www.alteri.pl
RSS
niedziela, 27 kwietnia 2014
Nieoczekiwanie w niedzielę

Zupełnie nie miałam nastroju na spotkania rodzinne. Gdy zadzwoniła kuzynka żebyśmy wpadli do nich w niedzielę, natychmiast powiedziałam, że nie teraz, że nie mam czasu , siły a przede wszystkim głowy i nastroju na nic.

Ale jej, nie dało się odmówić. Oświadczyła że tym bardziej muszę się oderwać od zmartwień i całego kieratu i że czekają o 11-tej. Koniec dyskusji.

Mieszkają za Krakowem. Lata temu kupili na wsi dom do remontu i wynieśli się z miasta. Oprócz starego domu była tam jeszcze duża stodoła i 60 arów działki Ledwo rozpoznałam to miejsce teraz.

Odremontowany dom, nie jest luksusowy,   ale wygodny i taki "z duszą", w stodole garaż, a działka,    to istny ogród botaniczny.

Dzieci dorosły i urodziły  się wnuki. Pooddzielali się tak, aby każdy miał swoją strefę, ale aby jednak być blisko.

No i jeszcze to,  co ja uważam za niezbędne na takim gospodarstwie, to 2 porządne psy. Owczarki, duże, piękne i bardzo przyjacielskie. Nawet niepotrzebnie przywiozłam dla nich parówki,  bo chciałam  żeby na początek spojrzały przychylniejszym okiem....  Okazało się że są uczulone i jedzą tylko wołowinę 4 klasy.  Jednak nie było czego się obawiać, to wyjątkowe pieszczochy.

Miło spędziliśmy czas i wyjechałam z trzema gałęziami bzu,  który akurat pięknie zaczyna kwitnąć.

 


17:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 kwietnia 2014
Poświątecznie

Święta minęły jak zwykle bardzo szybko.  W drugi dzień,  czułam się jak po obozie wędrownym, a suńka chyba jeszcze gorzej. 

Już w pierwszy dzień nałaziliśmy się nieżle, a potem było jeszcze bardziej wyczynowo.

W niedzielę wylądowaliśmy wszyscy w lesie, a następnie w skansenie i małym Zoo które dostarczyło wiele emocji zwłaszcza Przemkowi i Alturze.

Natomiast w poniedziałek, zostałyśmy w domu zupełnie same z sunią, więc wybrałyśmy się na pół dnia do Mamy. Ja - jak codziennie ostatnio, głównie w celu pomagania jej w czym się da, bo słaba okropnie i nadal bardzo chora. Nawet już ze mną nie walczy gdy ją wyręczam, a dotąd zawsze były o to wojny. Taka Zosia-Samosia.

Za to Alturka, w odpowiedzi na zaproszenie na jogurciki. (to tradycja, bo Mama przestrzega zakazu dokarmiania).

Tak się składa że centrum obchodów śmigusa-dyngusa znajduje się akurat na naszej trasie. A obchody i tzw. Emaus, są tam co roku nie byle jakie. Teraz też, na tę okoliczność wstrzymany był ruch tramwajowy i autobusowy, więc przez całe Błonia i dwa duże parki oraz miasteczko studenckie, przewędrowałyśmy na piechotę. Pogoda była cudowna i szło się bardzo przyjemnie, chociaż obie poczułyśmy to w kościach, bo możliwości już nie te co kiedyś...

Po południu, trzeba było jeszcze wrócić i znowu miałyśmy perspektywę wędrowania kilka kilometrów. Jednak teraz, z pomocą przyszła nam Córcia (porządne dziecko) i zebrała nas z drogi, mniej-więcej w połowie. Dzięki temu, jakoś to wszystko dało się przeżyć.

A chodzenie z Alturką, już od dawna jest wielką przyjemnością; nie oddala się, trzyma się bliziutko w każdych warunkach, nawet w lesie. Przeważnie chodzi bez smyczy.  Obecnie jeszcze tylko kot jest w stanie spowodować że traci rozum i goni za nim z obłędem w oczach. Ale już z tym nie walczę; nie musi być taka święta...:-) ))))

00:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 kwietnia 2014
Przedświątecznie

Po raz pierwszy od dawna, prawie zapomniałam o Świętach.

Nie sprzątam , nie kupuję, nie gotuję. Nie zapraszam, ani nigdzie się nie wybieram. Głowę mam zajętą zupełnie czym innym.

Od tygodnia w szpitalu na kardiologii jest moja Mama i na święta wyjdzie tylko na przepustkę. Sprawa jest dosyć skomplikowana.

Również przedszkolaki ostatnio wymagały mojej opieki, bo jeden przerabiał ospę,  a drugi....

W każdym razie, wychodziłam z siebie żeby wszystko pogodzić i zdążyć od jednego do drugiego,  we wszystkie te miejsca,   a  i  w moim gospodarstwie jakoś nic samo nie chciało się zrobić.....

Po świętach niewiele się zmieni; tak bardzo bym chciała żeby wszystko dobrze się ułożyło,  jeszcze raz.    Jeszcze na trochę.....

 


 Natomiast wszystkim moim znajomym i przyjaciołom życzę spokoju, radości i wielu miłych chwil, odpoczywajcie, cieszcie się wiosną i słońcem i chodżcie na długie spacery z dziećmi i psami !!!

 

                                    

09:19, cymestymek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 kwietnia 2014
to miała być wycieczka dogoterapeutów

19:51, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Wszystkie wcześniejsze plany się posypały.

Na dzisiaj zaplanowana była wycieczka z ekipą z fundacji. Miało być 7 psów, dziewczyny, w tym jedna nowa, chętna do pracy.

My z Alturką wprawdzie już się wycofałyśmy z pracy,  ale na wycieczkę nas zaproszono, co było bardzo miłe.

W dodatku dzisiaj rano, ogłosili w prognozie pogody, że przez cały dzień Kraków będzie najcieplejszym miastem w Polsce!   Mogło być tak pięknie :-))))

 Ale nic z tego.  Zaraz zaczęły się telefony, komu co wypadło i dlaczego nie może przyjść.  Moje rodzinne sprawy również mocno się skomplikowały.  Pomyślałam jednak,  że ponieważ i tak pies musi się ruszyć, więc wchodzi w grę wycieczka-spotkanie w wersji light.  Bliżej i na krótko.

Umówiłyśmy się ostatecznie we trzy,  a na koniec i tak minęłyśmy się w czasie. Niestety nie było Charliego który zawsze był dla Alturki ulubionym kolegą z pracy. Za to poznałyśmy nowego psiaka, tej samej koleżanki, suczkę owczarka australijskiego. Jest cudna, niewyobrażalnie mięciutka i puchata, oraz bardzo , bardzo grzeczna.

Alturka nie miała jednak zamiaru się z nią bawić.  Tymczasem z dosyć daleka ogromnym pędem przybiegł do nas młodziutki, rudy psiak i małolaty natychmiast  ruszyły  wywijać kółka.

Alturka od razu poczuła się w obowiązku zwrócić im uwagę. Szczeknęła raz i drugi w ich kierunku, ale ponieważ mieli to w nosie, puściła się za nimi.

Dzięki temu, sama też zaliczyła kilka kółek. To jednak nie trwało zbyt długo. Zaraz też uznała spacer za już zakończony i odwróciła się do wszystkich tyłem.

Wpatrzyła się wyczekująco  w kierunku  gdzie zostawiliśmy samochód i nawet wybrała się w tamtą stronę, z miną  "idę już do domu!" 

Prawdę mówiąc, ja też już nie miałam więcej czasu.

Na tym naszym spotkaniu miałam jeszcze fantastyczną niespodziankę;  dostałam od Ani pamiątkowy kubek, który będzie  przypominać  mi o fundacji!    Ma z jednej strony wymalowaną jej nazwę, a z drugiej,  imiona wszystkich psów,  Alturki także,  które razem zaczęły pracę,  kilka lat temu.

Przemiła pamiątka, jest piękny, stoi teraz na honorowym miejscu.

 No i przecież jeszcze pozostały bardzo dobre wspomnienia z tego okresu a także kilka wartościowych znajomości!


19:47, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 kwietnia 2014
nie ma jak ucho

17:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

To nasze psisko jest dla nas "najdroższe" nie tylko w sensie uczuciowym.  Niestety w finsansowym także. 

Od jakiegoś czasu zażywa drogie lekarstwa na serce (tak trzeba),   zajada specjalną karmę dla seniorów  (droższą niż dotychczasowa),       a z racji rozpoczęcia lata i zagrożenia kleszczami,  zainwestowaliśmy jeszcze w porządną bayerowską obrożę ochronną, drogą jak diabli. 

Sunia wcale nie uważa że należy być za to wszystko wdzięcznym psem.    Uważa,   że to się jej zwyczajnie należy.

Natomiast ogromnie  uszczęśliwiło ją wysuszone ucho do obgryzania (chyba wieprzowe), które kupiłam jej tak przy okazji.

Nie pierwszy raz dostała taki prezent, ale jakoś nie pamiętam żeby kiedyś  się aż tak cieszyła!

Najpierw poszła się z nim schować. Po chwili przyniosła z powrotem, żeby się pobawić w odbieranie. Potem zaczęłą podrzucać je do góry, a teraz mamle je na wszystkie strony już trzecią godzinę.... :-)))))

17:07, cymestymek
Link Komentarze (5) »