www.alteri.pl
RSS
niedziela, 29 marca 2009
Jeszcze 2 słowa o Dinarku.

 Co roku fascynuje mnie zimowanie naszego żółwia. W listopadzie zanosi się go do piwnicy, oczywiście po stosownych przygotowaniach, a w okolicy marca, wraca do mieszkania. I co roku przeżywam niepewność i obawę, czy przeżył i czy wszystko z nim w porządku. Tym razem też tak było. Chciałam go dobrze zreaktywować a gdy wróci do formy /co musi potrwać w przypadku żółwia/ oddać nowej właścicielce. Jest już częściowo spakowany, łącznie z pojemnikiem podróżnym , instrukcją obsługi żółwia, workiem suchych liści, sianem, miseczkami i odżywką, a póki co ma przygotowane nowe miejsce, żeby poczekać na wyjazd.
Teraz jeszcze bierze kąpiel w naszej wannie a w międzyczasie odpoczywa na wyspie z pokrywki od wiaderka.
Trochę mi teraz żal go oddawać, ale to jednak słuszne rozwiązanie. Pamiętam że miał wielkość połowy mojej dłoni gdy do nas trafił, teraz jest 2,5 raza większy.
Czyli żle mu nie było.

 Alturka żółwia zaakceptowała. Przedstawiłam ich sobie spokojnie, wytłumaczyłam psu że nie wolno małemu nic zrobić, pozwoliłam go obwąchać gdy był u mnie na rękach i teraz już przestał ją interesować.

12:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 marca 2009
Zimne wiosny początki
 Wreszcie ładna pogoda, sucho, ciepło. Należał się suni porządny spacer.
Jednak szybciutko okazało się, że najpiękniej jednak wygląda wszystko przez okno. Silny,zimny porywisty wiatr psuje całą przyjemność. Może Alturce nawet nie, ale mnie - zdecydowanie. Głowę chciało urwać. Altuś zaliczył swoje trasy, a na koniec zwiał mi w krzaki za domami, gdzie jak już wiem z doświadczenia buszuje zawsze ok. pół godziny. Nawet zlekceważyła gwizdek.
Co było robić - rozsiadłam się na ławce dla kbiców i czekałam. Miałyśmy iść sobie daleko, ale razem, a tak ? Zosia-samosia wykorzystała limit czasowy i gdy wróciła, poszłyśmy już do domu. Tak pięknie trzymała się nogi, że przeszła mi cała złość za tę jej samowolkę.
A w domu przeczytałam wiadomość od Agatki, że prawdopodobnie wznowimy działalność w przedszkolach. Bardzo dobrze, lubiałyśmy z Alturką te akcje. Pora popracować.
19:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 marca 2009
Dinarek

 Dinarek to nasz żółw lądowy którego Tomek /to syn/ kilka lat temu przemycił z Tunezji. Ponieważ całe życie Tomka składa się z  "przypadków" więc ten jego wyjazd też był dziwny. Wyglądało to tak , że zadzwonił do mnie do pracy i usłyszałam : mogę jechać do  Afryki, jeśli się spakuję w ciągu godziny.
Okazało się, że w ostatniej chwili ktoś zrezygnował, Tomek jechałby z wujkiem swojego dobrego kumpla gdzie znam rodzinę, koszty będę mogła spłacać w ratach.
Myślałam nad tym ok. 4 min. i powiedziałam "jedż, to moż być przygoda życia"
No i pojechał, przygoda była, a wymiernym skutkiem był malutki żółwik, przemycony gdzieś w plecaku.
No i mieliśmy go kilka lat. Miałam żółwie już wcześniej, więc wiedziałam jak o niego zadbać. Teraz Tomek, w związku z tą swoją nową rodziną /malutkie dzieci/ ogłosił że chce oddać go w tzw. "dobre ręce"
Sprawą miała się zająć Dorotka - to jego siostra, i okazało się, że gdy ogłosiła  gdzieś tam w internecie , to największe poruszenie wywołało to , że Dinarek nie ma kawałka tylnej nogi . Pewnie "coś" tam mu odgryzło gdzieś na pustyni, ale interpretacja internautów była taka, że żółw-kaleka , więc chcemy się go pozbyć.  Coś jak stary pies do drzewa w lesie. W każdym razie zainreresowanie było spore.
 To rys historyczny, Teraz Tomek rzeczywiście chce oddać żołwika w tzw. " dobre ręce" ze względu na swoje dzieciaki. Fakt , że mały nigdy nie miał kwarantanny,ja miałam satysfakcję w zoo gdy pojechaliśmy tam kiedyś i specjalista od gadów powiedział że jest świetnie utrzymany, tyle , że to nie Dinarek, a Dinarka. No cóż , wstyd mi.
W castingu wybraliśmy kandydata na nowego właściciela, teraz ja muszę napisać instrukcję obsługi żółwia i jeszcze odkopać go z piwnicy , bo aktualnie zimuje.
Tak. A teraz idę umyć głowę Alturce, bo dzisiaj wytarzała się w krecie.

16:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Krok do przodu
 Znowu sporo przeżyć ostatnio. Nadszedł dłuuuuugo oczekiwany dzień - obrona pracy mgr. Tomka. Facet już dawno skończył studia, a na tej pracy jakoś utknął i ani rusz. Ja byłam załamana. Jak można tyle lat studiować, włożyć tyle pracy i na koniec odpuścić. A teraz wszystko naraz - dziewczyna, małe dziecko, wyprowadzka z domu. I myślę że ta nowa sytuacja dodała mu skrzydeł , poprzez motywację.
W każdym razie zapytałam go , czy chce żebyśmy mu kibicowali na uczelni, bo różnie to bywa / ja nie chciałam/ ale  powiedział że obowiązkowo. Z Dorotką też tak było - wszyscy jej najbliżsi mieli stać pod drzwiami dziekanatu.
Wybieraliśmy się więc , tymczasem 2 dni przed, wiadomość - pogrzeb w rodzinie i jak w życiu, dokładnie w tym samym czasie. Nie wiem dlaczego tak jest że jak nic się nie dzieje, to tygodniami, a potem wszystko naraz. Jak z programem telewizyjnym.
W każdym razie musieliśmy się podzielić : ja na pogrzeb, a Leszek i Dorotka na Politechnikę.
Wymyśliłam , że na koniec spotkamy się u Tomka w domu żeby go wyściskać i żeby wszystko opowiedział. U niego dlatego , że Ania  i tak nie mogła ruszyć się z domu.
W efekcie ja u Ani byłam najwcześniej. Odratowała mnie po tym pogrzebie , bo wymarzłam, przegadałyśmy 2 godziny. Wreszcie ekipa z obrony się zjawiła. Ania przez domofon powiedziała :" wpuszczam tylko magistrów" , weszli wszyscy.
Nie muszę dodawać jak było fajnie. Leszek- ojciec, który /to między nami / nigdy nie wierzył że Tomek skończy technikum - kupił mu kwiaty, przyniósł ciastka, Dorotka robiła zdjęcia, było przesympatycznie.
Życie rodzinne to wiele pracy, zawodów , rozczarowań , obaw i smutków, ale są też takie chwile.
15:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 marca 2009
Odcięci
Cały długi tydzień nie mieliśmy internetu. Nawet nie myślałam, że aż tak jestem do niego przyzwyczajona. To nawet nie była awaria, tylko jakaś zmiana kodu przez operatora sieci i musiało potrwać /w dodatku wchodziła  sobota i niedziela/.
Teraz już wreszcie się dorwałam.
20:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 marca 2009
Jak to z nami jest
 Wiele razy tłumaczono nam na kursie trenerskim, że w odniesieniu do zwierząt, a zwłaszcza psów , nie należy antropomorfizować. Wszyscy mamy do tego tendencje. Do przeróżnych sytuacji idealnie pasuje nam, a to że pies jest zazdrosny, a to że podsłuchuje, czasem nawet bywa złośliwy lub wyrachowany. Wydaje nam się , że w jakiś sposób zwierzak staje się nam bliższy, jeśli kombinuje i czuje tak jak my. Ja też mam takie skłonności. Było mnóstwo sytuacji , w których pies najwyrażniej okazywał nasze ludzkie emocje lub reakcje, a trzeba było to nazwać np. "kontrolą zasobów" lub "lękiem separacyjnym". Jest pewne, że żadnego z długoletnich posiadaczy psów, którzy nie znają tych teorii, nigdy się nie przekona. Oni wiedzą swoje.
Swoją drogą , bardzo byłoby ciekawe chociaż przez jeden dzień móc podglądnąć myśli naszego pupila . Może bylibyśmy rozczarowani widząc że w jego rozumie nie ma miłości do nas, a tylko potrzeba własnego  bezpieczeństwa, że wszelkie zabiegi typu przymilanie się, podlizywanie, miny i sztuczki - to sposoby na załatwienie z nami zaspokojenia swoich potrzeb.
Ostatecznie cele są zbieżne. Pies dostaje to, czego chciał, my możemy się poprzytulać lub pobawić, mając w głębi duszy cichutką nadzieję , że może teoretycy chociaż troszkę się mylą. W końcu nieważne jak nazwiemy relacje które między nami zachodzą. Grunt , że razem jest nam dobrze, a w końcu zawsze gdy nikt nie słyszy, możemy przecież powiedzieć psu na uszko : "i tak wiem , że mnie kochasz".
11:41, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 marca 2009
Przegląd wydarzeń
 Ostatnio sporo się dzieje w naszym życiu towarzyskim, rodzinnym i rodzinno-towarzyskim.
Altusia uczestniczy we wszystkim. Błota już trochę opadły /wyschły/ więc wszędzie ją zabieram. To już nie te czasy że mnie wyczarpie na smyczy i w mieście zero kontaktu. Wprawdzie jeszcze  przeżywa duży ruch i tłum ludzi, jest jakby w innym świecie, ale dobrze to znosi. Nadal przypominam jej w miarę często jak się jeżdzi środkami MPK i jak samochodem, jak się idzie w tłumie np. ul. Karmelicką, lub przez Rynek. Nadal wzbudza życzliwe zainteresowanie, ja cierpliwie tłumaczę że to nie sznaucer a ostatnio nawet , że NIE PUDEL / !!! /. Jeśli następnym razem ktoś zapyta czy to pekińczyk, to już też się nie zdziwię. Zdażyła nam się również sytuacja która nas obie zaskoczyła i przerosła. Bardzo zdecydowanie podeszła do nas jakaś kobieta, oświadczyła  że ona  zna się na psach i bardzo je lubi, poczym nachyliła się nad Alturką, pogłaskała i poklepała /!/ po głowie, wytarmosiła za uszy i potrząsnęła jedną i drugą przednią łapą. Ja zdrętwiałam. W takiej sytuacji, KAŻDY  pies odgryzłby jej rękę, nos, lub skoczył do gardła. I miałby rację. Ale Alturka była w szoku podobnie jak ja, wszystko odbyło się bardzo szybko, poza tym przez lata uczono ją , że wytrzymać trzeba wszystko. Po minucie kobiety już nie było. Byłam wściekła na siebie że mnie tak zamurowało, chyba nigdy albo rzadko jestem gotowa na takie sytuacje,jeśli mnie aż tak zaskakują. Sunia robiła wrażenie że też nie wie  co to było, ale ochłonęła szybciej.
Ogólnie , Alturka raczej lubi mocne wrażenia, bo na osiedlu dalej ma fioła na punkcie kotów. Teraz wyjątkowo je widać , słychać i czuć, bo to marzec, więc sunia chodzi nakręcona maksymalnie. Czasem mi ucieka z taką determinacją , że na nic " dobre przywołanie " i nawet gwizdek. Potem wraca uśmiechnięta, mina pt. "załatwione", a w oczach pytanie "a co ty chciałaś?". 
Czasem i tak wszystkich atrakcji jest za mało i wtedy wieczorem - wciskanie klapków lub pilota , których nikt nie zamawiał, rozgląda się co jeszcze przynieść, potem stoi nade mną  i ziaje i na czole ma napisane "no wymyśl coś".  Więc zwykle wymyślam, a czasem po prostu chwila kształtowania / z klikerem/ i to jest w stanie ją zmęczyć . Zawsze.
17:12, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 marca 2009
Koniec tygodnia
 Niedziela, godzina 23.30, ostatni spacerek z Alturką. Zbliżamy się do boiska, a tam - kwiat młodzieży osiedla. Stoją sobie w kółeczku, a zgodnie z ruchem wskazówek zegara krąży butelka. Rozmawiają soczystą polszczyzną, bogatą w przerywniki z których większość zaczyna się na K lub S, czasem na P. Od razu można się zorientować, że każdy z nich to GOŚĆ, każdemu już pokazał i w ogóle świat ma u stóp.
Spojrzeli na nas z lekką obawą gdy odpinałam  ze smyczy sunię, która jednak budzi respekt, ale ostatecznie minęliśmy się bezkolizyjnie. Zauważyłam tylko, że w tym wianuszku stoi również syn sąsiadki, który skądinąd jest inteligentny , dobrze wychowany i często rozmawiamy. Tym razem udałam że go nie widzę i on mnie również. Sunia także zlekceważyła towarzystwo.
Gdy wracałyśmy tamtędy po jakimś czasie, obrazek wyglądał identycznie, tyle że było znacznie  głośniej.
Cóż, koniec weekendu, a to tylko jeden ze sposobów jego spędzenia.
09:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 marca 2009
Łobuziak domowy
 Cały dzień pada śnieg z deszczem i wieje, czyli pogoda antyspacerowa. Mnie nie udało się jednak posiedzieć na to konto w domu, bo musiałam załatwić kilka pilnych  rzeczy. Ale Alturka nie musiała. Wychodziła tylko na krótko, a i tak wracała tak mokra, że aż z niej kapało. Poszedł w ruch ręcznik. Wycierałam jej głowę i grzbiet a ona uznała, że to na pewno jakaś zabawa tylko narazie dosyć nieciekawa, więc trzeba ją udoskonalić. Zabrała mi ten ręcznik i zaczęło się bieganie po całym mieszkaniu. Tętent jest przy tym taki, jakby to był tabun koni. Hamowanie ze ślizgiem też jest piękne. Co chwilę wpadała z tym ręcznikiem i raz go miała na głowie, raz na plecach, raz w zębach a czasem na szyi jak bokser przed walką. W pewnym momencie nawet miała zawiniętą głowę - taka Zagulina. Wszystkie dywany były pozwijane, ale zabawa była przednia.
22:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 marca 2009
Ogłoszenie.
 Za sprawą mojego synusia, to znaczy na skutek jego wcześniejszych działań, od wczoraj mamy wnuczka. To oznacza , że teraz jesteśmy Babcia Ela i Dziadek Leszek. Muszę się przyzwyczaić do tych nowych tytułów.  Bardzo się cieszymy, to całe 3,5 kg. radości,pt Pawełek.
Tak szczęśliwego Tomka widziałam tylko raz w życiu , gdy był zakochany po raz pierwszy, lata temu. A potem musiałam patrzeć jak cierpi, gdy wszystko się rozleciało. To bardzo trudne , gdy nic nie można pomóc.  Teraz on  czuje się dorosły, odpowiedzialny, życie ma sens.  Ania jest mądrą, rozsądną dziewczyną, myślę że trafił dobrze.
Tomek był obecny przy porodzie i stwierdziłyśmy z Dorotką, że to akurat było niewychowawcze, bo Ania uwinęła się szybko, bez komplikacji, wstała  już 2 godziny po, więc ogólny obraz był taki , że poród to nie jest nic takiego.
Żartuję, dobrze że tak poszło . Mały jest słodki i będziemy go bardzo kochać, ale -- tu wiadomość dla fan-klubu Alturki, pozycja suni absolutnie nie jest zagrożona. 
22:12, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 marca 2009
Indywidualistka
 Wczoraj na boisku była wyjątkowo towarzyska atmosfera. My, psiarze, rozmawialiśmy sobie, a w błocie przerośniętym gdzieniegdzie trawą, szalały psy. Inna rzecz, że każdy z nich na swój sposób. Najlepiej bawiły się owczarek niemiecki i amstafka. Wywijali takie kółka , że aż było miło na nich patrzeć. Alturka też na chwilę się tam podłączyła. Był jeszcze jamnik który nie brał w tym udziału, tylko ambitnie załatwił sobie największy kij jaki był w okolicy i dumnie go ciągnął. Po 10-u minutach Alturka przeszła na własny tryb spędzania czasu, porzuciła towarzystwo i pobiegła w swoje krzaki. W międzyczasie owczarek z amstafką zabrali jamnikowi patyk i zaczęła się mała awantura. Bouvik wyniośle nie brał w tym udziału.  Sunia rozsiadła się koło mnie i wpatrywała w saszetkę z jedzeniem. Nawet myślała że jak trochę poszczeka, to ja prędzej zrozumiem o co chodzi. Wiadomo , że wręcz odwrotnie. Musiałam jeszcze opowiedzieć właścicielce amstafki o psach asystujących, bo ją to interesowało, a pan od owczarka zaczął ten temat. Jak zwykle, to co mówiłam nijak się miało do Alturki poszczekującej obok, próbującej wymuszać kulki i w dodatku nie wracającej na wołanie w którymś momencie. Cóż, od dawna wiem, że nie ma nic na pokaz, a już w naszym  przypadku na pewno. Tak więc na koniec, pani od amstafki wyraziła swój sceptycyzm w kwestii asistów i z głębokim poczuciem niedowartościowania wróciłyśmy do domu.
11:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 marca 2009
Zguba
 Nigdy wcześniej , po fryzjerze nie byłam aż tak zachwycona moim bouviczkiem. Teraz dosłownie nie mogę się na nią napatrzeć. Ma  piękną sylwetkę, podkreślone te swoje podskakujące  uszka, wielkie łapy-słupki i zgrabną główkę.  Nie jest przeznaczona do udziału w wystawach, więc mogłam sobie pozwolić na to, żeby była taka jak sobie wymyśliłam. Poza tym po tych wszystkich zabiegach , zrobiła się taka mięciusieńka i aksamitna, cały czas ma się ochotę ją dotykać.
Ale łobuziak z niej dalej. Z ostatniego spaceru zwiała mi dzisiaj za kotem na prawie godzinę. To naprawdę długo i nigdy dotąd się nie zdarzyło.  Zwykle szybko wraca po takich wypadach i najwyżej biegnie jeszcze raz, ale cały czas wiem co się z nią dzieje. Dzisiaj przepadła jak kamień w wodę.
Wołałam , gwizdałam, nic. Zdenerwowałam się nie na żarty. Co chwila wydawało mi się , że gdzieś ją słyszę, nawet nie byłam pewna , czy mi się to nie wydaje. Dodatkowo bałam się , że może wpaść pod samochód, bo jednak od czasu do czasu ktoś przejeżdża, a ją widać w ostatniej chwili. Dwa razy obeszłam całe osiedle ale ciągle wydawało mi się , że raczej powinnam czekać tam , gdzie się rozstałyśmy.  Ostatecznie Leszek wziął motor i objechał wszystkie miejsca gdzie można było się jej spodziewać. Nic. Minęło jeszcze trochę czasu i wreszcie, wreszcie... Wcale się nie spieszyła, wracała spacerowym krokiem, wyrażnie zadowolona z siebie.
Te koty to nas kiedyś zgubią.
 A ja jej dzisiaj wymyśliłam nową zabawę w domu i tak było miło... Niedobry pies. Nawet nie mogłam jej tego powiedzieć bo to nie pedagogicznie.
Oszalałabym chyba gdyby się jej coś stało.
Teraz śpi sobie słodko i trzyma ten mięciutki, słodki  pysk na mojej nodze. I mlaska.
09:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »