www.alteri.pl
RSS
sobota, 31 grudnia 2011

Dzisiaj Sylwestra.

Wprawdzie nie mam zamiaru ruszać się z domu,  ale i tak mam swoje plany żeby fajnie spędzić czas.

A tak refleksyjnie, to doszłam do wniosku,  że obecnie mam wszystko,   co  chciałam mieć.     Tak  więc jeśli mogę sobie czegoś życzyć  od  Nowym Roku,  to jedynie  tego, żeby niczego  mi nie odebrał. Niech mi pozwoli mieć nadal to, co mam. 

 

A dla wszystkich zaprzyjażnionych z nami, życzenia :

DOBREGO , SPOKOJNEGO  ROKU 2012.

19:01, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 grudnia 2011

16:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »

Pogoda nie była zachęcająca, własciwie padało gdy wychodziliśmy z domu. Ale przecież trzeba się ruszyć, nawet pies tak uważa.
I warto było - nad Wisłą pustki.  Jedynie jakiś petsitter z trzema rodwailerami na smyczach , w kagańcach.  I z chęcią mordu w oczach, gdy wyrywały się w naszym kierunku.  Widać było , że facet modli się, żebyśmy nie zbliżyli się za bardzo , bo mu ręce powyrywają. Już i tak szarpały go na wszystkie strony.
Wzięłam Altka na smycz /i tak miał ich w nosie/  i  minęliśmy się bezkolizyjnie.
A potem jeszcze mały czarny pudelek, którego pan złożył nam noworoczne życzenia w trakcie mijania, jak psiarz-psiarzowi. Zrobiło się miło.
 A na końcu szlaku znajduje się knajpka przyjazna psom, więc wstąpiliśmy tam się napić , co kto chce.
Siedział tam już jeden ogar oraz west white , więc było całkiem swojsko.
Na koniec zakupy, autobus i własna łączka na zakończenie wycieczki.

16:18, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2011
końca nie widać

Święta się skończyły, a u nas dalej imprezowo.
Wszystko dlatego, że połowa rodziny urodziła się w grudniu i styczniu.  Druga połowa, do której ja się zaliczam, pochodzi z maja lub czerwca i w tym okresie też  "się dzieje". Przez resztę roku zasadniczo mamy spokój.
Dzisiaj swoje święto, pierwszy w życiu ukończony rok,  miał Najmłodszy W Rodzinie, zwany potocznie Przemkiem.
Alturka też spróbowała znależć sposób, aby to wszystko przetrwać . Zauważyłam , że wypróbowuje 2 techniki. Albo  - trzymać się z daleka, gdy nawet namawiam ją żeby przeczekała wszystko w swoim pokoju.  Wtedy jednak ciekawość ją zżera ,   albo ...  można też pojawić  się w samym centrum, być głaskanym i oglądanym, gdyż taka jest cena obrywów ze stołu. Zakaz dokarmiania zwierząt jest wprawdzie zupełnie jednoznaczny, jednak przecież zdarza się czasem, że coś stamtąd spada. Kto cierpliwie czeka, ten wie.

21:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

21:54, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 grudnia 2011
najgorsze za mną

I kto to powiedział, że święta są po to żeby odpocząć ?
Tyle co się narobiłam przez te 2 dni, to naprawdę, nawet  na konia  byłoby  za dużo.
A przecież moi goście, to sami swoi,  najbliżsi,   a  wszystko co zrobiłam to nic nadzwyczajnego.   I  nie dało się inaczej , a to i tak był plan minimum, bez żadnych szaleństw.
Ważne że gdy w końcu przyszli,  było naprawdę miło, serdecznie i  wszyscy postarali się o dobrą atmosferę.
Dobrze poza tym, że miałam na tyle rozumu, żeby nie planować nic, ale to NIC , na drugi dzień Świąt. Już to jedno  tornado,  w postaci dzieci naszych dzieci, na trochę nam wystarczy.
Teraz mam zamiar przez jakiś czas w ogóle nic  nie robić, natomiast bedę czekać kiedy  zaczną się spełniać te wszystkie życzenia które mi złożono.
Tyle ich było , od tylu życzliwych osób, że niechby chociaż tylko połowa się spełniła, to   ho ho !

23:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 grudnia 2011

10:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 grudnia 2011
W Ośrodku, przed świąteczną przerwą

Zaczęło się fatalnie. Chciałam żeby aż do wieczornego wypadu do Ośrodka, dzień był spokojny a pies - zrelaksowany.   Ale co z tego , że tak chciałam.
Na spacerze Altura nażarła się świństw,  które ludzie wyrzucają poza dom, zamiast do śmieci, z niezrozumiałych dla mnie powodów.
 Odkąd wrociłyśmy do domu, wymiotowała 4 razy.
Nie panikowałam , bo u psa to nie oznacza tego samego co u człowieka.
Doszłam jednak do wniosku, że najlepiej będzie jeśli  przegłodzi się  do wieczora,  a  w czasie zajęć sobie nadrobi. 
 Od tej pory cały czas czułam na sobie wzrok psicy.  Wlepione we mnie dwa paciorki,   spod skróconej przed dzisiejszą kąpielą grzywki.
Z bardzo wyrażnym napisem : "gdzie jest mój obiad ?!"
Wiedziałam że ciężko będzie to przetrwać, bo ona pilnuje pór żarcia jak mało kto. Jakby znała się na zegarku.
Jednak jakoś w końcu dotrwałyśmy. Zajęcia poszły dobrze.  Tunele - jeszcze nie tym razem, były  za to różne inne zabawy. Dzieciaki bardzo aktywne, chętne do współpracy. Przez godzinę robiliśmy przeróżne rzeczy, a na koniec psy miały pozbierać z podłogi kocyki. Wszystkie wzięły się do roboty, oprócz Alturki.
Bardzo dobrze wiedziała o co chodzi, nigdy dotąd nie było problemu z podawaniem rzeczy, ale teraz okazało się,   że  kocyk - nie,    i już. 
I natychmiast , zamiast tego, zaczęła zbierać klapki które jeden z chłopaczków zostawił pod ścianą.  Zaniosła mu jeden a potem drugi, podrzucając i gubiąc po drodze.
Dzieciaki  pękały ze śmiechu.

11:49, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
przed świętami

Jeszcze nie mogę skupić się całkowicie na świętach, bo ciągle coś odciąga mnie od tematu.
Najpierw w domu małe trzęsienie ziemi,  w postaci wizyty wszystkich moich dzieci /to w niedzielę/  a we wtorek czeka nas jeszcze z Alturką  ostatni przed przerwą wypad fundacyjny do dzieciaków z Ośrodka.
Są nowe pomysły : koleżanki kombinują dwa tunele i zrobimy wyścigi - jeden tunel dla dzieci, drugi dla piesków.
Te dzieci są sprawne fizycznie więc powinno się udać, a na "leczenie psychiki" taka zabawa na pewno dobrze zrobi,
Nie wiem, czy Alturka wie, co robi się z tunelem.  Nie znałam jej w dziecińswie, nie wiem czy ktoś jej to pokazał.
Ale pamiętam jak ja uczyłam szczeniaki PON-ów  kiedyś, więc mam pomysł jak się za  to zabrać,    w razie  gdyby  ona sama nie wymyśliła.

12:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2011
dobry pomysł

Wiele razy zaglądając do różnych blogów, trafiałam na coś praktycznego co mogłam wykorzystać i  zastosować w jakiejś sytuacji.
Ostatnio na przykład , przeczytałam o tym,  jak można rozstrzygnąć kwestię świątecznych prezentów w większych rodzinach.
Uznałam że problem  dotyczy mnie jak najbardziej, bo odkąd wszyscy mają swoje połówki *   a także przybyły dzieci, zrobiło się nas bardzo dużo.
System każdy -każdemu  zaczyna nas przerastać.
Tak więc doczytałam się , że niektórzy , mając również z tym problem, wprowadzają  losowanie.  Tak jak kiedyś robilismy to w szkole : na każdego wypada wtedy jedna osoba do obdarowania.  Na pewno  łatwiej wtedy skupić się na tym prezencie i wybrać coś sensownego.

 

* obecna psychologia odradza używanie takiego określenia, ponieważ sugeruje ono , że każda z nich,   nie jest kompletną osobowością.

14:55, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 grudnia 2011
znowu piątek

Dzisiaj od rana takie słońce , że już nie mam argumentu aby wykręcić się z mycia okien. Nie da się dłużej udawać że jeszcze czas. Altek ewakuował się natychmiast, jak tylko "wyczuł pismo nosem ".
Dotąd  starałam się tę pogodę wykorzystać i jak najwięcej  chodzić z psem, bo z pewnością to już niedługo. Kiedyś  w końcu zasypie nas śnieg, będzie zimno i ślisko.
Tak więc wczoraj poszłyśmy nad Wisłę.
Alturka biegała sobie po pustej, rozległej przestrzeni kiedy nagle usłyszałam głośny gwizd. Najpierw nie mogłam go zlokalizować. Do wału Wisły było jeszcze daleko , jednak zauważyłam stojącego tam na górze wielkiego malamuta.
Stał nieruchomo, patrzył w kierunku buwiśki i wyglądał zupełnie jak z "Tańczącego z wilkami".
Alturka też go zauważyła.  Ruszyła w jego stronę,  więc i on zaczął do niej biec.
Wtedy ten ostry gwizd usłyszeliśmy znowu. To gwizdał własciciel alaskana, który w międzyczasie ukazał się na szczycie wału.  Pies obejrzał się , ale nie zareagował.
Ja również zawołałałam Alturkę. Mnie poszło dużo lepiej : raz zawołałam, sunia stanęła /była daleko / , oglądnęła się a wtedy na nią machnęłam i od razu zaczęła wracać.
To nie był wielki sukces, bo domyślam się, że jej wcale nie chciało się biec do tego psa. To tylko przypadkowo tak wyszło.
A tamci jeszcze chwilę się dogadywali : kolejne dwa gwizdki i dopiero "wilk" ociągając się wrócił do pana.
I kto to kiedyś narzekał na Alturkę ? Że nieposłuszna ? że nie od razu wraca na wezwanie ? Nic podobnego.

A z tym myciem okien, to dałam się wypuścić. Jest zimno, wilgotno, wieje lodowaty wiatr.  Pewnie znowu to odchoruję,  ale jak już zaczęłam to przecież muszę skończyć.

15:01, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2011
sąsiad przyjechał

Ostatnia rozmowa z sąsiadem najpierw mnie rozśmieszyła, a potem zastanowiła.
To wesoły facet, który pracuje za granicą a do rodziny przyjechał na Święta.
Jednocześnie to człowiek , dla którego szeroko rozumiane dobra materialne, nie są bez znaczenia.
Dawno go nie widziałam, więc zaczęliśmy rozmawiać gdy akurat wracałam z Alturką do domu. Zagadnął mnie o pracę.
Powiedziałam że zawodowo już nie, co nie oznacza że siedzę w domu.
Po prostu pracuję,  ale nie zarabiam.
Najpierw nie uwierzył: jak to ?!
Wytłumaczyłam , na czym polega nasz wolontariat.
Powiedział:  eeeee, no dajże spokój....
Spróbowałam coś o satysfakcji,  ale przepaść w myśleniu pogłębiała się między nami z każdą chwilą.
Na koniec jeszcze pokręcił głową i usłyszałam :  nieee, no musisz znależć sobie coś normalnego !
No to pogadaliśmy.

