www.alteri.pl
RSS
wtorek, 29 marca 2016
Po fajnej wycieczce ....

12:14, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 marca 2016
na Błoniach

Upewniłam się co do jednego: to nie z psem mam największe kłopoty. To z ludżmi!
Od tygodnia chodząc z Abrą, każdego kto pojawia się zbyt blisko, ostrzegam. Nie dotykać, nie głaskać, nie nachylać się...Trafiam w próżnię. Ludzie wiedzą lepiej - każdego psa należy pogłaskać i poklepać (najlepiej po głowie!)  Grzecznie tłumaczę w czym rzecz, ale i tak od razu wyciągają się ręce... Muszą pogłaskać!  Ja sztywnieję, sunia czasem to znosi a czasem warczy...  Wtedy wielkie zdziwienie i czasem obraza...
Czy każdy czuje się zaklinaczem psów? Zasady dotyczą wszystkich oprócz niego?
Chodzę z nią w miejsca gdzie są ludzie i psy, bo chcę żeby się z tym oswoiła.
Potwierdza się, że nie lubi jak ktoś wchodzi w jej przestrzeń.  To silne u niej. Staram się złagodzić ale trzeba na to czasu.
Tymczasem w domu zaprzyjażniła się już ze wszystkimi, którzy tu mieszkają, chociaż na innych piętrach.
Święta były trudnym testem. Mieliśmy gości, kilka obcych dla niej osób, w tym dzieci. Długo myślałam jak rozegrać żeby nie doszło do żadnych kolizji. Ogromnie mi zależy na dobrych układach z rodziną ale sunię także chcę ochronić...
Wzięłam ją do siebie, „oswoiłam“,  teraz już zawsze będę za nią odpowiedzialna.
Dzisiaj dłuższy spacer w miejscu gdzie są psy i ludzie. Dużo. Taka socjalizacja.
Bilans - ostro zwarczanych 2 facetów którzy nie zrozumieli tekstu „proszę jej nie dotykać bo może się rzucić...“  Potem przegoniony mops, który był absolutnie głuchy na wołanie swojej pani.. A na koniec ostro potraktowany wesoły labek, który przybiegł z daleka z jak najlepszymi intencjami...
 Jest coś nowego: po każdej takiej swojej wyskokowej akcji, Abra patrzy na mnie.. A ja niezmiennie mówię:  żle zrobiłaś! nie wolno tak! i ustawiam do pionu kilkoma komendami..  Myślę ze doczekam się , że będzie po mojemu.
Za to po całej wycieczce, sunia wygląda na absolutnie zadowoloną.  Jeszcze tarzanie w zdechłym wróblu i do domu wraca pies szczęśliwy.


 



19:31, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 marca 2016
Święta!!!!

A ja......

Znowu
Mam wpatrzone we mnie brązowe oczy
Mam puchaty ogon który o mało się nie urwie gdy wracam do domu
Mam powód by chodzić nad Wisłę, na łąkę, by wyjechać
Mam kogoś, komu podobają się wszystkie moje pomysły.....

 

 

Życzę Wam Świąt pełnych radości i obecności tych których kochacie, ktokolwiek to jest.
Pięknej pogody i długich spacerów. I słoneczka nad głową i w duszy :-)))))


W I E L K A N O C    2016

 


 

 


11:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 23 marca 2016
Abra

11:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
początki

Za nami pierwsze 10 dni. Dwóch moich znajomych od szkoleń, już na wstępie powiedziało mi, że pakuję się w kłopoty.

Bo pies 5 letni. Bo nie wiadomo skąd się wziął i jaką ma przeszłość. Nie wiadomo jakie lęki i jakie skojarzenia mogą się odezwać.
Wiem. Wszystko to prawda, ale już zadecydowałam. I nie wzięłam jej na próbę. Ona już ze mną będzie.
Ogromnie tęskniłam za Alturką. Nadal mam na honorowym miejscu jej drewnianą podobiznę. Dostałam ją w  prezencie, a potem jeszcze   radosne, łąkowe zdjęcie Alturki oprawione w ramkę. W necie ciągle trafiam na zdjęcia buwików, bo połowa moich znajomych to właściciele tej rasy...

Teraz tęsknię mniej.  Abra przywróciła mi chęć do życia, bo bez radosnego psa już nie chciałam ani wiosny ani wyjazdów, ani niczego...
Znowu mam obowiązki bo nową suczkę muszę przystosować do życia z nami i nauczyć tylu rzeczy!
Jest dobrą sunią. Chce współpracować. Potrzebuje człowieka. Bardzo się stara żeby zasłużyć na pochwały... I na głaskanie i przytulanie. Ogromnie tego potrzebuje. Nie od razu chce zaufać, to nie jest natura goldena. Ale po kilku obszczekanych spotkaniach zaczyna się przyjażń.
Szybko się uczy. Już wie jakie są zasady i zwyczaje i je respektuje. W domu jest prawie  idealna. 

Ale poza domem  rzuca się ze szczekaniem  na każdego kto próbuje podejść. Łatwo jest wtedy przywołać ją do porządku, ale kogo chciała nastraszyć, to nastraszyła.
Wizytę u weta traktuje jako wizytę towarzyską. Potrafi rozwalić się na środku gabinetu i luzik...
A  co do wyglądu to  jako duża czarna - przypomina Altusię, frędzle na uszach i łapach  stanowią motyw ze spaniela, więc łączy  szczegóły  moich psów  z przeszłości..
I jednak ze wszystkich ogłoszeń to ona zwróciła moją uwagę chociaż była aż w Opolu.
Musi być dobrze. 



10:36, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 marca 2016
Abra

11:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2016
pracujemy

Tyle samo sukcesów co porażek.
 Wiele rzeczy mi się udaje, Abra łapie błyskawicznie, chwilami czyta w myślach.
Czasem myślę że to ja działam zbyt chaotycznie, chcę od niej za dużo na raz.
Ale ona daje radę, zapamiętuje wszystko co z nią robię. Muszę się pilnować, bo jeśli popełnię błędy, to też zapamięta.
 Chwilami osiągam już taki stan, że mówię:  „ jestem wielka!  suka jest genialna!“ no i  wtedy natychmiast zawala się wszystko. To typowe zjawisko.
Znowu ciagnie na smyczy, rzuca się na każdego kto chce do mnie podejść, rzuca się na psy.  A gdy wobec tego jestem bliska załamania, Abra ze stoickim spokojem mija rowerzystów, biegaczy, chce się bawić z rottweilerem który zawsze chciał zjeść Alturkę... Przechodzi obok kotów (napięta, ale przechodzi)
Naprawdę, to wszystko musi potrwać, przecież to wiem.  Nie ma się co tak spieszyć, mamy czas, zmierzamy w dobrym kierunku, jestem pewna.
Jesteśmy razem dopiero 5-ty dzień!
A dzisiaj dowiedziałam się jaka była opinia lekarska i fundacyjna -  prawdopodobnie  Abra ostatnio urodziła i karmiła szczeniaki!  Może nawet dlatego została wyrzucona....
Tak żałuję że nic o niej nie wiem. Może nawet przeżyła więcej niż mogę się domyślać...

20:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 marca 2016
zmiany, zmiany


Jeszcze trochę czuję się nie w porządku wobec Alturki. Nadal mam ją na pulpicie i na tapecie komórki. Profilowego zdjęcia z buwisią też nie chcę zmieniać.
A przecież, jednak, mamy nowego psa.
To sunia, znaleziona na parkingu i zaopiekowana przez fundację. Jest w typie hovawarta i po przysposobieniu do adopcji,  Fundacja pomocy hovkom,  dała ogłoszenie.
No i akurat ja musiałam na nie trafić.
 Nie od razu ją chciałam, bo byłam jeszcze załamana  śmiercią Alturki, ale zapadła mi w pamięć i  zaglądałam czy nadal aktualne...
Wreszcie do nich napisałam. Procedury były niełatwe do przejścia. Chcieli  dogłębnie poznać nas, warunki jakie mamy, dotychczasowe doświadczenia z psami i podejście do wielu problemów. Pochwalam to, bo robią wszystko żeby rozczarowany nowy właściciel nie oddał psa z powrotem po tygodniu. Próbują wszystko przewidzieć.
Przeszliśmy zwycięsko przez te próby, nawet 2 razy jeżdziliśmy z Krakowa  do Opola.
No i ostatecznie  sunia zamieszkała u nas.
Jest duża, lśniąco czarna, ma frędzelki na uszach i puchaty ogon. Nazwaliśmy ją Abra.
W domu jest idealna!  Delikatna,  posłuszna, robi wszystko żeby być w porządku :))
Nie była nigdy szkolona, nie umie nic. Ktoś po drodze nauczył ją jedynie dawać łapę, więc cały czas próbuje wszystko tą łapą załatwić...
I przytula się, rozdaje buziaczki, uczestniczy we wszystkim,  tak jak lubię...
Ale  kłopoty zaczynają się poza domem. Uprzedzano nas że jest mocno stróżująca. Nadmiernie.
I rzeczywiście są z tym problemy. Rzuciła się już kilka razy będąc na smyczy  - na sąsiadów którzy chcieli zagadać, na psy zaprzyjażnione z nami od dawna....
Siedzę teraz  w internecie i czytam rady behawiorystów.  Powyciągałam wszystkie szkoleniowe książki i szukam na ten temat. Muszę znależć sposób i poprawić te zachowania!
A Abra rozciągnęła się pod moimi nogami i śpi. Jej problemy już się skończyły. Zaczęły się moje.

21:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 marca 2016
Wakat

Wiedziałam że puste miejsce po Alturce  nie pozwoli nam żyć...

Wszystko ją przypomina. Leszek chciał koniecznie następnego bouviera.

Ja nie, bo żaden inny nie będzie Nią, nawet gdyby wyglądał identycznie. Byłoby jeszcze gorzej...
Chciałam  jeszcze jakiś czas odczekać, jeszcze płakać, próbować zapomnieć...

Ale w końcu pomyślałam,  że nam też życie ucieka.

Że jest wokół tyle psiego nieszczęścia,  a przecież sama zgodziłam się z powiedzeniem, że pies odchodzi po to, by zwolnić miejsce dla innego,  który bardzo go potrzebuje...
 W ogłoszeniach codziennie widzę po kilka psich nieszczęść, łapiących za serce, poruszających.... Smutnych psiaków,  które przez ludzką podłość często przeszły przez piekło...
A przecież u nas są jeszcze  wszystkie psie sprzęty, jest miejsce,  są pory dnia zarezerwowane dla psa i jeszcze nie zajęte przez nic innego...

Decyzja zapadła!
Nie ma sensu czekać! Życie ucieka i nam i temu psu, który gdzieś tam czeka i jest nam pisany... 

Żebyśmy tylko na siebie trafili.


17:58, cymestymek
Link Komentarze (2) »