzi do drugiego pokoju. Wiem, że najchętniej zamknęłaby za sobą drzwi. Niepojęte.  Pewnie wynika to z jej wcześniejszego trybu życia, zachowania nie biorą się znikąd, ale jednak zawsze mnie to zadziwia.

11:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »