www.alteri.pl
RSS
czwartek, 31 maja 2012
małe tęsknoty....

Moje zadanie na dziś , to spędzić większość dnia z Pawełkiem. Bawimy się całkiem dobrze, mamy autka, bajki i rowerek, ale jednak czegoś mi brakuje.
Mam coś takiego w naturze jak psy stróżujące, że lubię wiedzieć co z kim się dzieje. Dlatego co jakiś czas dzwonię to tu to tam i z grubsza ogarniam. Natomiast nie mogę zadzwonić do Altury. Wiem, że wszystko z nią w porządku, ma opiekę dochodzącą, a tymczasem z pewnością śpi w moim łóżku. Jest po śniadanku i wszystko jest jak najlepiej.
Ale i tak: gdybym mogła do niej zadzwonić....

11:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 maja 2012
Dzień Matki i Dziecka

Urządziłam małą imprezkę z okazji Dnia Matki i Dziecka.
Plan był taki , żeby nie za długo posiedzieć przy stole ale raczej ruszyć się z domu i poszaleć na placyku zabaw.
Pawełek który właśnie zaczyna mówić, kilka razy podchodził do mnie, z kwestią: "mam pytanie!".  Chciałam oczywiście dowiedzieć się jakie, ale za każdym razem, dalszego ciągu nie było...Narazie ćwiczył sobie ten fragment tekstu.
Placyk zabaw był ok. Były huśtawki, karuzela i piaskownica więc było co robić.
Nawet Alturka miała szczęście, bo nawinął się kot. Szybko został zapędzony na drzewo i sunia podjęła wartę.
Kot miał pecha, bo w dodatku na tym samym drzewie, powyżej, sroki miały gniazdo. Uznały że kot na tym samym drzewie z pewnością znalazł się w sprawie tego gniazda. Narobiły mu nad głową wrzasku, nalatywały na niego, przepędzały jak mogły. Nie dręczyliśmy go za długo, odwołaliśmy Altka żeby kocisko mogło sobie zejść.

20:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

20:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

20:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2012
Goście

Alturka okazała się niegościnna i nietowarzyska.
Przyjechała do nas rodzina, z czym wiązało się, jak to zwykle bywa,  pewne zamieszanie. Bardzo to sunię niepokoiło. A już gdy wieczorem okazało się że nikt nie śpi tam gdzie powinien i w dodatku psie łóżko znalazło się w innym pokoju, to wcale nie ukrywała, że coś tu jest bardzo nie w porządku!
Chyba była w niezłej rozterce, a z kolei ja - kolejny raz stawiam psią wierność pod znakiem zapytania. Okazało się bowiem, że sunia wcale nie przeniosła się razem ze swoją panią. Ona została tam, gdzie pani POWINNA BYŁA się znajdować, jak również zaginione psie łóżko.
Dobrze, że rano goście wyjechali i wszystko wróciło do normy.
Wyrażnie było widać , że pies odetchnął i jest bardzo zadowolony!

11:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 maja 2012
Pies mnie zrobił w konia

Wyrolowała mnie dzisiaj moja własna sunia. Chciałam jej zrobić przyjemność, poszłam z nią tam gdzie ostatnio świetnie biegało się jej w wysokich trawach gdyż nawet gdzieś tam mignął kot.
A dzisiaj wszystko obróciło się przeciwko mnie.
Oczywiście że o kocie pamiętała, natychmiast popędziła sprawdzać czy go nie ma.
Zniknęła mi w wysokich trawach i straciłam ją z oczu. Nie było jej bardzo długo. Stałam jak głupia, świeciłam oczami przed innymi psiarzami, właścicielami grzecznych psów i zastanawiałam się po co w ogóle ją spuściłam i kto kogo na spacer wyprowadził.
Upewniłam się w myśli , że kiedyś w przyszłości, mój następny pies, na 100%  będzie malutki i na krótkich nóżkach, co uniemożliwi mu takie hulanie.
Gdy czas oczekiwania przekroczył granice tolerancji i moja cierpliwość się skończyła, zaczęłam wracać powoli rozglądając się na wszystkie strony.
I wtedy dostałam sms-ka  od córci, która mnie zawiadomiła  że pies został do domu odprowadzony przez jakąś panią!!!
Dobrze że nie odstrzelony jako bezpański,  włóczący się, lub oddany do azylu!
Nie wiem kto go przyprowadził, nie wiem skąd się wziął na osiedlowej ulicy.
 Podejrzewam o wszystko kota sąsiadów. Być może był tam gdzie miał być, w tych trawach i przeprowadził Alturę jakimiś dziurami w płocie, bo przecież ona na widok kociego ogona , traci rozum.
Strasznie się nagadałam, że szlaban na koty, na wolność i biegania bez ograniczeń, ale jak znam życie szybko mi przejdzie.

20:01, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 23 maja 2012

Alturce nic się nie chce w te upały. Postanowiłam wobec tego trochę ją oszczędzić i odwołałam nasz udział w imprezie integracyjnej w niedzielę.
Niepokoiło mnie to że na otwartej przestrzeni, ta estrada...
Już wczoraj na zajęciach z dogo wydawała mi się zmęczona, pomimo że to wieczorem i w pomieszczeniu.
Nie jest już młodziutkim psem , ma prawo się męczyć łatwiej. Nie mówię że czasy świetności już mijają, ale że takie intensywne lato trzeba przetrwać w jakimś chłodku.

11:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 maja 2012

23:08, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Chmurzy się

Wybieramy się po południu na zajęcia z dogo, w Ośrodku.   Póki co, pogoda jest piękna, ale chyba gdzieś tam daleko krąży burza. Widzę to po Altku, który wbił się pod niską ławę i moje nogi i ziaje.
Taki wielki, dzielny pies a gdy chodzi o burzę , to nie ma mocnych, cykor jakich mało.     Widocznie jest się czego bać - psy więcej słyszą i czują, więc wiedzą lepiej.

14:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

14:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 maja 2012
Z życia wzięte

Taka scenka rodzajowa z dzisiaj:
Czas i miejsce: przystanek MPK,  około południa.
Jest upał, a z tego przystanku można pojechać na kąpielisko.
Pojawia się małżeństwo w wieku ok. 40-45 lat. Mają klasyczny, piknikowy koszyk z którego sterczy butla coli. Pan wybiera się poczytać rozkład jazdy,  więc daje żonie kosz do potrzymania. I po chwili słychać na cały przystanek:
- a gdzie reszta placka, zjadłeś?!
- nieeeee...
- no to gdzie?
- gorąco jest to się zmniejszył!
- a banany? zjadłeś 8 bananów?!
- nieeee...
- jak to nie? placek zjadłeś prawie cały?! i banany!
- nie!
- osiem?!
Słyszeliśmy ten dialog wszyscy stojący na przystanku. Zastanawiam się, czy każdy miał inne wrażenia , czy podobne.
Ja tam nie wiem jak ogólnie między nimi było, faktem jest że oskarżony, tak na oko, stanowił jedną drugą , jeśli nie jedną trzecią małżonki.
To może on MUSIAŁ tak  walczyć o przetrwanie...

20:52, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 maja 2012

Piękny,  spacerowy dzień. Na bulwarach Wisły pojawili się wszyscy: kolarze, rolkarze, psiarze, matki z wózkami, parki i staruszkowie.  Chyba wszyscy trochę się przeliczyli, bo wprawdzie słońce piękne, ale wiatr lodowaty!

A już jak musiało być tym co na wodzie?  A kajakarzy było mnóstwo.  Póki co, nie zazdroszczę im.

 

17:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 maja 2012

18:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Chwaliłam się już na prawo i lewo, więc nie mogę pominąć własnego bloga.
Krzysztof Hołowczyc jest sportowcem którego przy moim bardzo umiarkowanym zainteresowaniu sportem, darzę wyjątkową sympatią. Cenię go za osiągnięcia, za pasję, za fair-play, za uśmiech i za rozum. Lubię go słuchać i oglądać.
Jako starej mężatce,  nie wypada mi powiedzieć, że jest również szalenie atrakcyjnym facetem.
I oto dzięki mojej Przyjaciółce z Olsztyna, zostałam posiadaczką  książki jego i o nim: piękne wydanie, piękne zdjęcia,  a na pierwszej stronie - Hołek mnie pozdrawia! 
To była pełna niespodzianka i 100 procentowe zaskoczenie, nieczęsto zdarza się że ktoś aż tak perfekcyjnie postara się zrobić nam przyjemność.
Ja doceniłam. Naprawdę , cieszyłam się jak dziecko.  Ewo - dziękuję!


18:22, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 maja 2012

17:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Znowu nas zapraszają

Mówiłam , że Alturka wyrażnie się nudzi jeśli jakiś czas nie mamy żadnych zajęć. Zwykłe, nawet dalekie spacery, to trochę za mało. Spacer + spotkany kot, to już znacznie lepiej.
A dzisiaj dostałyśmy zaproszenie od pani która organizuje imprezę integracyjną  z okazji Dnia Dziecka, pod Krakowem. Chodzi o pokaz psich umiejętności. Będzie też Agata i jej psy, przewidziane jest na to 1/2 godz.
Powiedziałam , że możemy wystąpić , czemu nie. Z Agatą jesteśmy dosyć zgrane, psy się lubią, uzupełniamy się, będzie dobrze.
A dla dzieciaków to będzie jedna z wielu atrakcji, bo jeszcze strażacy, jeszcze konkursy, konie i coś tam jeszcze przez cały dzień.
Trochę się obawiam że ta estrada może być stresująca, ale wobec tego nie będziemy mieć zbyt wygórowanych wymagań w stosunku do psów. Tylko to, co od zawsze mają w małym palcu i robią nawet przez sen.
Podobno, nie można dawać im komend przez mikrofon, bo kompletnie ich nie rozpoznają. Musimy pamiętać: do publiczności przez mikrofon, do psa - bezpośrednio.

15:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 maja 2012
Niektórzy koniecznie chcą pracować

Po przerwie wróciłyśmy z Alturką, do zajęć w dogo.  Nie było lenistwa w międzyczasie, bo przecież ostro popracowałyśmy z Agatą w szkole, ale gdy ostatnio nie działo się nic, Alturka wyrażnie zaczęła się nudzić . Występowała z różnymi propozycjami typu wciskanie pantofli, przynoszenie pilota czy komórki, rozglądała się za czymś jeszcze. Wobec tego podejrzewałam, że będzie zadowolona z wznowienia wizyt w Ośrodku.
Jednak okazało się , że wszystko to za mało.  Roznosiła ją energia: wtrącała się w ćwiczenia, zabierała a potem podawała dzieciom zabawki, przekładała kocyki, przestawiała pudełka. Kreatywność ponad wszelką miarę. Trochę ją hamowałam - dla zasady, a trochę nie, bo było śmiesznie.
Tym razem mieliśmy tunele  /Altek uwielbia ten większy w którym jej nie grozi że się znowu zaklinuje/  następnie psy stały na bramkach i broniły,  a dzieci strzelały gole miękką piłką, w końcu gra z zadaniami do wykonania.
Mamy nowego chłopczyka , o którym powiedziano nam, że "bardzo żle znosi porażki". Postaraliśmy się wobec tego, żeby porażek nie było.
Na zajęciach pojawił się też opiekun grupy i poprosił aby pozwolić mu się przysłuchać. Dobrze to świadczy o jego podejściu do pracy, taki w typie: "zdolny młody człowiek". Spodobało mu się, na następne też przyjdzie.

23:40, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012
Przedszkolak

13:49, cymestymek
Link Komentarze (2) »

13:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Nasz Najmłodszy W Rodzinie został przedszkolakiem na pół etatu.
Wprawdzie ma niecałe 1,5 roku, ale są teraz prywatne przedszkola które przyjmują dzieci w każdym wieku, nawet kilkumiesięczne. Nie będę tu rozważać co dla dziecka lepsze a co gorsze, bo jest tak, że praca obojga rodziców jest po prostu bezwzględną koniecznością.
W pierwszy dzień Przemek został odprowadzony przez roztrzęsionych rodziców i pozostawiony na 3 godziny. Oczywiście,  że z początku płakał. Po raz pierwszy przyszła tam też mała Zosia , jeszcze młodsza od niego i jakiś czas płakali razem. Ale zaraz podeszły inne, już zadomowione dzieci, Staś przyniósł  atrakcyjny samochód, były też inne, nowe zabawki, no i miła Pani więc zaczęło być coraz lepiej.
Oczywiście już po 10 min. zrozpaczona  mama dzwoniła do przedszkola, ale wtedy już po łzach nie było śladu.
Na drugi dzień , mogło być lepiej , albo gorzej.
Było lepiej: chętnie poszedł po schodach, nawet coś tam jadł /a jedzenie jest dla niego ważną w życiu sprawą/. Wprawdzie gdy o 12 -tej odbierał go tata, zacząl płakać, ale to tak żeby sobie nie myśleli, że to przedszkole to AŻ TAKA rewelacja.
Tak więc jakiś problem wydaje się mieć szanse rozwiązania.
Oczywiście zawsze gdzieś tam jako jakieś wyjscie jestem ja, ale to raczej awaryjnie. Na pełnym etacie opiekunki już bym nie wytrzymała, a i tak obowiązków mi przybędzie gdy trzeba będzie malucha przywozić do domu i doglądnąć przez kilka godzin.
Wszystko przed nami.

13:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 maja 2012

23:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Szybko minęło te kilka dni na wsi. Trudno nasz pobyt traktować w kategoriach odpoczynku. Chyba tylko traktując jako odmianę otoczenia i zajęć. A zajęć mieliśmy dużo, sąsiadów najechało się maksymalnie i każdy coś tam działał: naprawiał, remontował w każdym razie hałasował.  A po południu te nieśmiertelne grile, które mają to do siebie, że mogą być fajne gdy się w nich uczestniczy, ale nie są, gdy tylko czuje się zapach. Tak jak z papierosami : fajnie samemu się pali, ale co innego gdy czuje się jak pali ktoś inny.
Ogólnie, to ja zdecydowanie wolę wyjazdy poza sezonem i poza świętami.
Jest wspaniale gdy jestesmy sami, jest cicho i przyjemnie. Miejsce jest cudowne, widoki, przestrzenie i wszystko tam lubimy. Musimy tam walczyć z mrówkami i osami ale nic nie jest w stanie popsuć nam przyjemności. Dla nas zawsze szklanka jest do połowy pełna.
A z sąsiadami jesteśmy w dobrych stosunkach, ale najbardziej lubimy się tam "mijać", gdy -jak na campingu- jedni wyjeżdżają a drudzy przyjeżdżają.

19:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »