www.alteri.pl
RSS
środa, 29 kwietnia 2009
Kleszcze cd
 A już myślałam , że wszystko z nimi załatwione. W piątek te "rewelacyjne" kropelki, ja odetchnęłam, a tu w poniedziałek najpierw Leszek wyczuł suni na główce jednego kleszcza, a potem ja, jeszcze trzy - na boku, na nosie i na tylnej łapie. Wzięliśmy się za wykręcanie.
Leszek przygotował sobie pensetkę stosowaną przy poprzednim psie, kucnęliśmy przy niej oboje  i wtedy Alturka stwierdziła, że podejrzanie to wszystko wyglada. Dała nogę na balkon. Poszłam tam po nią, wzięłam za obrożę, po drodze jeszcze próbowała myknąć do pokoju Tomka.
Musiałam zmienić taktykę. Wzięłam kubek z chrupkami, zaczełam łagodnie tłumaczyć,głaskać. Uspokoiła się, już wiedziałam że teraz można jej zrobić wszystko.
Do wieczora miałam burzę myśli. Czy preparat jeszcze nie zadziałał, czy w ogóle nie ma zamiaru działać, czy te kleszcze złapały się zanim go zastosowałam, czy już po...
Na drugi dzień rozmawiałam z kilkoma psiarzami i oczywiście każdy z nich polecał inną metodę. Na koniec dostałam w prezencie od zaprzyjażnionego sąsiada /tego od berneńczyka/, preparat również na kleszcze, tym razem w aerozolu.Narazie go odstawiłam.
A wczoraj - znowu jeden kleszcz. Dzisaj rano, następny. Dostałam obsesji. Co chwilę ją dotykałam, oglądałam. Wyjęłam jeszcze trzy.  Najgorszy  z nich był wczepiony z tyłu, w pachwinie, w środku zakrwawionej ranki, widocznie sunia sobie rozdrapała. Za niego też się wzięłam. Przeżyłam swoje -  miałam całą rękę we krwi, było mi niedobrze ale wyjęłam.  Machał nogami i śmiał się z tych kropelek. Wylądował w ubikacji tak jak poprzednie. Na wszelki wypadek zalałam ich jeszcze Domestosem. Te poprzednie też były żywe i ruszały nogami.
Altusia z takim zaufaniem poddawała się tym zabiegom, że aż byłam wzruszona. To wszystko było obrzydliwe i dla niej i dla mnie. To znowu tak , jak z własnymi dziećmi - kocha się tak, że można zrobić wszystko , jeśli trzeba. Psa też tak można kochać.
Teraz już byłam zdesperowana. Pomyślałam , że oszaleję jeśli to się nie skończy.
Miałam jeszcze ten preparat od sąsiada. Jeśli pomagał berneńczykowi, może zadziała też na bouvika. Robota była straszna. Należało całą skórę spryskać kawałek po kawałku, równocześnie odchylając sierść.  I równocześnie ochraniając psu oczy i nos. Nadal nie miałam nikogo do pomocy. Ale wzięłam wszystko i poszłyśmy na balkon. Przewiązałam jej dokładnie oczy moim cienkim szaliczkiem - taka "ciuciubabka", nie miała nic przeciwko temu, no i po kolei.
Najpierw przez jakiś czas czekałam czy nie otrułyśmy się obydwie, ale skoro nie, to teraz z nową nadzieją , czekam na rezultaty.
Jeśli okaże się że znowu nic z tego, to jeszcze zostaje mi porządna  p/kleszczowa obroża.
Dawniej tylko to się stosowało, ale może nie było aż takiej inwazji tego dziadostwa.
22:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 kwietnia 2009
Kleszcze

 Przy ostatnich czułościach wykręciłam  Alturce 2 kleszcze,więc wstyd przyznać że do tej pory nie była na to zabezpieczona. Postanowiłam nadrobić to natychmiast. Dzisiaj w planie była wyprawa do mojej Mamy, to pół Krakowa, ale w pierwszym autobusie, miałam pomysł -       zamiast dusić się w  natępnych  autobusach, pójdziemy sobie przez Błonia.  To nie jest byle co, bo to kawał drogi, ale pomysł  był dobry. Błonia w Krakowie, to wielki kawał powierzchni, głównie trawa, alejki, ławki, ścieżki rowerowe tylko po bokach.  Jeśli tylko jet pogoda, leżą tam ludzie żeby się opalać,bawią się dzieci i biegają psy. Dzisiaj, o tej porze  było w miarę spokojnie. W jakiejś sporej odległości od nas  szedł sobie  seter, i gdy odpięłam Alturkę , to oczywiście wystartowała w jego kierunku. Ale gdy jeszcze  zostało jej 1/4 odległości, rozglądnęła się i zdecydowała że wraca do mnie.Pobiegała jeszcze, zapięłam ją dopiero przed ulicą , więc było świetnie. ale trzymała się w miarę blisko i takiego psa kocham. Mama dzwoniła w międzyczasie , że już odgrzewa pierogi i wymyła balkon dla Altusi bo jak psisko tam trochę poszczeka tym grubym głosem, to ona potem czuje się bezpieczniej. Oczywiście Mama żałowała,że psa nie można poczęstować niczym oprócz wody, ale wie już to wszystko i rozumie. Ja z resztą miałam dla pieska jego jedzonko. Odpoczęłyśmy sobie i powrót. Po drodze apteka dla mnie, i sklep zoo dla Altusi. Nagadałam się z Panem na temat środków przeciwkleszczowych i w końcu kupiłam jakieś doskonałe kropelki ale tylko na 3 tygodnie. W domu ulotka- takim druczkiem oczywiście  że łatwiej się zastrzelić niż przeczytać. W końcu dałam radę. Od razu to wszystko zrobiłam i sunia jest bezpieczna.

Chyba była zmęczona całym dniem , bo zaraz poszła sobie spać, dałam jej kolację do łóżka.

11:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 kwietnia 2009
Pieczątka
 Mimo woli czasem porównuję sobię Altusię do Tymka lub Axy, pewnie niepotrzebnie, bo to tak skrajnie różne psy, jak niebo i ziemia. Pod każdym względem , ale teraz chciałam o czułościach.
Wszystkie psy, które przewinęły się przez moją opiekę, "dawały buzi". Ja uważam to za bardzo miłe, a najmniejszych problemów nie było , żeby to wprowadzić. Ostatnie  "moje" psy, golden i labek, mają całowanie we krwi, lubią, stosują i nawet nie trzeba uczyć , tylko się schylić i podstawić. Bouviczki są inne. W naszym przypadku było inaczej.  Najpierw w ogóle musiało potrwać żeby sunia mnie polubiła, a potem ona stopniowała stopień zażyłości. Nie ponaglałam.
Przyszedł czas, że sama zaczęła się przytulać, opierać o mnie , stawiać brudną łapę na moim czystym bucie,/uwielbiam/  szturchać ,nadstawiać do głaskania i pokazywać-gdzie ... Teraz już mogłam powiedzieć , "to niech jeszcze będzie buzi"
Nie było trudno, ale okazało się , że inaczej to rozumiemy. U Alturki, to wygląda tak, że szybkim ruchem odbija mi na policzku swój nos i pysk. Żadne straszne lizanie.  Taka pieczątka. Bardzo śmiesznie, ale ja to zaakceptowałam, zaliczone. Jest oryginalnie.
A a propos odmienności, TYLKO Alturka "fuczy" przez nos , w momentach czułości, głaskania, drapania i "czułych słówek".
12:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2009
21:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
21:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Zaraz, zaraz
 Wiele rzeczy w naszych wzajemnych relacjach z Alturką wychodzi nam dobrze i w sumie uważam że wspaniale ułożyło się między nami. Bardzo dużo umiała zanim się poznałyśmy, wiele nowych zwyczajów i zachowań powstało tylko na nasze potrzeby, w czasie odkąd jesteśmy razem.
Ale też widzę, że ciągle trzeba pracować nad tym, żeby powtarzać i utrwalać to, co już zdobyte. Ostatnio na przykład stwierdzam, że czasem nawala odwoływanie od czegoś znalezionego gdzieś tam w terenie. Do jedzenia oczywiście.
Wygląda to tak, że Alturka trafia na coś w trawie i zaczyna pożerać. Ja wtedy dosyć gwałtownie ją wołam, a ona  patrzy na mnie, mina jest właśnie pt. " zaraz, zaraz" , poczym zaczyna połykać coraz szybciej, aż skończy i wtedy pędzi do mnie. Dodatkowo jest to wprost proporcjonalne do odległości jaka jest między nami. Jeśli łobuziak jest blisko, czasem rezygnuje w połowie, a jeśli dalej to nie, w dodatku widzę jak kątem oka sprawdza czy się nie zbliżam.
Myślę, że muszę zacząć od powtórki w domu, a potem bardziej się pilnować żeby jednak ZAWSZE mieć coś bardziej atrakcyjnego w nagrodę , na wypadek gdy da się namowić aby te wspaniałości zostawić.
03:03, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 kwietnia 2009
Nowe szlaki
 U Alturki dzieje się dosyć dużo. Było zebranie post-Alteri, kilka osób które nadal chcą coś robić, nawet mają konkretny plan. Oczywiście Alturka była ze mną, jako jeden z 3 psów.
Wszystkie były bardzo grzeczne, nie wstydziłam się za jej zachowanie, chociaż nikt nie widział jak potem chciałam żeby się rozruszała i odpięłam ją ze smyczy. Jak prysnęła w krzaki ....siwy dym. Tym razem ja już nie histeryzowałam, powiedziałam  - mam 15 minut, idę na placyk dla dzieci, na ławkę. Była tam  moja sąsiadka z dzieckiem /7 l./ oraz facet który codziennie rano /wczesniej niż ja/ chodzi do sklepu. Ma Tinę to prawie - ogar, tez suczka, łagodna , spokojna, zaprzyjażniłyśmy się .Zaproponowałam że ją poczęstuję chrupkami Alturki. Od tego momentu już mnie nie odstępowała w ogóle. Po jakimś czasie na horyzoncie ukazała się Alturka , która wracała z tych swoich krzaków.  Wszyscy stwierdzili  że ogar który nadal siedzi przy mnie , patrzy mi w oczy i zajada chrupki Altury, bez wątpienia zostanie teraz rozszarpany.
Tymczasem Alturka która wie, że aby dostć coś dobrego trzeba grzecznie poczekać, położyła się parę kroków od nas, głowa na łapach i pokazowo czekała na swoją kolej. To było piękne.
Do ogara nie miała nic.
A potem jeszcze łąka i tam ciekawe zapachy w trawach. Leszek cały czas mówi , że teraz wszędzie są gniazda i nie wolno psa puszczać luzem, ale ja puszczam. No i rzeczywiście 2 bażanty miały przymusowe latanie a przepiórkę Altusia  nakryła w trawach i pewnie capnęła by za ogon gdyby nie to, że wykonała ten swój artystyczny skok, z takim zawiśnięciem w powietrzu / kto zna bouviki, ten wie o czym mówię / no i wtedy traci na czasie.
Właściwie to całe szczęście, bo musiałabym albo reanimować przepiórkę, albo adoptować jej gniazdo. A Altek wytarzany, cały w słomach i trawach.
Nie wzięłam aparatu /duży błąd/ ale po  tym tarzaniu zrobiłam Altkowi zdjęcie komórką i kto jej nie zna, nie wie gdzie  pysk, a gdzie oczy i reszta, bo wszystko obwieszone jest słomą,trawą i listkami - taki sobie impresjonizm.
Myślałam, że jeśli pójdziemy sobie inną trasą, w przeciwnym kierunku i dalej, to unikniemy kąpania wtym kanale ze ściekami. Ale nie ma tak dobrze. Okazało się , że kanały są równolegle, co jakiś czas, więc tym razem znalazła inny. I normalka - wrócił mi zielony pies na chudych mokrych nogach, zadowolony z siebie i uśmiechnięty. Nawet trudno się na nią złościć. To przecież ja nie przewidziałam.
10:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 kwietnia 2009
Po.
Tyle przygotowań i już po. Za krótkie te Święta w stosunku do włożonej roboty.
Moja
 Mama wykazała się bohatersko /nigdy jej nie dorównam/ bo zrobiła przyjecie integracyjne, żeby wcielić nową rodzinę Tomka , do naszej.
W tym celu zaproszone były wszystkie nasze ciotki, plus my, zrobiło się kilkanaście osób. Wszystko było perfekcyjnie, Mama nie spała 3 noce , ale nic sobie nie dała pomóc. Już nie raz próbowałyśmy z Dorotką, jakieś sprzątanie czy mycie okien , ale Mama jest nie do przejścia, poprawia po nas wszystko. Tak ma.
W każdym razie wszystko wypadło bardzo miło, Tomkowa Ania została przyjęta do rodziny, to nawet nie było trudne bo jest skromna i miła, Grześ wszystkich zawojował bo to dzieciak-rakieta /to syn Ani/-pogaduchy z wszystkimi od pierwszego wejrzenia,  a Pawełek /to mój wnuczek/ - troszkę płakał, więc ciotki długo obradowały , z jakiego powodu.
Natomiast Altuś przez 2 dni był zaniedbany. Oczywiście że jedzenie i ogródek, ale żadnych wycieczek , bo ja nie miałam czasu, a Leszek pracował.
Wczoraj gdy wróciłam, sunia była po spacerku, ale wyrażnie niewyżyta.
Zaczęły się stare numery - wciskanie mi klapków, pilota, komórki, rozgląda się co jeszcze.
Powiedziałam - misiaczku , obiecuję ci jutro porządny spacer. A narazie poszłam z nią poćwiczyć. Fajnie nam szło .
A dzisiaj dotrzymałam obietnicy. Wisła, żuczki, bażanty. 7 razy wytarzała się w słomie i trawie. Strasznie lubię jak to robi. Wracałam z chochołem. Słoma była wszędzie - pysk, szyja, grzbiet,tyłeczek. Dowód , że spacer się udał.
21:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 kwietnia 2009
Grożnie ?
  Wygląda na to, że wyglądamy z Altkiem dosyć autorytatywnie, bo gdy dzisiaj póżnym wieczorem szłyśmy sobie ścieżką rowerową wzdłuż głównej drogi, az 3 samochody zatrzymały się przy nas w różnych sprawach. Kierowca pierwszego,pytał jak dojechać do Kryspinowa. Wytłumaczyłam , to było łatwe. Drugi przemawiał absolutnie nieartykułowanym językiem, był zarąbany maksymalnie,  na szczęście nie on prowadził, nie zrozumiałam kompletnie nic, nie dogadaliśmy się, pojechali. A kolejny, zatrzymał się , wychyliła się babka,  i powiedziała - niech pani uważa zwłaszcza z psem bo my przed chwilą widzieliśmy dzika. Jest tu w okolicy, biega , i możecie go spotkać. Podziękowałam , ale potem właściwie chciało mi się śmiać. Wiadomość brzmiała abstrakcyjnie, wierzę że to co kobieta widziała to nie fatamorgana, bo w pobliżu jest Lasek Wolski, działki , słyszałam juz o dzikach w okolicy. Ale myślę sobie że gdybyśmy się rzeczywiście spotkali , to byłby strasznie przerażpny. Szosa, samochody, dużo ludzi. Zaatakowałby  Elę i Alturkę ? Pewnie szukałby gdzie się schować. Nie mówię że nie zrobiłby na nas wrażenia, ale nie ma mowy o panice. Jestem pewna że Altek tez wykazałby się rozsądkiem, a już na pewno przy mojej sugestii. Jednak nie ma co się wymądrzać, teoretycznie wszystko wygląda inaczej. Na wszelki wypadek wróciłyśmy do domu.
Moja dziewczynka, taka jest ostatnio kochana, uwielbiam ją.
21:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Żuczki.
 W tych suchych trawach , na szlakach którymi ostatnio chodzimy, pełno jest jakichś małych żyjątek. Ja właściwie nawet nie widziałam ich z bliska, ale Alturka namierza je bezbłędnie.
Być może, to są te, które wydzielają jakiś odstraszający zapach, bo dla niej każde takie spotkanie, to przeżycie.
Staje nad tym czymś sztywno , jest cała napięta, postawione uszy,powoli zbliża nos.  I nagle - wyskok wysoko w górę na sztywnych łapach, a potem coś jak małe polowanie. Naskakuje, wącha , prycha. Pięknie to wygląda.
Podobnie się zachowywał nasz poprzedni pies, z tym , że dla niego stres związany z żuczkiem był na tyle duży, że jeszcze po długim czasie skrzętnie omijał to miejsce.
Dla Alturki to wyzwanie.
13:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 kwietnia 2009
Komentarz do zdjęć.
 Mam nadzieję, że nikt nie zarzuci mi maltretowania zwierząt w związku z "halti" na pysku Alturki. Nosi go z kilku powodów, ale w niczym jej to nie przeszkadza. Może szczekać, gryżć, pić, ziajać i nawet zżerać świństwa.
10:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
10:18, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Nowości.
 Od jakiegoś czasu siedzi mi w głowie nowa teoria na temat wychowania psów, która zaprzecza wieloletnim dotychczasowym. Mam na myśli podważenie założenia że " pies maksymalnie wybiegany i zmęczony, to pies szczęśliwy". Ja też od lat tak uważałam. Teraz powstała nowa teoria, która stawia na spokój i wyciszanie. Autorką jest niezaprzeczalny autorytet w dziedzinie kynologii - Turid Rugaas z Norwegii, znana z opracowania sygnałów uspokajających / czyli psiej komunikacji /. Trudno streścić w 2 słowach, ale w sumie chodzi o to, by nie inicjować zabaw "podkręcających" psa , jak np. aportowanie, ponieważ jest to namiastka łańcucha  łowieckiego w którym w wypadku aportu, brak ostatniego ogniwa , co psa stresuje. Że lepsze są wszystkie zabawy i ćwiczenia węchowe, które też psa mocno angażują.
Poza tym już w wychowaniu szczeniaka nie należy zarzucać go wrażeniami, a raczej czekać na jego odkrycia i osiągnięcia, reagować umiarkowanym entuzjazmem. Spokój, spokój. Reasumując - podążać za psem a nie narzucać mu tempa.
Dosyć to wszystko rewolucyjne, chociaż nie pozbawione racji. Chciałabym porozmawiać z kimś na ten temat, chociaż pewnie, jak w przypadku wszelkich teorii, będą zarówno jej zwolennicy jak i przeciwnicy.
Pewnie zobaczymy po jakimś czasie, bo są już trenerzy którzy eksperymentują z nową metodą.
09:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2009
20:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 kwietnia 2009
Psia pogoda
Tak nie powinna się nazywać chlapa, deszcz, mokro i błoto, tylko wręcz odwrotnie, pogoda sprzyjajaca psom, taka, kiedy i psom i właścicielom chce się chodzić jak najdalej, bo jest ciepło, sucho, świeci słońce i śpiewają ptaszki.
Dzisiaj tak właśnie było. Taka piękna wiosna ma jednak to do siebie, że wszędzie są małe dzieci i matki które zazwyczaj nie lubią dużych, czarnych , kudłatych psów. Z kolei nad Wisłą liczne grupki głośnych, średnio eleganckich /w mowie i wyglądzie/ facetów z butelkami w trawie. Górą wału można iść w lewo bardzo przyjemną ścieżką, ale tam czyha kanał , który wszystkie psy przerabia na zielone. Szukając nowych dróg, poszłyśmy więc dzisiaj w prawo. Ścieżka najpierw trochę schowana , może dlatego tak mało  spacerowiczów tam trafia.I wreszcie to było TO. Bażanty dla Altusi, wygodna droga dla mnie, bazie, suche trawy do skoków i Wisła. Było super.
16:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Nocne atrakcje
Wczoraj na zakończenie całkiem fajnego dnia, Alturka wycięła mi niezły numer.
Wzięłam ją o 22-ej na ostatnie sikanie, żebyśmy nie zrywały się rano , na drugi dzień.
Nakręciła się już po drodze , gdy osiedlowy kot przebiegł jej drogę. Co z tego , że wypuściłam ją w przestronnym, oświetlonym miejscu, jeśli najpierw trzeba było szukać tego kota. Oczywiście bez skutku, ale po drodze były wielkie zarośla i tam przepadła mi bez śladu. Najpierw czekałam spokojnie z nadzieją że w końcu wróci, potem zaczęłam się denerwować i martwić, w końcu klęłam i żałowałam że w ogóle ją odpięłam ze smyczy. Po godzinie byłam już zmarznięta na kość, bo za lekko się ubrałam - miało być krócej. Myślałam sobie ,że najlepiej jest czekać tam , gdzie się rozstałyśmy, z kolei chodziłam sprawdzać czy nie wyszła gdzieś od drugiej strony. Było ciemno i cicho , z daleka słychać było szczekanie w azylu, więc oczywiście też przeszło mi przez myśl - czy tam nie zawędrowała.
W końcu poszłam do domu żeby ubrać coś cieplejszego, wzięłam telefon i powiedziałam Dorotce żeby sprawdzała czy sunia nie wróciła pod dom, bo ona nie szczeka żeby ją wpuścić. Obiecała że będzie zaglądać co parę minut. Ja wróciłam w poprzednie miejsce i czekałam dalej.
W sumie minęło 2godz /dwie godziny/ ! zanim do mnie wróciła, dokładnie w tym samym miejscu gdzie mi uciekła.  Pojęcia nie mam czy cały czas tam była, czy obeszła gdzieś dalej, czy może było jakieś polowanie w międzyczasie. Wcześniej , w tych moich rozterkach, pomyślałam że lepiej żebym nie kręciła się tam za dużo, bo jeśli będzie szukała po śladach, to żeby ją nie zmyliło.
Trudno opowiedzieć, co czułam gdy wreszcie ją zobaczyłam. Pewnie, że przywitałam ją serdecznie , ale uświadomiłam sobie , co by było gdybym ją straciła...
A finał przygody jak zawsze - micha wody w domu i poszła prosto do swojego łóżka. Spanie z chrapaniem.
Mnie w ogóle odechciało się spać.
Po godzinie okazało się , że to jeszcze nie koniec, bo Alturce zebrało się na wymioty.
No i teraz to już miałam przegląd tego wszystkiego co się działo w tych krzakach.
Sama przyjemność sprzątać to z dywanu, łącznie z nawet jakąś kupą.
Fakt, że to ludzie zadbali o to, że to wszystko znalazło się w krzakach. I tyle się mówi , żeby sprzątać po swoich swoich psach, a kto ma sprzątać po ludziach ?
Dla mnie wniosek jest taki : albo ograniczymy spuszczanie ze smyczy, albo zmiana trasy, albo i jedno i drugie. I jeszcze zorganizować psu coś na tę florę bakteryjną której jej najwidoczniej brakuje.
11:12, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 kwietnia 2009
Co u Alturki
Nie wymysliłam do tej pory żadnej dobrej metody żeby zważyć Alturkę.Nie ma specjalnego powodu , ale tak kontrolnie, po zimie  i również dlatego że zmieniłam jej karmę na Bosha.
Jest za wielka żeby ją wziąść na ręce a u weterynarza nie bywamy tak często.
W końcu coś wymyśliłam. Nie ważę , tylko mierzę. Dwa wymiary -- "w pasie", czyli żebra w najszerzym miejscu, oraz poniżej , w najwęższym, to chyba się nazywa "słabizna".
Zapisuję te wymiary z datą , a po około miesiącu robię następne i mam porównanie.
No i wyszło na to ,że sunia przytyła 2 cm. Nie wiem jaki tu może być błąd pomiaru, ale przynajmniej mam jakąś orientację. Oczywiście nie będę jej głodzić z tego powodu, ale trzeba zwiększyć ilość biegania. I tak miałam o to zadbać, bo pogoda wreszcie sprzyja.
I właśnie dzisiaj byłyśmy już na takim większym spacerze. Suni nie brakowało wrażeń. Najpierw pomogłyśmy chłopaczkowi odnależć dobermana który uciekł z domu /a ja spotkałam go po drodze/, potem rozmawiałam chwilę z sąsiadką, której przy nodze stał KOT. Alturka o 30 cm od niego, na smyczy, więc bez możliwości działania, oboje patrzyli sobie w oczy i żadne nawet nie drgnęło. Po chwili jednak , kot nie wytrzymał napięcia i dał nogę.
Potem jeszcze sklep, potem łąka gdzie było bieganie i skoki, ale ponieważ ja się wzięłam za robienie zdjęć , więc jeszcze trzeba było pozować. Po tym wszystkim Alturka wróciła nieżle zmęczona.
Zdjęcia wkrótce będą się pojawiały częściej, ponieważ Tomek zostawił mi do użytku swój aparat, a ponieważ jest mały, będę go zabierać na spacery.
19:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 kwietnia 2009
Nowy
Mamy na osiedlu nowego psa. To młody mopsik, według mnie okropnie brzydki, no  ale mopsik taki ma być. Ma wyłupiaste oczy, skrócony pysk, krótkie nogi i  ogon jak precel, jest mały i gruby. Oczywiście piękne jest nie to co piękne, ale co się komu podoba i dobrze że tak jest. Dla mnie ideałem psiej urody jest seter, golden lub wyżeł więc z założenia nie może mi się podobać mops. Zrobiłam wyjątek tylko dla bouvierów.
Zastanawiam się tylko, czy ten pies na pewno dobrze trafił, bo  jego pani to młoda dziewczyna która zawzięcie biega, więc mały, chce czy nie, biega razem z nią. Język ma do pasa, minę nie specjalnie zachwyconą, myślę że bardziej marzy mu się kanapa, niż takie treningi. Myślę , że każdy inny pies doceniłby bieganie ale ten, chyba akurat nie bardzo.
13:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »