www.alteri.pl
RSS
piątek, 29 kwietnia 2011
jedziemy z wizytą

    Odbyłyśmy z Alturką dawno umawianą i przekładaną wielokrotnie rodzinną wizytę. W zaproszeniu polożony był nacisk na obecność Alturki, więc się z tego nie wykręcałam. Dojazd licząc w obie strony był dosyć męczący. Na tej trasie autobusy przeładowane są o każdej porze.W powrotnej drodze miał nawet miejsce nieprzyjemny epizod z babą.  Stała obok Altury,  która absolutnie nie zwracała na nią uwagi. W dodaku zaczynała się burza , więc sunia zdecydowanie kleiła się do mnie i cały czas szukała mojej stopy żeby na niej postawić swoją, zawsze tak robi. A babsko ni w pięć ni w dziesięć mówi : "nie mam zamiaru być wylizana przez tego psa ! " Wkurzyła mnie w momencie, ale mówię: " wcale to pani nie grozi bo jakoś się na panią  nie rzuca z tym lizaniem jak widać "
A baba : "będę musiała płaszcz dawać do czyszczenia bo pies - wielki pasażer"
więc ja : "taki sam pasażer jak pani. I grzecznie stoi, wolno mu !"
Baba wysiadła. My zostałyśmy , a co , na lizanie trzeba zasłużyć a takie wredne baby to w ogóle nie mają szans.  Ale nie zdążyłam jej tego powiedzieć.
A na rodzinnej wizycie było tak  fajnie ! Nagadałyśmy się,  /jeszcze za mało /, Sunia popisała się swoimi sztuczkami, jadłyśmy dobre rzeczy, wymieniłyśmy adresy blogowe i oglądnęły zdjęcia.
Szkoda tylko , ze to podróżowanie po mieście jest takie męczące.




19:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
pracujemy

 W ostatnich zajęciach w szpitalu wzięło udział 10-ro dzieci. Najmłodszym  był  2 letni chłopczyk,  który początkowo  mrużył oczy za każdym razem gdy któryś z psów się zbliżał. Ponieważ jednak nie można było tego uniknąć, trzeba było  polubić . Lody przełamała Tora, nasza śliczna , wesoła goldenka i pod koniec zajęć, mały już się do niej uśmiechał. A już całkowicie spodobało mu się, gdy polizała go po rączce.
Jednak głównym wydarzeniem  było dzisiaj to, że nieoczekiwanie znowu pojawił się  Rafał - gwiazda z poprzednich zajęć. To ten 4 latek, ktory tak świetnie zareagował na obecność psów, mając bardzo duże ograniczenia.  Wiedziałyśmy, że w jego przypadku nie będzie miał kto zadbać o to, by dotarł na zajęcia, bo z rodzicami nie najlepiej się tu współpracuje.  No i zajęli się tym lekarze.../nie do uwierzenia/.
Rafał był niesamowity. Wyrywał się do wszystkiego, każde ćwiczenie robił 2 razy.  Slalom nadgorliwie zrobił " tam i z powrotem". Wszystko już wiedział lepiej niż nowe dzieci i miał minę starego wyjadacza. Jako pierwszy przeczołgał się pod Alturą , czego pozazdrościli  mu pozostali i koniecznie też chcieli zaliczyć.
W którymś momencie w ramach nagrody, dałam mu smycz i mógł przeprowadzić Alturę kilkanaście kroków SAM. Byli prawie że równi wzrostem. Chłopczyk chodzi z trudem,  ale  był tak przejęty i tak rozpierała go duma, że wszelkie trudności , nagle  stały się mniejsze.
A  Alturka dzisiaj wyjątkowo surowo traktowała swoje koleżanki. Ciągle "zwracała im uwagę" więc było dosyć głośno. Za to w powrotnej drodze pięknie dała się zaprosić do zabawy młodziutkiej Russelce która śmigała w trawie i nawet bałam się że moja potraktuje ją jak zająca lub kota.  Ale nic z tych rzeczy.

00:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 kwietnia 2011
spacery

Nastał czas coraz dłuższych spacerów. Najlepszy czas, bo póżniej zaczną się upały. Jest wreszcie porządna, świeża  trawa do tarzania. Niestety,  jest także na naszej trasie kanał,  którego żaden  pies nie omija,   chociaż  każdy wychodzi  z niego zielony,  niezależnie od wcześniejszego koloru. Tak  jednak jest  od dawna i wszystkie te psy żyją  i  nawet nie świecą w nocy, więc chodzimy tam nadal.
Na  drugim  zdjęciu   trochę widać końcowy efekt,   czyli stan po spacerze, chociaż w oryginale jest znacznie gorzej.

14:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
w samą porę

Czasem zdarza się , że wracamy do domu , ktoś otwiera nam drzwi i od razu od progu słyszymy - " gdzie się podziewasz, znowu cię nie było,  dlaczego tak długo, nawet nie wiesz co tu się działo w tym czasie !"
Ja tak miałam dzisiaj.   Z Alturką.  To ona była na progu.
Zaczynała się burza, grzmiało od dobrej chwili a jak wiadomo buwiśka burzy boi się panicznie,  Wyobrażam sobie co przeżyła sama,  bo wszystko to było w tym powitaniu na progu : skowyt, jęk, szczek, pisk i jeszcze jakieś inne odgłosy których dotąd nie znałam.
Burzę można przetrwać tylko razem.

19:20, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 kwietnia 2011
skarb

To był wieczorny spacer, ostatni. Dobrze sprawdza się wtedy boisko: duże, urozmaicone, blisko domu. W ciągu 10 min. zostało  przemierzone wzdłuż i wszerz.  I nagle okazało się , że ciekawie i zachęcająco wyglądają jeszcze krzaki na obrzeżu.  Sunia chwilę stała wpatrzona w tamtą stronę, w końcu zdecydowała się , pobiegła i zniknęła w zaroślach. Nie było jej dość długo. Zniecierpliwiłam się w końcu, zaczęłam ją wołać, w końcu zagwizdałam. Było daleko, mogła nie słyszeć , ale w końcu - jest ! Z daleka widzę że zmierza w moją stronę, ale nie pędzi jak zwykle, tylko drobnym truchcikiem , ciągnąc coś za sobą.
I niech ktoś mówi że jeśli pies nie lubi aportować i nosić  w pysku,  to nie będzie tego robił. Wszystko zależy od motywacji ! Tym razem,   cennym znaleziskiem była wielka podwójna kość, z którą tak trudno było się rozstać ... Sunia położyła się w połowie drogi i niespokojnie patrzyła jak się zbliżam. Nawet pojednawczo ruszyła ogonkiem.
Nie mogłam jej tego skarbu odebrać. To tak jak z dzieckiem gdy mu na czymś bardzo zależy - pewnych rzeczy po prostu się nie robi /dzieciom i pieskom /. Kość wyglądała przyzwoicie a ja poza tym byłam ciekawa , co będzie dalej. Więc tylko  przypięłam smycz i pozwoliłam suni zdecydować.  Niosła ją do samego domu. Szła jakaś taka dumna, wyprostowana...A potem chyba już straciła zainteresowanie bo położyła gnata pod schodami i raczej nie miała w planie targać go na górę.

10:27, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 kwietnia 2011
zaczęło się

Kleszcze -  już są. Niesamowita jest ta cykliczność w  życiu. Sunia jest już zabezpieczona , ale jednak jeden się przyczepił.   Pamiętam jak jakiś czas temu, na balkonie usuwaliśmy psu kleszcza, a moja córcia, wtedy jeszcze przyszły biolog, jak zaczęła go oglądać, liczyć mu łapy, zaglądać w pysk, jeszcze przez lupę...   Skończyło się tak,  że go zgubiliśmy.

10:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 kwietnia 2011
Psy naszych sąsiadów.

