www.alteri.pl
RSS
piątek, 29 marca 2013
Święta tuż, tuż....

Sprzątanie przy tej przeklętej pogodzie właściwie mija się z celem. To syzyfowa praca.

Suńka wnosi tony piasku i błota i nie pomaga wycieranie łap. Cała jest brudna, ponieważ na spacerach upiera się przy tarzaniu w każdej małej kępce trawy,  z błotem dookoła.  

Ale ją też  jeszcze się dołapie i wykąpie.

Te Święta będą krótkie i raczej w ścisłym gronie. Seniorki się wykręciły i prawdopodobnie chodzi o brak siły do  przetrzymania  ekipy małych - wszystkich naraz.    Są wprawdzie grzeczni, na swój sposób, ale mimo wszystko  głośni, szybcy, pomysłowi i nieprzewidywalni.

 Nie męczą się nigdy.

Wszyscy kochamy ich nad życie,  ale Prababcie na dłuższą metę nie wytrzymują.

A teraz już życzenia:

 

Spokoju, radości, miłej atmosfery i odpoczynku -
życzą    Ela&Alturka

 


07:02, cymestymek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 25 marca 2013
Święta (będą)

 

Święta nieuchronnie się zbliżają, pomimo że nic się nie zgadza. 

Wiosny nie ma, robienia porządków nawet jeszcze nie mam w planach, na razie zajmuję się zupełnie czym innym.

Natomiast nasz Najmłodszy, już zrobił pisanki. 

  • Teraz  - jak się okazało - wykorzystuje się w tym celu duże jajka ze styropianu, trwalsze i wygodniejsze w momencie  działań artystycznych.

    Wprawdzie zjeść ich nie można, ale jako dekoracja stołu, będą całkiem ładne.  Polecamy!



15:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

To fotka z ostatnich zajęć, która przez przypadek mi zniknęła. To moment przed zajęciami, kiedy rozbawione suczki są przywoływane do porządku. Zabawa była przednia, ale pora zacząć ćwiczenia z dziećmi, które też są dla psów atrakcyjne. I Nona i Alturka , spisały się bardzo dobrze.


15:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 marca 2013
Studenci

Na moim autobusowym przystanku, zbierają się często grupki studentów. Czekają na autobus podobnie jak wszyscy inni, z tą tylko różnicą że ich zawsze widać i słychać.

Ostatnio opowiadali sobie o jednym z profesorów u którego każdy z nich zdawał egzamin. Zdali wszyscy, ale jak się okazało, nie wynikało to akurat z dobrego przygotowania.  System był zupełnie inny.

Pan profesor mianowicie, bardzo lubi dostawać prezenty. I na tym nie koniec, bo dodatkowo pokazał się także jako człowiek zorganizowany i praktyczny. No bo ile można dostawać kwiatów słodyczy i alkoholi...?  Każdemu by się znudziło.

 W takim razie (żeby pomóc i ułatwić), pan profesor sporządził listę rzeczy przydatnych, które znakomicie nadają się na prezent.

Wszyscy stojący na przystanku mimo woli słyszeli tę rozmowę. Początkowo byliśmy w szoku i zakładaliśmy raczej przerost wyobrażni u rozmawiających.

Ale po chwili padły konkrety. Do tej pory z listy zrealizowano już:   krzesło obrotowe , takie do komputera, myszkę elektroniczną bezprzewodową i jeszcze coś tam, ale w tym momencie dyskusja zahaczyła już o moralny aspekt tej sprawy.

I wtedy jedna z dziewczyn, w sposób rozbrajająco logiczny i szczery wytłumaczyła: jeśli mogę po prostu zrzucić się po 20 zł i potem spokojnie iść po czwórkę, to po co ryzykować?

Coś nieprawdopodobnego! Jak ten facet się uchował i funkcjonuje w dzisiejszym świecie? Wśród tylu afer i akcji CBA ?!  Wydawało by się, że wystarczy 1 telefon i po nim..

.Ma zbyt mocną pozycję? Nikt nie uwierzył w zarzuty? Czy może nikt tego nie rusza, bo wszystkim jest dobrze?Wszyscy byliśmy wstrząśnięci tym co usłyszeliśmy, z wyjątkiem samych zainteresowanych.  Tam już zmienił się temat i właśnie jeden z chłopaków ogłaszał -

"Na następne zajęcia przyjadę motorem brata. Mogę dać się przejechać, są chętni? Wprawdzie hamulce są zepsute, ale poza tym jest w porządku!"

10:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 marca 2013
Końca nie widać (zimy)

14:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 marca 2013
Bajki

Wzięłam się ostatnio za opowiadanie dzieciom bajek. No i jest problem.

Wyszło na to, że bajki to przeżytek, bo współczesne dzieci, niewiele z nich rozumieją. Chodzi o słownictwo.Utknęłam na samym początku, kiedy dotarło do mnie, że dziecko nie rozumie większości słów, których używam.

W mojej bajce miał być "dwór" w sensie służba, kareta lub powóz jako pojazd, rycerz, pachołek i poddani ....Skąd niby dziecko ma znać te określenia?  A wybór żony dla królewicza?   Czyli casting?

Nie wiem czy mam im tłumaczyć co znaczy każdy z archaicznych terminów, czy szukać współczesnych synonimów zmieniając całkiem bajkę? 

A z resztą co tu mówić o dzieciach jeśli nawet mnie,  oddzielanie przez Kopciuszka ziarenek maku od piasku, wydaje się beznadziejnie głupie ?....

15:16, cymestymek
Link Komentarze (2) »
co się śni

Dzisiaj rano,uświadomiłam sobie że to co śni mi się w nocy , to głównie jakieś zadania do wykonania. 

Już  wreszcie przestała mi się śnić praca - że się spóżniłam,  że nie mogę znależć swojej pracowni, że nie mogę zdążyć,  pacjentów czeka cały tłum,  a roboty jest ogrom, nie do przerobienia...

.W tamtym okresie, gdy po ciężkim roku wyjeżdżałam na wakacje, najpierw przez kilka dni śniły mi się tylko kataklizmy, kosmici i hitlerowcy....Strasznie się męczyłam.  To był z pewnością skutek długotrwałego przemęczenia, nagromadzonych we mnie nerwów i przeżyć.   Potem,  w miarę odpoczywania,  jakoś  stopniowo to mijało. Wreszcie pod koniec urlopu, zaczynały mi się już  śnić kolorowe łąki, góry i  ....psy...Te psy, które w różnych okresach życia miałam  i były kochane i ważne. Czasem w takim śnie, miałam je równocześnie i wtedy byłam najszczęśliwsza.   Ale  to już zwykle  był koniec wakacji i pora powrotu.

A teraz? Załatwiania! Chodzę po urzędach, rozmawiam, przekonuję. I zwykle udaje mi się osiągnąć cel, więc budzę się w dobrym nastroju.Co za przyziemne, prymitywne myślenie! Przecież pozornie nie przeżywam tych głupich codziennych spraw, urzędów itp.

Czy tamte łąki już nie wrócą?....

10:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 marca 2013
Choroby, choroby.....

Zdarza się że  wszystko zmienia się u nas z dnia na dzień.    W jeden dzień rodzinne spotkanie,  jest przyjemnie wesoło,  dobrze i spokojnie. Ja przecież tak  lubię ( jak pies pasterski)  od czasu do czasu, mieć najbliższych zebranych blisko siebie :-))))

I zaraz potem bez ostrzeżenia  - następny dzień:  wzywanie karetki ,  zagrożenie życia, panika, szpital…Z sercem po operacji żartów nie ma,  powiało grozą.  .Nerwy, bieganie, jeżdżenie .

 Na szczęście  niebezpieczeństwo zażegnane w porę.  Musiałam szybko działać, szybko podejmować decyzje, bo przecież w dzisiejszych realiach  pomoc choremu  nie jest tak łatwa i dostępna jak byśmy chcieli. Trzeba przebić się przez  biurokrację, terminy i tłumy innych  czekających pacjentów.  Dla mnie właśnie to jest  koszmarem.  

Ale już….

Obecnie wszystko jest  opanowane. Pacjent bezpieczny, umieszczony w szpitalu, badany aktualnie na wszystkie strony  (jedyna taka okazja).A ja  kursuję między szpitalem a domem,  zawożę to co potrzebne, bo teraz wszystko trzeba mieć swoje, oraz spełniam zachcianki, bo gdy chory czuje się lepiej, to zaczyna wymyślać.  Ale ja uważam że przez jakiś czas, przysługują specjalne prawa.              

Nie musiałabym, ale chcę to robić, chociaż po południu jestem już bardzo zmęczona.  Bo przecież  gdy wracam  i wkładam klucz do zamka,  z  głośnym szczekaniem pędzi do mnie po schodach czarna kula  (wreszcie jesteś!!). Więc nawet się nie rozbieram , tylko idziemy.

Za to wieczory,  obie z sunią mamy  już spokojne, odpoczywamy, oddzwaniamy wszystkim którzy nam dobrze życzą i dopytują co się dzieje.I oglądamy  sobie zdjęcia z wieczoru    „przed”,   który teraz wydaje się  jakby  był 100 lat temu.



10:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 marca 2013
zajęcia w Ośrodku

Na dzisiaj planowane były zajęcia z dogo, w Ośrodku.

 Alturka od rana była wyszykowana, wyczesana i wykąpana. A także lekko podejrzliwa widząc ze pakuję jej osobiste akcesoria.  W końcu również zaczęła się wybierać, przed nią nic się nie ukryje.

Gdy dotarłyśmy na miejsce i dołączyły do reszty grupy, wszystko już było wiadome.

Ale Alturka tym razem wcale nie była grzeczna. Wprawdzie zrobiła wszystko co było trzeba, ale w międzyczasie była strasznie nakręcona, chciała więcej działać a nie leżeć w oczekiwaniu na następne zadanie... A już na pewno chciała cały czas jeść chrupki. Postanowiła nawet szczekaniem zmusić mnie, żebym jej dawała!  Nawet koleżanka uśmiechnęła się, że "zagłodzony pies", bo tak właśnie to wyglądało.

Nie cierpię jak tak się zachowuje.Myślę że na drugi raz, dam jej całą michę przed samym wyjściem z domu. Oczywiście wsunie wszystko bo to obżartuch i jest nadzieja, że będzie wtedy spokojniejsza.No, chyba że wtedy rozwali się na środku sali i zaśnie, mając w nosie wszystko co my tam robimy.


23:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 marca 2013
mam zmartwienie

Alturka od jakiegoś czasu nie uznaje zostawiania jej samej w domu. 

Oczywiste, że z założenia chce nas pilnować, więc wg. niej lepiej żebyśmy siedzieli wszyscy na kupie, ale nie jest to możliwe, bo życie jest życiem.

Przez tych kilka lat kiedy jest z nami, nie było z tym problemu.  A od niedawna  - jest. Najpierw myślałam że to tylko objaw przywiązania, bo jakoś dziwnie w naszej historii proces zacieśniania więzi przebiega długo i stopniowo.

Różne dowody uczuć z jej strony były ogromnie miłe po wstępnym etapie obojętności. Równocześnie  ewidentnie  jesteśmy coraz  bardziej  zgrane, co najwyrażniej odczuwam pracując z nią w Fundacji.

 Bardzo mnie to cieszyło. Jednak sceny i histerie urządzane gdy trzeba samemu zostać w domu, to już przegięcie w drugą stronę. Miłość miłością, ale tak nie może być!!

Pierwszy niepokojący objaw, to była karczemna awantura jaką zrobiła mi ostatnio, gdy wróciłam do domu po kilku godzinach.   Żal, pretensje, grożby i przekleństwa - wszystko to było w tym jej skomleniu na przemian ze szczekaniem i piskiem.

Chodziło oczywiście tylko o samotność, w żadnym razie nie że jest głodna,  lub chce wyjść.   Wygłaskałam, przytuliłam, dałam jeszcze trochę chrupek i wtedy natychmiast zasnęła odprężona i spokojna.  Chrapała jak niedżwiedż.

A po raz drugi wczoraj, gdy wróciliśmy z 4-tych urodzin Pawełka. Zięć przyszedł do nas powiedzieć że przez cały czas tak szczekała, że w końcu wziął ją na godzinny spacer, bo było nie do wytrzymania!

No i co o tym myśleć? Klasyczny lęk separacyjny, ale u 9 letniego psa? 

A może właśnie dlatego? Może to  symptomy starszego wieku?  Zmniejszona pewność siebie? Mniej cierpliwości?

Moja koleżanka-weterynarz, mówi że to możliwe.

Istnieje jeszcze jedna teoria. Może pod domem kręciły się jakieś koty i to było powodem niepokoju i szczekania? Odkąd jest cieplej z różnych zakamarków te koty wyłażą.

Gdybym sama widziała zachowanie suni, wiedziałabym co jest przyczyną. Jeśli wiem tylko z opowiadania - trudno ocenić na pewno.Już zaczynam się martwić, ale najpierw trzeba to jeszcze poobserwować.

A poniżej zdjęcia z urodzin, przez które tak mi się od suni oberwało.


14:18, cymestymek
Link Komentarze (4) »
sobota, 02 marca 2013
Na warsztatach

Cztery godziny warsztatów z rysunku, już za nami.

Wcale nie było łatwo. Ciężka praca, w dodatku  można by rzec, że oparta na ścisłej matematyce i geometrii wykreślnej. Takie przynajmniej mieliśmy odczucia.

Myślałam że idąc tam, ryzykuję ocenianie, nawet że być może ktoś mi powie, żeby może lepiej skupić się na muzyce....ale nic z tych rzeczy.

 Nikt  nie oceniał.  Celem było przekonanie nas,  ze  są sposoby na to, by uzyskać zamierzony efekt. Nie jest tak,  że jeden to potrafi, inny nie. Tego się uczy!

Najpierw zasady kompozycji -  przykłady prawidłowych i nie  - jakoś pojęliśmy.

Następnie uzyskiwanie proporcji -  odmierzanie ile razy dany fragment mieści się w większym elemencie i przeniesienie proporcji na rysunek.

Był moment że dotarło do mnie, że nie ogarnę tego nigdy. Ale pani pokazała jeszcze raz.  I jeszcze.  Było kameralnie, więc każdemu z nas mogła poświęcić tyle czasu ile potrzebował.

Po proporcjach,  były jeszcze o punktach zbieżnych, o horyzoncie, o równoległych i przekątnych.  Stało się jasne, że kto nie zna tych wszystkich chwytów, nigdy nie narysuje czegoś przypominającego to, co przed nim stoi.

Po 3 godzinach ciągle jeszcze mazaliśmy to co było zrobione do tej pory i poprawiali. Aż rzeczywiście, stawało się coraz bardziej podobne do do modelu.

Nie bylo szans żeby zdążyć jeszcze omówić światło, cienie i wypukłości..

Pani(która jest architektem) miała niewątpliwie talent dydaktyczny.

Mówiła nam rzeczy ważne a równocześnie praktyczne i przydatne od zaraz.

Wyszliśmy i tak z głębokim niedosytem. Co się dziwić, studia trwają 5 lat, myśmy chyba nawet nie liznęli. 

Raczej dopiero powąchali całą ogromną dziedzinę.

16:30, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 marca 2013
U owczarków

Zadzwoniła do mnie pani z hodowli PON-ów, w której kiedyś opiekowałam się szczeniaczkami.Spędzałam tam wtedy sporo czasu.

Z panią Małgosią polubiłyśmy się wtedy i przegadałyśmy niejeden temat. Nawet kiedyś zgadało się na temat plastikowych zakrętek, które u nas  zbiera się od dawna, na prośbę naszego Synusia./dla jego sąsiadów/

W tamtym czasie pani Małgosia zaczęła także zbierać je dla nas i jak się okazało zbiera   nadal, niezależnie od tego że już od dawna się nie spotykamy.(uwielbiam takich ludzi..)

Średnio raz na rok dzwoni do mnie zgłosić że już się nie mieszczą  (...gdzieś) i wtedy trzeba się tam wybrać, nastawiając się też na pogaduchy i spotkanie z owczarkami.

Taką właśnie wizytę odbyłam dzisiaj.  Tematów jak zwykle nie brakowało, drożdżowe ciasto było wyjątkowe, a dwa owczarki pod nogami dopełniły przyjemności.

Po raz kolejny przyznaję że PoN-y są doskonałym przykładem średniego, mądrego i przyjacielskiego psa.A po powrocie, trzeba było jeszcze wytłumaczyć się przed Alturką. I wynagrodzić!


 Dla przypomnienia - zdjęcie z czasów opieki nad maluchami.


19:55, cymestymek
Link Komentarze (2) »