www.alteri.pl
RSS
sobota, 18 czerwca 2011
jedziemy na kilka dni

 Zanosi nam się na kilkudniowy wyjazd.  Pojedziemy do domku nad stawem, tego gdzie byliśmy ostanio na wycieczce. Oprócz tego że się cieszę, trochę też się obawiam.  Będziemy tam same  "dziewczyny", ponieważ jedyny facet który z nami jedzie, ma niecałe pół roku.  Jeszcze nas nie obroni.  Gdyby coś podejrzanego się działo, trzeba będzie  najpierw obudzić psa....
Narazie pakowanie.   Okazuje się  że czy jedzie się na 3 dni , czy na 2 miesiące i tak trzeba wziąć tyle samo rzeczy.

  Na Alturkę czekają barany i te 2 koty które ustawiała ostatnio. Nie będzie się nudzić. My pewnie też nie, tym bardziej.  Chociaż ja,   bez komputera i bez telewizora ...No nie wiem, nie wiem. Aż wstyd się przyznać że sobie nie wyobrażam.   Biorę za to ksiązki.
Wrócimy jak dobrze pójdzie około 25.06. czyli za tydzień.   To niedługo.  Narazie zostawiam zdjęcie Alturki, żeby witała gdy ktoś tu zajrzy.

09:47, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 czerwca 2011
ostatnie zajęcia w szpitalu przed wakacjami

 Najpierw jakiś pan chciał kupić ode mnie Alturkę na przystanku. Absolutnie i zdecydowanie. Za 1000 zł.  KIedy się nie skusiłam,   koniecznie chciał zamówić sobie szczeniaka.   Znowu nic z tego, więc  stwierdził, że jest wielkim zaniedbaniem, że tak piękny pies nie zostawi potomków.  No cóż.
A potem mieliśmy zajęcia w szpitalu, ostatnie przed przerwą wakacyjną. Tylko że tym razem ,  Alturka postanowiła jedynie leżeć i pachnieć.  Było to uzasadnione o tyle , że tym razem kąpałam ją rano, więc była "świeżutka" ale żeby aż tak się obijać ?  Na nic nie mogłam jej namówić.  Włączyła się dopiero gdy Tora odliczała szczekaniem ile kroków ma zrobić dziecko. Wyszło  na to  że 4 ,  a wtedy odezwała się Altura /na leżąco /   i dodała jeszcze 3. Śmieszne to było.   I jeszcze drugi raz, gdy pokazałam dziewczynce jak wydać pieskowi  polecenie ,  np. zrobienia kółeczka .  Altek łaskawie wykonał.
 Natomiast  dzieciaki były chętne do ćwiczeń.  Przewodził Rafał, stary bywalec i chyba nasz największy sukces pedagogiczny. Dzisiaj potrzeba było sporo  improwizacji, gdyż nie mogłyśmy dostać się do naszych gadżetów zamkniętych w innym pokoju.    Ale i tak zabawa była przednia.
A teraz przerwa do końca wakacji. Jest za gorąco,   bardzo ciężko jest  jeżdzić   autobusami  po Krakowie.   Mają zmienione rozkłady, przystanki wykańczają psy i ludzi.  Pora pomyśleć o jakiejś większej wodzie.

19:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2011
DEBRA

Uwielbiam to zdjęcie.  Nie mogłam się oprzeć, musiałam je  tutaj  zamieścić , żeby zobaczyło je więcej osób.   To  zdjęcie Debry.   Jest   koleżanką Alturki,   mieszka w  Olsztynie.   Zdjęcie nasuwa mi taki kierunek myślenia, że naprawdę miłe są powroty do domu, gdy mamy takie powitanie, czyż nie ?
Jeszcze tylko muszę przeprosić autorkę zdjęcia za to że się porządziłam, ale jestem pewna, że zrozumie intencje. To ma służyć  popularyzacji rasy, bo obie kochamy buwiki.  A szkoda by było  nie pokazać wszystkim,   że m.in. po to się ma psa, żeby być tak witanym.    I  dlatego  się  szybko wraca do domu, że KTOŚ TAK CZEKA.

10:11, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

10:07, cymestymek
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 czerwca 2011
wycieczka


 Nieoczekiwana zmiana planów. Na wieś miał jechać Tomek z rodzinką i mieli tam wywieżć 2 stare szafki . Tymczasem w nocy zachorował jeden z chłopaczków i Ania została z obydwoma w domu. Wobec tego padła propozycja, że ktoś inny może jechać. Od razu zgłosiliśmy się z Leszkiem obydwoje , co automatycznie oznaczało że jedzie także Altura.
Mieliśmy wyjechać rano a zeszło do południa : pakowanie, a jeszcze tablice do przyczepy , a to światło stopu nawaliło...  Za to gdy już dojechaliśmy, jakoś tym razem raczej wyjątkowo, każdy ostro wziął się za to, co tam miał w planie do roboty.  I dlatego byłam przekonana że Alturka będzie się nudzić i pójdzie sobie spać pod jakimś krzaczkiem, tymczasem....
Po pierwsze, szybko rozpracowała jak otworzyć sobie furtkę.    Motywacja była, bo kawałek dalej pasły się owce i trzeba było pójść je oglądnąć.   Za płotem jest polna droga , więc nic wielkiego się nie działo że wyszła,  ale wróciła bardzo szybko , gdyż pogonił ją baran któremu nie spodobało się , że zaczepia jego dziewczyny.      Ale nie była to wielka strata, bo szybko ustaliła, że u sąsiada za płotem mieszkają 2 koty, a to dostarczyło rozrywki już do wieczora. Wariowała strasznie. Ile razy rozglądałam się za nią, to akurat gnała za jakimś zapachem , albo wciskała nos w szparę płotu. Koty chowały się w krzakach, sunia nurkowała tam za nimi i wracała tak opleciona na zielono że z trudem mogliśmy  te pnącza z niej wyskubać . Zwłaszcza na głowie którą  wszędzie wpycha  w pierwszej kolejności. Na zdjęciu trochę widać jak się wraca po takich zabawach.
Po całym dniu  wyjeżdżaliśmy z powrotem bardzo póżno, bardzo zmęczeni i bardzo zadowoleni.                     

21:09, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 czerwca 2011
ekstremalne przeżycie

To co przydarzyło się dzisiaj Alturze, to jak spełnienie marzeń.
Stałam sobie w kolejce do bankomatu. Za mną stanęła pani i postawiła obok siebie na chodniku, czyli obok Altury, klatkę z kotem.  KLATKĘ Z KOTEM !!! 
Altura zamarła.  Każdy, najmniejszy jej  mięsień był napięty do granic wytrzymałości.
Na dobrą chwilę świat się zatrzymał. Psi pysk oparty był o kratkę, wąsy kota dotykały nosa Altury...
Zatrzymało się kilka osób. Jakiś pan powiedział : "no i proszę - pies z kotem i spokój i można w zgodzie..."
Jeszcze tylko zdążyłam mu powiedzieć  "ale widzi pan tę kratkę która ich dzieli ?"
I w tym momencie Alturze puściły nerwy. Przerażliwy skowyt, potem szczekanie i pisk, wszystko po kolei.  Dajcie mi tego kota !
 Wszyscy stojący na przystanku, odwrócili się w naszą stronę.
Altura doskakiwała do klatki, trącała ją łapą. Jej emocje sięgały zenitu. To było nienormalne -  kot ma uciekać !
 Trwało to może minutę , przecież wiedziałam że trzeba to przerwać. Odeszłyśmy a właściwie odwlokłam Alturę  która  jeszcze długo była nakręcona i oglądała się za siebie.



18:36, cymestymek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 czerwca 2011
odmieniona

W dzisiejszych zajęciach  w szpitalu wzięło udział 13 dzieci, w większości z psychiatrii. To duża grupa, zwłaszcza że my byłyśmy w osłabionym składzie i psy były tylko 2 : biały i czarny. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich, Czarna była dzisiaj za dwa psy . Albo i za trzy. Nie wiem co w nią wstąpiło. Jakby ją ktoś podmienił ! Prawdziwy wulkan energii. Wyrywała się do wszystkich zadań.  Turlała się po podłodze.  Do rzuconej zabawki -  zanim podbiegła goldenka, już dopadła jej Altura i zaczęła ją podrzucać i piszczeć. Zawzięcie szukała chowanych przez dzieci miseczek i podawała po dokładkę.  Leżała na środku sali na plecach, z nogami w górze i szczekała w tej pozycji !  Gdy bawiliśmy się w "ślady", na końcu trasy była  miseczka do której każde dziecko miało dotrzeć i wrzucić smakołyk. Ale Czarna zmieniła zasady. Ulokowała się w połowie drogi i przejmowała smakołyki , bo które dziecko odmówi napotkanej na trasie,  czekającej i wpychającej się mordzie. Trzeba było ustalić , że będą jednak  dwa przystanki !
A na ten końcowy, niby najważniejszy, ustawiłyśmy  dziecko najciężej niepełnosprawne.  Chłopczyk 5-6 letni na wózku, z bardzo zniekształconą buzią , całkowicie bez kontaktu. Przez pierwsze 10 min. zupełnie nie wiedział gdzie i po co jest. Po chwili zasnął. Wtedy ktoś wpadł na pomysł, żeby to jego dać w centralne miejsce, gdzie podchodzą inne dzieci i psy. I to zadziałało. Dostał na kolana miseczkę ze smakołykami i zaczął się ruch koło niego.  Poruszył się, zaczął wodzić oczami... z pewnością coś docierało.
A był jeszcze tata z 3 letnią dziewczynką i stanowili wspaniałą, rzucającą się w oczy parą. Tata zdjął buty i na bosaka siedział z dzieckiem na materacu. Aktywnie uczestniczyli we wszystkim, zgłaszali się do każdego ćwiczenia i z powodzeniem je wykonywali wspólnymi siłami. A charakterystyczne było to , że dziewczynka cały czas była szczerze roześmiana. Robiła wrażenie takiej radosnej i rozbawionej że aż ten nastrój udzielał się innym.
A Alturka nie odpuściła do końca. Gdy wyszłyśmy już na szpitalne podwórko, namówiła goldenkę na ósemki i  /o zgrozo / zaczęło się szaleństwo po wszystkich klombach  /!/
 Wszyscy jednogłośnie orzekli, że to nie może być ten sam pies, z którym przychodziłam do tej pory.

23:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2011
kto powiedział - wierny jak pies

  Właśnie kolejny raz zbierało się na burzę.    Akurat byłam po coś w garażu i wracając zauważyłam, że otwarte są drzwi do mieszkania Dorotki. Zagadnęłam ją o Alturkę bo jakoś nigdzie jej nie spotkałam. Dobrze trafiłam - własnie 10 min. temu sunia złożyła im wizytę, a teraz leży sobie pod nogami zięcia z miną pt. "zostaję tutaj".  Dla przyzwoitości  zaproponowałam jej , żeby szła ze mną na górę, ale psie oblicze wyrażnie mówiło :"nawet mnie nie namawiaj".
To jest właśnie ta miłość i wierność...Doczekałam się.  Ale przyjdzie koza do woza, już ja to wiem.

23:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 czerwca 2011
kolorowo

 Wracałam sobie ze szpitala, w ostrożnie dobrym humorze, bo z Mamą jest jakby odrobinę lepiej.  Myślami byłam bardzo daleko, gdy nagle wyrósł przede mną zupełnie czarny facet i zamachał mapą. Był najczarniejszy z czarnych, tych których się widuje, bo bywają też brązowi i w ogóle zróżnicowanie jest spore. W dodatku  uśmiechał się tymi swoimi białymi zębami  / najbielszy odcień bieli /.
Używając  mapy, angielskiego, polskiego, no i głównie rąk, powiedział mi gdzie chciałby się dostać. Ja - przy pomocy tych samych środków, skleciłam kilka zdań o tym, jak to zrobić. Ale tremę miałam nieprawdopodobną, szło mi kiepsko, nawet jak już wykombinowałam,  to wstydziłam się mówić.
W końcu uciekłam do najbliższego tramwaju, chociaż jeszcze parę szczegółów należało powiedzieć. Byłam na siebie cholernie zła. Kiedyś, lata temu , całą Skandynawię objechałam autostopem z angielskim w jednym palcu. Moja Mama uczyła angielskiego...Wstyd, wstyd !
Gdy już zostałam sama, zaczęłam w głowie układać co i jak powinno być powiedziane i rzecz jasna, dawałam sobie radę.

Jeszcze wiadomość z domu, z ostatniej chwili. W związku z pogodą , Flandrysia od wczoraj kwateruje w garażu. Tam też przyjmuje wizyty, nawet wstaje gdy ktoś przychodzi. Czekam kiedy zgłodnieje, wtedy z pewnością znajdzie drogę do kuchni.

16:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 czerwca 2011
spotkania z przyrodą, czyli u fryzjera

Tym razem to mnie była potrzebna ta wizyta  /chociaż Alturka jednak chodzi częściej./  Na fotelu obok już siedziała inna klientka,  drzwi były otwarte na zewnątrz, bo ciepło.
I nagle -  szum , furkot i na ramieniu tej pani obok siedzi wróbel.
Już oczami wyobrażni widziałam jak bidusia obija się o ściany, szyby, przerażony, jak trudno mu będzie znależć drzwi. Złapać takiego ptaszka też ani nie jest łatwo, ani to dla niego dobrze.
Tymczasem pani, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów i nic nie mówiąc, powoli wstała i zaczęła iść w stronę drzwi. Widziałam wróbelka z bliska : był zupełnie młodziutki, miał jeszcze puszek, bardzo był przestraszony i kurczowo pazurkami wczepił się w rękaw tej pani. Spokojnie dotarli do drzwi, wyszli na zewnątrz i mały odleciał.  Wszystko dobre , co się dobrze kończy.

20:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 czerwca 2011
co mnie irytuje

   Nie chciałabym żeby wyszło na to że się wymądrzam, albo że chcę uchodzić za mądrzejszą od niektórych. Jednak od zawsze, czymś co bardzo mi na codzień przeszkadzało, były błędy językowe, te które dookoła słyszę.  Przeciętnym ludziom uchodzi więcej .  Natomiast dobijają mnie one zwłaszcza, gdy popełniane są przez osoby publiczne a także dziennikarzy i osoby z mediów, od których powinniśmy się uczyć. 
Na przykład takie karkołomne łamańce : na każdym kroku słyszy się teraz tę koszmarną odmianę  "rok  dwutysięczny czterdziesty trzeci" na przykład, a jak powinno być - chyba wiadomo. Przecież nie mówimy że bitwa pod Grunwaldem odbyła się w "tysięcznym czterechsetnym dziesiątym " roku. Po co tak strasznie łamać sobie język ? A rok urodzenia ? Urodziłem się w "tysięcznym, dziewięćsetnym sześćdziesiątym "?   Rany !
Jasne ,że przykładów jest więcej,ale nie wszystkie jednakowo mnie denerwują.
Nieustannie również zadziwiają mnie dziennikarze, od których naprawdę moglibyśmy wymagać pewnego poziomu, gdy szafują zwrotami których znaczenia nie znają. Nie mogę im darować  błędnie używanego  "nie bez kozery". Na Boga, niech im ktoś wytłumaczy co to oznacza , albo niech sami sprawdzą, a do tego czasu dadzą sobie spokój.  Jak mówię , największe pretensje mam gdy słyszę takie kity w telewizji w poważnych programach, w wykonaniu poważnych osób.      Jednak i w zwykłym sklepie spożywczym udało się pani zadziwić mnie raz i drugi. Najpierw gdy usłyszałam Orange powiedziane tak jak jest napisane, a wczoraj   /o zgrozo/  - ziemniaki PURE.  Również -   tak właśnie  : "PURE".    Naprawdę !
Czasem coś wydaje mi się niemożliwe - a jednak się zdarza.
Przysięgam , że naprawdę  wiem, że ja też  jestem omylna i  robię błędy jak wszyscy. Raz większe, raz mniejsze.  Ale że nie jestem nikim ważnym więc mnie wolno.    Moje byki przynajmniej uchodzą na sucho .  I tylko dlatego dałam sobie prawo skrytykowania tych niedouczonych.

01:08, cymestymek
Link Komentarze (2) »
środa, 01 czerwca 2011
jeszcze o kąpaniu


Nasz poprzedni pies , przyzwyczaił wszystkich do tego , że wykąpanie go w wannie,  wymaga desperacji.  A także nie lada sprytu, siły i  przebiegłości.  I za każdym razem było to hardkorowe doświadczenie dla obu stron.  To nie był mój pies, w związku z czym jego charakter nie był nigdy skażony żadną tresurą. Jednak zajmowałam się nim często, więc w innych sprawach dogadywaliśmy się nienajgorzej.
A  teraz mając Alturkę, przekonałam się jak komfortowo taka czynność jak kąpanie, może się odbyć. Nie do uwierzenia.
Nie od razu się dogadałyśmy. Sunia bardzo szybko zaczęła po drobiazgach rozpoznawać na co się zanosi i również kombinowała jak się wykręcić. Uciekała mi na sam dół , chowała się w garażu . Zapierała się i za nic nie chciała wejść do wanny. Jest silna, więc zawsze uszarpałam się z nią ile wlezie. Gdy spróbowałam żeby ktoś mi pomógł, było jeszcze gorzej. Robiła się z tego próba sił a na siłę z Alturką nie załatwi się niczego. To pewne.
I w końcu, stwierdziłam , że muszę coś z tym fantem zrobić.  Zastanowiłam się nad  wszystkim  na spokojnie:   przecież ona MUSI znać różne zachowania związane z kąpaniem.  Przecież na pewno nikt się z nią nie szarpał . Była w kilku domach i z pewnością  wszyscy jakoś sobie z nią radzili, więc dlaczego  tylko ja mam problem ?  Przecież wiem, że  ona jak zwykle  zrobi mi wszystko co chcę , jeśli tylko się zrozumiemy. 
No i oczywiście że tak ! Żaczęłam wszystko od początku i po kolei .
Pozamykałam drzwi żeby odciąć drogi ucieczki.  Wprowadziłam absolutnie spokojną atmosferę. Delikatnie ale bardzo stanowczo wprowadziłam do łazienki, zachęciłam do wskoczenia do suchej wanny, nagrodziłam. Chwaliłam cały czas, było cieplutko, przyjemnie . Nic na siłę, nic gwałtownego.
Jeszcze tylko wykazać się refleksem, żeby uciec zanim wyskoczy z wanny i się wytrzepie. Ale to tez jest do uzgodnienia, bo zrobi to wtedy gdy jej powiem.
Aż mi wstyd, że wcześniej sobie tego tak nie zorganizowałam.
Odkąd pracujemy w dogoterapii, Alturka musi być kąpana częściej. Musiałyśmy jakoś dogadać się w tym temacie. Ale to nie jedyny powód.
Powszechnie wiadomo, że pies nie fiołek i do wąchania nie jest przeznaczony, ale jednak co jakiś czas , porządne mycie w wannie jest nieuniknione.

09:07, cymestymek
Link Komentarze (2) »