www.alteri.pl
RSS
sobota, 31 maja 2008
Spacer rodzinny


Na czwartek zaplanowaliśmy dłuższą, prawie rodzinną wycieczkę po okolicy. Wzięliśmy linkę w nadziei że znajdziemy miejsce gdzie psa się przepnie i będzie się można z nim pobawić. Było ciepło i przyjemnie i to obróciło się przeciwko nam, bo wszystkie możliwe koty były na stanowiskach: przed domami, w ogródkach, na ulicy, za płotem, przed płotem i wszędzie gdzie się spojrzało. Resztę wolnego miejsca wypełniały osiedlowe psy. Alturze głowa chodziła dookoła. Szła naprężona jak struna, co chwila startowała w którąś stronę. Miała haltera bo myślałam że to nas uratuje, ale gdzie tam. Była tak nakręcona, że gdy ściągałam jej głowę w bok, dostawała szału - stawała na dwóch łapach a dwoma przednimi za wszelką cenę chciała zdjąć to wszysko z głowy. Nie pozwoliłam, więc po chwili zrezygnowała ale wtedy okazało się , że bezczelność kotów nie zna granic i jeden z nich idzie za nami, 2 kroki za Alturą /!/ Znowu poszły iskry. Myślałam że to się nigdy nie skończy.
Kiedy wreszcie wyszliśmy z osiedla i dotarliśmy do lasku + łąka, mielismy dość. Teraz zapięliśmy jej obiecaną linkę a sami przysiedliśmy na sianie chwilę odpocząć. A Alura ? - rozłożyła się koło nas. Wszystko bez sensu.
Pobiegaliśmy dopiero po powrocie, blisko domu.
19:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 maja 2008
Sąsiedzi
Alturka podoba się sąsiadom. Mówią : sznaucer? w miarę blisko. Nie rwą się do głskania. Pytają "takiego teraz macie?" Ja mówię: "służbowy".
Ale jeden ugodził mnie w samo serce, powiedział:" a gdzie tamten rudy, znudził się ?"
Chciałam zachęcić Alturkę do posiedzenia na balkonie-wszystkie psy to lubiały. Jakieś odgłosy, ptaszki,ktoś na dole. Ale idzie bardzo powoli. Najbardziej interesuje ją żółw który jest po drodze, w pokoju Tomka /to syn/. Żółw jest mały i tak jakoś mi się kojarzy jak Altura gryzła orzechy. Wezmę żółwia do siebie, nie widzę woli przyjażni ze strony psa, nie zmienię Altury w ciągu miesiąca, więc lepiej ich rozdzielić.
13:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 maja 2008
Linka cd
Drugie podejście do linki wyglądało zupełnie inaczej. Poszłyśmy na boisko gdzie jest wygolona trawa i okolice gdzie jest krótka. Jest tam też placyk,podobny do tego w Brzeżnicy. Na placyku poćwiczyłyśmy /Altura wie,że jak placyk to się ćwiczy/ przy czym zjadła resztę kulek na ten dzień. Było dobrze. Jak narazie prawie nie wykorzystywała linki,
chodziła blisko mnie, ja sobie zwijałam i rozwijałam i przekładałam jej te nogi bo wiecznie ta linka była gdzieś pomiędzy. Aż tu nagle... kot. Malutki, za ogrodzeniem , ale zawsze to kot. Zaczęło się: sprint do ogrodzenia, potem wzdłuż niego, dobrze że wszystko na cicho , bo to był ostatni spacer, godz. 24 ta. Po chwili ja miałam nogi owinięte linką i owinięte były małe iglaki przed ogrodzeniem. A Altura szaleństwo w oczach i w nogach, gonitwy tam i z powrotem . Pomyślałam: nie jest dobrze, ja zaraz runę, iglaki będą wyrwane a ona teraz huśta bramką żeby wydostać tego kota. Dodam jeszcze, że kot cały czas siedział spokojnie, przemieścił się tylko nieznacznie, widocznie widział juz takie numery. A Altura szalała. I ten obłęd w oczach.
Gdy to się skończyło / kot sobie poszedł/ chodziłyśmy dalej, bo ja się uparłam żeby załatwiła się przed spaniem. Ale jej nie było w głowie. Była podkręcona, poza placykiem nie rozumiała nic co do niej mówię. No i wtedy, jako ukoronowanie wieczoru /umówmy się bo już było około 1-ej/ pojawił się zając. Wystartowała tak, że nie wiem czy Pudzianowski dałby radę. Te kilka metrów linki szurnęło mi po ręce, poczułam ogień i pies mi zniknął. To po to ciągle na smyczy, teraz linka , tyle starań... Jest czarna noc, czarny pies, nic nie widzę, zając jako motywacja przeciwko mnie... I wtedy olśnienie. Gwizdek ! Zawsze w to wierzyłam, ileś skórek z kiełbasy wykorzystałam na ćwiczenie w domu.. Gwizdnęłam, czekam. Nic. Powinno się raz, ale nie wytrzymałam nerwowo- nic nie widziałam w tych krzakach gdzie zniknęli. Gwizdnęłam znowu, czekam, ręka pali, krew mi się z niej leje, nie mogę ruszać palcami.
I wreszcie jest ! Fajerwerki. To wcale nie trwało długo, ale dla mnie... Dowlokłam się do domu, Tomek /to syn/ opatrzył mi rękę i obiecał że jutro umyje garnki, a suka robi wrażenie bardzo zadowolonej z siebie. Słusznie, 2 polowania na jednym spacerze , to sukces.
02:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 maja 2008
Linka


Na dzisiaj zaplanowałam wypróbowanie długiej linki. Tak mi żal Alturki że nie może sobie biegać swobodnie na spacerach, ale za grosz jej nie wierzę bo widziałam już jej reacje na koty, ptaki, zające. U nas tego pełno a ona na ich widok traci rozum /no i samochody/.
Wybrałyśmy się więc z całym wyposażeniem: smycz, linka, jedzonko w saszetce i gwizdek. Pech chciał, że zaraz za domem spotkałyśmy kota.
Kot intuicyjnie wolał szybko zniknąć ale dla Altury zniknęła już reszta świata. Widziałam, że od tej pory już nic nie widzi, nic nie słyszy. Ciągnie ze wszystkich sił. Chwilę trwało zanim ją spacyfikowałam /szafa zadziałała/ ale dalej szła nakręcona i rozkojarzona. Potem przejście przez ruchliwą szosę - widziałam po minie że wybiera samochód na który wyskoczymy, ale tym razem jeszcze nie . Uff... jesteśmy na łące którą miałam na myśli. Tutaj chodziłam z Tymkiem, biegał jak szalony, bawiliśmy się, bywało super. Ale to było 3 m-ce temu. A teraz -surprise: trawa wyrosła do pasa, nie ma mowy o bieganiu, ledwo przedarłyśmy się trochę dalej gdzie była niższa. Przepięłam pieseczkowi linkę ale nic się nie zmieniło, dalej się przedzierałyśmy, linka się wlokła za nami. W życiu już tam nie pójdziemy. Ale ciekawy był finał.
Na końcu tej trasy pojawił się kanał i na drugą stronę można było się przedostać po wąskim pasku betonu/ok.20 cm./bez barierek rzecz jasna.
Kto mnie zna, ten wie, że ja mdleję na samą myśl o chodzeniu po czymś takim. Alternatywą była wysoka, pionowa skarpa po której wiodła ścieżka rowerowa.Mówię: tędy. Zaczęłyśmy się wdrapywać co nie było proste.Alturze szło lepiej i w pewnym momencie ja się jej przytrzymałam za te kudły na grzbiecie, mówiłam: idż,idż i ona mnie wyciągnęła na samą górę./!/ Nie miałam jeszcze dotąd psa który zrobiłby coś takiego. Każdy albo by się wrócił jeśli go ciągnę albo warknął żebym się odczepiła. Już nawet nic nie powiedziałam, kiedy zaraz za chwilę chciała mnie wciągnąć pod TIR-a. Znowu wróciłyśmy wykończone, Altura z językiem do pasa. Piła pół godziny.



Wynalazek


W fachowej książce którą teraz czytam, zalecano aby urozmaicać psu karmienie. Nie chodziło o jakość karmy, tylko sposób podawania. żeby, chować w różnych miejscach, przykrywać itd. Mnie spodobał się sposób, żeby zawinąć porcyjkę w szmatkę i zawiązać albo zaszyć końce. Ma wtedy godzinami podgryzać, rozszarpywać,oblizywać i wydłubywać po trochę.
Tymczasem koleżanka Altura raz polizała, raz ugryzła i odwróciła się tyłem do wynalazku. Nie dałam za wygraną, otworzyłam z jednej strony, więc zjadła połowę i znowu zrezygnowała przy pierwszych utrudnieniach.
To chyba było pisane z myślą o goldenach - już widzę Tymka jak drze na strzępy i zjada razem ze szmatą.
21:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Czyżby postępy ?




Ostatecznie wymyśliłam, że haltera będę jej ubierać przed spacerem bo najłatwiej to znosi, ale potem nie zdejmować przez kilka godzin i niech się przyzwyczaja.
Co trzecie wyjście z domu jest już udane, co oznacza że idzie obok fajnym kłusikiem. Dwa psy na trzy udaje mi się minąć bez szaleństwa z jej strony. Za to kota ani jednego.
Podprowadzam ją też coraz bliżej do ruchliwej szosy gdzie śmigają samochody i ona długo stoi i patrzy na nie w filozoficznym zamyśleniu.
A w domu dalej chodzi za mną krok w krok, to bardzo miłe chociaż Aga mówi, że nie jest to oznaka miłości bynajmniej. Ale też ma chwile że przychodzi i wtula we mnie ten kudłaty pysk. Czasem chodzi wtedy o to aby zdjąć jej wreszcie tego haltera, ale czasem mają być krótkie czułości.
02:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 maja 2008
Halter
Halter - nowa jakość spacerów /?/


Narazie jest strasznie. Wyobrażałam sobie, że od teraz nastanie błogi czas chodzenia sobie -luzik z psem, że to recepta na te samochody i koty których pełno na moim osiedlu /jaka ja jestem naiwna/. Oczywiście bunt, nie będzie nosić żadnego haltera. Grzebie łapą po pysku, chce ściągnąć, ociera się o wszystko. Pomyślałam że może dobrze będzie tak: ubieramy haltera w atmosferze wyjścia na spacer. Niby tak , ale ciągle próbuje ściągnąć. Spacer męka, bo muszę mieć dwie ręce do smyczy, a chciałam w sensie muszę, zrobić zakupy. Po drodze kilka psów, maksymalne zainteresowanie, koty - to juz niekontrolowany zryw, ja uczę się pracować tym halterem. Pod sklepem przywiązuję. Tu nie mam obawy że ktos ukradnie, to nie słodki Tymek, który pójdzie z kazdym ,jego nigdy
nie zostawiłam. Dobrze, nie było wycia, kilka szczeknięć.
A jak wracałyśmy, generalnie szła ładnie, ale przy mijaniu około 6 psów, miałam problem z ciężką siatą moją , to już jedna ręka, odszarpywaniem jej od tych psów.
Nie piszę się na wyjazd na kolejny występ na Rynku, nie dam rady, Młodsze dziewczyny w Rynku i gdzieś tam jeszcze, nie mam tyle siły. One już się sprzwdziły, są dużo lepszą reklamą Fundacji, reprezentacyjne, młode, atrakcyjne. Myślę, że nie jestem tam potrzebna.

.
16:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Brzeżnica, Altura i ja
Brzeżnica, Altura i ja.

Kolejny zjazd kursu trenerskiego, tym razem pojechałam tam z Alturą. Jesteśmy teraz oficjalną " parą", przynajmniej jeśli chodzi o egzamin.
Pracowało się nam bardzo dobrze,była chętna, posłuszna, najwyrażniej plac do ćwiczeń kojarzy jej się z wykonywaniem poleceń. Doszło do tego ,że nawet Agnieszka powiedziała, że nie spodziewała się że ten pies będzie ze mną tak dobrze pracował. Ijak na ironię w tym momencie Altura zerwała przedłużone warowanie. Samo życie.
A po południu pieskowi już w ogóle nic się nie chciało. Wlokła się za mną po placu, wszystko robiła niechętnie i z opóżnieniem, z trudem ją odwołałam od kiełbasy /to takie rozproszenie/ i chyba tylko spanie jej było w głowie. Tyle rzeczy składa się na to, żeby dobrze szło : nastrój psa, moje nerwy, pogoda, wzajemna zażyłość, temperatura... Jaka jest szansa że wszystko to zagra w czasie egzaminu ? Będziemy zdawać do końca życia.
01:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 maja 2008

 

cd. Altura

Altura coraz bardziej wpasowuje się w nasz dom. Leszek ją uwielbia, ja - ciągle porównuję z Tymkiem. Zupełnie jest inna. Wiele rzeczy jest na plus, w domu jest zupełnie nieuciążliwa i bardzo posłuszna, tyle że każdą komendę wykonuje " po namyśle". Tymek był taki żywiołowy.

Chwilami myślę że to idealny pies /chociaż nie taki piękny jak Tymon/ ale naprawdę problemem są te starty do psów i do samochodów. Ja jednak ciągle zabieram ją w ruchliwe miejsca, koło ulicy, przecież musi się z tym oswoić. Może jest już trochę lepiej, ale ciągle jeszcze to się zdarza. Wczoraj też wróciłam z rozwaloną ręką, przewróciła mnie na chodniku, bo ostro wystartowała na szosę za jakimś samochodem. Strasznie jest silna. Boże, co by było gdybym jej nie utrzymała /wprawdzie już na leżąco ale nie wypuściłam smyczy z ręki/
A w domu tak świetnie nam się ćwiczy, wszystko umie, wszystko wykonuje.

22:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 maja 2008
Boisko
Po południu też poszłyśmy sobie na spacer i wtedy odkryłam, że posłuszeństwo i wykonywanie komend kończy się na progu domu. Dalej już są ptaszki, samochody, ludzie, inne psy i wszystko to jest dużo ciekawsze niż to, co ja tam mówię o warowaniu itd. Więc narazie nie daję jej żadnych komend wiedząc że i tak ich nie wykona. Myślę, że narazie będziemy jeszcze więcej ćwiczyć w domu gdzie słucha idealnie, a potem stopniowo wyjdziemy z tym z domu, dawkując stopniowo rozproszenia. Teraz jeszcze dalej problemem są inne psy, zwłaszcza te szczekające za płotem. Moje sukcesy i porażki w tym temacie występują mniej więcej w stosunku 1:1, czyli pół na pół.
Pocieszam się że to dopiero 2 dni naszej współpracy.
19:58, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
W mieście
Zrobiłam jej powtórkę z rozrywki. Znowu miasto, ruchliwa ulica, dużo ludzi. Tramwaj ją zadziwił, ale już nie było wyrywania się na ulicę do samochodów. No, raz mnie szarpnęła w stronę jakiegoś wyjątkowo głośnego. U przechodniów wzbudza zainteresowanie i respekt. Nikt nie rwie się do głaskania, nawet jakiś pan się fachowo wypowiedział: owczarek nowofunlandzki. / !!! /
W sumie byłam zadowolona.
19:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Autobusy
To była ważna sprawa: sprawdzić czy wogóle ze mną wsiądzie, bo pamiętam co było na początku z Tymkiem. A przecież muszę z nią dojeżdżać do Brzeżnicy na zajęcia. Całe życie mam tak, że kiedy się czegoś bardzo obawiam, to na koniec jakoś to jednak wychodzi a jak tylko o czymś pomyślę że "luzik", to nie wiem skąd się biorą nagle jakieś takie trudości, że w życiu bym nie przewidziała. I wtedy leżę.
No więc bałam się tych autobusów i oczywiście tu nie było żadnych problemów, wsiadła bez niczego. Ale oczywiście setka innych problemów. Zanim doszliśmy do przystanku to było dejavu /jak to się pisze?/ tego co miałam z Tymkiem. Psy za ogrodzeniem, psy luzem, psy w ogóle, co krok pyskówa i ciągnie na butach. Jezu, nie mam tyle siły, Tymek to było małe piwo. Ja narzekałam ?
Potem dalej: boi się jezdni, samochodów. Zaczęła obszczekiwać samochody na szosie, wyrywała się, znowu hamowałam na podeszwach. Agnieszka myśli że życie wolontariusza jest takie różowe.
Wróciłam tak wykończona jakbym była 3 godziny na siłowni. A już potem wieczrny spacerek spoko, nie ciągnie, /no, czasem/, w miarę słucha.
Nie spuszczam ze smyczy bo za mało ją znam. Brakuje mi takiego kontaktu jak z Tymkiem. Jednak jak ja czułam tego psa...
19:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
W nocy
Obudziłam się o 3 -ej i stwierdziłam że Altura śpi obok mnie, z głową na mojej poduszce. Ponieważ nie pozwalam na to żadnym psom bo już to kiedyś dawniej przerabiałam, więc powiedziałam jej spokojnie żeby zeszła. Nie było żadnej dyskusji, posłuchała natychmiast. Ale teraz zaczęło się głośne tuptanie po całym mieszkaniu. Nie chciała położyć się pod stołem gdzie jej pościeliłam, bo nie mieści się w klatce którą mam. Pomyślałam że może chodzi o jakieś sikanie więc w końcu poszłam z nią na pole, ale tam się okazało, że teraz ona sobie chętnie pobiega. Ale jak wróciłyśmy tojuż się uspokoiła i spałyśmy do rana. Prawie, bo o 5-tej runęła lampa stojąca za moją kanapą, do czytania wieczorem / lub do nauki o agresjach, Aga słyszysz?/ . Altura pomyślała , że w końcu dalej jest małym pieskiem, i zmieści się spokojnie. Źle obliczyła.
19:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Altura w nowym domu
Nie miała żadnych oporów. Wyszła po schodach, wypiła michę wody i zaczęła zwiedzać. Na koniec położyła się koło nas żeby odpocząć. Jednak za każdym razem gdy ktoś z nas wstawał i wychodził np. do kuchni, ona szła za nim. Chyba nie spodobało jej się kiedy Leszek w ogóle wyszedł z mieszkania i poszedł na dół bo cały ten czas przestała pod drzwiami. To owczarek więc pewnie nie lubi jak się jej "rozłazimy" ,woli mieć wszystkich w kupie i pod kontrolą. Potem zaczęłam sprawdzać co będzie z naszą współpracą. Najpierw najprostsze komendy - wykonywała bez zarzutu. Póżniej zostawanie na waruj w innym pokoju - było ok. Sprawdziłam też przychodzenie na wołanie i na gwizdek- super i wreszcie podawanie przedmiotów. Idealnie. To podawanie chyba najbardziej się jej podobało bo wykazała też własną inwencję: dodatkowo każdemu z nas wcisnęła po pantoflu i jeszcze zamierzała podać mi komórkę ze stołu, ale ją powstrzymałam.
19:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Fryzjer
Altura spędziła w salonie prawie 5 godzin / !!! /. W życiu nie byłam tak długo u fryzjera. Widziałam po Agatce że dziewczyny bardzo się napracowały. Straszie była zmęczona. Altura chyba z resztą też. Przeszłam się z nią trochę zanim pojechaliśmy dalej. Sikała pół godziny.
19:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Piątek,16.05.08
Mieliśmy bardzo mało czasu żeby przywieżć Alturę z Brzeźnicy. To dlatego że ja sobie wymyśliłam że dobrze byłoby trochę ją ostrzyc, bo będzie jej lżej w te upały, no i też chciałam żeby ładnie wyglądała. Uprosiłam Agatkę i zgodziła się wziąć ją do Karuska, gdzie zrobią ją na bóstwo. Na chwilę jednak przysiedliśmy pogadać z Agnieszką. Tymek oczywiście od razu pomyślał o prezentach dla nas. Dostaliśmy po kawałku węgla.
Altura bez najmniejszego problemu poszła z nami do samochodu i wsiadła. Pojechaliśmy z powrotem do Krakowa, szukać tego jej fryzjera.
19:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Altura
Więc wszystko zaczęło się od tego, że postanowiliśmy z Leszkiem /mąż/ pojechać na dwa dni do Kasinki. To taka wieś w okolicy Mszany Dol. i Rabki gdzie mamy stary, ponad stuletni dom po mojej babci. Dom jest w bardzo kiepskim stanie, bo jakoś nigdy nie mieliśmy pieniędzy na porządny remont więc wszystko się sypie, ale jest tam też ogromny ogród, wszystko ogrodzone, czyli idealne warunki dla psów. No i poprosiłam Agnieszkę żebyśmy mogli wziąźć tam któregoś porządnego psa, żeby się wybiegał. "Porządnego" w moim słowniku dotyczy gabarytów, czyli żadne plankowate nie wchodziły w grę /to te małe kundelki/. Tak naprawdę miałam cichą nadzieję na Tymka a w ostateczności Bajkę. Tymczasem Aga mi oddzwoniła że przydziela mi Alturę, ma być u mnie miesiąc i w dodatku mamy się razem przygotować do egzaminu. To mnie zwaliło z nóg. Altura jest psem który mnie absolutnie ignorował za każdym razem gdy przyjeżdżałam do Brzeżnicy. Ze wszystkimi innymi udało mi się zaprzyjażnić, tylko ona wyrażnie okazywała że naprawdę ma mnie w nosie. Byłam pewna że nawet jeśli umie różne rzeczy, to ja w życiu tego nie wyegzekwuję. Nawet Agnieszka potwierdziła, że wcale nie jest pewne że ona będzie ze mną współpracować. Ale mój deficyt psa był tak duży, że zdecydowałam się natychmiast.
Już nie mogłam się doczekać kiedy ją przywieziemy.
19:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
A w niedzielę rano...
Wyszliśmy / Tymon i ja / przed dom raniutko. Dzień ładnie się zapowiadał, ptaszki śpiewały a Tymek nie zwlekając wręczył mi dwie długie piękne trawy / nigdy z pustymi rękami / Po chwili jednak zauważył że na trawie leży efektowny duży kawał tektury, więc pobiegł go przywlec i wepchnął mi na kolana razem z tamtymi trawami. Teraz już sprawa prezentu była porządnie załatwiona, więc chwilę mógł spokojnie posiedzieć. Dopóki nie przyszła Bajka, bo wtedy trzeba było iść ją miętosić.

A potem przyjechała Magda z Ajkim, czyli Blondyna i Blondyn. Stanowią świetną parę, Magda opowiadała nam o ich wspólnym życiu. Ma wspaniałe poczucie humoru i taką radość życia które od dawna podziwiam, bo czytam  jej bloga. Czułam się więc jakbym ją znała wieki.
19:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poprzedniego dnia
Wszystkie alterowskie psy wyjechały do Krakowa na występy na Rynku.
Z okazji Święta Organizacji Pozarządowych czyli takich jak nasza. Teoretycznie to okazja aby się publicznie pokazać, opowiedzieć co robimy, zachęcić do współpracy. Nie było mnie tam, ale z tego co słyszałam Tymkowi nie poszło najlepiej. Myślę że był zmęczony już samą jazdą, poza tym pracował z wolontariuszką którą mało zna,a do tego te wszystkie reflektory, megafony: jasno, głośno, tłum ludzi... W kazdym razie gdy wyladował na scenie, zupełnie nie mógł sobie przypomnieć co znaczy "siad" albo "waruj" i w ogóle czego wszyscy chcą od niego... Dopiero gdy należało wybrać jeden z kilku przedmiotów, coś mu zaświtało. Chyba jednak scena to nie jest miejsce które lubi najbardziej... Gwiazdą raczej nie będzie.
19:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
11.05.08 - niedziela
Już maj, jest tak pięknie, tak zielono i kolorowo na łąkach. Tak bym chciała znowu  chodzić na spacery z Tymkiem, mam tyle ładnych miejsc w okolicy domu. Ale on znowu wykazał się brakiem dyscypliny i musi być na obserwacji u Agnieszki. Obie zgadzamy się co do tego, że gdyby miał  zostać zwykłym psem domowo-rodzinnym to na tym etapie wykształcenia, już sprawdzałby się znakomicie, ale ponieważ jego misja jest inna, musi być absolutnie bez zarzutu, sprawdzony i niezawodny. Dać go komuś choremu, to wielka odpowiedzialność. Musi być idealny. Dlatego czekam cierpliwie kiedy już będzie gotowy żeby do mnie wrócić, żebym mogła z nim dalej pracować. Nic w wychowaniu nie może być pominięte ani niezauważone. To jak "rzeźbienie" charakteru we wspaniałym ale trudnym materiale.
Na szczęście co jakiś czas jest powód aby jechać do Brzeźnicy. Albo pilnowanie Ośrodka, albo Kurs Trenerski, albo jakieś warsztaty wolontariuszy. Bardzo lubię te wyjazdy. A teraz zwłaszcza, bo zdecydowanie mam deficyt psów. Wtedy pracujemy sobie z Tymkiem razem i coraz lepiej nam to idzie, a także chodzimy na spacery co po prostu uwielbiam.
19:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
A osobny rozdział to Planka
Z tym ślicznym pyszczkiem wygląda jak niewiniątko, ale Agatka uprzedzała, że oboje z Planem kradną ile wlezie. Pilnowałam się więc, zresztą już Panda mnie kiedyś nauczyła żeby nic nie zostawiać na poziomie psów. A jednak małe mnie zaskoczyło. Już nie wspominam że jak tylko skończyłam zamiatać salon i tarasik, to Cicha z Tymkiem przyniesli węgiel z piwnicy i porozkładali na czystym... W każdym razie wchodzę sobie do pokoju, i słyszę jakieś szuranie w kredensie. Myślę sobie - myszy, to akurat nie problem, lubię myszy, gorzej z pająkami, w każdym razie otwieram kredens i co widzę ? Planka siedzi sobie na półce i zajada paluszki. No nie... Ona chyba w ogóle uważa że ma jakieś przywileje, każde pościelone łóżko to dla niej, a poza tym ma biegunkę i całe 3 dni chodziłam za nią z papierem i z mopem.

Tymek dalej uważa, że tylko on się nadaje do głaskania, rozśmieszył mnie jak przez chwilę miałam Plankę na kolanach i on podszedł i dosłownie nosem ją strącił tak od niechcenia, jakby to jakiś śmieć sie do mnie przyczepił. Okropnie ją potraktował ale tak samo odsuwa ode mnie Alturę i Cichą. Ja je wszystkie też lubię, i głaskam, a on chciażby najciężej spał, to się zrywa i przychodzi je odsunąć. "Kontrola zasobów?"
19:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Pilnowanie Brzeźnicy
Oczywiście nie całej, tylko Ośrodka, ale to też spory obowiązek. Nie wiem jak długo psy były same, bo spieszyłam się jak mogłam, /w busie koszmar, 100 osób, całą drogę nikt nie wysiadał tylko na każdym przystanku dosiadało 15 osób/ jak wreszcie doszłam, to entuzjazm psów był taki, że chyba w życiu nikt mnie tak nie witał. Nawet Altura ugryzła mnie w tyłek co tez potraktowałam jako dowód sympatii, bo generalnie widziałam że się cieszą że mnie widzą. Dodatkową niespodzianką było to, że był Tymek, chociaż byłam pewna że wyjeżdża. Wprawdzie zachowywał się po chamsku, nawrzeszczał na mnie strasznie nie chciał słuchać w ogóle, odszczekiwał się na każde słowo, już myślałam że go w ogóle nie opanuję. Ale po godzinie to się skończyło. Zaczęłam poznawać Tymka, który wszystko wie i rozumie, wzięłam go na spacer na te piękne brzeżnickie łąki, mając wyrzuty sumienia wobec Altury i Cichej, no ale one mnie nie słuchają. Było super. Jeszcze trochę poćwiczylismy na placu, Tymek wie że wisi nade mną widmo egzaminu, ale on ma to w nosie. Zrobi wszystko jeśli mam dla niego żarcie, ale jeśli widzi że nie mam saszetki to naprawdę ma mnie gdzieś.
19:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »