www.alteri.pl
RSS
niedziela, 29 maja 2011
Według zegarka

 Doszło już do tego, że jeśli zorganizuję nawet najlepszy spacer ale w nieodpowiedniej porze,  to Altura ma to wszystko w nosie.
 Tak było dzisiaj - piękna pogoda, słoneczko, Błonia, towarzystwo innych piesków do wyboru , od największego do najmniejszego. Ale godzina 12 ta.
A Altek wstaje zawsze o 13 tej !  I koniec, bez dyskusji.  Żadnego biegania nie będzie. Przeszliśmy z Leszkiem przez calutkie Błonia, ze smętnym, zaspanym psem, ciągnącym się z tyłu,  przy nodze, albo  pośrodku, pomiędzy nami. Coś beznadziejnego !
Za to po powrocie w okolice domu - odżyła.  Już fajnie było wytarzać się w trawie, pobiec do beagla na drugim końcu łąki... No tak, wszystko się zgadza -   już zrobiło się po 14 tej. 

22:36, cymestymek
Link Komentarze (6) »
sobota, 28 maja 2011
chłodniej

  Przez kilka ostatnich dni, mieliśmy tutaj przepiękną pogodę.  Było naprawdę ciepło,  ale również wiał lekki wiaterek , przez co upał nie był męczący.
Jednak Alturka uważała , że jest za gorąco.  Fakt, że po ostatniej wizycie u fryzjera śladu nie zostało. Tym razem naprawdę w krótkim czasie, mam tu z powrotem czarną kupę futra.
Wyrażnie wybiera sobie w domu chłodniejsze miejsca. Do takich z pewnością należą schody i tam właśnie ostatnio można ją znależć.  Tak dokładnie , to rozwala się na półpiętrze, konkretnie pod drzwiami teściowej.  Oficjalna wersja głosi że  "pilnuje babci"  i ja wspaniałomyślnie tego nie prostuję.  Jak dla mnie, może sobie tak zostać, ostatecznie.
Bo ja oczywiście uważam inaczej i to nie dlatego że jestem wredną synową, tylko dlatego, że trochę znam się na psach.
A dzisiaj od rana , już wszystko jest inaczej. Leje deszcz, jest ciemno i mokro.  Miało to być przelotne, oby. 
A Alturkę i tak czeka dzisiaj kąpiel, bo od paru dni śmierdzi tak, że nawet mnie to przeszkadza. To te kanały do których wstępują wszystkie psy w ramach spaceru i co skutkuje zapachem, który nie pozwala zapomnieć o spacerze na długo.

10:25, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 maja 2011

04:32, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 maja 2011
samotna

 Przez cały dzień miało nie być nikogo w domu.  Załatwiłam pieseczkowi opiekę w postaci mojej córci i jej męża, którzy akurat nigdzie się nie wybierali. Alturka miała zostać w swoim mieszkaniu i być doglądana i wyprowadzana w miarę potrzeb.  Około południa zadzwoniłam, dowiedzieć się co słychać. Pierwszy meldunek był taki , że  Altura leży na głównej kanapie , absolutnie zakazanej psom i głowę ma na poduszce.
Gdy wróciłam wieczorem, miło było już pod bramką zobaczyć rozpłaszczony na szybie pysk i usłyszeć to charakterystyczne stęsknione  OU OU !.
A ze sprawozdania zięcia dowiedziałam się, że nawet duchowe potrzeby Alturki zostały zaspokojone , ponieważ oprócz spaceru byli także  "pogapić się" na koty...
Dobrze się spisał. Przeczuwałam że tak będzie i kupiłam mu ciastko, bo piwa nie lubi.

11:30, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 maja 2011
urozmaicony dzień

  Dużo wrażeń było dzisiaj.  Najpierw jazdy autobusami. Przy tej okazji zrobiłam odkrycie że kanar-też człowiek i  może być sympatyczny. Oczywiście warunkiem jest , żeby być w porządku z jego punktu widzenia. My z Alturką byłyśmy.
A sympatii do tego zajęcia nigdy nie miałam , bo zawsze uważałam,  że trzeba mieć pewne wredne  predyspozycje żeby tak pracować. Jednak ludzie jak ludzie, są różni.  Tym razem zrobiło się miło po tym , jak pan o mało nie rozdeptał mi psa. Zaczął się tłumaczyć, uśmiechać, zagadywać... Pomyślałam sobie w końcu,  że w niektórych przypadkach, po prostu  pies łagodzi obyczaje.
Póżniej był przystanek u mojej Mamy. To zawsze funkcjonuje jak oaza, gdzie człowiek zostaje zregenerowany na ciele i duchu. Pies także.  Stamtąd , po 2 godzinach, powędrowałyśmy dalej.  Po drodze na skróty, przeszłyśmy przez miasteczko studenckie.  Muzykę słychać było z daleka, absolutna mieszanka gustów i upodobań, od jazzu do disco-polo. Na akademikach plakaty, dekoracje, ogólnie klimat Juvenaliów. A cała młodzież w grupkach po 4-8 osób siedziała sobie na kocach na trawnikach , pomiędzy budynkami.  Porozbierani, opalający się lub zagadani, lub coś tam czytający. Z nieodłącznym piwem , jako napój podstawowy.
Gdy minęłyśmy akademiki, dalsza droga w kierunku Błoń, prowadziła asfaltową alejką. Co chwila śmigali obok nas rowerzyści. Nie jestem pewna, czy popieram te nowe wolności dla rowerów, bo jednak na chodniku wolałabym nie mieć ich ciągle za plecami.  Przecież tych ścieżek swoich mają sporo, nawet równolegle do chodników, więc czemu tak ?
Zebranie wolontariuszy zrobiłyśmy sobie w przyjaznej dla psów knajpie, stylizowanej na  dawną osadę : drewniane stoły, ławy , strzecha , słoma - takie klimaty.   Ale duzo cienia i dwie wielkie michy wody dla psów.
Nie mogę powiedzieć żeby ktokolwiek z nas błyszczał dzisiaj  intelektem lub tryskał pomysłami. Wszyscy byliśmy jacyś ospali i zwolnieni . Zbierało się na burzę i to pewnie dlatego.  Omówiłyśmy co najważniejsze i trzeba się było zbierać do domu. Zastanawiałam się , o czym myślała Alturka - czy o kolacji,  czy o łóżku czy jeszcze o czymś, kiedy tak ciągnęła od autobusu do domu.  Nawet nie zauważyła rudego kota ,  który siedział sobie na chodniku , po drodze.  Chyba nawet był lekko zawiedziony,  bo zwykle co najmniej patrzyli sobie w oczy....

20:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 21 maja 2011
straszne burze 2

 Są teraz dzień w dzień. O podobnej porze. Właściwie to można już układać plan dnia przewidując burzę. A dzisiaj i tak musiałam przez nią wszystko zmienić.
To dlatego , że byłyśmy z Alturą same w domu. Rano piękne słońce, potem poszłyśmy na średnio- długi spacer i gdy już zaczęłam zbierać się do planowanego wyjścia, zaczęło grzmieć.
Mnie by to nie przeszkadzało, ale zostawić przerażoną buwiśkę w domu samą ?
Tego się nie robi przyjaciółkom. A na nią aż żal bylo patrzeć : wszystkie klasyczne objawy paniki a do tego klejenie się do mnie, bo tylko ja mogę coś na to zaradzić.
A jedyne co zrobić mogłam , to z nią być.  Robię wtedy tak : ponieważ psisko najchętniej schowałoby się do mysiej dziury, więc  ja też ograniczam jej przestrzeń ,  ma ciasno, zwykle jest pod moimi nogami,  słyszy mnie i widzi.    Zdecydowanie tak jest lepiej , bo powoli się uspokaja, a  skoro już mnie ma, to czemu nie mam jej tego ułatwić ?     Wobec tego dwa telefony, w miejsca gdzie już miałam być, a potem przeczekałyśmy tę burzę razem. Była naprawdę potężna. Poszłam póżniej, gdy już się wszystko uspokoiło.

23:39, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 maja 2011
sezon letni

 Nagle zrobiła się zupełnie letnia pogoda, więc trzeba było wprowadzić  kilka zmian do psiego życia.
Po pierwsze, zmiana jedzenia na mniej kaloryczne, gdyż przytyło się nieco przez zimę.
Po drugie, główny spacer zostaje przesunięty na wieczór, lub popołudnie, gdy miną największe upały.
Po trzecie, pozostaje w mocy mój nakaz biegania  w kagańcu chociaż bez smyczy,  ponieważ w dalszym ciągu ludzie przeróżne świństwa wyrzucają byle gdzie.
 To takie założenia trochę "z grubsza",  bo niektóre rzeczy są od nas niezależne. Jak np. to, że ostatnio, codziennie po południu odbywają się tutaj  burze, a przecież  Alturka jest na nie wyczulona. Jeśli akurat wtedy jesteśmy poza domem i ona biega sobie gdzieś tam swobodnie, to na pierwsze burczenie burzy, w momencie mam ją przy nodze .
A z kolei jeśli najpierw jest burza i przeczekamy ją w domu, no to potem cała  trawa jest mokra ,  a wtedy  moczą się łapy i brzuch. A   tego Księżniczka też nie lubi,  więc  znowu  nie jest fajnie.  Naprawdę , trudno dogodzić.

17:24, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 maja 2011
zakrętki

Plastikowe. Zbieraliśmy je wszyscy od dłuższego czasu, bo poprosił nas o to Tomek. Podobno, gdy nazbiera się już odpowiednio dużo, a jest to jakaś gigantyczna ilość, można je wymienić na wózek inwalidzki. Takiego wózka potrzebują zaprzyjażnieni sąsiedzi Tomka dla swojego dziecka.
Z tego co wiem, takie zbieranie dosyć się rozpowszechniło, bo już słyszałam o tym od kilku osób, a i na ulicy wszystkie porzucone plastiki, mają zdjęte zakrętki.
Nasze zbieranie zaczęło się w czasie, gdy jeżdziłam do szczeniaków , w hodowli PON- ów. Tam też ogłosiłam że jest takie zapotrzebowanie, więc zbierali także.
Potem rozstaliśmy się i przez rok nie mieliśmy  kontaktu.
Aż tu ostatnio, dzwoni do mnie mama tej koleżanki i pyta czy ktoś z nas przyjedzie odebrać całą torbę, bo oni nie przestali zbierać do tej pory...Są niesamowici.
 Umówiłyśmy się wobec tego i dzisiaj złożyłam im wizytę.
Z całego towarzystwa najbardziej wylewnie przywitał mnie senior Max.  Pieszczoch jak zawsze, nie odstępował mnie na krok,  ale tradycyjnie najpierw zaprowadził mnie pod lodówkę.    Okazuje się, że operacja którą przeszedł nie przywróciła mu wzroku. Nie widzi nic i to jest smutne, ale jak to pies: radzi sobie doskonale, bo przecież najważniejszy ze zmysłów, węch,   ma nadal.
Dwie tamtejsze suczki - bez zmian : jedna to od zawsze zwolenniczka metody ograniczonego zaufania.
Druga - przylepa, moja kumpela, wcielenie rozsądku, umiaru i otwartości.
Były jeszcze 4 niemowlaki. Niedawno urodzone, biało-czarne kluski, śliczne. Jednemu z nich czegoś bardzo wszystko nie pasowało, co głośno oznajmiał.
Nadal twierdzę , że super jest ta hodowla , pod absolutnie każdym względem.
  Wielką torbę nakrętek stamtąd przywiozłam. Nie jestem pewna , czy kiedykolwiek tym znajomym Tomka uda się te tysiące  zakrętek wymienić na wózek. Bardzo bym chciała , żeby się udało.
W każdym razie jest coś ładnego w tym, że ludzie tak się organizują i  chcą pomóc. Fakt że akurat taka  akcja nie wymaga wiele wysiłku, ale zawsze...

14:31, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 maja 2011

11:41, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 maja 2011
przez sen

  Nie wiem czy uda mi się opisać to tak, jak wygląda.
 Sytuacja  -  Alturka, gdy śpi.   Zwykle na boku, rozciągnięta, tylną połową w swoim łóżku a reszta, razem z głową, już poza, na podłodze.  Zawsze na przejściu, tuż za progiem. Utarło się że wobec tego zawsze ją przekraczam, na co ona nie reaguje w ogóle. Ale również przeważnie zatrzymuję się przechodząc żeby ją króciutko pogłaskać.  Wtedy też ona ani drgnie, udaje że nawet tego nie czuje. Ale także często zdarza się, że podnoszę kocyk wywalony przez nią przy ścieleniu i delikatnie wsuwam jej pod główkę. I wtedy już suńka nie wytrzymuje. Dalej nie odrywa głowy od podłogi, ale wyrażnie  słychać jak w tym momencie włącza się fuczenie przez nos,  połączone z długim pomrukiem  i  głębokim westchnieniem......I ja wiem , że oznacza to pełnię zadowolenia.

23:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
jak perpetuum mobile

 Takie spostrzeżenie mam od wczoraj, że zdrowy dwulatek jest jak...tornado ? wulkan ? A może tykająca bomba ?
Nie do uwierzenia ile rzeczy w ciągu minuty dotknie, przestawi,  rozkręci, wyłączy. Jest cały czas uśmiechnięty, krąży po domu,  a te jego małe paluszki docierają wszędzie.
Skojarzyło mi się ostatnio, że tutaj sprawdzałoby się takie kółko jak mają chomiki. Każdy dwulatek, miałby takie dla siebie.  Bezpieczne, zużywające tę jego  gigantyczną energię, proste w użytkowaniu. Dopiero wtedy , możnaby na moment spuścić go z oczu. Chyba nawet , gdyby ktoś dobrze pokombinował, mógłby produkować prąd ?

00:01, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 maja 2011
jędza

 Podobno od jakiegoś czasu trudno ze mną wytrzymać. Sama widzę, że ostatnio zawodzą mnie  nerwy. Byle co wyprowadza mnie z równowagi,  więc  wydzieram się, kłócę i zrzędzę.  Czasem słyszę siebie i widzę co wyprawiam, a czasem nie.
 Podobno jestem coraz gorsza.
 Pocieszam się , że to dlatego, że mam dużo na głowie. I że to przejściowe.
Leszek mówi :  "a z taką miłą dziewczyną się żeniłem"...


23:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 maja 2011
zajęcia w szpitalu

 Na ostatnich zajęciach, było o jednego psa mniej. Brakowało jednej z goldenek, która wyjątkowo nie przyszła,  z kobiecych powodów.
Dzieci było 8-ro. Niektóre te same co na ostatnich zajęciach , niektóre nowe.
 Rafał był także.   Czuje się on  już całkiem  starym bywalcem, do tego stopnia,   że po wykazaniu naprawdę zdwojonej aktywności, w połowie zajęć wyluzował się  całkowicie, położył  na materacu i zasnął.
Było też dwóch nowych chłopaczków - łobuziaków może 12 letnich, po których choroby w ogóle nie było widać. Gdy dzieci zgłaszały propozycje imion dla wielkiego pluszowego psa i spisywaliśmy je na kartkach, jeden z nich powiedział do drugiego : a ja napisałem imię mojego kolegi, hi hi hi...
Potem jeszcze dowcipkowali przez jakiś  czas, ale nieszkodliwie. Aż w którymś momencie , znowu jeden z nich zaczął się z nami wykłócać, że on nie chce czekać na swoją kolej, nie chce nikomu ustępować i będzie sobie robił co chce.
Wtedy jedna z koleżanek bystrze wytłumaczyła mu jak się sprawy mają, powiedziała:
a wiesz, nasze psy też wolały biegać i bawić się w parku, a jednak przyszły tu do was. Nie zawsze robi się tylko  to, na co ma się ochotę, bo każdy musi trochę  ustępować i  podporządkować się jeśli trzeba.
Może zrozumiał, może nie , ale już do końca nie było problemów.
A Alturka , z założenia miała się dzisiaj napracować bardziej, skoro były tylko 2 psy. Tymczasem od samego początku rozłożyła się na całą długość na chłodnej podłodze i do każdego ćwiczenia , trzeba ją było specjalnie zapraszać.
Większość roboty odwaliła Tora, uwijała się cały czas, była chętna i aktywna. Jednak do czołgania "pod psem" Alturka jest niezastąpiona i odegrała swoją rolę bez zarzutu.

19:13, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 maja 2011
Zmartwienia

 Skąd w życiu taka prawidłowość, że jeżeli mamy kilka rzeczy ktore nas cieszą, natychmiast zjawia się sprawa która to przesłoni, dobije nas, załamie i wykończy.
Ja, od dłuższego czasu martwię się o moją Mamę. Konkretnie, od czasu gdy zachorowała na raka, przeszła operację, przeżyła ją wbrew oczekiwaniom i wobec tego dostała "odroczenie".
Niezależnie od tego , że mam już swoją rodzinę, mamy ze sobą szczególną więż. Kiedyś myślałam że tak mają jedynaczki, ale teraz wiem , że to nie jest automatyczne. To dlatego , że jest takim, a nie innym człowiekiem, że zapracowała sobie uczciwie na to wszystko co do niej czuję.
Wiem też,  że już nigdy nikt, nie będzie mnie kochał tak bezwarunkowo i prawie bezkrytycznie, jak ona - a to takie fajne uczucie.. Z nikim nie będę rozmawiać tak jak z nią : mądrze , życzliwie, z całkowitym zrozumieniem.
Jest teraz gorzej.
Wyniki są złe, są dolegliwości, są podejrzenia o przerzuty. Sprawdzamy to.
Nie wiem , ile czasu nam jeszcze zostało i jaki on będzie.  Wiem że dotąd , ten darowany czas, starałyśmy się dobrze wykorzystać. Każdego dnia czuć, że go ubywa, że nie można niczego zaniedbać, odpuścić, odłożyć...
Staram się nie myśleć o nieuniknionym, chciałabym odwlec..
Modlę się i myślę że trzymam ją tu na siłę a przecież kiedyś muszę pozwolić jej odejść.  Może gdy będzie jej tak naprawdę ciężko ? Bo narazie wmawiam sobie że jeszcze daje radę ? Nie myślę jakim kosztem ...
A może jeszcze raz się uda ? Może podleczymy i wrócą siły i radość z życia ?  Chociaż jeszcze na trochę.
Znam tyle dziarskich , silnych staruszek, nawet kilkanaście lat starszych, które ani myślą na Drugi Świat się wybierać.

16:14, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 08 maja 2011
Niedziela

 Rzadko bywam w tym ogródku, ponieważ nie czuję się tam włascicielką a w niektórych spółkach ja nie najlepiej funkcjonuję.  Jednak dziś wyjątkowo, gdyż namówili mnie  córcia z małym, żeby trochę wystawić się na słoneczko, pierwszy raz w tym roku.

16:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 maja 2011
wycieczkowo

   Nie może narzekać moja bouviśka na brak atrakcji , jednak dzisiaj wyjątkowo  "się działo".  Jedni wyjeżdżali, drudzy przyjeżdżali, powitania, pożegnania... Był moment że w trakcie pakowania wszyscy się gdzieś kręcili a sunia stała w bramce na ulicę ,  otwartej na  oścież /koty w zasięgu ręki/    i czekała spokojnie aż sprawa się wyklaruje.  Kto w końcu zajmie się psem ? To byłam ja. Gdy już wszystko się uspokoiło, poszłyśmy na dłuuuugą wycieczkę. Tak długą i urozmaiconą, że w powrotnej drodze Altek już wlókł się przy nodze, bo siły na szaleństwa zostały wyczerpane.

19:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 maja 2011
coś innego

  Ten wpis będzie w tajemnicy przed Alturką. Otóż dopóki jej nie poznałam, nie miałam nic przeciwko kotom. To dopiero teraz muszę być lojalna i nie mogę głośno powiedzieć że je lubię.  Poza tym "z kim przestajesz takim się stajesz".
Żartuję oczywiście. Tak w uproszczeniu to wolę psy, ale programy o kotach również zdarza mi się oglądać i już dawno zafascynowała mnie modna ostatnio rasa - main coon. Podobno inaczej niż reszta kotów wchodzą w bardzo silne relacje z człowiekiem i nawet dają się tresować.
A wyglądają zupełnie fantastycznie / fotka poniżej /.
Moja koleżanka z Fundacji ma  od niedawna takie zwierzę, więc będę śledzić jak się chowa. Narazie tylko słyszę jak w błyskawicznym tempie rośnie i przybiera na wadze.

11:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

11:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 maja 2011
Będzie wreszcie cieplej ?

  Wczoraj od rana Altek nie pozostawiał  wątpliwości, co myśli  o tej pogodzie. W ogóle nie chciał  wychodzić.  Było tak, że schodzi ze mną na dół i  czeka aż się ubiorę. Następnie uprzejmie przepuszcza mnie w drzwiach, ja wychodzę a gdy oglądam się po chwili - psa w ogóle nie ma. Został w domu a mnie wypuścił na deszcz.
Musiałam użyć bardziej przekonujących argumentów żeby ją wyciągnąć,  a i tak  gdy  szłyśmy razem,   spychała mnie żeby to ona szła po chodniku, a ja po mokrej trawie.
Jednak spacer się odbył. Na siłę, ale obowiązkowo, ponieważ ostatnio  gdy prawie cały dzień przespała,  to potem wojowała w nocy.   Prześcielała to swoje łóżko , rzucała kocykiem, przesuwała po całym pokoju. Za którymś razem obudził mnie jeszcze  jakiś dziwny odgłos.   Patrzę - suka siedzi w swoim łóżku i starannie odpruwa podszewkę. Gotowe kawałki układa na podłodze...                                                                                                                   A z tym zdjęciem Przemusia na dole, no to ja co jakiś czas muszę, taka wewnętrzna potrzeba.../on tam idzie do święcenia, ma koszyczek /.

14:05, cymestymek
Link Komentarze (2) »

14:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 maja 2011
zimna wojna

 O kotach w relacji z Altuśką opowiadam tu do znudzenia. Ale najnowszy znajomy kot, jest z pewnością wyjątkowy.  Mieszka w ogrodzie na rogu, ze swoją matką, starą kocicą. Zwykle to ją widać - siedzi w trawie, mało się rusza, w zasadzie nic jej nie obchodzi.
Natomiast Alturę obchodzi wszystko, co dotyczy kotów. Wobec tego zatrzymuje się przy ogrodzeniu i wgapia w kocicę. Mogłaby tak stać bez ruchu godzinami. Ale wtedy , jak spod ziemi wyrasta nagle drugi kot : też biały ale znacznie większy, energiczniejszy i zdecydowanie bojowy. Przybiera agresywną postawę, stawia do góry prążkowany gruby ogon, dzięki czemu wygląda jak lemur i zaczyna się zbliżać.
Altura ani drgnie. Wszystkie mięśnie ma napięte do granic możliwości. I wtedy kot, rzuca się na siatkę. Jest w tym tyle agresji, że w sumie zastanawiam się , co on sobie myśli?   Jakie ma o sobie wyobrażenie jeśli widząc wielkiego , grożnego psa,  zamierza walczyć ?
A może ma świadomość dzielącej ich siatki i to tylko taki pic na wodę ?

10:26, cymestymek
Link Komentarze (2) »