Właściwie prawie o każdym z nich już kiedyś coś pisałam.
Jest tu beagle, jak każdy tej rasy - wesoły, nieposłuszny, "wieczny szczeniaczek" którego rodzina nie spuszcza ze smyczy i chyba słusznie.
Jest też podhalańczyk, który codziennie wieczorem obiega osiedle wlokąc swojego pana na drugim końcu smyczy.
Są dwa owczarki niemieckie - jeden z nich z całą pewnością z domieszką belgijskiego, który nigdy w życiu nie opuścił swojego podwórka , oraz drugi , ogromny który przy nas wyrósł i przez jakiś czas Alturkę podrywał a teraz na nią poluje.
Następny, to jamniczek terytorialista, który pilnuje swojego domu bez ogrodzenia i z miną lwa wyskakuje na ulicę na  każdego przechodzącego psa, jesli popatrzy w jego stronę.    I wygląda, jakby one mu mówiły : "spokojnie, wcale nie idziemy do twojego domu"  Naprawdę wielki, bojowy duch obrońcy w tym małym piesku.
I na odmianę nowofunland, jedyny pies który przebija moją buwiśkę. Jest bardziej czarny, ma więcej sierści, większą masę , większe nogi i głowę chyba też. Jest piękny i błyszczący. Z daleka wygląda jakby szedł  w wielkich kapciach. Niestety jego bardzo zajęty pan, chcąc jednak psu zapewnić spacery i rozrywkę, powierzył go sąsiadowi który czasu ma na odmianę mnóstwo. Również niestety, wyobrażenia o spacerach pana i psa bardzo od siebie odbiegają. W efekcie tego,  psisko większość czasu spędza przywiązane do płotu, podczas gdy pan piwkuje z osiedlowymi kolegami. Fama głosi, że poszli kiedyś nad Wisłę i pieseczek przepłynął ją na drugą stronę, nie reagując na wołania.  Ale czy to prawda - nie wie nikt.
Na tle tych wszystkich psisków, nasza Altura bez wątpienia jest psem najbardziej hołubionym i traktowanym po królewsku.  Czasem nawet ktoś sobie próbuje  żartować  na ten temat, jednak nie ma z nami dyskusji w tym temacie.
Oczywiście możemy o niej opowiadać bez końca , a jeśli ktoś nie chce słuchać, to i tak MUSI  przyznać , że sunia jest wyjątkowa i że drugiej takiej nie widział.

10:11, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 20 kwietnia 2011
co z nami ?

Zarzekałam się, że nie będę pisać tu o innych sprawach niż "psie"sprawy.   Jednak coś nie daje mi spokoju. Gdy ostatnio byłam w okolicy K. Mariackiego na Rynku, akurat zbierały się tam grupy manifestujących.   I tych "za" i tych "przeciw".   Po obu stronach czuło się wielkie emocje.  Ja też poczułam  te nastroje.   Jednak pod tymi flagami , sztandarami i transparentami, nie było patriotyzmu. Była zaciekłość, wrogość, determinacja.   A przecież wróg  był rodakiem.   I tak naprawdę , nie było o co z nim  walczyć. Dlaczego bohaterscy Polacy  są wspaniali i solidarni w takich momentach historii jak wojna, okupacja.  Wtedy  robią  powstania, rewolucje, partyzantkę.  Narażają się , poświęcają, dają z siebie wszystko.   Ale   jeżeli przez jakiś czas nic nam nie zagraża,  jest pokój i wystarczy pracować żeby żyć spokojnie,   to wtedy - jest za nudno ? Bo takie emocje tam widziałam -   chęć rozrabiania, adrenaliny.   Nawet potrzeba używania wielkich słów,  a przecież tam nie było miejsca na ich zastosowanie. Absolutnie nie.
A więc czy naprawdę nie umiemy spokojnie żyć ?   Czy jeśli wokół nie ma dramatów ,  to je wymyślimy ?

21:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
niespodzianka

Znowu zaskoczyły nas własne dzieci. To dzisiaj wypadała kolejna rocznica -  nasza z Leszkiem. Nie żebyśmy to co roku jakoś celebrowali, ale tym razem nawet pomyślałam o wyskoczeniu po południu na jakieś zapiekanki. Może na Rynku albo na Plantach, z psem pod stolikiem ?
Póki co, od rana wzięłam się za mycie okien.  I nagle telefon - okazuje się, że mamy zamówiony stolik w restauracji, mamy tam wybrać się na obiad i dobrze się bawić. Super! Pozostało tylko  ładnie się ubrać  / przypomniałam sobie że w spódniczkach też się chodzi/...
Było bardzo miło : najpierw połaziliśmy po mieście a rzadko nam się to zdarza.  Potem w knajpce - było nastrojowo, w starym stylu, przytulnie. Przeszkadzało mi tylko,  że w tle śpiewał Fogg, a to zdecydowanie nie moja bajka. Ale ogólnie - bardzo lubię takie wyjścia. Lubię też jeść "na mieście", pewnie dlatego , że całe życie jem domowe.

 

ps.  Na koniec trzeba było zdać sprawozdanie, czy zostało dobrze wykorzystane i docenione. I  dowiedzieliśmy się żeby się nie przyzwyczajać ,  bo następna impreza dopiero znowu za 5 lat.

21:50, cymestymek
Link Komentarze (2) »

21:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 kwietnia 2011
na rowerach

Od zawsze mówiło się, że nie ma nic lepszego, niż wziąć rower , wziąć psa i zorganizować mu bieg na kilka kilometrów.  Odkąd zrobiło się ciepło, bardzo wielu właścicieli którzy tak myślą, widuję. I zaczęłam mieć wątpliwości. Wiem, że każdy w pierwszym odruchu powie że wymyślam, ale ja przyjrzałam się dzisiaj takiemu psu. Akurat to był husky. Biegł przy rowerze wąską ścieżką rowerową. Widać było , że jest mocno skupiony, żeby - po pierwsze nie dostać się pod rower. Po drugie - nie wpaść na kogoś lub coś z naprzeciwka. Po trzecie - utrzymać właściwe tempo, czyli nie zostać w tyle bo pociągnie go smycz, ani nie wyprzedzać rowera bo pan się wkurzy.
No więc czy dla psa to jest szczyt szczęścia ? Gdyby w tym czasie nie przemierzał gorączkowo kilometrów, tylko na pięciu  metrach kwadratowych mógł sobie spokojnie wszystko obwąchać i podsikać, byłby na pewno bardziej zadowolony. Czy wielkim pożytkiem dla niego jest to , że bardzo jest zdyszany ? bo jest, pewnie że jest. To trochę tak jak chomik z tym swoim kółkiem w którym się biegnie bez końca. I bez sensu.

19:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 kwietnia 2011
jak co roku

Znowu Święta - coraz bliżej. Znowu uważam , że w domu jest tragicznie brudno. I znowu nie mogę się jakoś za to zabrać.  Od czasu do czasu , poruszam temat malowania kuchni,  ale  Leszek mówi wtedy : "nie bądż złośliwa" i wychodzi z psem na spacer , żeby to przeczekać. Czasem się złoszczę , mówię : "dobrze, niech tu sobie wszystko zgnije", ale na nikim to nie robi wrażenia.
Więc pewnie znowu odwlokę jeszcze ze 2 dni, a potem.....jak zwykle.

12:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 kwietnia 2011
zajęcia

Minął  kolejny czwartek w szpitalu.  Nadal chodzę z suszarką do włosów żeby Alturę suszyć przed zajęciami.
Po ostatnich warsztatach w Warszawie, dziewczyny wprowadziły kilka nowości. Doszły "stopki" / ślady psich łap jakby /, namalowane, wycięte i przyklejone do podłogi. po których przechodzi pies, a za nim szeroko rozstawiając nogi - dziecko. Ewentualnie przejeżdża wózkiem. Do zabawy w szukanie miseczki ze smakołykiem pomiędzy dziećmi, Altura wprowadziła dodatkowy element:  miseczkę się opróżnia jak najszybciej, po czym podaje po dokładkę. Dzieciom się spodobało, bo tylko Czarna tak robi.
Dzisiaj od początku był z nami nowy  pan doktor, który bardzo był ciekaw jak te zajęcia będą wyglądać. Znał z oddziału dzieci które brały udział , więc na wstępie przygotował nas, czego możemy oczekiwać po każdym z nich.  Bardzo był zdyscyplinowany,  o wszystko  nas pytał i bardzo się starał, więc rzeczywiście okazał się pomocny. W trakcie zajęć jednak,  minę miał absolutnie nieprzeniknioną.  Byłyśmy ciekawe, co tam sobie myśli i jak nas ocenia. Został dłużej,  jeszcze po zajęciach. Zapytał, czy teraz może pogłaskać psy, bo już są po pracy.
A potem,  usłyszałyśmy od niego zdanie, dla którego warto było się starać. Powiedział : " nie poznaję Rafała  /to 4 latek z reumatologii/  W życiu bym nie przypuszczał że on tak się zmobilizuje. Niesamowicie się starał, przy jego ograniczeniach - aż trudno uwierzyć ! "  Czy trzeba czegoś więcej ? Na koniec jeszcze rozdałyśmy dzieciakom puzzle, zrobione ze zdjęć naszych psów. Mają je ułożyć, rozpoznać, podkleić i podpisać. Alturkę dostał właśnie Rafał.
A w drodze powrotnej sunia rozbawiła pasażerów w autobusie. Rozsiadła się  "dwu-stopniowo "  czyli zajmując 2 schodki, ale w taki sposób, że jej tyłek siedzi na górze, a cała reszta poniżej, na następnym  stopniu. ma przy tym taką poważną minę...Ja też uważam że to jest śmieszne.

10:27, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 kwietnia 2011
dla GUS u

Spis powszechny nikogo nie ominie ponieważ jest obowiązkowy i straszą dużymi karami , gdyby ktoś się migał. U nas babcie narobiły ruchu, ponieważ mieszkając samotnie ,  obawiają się wizyt obcych facetów, czyli rachmistrzów.
Wobec tego , przymierzyłam się wczoraj do wypełniania tego druku przy pomocy internetu. Dałam radę, mam z głowy - polecam. Utknęłam tylko na telefonie stacjonarnym, bo jak mam podać jego nr. gdy u nas wszyscy mają komórki ? A to się uparło - podaj i podaj!  Wreszcie moje mądre dziecko wymyśliło żeby wpisać nr.kierunkowy a dalej 7 zer. Poszło !
Czuję, że jak się rozniesie, to będę mieć więcej zamówień /np. teściowa../.
Może ogłoszę, że za "drobną opłatą " świadczę takie usługi ?        /żartuję/.

11:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 kwietnia 2011
już po

Zupełnie nieoczekiwanie, u dentysty było mi bardzo dobrze. Po prostu - miła i wręcz relaksująca wizyta. A ja kazałam wszystkim dookoła trzymać za mnie kciuki  / może   to zadziałało ?/ . Mimo to nadal uważam , że zęby to najgorszy wynalazek w przyrodzie.  A borowanie  , to  jedna z gorszych rzeczy jakie robi człowiek człowiekowi. I ja tam poszłam z własnej woli -  mogło być dużo gorzej !

19:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 kwietnia 2011

17:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Ale było fajnie ! Spotkałyśmy się z Jagodą - po roku ? czy po dwóch ?  żeby  pójść z naszymi psami nad Wisłę.  Jagoda jest nie do rozpoznania.  Rok w tym wieku  to bardzo dużo. Bez dwóch zdań jest teraz niezłą laską, w dodatku ma świetnego psa. Wprawdzie w połowie wycieczki zaczęło padać  i coraz bardziej , ale nikomu to nie przeszkadzało. Tak czułam , że Altkowi spodoba się to spotkanie. Zaskoczyła w dawne klimaty, bo  nowy kolega pewnie pachniał znajomym domem a poza tym był z tej samej szkoły, więc dogadali się natychmiast. Fantastycznie się pogonili, aż miło było patrzeć. Suńka tylko ze swoimi goldenkami z Fundacji tak się bawi.
Oczywiście nie udało mi się pochwalić tym,   jak Alturka mnie słucha i jakie jesteśmy zgrane,  bo jak na złość akurat  nawet głupiego "siad" nie chciała zrobić, ale to nie pierwszy raz gdy coś ma być na pokaz. Nie mam jednak zamiaru się tym zamartwiać bo akurat ani Jagodzie ani Agnieszce nie muszę nic udowadniać. Znają na wylot i Alturę i mnie.
Nie o wszystkim jeszcze zdążyłyśmy pogadać,  ale szlaki przetarte i będziemy spotykać się częściej skoro psy tak fajnie się bawią.

17:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2011
niedzielnie

Niedziela, chłodno i słonecznie od rana. Wymarzona pogoda na dłuższy spacer, z psem rzecz jasna. I narazie dzień bez żadnych planów, jesteśmy z Alturką same w domu, luzik. Ostatnio na kazdy dzień było cos zaplanowane. Wczoraj odbyły się imieniny mojej Mamy. Już dawno mówiła że nie ma siły na takie imprezy. Ale złożyło się tak, że zaistniały jakieś "waśnie" w rodzinie i Mama z tym swoim poczuciem że zostało jej już mało czasu, chciała przygotować grunt do pogodzenia. Wszystko wspaniale się udało i teraz wszyscy mamy takie fajne uczucie lekkości i radości, jakie daje pogodzenie, załatwienie ważnej sprawy.
A z miłych rzeczy,  to jeszcze umówiłyśmy się na spacer z psami - z Jagodą. To córka Agnieszki z Alteri,  z którą się lubimy i mamy o czym gadać , mimo różnych kategorii wiekowych.  Podobno ma już swojego własnego psa, więc oczywiście musi mi go przedstawić. I jeszcze w nadchodzącym tygodniu mamy z Altkiem zajęcia w szpitalu  /obie to lubimy/,  spotkanie u koleżanki, tez jesteśmy zaproszone obydwie. No i gdyby nie dentysta w środę, tydzień zapowiadałby się całkiem dobrze.

11:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 kwietnia 2011
babciowanie

Na odmianę cały dzień spędziłam na pilnowaniu Pawełka. Jest równocześnie wykańczający i najukochańszy na świecie. Ma 2 lata ,  zawsze budzi się uśmiechnięty,  chodzi  w poważnych spodniach z mnóstwem kieszeni i rozsyła uśmiechy na prawo i lewo.   Uwielbiam tego gościa.   Zaśmiewa się z byle czego, umie pokazać i wytłumaczyć wszystko o co mu chodzi.  Wycałował zdjęcie Altury w mojej komórce ,  natomiast mnie -  owszem,   chętnie dał  buziaka,   ale potem  powycierał  się bardzo dokładnie.

00:01, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 kwietnia 2011
ruchome

Przeczytałam ostatnio u "Blondyny" o spacerze po molo. Ajki nie był zachwycony,  chociaż oczywiście jako wzorowy pies - wytrwał. To mi przypomniało, jak byliśmy kiedyś nad Wisłą, tam gdzie są Bulwary. Przy brzegu przycumowane były przeróżne pływające rzeczy. Był też drewniany prostokątny pomost, zbity z belek, coś jak tratwa. Ja takich rzeczy unikam, ponieważ oprócz potrzeby stabilizacji w życiu, chciałabym także zawsze  mieć stabilizację pod nogami.
Oprócz lęku wysokości, mam  właśnie tak -  problem z ruchomymi schodami, z jazdą na motorze, chwiejnymi podestami czy ażurowymi schodami. Drabina wchodzi w grę tylko w jedną stronę, to znaczy, mogę  wyjść do góry i zostać tam...na zawsze.
To wszystko od jakiegoś czasu, dawniej tak nie było. Podobno to skutek narkozy , być może, nie wiem.    Natomiast Leszek żadnych takich problemów nie ma , więc przeskoczył sobie na tę "tratwę" jakby nigdy nic.
I Alturka była rozdarta na pół. Bała się wyrażnie tego pomostu, więc została ze mną , ale kusiło ją bardzo...Widziałam to jej wahanie i postanowiłam się przemóc żeby sprawdzić jej reakcję. Jakoś tam, trzymając się wszystkiego przedostałam się na falującą podłogę. I wtedy Alturka tez.  Nie warto było, bo to było okropne. Alturka rozpłaszczona najszerzej jak się da, prawie przylepiona do podłoża. Ja - nogi jak z waty, miękkie kolana i walące serce.
Dobra, 2 minuty, zaliczone i wystarczy.
Opłacało się  z jednego powodu : sprawdziłam zaufanie psiska.  Sama nie weszłaby za żadne skarby, ze mną - już kolejny raz, zrobi wszystko. Bardzo to doceniam.

14:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 kwietnia 2011
najpiękniejsza

Za każdym razem pójście Altka do fryzjera, to cała wyprawa. Dzisiaj znowu nadszedł na to czas. Będzie łatwiej utrzymać ją w czystości, co w związku z pracą w  szpitalu jest wskazane.
Wszystko przebiegło jak zwykle, tym razem wydaje mi się że jest  wyjątkowo starannie dopracowana w szczegółach. Jest pięknie, więc w drodze powrotnej Koleżanka Altura  zachowywała się jak księżniczka. Nawet na przystanku gdzie czekałyśmy dość długo, rozciągnęła się na całą długość wystając poza przystanek. Zwracała powszechną uwagę , a ja udzielałam wywiadów na prawo i lewo.   Zaczynało się zawsze tradycyjnie :  "sznaucer?"  ale potem bywało  ciekawie.
Na przykład :  - co je ?
- ile ma lat ?
- ile ma zębów ?           / naprawdę !/
- czy jest przywieziona z Belgii?  nie? jak to z Poznania ?
- pasterski owczarek ? to z Zakopanego ?

- czemu się nie wita z każdym ?

- czy coś widzi ?




To nie z dziećmi rozmowy, sami dorośli.  Ale zawsze  miłe jest takie  życzliwe zainteresowanie.
A w domu zrobiłam jej zdjęcie dopóki jest taka rozczesana. Okropnie lubię gdy ma takie właśnie nogi - słupki i jest w dotyku  jak zrobiona z weluru.  Aksamitna i   mięciutka.  Dotykałabym ją bez końca.     A  to trwa  niestety tylko do pierwszego spaceru i zaraz potem wszędzie są nawbijane trawy, krzaki i zielska.

18:13, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 kwietnia 2011

15:02, cymestymek
Link Komentarze (3) »
małe

Po raz drugi miała miejce kulturalna zabawa  z malutkim pieskiem. W zasadzie  Altura  była już wybiegana i stała sobie ze znudzonym wyrazem twarzy, gdy obok przebiegał sobie w treningowym tempie pan,  z trzymającym  się  równolegle psiakiem. Mały był przejęty i nie zwrócił na nas uwagi, ale Alturce wyrażnie wpadł w oko. Dogoniła go, co spowodowało że mały przyspieszył, oglądając się niepewnie za siebie.
Ja też niczego nie byłam pewna. Zwykle takim gonitwom towarzyszyło głośne szczekanie i podszczypywanie  oraz śmierć w oczach u ściganego, więc nie dla wszystkich to było fajne. Na wszelki wypadek zagadałam pojednawczo do właściciela.
Okazało się , że mały to znajda - akurat tego już wcześniej byłam pewna, ponieważ był przeokropnie brzydki. Takich psów się nie kupuje, tylko dostaje, znajduje, przygarnia albo coś w tym rodzaju. A potem oczywiście kocha, bo oprócz kiepskiego wyglądu, mogą mieć wspaniały charakter.
A ten - właśnie uczył się biegania pod kątem towarzyszenia panu gdy będzie na rowerze.
Tym razem znowu mój Misiek wykazał się kulturą i dobrą wolą. Nie zdarzyło się nic, za co musiałabym się wstydzić.
Czyżby coś się zmieniało w kierunku większej tolerancji ? Trudno w to uwierzyć , zważywszy że ostatnio znowu czarny kot został zapędzony na najwyższe drzewo w okolicy, a suni  niewiele brakowało żeby wyszła tam za nim.

14:53, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 kwietnia 2011
Dogoterapia

Wydaje mi się, że   do tej pory jeszcze nigdzie  nie użyłam nazwy Fundacji o której tyle opowiadam. A przecież  nie ma powodu do robienia tajemnic, może nawet wręcz odwrotnie.
Tak więc nazywa się ona : "Jak mleczna czekolada..." i nazwa ma swoje uzasadnienie.  Otóż takimi słowami odezwało się  bardzo chore, autystyczne dziecko,  do psa który z nim cierpliwie pracował. Dziecko powiedziało : " Kocham cię. Jesteś jak mleczna czekolada ".
Jeśli ktoś chciałby zaglądnąć na stronkę , to jest to : www.jakmleczna.pl
Ważne, że wbrew obiegowym opiniom o dogoterapii,  tutaj psy traktuje się podmiotowo. Są partnerami w pracy, przyjaciółmi, każde podejmowane działanie uwzględnia jako warunek komfort zwierzęcia.  A niestety, nie wszędzie tak jest.
Tym razem zebranie postanowiłyśmy zrobić w terenie. Pogoda jest rewelacyjna, nie brakuje miejsc w których psy mogą pobiegać a i knajpek w Krakowie jest mnóstwo , są i takie, gdzie pies pod stolikiem nikomu nie przeszkadza.
Alturę z trudem wyciągnęłam z łóżka.  Wybrała się ze mną prawie pod przymusem, bo wg. niej o 9 tej rano , to się po prostu śpi. Dosypiała w autobusie, jeszcze na środku Błoń miała minę pt. "co my tutaj robimy?!"   Ożywiła się dopiero na  widok swoich koleżanek z pracy  /goldenki/. Następnie znowu potwierdziło się , jak dobrze czuje się ona w takiej grupie : kilka osób, kilka psów, razem coś robimy.
Trochę zabawy, trochę ćwiczeń, potem narada - szczegóły , poprawki , ulepszenia. Zeszło nam do południa. Gdy rozstawałyśmy się, już dobrze czułyśmy w nogach.  Wobec tego powlokłyśmy sie do mojej Mamy u której zawsze można odpocząć, bo nakarmi, napoi, wysłucha człowieka /oraz psa/.  A potem z nowymi siłami można iść dalej.

16:49, cymestymek
Link Komentarze (2) »

16:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2