15:40, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 grudnia 2011

23:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
I komu ja to mówię...

Powiedziałam Alturce ostatnio, że bardzo lubię kiedy jest psem spokojnym i przewidywalnym.
 Tak do końca, to gwarancji na taki stan na dłużej,  nie ma.
 Przerost inteligencji i kreatywności owczarków, daje się czasem właścicielom we znaki.
Fantastycznie jest mieć mądrego psa,  ale wtedy trzeba też być przygotowanym na niespodzianki.
Alturce również zdarzały się "samowolki". Zależy mi na niej, więc za każdym razem sporo nerwów mnie one kosztują , bo zwykle wiążą się z zagrożeniem większym lub mniejszym.
Toteż nie raz  jej nagadałam, że się doigra.
A nawet straszyłam, że kupię sobie małego pieska, który bedzie wierny i wpatrzony we mnie. I nie będzie oddalał się bardziej , niż na 1,5 metra.
A nie żeby hulał  w promieniu pół kilometra.  Może sobie być bez charakteru, przynajmniej mnie niczym nie zaskoczy.
Ale sunia nic sobie z mojego gderania nie robi. Wie swoje i  nie ma żadnych powodów do kompleksów. Nie tylko ja ją znam na wylot, ale i ona mnie. I wie doskonale, że najmniejszego zagrożenia nie ma, ani żadnych powodów do obaw.
A już na pewno nie zagraża jej nawet 10 małych piesków.


22:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2011
Impreza

Najtrudniej było jak zwykle, zwlec Alturę z łóżka. Niby nie tak wcześnie , bo ok. 9 tej, ale jednak. W dodatku śniadanie było malutkie, aby póżniej mieć motywację do pracy.
Wybraliśmy się w dwa samochody. Nie bez powodu, bo ten którym miała jechać Alturka i husky, mógł się rozlecieć w kazdej chwili, jak zapowiedziała jego właścicielka. Tak więc od początku trochę adrenaliny, oraz niepewność - dojedziemy czy nie. No i stąd ta asekuracja. Prezeska z drugiego samochodu nie spuszczała nas z oka ani na chwilę.  Ale jechało się świetnie i  droga minęła bez zakłóceń.
A w Ośrodku, czekali już na nas w drzwiach. Impreza na ponad 100 osób : podopieczni Hospicjum i ich rodziny, zastawione stoły, wysokie podium do występowania. Zrobiłyśmy szybką próbę na tej estradzie a potem czekałyśmy w garderobie. Wśród aniołów i elfów, z Mikołajem i jeszcze jakimiś śnieżynkami i kwiatuszkami. Średnia ich wieku to jakieś 10 - 13 lat. Panowała trema i nerwy. Dzieciaki powtarzały sobie teksty, my podpinałyśmy psom szelki i worki z prezentami. Na sygnał,  dzieci wezwały Mikołaja, psy wciągnęły worki z prezentami i się zaczęło.
Na estradzie zrobiłyśmy mały pokaz : wszystkie psy razem a następnie kazdy z osobna co tam umie i chce pokazać.
Tu pojawiło się małe utrudnienie : wypucowana na lśniąco podłoga była bardzo śliska, psom rozjeżdżały się łapy. Ale jakoś poszło. Jedna z koleżanek z mikrofonem podłożyła komentarz a brawa były za każdym razem.
Następnie zeszłyśmy z podium i psy oraz te wszystkie anioły - zaczęły rozdawać prezenty. Nie było w tym ścisłego planu działania, po prostu wszyscy się uwijali więc poszło szybko.
Alturka przeniosła dość daleko kilka paczek ale w końcu jej się znudziło.
Może dlatego, że zupełnie ją rozproszył cukierek który nieoczekiwanie pojawił się na podłodze.
Wypadł z którejś paczki /pewnie zahaczonej psim zębem / i leżał , w dodatku była to galaretka w czekoladzie. Alturka kilka razy pociągnęła  mnie w jego stronę.  Potem usiłowała mi pokazac , że on dalej tam leży !
Chyba jednak czasem jestem beznadziejna, bo nie doszłyśmy do porozumienia w tej sprawie.  / za to za chwilę dostała w rekompensacie piernika /
Po występie, nie czekałyśmy już do końca imprezy lecz pożegnałyśmy się z organizatorkami gdy wszyscy śpiewali kolędy. Na parkingu jednak dogoniła nas pani kierowniczka : "przecież jeszcze są pierogi !  musicie zjeść !"
Nie było szans się wykręcić. I dobrze, bo takich pierogów w życiu nie jadłam ! Do tego jeszcze na wynos, oraz po pudełku ciastek dla każdej z nas.
To już były wyrażne korzyści materialne.
Psiskom należało się rekreacyjne bieganie przed  jazdą z powrotem.  Ale mój łobuz nie potrafi normalnie pobiegać z psami w kółko.
Od razu dała nura w dół skarpy, przeskoczyla wąwóz i znalazła się na terenie najbliższego gospodarstwa  /tam powinien być jakiś kot, lub chociaż kura../
Aż mi było za nią wstyd : to jest szkolony pies ?
No cóż,  to nie tylko pies, to oprócz tego bouvier.


19:15, cymestymek
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 grudnia 2011
Fantazja

Dzisiejsza bezczelność mojej suki była niewiarygodna.
Poszłam z nią na solidny spacer , pomimo absolutnie nie sprzyjającej pogody, bo przecież żadne poświęcenie nie jest zbyt duże,  gdy chodzi o Alturkę.
Po drodze najpierw natknęłyśmy się na kupę kolorowych piór pochodzacych z bażanta. Być może tego samego, którego sunia trochę pogoniła ostatnio. Jednak z morderstwem nie mamy nic wspólnego , chociaż te szczątki znalazły się w okolicy naszego szlaku.
No a dalej, buwiśka wytarzała się w starych zakurzonych trawach i na chwilę stanęła w głębokiej zadumie. Znam tę psicę na wylot i tę minę.  Wiem , że rozważała czy wrócić do mnie, czy jeszcze pobiec pod górę, w stronę lasku.
Postanowiłam zadecydować za nią i sięgnęłam po gwizdek. Każdy  uczony pies wie, że z gwizdkiem się nie dyskutuje.  Reakcja ma być natychmiastowa.
 I  Alturka  zareagowała natychmiast .
Tak jakby - otrząsnęła się z zadumy, zdecydowała, i.....pobiegła do lasu !!!
To było przekroczenie wszelkich granic przyzwoitości. Aż mnie zatkało .
Nie było jej jakiś czas, a w dodatku ja musiałam wtedy ochłonąć, żeby psa miło przywitać, gdy wróci jakby nigdy nic.  Bo taka własnie ukazała mi się po chwili: roześmiana, radosna, pędząca do mnie ile sił w nogach.
Gdzie tam jakieś wyrzuty sumienia !

18:59, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011
Umundurowani

Chwalę się dzisiaj na prawo i lewo, więc muszę i tutaj.
Odebrałam dziś wreszcie służbowe kubraczki dla fundacyjnych psów.
Wzorem i formą był kubraczek alterowski, jednak  wszystkie szczegóły opracowane zostały już na potrzeby nowej sytuacji.
Nachodziłam się za tym wszystkim, kupę czasu i nerwów mnie kosztowało, ale zależało mi.
 Może dlatego, że w Alteri wszystkie te zewnętrzne oznakowania i akcesoria od początku istniały. Uważałam więc że to i ładne i potrzebne.
Efekt końcowy tutaj był nie do przewidzenia do samego końca, jednak wyszło dobrze.
Psy są więc już ubrane, a  my mamy dostać oznakowane T-shirty.
Teraz będziemy elegancką, rozpoznawalną  grupą o jasno określonych zadaniach .
A już w sobotę wyjazd do Hospicjum w Myślenicach.

16:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

16:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

16:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 grudnia 2011
Znowu był apel.....

Dotarł do mnie ostatnio rozesłany mailem apel-prośba  o przygarnięcie suczki owczarka niemieckiego.
Jest już psem wiekowym, uosobieniem łagodności i spokoju. Nie wiem co ją spotkało, dlaczego nie może dożyć spokojnie tam gdzie była, ale przecież bywa różnie. W dodatku, dołączone było poruszające zdjęcie : te piękne smutne oczy, szlachetny wyraz pyska...Owczarki niemieckie są takie piękne.
Nie mogę jej pomóc. Jest tysiąc powodów za "nie".  Spokojnie mogę się usprawiedliwić i mam mocne argumenty a i tak za każdym razem gdy spotykam jakiś psi niezasłużony dramat, jest mi strasznie smutno.
Z taką częstotliwością trafiam na podobne apele, że miałabym tych psów już 150.
 Pomijając wszystko inne, starszy pies wymaga mądrej opieki. Więcej czasu, pomocy weterynaryjnej. To również koszty.
Miałam niedawno próbkę , gdy trzeba było pomóc Alturce. Ona też będzie coraz starsza i już się tego bardzo boję.
Jedyne czym można się pocieszyć, to chyba tylko to, że jednak dużo mówi się teraz o potrzebach i ogłasza się, że są. Dotyczą spraw przeróżnych - czasem psich, a jeszcze częściej ludzkich. Jest tyle potrzeb !  I te wszystke dzieci ,,,, Ale każdy apel w sprawie, jest pierwszym krokiem do szansy.  Bo na pewno najgorsze jest  zamknięcie problemu w czterech ścianach.

20:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 grudnia 2011
Dylematy wolontariuszy

Nie wystarczą dobre chęci. Ośrodek poza Krakowem do którego mieliśmy dojeżdżać, bardzo mocno zabiegał o współpracę z nami. My również byłyśmy otwarte na porozumienie.
 Jednak ciągle istniejący mit na temat dogoterapii jest w ludziach tak mocno zakorzeniony, że czasem nie sposób się dogadać.
Tysiąc razy mówiłyśmy o naszej zasadzie chronienia  pracującego psa. O szanowaniu jego potrzeb i uwzględnianiu  możliwości. Nie ma mowy żebyśmy zgodziły się na jakieś leżenie na psie, nahalne dotykanie go , czy traktowanie jak zabawkę. A spotkałyśmy się z takimi metodami.
Np.  sytuacja,  kiedy pies rozpaczliwie daje sygnały o swoim dyskomforcie, a terapeuta nadal forsuje ćwiczenia. Widziałyśmy na własne oczy, a przecież to graniczy ze znęcaniem się .
Jak  można nie znać swojego psa, nie rozumieć go i zmuszać do pracy gdy on wyraznie protestuje.  Już pomijam,  że w takiej sytuacji powstaje zagrożenie rownież dla pacjenta.
Wszystko to naprawdę się zdarza i spotkałyśmy się z tym.
W Ośrodku o którym mówię , panie były szalenie miłe, a jednak nie umiały tego zrozumieć.  Przygotowały nam grupę dzieci ze zbyt głębokimi upośledzeniami. Takimi,  które nie pozwolą im zrozumieć,  jak ma wyglądać kontakt ze zwierzęciem.  Oraz jak  współpracować z nami i brać udział w zabawie.
Celem dla tych pacjentów miało być : doświadczenie absolutnej akceptacji,  a następnie zmotywowanie do ruchu, pomimo ograniczeń. Dlatego musimy nawiązać porozumienie, bez tego  nie da się nic zrobić.
Jeśli uzyskanie efektu jest nierealne, nie mamy po co tam jeżdzić.
Pewnie skupimy się wobec tego na tym drugim  ośrodku, tym dla osób które doświadczyły przemocy.

15:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Okoliczności przyrody

Kalejdoskop pogodowy od rana. Nawet pasowałoby powiedzieć : w marcu jak w garncu.  Albo kwiecień - plecień.
Psi spacer  zaliczyliśmy  - pomiędzy tym wszystkim , co się działo.
A to co udało nam się  przy okazji zobaczyć, było niewiarygodnie piękne.
Na niebieskim niebie nagle pojawiło się wszystko naraz: czarna chmura, rażące słońce, rzęsisty deszcz oraz jedna wyrażna tęcza i zaraz obok druga !
Coś pięknego ! Takiej okazji nigdy w życiu nie przegapiłaby moja Ewa z Olsztyna,  która robi takie zdjęcia  /wszystkiego /, że dech zapiera.
Ale ja ?......nawet komórki nie miałam.
A gdy wrociliśmy już do domu, rozpadało się na dobre.

15:53, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 grudnia 2011
/Nie/ czekając na zimę

Dzisiaj na odmianę, spacer z buwikiem urozmaicił bażant.
 Duży, kolorowy,  ciężko poderwał się z ziemi tuż przed nosem psa. Chyba do końca liczył na to, że jest niewidzialny.
Altek wysilił się na krótki pościg, ale po minie widać było, że to nie to.
Najładniejszy  bażant nie zastąpi kota . Przenigdy.
       A dzisiaj jeszcze rodzinne mikołajki dla naszych maluchów.  Aż się sobie dziwię, że chciało mi się wczoraj cały wieczór, razem z córcią, pakować te wszystkie drobiazgi w kolorowe papierki i wstążeczki.  Powstało mnóstwo malutkich paczuszek.  Wszystko  po to, żeby maluchom   utrudnić  i żeby chociaż trochę czasu zajęło  im  dostanie się do środka każdej z nich.

14:51, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 grudnia 2011
znowu pracujemy

W ostatnim czasie, przez kilka miesięcy, Alturka wiodła spokojne,  beztroskie życie psa rodzinnego.
Żadnych obowiązków, żadnej pracy,  no, najwyżej dla utrwalenia, trzeba było podać coś co spadnie. Albo kółeczko, albo szczeknąć, lub piątka żeby na coś zarobić i tyle. Lajcik. Nawet krzesła odpowiedniego nie ma w domu żeby powtórzyć wczołgiwanie się pod,  bo z taboretem nie ma szans, nie te czasy.
A tu teraz zapowiada się dosyć aktywny okres. W związku z mikołajkami, mamy zaproszenia w kilka miejsc.
 Mamy tam porozdawać prezenty i wykonać popisy.
Wobec tego rozpoczęłyśmy  ostre powtórki.  Po kolei wszystko co umiemy + drobne modyfikacje , żeby roznoszenie i "wręczanie" wyszło jak należy.
Moje obawy rozwiały się natychmiast jak tylko zaczęłyśmy działać.
Trzeba było wyrażnie zaznaczyć że oto zaczynamy "tryb pracy" i sunia zaskoczyła natychmiast.
Nadal ma ten entuzjazm , który mają psy pracujące.
To że rozleniwiła się trochę przez przymusową przerwę,  jest niezauważalne.
Odpoczęła, pamięta wszystko i chętnie dodaje coś nowego : wpatrzona we mnie żeby zrozumieć co to wymyśliłam, współpracuje nam się doskonale. Nawet w rupieciarni odgrzebałam odpowiednie krzesło ,  bo numer z nim,  jest tego wart.
Mamy parę dni żeby wszystko dobrze wyćwiczyć ,  w trudniejszych warunkach wykonywać trzeba  będzie odruchowo.
Przez tę przerwę, powrót do pracy stał się nawet atrakcją.

14:12, cymestymek
Link Komentarze (4) »