www.alteri.pl
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Kto się bawi , a kto nie...

16:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Alturka czuła pismo nosem od samego rana: będą strzelać!!
Jeszcze nikt, nic nie słyszał, a ona już wiedziała. Nawet na spacerze, nie mogła myśleć o niczym innym: strzelają!
Nie odkleiła się ode mnie ani na moment. Żadne wrony, żadne zapachy, nie wiem czy nawet kot by ją ruszył.
Nie zmuszałam do niczego. Znam te jej strachy i bardzo mi jej żal, chociaż oczywiście nie mogę jej tego okazać. Rozkleiła by się zupełnie.  W ten dzień przede wszystkim nie można zostawić jej samej ani na chwilę. Trzeba pozwolić wcisnąć się pod nogi, pod ławę, gdzie tylko chce i okazać że nic nadzwyczajnego się nie dzieje.

A mój 2 letni wnuczek, który ostatnio prowadzi hulaszczy tryb życia,  poszedł na Sylwestra. Z kuzynem, z dwoma dziewczynami i kumplami z sąsiedztwa.
Słyszałam, że po takich szaleństwach, nie może póżniej zasnąć prawie do rana...

A przy okazji - za kilka godzin kończy się ten rok, więc -

               dla wszystkich

             DOBREGO  ROKU  2013  !!!!

 


16:52, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 grudnia 2012
W skrócie

Migawki z dzisiejszego dnia:
W południe spacer z Alturką i Przemkiem, trasa zaplanowana pod kątem swobody i przestrzeni dla obojga, ale też bezpieczeństwa. (Alturka na linii krzaków).
Po południu:
Przemek ma gości:
Są dziewczyny, ale jednak tandem Przemek-Paweł jest nie do przebicia.


20:38, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 grudnia 2012
Odmienieni

Pojechałam  dzisiaj przedłużyć kartę MPK. Najbliższy  automat   na który liczyłam był zepsuty, musiałam więc wybrać  się dalej.
Ostatecznie wszystko załatwiłam, wsiadam do tramwaju powrotnego,  a tam od razu: "proszę bileciki do kontroli". To się nazywa mieć szczęście! Jakby czekali aż będę mieć kartę w porządku żeby mnie sprawdzić.
A jakiś chłopaczek z tyłu za mną, tyle szczęścia nie miał.
Capnęli go, spisali, chociaż nawet dosyć  spokojnie się to odbyło.
Jednak to, co nastąpiło póżniej, przeszło wszelkie oczekiwania.
Wiadomo, kanar- też człowiek, trudno, taką ma pracę. Gorzej że zwykle są chamscy, wredni, w najlepszym razie gburowaci. Ale nie ci!!!
Ten....    On się do tego spisanego chłopaka przysiadł, żeby go pocieszyć!!!
Słyszałam jak do niego mówił:
- Niech się pan nie martwi! doniesie pan legitymację do 7 dni i anulują!
- Tak??....
- Tak! Nooo...jakieś manipulacyjne trzeba zapłacić, przykro mi, to już ode mnie nie zależy...
- Mam w domu legitymację...
- Zdarza się! Ludzie tacy zagonieni, każdemu się mogło przytrafić.
- ......
- Życzymy panu Szczęśliwego Nowego Roku! Od kontrolerów!


20:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
minęło...

Jestem po uszy zakopana w sprawach rodzinnych. Na razie fundacja na bok, inne sprawy też. Były Święta, teraz kolej na urodziny Przemka (dopadło mnie pieczenie, chociaż przecież  nie umiem), a zaraz potem bale sylwestrowe niestety już nie moje, tylko znowu Małych. Ja pójdę robić zdjęcia.
Kumulacja.

Do tego lekarze mojej Mamy, którzy na razie nie odbierają telefonów, ale po Nowym Roku trzeba już wziąć się za to całą parą, bo wyniki ostatnio są złe. Sprawdzamy co jest przyczyną i modlimy się żeby nie to, co pierwsze przychodzi nam do głowy.
Jeszcze tylko te zaplanowane imprezki i trzeba będzie również definitywnie skończyć z jedzeniem (chyba w ogóle). Mam przekroczone wszelkie limity, a zwłaszcza na słodkie. Człowiek cały rok się jakoś pilnuje, a potem tak łatwo to zaprzepaścić.
Pokażę tu jedno z ostatnich  zdjęć, bo mam wrażenie że wyrażnie na nim widać że robi się ze mnie taka klasyczna kura.  Pilnować, ochraniać, zabezpieczać, nakarmić....Czy mi się zdaje, czy to właśnie widać w moim wzroku?

 

17:52, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 26 grudnia 2012
Magda robi niespodzianki

Na 2 dni przed Wigilią, myślałam że nic mnie już nie zaskoczy. A jednak!
Alturka dostała kartkę świąteczną!  Jak się okazało od kolegów z Tychów, Igora i Egona. Życzenia były trafione w 10 tkę, chłopcy wiedzą co ważne w życiu psa.
Było o smakołykach, spacerach, no i...kotach!
Ja także zostałam obdarowana. Mam swoją osobną kartkę z Mikołajem i z życzeniami, ale także...dostałam piękną szopkę, wykonaną osobiście przez Tatę Magdy. Nie myślałam, że jest takim artystą!
W szopce jest wszystko co powinno być: krówka, owieczka, osiołek. Dla naszych maluchów które akurat opanowują te pojęcia, świetny materiał na lekcję poglądową. Byli zafascynowani, a szopka przez całe Święta była dostępna do oglądania, na honorowym miejscu pod choinką.
Bardzo sobie cenię to wyróżnienie. Trochę chyba na wyrost, bo przecież jest mnóstwo osób które są bliżej Magdy i łatwiej jest im pomagać. A co ja mogę?

No, chyba żeby ktoś zmierzył te naprawdę duże ilości dobrej energii czy inaczej ciepłych myśli które jej wysyłam. Ona wie, że ja  naprawdę życzę im jak najlepiej i zamartwiam się ich problemami. A przy okazji - Ajki aktualnie czuje się dużo lepiej i to jest wspaniała wiadomość. Wprawdzie jeżdżą z nim aż do Myślenic bo teraz tam jest leczony, ale jeśli nie na darmo walczą, to najważniejsze!

A na zdjęciu widać jak było w tym roku pod naszą choinką. Nawet nie utykałam pustych miejsc, bo ich nie było. Do szopki został jeszcze wklejony mały czarny pies (bo jakże może w takim miejscu psa zabraknąć) a Leszek przeprowadził elektryfikację stajenki, czyli dociągnął do środka choinkowe światełko.


20:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 grudnia 2012
Święta, święta...

16:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Zakończyłam znienawidzony etap porządków. Lubię mieć  posprzątane, ale nie znoszę tego wszystkiego co się z tym wiąże.
Święta uznaję i lubię od chwili,  gdy ubrałam choinkę i zaczynam coś tam pichcić w kuchni.
No więc - doczekałam się wreszcie tego momentu.
I teraz już powoli, mogę zacząć składać życzenia wszystkim którym złożyć mam zamiar. A więc i tutaj,    dla  wszystkich którzy tu zaglądają:

Zdrowych, przyjemnych,   pogodnych w duszy i za oknem, spokojnych Świąt,
odpoczynku i wielu serdecznych chwil z bliskimi,   słońca i udanych spacerów

życzą Ela & Alturka

 


16:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 grudnia 2012
ciągle jeszcze "przed"

Co chwilę ktoś gdzieś ogłasza, że jest już gotowy do Świąt i składa nam wszystkim życzenia. Zazdroszczę,  bo ja jeszcze głęboko w lesie.
Miałam się tym nie przejmować i nawet starałam się żeby tak było, ale co zrobić jeśli ja dopiero wtedy się nie przejmuję , kiedy chociaż widać jakiś koniec.
Na dodatek znikąd żadnego zrozumienia, wręcz odwrotnie: domownicy nawet mnie przezywają: "Perfekcyjna Pani Domu" (wiedzą że jej nienawidzę) i uważają , że na wszystko jest jeszcze MNÓSTWO CZASU.

21:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 grudnia 2012
warto było

Nieoczekiwanie na koniec dnia, spotkała mnie duża przyjemność. Zanim wyłączyłam komputer, zaglądnęłam jeszcze na pocztę, a tam...
List od Pani z biblioteki, tej, gdzie niedawno byłyśmy na zajęciach, z Alturką i Charliem.
Już wcześniej nam dziękowano, dostałyśmy oficjalne dyplomy i bez wątpienia  byłyśmy docenione.
Ale teraz list miał bardziej prywatny charakter. Pani złożyła nam świąteczne życzenia, bardzo miło wspominała naszą wizytę, rozczulająco wyrażała się o naszych psich mądralach. Takie pochwały to miód na serce właściciela czworonoga, to działa zawsze. A Pani powiedziała, że gdy ma gorszy dzień, to żeby poprawić sobie nastrój, zagląda  do zdjęć które wtedy zrobiliśmy w bibliotece. I zawsze to działa, ponieważ uwielbia kudłatą mordkę Alturki i Charliego jak leży "na żabę".
Czy może być lepsza nagroda za i tak już przyjemną pracę?! Oczywiście przekazałam wszystko także Ani i Patrycji które wtedy ze mną były, niech też im będzie przyjemnie. Dla takich chwil warto w fundacji pracować.
Mamy ogromną satysfakcję!

23:41, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 grudnia 2012
przy karmniku

Jeszcze nie było porządnego mrozu, a pierwsza słonina dla sikorek  już zjedzona.
Poszłam wymienić ją na następną i Alturka wybrała się ze mną. Bardzo była zaangażowana w proces wymiany starego kawałka na nowy. Zwłaszcza nie mogła odżałować tego brudnego , niedojedzonego ogryzka, który nagle zniknął z haczyka a jakoś nie było widać żeby ktoś go zjadł. W ogóle nie chciała wracać.
Naciągała się też w stronę nasion z witaminami które ptaszkom powiesił Leszek, ale wszystko na złość psu, wisiało jakoś za wysoko.
Za to moje  ręce,  jeszcze jakiś czas pachniały  karmnikowymi atrakcjami. W takich razach buwisia nagle staje się Psem Najwierniejszym. Staje mi na nodze, przykleja się, trąca, ociera głową jak koń i wkłada mi mokry nos do ucha (!) jeśli tylko dosięgnie.
 Bardzo  to jest miłe, chociaż  wszystko  na nic, bo i tak nie dostanie ani nasionek , ani słoniny.

17:06, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 grudnia 2012
pływające

Nasz ulubiony bulwar nad Wisłą, jest cały rozkopany. Być może na wiosnę wszystko będzie pięknie odnowione, na razie jest błoto, glina i hałdy ziemi. Jednak alejki zostały jakby specjalnie zostawione, ponieważ paniusia Alturka mokrej i brudnej  trawy nie lubi.
Poza tym było szaro jak to w czasie odwilży, więc zamiast się rozglądać, lepiej było od razu sprawdzić co się dzieje na wodzie.
A działo się, bo ptaków było mnóstwo. Najwięcej mew,  które pływały, latały nad powierzchnią lub siedziały na brzegu.
Było tez kilka stadek kaczek-krzyżówek, spokojnie,  płynnie,  patrolujących brzeg i bardzo wyczulonych na każdy ruch. Widocznie ludzie dokarmiają, bo nawet przechodzący z psem są obserwowani: rzucą -  nie rzucą?
Jedno z takich kaczych stadek, dosyć długo trzymało się blisko nas.
Były tam szare, niepozorne samiczki, oraz piękne kolorowe samce.
I było jeszcze coś, co za wszelką cenę chciało podłączyć się do stada.
Płynęło na końcu, było czarne z jasnym dzióbkiem, wielkością  - połowa kaczki.
Niepozorne, gładkie z małą głową. W dodatku nie płynęło tak posuwiście, leciutko jak reszta.
To coś, wyglądało jakby pod wodą pedałowało na rowerze...
Żaden ze znanych mi ptaków nie pasował do tego co widziałam. Jedyne co miałam na myśli patrząc na niego, było:  BRZYDKIE KACZĄTKO.


17:30, cymestymek
Link Komentarze (3) »
piątek, 14 grudnia 2012

17:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Już drugi dzień siedzę w domu z anginą, czuję się okropnie i na nic nie mam siły ani ochoty.
To oczywiście nie oznacza że nic nie robię, bo tak się nie da, ale wszystko w zwolnionym tempie i z dużym wysiłkiem.
Alturka uważa , że dobrze się składa, bo w takim razie możemy się pobawić, więc ma tu dla mnie  szereg propozycji, ale nawet na to, trudno mi się zdobyć. Gdy człowiek  chory, to jakoś nic go nie cieszy.
A tu w telewizji opowiadają, jak to jednak nie wszyscy uwierzyli, że kolejny koniec świata jest odwołany. Są tacy, (wprawdzie jak zwykle w USA)  którzy budują cały system zabezpieczeń i bunkrów, żeby przetrwać. Z zapasem wody, tlenu i żywności. Co za głupota! pomijając wszystkie inne aspekty, to  nie ma dla człowieka nic gorszego, niż zostać samemu,  jeśli wokół niczego już nie będzie. Ocalenie własnego życia, nie w każdej sytuacji jest największą korzyścią. 
Każdy jednak ma prawo myśleć jak chce, również absurdalnie i również  tak krótkowzrocznie. Ja tam gdyby już, wolałabym nie przetrwać. 

17:23, cymestymek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 grudnia 2012
z młodszą koleżanką

12:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Jedna z naszych tras spacerowych, taka średniodystansowa, przewiduje powrót do domu od tyłu, przez ogródek, po wcześniejszym zaliczeniu szerokiego pasa krzaków i łąki.

Do biegania ten teren jest świetny, ale ma jedną wadę: ludzie wyrzucają tam resztki jedzenia , niby dla ptaków i bezdomnych psów. Wobec tego Moja, pierwsza bezdomna, ciągnie jak w dym w te miejsca za każdym razem. Jeśli jestem w miarę blisko, udaje mi się ją odwołać. Jeśli dalej, zżera wszystko co tam znajdzie: nadgniłe marchewki, przemrożone jabłka, stary wyschnięty chleb...Żenada i dziadostwo. Cóż - nikt nie wyrzuca np. kilograma mięsa na kotlety.
Tak więc niechętnie, ale stosujemy na tym odcinku jedyny skuteczny środek - kaganiec. Buwiczek nie specjalnie na niego narzeka, mus to mus.
A  ostatnio spotkaliśmy w tym miejscu znajomą labradorkę, Ibrę.

Jest młoda i szalona ale przesympatyczna.
Tym razem, gdy ją zauważyłam, stała napięta jak struna, zwrócona w stronę Altury, która wcale nie zamierzała zwracać na nią uwagi. Po chwili scenka nieco się  zmieniła: Ibra leżała przyczajona w śniegu  a   Altura w pozycji wycofanej, szczeknęła kilka razy porządkowo, tak na "odczep się".  Jednak Ibra wystartowała i pomimo zjeżonego grzbietu, zrobiła kilka wariackich kółek dookoła buwierki. Trudno było nie dać się wciągnąć. Tak niby się opędzając, Altura też nieżle pobiegała.
Całą tę scenkę oglądaliśmy spokojnie z panem labradorki. Nie znam go, początkowo myślałam że  może obawia się ich spotkania i spróbowałam buwiśkę odwołać.  I tu - totalna porażka na całej linii. Nawet na mnie nie spojrzała!
Ostatecznie po kilku kółkach, moja suńka definitywnie odwróciła się na pięcie i pomaszerowała do swojej bramki od ogrodu.
Wyjaśniłam panu że to oznacza "teraz idę na obiad" i nie ma z tym dyskusji.

12:36, cymestymek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 grudnia 2012
z wyprzedzeniem

Zaliczyliśmy już  (w tym roku sporo przed czasem),  jeden z elementów związanych ze Świętami - rozdawanie prezentów.                  

Stwierdziliśmy przy okazji, że nasz tegoroczny system,  ma same dobre strony. Było łatwiej, bo najpierw losowanie. a potem już  każdy skupił się tylko na jednym prezencie.  Mamy to za sobą i można teraz zająć się innymi rzeczami.
A poza tym każde spotkanie z naszymi dzieciakami i ich maluchami , jest dla nas przyjemnością.  No i równocześnie trzęsieniem ziemi.
Duet naszych najmłodszych ma coraz większe możliwości.   Różnica roku, a młodszy jest  tak niesamowicie wpatrzony w tego trochę starszego, że razem są naprawdę śmieszni. We wszystkim go naśladuje , bezkrytycznie słucha i pewnie zrobiłby  absolutnie  wszystko co mu każe.   Podejrzewam że taki układ będzie trwał przez dobrych parę lat, lepiej się do tego przyzwyczaić.

 


23:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 grudnia 2012
zima w pełni

Dużo śniegu, mrozik -8, słoneczko.  Dzisiaj Alturce chciało się wszystko!

Biegi, skoki przez huśtawkę, polowanie na wrony. A może to po to, żeby łapy nie przymarzły?!

 

15:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 grudnia 2012
Powrót głodomora.

Odkąd trochę się ochłodziło (bo nawet mrozu jeszcze nie ma), Altura znowu zgrywa zagłodzonego psa. Snuje się po domu i wyszukuje gdzie ktoś próbuje coś zjeść w tajemnicy. Jeśli już nakryje, przychodzi do mnie siada i jęczy.
I wtedy rozmowa jest taka:
-  ja: co chcesz, nic tu nie mam do jedzenia...
-  ona: ale Pan coś je, w drugim pokoju!
-  ja:  no i co z tego, niech je...
- ona: powiedz mu , niech da kawałek...
-  ja: no coś ty!
-  ona: POWIEDZ MU!

I na tym etapie zwykle okazuje się, że Pan wszystko przewidział i niewielkie oprocentowanie zostało na talerzu. Taki malutki podatek od obiadu, który następnie jest uroczyście niesiony z pokoju do kuchni, z psem przyklejonym do nogi tak absolutnie, że nawet można po drodze wydłużyć trasę lub robić zwroty.
Taki jest rytuał i może tak być wg. mnie, zamiast dokarmiania przy stole.

16:35, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 03 grudnia 2012
śnieg

Taki prawdziwy biały śnieg, napadał dopiero dzisiaj.  A właściwie, był już wszędzie rano.

Alturka tak jakby zapomniała jak to się po nim biega ( za zimny? za mokry?), coś jej nie pasowało. Dopiero kiedy napuściłam ją na dwie wrony spacerujące dość daleko, wykorzystała to jako pretekst.  Puściła się do nich pędem, a potem już poszło...   Wróciła całkiem zadowolona.

16:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
nastrój świąteczny

Jeszcze porządki nie zrobione. a już zaczął się etap poszukiwania prezentów.
U nas w tym roku zero chaosu, wszystko zaplanowane, niespodzianki pod kontrolą.
Nie żeby wszystko było wiadomo, ale bałaganu nie ma.  Porozdajemy sobie wszystko wcześniej, już na Mikołaja, bo potem  w takim składzie już się nie spotkamy. Rodzina jest coraz większa, więc trochę się porozjeżdżamy.
Ja w wolnej chwili zrobiłam karteczki do przyczepienia, w celu podpisania, co komu. Pokażę jak wyszły, nawet tym razem córka nie mówiła że wszystko jakieś podobne do psa...Ale ze względu na temat, chyba  nie było takiego ryzyka.

 


09:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
oszczędzanie


Zmieniłam ostatnio poglądy na temat oszczędzania. Całe życie mówiono nam, że trzeba oszczędzać na wszystkim: wyłączać światło, zakręcać wodę, kupować taniej. Mam to tak wpojone, że po prostu nie umiem inaczej. Nawet mnie to nie męczy.
Ale ostatnio zdałam sobie sprawę jakie to jest bezsensowne. Wcale przez takie postępowanie nie stałam się bogatsza - przez tyle lat! Jeśli przez nieustanne myślenie o tym że: "to kosztuje więc wyłącz, zamknij, zakręć" - uda się zaoszczędzić no ile ?  10 zł? 20?  To i tak nie zmienia to znacząco naszej sytuacji materialnej.  A daje poczucie takiego nękania, nieustannego  dziadowania i biedy. Zdecydowanie.
Ziarnko do ziarnka, to będą zawsze dwa ziarnka, nic więcej.

Oszczędzać trzeba na rzeczach dużych. Wtedy to nie dzieje się cały czas i na każdym kroku , więc tak nie męczy  a równocześnie zauważalne w budżecie.

09:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 grudnia 2012

Kolejkowe, czyli U specjalisty, czyli O kontaktach międzyludzkich.


Dość szybko zleciało 1/2 roku i oto już nastał dzień, wyznaczony na wizytę u lekarza - specjalisty.
Kolejka była nieprawdopodobna.
Wszyscy mieli dosyć, każdy po 3 godzinach czekania, był na granicy wytrzymałości. Posuwało się strasznie powoli.
I w takim właśnie, pewnie najgorszym z możliwych momencie, doprowadzony do ostateczności pacjent z samego końca kolejki - przemówił do ogółu.
Był to bez wątpienia akt desperacji.
Zwracając się do wszystkich w kolejce, BARDZO GRZECZNIE POPROSIŁ żeby go  przepuścić, ponieważ ma pilne spotkanie w firmie, umowa, ludzie itd.  Nie przewidział że tak długo tu zejdzie. Wygląda na to, że nie zdąży, zawali poważną sprawę...  BARDZO PROSI.
Trzeba było słyszeć ten wrzask, jaki się podniósł:
 Cooo ?! Przepuścić?! Wszyscy się spieszą, też mają spotkania!!! Też mają firmy!!!
Jak śmie w ogóle pytać?!
Nawet MOWY NIE MA!!
Ładunek negatywnych emocji był niewyobrażalny. Nie do uwierzenia ile jadu i nienawiści może w jednej chwili wylać się z kilku osób!
Tu nie było miejsca na dalszą dyskusję.
Mężczyzna usiadł i nie powiedział już więcej ani słowa.
A skoro tak, to najgłośniejsze babsko które miało być po nim, demonstracyjnie podeszło pod gabinet, żeby wejść wcześniej.
I już więcej nikt się nie odzywał. Ostatecznie pacjenci , to chorzy ludzie!
Tutaj nikt nie ma zdrowia i siły na awantury...


Jak to się mówiło?  Homo homini lupus est?
Przecież wilki tak się nie zachowują.

11:07, cymestymek
Link Komentarze (2) »