www.alteri.pl
RSS
niedziela, 31 maja 2009
Na osiedlu

Odkąd przestałam pracować, zaczęłam więcej przebywać w małym odrębnym środowisku, jakim jest społeczeństwo osiedlowe. Dotąd znałam wszystkich z widzenia, kłanialiśmy się sobie grzecznie , ale nie zawierałam bliższych znajomości. Nie lubię stania na ulicy przez pół godziny w celach plotkarskich, nigdy mnie nie interesowały sąsiedzkie sensacje.
Tymczasem okazało się, że plotki to nie wszystko. Na osiedlu funkcjonuje jeszcze działalność społeczna, w postaci akcji zbierania podpisów w różnych sprawach.
Początkowo dałam się wypuścić. Przyszedł sąsiad i tłumaczył mi, że dzięki mojemu podpisowi, nie zostaną zabudowane działki za naszymi domami. Cel wydał mi się słuszny, podpisałam. Ale za godzinę przyszła inna pani, z inną listą, powiedziała że tamten sąsiad jest głupi, a podpisać trzeba jej postulaty.
Tu już zaświeciło mi się żółte światło. Skądinąd wiem , że ci ludzie od dawna walczą ze sobą  w sądzie więc dać się wplątać, mogłoby oznaczać jeszcze jakieś świadkowanie w sądzie.
Jak to się trzeba pilnować.  Już było tak, że chcieli mi pokazywać jakieś dokumenty z rozprawy, ale stanowczo odmówiłam.
Teraz stosunki sąsiedzkie mam tak ustawione, że ze wszystkimi zawsze chwilkę rozmawiam, żartujemy, pomagamy sobie w razie potrzeby, pożyczamy lub oddajemy... Bez wizyt domowych, bez " co u kogo słychać". I tak jest dobrze.

09:41, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 maja 2009
Komunikacja

Tym razem nie chodzi mi o MPK. Chodzi o rozmowy z przygodnie poznanymi osobami, których to nie brakuje /tych rozmów/ gdy tylko wyjdzie się z psem. Tak było zawsze, od mojego pierwszego psa, lata temu, począwszy. Miałam wobec tego taką opinię, że "psiarze" jakoś się wyczuwają, rozumieją, odnajdują i zawsze mają o czym rozmawiać. I zawsze fascynowało mnie przy zawieraniu znajomości to, że czuje się po dwóch pierwszych zdaniach, czy nadajemy na tej samej fali, czy nie. Albo jest tak, że myślimy identycznie i zanim ten ktoś skończy zdanie, już wiem co powie, albo - mijamy się zupełnie we wszystkim. W tym drugim przypadku, po jakimś czasie, ja się po prostu zaczynam męczyć.
Tak miałam ostatnio. Sąsiadka , miła, zna już mnie  z Alturką, więc zawsze zagaduje. Sama ma hodowlę yorków i uważa za świetny wynalazek obroże antyszczekowe. Tym razem opowiedziała mi , że ma 2 nowe, przepiękne psy : grzywacz i szpic. Z bezsensowną nadzieją  zapytałam jeszcze - szpic miniaturowy ? Oczywiście.
Wiem, że o gustach się nie dyskutuje. Mnóstwo ludzi lubi właśnie takie, małe, głośne psy. Nie ma sprawy. Ale żeby mnie dobić ostatecznie, sąsiadka opowiedziała mi wspaniały film o zwierzętach, w którym mówią ludzkim głosem i mają fantastyczne przygody, a jakie są mądre i sprytne !
A ja  - cóż, nienawidzę takich filmów. Skręca mnie , dostaję wysypki. Nawet dziecku nie pozwoliłabym oglądać takich bzdur, żeby nie wypaczyło sobie podejścia do zwierząt i oczekiwań wobec nich.
Dobrze, że dalej szłam w inną stronę. Następnym razem spróbuję od razu narzucić jakiś inny temat, byle nie o psach. Może polityka ?
Swoją drogą zawsze zadziwia mnie , że moja jedynie słuszna opinia, nie jest powszechnie obowiązująca. /oczywiście żartuję/.

13:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 maja 2009
19:01, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Występy
 Dostałyśmy zaproszenie na konferencję w Domu Opieki Społecznej pod Krakowem, w okolicach Zabierzowa. Tematem były różne metody terapeutyczne, w tym dogoterapia. Naszym zadaniem było  opowiedzieć o roli psa w terapii, czyli o możliwościach zastosowania psa w procesie leczenia a także o codziennej pomocy jaką pies może zaoferować chorym.
Altura i Axa, stały duet, pojechały jako dwie główne aktorki. Dodatkowo , w charakterze maskotki , zabrał się z nami Taj, 5-tygodniowy owczarek niem.
Poszło gładko. Publiczności najbardziej podobały się wszelkie przejawy niesubordynacji, kiedy np. Alturka robiła z krzesłem "schowaj się", ale w poprzek i do końca nie dała się przekonać że to ma być od tyłu do przodu. Ostatecznie Agatka skomentowała, że to własna inwencja psa i należy docenić inicjatywę. Poza tym wszystko wykonywane było z entuzjazmem, widać było że te psy naprawdę lubią pracować.
Jeszcze mnóstwo pytań po występie, na sali i póżniej poza, głaskania, częstowanie i pochwały.
Transport zabezpieczono nam w obie strony.
Alturka wróciła zmęczona, ale ja uważam że dobre są takie urozmaicenia . Gdyby ona miała się wypowiedzieć, pewnie powiedziałaby, że wybiera życie wiejskiego psa, biegającego luzem po osiedlu, polującego bez ograniczeń na koty, szczekającego za ogrodzeniem na wszystkich którzy przechodzą... Ale ja to widzę inaczej. Bardzo odpowiada mi pies który w każdej sytuacji umie się zachować, nie utrudnia mi życia, słucha, współpracuje i mogę być z niego dumna. Jak dotąd, wychodzi na moje i chciałabym żeby tak zostało.
18:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2009
19:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Na działkach
  Dzisiaj miałam coś do załatwienia u ogrodnika. Jest taki, w pobliżu schroniska dla psów, czyli wszystko oddalone o jeden przystanek autobusowy od nas. Trasa akurat na popołudniowy spacer z pieskiem. Szłyśmy sobie ścieżką rowerową, było bardzo goraco. U ogrodnika szybko znalazłam to, o co mi chodziło i kupiłam, potem minęłyśmy azyl z ujadającymi psami i weszłyśmy w strefę ogródków działkowych. Tu okazało się, że to idealne miejsce dla nas -  sporo cienia, ścieżki, alejki. Altusia zwiedzała nowe miejsca, ja oglądałam sobie domki, altanki i ogródki. Wszystko tam takie zadbane - trawniczki, klomby, każdy kwiatek na swoim miejscu. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy nie wolę jednak w ogrodzie trochę "szaleństwa".  Jakieś nieplanowane polne stokrotki, mlecze - jak słoneczka, zawilce pierwsze na wiosnę, jeszcze takie fioletowe które nie wiem jak się nazywają a są śliczne.
Wracałyśmy wzdłuż wału Wisły, ścieżką pomiędzy wielkimi trawami, lekko wiał wiaterek i było cudownie.
19:41, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 maja 2009
Rynek
  Niedziela, piękna pogoda. Wybraliśmy się na spacer po Rynku i na lody. Oczywiście ja zarządziłam, bo Leszek jak ma wolne, niechętnie odrywa się od kanapy. Ale warto było. Ten nasz krakowski Rynek ma jednak urok i taki specyficzny klimacik, który ja uwielbiam. I pewnie nie tylko ja , bo ludzi było mnóstwo.
21:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
W mieście jest niefajnie
Zastanawiam się, czy psom też zdarzają się słabsze dni, kiedy gorzej się czują, są rozdrażnione i wyrażnie "puszczają im nerwy".Wyszło na to, że tak jest.
Wybrałyśmy się wczoraj " na miasto" i od początku bylo jakoś inaczej. Jeszcze na przystanku było normalnie. Ale już w autobusie  - nie stała jak zwykle przy drzwiach żeby patrzeć przez szybę jak wszystko miga na zewnątrz, tylko przykleiła się do jakiegoś pana. To dla niej charakterystyczne, że stoi w filozoficznym zamyśleniu , a równocześnie całym ciężarem ciala opiera się o kogoś. Zwykle o mnie, ale teraz nie. Pan chyba najpierw pomyślał że ma za mało miiejsca i lekko się odsunął, ale Alturka zaraz przesunęła się za nim. Tak było do końca jazdy, pan nie był pewny o co chodzi, ale patrzył na nas pytająco i równocześnie z sympatią.
A potem stałyśmy dość długo na przejściu ze światłami i tam właśnie sunię zaczęło wszystko denerwować. Zaczęła wyskakiwać w kierunku przejeżdżających samochodów, czego nie było już bardzo dawno. /walczyłam z tym jakiś czas , bo to był jeden z problemów gdy do nas trafiła/.
Potem wkurzały ją dorożki, wyrywała się do koni.  Była pobudzona, rozglądała się dookoła, nie odpuściła żadnemu psu którego mijaliśmy. Nie poznawałam jej.
Już dawno tak nie było. Ale myślę że to chwilowe, z jakichś tylko jej znanych powodów.
Wieczorem już było tradycyjnie - kot za ogrodzeniem, więc szalony sprint Alturki wzdłuż ogrodzenia, kot syczał ale nie miał zamiaru zniknąć. Pół osiedla się śmiało i kibicowało suni.
I taką Alturkę poznaję. Po prostu ona woli takie swobodne, wiejskie klimaty niż kulturalne spacery po zabytkowym mieście. Trudno się dziwić.
10:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 maja 2009
Wycieczka
 Umówiliśmy się w kilka osób na wycieczkę z psami. Miały być łąki, swoboda, psie zabawy i nasze pogaduszki. W większości brzeżnickie towarzystwo - Ośrodka już nie ma, ale znajomości przetrwały. Nawet doszło kilka nowych osób. Ostatecznie było 8 osób i 4 psy.
Nad wyborem najlepszego miejsca zastanawialiśmy się najdłużej. Stanęło na Mydlnikach / to obrzeża Krakowa/ , okolice stawów rybnych.
Wybór był bardzo dobry. Pogoda była cudowna, szliśmy 2 km. drogą wśród drzew a potem była łąka właściwa. Oczywiście labkowate trzymały się blisko, to nic nowego. Ale Alturka też !
Było tak jak w Jaworkach - biegła przodem, ale co chwila czekała na mnie albo wracała. Całą drogę. A gdy na koniec rozsiedliśmy się na trawie, ona rozłożyła się obok. Potem było tarzanie się w trawie i zabawy w patyki, głównie z Axą.
Za to w powrotnej drodze pobiegła na duże pole ziemniaków, wykopała sobie jednego i zjadła.
Biedny, zagłodzony pies.
21:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
21:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
21:22, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 maja 2009
Podsumowanie, trochę.
Właśnie mija rok , odkąd Alturka jest u nas. Mnóstwo rzeczy zdarzyło się przez ten czas, i dobrego i mniej, ale mam poczucie, że jestem szczęśliwa ,  że ją mam. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, moją miłością  / w tej sferze/  był Tymek,golden, wyszło inaczej , nie trafił do mnie na stałe, może dobrze, moze żle. Alturki losy też były pokręcone. Był czas , że pół Polski kibicowało , żeby  została w naszym domu . I na stałe.
Podjęlismy się ,nie dopuścimy żeby dom, zmieniała kolejny raz. Kochamy ją, Nie oddamy za  żadne skarby. A jej chyba też nie jest żle, skoro wybrała to miejsce, bo tak było, że z ostatniego miejsca uciekała  przez lufcik - wiecie jak to wygląda ? Potem rozwaliła to ogrodzenie , pisałam o tym.  Chyba jest nam pisana, i to był JEJ  wybór .
No i w związku z tą rocznicą, myślę , że jakaś parówka  z kokardką będzie na miejscu + życzenia.
16:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 maja 2009
Cicha woda
  Wieczorkiem poszłyśmy sobie na ostanie bieganie . W stronę boiska. To niedaleko, ale z naprzeciwka akurat szedł sobie pan również z pieskiem. Tyle że ten jego był mały i żółty. I bez smyczy. W dodatku akurat doskakiwał do siatki zza której odgrażał się podhalańczyk.
Od dawna już Alturka poprawnie mija wszystkie psy, no, prawie wszystkie. Małe z trudem.
Ale tego nie. Szarpnęła z całej siły, wyrwała mi smycz i pognała do psiaka ze szczekaniem. Wystraszył się bardzo i zaczął uciekać. Był cały zjeżony i oglądał się co jakiś czas , jak jest daleko. A była coraz bliżej , chociaż wywijał ósemki żeby jej utrudnić.  Nie reagowała na wołanie, a ja nie byłam pewna czy go nie capnie jak już dogoni. Na szczęście pan, patrzył na to wszystko zupełnie spokojnie. Nawet lekko się uśmiechał. Powiedziałam, że sunia nic tamtemu nie zrobi , ale to wcale nie było takie pewne. Po kilku kółkach Alturce nagle się odwidziało, zrezygnowała z pogoni i popędziła na boisko ciągnąc smycz za sobą. A stamtąd takim specjalnym cwaniackim truchtem w te swoje krzaki, gdzie nie pozwalam, bo znika z oczu, długo nie wraca i zżera świństwa.   Teraz jeszcze dodatkowo pomyślałam, że zaraz tą smyczą zaplącze się w chaszcze. A już mówiłam , że taka jest grzeczna , tyle ją wychwaliłam...
Ale tym razem wróciła szybciutko. Uśmiechnięta, zdyszana, ale jeszcze niewyżyta.
Teraz /już legalnie/ pobiegła w dół na boisko, pobuszować w nieskoszonej trawie. To wolno, bo te jej wysokie skoki , takie radosne i beztroskie,  w zielonej trawie z mnóstwem żółtych kwiatków, to najpiękniejszy widok na świecie.
Teraz już spokojnie na nią poczekałam a na zakończenie już pod domem, jeszcze czesanie , bo ledwo ją było widać spod tych dmuchawców na głowie, żółtych płatków i wszystkich pnących roślinek poowijanych na nogach.
22:50, cymestymek
Link Komentarze (2) »
To też Alturka
.
17:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
17:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Załatwiamy
 Zawsze gdy wybieram się załatwiać jakies sprawy i mam napięty plan + jeszcze skomplikowany dojazd w perspektywie, początkowo planuję zostawić Alturkę w domu i szybko się uwinąć. Gdy już zostaje mi pół godziny do wyjścia, robi mi się jej żal, przypominam sobie że ostatnio fajnie nam się wszystko udało załatwić, że była taka grzeczna. Na koniec wyciągam jej akcesoria i idziemy razem.
Dzisiaj w planie był bank i większe zakupy z targiem włącznie. W dotychczasowym banku już załatwiłam suni wejście i nie było problemów, ale  dzisiaj miałam iść do innego. Ogromny, nowoczesny, powstał w dawnym Pałacu Ślubów. Nie byłam pewna co ochrona powie na psa przy mojej nodze.
Po drodze , w autobusie na wszelki wypadek ułożyłam  przemówienie i postanowiłam sobie , że nie dam się wyrzucić. Przemówienie miało być stanowcze i pełne argumentów. Równocześnie wiedziałam że mimo najlepszych wystąpień, często  pies asystujący i tak wylatuje. Słyszałam już niejedną historię.
Poszło jak po maśle. Urzędnicy zwracali na nas uwagę, ale żadnych zastrzeżeń. Inna rzecz, że nie było się o co przyczepić, zachowywała się  nienagannie. Oczywiście znowu znajomości w kolejce. Jakaś pani opowiedziała mi , że miała średniego sznaucera, ale był tak beznadziejny, że nawet ze szkolenia go wyrzucili. Nie zdążyłam się wypowiedzieć na ten temat /w obronie psa oczywiście/, bo już była nasza kolej.
Zakupy też poszły nam nieżle, z wyjątkiem mięsnego sklepu, gdzie nawet nie próbowałam dyskutować, sunia przeszczekała pod sklepem cały ten czas. Ucichła natychmiast gdy wyszłam, więc mogłam od razu podejść. Jeszcze jazda - tramwaj, autobus i trochę odpoczynku we własnym ogródku.
Wcale nie żałowałam , że była ze mną. Ale ciągle mnie to cieszy, bo początki znajomości były zupełnie inne i ciągle to pamiętam.
16:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
09:40, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Komitet
 Moja dobrze wychowana Alturka, nigdy niczego nie wymusza. Tak była wychowana i ja to podtrzymałam bo wg. mnie, dobrze o psie świadczy. Ale dzisiaj wystąpiło nowe zjawisko. Rano o 7.30 Leszek miał wrócić z pracy. Jakieś 10 min wcześniej, sunia wstała z łóżka /swojego/ chociaż to zupełnie nie jej pora. Wsadziła mordę do mnie pod kołdrę i powiedziała mi do ucha cichutkie " pi, pi " To było nienahalne, takie proszące, w sumie miła taka pobudka. Domyśliłam się , że to nie chodzi o zwykłe wyjście, bo to by było dopiero za 2 godziny. Miałyśmy iść na dół i powitać... Rzeczywiście , za parę minut Leszek podjechał pod dom. Bardzo mu się podobał Komitet Powitalny. Nie jestem pewna , czy chcę żeby to się stało tradycją a zdaje się , że już zadziałałam w tym kierunku. Albo już tak zostanie, albo muszę szybko się z tego wycofać. Albo kompromisowo - ją będę wypuszczać , niech wita, a ja jeszcze dośpię...
Alturka ma pamięć doskonałą. Jak raz nagrodziłam ją za przyniesienie wylizanej miseczki po dokładkę, to już tak zostało do tej pory. Szuka mnie po całym domu i wciska do ręki.
09:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 maja 2009
Burza
VJednak Altuś boi się burzy. Upewniłam się gdy dzisiaj znowuu zaczęło grzmieć i sunia natychmiast władowała mi się do łóżka. Inaczej niż zwykle, zawsze kładła się w nogach a teraz prosto na poduszkę i pysk w pysk ze mną, bliziutko. Szybko przeszło,  gdzieś bokiem,
ale teraz już wiem. Nie będę jej zostawiać samej w takich chwiilach.
20:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Bielany cd.
Zawsze każda jazda autobusem, łączy się z nowymi znajomościami, Dzisij było tak : wsiadamy z Altusiem na przystanku. Od razu jakaś ręka dotykająca Alturkę. Odwracam się , Pan mówi : jaki  wychowany,
grzeczny , miły. I dalej - zgadnę jak ma na imię , pewnie FIDO  albo jakieś podobne. No cóż, myli się Pan, to suczka i Altura. Nawet trudno powiedzieć , że był blisko. Dalej już było tylko gorzej. Ma teraz 6- miesięcznego  dalmatynczyka, ale jest " wyjątkowo złośliwy", niszczy wszystko, zagraża dziecku z żera z talerza pana , nie słucha nic. Facet powiedział, że miał już kilka psów, ale takiego drania nigdy.    Co mogłam powiedzieć ? Jego ewidentne błędy, udawało sie do tej pory, z innymi psami,  a ten dalmatyczyk nie odpuścił. Powiedziałam  - TYLKO SZKOLENIE, TO NIE JEST  ANI zły  ANI GŁUPI PIES, FACHOWCY SOBIE PORADZĄ, ale on chciał mieć natychmiast takiego jak ja. Włączył się jakiś pasażer , gdy powiedziałam że psa ma się kilkanaście lat  i warto go przeszkolić i dostosować do siebie,  uzmysłowiłam sobie , ile to jednak pracy i zrozumienia tematu .A  to co miałam dzisiaj, to klasyczne , książkowe przykłady  braku pojęcia.
17:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Bielany
Dzisiaj wybrałyśmy się z Altusiem na Bielany. To była dosyć urozmaicona wycieczka. Trochę jazdy autobusem, trochę chodzenia na smyczy /wzorowo/, chwila czekania pod całkiem nowym sklepem, a potem bieganie po łące, krzaki, kwiatki, skoki przez wysoką trawę i na koniec w tej trawie , surprise -  kot - niby dobrze schowany, ale przed Alturką nie można się schować. Przynajmniej kot nie jest w stanie. Więc jeszcze szalony pościg, wysoki płot ratunkowy, po którym kot wyszedł jak mucha /co to  znaczy adrenalina/. Jeszcze gorączkowe ale dokładne sprawdzenie , czy płot nie posiada jakiejś dziury...
A ja nazrywałam sobie pięknych gałązek z kwitnącego na czerwono drzewa. Zawsze na wakacjach tak lubiałam z każdego spaceru przywlec jakieś gałęzie, polne kwiaty albo kłosy zboża. Potem zostawały piękne suche bukiety, które gdy już wyechaliśmy , przez zimę  zjadały myszy.
Teraz już od dawna, z wielu powodów , nie jeżdżę na dłużej i bardzo mi tego brakuje.
Ale przecież wszystko przemija.
14:37, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Święto małego
W niedzielę ochrzciliśmy  Pawełka w pięknym barokowym kościele św. Anny. Potem jeszcze była impreza w domu u Ani i Tomka. W zasadzie byli tylko najblizsi, ale i tak nazbierało się 17 osób. Nie wszyscy znaliśmy się początkowo, ale przecież jest tyle tematów do rozmowy... My z Leszkiem nie należymy do tych nieśmiałych, więc czuliśmy się tam bardzo dobrze. Gdy rozstawaliśmy się, było już tak jakbyśmy się znali wieki.  Ania przygotowała mnóstwo jedzenia, nierealne było żeby dać temu radę, więc dostaliśmy jeszcze paczki do domu. W sumie zeszło prawie do wieczora. Przeczuwałam wcześniej że może tak być,więc załatwiłam Altusi opiekuna na cały dzień w postaci męża Dorotki, który został w domu i chętnie się podjął. Po powrocie zażyczyłam sobie sprawozdania i okazało się, że akurat gdy byli na dłuższym spacerze, zaczęło grzmieć. I wtedy Alturka w tył zwrot i zdecydowanie zarządziła powrót do domu.
W każdym razie, gdy przyszłam, sunia nie rzuciła mi się na szyję, to nie w jej stylu, ale były dwa szturchnięcia nosem, potem gwałtowne szczekanie /taki sobie ochrzan/ a potem nagle zaczęła biegać jak szalona po powrocie do naszego mieszkania. Rozpędzała się tak, że z trudem wyrabiała na zakrętach, doskakiwała do mnie, łapała zębami, waliła łapą... Potem jak zwykle w takich sytuacjach, wypiła miskę wody i poszła spać Dałam jej jeszcze okruchy z ciasta do wylizania i wtedy zasnęła z mordą w talerzu. Tego jeszcze nie było.
Jeszcze chcę dodać, że wspaniale kupuje się teraz prezenty dla takich maluchów jak Pawełek. Są tak piękne rzeczy - i ubranka i zabawki, malutkie, kolorowe, z pomysłem. Sama przyjemność kupować i dawać.
09:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 maja 2009
Szybkie sprawozdanko
 Więc, po pierwsze, ostatnio obraziłam się na sąsiada, bo powiedział o Alturce że jest gruba, i czy bardzo dużo je. Szczyt chamstwa. Nawiasem mówiąc to ten sąsiad który naszego poprzedniego psa chciał podać do sądu za podsikiwanie ogrodzenia, a sam jest właścicielem czegoś takiego,  /niby szpic miniatura/ ,że moja koleżanka powiedziała - dołączyć kijek i jest MOP. Mimo wszystko gdy ciężko obrażona wróciłam do domu, zmierzyłam centymetrem Alturkę, /tak ją kontroluję bo nie mam jak zważyć/, i wyszło że jest jak miesiąc temu. Czyli OK. Tak myślałam, po prostu zarosła i wtedy ma takie szerokie te boki. Kłania się fryzjer. Narazie wzięłam się za to sama - przynajmniej te boki. Nikt nie będzie mi mówił że Altusia jest gruba.
Po drugie - chciała mnie namówić na spacer. Zwykle mamy stałe pory, ale teraz miałam jeszcze coś do skończenia. Leżała, patrzyła na mnie uważnie i czekała na jakiś mój ruch , który wskaże  że JUŻ idziemy. Powiedziałam - jeszcze chwileczkę, skończę. I wtedy weszła pod moje krzesło. Nie każdy wie co to oznacza. To ćwiczenie z wózkiem inwalidzkim na hasło "schowaj się" i ona tego nigdy nie lubiła , bo ledwo się mieści kiedy z braku wózka ćwiczymy to z krzesłem. Zawsze to wzbudzało mój entuzjazm, bo to trudne i sunia zawsze bardzo się starała.
I teraz zrobiła to sama spontanicznie. Oczywiście , że rzuciłam wszystko i poszłam z nią na długi spacer- rozbroiła mnie i załatwiła sobie wyjście nad Wisłę.
A tam - wyrosły nam jakieś wielkie kłujące krzaki. Szłyśmy tak ,że w którymś momencie zupełnie oddzieliły nas od siebie. Sunia chciała do mnie wrócić. Ja martwiłam się żeby nie weszła w te krzaki bo ją pokłóją /pokłują?/ Ale mój genialny pies wrócił pół kiometra i dogonił mnie normalną ścieżką. Wprawdzie kulał , ale okazało się że to tylko kamień między opuszkami na łapie. Szybko wyjęłam.
Potem jeszcze byli goście . Altusia uczestniczyła we wszystkim, w międzyczasie chodziła pić wodę /to nerwy, jednak/,chciała być w centrum wszystkiego.
A dzisiaj Błonia, autobusy, codziennie coś mamy. Wczoraj Rynek, tłum ludzi, orkiestry, dorożki... Kochana sunia. Jest już psem idealnym. Zrobiłyśmy razem setki kilometrów.
A na koniec wstąpiłam do sklepu, oznaczonego, że psom nie wolno. Wobec tego przywiązałam psa przed. W środku stojąc już do kasy, nasłuchuję , bo zwykle ona szczeka  cały ten czas kiedy ja kupuję. Cisza. Niemożliwe żeby siedziała przed sklepem cichutko. Niemożliwe. Więc co ? Odwracam się  -  Altek siedzi w sklepie, w środku, nadal przypięta na zewnątrz, ale smycz była na tyle długa...
18:03, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 maja 2009
14:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Nastraszyć i zostawić
 Do swojego repertuaru Alturka na stałe wprowadziła pewien numer. Jakoś wcześniej tego nie widziałam, dopiero kiedyś na Błoniach i ostatnio w Kasince. Robi tak : namierza jakiegoś psa gdzieś na horyzoncie, startuje i pędzi do niego wielkimi susami. Trzyma tamtego psa w napięciu, bo ta czarna rozpędzona kula , to nie wygląda dobrze. I gdy jest już 2m. od niego, nagle zawraca i do spotkania w ogóle nie dochodzi.
Tak było ostatnio w Kasince. Gdy szliśmy wzdłuż Raby, obok drogi ciągnął się szeroki pas zaoranego pola. Za nim było gospodarstwo i z niego wystartował mały kundelek. Z tej bezpiecznej odległości strasznie się odgrażał. Alturka popatrzyła na niego z pogardą, zastanowiła się chwilę, ale jednak ruszyła. Kilkoma ogromnymi susami przemierzyła zaorane pole. Kundel zdrętwiał. Przestał szczekać, a po chwili podkulił ogon i z piskiem zawrócił do domu. A moja sunia dogoniła go i nawet nie chciało jej się go powąchać. Zawróciła tuż za nim i pobiegła do nas. Mały nadal uciekał w popłochu, nawet nie zauważył że niebezpieczeństwo już minęło.
A sunia zadowolona poszła powtórzyć kąpiel w Rabie, żeby wyglądać tak jak na zdjęciu poniżej.
Leszek mówi, że to tak jak ten baran na patykach, którego Szewczyk przygotował dla smoka.
12:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2