www.alteri.pl
RSS
czwartek, 31 marca 2011
Marcelina

Tym razem altusiowa praca z dziećmi zaczęła się już w tramwaju. Dosiadła się do nas  wycieczka dzieci z IIc  klasy,  które po zwiedzaniu Wawelu wracały do szkoły /wszystko mi opowiedziały /.  Oczywiście od razu otoczyły rozwaloną na środku wagonu Alturkę.  Ze sześć rąk natychmiast wyciągnęło się w jej stronę, i o dziwo usłyszałam : "czy można pogłaskać ?"  Dooobrze ! Nie omieszkałam ich za to pochwalić. Wtedy już całkiem śmiało obsiedli buwiśkę z wszystkich stron i zarzucili mnie pytaniami. Czy lubi za uszkiem?  A po pleckach ? A czemu ma krotki ogon ?  Widziałam jak Altura kombinuje żeby w ferworze głaskania ktoś zdjął jej kaganiec i rzeczywiście po chwili tak się stało.
Pani nauczycielka co jakiś czas lekko karcąco próbowała powściągać dzieci i najczęściej wtedy padało : "Marcelina ! odsuń się od tego zwierzęcia !" a dziewczynka była przefajna. Śliczna, uśmiechnięta, w trakcie kilku przystanków opowiedziała mi wszystko o swojej mamie ,jej przyjacielu i o śwince morskiej.
A w szpitalu, przed  zajęciami i po,   Alturka wzięła udział w szaleńczych zabawach goldenek. I jakby jeszcze było mało,  gdy wracałyśmy przez Błonia,  zorganizowała cztery  wysoce kultularne, umiarkowane kółka z rudym jamniczkiem który początkowo wcale nie był pewien jak się to wszystko skończy. Jednak uspokoił się w miarę biegania, widząc że nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Z tego akurat ja też byłam zadowolona, bo ostatnio widziałam że Altkowi działają na nerwy małe psy, a nie chciałabym czegoś takiego jak już jest z kotami.

23:00, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 marca 2011
wybrałam

Od początku było wiadomo, że dwie sroki za ogon to za dużo. Musiałam się zdecydować czy zostaję w Stowarzyszeniu z dzieciakami z ZD, czy czas i siły przeniosę i włożę  w dogoterapię. Było mi dobrze i tu i tu. Wobec tego argumentem decydującym stała się Alturka - świetnie wyszkolony do takiej pracy pies, dla którego na kanapę i telewizor jest jeszcze za wcześnie.
Poszłam dzisiaj pożegnać się z tamtą grupą, bo chociaż nie miałam tam żadnych zobowiązań, jednak nie chciałam zniknąć bez słowa. Nawet z Dorotką zorganizowałyśmy "prezent" w postaci kredek, bloków, pisaków i szablonów, ponieważ tam ma zastosowanie każda ilość takich rzeczy. Bardzo ciepło się pożegnaliśmy, dziękowali za to że z nimi byłam, ja z kolei mam poczucie że wlaśnie u nich  bardzo przybyło mi wiedzy w temacie tej niepełnosprawności.
Stanęło na tym, że być może jeszcze się spotkamy, gdyż oni mają w planach jakiś kontakt z dogoterapią.

A teraz jeszcze :    nie wytrzymam,  żeby nie pokazać jak rośnie nasz najmłodszy w rodzinie.   Przemek  ma 3 m-ce i jest najpiękniejszy z wszystkich dzieci , rzecz jasna ex equo z również najpiękniejszym  Pawełkiem , który także jest nasz !

Tutaj na obu zdjęciach  -  synuś Dorotki, Przemek.

19:33, cymestymek
Link Komentarze (2) »

19:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 marca 2011
relikt

Nie tak łatwo zapomnieć o minionych czasach, kiedy ciągle jeszcze istnieją w naszych sklepach panie ekspedientki, żywcem wyjęte i przeniesione z okresu głębokiej komuny. Chodzi rzecz jasna o ten charakterystyczny sposób myślenia.  Dam przykład: robię  normalne zakupy w normalnym sklepie.  Na koniec wypatrzyłam jeszcze ciasto na wagę, które zachęcająco wyglądało. Poprosiłam o kawałek.  Z kilku powodów kawałek  miał być mały i stanowił część tego który leżał w gablotce. Miła panienka która mnie obsługiwała zaczęła kroić, ważyć i pakować wedle moich życzeń. I wtedy włączyła się druga, stara, mówiąc: nie może pani tak mało kupić, bo ta reszta już się nie sprzeda, pójdzie do zwrotu. MUSI pani kupić całość !
No niee... Kocham takie teksty.  MUSZĘ ?!!!   W obecnych czasach gdy wreszcie mogę kupować na plasterki ? I gdy wreszcie ekspedientka nie robi mi łaski że sprzeda, bo mogę pójść gdziekolwiek indziej?  Nie do wiary !
Już brałam głęboki oddech, kiedy ta pierwsza  powiedziała : już pani zapakowałam ten mały, bardzo proszę  /zupełnie zlekceważyła gospodarność tej drugiej/.
Rozeszło się po kościach.

16:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 marca 2011
najpierw

Jeszcze ciągle zdarza się, że coś może mnie zdziwić u Alturki. Mówiłam , że ona podaje WSZYSTKO. I mówiłam też, że przez całą zimę, ma bzika na punkcie jedzenia.  I właśnie raz, te rzeczy zbiegły się ze sobą : porcyjka chrupek w misce a równocześnie leżący obok, już wylizany kubek po jogurcie do podania.
I tu, pojawiła się różnica poglądów - ja chciałam żeby najpierw "posprzątać " zaległy kubek,  Altek uparł się żeby to olać i zacząć od jedzenia, zdecydowanie. No cóż,  chwilę te negocjacje trwały.
A zdziwiło mnie to dlatego, że jeśli chodzi o maniery, to suńka nigdy nie rzuca się na miskę, czasem nawet czeka aż powiem "proszę"....
Tym razem obie byłyśmy uparte, ale cóż...Na tym polega psi los, że znowu ja postawiłam na swoim.

19:00, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 marca 2011

13:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 marca 2011
co u nas

W sobotę Fundacja z Warszawy "pies dla Stasia" organizowała warsztaty z dogoterapii. Pojechało kilka moich koleżanek z Fundacji.  Dzisiaj już wiem, że wróciły z nowymi pomysłami. Znowu się spotkamy i wymyślimy jak wykorzystać je w szpitalu. Ja miałam 100 powodów żeby nie jechać a "najgłówniejszym" był fakt że od kilku dni choruję. Załatwiłam się strasznie : jestem słaba, wszystko mnie boli,  szumi mi w głowie, a po 2 dniach wyklarowało się z tego zapalenie krtani, więc jeszcze przestałam mówić  /to już prawdziwa kara /.  Wobec tego poleżałam w łóżku może pół dnia. W międzyczasie zjawiał się wtedy Czarny Pysk, ale nie żeby zobaczyć czy jeszcze żyję,  tylko żeby zapytać : "kiedy my z Panem dostaniemy coś do jedzenia?"
Tak więc trzeba było się zwlec, a gdy wszystko w domu już się skończyło,  pojechać po większe zakupy. Samo życie kobiety domowej.
Gdy wróciłam, Alturka pilnie asystowała przy rozpakowywaniu, więc zrobiłam jej numer. Położyłam na podłodze parówkę i kazałam jej podać. Ona podaje absolutnie wszystko, więc czemu nie, wiem że znajomi robili takie eksperymenty. A ja z nią jeszcze nigdy. To nie było znęcanie się, bo w nagrodę miała dostać drugą, identyczną.
Zawahała się w pierwszej chwili. Powtórzyłam, odwróciła głowę, odeszła dwa kroki...Ale ja nigdy nie odpuszczam jeśli już dałam komendę.
Podała !  Niepewnie, z wielkim zdziwieniem, ale jednak.  Super!  Ta druga parówka, w nagrodę , była nawet większa.

14:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 marca 2011
goście

Alturka  jest postacią znaną dosyć szeroko. Ze względu na swój światowy tryb życia,  ma  przyjaciół nie tylko w Krakowie ale również w Poznaniu, Warszawie, Olsztynie, Czechowicach,  Brzeżnicy i Tychach /coś pominęłam ?/   Co za tym idzie,od czasu do czasu , ma też swoich gości.
Na dzisiaj zapowiedziała się Kasia.  To ta Kasia, z którą Alturka broniła pracy mgr. jako pomoc naukowa i z którą pracowały razem , zanim jeszcze sunia trafiła do mnie. Z Kasią byłyśmy w lużnym kontakcie,ostatnio chciałam zwerbować ją jako rehabilitantkę, do dogoterapii. Zainteresowało ją to i zapowiedziała się ze swoim chłopakiem na wizytę. Akurat wszyscy w domu jesteśmy okropnie przeziębieni więc lojalnie ostrzegłam, ale powiedzieli że mają swoje katary i naszych się nie boją.
Było super. Kasia jest autentyczną , niekłamaną fanką Altury. Radosne witanie zaczęło się już przy furtce na dole. A potem już wszystko naraz. Nie mogliśmy się nagadać, Alturka również chciała być w centrum uwagi więc zrobiły sobie powtórkę z ćwiczeń. Było wesoło, a suńka tak się nakręciła, że nawet gdy goście już poszli, jeszcze długo  wciskała mi pilota , klapki i jakiś długopis.

13:21, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 marca 2011
uszy

11:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 marca 2011
W szpitalu

Jak na złość,  lało wczoraj jak z cebra  od samego rana. Nie udało mi się przez pół dnia wymyślić, jak dotrzeć przez całe miasto do szpitala i nie mieć psa przemoczonego do suchej nitki. A potem jak wprowadzić taką zmokłą kurę na oddział, między chore dzieci.  Za to wymyśliłam co innego : wzięłam ze sobą ręczniki i suszarkę do włosów.  Skoro już nie da się uniknąć przemoknięcia, to chociaż poradzimy sobie ze skutkami.  I tak właśnie się zaczęło, a potem było już coraz lepiej. Zajęcia z dogoterapii przebiegły perfekcyjnie. Zero improwizacji, wszystko wg. planu opracowanego na ostatnim zebraniu. Dzieci miały skierowania od lekarzy i zgodę rodziców.  Psy miały zadania dostosowane do własnych preferencji - np. goldenki są bardzo dynamiczne,  więc więcej się ruszają. U Alturki wykorzystaliśmy co innego : oprócz pokazania innych umiejętności, akurat ona potrafiła  stać nieruchomo /nie za darmo rzecz jasna/  żeby dzieci przeczołgiwały się pod nią. Bardzo im się to podobało, chociaż niektórym trzeba było dużo pomóc. Jeszcze było szukanie miseczki ze smakołykiem pomiędzy dziećmi oraz przechodzenie psów przez tunel utworzony z nóg. Tu znowu niektóre dzieci trzymaliśmy w powietrzu.   Miałyśmy też ogromnego pluszowego psa, z myślą o dzieciach które psów się boją,  aby oswajały się stopniowo. Na początek trzeba było jakoś go nazwać.   Dzieci zgłosiły kilka propozycji, następnie Alturka wybrała karteczkę z jednym z imion, druga suczka szczeknięciem potwierdziła wybór, a trzecia zaklepała wskazując odpowiedż :"tak". Jeszcze kilka zabaw i pożegnanie, bo 45 min. to góra. Psy są zmęczone, my też , dzieciakom na jeden dzień wystarczy.
Ciekawe, że Altura która tak lekceważy inne psy na spacerach i na boisku, bardzo rzadko daje się wciągnąć do zabawy,  w tej grupie autentycznie przyjażni się z tymi goldenkami.  Wita się z nimi, goni, sama namawia do zabawy. Albo tak łączy wspólna praca /koleżanki z pracy to jest coś/  albo fundacyjne klimaty tak dobrze znane, albo niewątpliwy wdzięk osobisty goldenów.

17:08, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 16 marca 2011
W Stowarzyszeniu

Mamy 3 nowe wolontariuszki.  Tym razem to ja, jako już zadomowiona wciągałam je w obowiązki, opowiadałam które dzieci najbardziej potrzebują na zajęciach  naszej pomocy i jakiej. Jednak Agnieszką nikt nie chciał się zająć. Może dlatego, że popisała się od razu na początku : cała tubka kleju została rozprowadzona po podłodze, w momencie, zanim ktoś z nas zauważył. I to nie było przypadkowe.
A z pozostałych dzieci w grupie, również każde czymś się wyróżnia. Jedno ma cechy przywódcze objawiające się w bardzo pozytywny sposób. Inne - zdolności artystyczne, które aż zadziwiają.  A mamy tam jeszcze Michasia. Jest on stosunkowo dużym chłopcem, bardzo spokojnym, miłym i małomównym. Jednak jedno zachowanie jest dla niego charakterystyczne i powtarza się przy każdej okazji, gdy mówimy o czymś w przyszłości. Planowaliśmy np. występy, lub pójcie do kina lub obchody Dnia Niepełnosprawnych.  I za każdym razem, niezmiennie, Michaś w takim momencie wstaje, podchodzi do osoby która daną imprezę zapowiada i mówi : "moja mama nie będzie wtedy mogła, bo będzie miała inne ważne rzeczy do załatwienia."
Tak jest za każdym razem - spokojnie wygłasza taką kwestię i wraca na miejsce.
Mówi mu się na to : "spokojnie, nic się nie martw, wszystko będzie w porządku " i Michaś robi wrażenie zadowolonego.

17:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 marca 2011
Rano było tak ....

Nie każdy zrozumie o co mi chodzi w tym co opiszę, ale liczę głównie  na tych,  którzy znają Alturę, albo chociaż buwiki.  Altura obecnie  jest wyjątkowym łakomczuchem.   Zjada absolutnie wszystko, w każdej ilości i bardzo chętnie. To ja jej ograniczam i czuwam nad tym, żeby nie zrobiła się kwadratowa.
I scenka jest następująca :
Rano -  Altura z Leszkiem poszli do sklepu po papierosy. W miedzyczasie ja wstałam, kręcę się po kuchni, robię kawę, suni  nasypałam  porcję karmy do miski.
Po jakims czasie wracają. Altek pędzi po schodach, wpada do kuchni, jest zaprogramowany na miskę,  więc jej dopada.   Zaczyna jeść i nagle tak jakoś szybko i spontanicznie przerywa, podbiega do mnie i serwuje mi najpiękniejszy, najszczerszy uśmiech + krótkie szturchnięcie nosem. I natychmiast wraca do michy.
Żeby to docenić trzeba znać tę psicę   / stąd ten cały wstęp na początku /.
Ja znam, doskonale wiem jaka jest w okazywaniu uczuć i pewnie dlatego  bardzo skrzętnie zapamiętuję sobie i cenię takie odruchy. A  ten naprawdę był jednym z najmilszych.

21:37, cymestymek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 marca 2011
Wiosennie

Z okazji wiosny ożyły przydomowe ogródki. Obserwowałam dzisiaj przez chwilę ,jak zawzięcie wziął się do roboty pies sasiadów z naprzeciwka. To beagle, który nie specjalnie chodzi na długie spacery a jeśli już, to nie jest spuszczany gdyż sąsiedzi uważają , że więcej by go nie zobaczyli. Tak więc żeby zrobić coś z energią której mu nie brakuje, zabrał się od rana za wykopywanie krzewów winogron.
Gdy spojrzałam w tamtą stronę po jakimś czasie, już go w ogóle nie było. Jak znam życie, to pewnie został zdjęty, schowany i bynajmniej niedoceniony.
To młody psiak i dopiero uczy się życia.  Dlatego stary wyjadacz - Altura, nie bierze się za takie bezsensowne i niewdzięczne prace.

12:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 marca 2011
Aktualności

Dzisiaj wymarzona pogoda. Wprawdzie chłodno, ale słońce jak w środku lata. Jak już się człowiek  /i pies/ wybierze z domu, to chce mu się iść nawet 15 km.
Od dawna nie byłyśmy nad Wisłą, bo ostatnio ciągle : błoto, mokro, brudno...więc dziś , poszłyśmy sprawdzić . Akurat to się nie zmieniło, ale że tak mocno świeciło słońce, było przyjemnie. Alturka się wybiegała. Miała ogromną ochotę wytarzać się w trawie, ale trawy nie było. Widziałam z jakim obrzydzeniem patrzy na zeszłoroczne suche trawska, poczym w końcu - jak się nie ma , co się lubi.....
A poza tym -  Pawełek skończył 2 lata
Przemek  skończył 2 miesiące

Rosną w siłę i  naprawdę trzeba mieć zdrowie, żeby dać radę. Ale chciałabym, żeby ten etap mojego życia trwał wiecznie.

ps.

Tę Kronikę Krakowską  gdzie  /jakoś w połowie trwania /  jest mowa o naszej  Fundacji i o dogoterapii, emitowali   4marca o godz. 18.30.  Jesteśmy tam wszyscy, Alturka i ja również.   Teraz można jeszcze nas  oglądnąć w archiwum Onetu,  na Krakowie,  pod tą datą i godziną.

Ale nie namawiam.

16:40, cymestymek
Link Komentarze (4) »

16:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 marca 2011
magia ekranu

Dziwne,  jak  działa na niektórych ludzi słowo "telewizja". I dziwne także, jak ludzie tam pracujący, są tego świadomi. Niewątpliwie są przyzwyczajeni, że większość zrobi dużo ,aby zaistnieć choć przez chwilę na srebrnym ekranie. Tym razem w szpitalu zaskoczyła nas bardzo ważna pani z telewizji od razu na wstępie. Okazało się, że już pół godziny jej ekipa czeka aż my przyjdziemy, gdyż muszą mieć zdjęcia o tym,  jak wchodzimy na oddział a dzieciaki witają się z psami.  Nasza prezeska, ktora najwyrażniej nie czuła potrzeby zostania gwiazdą,   powiedziała że szkoda że z nami nikt tego nie uzgodnił. I że nie planujemy akurat szaleńczych powitań na początek zajęć. Oprócz tego, ani dzieci ani psy, nie przyzwyczaiły się jeszcze do tej pracy więc dodatkowo udział kamery i ekipy jest ostatnią rzeczą jakiej potrzebujemy.
Pani nie kryła niezadowolenia. Jej przełożony przecież  czeka na materiał i takie właśnie zdjęcia , a my - nie wiedzieć czemu - utrudniamy jej pracę.
Dalsza dyskusja nie wniosła nic nowego. Pani upierała się przy swoim,  prezeska stanowczo odmówiła. Na tym stanęło.
Wchodzimy na oddział i ...surprise !  Oni już tam są ! Nie do wiary. Widocznie tak właśnie działają : to nic że wyrzuca się ich drzwiami, wracają oknem.
Poddałyśmy się. Oczywiście rozwalili zajęcia, zrobił się chaos, trudno nam było o kontakt z dziećmi przy tylu rozproszeniach.  Prezeska była naprawdę wkurzona, bo na koniec nic nie ustalono. Tzw. nie autoryzowany materiał, nie wiadomo jaki komentarz i jakie bzdury mogą się wymknąć a w końcu nigdy nie ma pewności  kto to  oglądnie. Wielu ludzi zna temat lepiej lub gorzej i nie jest wszystko jedno jeśli wprowadzi się kogoś w błąd. A mitów już i tak nie brakuje.
A moja Alturka jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Wykonywała wszystko idealnie, dawała się głaskać, była miła, współpracowała. Naprawdę mogę na niej polegać. Z kolei mnie , nie stresują takie sytuacje, więc nie sprzedaję jej złych emocji. Dobrze nam robi takie współdziałanie, wiąże nas, pomimo że jesteśmy na koniec padnięte obie na cały wieczór.

14:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 marca 2011
zajęcia z plastyki

Byłam ciekawa, na ile dobrą pamięć mają dzieci z ZD. Oczywiście nie ma reguły, każde z nich jest inne i pod tym względem również, ale "moja" Agnieszka ma pamięć doskonałą. Wprawdzie ja nie uważam , że jesteśmy sobie przypisane, ale za każdym razem gdy na początku zajęć pytam któremu dziecku dzisiaj pomóc, widzę błagalny wzrok pani prowadzącej zajęcia oraz porozumiewawcze znaki dawane przez przez resztę "pomagających", wskazujące na Agnieszkę. Fakt, że jest nieprzewidywalna. A właściwie odwrotnie - właśnie można przewidzieć że wyleje farby, zgasi radio, wyłączy światło, rzuci, popchnie i oberwie dekorację z bibuły. Żeby zobaczyć jaki to dało efekt. Potem jakiś taki strach w oczach, jakieś obiecanki-cacanki że już więcej nie i ...do następnego razu.
Wszyscy reagujemy na to zdecydowanie i stanowczo. Podobno tak trzeba - nie tolerować, ale cierpliwie i konsekwentnie karcić. A o pamięci mówię dlatego, że ona kojarzy ze mną to, co robiłyśmy za 1-ym razem. Tylko że wtedy malowałyśmy wyspę i ostatecznie mógł się tam znależć nawet nosorożec  /na kategoryczne życzenie/   oraz koleżanki z długimi włosami /do ziemi, do ziemi !/.  No a tym razem zamówienie na ten sam zestaw osób + nosorożec było  bardzo /wręcz BARDZO/  stanowcze, a przecież robiliśmy akwarium...Swoją drogą zawsze  te koleżanki , to można zrozumieć,  ale co ona ma z tym nosorożcem ?
A jutro znowu szpital i występy /Miśka trzeba porządnie odczyścić/
A w niedzielę na odmianę popołudnie ze zdrowym dzieckiem, czyli 2-gie urodziny Pawełka.  Absolutnie mi się nie nudzi.

14:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 marca 2011
po zebraniu

W Fundacji tej od dogoterapii, po wstępnych rozeznaniach i prezentacjach  opracowujemy teraz szczegółowe scenariusze zajęć. Poświęciłyśmy na to  spory kawałek  niedzieli. Jadąc rano na to spotkanie , pomyślałam sobie gdy zamarzałam  na pustym  przystanku , bez śladu autobusu,   ile to osób mówiło że zazdrości mi tego mojego działania. Ciekawe czy i teraz by się zamienili, w niedzielę skoro świt,  gdy ja tu zamieniam się w sopel ,  a oni odwracają się na drugi bok w ciepłym łóżku. Ale już kiedyś zauważyłam, że od dawna każda z "fajnych " rzeczy które robię, łączy się w nieunikniony sposób z jakąś pracą, wysiłkiem fizycznym i psychicznym, nauką, pokonywaniem przeróżnych trudności. Byłam na to gotowa decydując się, więc wcale nie narzekam, jednak nie jest tak, że mnie się trafiają jakieś wspaniałe historie, a innym nie. Ja sobie wszystko najpierw wymyśliłam, a potem  zdobyłam i wywalczyłam. Dużym kosztem. Może dlatego zrobiłam się jakaś pewniejsza siebie  / Leszek mówi: po prostu przemądrzała / i dowartościowana.  I chyba fajne jest takie samopoczucie.

12:04, cymestymek
Link Komentarze (2) »