www.alteri.pl
RSS
czwartek, 28 kwietnia 2016
zmęczona, w drodze ze szkoły....

16:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
w szkole

Abra bierze udział we wszystkim co się u nas dzieje. Wykazuje  w tym bardzo dużo  własnej kultury osobistej,  respektuje „odejdż" i nigdy w życiu nie wtrąca się do naszego jedzenia. Rozumie: poczekaj, pomału, nie, zostaw, połóż się  i kilka innych.
Teraz np. rozliczają z Leszkiem pity (on zawsze czeka na ostatni moment, ma silne nerwy). Sunia trzyma pysk na stole, ogonem zamiata odłożone papiery i jest pięknie.. On też kocha takie przeszkadzanie, podobnie jak ja.
A dziś na szkoleniu po uzgodnieniu z trenerką,  zrobiliśmy konfrontację z jej własną sznaucerką.  To na  moją prośbę sprawdzaliśmy  zachowania naszej hovci.. Chciałam wiedzieć czego się spodziewać, ale sprawdzić to bez ryzykowania czyjejś skóry. Nie mogło być już bardziej  bezpiecznie niż dziś, w obecności 2 trenerek.

No i się dowiedziałam. Abra startuje bardzo gwałtownie, z warczeniem i próbuje wszystko ustawiać. Sznaucerka też sobie nie daje,  jednak nie dążą do ścięcia, obie ostatecznie wyhamowują...

Wygląda to natomiast dosyć ostro i nie wyobrażam sobie takiej akcji z kimś obcym. Gdyby Abra w taki sposób dopadła np. jakiegoś shih-tzu z paniusią, powiedzmy w parku, obawiam się że skończyłoby się albo zawałem i karetką , albo druga opcja: policja i ja w kajdankach....

Trzeba się nastawić na strategię kontrolowanych spotkań lub ich unikania.  A poza tym została wychwalona za to jak szybko się uczy, no i jaki ma dobry kontakt ze mną, jakbyśmy już mnóstwo czasu były razem, a nie ponad miesiąc! To było dla mnie najmilsze co mogłam usłyszeć...:)))) 

15:46, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

20:41, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 kwietnia 2016
Ciągle zaskakuje..

Dzisiaj dla Abry trudny sprawdzian: wyprawa do miasta autobusem, przystanek, przejście ruchliwymi ulicami. Umówiłam się z koleżanką w miejscu pełnym ludzi, w dodatku ona przyszła z nieznaną nam jeszcze dużą sznaucerką.

Zależało mi na tym żebyśmy dobrze wypadły, bo ta koleżanka od zawsze szkoli psy i jest autorytetem nie tylko dla mnie. Jednocześnie wiem, jak trudno jest się pochwalić dzieckiem albo psem - gdy nam zależy, zawsze coś się posypie....

Tymczasem hovcia pokazała taki Wersal, że naprawdę byłam dumna! Tyle się namartwiłam gdy na osiedlu rzucała się na psy i na sąsiadów kiedy tylko chcieli podejść. To stawało się sporym problemem. Tak samo wszyscy domownicy, regularnie obszczekiwani.Dzisiaj nabrałam nadziei że z czasem wszystko opanujemy.

A gdy wracałyśmy i wysiadłyśmy już z autobusu blisko domu, sunia zaczęła się tarzać w trawie tak zawzięcie, jakby chciała zetrzeć z siebie to całe miasto.

Jednak za pól godziny, jakby wrażeń jeszcze było mało, zaczęła się burza i zauważyłam  że to też jest problem. Musiałam  więc przekonać Abrusię że to nic takiego i nikt tu się niczego nie boi. Tłumaczenie było na wesoło, poparte dobrym mięskiem, więc burza szybko  przestała być straszna. :)))

00:50, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 13 kwietnia 2016
Do przodu...

Minął miesiąc odkąd adoptowaliśmy Abrę.  Odkąd w deszczu i mgle przywieżliśmy ją z Opola do Krakowa, bo jeśli już takie jest przeznaczenie, to nie ma na co czekać.
I rzeczywiście, szkoda było czasu.  Każdego dnia dzieje się tyle rzeczy...
Od początku wzajemnie się obserwujemy. Nas śledzi bez przerwy wpatrzona para  brązowych oczu. My obserwujemy jak w różnych sytuacjach sunia się zachowuje, bo ciągle jeszcze jest dla nas zagadką.
Przestałam się bać że sobie nie poradzę. Ciągle ją czegoś uczę, prostych rzeczy które moim zdaniem każdy pies powinien umieć. Szybko łapie o co mi chodzi i zapamiętuje. Jest strasznie szybka, więc najpierw nauczyłam że trzeba umieć się opanować, trzeba chwilę zaczekać aby dostać to, czego się chce.
Znajomości porobione, wszyscy bliscy już zapoznani z suczką i zaakceptowani. Musiało to potrwać, ale już jest ok.
Został jeden spory problem:  obcy, mijani na ulicy, ludzie i psy.  Jest dobrze jeśli nie zwracają na nas uwagi.  Jednak nikt nie ma prawa  podejść, ani do mnie , ani do niej.
Obce psy - bardzo różnie. Czasem lekceważy nawet te najgrożniejsze, a czasem  objeżdża byle jaką bidę, bo za blisko podejdzie.
I właśnie dlatego zapisałam ją do szkoły. Do podstawówki. Psiej oczywiście, na kurs podstawowy, żeby nabrała ogłady.
 Myślę że nawet poradziłabym sobie sama, ale dłużej by to wszystko trwało.
 No i jak rozpracować te relacje z obcymi, nie ryzykując pogryzienia albo jej, albo przez nią ?  Na osiedlu tego nie zrobię. Potrzebuję pomocy.
 Potrzebne są  spotkania w większej grupie, ustalanie relacji i nawet gaszenie konfliktów. 
Na szkoleniu będą po temu warunki : bezpieczne miejsce i fachowe oko.

23:56, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2016
Z życia wzięte...



Wsiadłam do autobusu na pętli. Byłam zmęczona, nałaziłam się po mieście. Teraz już miałam przed oczami tylko  jeden obraz: wchodzę do domu i szaleńczo wita mnie Abra! Nikt nigdy dotąd tak mnie nie witał!
Za mną wsiadła dziewczyna o dość ekscentrycznym wyglądzie. Na głowie dredy, w twarzy kolczyki w różnych miejscach, reszta stroju w tym samym stylu. Nie podobało mi się, ale co mnie to obchodzi.

Bardziej zainteresowało mnie , że był z nią pies. Ładny, wyjątkowo duży wyżeł, spokojny. Ładnie się położył. Był bez kagańca i na zwykłym okrągłym sznurku. Patrzył na dziewczynę z uwielbieniem. 
I w tym momencie  ona, spytała właśnie mnie, „czy będziemy przejeżdżać obok azylu?“
Tak - powiedziałam, a ona, czy pokażę jej gdzie to....
W tym momencie już jej nienawidziłam...
Autobus ruszył, minęło kilka przystanków, wreszcie musiałam powiedzieć „to tutaj“...
Patrzyłam jak pies wesoło się poderwał, jeszcze oschle powiedziałam że trzeba na drugą stronę, a na koniec nie patrząc na nią:  „chce go pani oddać....“
I wtedy usłyszałam:  NIE!!!  chcę wziąć drugiego! będzie miał koleżankę albo kolegę!....
Tego się nie spodziewałam!  Miałam ochotę ją uściskać!
Chciałam jej powiedzieć co myślę, ale coś ścisnęło mnie za gardło i powiedziałam tylko:  „ja też tydzień temu adoptowałam psa i jest taki cudowny....“
Uśmiechnęła się, kiwnęła głową a ja rzuciłam jeszcze „powodzenia“...

i poszłam w stronę mojego Wesołego Ogona.
Jak to się można  pomylić.

16:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »