www.alteri.pl
RSS
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
krótki wyjazd

Za nami pierwszy wyjazd za miasto w tym roku. To wprawdzie tylko 4 dni, ale jakie aktywne!

Nigdy nie powiedziałabym tego głośno, ale wystarczyło odciąć mnie na ten czas od komputera i telewizji, żebym mogła dziennie zrobić około tysiąca różnych rzeczy. Oczywiście to co daje komputer jest nieporównywalne,  jednak chyba dobra jest taka krótka odmiana.

Alturka spędzała czas po swojemu. Została ostrzyżona na krótko, wakacyjnie i od tej pory była chudym wiejskim psem, który obszczekiwał wszystkie inne. Jednak równocześnie, przestrzegał wszelkich zasad jakie obowiązują psa uczonego, gdy wychodziliśmy na wycieczkę. Poza tym, od początku robiła podchody żeby przywłaszczyć sobie jedno z miejsc do spania, które absolutnie nie dla psa było przewidziane. Próbowała różnych sposobów, pokazywała, wpychała się, stała nad nim z ostentacyjną miną..

.Nawet posunęła się do podstępu. Urządziła fałszywy alarm - wyszła do ogrodu szczekać, że niby coś się dzieje, a gdy wyszliśmy sprawdzić o co chodzi, ona po cichutku myk - i już sobie leży...


13:13, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 kwietnia 2013
Mój pies pracujący (również z kolegą z pracy)

12:04, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 kwietnia 2013
Udział w szkolnym festynie

Trochę inaczej wyobrażałyśmy sobie to wszystko.  Była mowa o tym, żeby głównie tam "być".  Pokazać psy, opowiedzieć o Fundacji, odpowiadać na pytania dzieci i rodziców.

Tymczasem okazało się, że wszystko odbywa się na sali, jest podium, mikrofon i publiczność. I wszystko ma charakter publicznego występu.

Szybko podzieliłyśmy się więc  "rolami" , czyli tematami do omówienia, do tego przewidziałyśmy pokaz kilku umiejętności. Jednak nie było tak łatwo.

Z nas z Alturką, absolutnie w ogóle nie jestem zadowolona.                                     Specyfiką każdej szkoły jest jakiś pogłos i szum, nawet w momentach uważanych za ciche.  Ja z mikrofonem czułam się beznadziejnie. Nie wiedziałam jak mnie słychać,  chyba nie słyszałam sama siebie.

Nie miałam też  przećwiczonego porozumiewania się z Alturką.                          Mikrofon zmienia głos,  więc ona mnie nie rozpoznawała, a bez niego nie słyszała mnie wcale.    Była kompletnie rozkojarzona i oszołomiona.           Najpierw ja opowiedziałam o niej i o psach asystujących, a potem miałyśmy coś zademonstrować. Skończyło się na udanym podaniu długopisu, bo  już przy następnym przedmiocie wszystko się rozjechało.  

 Powiedziałam więc tylko,   że to nie są dla niej sprzyjające warunki i zakończyłyśmy pokaz.   Dalej poprowadziła koleżanka z goldenką, omówiła dogoterapię i pokazała "sztuczki". Nie miały żadnych problemów.

Doszłam więc do wniosku, że szkoły i przedszkola, od tej pory, nie są już miejscem dla nas. Jeszcze jakiś czas temu, ani z estradą, ani z publicznością nie było problemu. Teraz najwyrażniej to jest zbyt męczące, więc pora się z tego wycofać.   Minął czas na tego typu wyzwania.

Zostaniemy jeszcze przy wizytach w Ośrodku, ponieważ tam jest cicho i przestronnie i w ogóle nie męcząco. Alturka uwielbia tam chodzić i świetnie się bawi.

Cóż, wszystkich nas to dotyczy. Nic nie trwa wiecznie i my również w miarę upływu czasu, kończymy jakieś etapy, zamykamy rozdziały.                               My, dzisiaj, zakończyłyśmy etap publicznych występów.

                                                                ******  

A po powrocie do domu, Alturka udała się bezpośrednio do swojego łóżka i po chwili chrapała jak niedżwiedż.   Ja natomiast, miałam jeszcze  za zadanie, zająć się wnuczkami.   Z młodszym trzeba było pobawić się w sklep, a ze starszym....... pograć w pokera. :-))))

 

18:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 kwietnia 2013
w bibliotece

W ten piątek urządziłyśmy kolejne zajęcia ze szkolnymi dziećmi, na terenie naszej zaprzyjażnionej biblioteki.

Z Panią z biblioteki również jesteśmy zaprzyjażnieni. Lubi nasze psy, nawet czule je nazywa "Czarliś i Alturcia" co mnie, rozkłada na łopatki. Przemiło!!

 My również zawsze jesteśmy ugoszczone i atmosfera jest prawie rodzinna.

Tym razem warunki były trochę trudniejsze. Nieoczekiwanie zrobiło się bardzo wiosennie i ciepło. Poza tym, grupa była chyba trochę liczniejsza niż ostatnio i było dosyć głośno. Charlie dawał radę mimo wszystko, natomiast Alturka zmęczyła się szybciej. Pod koniec gubiła się, nie wiedziała o co mi chodzi, miałam wrażenie że w ogóle mnie nie słyszy. Z trudem mogłam coś z nią zrobić.

A z ciekawostek - dzieci chciały wiedzieć, co to takiego te chrupki które psy dostają w nagrodę. I padły pytania:  czy można to zjeść? czy jest dobre? czy człowiekowi nie zaszkodzi?

I po chwili jedna z dziewczynek zwierzyła mi się po cichu - "ja zjadłam!!"  

Więc już tylko zapytałam :"i co,  dobre było?"  Okazało się,  że  za twarde.


20:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 kwietnia 2013
O kundelku

To ciekawe i może nawet optymistyczne, że ktoś nieatrakcyjny, nieładny i bezdomny, potrafi sobie cierpliwością i determinacją,  wywalczyć  pozycję, swoje miejsce i nawet sympatię.

Mówię tu o osiedlowym kundelku, o którym opowiadałam kiedyś, podziwiając jego umiejętność przetrwania. To ten który "trzyma z matkami". Każdą z wózkiem lub z dzieckiem odprowadza do sklepu lub na przystanek, jako ochrona, nie narzucając się, ale zasypując po drodze oznakami dozgonnej przyjażni. Ma z tego profity, nie ukrywajmy,  to oczywiste. Coś za coś.

U mnie też próbował zabiegać o względy. Alturki trochę się boi, ale podlizuje się gdy idę sama. Podchodzi, wysyła uśmiechy, czaruje ogonem. Dawniej zawsze mówiłam: "odejdż, mam już porządnego psa".. Zwłaszcza, że podpadł mi,  gdy trzymał z naszym osiedlowym wrogiem, owczarkiem niemieckim. Popierał go bezkrytycznie, składał mu dowody lojalności, a tamten, przy każdej okazji, najchętniej podgryzłby nam gardła.

I oto ostatnio, wszystko się zmieniło. Najpierw Zgredek ( bo tak wszyscy go nazywają),  znowu spróbował zdobyć moje względy. Ja , tym razem  wyjątkowo, odezwałam się do niego,  a nawet schyliłam i pogłaskałam.  Kundelek był wniebowzięty!  Stanął na 2 łapach i wykonał taniec, po czym dał do zrozumienia , że idzie ze mną wszędzie, gdziekolwiek idę ja.

Oczywiście powiedziałam "nie przesadzajmy", chociaż bardzo to było sympatyczne.  Ale to co zauważyłam od następnego dnia, naprawdę mnie zadziwiło:  Zgredek broni mnie teraz przed owczarkiem niemieckim !!             Już go nie popiera, tylko rzuca się na dzielącą ich siatkę,   wyrażnie w mojej obronie!   Takiej zmiany frontu nigdy bym się nie spodziewała! Potwierdziłam to jeszcze gdy szłam z Alturką, to samo!   Bohatersko rzucił się na na siatkę dzielącą go od rozjuszonego owczarka!  Chociaż, nie dało się ukryć, że jednym okiem sprawdzał, czy dokładnie to widzimy!  To było rozczulające.  Co on tam sobie w tej małej główce wykombinował?!

W każdym razie ja, potrafię jego lojalność docenić.  Może sobie zostać moim ulubionym kundelkiem. Odtąd może mnie nawet odprowadzać do sklepu,  a i w mojej kieszeni zawsze znajdzie się coś dla psa,  który na to zasługuje.

15:37, cymestymek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 kwietnia 2013
Wycieczka

21:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

20:43, cymestymek
Link Komentarze (2) »

Urządziliśmy sobie dzisiaj wspaniałą wycieczkę nad jezioro.

Było bardzo słonecznie ale chłodno, jednak chętnych jak się okazało  było tym razem bardzo dużo.

Wręcz nie było gdzie zaparkować, więc objechaliśmy dookoła znając jako tubylcy tutejsze ścieżki  i zatrzymaliśmy się po drugiej stronie.

Tutaj było wspaniale!. Przemek prawie całą drogę nie rozstawał się z rowerkiem, a w Alturę wstąpiło takie szaleństwo, jakby całą zimę była zamknięta.....

Piasek, trawa, góra, dół i w końcu  do wody!

Spodobało jej się bardzo - wytarzała się w piasku i z powrotem do wody!!!  Nawet teraz się martwię, czy ona się nie przeziębiła...

Potem jeszcze pojawił się młody berneńczyk, który tak zapraszał do zabawy, tak namawiał,  że i tak już rozbawiona sunia, nie dała się długo prosić. Poooszły!!....

Cieszę się, że w takiej dobrej  kondycji moje nie najmłodsze już psisko rozpoczyna sezon.

20:37, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 kwietnia 2013
obiadki

Od rana pada deszcz.    Alturka spacer odbyła pod przymusem.                              Z najwyższym obrzydzeniem stawiała łapy w tej mokrej trawie, czekałam że zacznie się otrzepywać jak kot który musi się zamoczyć brrrr... Niewiele brakowało.

A poza tym,   cały tydzień czekamy tym razem na dostarczenie zamówionej karmy. Kupujemy zawsze w tym samym miejscu, nie wiem co nawaliło.

 W każdym razie zapas chrupek  w domu, został wyczerpany do ostatniej kulki, więc wzięłam się za gotowanie psu, jak za dawnych czasów.

Żaden to dla mnie problem, uważam jedynie,  że nie jest korzystna tak radykalna zmiana żywienia.   Natomiast Alturka jest zachwycona.   To jest to, czego zawsze zazdrościła Leszkowi!

Mam od niej jasny przekaz - "już zawsze mi gotuj takie obiadki.."  Może jeszcze z deserem?

Niedoczekanie. Po miesiącu byłaby kwadratowa! 

15:40, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 kwietnia 2013
w Ośrodku

Alturka nie mogła się doczekać dzisiejszych zajęć w Fundacji. Od rana roznosiła ją energia. Koniecznie chciała coś robić, już!

Podejrzewam,   że zorientowała się widząc jakie rzeczy przygotowuję,  może też podsłuchiwała rozmowy gdy umawiałam się z koleżankami.                            Nie odstępowała mnie na krok  przez cały dzień  - już idziemy? już?

A pech chciał, że jeszcze wcześniej, musiałam na godzinkę wyjść bez niej. To już   zupełnie zbiło ją  z tropu.  Ten zawiedziony pysk....

A na zajęciach mieliśmy dwoje nowych dzieci. Nieśmiała dziewczynka i bardzo rezolutny chłopczyk,   który rwał się do wszystkiego.

Śmieszne są te małe dzieciaki. Jednej z dziewczynek trzeba było co chwilę zawiązywać sznurówkę w pięknym nowym bucie.   Druga, najpierw odpowiedziała prawidłowo  że jeden z psów jest brązowy,  a drugi czarny, a na koniec dodała  - a i tak najładniejszy jest kolor różowy!!  Co nowy chłopczyk od razu skwitował - ale nie ma różowych psów!  Póżniej jeszcze przepytał mnie na temat wykształcenia Alturki - umie aportować?  umie warować? ....                         W końcu koleżanka powiedziała mu - WSZYSTKO umie, nawet nie sprawdzaj..

 Alturka i Charlie , czuli się jak u siebie w domu.   Trochę zabawy, trochę łatwych zadań.   Luzik, duża przestrzeń,   dzieci z zachowaniem dystansu.          To naprawdę dla psów dobre warunki.

A Alturka cały pozostały wolny czas, spędziła bawiąc się zabawką. Jak dziecko!     Był to gryzak w kształcie kiełbasy na sznurku.  Można go było gryżć, ciągnąć albo podrzucać do góry i łapać.   Bawiła się  jak szczeniaczek.

I suma przeżyć musiała być spora,  bo gdy wieczorem wylądowała już w swoim łóżku, nie mogła spać spokojnie - przebierała łapami,  skomlała , jęczała...Budziłam ją ze trzy razy, bo zawsze myślę że to jakieś przykre przeżycia i chcę jej tego oszczędzić.   Chociaż,  to mógł być raczej ciąg dalszy pościgu za ogonem Charliego. :-)))))

22:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 kwietnia 2013
Pierwszy wiosenny kot

Wyrósł przy nas zupełnie nieoczekiwanie. W samym środku słonecznego chociaż bardzo zimnego spaceru.

Był czarny, pewny siebie i nie wiem skąd wziął przekonanie, że spokojnie przejdzie sobie obok Altury.   Przeliczył się.

Zjawił się tak nagle, że suka zaniemówiła. On też się w nią zagapił i trwało to dobrą chwilę. Ale już za moment, tak jak nakazuje tradycja, zaczął się piękny, pokazowy pościg.

To było to, czego moja suka zawsze oczekuje na spacerach. Taki spacer, zawsze zostaje przez nią zaliczony do bardzo udanych.

A gdy wróciłyśmy do domu (w tych okropnie brudnych łapach, całych w mokrej ziemi),  zobaczyłam przez okno, że dwa domy dalej,   wylegują się przed furtką 3 kolejne koty,  w różnych kolorach.    No to sezon się rozpoczął !

13:55, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 kwietnia 2013
normalne sprawy


W miarę spokojnie mijają nam kolejne dni.

Mamy kilka zaproszeń jako fundacja, część nas zainteresowała,  mamy  też takie,  gdzie chyba nie do końca zrozumiano nasz system działania i zasady, więc się raczej nie dogadamy.  Z większości stopniowo będziemy się wywiązywać. 

A tymczasem życie codzienne.    Np. dzisiaj:   Alturka zwiedzała sobie krzaczki dookoła boiska, gdy nagle dobiegło nas, z dość daleka,  szczekanie małych psów.  Ona nie zwróciła na to uwagi,   a ja pomyślałam że to muszą być yorki z hodowli w domu za boiskiem,  po drugiej stronie ulicy.  Dzieliła nas od nich spora odległość - cały placyk zabaw i osiedlowa ulica.

I nagle ....cała postawa Alturki odzwierciedliła jej sposób myślenia.   Nie było wątpliwości. To był pomysł: "trzeba natychmiast ich uspokoić".  Widać było czarno na białym.   Mam pretensje tylko o to,  że nic ze mną nie uzgodniła.        W momencie zadecydowała sama  i popędziła w tamtą stronę.   Zniknęła mi z oczu, miałam tylko nadzieję,  że akurat nic nie przejeżdża tamtą ulicą.  Ale już  po chwili było wiadomo że nie,  bo usłyszałam,   że odbywają się  głośne wyścigi wzdłuż ogrodzenia.  To jednak też nie trwało długo. Zaraz zrobiło się cicho, a gdy doszłam na miejsce, nie było już yorków,  nie było też mojej suni.  Rozglądnęłam się i zaraz przyszło mi do głowy, że przecież buwiśka działa zgodnie z regułą:  "było otwarte to wszedłem..."   A w pobliżu było właśnie kilka bardzo zachęcająco zostawionych bram.  

Poczekałam z 5 min. Przybiegła jak zwykle bardzo uśmiechnięta i bardzo z siebie zadowolona.  Mina pt.  "wszystko załatwiłam!".  Jak  tu jej nie kochać?...

17:17, cymestymek
Link Komentarze (2) »