www.alteri.pl
RSS
wtorek, 10 czerwca 2014
kto się boi burzy

Strachy Alturki   związane z burzą, chwilami mnie zadziwiają.

Dzisiaj odbyła się pierwsza burza, po długiej przerwie. Znam moją buwiśkę, wiem że wtedy  panikuje, a ja za nic nie chcę dostarczać jej niepotrzebnych stresów.

Jednak dzisiaj musiałam załatwić kilka spraw,  a burza już jakiś czas wisiała nad osiedlem i nie mogła się zdecydować.

Postanowiliśmy jednak wyskoczyć i jak najszybciej się uwinąć.

Tak też było, ale gdy wracaliśmy i byliśmy już niedaleko domu,  ostro się zaczęło.  Huknęło ze dwa razy i już byłam pewna że Altek panikuje. Jak najszybciej do niej pobiegłam.

Przykleiła się do mnie, deptała po nogach, jęczała.

I w końcu był moment, że stałyśmy obie w garażu, drzwi były otwarte,   a samochód stał kawałek dalej na ulicy i Leszek właśnie zamierzał wjechać.

Lało jak z cebra.  Alturka przez chwilę się wahała,   a potem z absolutną desperacją wybiegła na ulicę, w sam środek burzy i ulewy,  ona - która nie wchodzi na mokrą trawę żeby nóg nie zmoczyć!

Pomyślałam że z tego strachu już nie wie co robi i że ucieknie nam gdzieś w osiedle na dłużej...

Ale nie, ona miała plan!  Dopadła samochodu i błyskawicznie do niego wsiadła. Przodem, ale zaraz ulokowała się na swoim miejscu z tyłu.

I już wiadomo było, co sobie myśli  - "nie będzie żadnego jeżdżenia bez psa! a już na pewno w czasie burzy!    za nic nie zostanę sama!"

22:12, cymestymek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014
o niezrozumieniu...

Szłam dzisiaj przez park w którym lata temu spędzałam wiele czasu z moim pierwszym w życiu ukochanym psem. Wiele osób do tej pory wspomina jak był świetnie wychowany, przyjazny i posłuszny,  pomimo że charakterek to on miał także.

Zatrzymałam się na chwilę, bo aż miło było popatrzeć jak bawi się labrador z małym wesołym kajtkiem. Mały wywijał szalone kółka i ósemki pomiędzy drzewami, a labek, zupełnie tak jak to robi moja Altura, czekał na skrzyżowaniu tych pętelek i dopiero tam sprytnie się włączał!

Po kilku minutach dołączył do nich jeszcze młody złoty spaniel.

Chwilę trwały wstępne psie uprzejmości,  a tymczasem już było słychać nawoływanie właścicielki -"Albert!, Albert!..."

Psiak nie reagował. Na głośne gwizdanie również nie. Przeciwnie, po spotkaniu z psami, spokojnie udał się w stronę dokładnie przeciwną.

Po chwili wszyscy zobaczylismy włascicielkę - młodą, wkurzoną dziewczynę idącą energicznym krokiem w stronę psa.

Alberta akurat coś zatrzymało przy dużym krzaku, więc udało się go dopaść. Chwilę wcześniej, gdy jeszcze od pani dzieliło go kilka kroków, podniósł głowę, spostrzegł swoją panią  i natychmiast pokazał zęby i zaczął szczekać.

I wtedy już wiedziałam jakie układy panują między nimi.

Rzeczywiście; dziewczyna schyliła się i zdecydowanym ruchem złapała go za kark i przycisnęła do ziemi. "A masz! zapomniałeś kto tu rządzi?! jeszcze jakieś wątpliwości?!"

Chyba nie było żadnych. Krótka smycz, noga i do domu. Biedny pies.

Wiem,   że gdybym nawet chciała cokolwiek powiedzieć, to dziewczyna była z tych, które zawsze wiedzą lepiej.

Więc tylko przypomniałam sobie wszystkie moje psy i ich uśmiechnięte pyski, bo zawsze dbałam o to, żeby każde nasze spotkanie, łącznie z przywołaniem, było miłe i przyjemne dla obu stron. I żeby tego był pewien pies, którego przywołuję. To takie ważne!!

Myślałam że już nikt nie stosuje awersyjnych metod szkolenia,  opartych na przemocy i strachu. Jest tyle mądrej literatury... 

Szkoda.

17:45, cymestymek
Link Komentarze (2) »