www.alteri.pl
RSS
czwartek, 29 maja 2014
optymistycznie

Dzisiaj miałam naprawdę dobry dzień. Nie stało się nic nadzwyczajnego, ale też z czasem, coraz mniej mi potrzeba,  by czuć radość życia.

Bardzo  ważny jest "brak nieszczęść",  oraz  żeby wszyscy "nasi" byli w miarę zdrowi,  a także,   żeby  nie groziło nam nic strasznego.

Na resztę składają się już dosyć drobne, codzienne  rzeczy. Na przykład dzisiaj w dobry nastrój wprowadziło mnie to, że poczekał na mnie tramwaj, wyrażnie i dosyć długo, aż dobiegnę...

 Póżniej  zapisałam się na zabiegi na kręgosłup (już na sierpień),  odwiedziłam bibliotekę  i zrobiłam fajne zakupy. 

Jeszcze wcześniej, rozbawił mnie mój bezczelny pies, który nie dość że w nocy nielegalnie udaje się ostatnio na zakazaną kanapę do drugiego pokoju,  to jeszcze rano, nie wstając z niej, naciąga się i zagląda, czy śniadanie jest już zrobione!

Wybaczam jej, zwłaszcza że jest teraz zupełnie nowym , pięknym psem, całkiem innej rasy. Coś koło wyżła szorstkowłosego.

To po naszym ostatnim wypadzie na wieś, kiedy to dorwałam ją na 3,5 godz. i nie odpuściłam aż całe jej futro było obcięte.

A ostatnim powodem do zadowolenia, są nasze plany - pojechać tam znowu na 2 dni, pomimo tego że pogoda jest beznadziejna.

Pomyślałam sobie, że planować i czekać na pogodę, to takie bardzo rozsądne i że tacy to sobie będziemy za 15 lat.

A na razie po prostu wstańmy i jedżmy! reszta się ułoży...

A gdy wrócimy, trzeba organizować Dzień Dziecka,  bo jak się chciało niedawno obchodzić  hucznie  Dzień Matki,  to teraz pora na rewanż!

19:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 maja 2014

09:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

08:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Alturka jest zarośnięta na maxa.  Przecież nie tak dawno była strzyżona!.

Dobrze że nie muszę chodzić z nią do fryzjera, bo puściłaby mnie z torbami :-))) Jeśli uda się nam wyjechać na pt-sob na wieś, to tam na pewno ją dopadnę.

Widzę że upały ją męczą, już i tak zaczęłyśmy wychodzić na większe spacery pod wieczór, wtedy się bardzo ożywia.

Tym razem chcę jej zostawić buwierowską mordę, a resztę obciąć  króciutko. Powinien mi wobec tego wyjść taki trochę sznaucer.  Będzie śliczna i elegancka,  bo na razie znowu wygląda jak zaniedbany kundel, w typie bergamasco... :-)))))

08:20, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 maja 2014
tak sobie myślę........

.........że wszystko ma dobre i złe strony.

Tym razem  porównuję mieszkanie samemu,  z mieszkaniem  z całą kupą ludzi. Mnie dotyczy ta druga opcja.

Rzeczywiście zauważam w takim stanie rzeczy bardzo dużo "dodatnich plusów" (jak to mówią niektórzy) - współpraca, wzajemna pomoc, pogaduszki, pożyczanki i bezpieczeństwo.

 Ale gdy dziś szukałam miotły i znalazłam samą szczotkę, bez kija (bo ktoś potrzebował do czegoś innego), to przez chwilę zamarzyłam sobie,  żeby znajdować różne rzeczy tam, gdzie je ostatnio zostawiłam.

Tak jest z pewnością gdy się mieszka w pojedynkę. Potem jeszcze przyszło mi do głowy, że w czasie upałow możnaby  się   rozbierać prawie całkiem i też  czuć się swobodnie..

No i właściwie chyba pozytywy na tym się kończą, bo długo nie mogłam wymyślić nic więcej.   Wprawdzie lubię spokój, lubię być sama i nigdy się nie nudzę, ale do pewnych granic.

Gdybym chciała podsumować, to owszem, spokoju u nas nie ma; ciągle ktoś się przewija, wiecznie coś się dzieje, wchodzą do nas i wychodzą,  nie zawsze wiem po co,   często czuję się jak na dworcu.

Jednak od tego łatwo jest odpocząć; zawsze można wziąć psa i zniknąć na pół dnia, lub wyjechać na trochę.

Chyba więc jednak nie chciałabym tego zmieniać.         

15:52, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 maja 2014
Wyzwanie

Tak się składa, że znowu przyszło mi wyruszyć na nierówną walkę w przychodni zdrowia.

Cel- to dostanie się do specjalisty bez terminu,  a przeszkody do pokonania - to dziki tłum pacjentów z półrocznymi terminami pod drzwiami, którzy wszystkim nieplanowym chętnie podgryżliby gardło, następnie pielęgniarki i rejestratorki broniące lekarza własną piersią...

 No i wreszcie sam ON, specjalista, który dostaje histerii na widok każdego pacjenta który jakimś cudem jednak się przedarł...

Czyli, ostatnio, już kilka razy właśnie na mój widok..

Nienawidzę tego, nienawidzę!

Prosić, żebrać, jęczeć lub się wykłócać, jakby już nic nam się nie należało; to takie upodlające...

 Nie walczyłabym o siebie, nie poszłabym tam, za nic.

To dla mnie taki poziom stresu, że mogę to zrobić jedynie dla kogoś mi najbliższego. Takie rzeczy robi się dla dzieci, żeby ratować za wszelką cenę. 

Na razie myślę o tej akcji, że dla mnie, graniczy z bohaterstwem.

Dlaczego nie jestem jak niektóre osoby, które przejdą po trupach i nie dadzą się wyrzucić, dopóki nie załatwią tego co chcą?!


                                                             *********


 Już jestem po... .....ZAŁATWIŁAM!!!

Czuję się jakbym zdobyła Machu Picchu.....Wiedziałam że będzie ciężko.

Pan specjalista był bardzo niezadowolony!

Marudził, że on nie jest z gumy i gabinet też nie jest.... Na moje "poczekam, ile będzie trzeba" też narzekał - "i tak przyjdą następni, zrobi się dziura, przesuną się godziny"...

A ja, już nawet nie pamiętam co mówiłam.....

Jakoś to wszystko wreszcie się skończyło i wyszłam.  Zdobyłam to, co chciałam, udało się!.

Jestem wielka!!!!

                          

20:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 maja 2014
Po deszczach.....

15:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

15:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

Poszłyśmy z Alturką sprawdzić jak po kilku dniach ulewy-non stop, wyglądają nasze spacerowe tereny. Wyszło akurat słońce i mogło być całkiem fajnie, ale nie było. Słońce nieoczekiwanie grzało bardzo mocno, a ziemia, mokre trawy i krzaki parowały maksymalnie!   Można było się udusić.

Tymczasem sunia chyba uważała że nie jest tak żle.

Powstało mnóstwo większych i mniejszych jeziorek,  więc poszła  zamoczyć sobie nogi. Poza tym już zdążyły się tam wprowadzić kaczki, więc było wesoło i było co oglądać.

Póżniej  spotkałysmy młodego wyżła, który śmigał po wysokich trawach i wyrażnie doceniał swobodę i przestrzeń.

Zanim się spotkali, miałam cień obawy że Altek go obszczeka, podobnie jak te wszystkie małe psiaki które spotykamy. Zawsze się wtedy wymądrza, poucza je i ustawia...

Ale okazało się, że z dużym, poważnym wyżłem, to zupełnie co innego - wzajemny respekt, kulturalne zainteresowanie, maniery itp.

Na koniec przeszłyśmy przez jeszcze większe trawy, już bliżej domu, a jest to teren kota sąsiadów i Altek dobrze o tym wie.

Przeczesała trawy wzdłuż i wszerz i tylko ja widziałam, że kot tymczasem wymknął się z łąki kilka metrów za nami... Oj, moja gapa, musiała go czuć, dlatego weszła w te mokre trawy chociaż tak nie lubi!  Taki trening ominął i ją i kota, który nawet z 6 razy się oglądał!....

Jeszcze tarzanie w świezo skoszonej trawce i powrót z językim do pasa i mnóstwem pnących zielsk, oplatających nogi .:-) ))))

15:05, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 14 maja 2014
:-)

Chwilowo szczęśliwie przycichły u nas dramatyczne zagrożenia.

Powiedziano nam że nie na długo, ale póki co trzeba się cieszyć tym, co jest. Nauczyłam się tego już dawno...

W każdym razie ja leciutko odetchnęłam (do następnego alarmu).

A na zdjęciach nasz przedszkolak, który ani z karuzeli nie korzysta normalnie, tak jak wszyscy inni,  ani z hulajnogi...

.No i moja duma, Alturka, czyż nie pięknie dotrzymuje kroku?

Nasza kumpela, bierze udział we wszystkim. Nawet nie trzeba smyczy żeby była tuż obok nas.

(samochód w tle, oczywiście nie nasz...)

 


10:45, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 maja 2014
U nas, w ostatnim czasie....

12:08, cymestymek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 01 maja 2014
prawie lato, prawie wakacje

Właśnie zrobiliśmy małe otwarcie sezonu letniego.

Wprawdzie ja jestem  obecnie uwiązana  w Krakowie,  ale na 1,5 dnia jakoś udało się wyskoczyć. Bardzo było warto!

Wykazaliśmy się przy tym sprytem i przezornością, ponieważ gdy wszyscy dopiero wybierali się na dłuuuuugi weekend, my już wracaliśmy!

Na autostradzie działy się dantejskie sceny - korki, przepychanki i wypadki.  Ale wszystko nie na naszym pasie! Na przeciwnym, w odwrotną stronę.

Altek wygoniony, wywietrzony. Sprawdziła  wszystkie swoje ciekawe miejsca; gdzie kiedyś leżał zdechły kot, gdzie były barany, gdzie udało się znależć kości...Psia pamięć jest imponująca.

A dzisiaj poprawka z aktywności - wyprawa do miasta, autobusem i tramwajem, ale też z ciągłym zahaczaniem o tereny zielone.

Zawsze przy okazji takich podróży często słyszymy: "jaki duży pies! jaki czarny! jaki ładny!"   Nie powiem, że tego nie lubimy :-) ))))

Dzisiaj dodatkowo sunia wystraszyła jakąś dziewczynę w tramwaju, gdy prawie wsadziła jej głowę pod pachę.(chciała coś zobaczyć).

A jeszcze w drodze powrotnej - stary numer. Ona musi albo komuś stanąć na nodze, albo oprzeć się bezwładnie całym ciężarem...

Zwykle pada na facetów, dzisiaj był to młody macho, który był na tyle zdziwiony i speszony, że nawet nie śmiał się poruszyć...

A ja zwykle nie interweniuję w takich momentach, bo bardzo lubię te sytuacje (chociaż nie powinnam)....

No i wszyscy mi mówią, że się doigram.


16:51, cymestymek
Link Komentarze (4) »