www.alteri.pl
RSS
sobota, 29 czerwca 2013
po wycieczce

Zaliczyliśmy 4 dniowy wyjazd na wieś, w składzie: Leszek, ja i Alturka. Pogoda nas nie rozpieszczała, było 14 - 16 st. ale przez 2 pierwsze dni nie padało więc nie narzekałam. Zdążyłam podziałać w ogródku - wycharatałam furę chwastów i przycięłam krzak(pigwy). Upały nie były mi do tego potrzebne.

Alturka napędziła mi strachu, bo na jednym ze spacerów najpierw podjadała trawkę , co normalne, a potem zasmakowało jej młode zboże. Niestety nie  od razu zauważyłam że wsuwa kłosy pszenicy, ale przestraszyłam się nie na żarty gdy zaczęła się krztusić. Najczarniejsze scenariusze miałam już przed oczami, ale przegrzebałam jej cały pysk i gardło, dałam kawałek chleba na przepchnięcie...A ona cały czas gorączkowo skubała trawę i zjadła jej ogromną ilość. Pomyślałam że wie co robi i rzeczywiście, jakoś się uspokoiło. Potem jeszcze w nocy kilka alarmów i wychodzenia,  a na koniec zwymiotowała całą tę trawę , łącznie z jednym, całym kłosem. Uff, już nigdy nie dam się jej zbliżyć do zboża!!

                                                                **  

A następnego dnia lało od rana. To nie było fajne, chociaż siedząc w domu też miałam co robić. Akurat zmieniałam telefon i musiałam przenieść z 200 numerów ( nie dało się skopiować)  z poprzedniego, na aktualny też stary, ale dla mnie nowy. Aparat tak naprawdę stał się mój, gdy wybrałam mu własną melodyjkę, a zdjęcie Alturki wylądowało na pulpicie. Powoli się do niego przyzwyczajam, jedynie mam mu za złe, że co jakiś czas wykonuje zupełnie bez mojej woli, telefony do różnych osób (losowo wybranych). Widocznie przypadkowo coś dotykam nie wiadomo kiedy i wtedy gdzieś dzwonię chociaż nie miałam w planie. (Jak tu się potem tłumaczyć, że to nie ja, to zadzwonił mój telefon,  bez mojej wiedzy?).

                                                                **  

W ten dzień, lało do wieczora. Zrobiło się też zimno w domu. Wymyśliłam wtedy smażenie naleśników (z niczym) żeby się trochę zagrzać. Altek oczywiście walczył o równe do nich prawo. A potem jeszcze odbyły się dawno planowane podstrzyżyny,  sunia została zrobiona na bóstwo i w międzyczasie już zrobił się wieczór.

                                                                **  

Dodatkową atrakcją, akurat w tym czasie, był zlot Harleyowców. Motorki - wiadomo jakie, potęga,    plus faceci w skórach, z kilogramami gadżetów. Szalenie męscy, a w każdym razie za takich się uważający. Rzecz gustu, ale na pewno przyciągali uwagę. A wieczorem mieli imprezę w knajpie nad naszym jeziorem, więc do rana dudnił nam ciężki rock i te ich popisy - "brrym! brrym!..." i strzały gażnika...Alturce w ogóle się to nie podobało!

 


20:40, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 czerwca 2013
w nocy

Burza która odbyła się dzisiaj w nocy, wyglądała wyjątkowo grożnie.

Mnie obudziło coś mokrego na twarzy. Otworzyłam oczy i okazało się że to jednak nie deszcz zacina od uchylonego okna. To Altura stoi nade mną, ma otwarty, kapiący pysk i dyszy jak ciuchcia. Nie jest ją łatwo uspokoić jak już jest w takim stanie.

Mówię - jak już tu jesteś to się kładż,  a nie wiś tak nade mną! Ale potrwało chwilę zanim ją namówiłam. Położyła się i zaczęła mnie lizać po twarzy a potem po nodze...Kto znał ją wcześniej, nie uwierzy, bo to absolutnie nie w jej stylu. 

Ale ja, myślę sobie, że takie zachowanie  to bynajmniej nie objaw miłości, lecz jeden ze sposobów rozładowania stresu. (podobnie jak szereg innych czynności)  I chyba rzeczywiście troszkę pomogło, bo po chwili ułożyła się wygodniej, rozciągnięta w poprzek kanapy. Zajęła moje miejsce, ściągnęła kołdrę... Widać było wyrażnie, że ja, w ogóle nie jestem tam przewidziana. 

Chyba miałam szczęście bo burza szybko się skończyła i sunia wyniosła się z miną "kto by tam leżał w łóżku". Zero wdzięczności za przygarnięcie w ciężkich chwilach  :-)))


11:19, cymestymek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 13 czerwca 2013
działamy

Fantastycznie poszła nam akcja w nowo poznanej fundacji.

Polegała na rozreklamowaniu  zbierania niepotrzebnych rzeczy aby przekazać je potrzebującym rodzinom. Ola która działa tam od lat, zachęciła nas bez większego namawiania.

Najpierw ja zrobiłam co mogłam, a potem włączyła się Córcia i to dopiero była akcja!

W firmie gdzie pracuje,  jest mnóstwo ludzi. Wystarczyło sprawę przekonująco przedstawić, zachęcić, no i ustawić organizacyjnie.

Dorota wprawdzie nie jest typem urodzonej altruistki,   ale na szczęście ma dar przekonywania, a w końcu każdy znajdzie w domu coś, czego może się pozbyć. Poprzyjeżdżały torby z zabawkami, ubrankami, odzieżą dla dorosłych, nawet trafił tam fotelik samochodowy.

Bardzo cieszyła się Ola-wolontariuszka i my obie,  że tak zadziałałyśmy i zapewne cieszyły się rodziny obdarowane tym wszystkim. A przecież chodziło tylko o to,   zeby ludzie zrobili sobie porządki wiosenne.

07:38, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 czerwca 2013
podzielone

 Spotkałam się niedawno  z  moją koleżanką,  z którą znamy się od liceum.

Na studiach byłyśmy bliżej,  a po,   znajomość się rozlużniła.   Normalna kolej rzeczy,   rodziny itd.   Jednak przez wszystkie lata,  ten kontakt jakoś tam istniał. To ten typ znajomości, kiedy nawet po 5 latach nie-widzenia, od razu mamy o czym rozmawiać.

Jednak jest coś, co zadziwiło mnie w tym układzie. Mianowicie przypadkowo wyszło na jaw już kiedyś,  że dzieli nas polityka! Nie do uwierzenia!

Tym razem już świadomie miałam gdzieś tam na uwadze,  żeby ten temat po prostu omijać. Mamy miliony ciekawszych!

Ale zupełnie przypadkowo samo się zahaczyło....Nagle usłyszałam zdanie które pomimo że nawet wyrażało śłuszną opinię,  jakoś od razu naprowadziło mnie na myśl,  że nie jesteśmy w tym samym obozie!

Nigdy bym siebie nie posądzała o to,  że tak zareaguję - po prostu jakby piorun we mnie strzelił!    W momencie się nakręciłam, wytoczyłam jakiś argument,     w odpowiedzi usłyszałam kontrargument również wagi ciężkiej...  Temperatura emocji zaczynała rosnąć i na szczęście zdałam sobie z tego sprawę. Powiedziałam     "koniec, stop, przerwijmy to natychmiast"...      Przecież czymś najgłupszym na świecie byłoby pokłócić się o politykę!  To bagno.  Znamy się lata, rozumiemy, zgadzamy i lubimy,   a  teraz poróżni nas to,  którą wolimy partię?!

Zaczęłyśmy rozmawiać o hodowli koni i ten temat podziałał kojąco. Uspokoiłyśmy się obie natychmiast.

13:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 czerwca 2013

Ostatnio, kiedy tylko wybiorę się do tak zwanego miasta, trafiam za każdym razem na jakieś demonstracje. Ogromne ilości ludzi, przeważnie młodych,  ale nie tylko, którzy idą, biegną lub jadą,  całą szerokością ulicy.

Ja - mam z nimi tyle wspólnego, że nie mogę przejść na drugą stronę. Ostatnio, był bieg w sprawie poparcia dla rodziny.

 A dzisiaj, przejeżdżały setki rowerów. Stałam na chodniku i nawet jeden z organizatorów pomachał do mnie i się uśmiechnął, więc też się uśmiechnęłam i odmachałam.  A zaraz potem naszły mnie wątpliwości czy słusznie,  bo przecież jeszcze nie wiem w jakie sprawie oni jadą... Nie popieram tak znowu wszystkich. którzy czegoś chcą...

Okazało się, że hasłem przewodnim było tym razem : Kraków miastem rowerów. No dobrze. Bez spalin, ekologicznie, zdrowiej dla wszystkich.

Chociaż może lepiej byłoby zacząć od ściezek rowerowych?

14:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

                                     Spotkanie z kuzynem jest bardzo ważne

 

 

     Ale najważniejsza jest Ala !!!

 


09:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 czerwca 2013
jakaś odmiana

Rzadko zdarza mi się ostatnio "bywać"gdziekolwiek. Mam na myśli wydarzenia kulturalne.

Na co dzień - zero elegancji,  na spacery z psem wrzuca się wygodne portki i polar i to w zupełności wystarcza. Tymczasem własnie otarłam się o świat sztuki.

Zostaliśmy zaproszeni na wernisaż. Swoje prace wystawiał młody artysta, absolwent ASP.  Tak się składa, że jego poznałam  lata temu, a jego rodziców znałam wtedy bliżej, zwłaszcza mamę.  Wiele lat się nie widziałyśmy. Trafiła się więc okazja wreszcie się wystroić, poczuć kobieco i wyjść wieczorem.

Większość prac stanowiły abstrakcje. Burza kolorów, kontrasty, ciekawe zestawienia. Odważne i rozmachem.

Jeszcze impresje n/t świateł ulicy nocą, oraz architektoniczne szkice (dla mnie rewelacja). Jeszcze ceramika i ryciny. Z przyjemnością wysłuchałam niewielkiej dawki teorii w wykonaniu zaprzyjażnionej pani profesor,  oraz wprowadzenia autora.   Ogólnie było ciekawie i sympatycznie.

Jeszcze zostaliśmy poczęstowani, jeszcze wypytałam o technikę wypalania oryginalnych miniaturek. Pogratulowaliśmy, wręczyłam prezent nad którym nieżle wcześniej się nagłowiłam, chcąc żeby był oryginalny... Pogadałam miło ze znajomymi,   no i po imprezie.  

Nie całkiem byłam wcześniej pewna czy skorzystać z zaproszenia,  ale teraz wiem na pewno,  że było warto.

00:13, cymestymek
Link Komentarze (6) »
środa, 05 czerwca 2013
nikt się nie nudzi

Pogoda zmusza nas do siedzenia w domu,  a domową atrakcją jest ostatnio Przemek i jego dziewczyna Ala.

Z powodu deszczu,  spacerów na plac zabaw jest mniej.  Każde z nich trochę nudzi się w domu, więc odwiedzają się częściej.  

A wizyta Ali wygląda tak -

najpierw mamy umawiają się telefonicznie.    Od tego momentu, Przemek stoi w oknie na parapecie i czeka. 

Po 5 minutach, Ala jest już widoczna na końcu ulicy. Przemek zaczyna podskakiwać, śmiać się i woła "Ala! Alusia!" tak głośno jak tylko da radę.

Po chwili Ala zauważa go w oknie i od tej pory już nie idzie tylko biegnie, wołając: "Przemuś! Przemuś".... Jakby nie widzieli się pół roku.!....

W domu bawią się zgodnie z pełnym zaangażowaniem przez około 20 min. Wprawdzie chwilami Przemek trochę na Alę pokrzykuje o różne rzeczy,  ale za to, słucha jej bezkrytycznie np. w kwestiach żywieniowych.  Jeśli wg. niej coś jest dobre, to trzeba to zjeść bez dyskusji chociaż wcześniej nikt by go nie zmusił.

A po jakimś czasie o byle co zaczyna się dzika awantura. O autko, o garnek o cokolwiek. Oboje są zawzięci, więc tylko ktoś dorosły jest w stanie przemówić im do rozsądku. Jeszcze na jakiś czas wszystko wraca do normy, ale wizyta nie może trwać za długo.

                                                                        ***


A  Alturkę do spacerów w deszczu trzeba zmuszać. Okazało się jednak, że są i dobre strony mokrej pogody.  Na licznych ogromnych kałużach obecnych na każdym większym trawniku, zakwaterowały się kaczki.                                             Żeby im się nie nudziło, buwiśka z daleka je namierza, pędzi do nich, zmusza do podfrunięcia kilka metrów i .....wystarczy.

 


10:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 czerwca 2013

07:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
co z tą wiosną ?

Po słonecznej, pięknej niedzieli, dzisiaj znowu obudził mnie szum ulewy. Wszystkie moje plany na dziś wymagały lepszej pogody a przynajmniej bezdeszczowej. No cóż, trzeba będzie zrobić korektę.

Dobrze że chociaż wczoraj wykorzystaliśmy sprzyjające warunki i powłóczyliśmy się po okolicy. A  jeszcze dookoła zewsząd docierają przerażające informacje o powodziach, zawieruchach,  trąbach powietrznych, ludzie w momencie tracą wszystko co mają.

To jakaś makabryczna loteria - na kogo padnie, a komu się uda. To jakieś fatum, że tu i teraz,  jesteśmy akurat w bezpiecznym miejscu.  Albo nie!

07:40, cymestymek
Link Komentarze (2) »