www.alteri.pl
RSS
wtorek, 28 lipca 2009
Trochę inaczej

 Trochę się te wszystkie psie sprawy , inaczej poukładały. Odkąd są upały, Alturka większość czasu przesiaduje na schodach. Tak sobie wybrała. Tam ma nachłodniej a poza tym ma okno, przez które obserwuje co się dzieje na ulicy. Przychodzi zawsze gdy ją wołam, czasem zjada przydział, czasem się bawimy, czasem jakieś czułości, ale zaraz potem wraca tam z powrotem.
Skutkiem tego jest  fakt, że teraz reszta domowników czuje się za nią odpowiedzialna. Spotykają na schodach samotnego psa, trzeba się nim zająć. To oczywwiście sami swoi, teściowa, córcia, zięć, Leszek...Wypuszczają ją do ogródka kilka razy dziennie, czasem biorą na dłuższy spacer.
Z początku nie bardzo byłam zadowolona. Już nie tyle mi przeszkadzało to, że to teraz nie tylko mój pies, ale że jest kompletnie rozregulowana. Jednak z drugiej strony, ona korzysta, bo inaczej siedziała by w domu bite 7 godzin aż ja wrócę. Rano wprawdzie z nią wychodzę ale to jest szybko i nie tak na luzie. Wprawdzie staram się wynagrodzić jej brak mnie przez większość dnia, ale to nie to samo.
Chyba więc dobrze jest jak jest, a  ja chyba jestem zwyczajnie zazdrosna o jej względy.


A u maluchów -

 

Znowu podrosły. Są łobuzerskie, wesołe, mają tysiące pomysłów ale na szczęście często organizacja i realizacja planu - zawodzą. Trochę rozkojarzone, ale przedsiębiorcze i przemiłe. Lgną do ludzi. Czasem są jak piranie, zawzięcie gryzą po nogach, wiszą na spodniach, włażą pod nogi. A czasem włażą na kolana żeby polizać, leciutko obgryżć ucho lub rękę, przytulić się i cichutko opowiedzieć wszystkie żale tym swoim uf,uf,uf...
Tymczasem w domu pojawiły się nowe szczeniaki z nową mamą. To suczka z najbliższej rodziny "naszej" suczki. Na codzień mieszka w bloku, więc szczeniaki łatwiej będzie podchować tutaj, a ponieważ właścicielki się przyjażnią...
Tak więc teraz pod opieką mam 4 dorosłe, 10 średniaków i 6 noworodków / jak chomiki/.
Jeszcze tam u nich pobędę aż podrosną. Przyzwyczaiłam się, zaprzyjażniłam z całą rodziną.

18:41, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lipca 2009
Mam kolegę.

Dzisiaj  siedzieliśmy wszyscy przed domem z powodu cienia. "Wszyscy"- oznacza : szczeniaki w ilości 10 szt., ich mama, ich ciotka oraz ja. Tatuśko  dystansuje się  od początku. Wychodzi z domu tylko wtedy gdy nikogo nie ma w ogrodzie.
No więc gdy tam siedzieliśmy, podjechał na rowerze chłopczyk i zatrzymał się , żeby pooglądać maluchy. Potem okazało się że to Piotruś, że ma 6 lat i że już raz Pan pozwolił mu pobawić się z pieskami. Chciałby dzisiaj też. Okazało się również, że zna już każdego z nich  na pamięć. Ja rozróżniam je dopiero od kilku dni, a on bezbłędnie wymieniał ,że jeden ma plamkę między uszami, drugi jest prawie czarny, trzeci ma białą kropkę na czarnym nosie...  i o każdym z nich coś mi opowiadał.
Byłam pod wrażeniem. Tak musi wyglądać przyszły kynolog, hodowca lub trener.
W międzyczasie wróciła mama Ani-właścicielki i wytłumaczyła Piotrusiowi który nadal czekał pod płotem, że takich malutkich piesków nie mogą tak narazie  wszyscy głaskać bo jeszcze nie są szczepione i mogłyby zachorować.  Wobec tego mały powołał się na Pana który przecież obiecał... Mama Ani powiedziała że skoro tak , no to musi się zgodzić, ale ten Pan wróci dopiero około 20-tej. Jednak Piotruś chodzi spać dopiero o 21-ej, powiedział,  więc zdąży. W dodatku to ostatnia szansa , bo jutro wyjeżdża. No cóż...
Na koniec rozsiadł się pod bramką i oznajmił, że lepiej będzie jak JUŻ będzie czekał, bo może wcześniej...
Naprawdę był konsekwentny. Z trudem przekonałyśmy go że to  jeszcze dużo czasu,  obiad po drodze, jeszcze można pojeżdzić i wystarczy przyjść wieczorem.
Zapytał mnie jeszcze : a ty co będziesz teraz robić ?
Dopóki tam byłam przyjeżdżał jeszcze 4 razy. Mam nadzieję że "Pan" nie zawiódł i mały doczeka się zabawy z pluszakami.

16:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 lipca 2009
Znowu

Chyba nie jestem taka bardzo wierna i lojalna jeśli chodzi o psy w tym blogu, bo zaczęło się od Tymka, a w międzyczasie Axa i Bajka, jeszcze Fredka. Teraz najważniejsza jest w naszym życiu  Alturka, ale mam jeszcze te PONiki. One teraz  są jak pluszowe zabawki z baterią. Cudowne w dotyku, mięciutkie, dalej postękują i opowiadają, coraz lepiej idzie im poszczekiwanie i warczenie. Gdy sprzątałam im klatkę /ogromną/ wisiały po 5 sztuk z każdej strony garażu , gdzie urzędują, na bramkach  i tak strasznie się wydzierały że chcą wejść do mnie, że musiałam przerwać i wyjść do nich, bo tego się po prostu nie dało  się  wytrzymać.
A dzisiaj kiedy dałam im jeść, pochłonęły wszystko w 3 minuty, potem chwila zabawy i wzięło ich na spanie. Ale jeden zaczął oblizywać i obgryzać "ucho" od tej miski,podgryzać i w końcu  zakleszczył mu się tam pysk. Nie mógł wyjąć. Darł się tak, jakby go obdzierali ze skóry.
Jakby mu obcinali głowę. Byłam przy nich, więc szybko uratowałam z opresji, ale był roztrzęsiony, waliło mu serduszko.  Wzięłam na ręce Wyzbierał się po 4 minutach.
Ania-właścicielka prosiła żeby jeszcze stawiać je na stole. Jasne , nie pomyślałaam o tym,,, ja skupiłam się ostatnio na przywoływaniu / neutralne i hasło/ i  rozumieją!

17:53, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lipca 2009
Burza

Na moim łóżku, na poduszce,  leży wielkie czarne bydlę. To dlatego że za oknem grzmi, pioruny i takie tam, pies tego nie lubi. A ja lubię bo mam nadzieję że się ochłodzi. Jestem taka zmęczona, przytuliłyśmy się, zagadałam sunię że nikt się takich grzmotów nie boi, spałyśmy godzinę lub dwie.  Uspokoiła się, dała się wygłaskać, już dobrze. Wreszcie byłam w domu gdy było trzeba.
Teraz już zaczęło lać, Altuś na wszelki wypadek siedzi mi przy nodze, ja dalej mówię , że burza to nic.
Okazuje się, że razem wszystko można przetrwać.

Na ostatni spacer poszłam z poczucia obowiązku, ale ja wyszłam z parasolem, a Altek wyjrzał dla zasady,i został stanowczo w przedpokoju. Teraz dalej przylepia mi się do nogi, bo jednak jeszcze gdzieś tam grzmi.

20:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Jeszcze o szczeniaczkach

Szczeniaczki mają teraz chyba najpiekniejszy okres. W sensie wyglądu. Są jak zabawki. Malutkie, mięciutkie pieski, bardzo proporcjonalne, o ślicznych główkach, mięciusieńkiej sierści,  Jak zabawki.
Leszek mówi że mają cwaniackie spojrzenie, ale ja myślę że to jeszcze takie głupole. Bezbronne, postękujące gdy się je przytula, ćwiczą sobie szczekanie , warczenie, nawet wycie. Różnie im to wychodzi. Ja ciągle muszę tam chodzić w różnych sprawach /woda, jedzenie, kupy, ręczniki/  i to jest trudne gdy do każdej nogi mam przyczepione do buta kilka szczeniaków. Kiedy siadam z nimi na chwilę, natychmiast kilka obgryza mi buty, jeden grzebie w kieszeni i chce wyjąć klucze, a ponieważ się nie da,  więc wygryza tam dziurę, a reszta albo mnie liże w rękę , albo gryzie w tyłek. Jeszcze kilka szarpie za spodnie i ciągnie każdy w swoją stronę. W międzyczasie ich ciotka /to ta nieśmiała/ wciska mi na plecy  dziurawą zaślinioną piłkę.
Tak myślę sobie o tych wszystkich hodowlach,gdzie maluchy siedzą w klatkach, 2 x dziennie ktoś rzuca im jedzenie, zero kontaktu z życiem...
"Nasze" mają trawę, różne dżwięki, różne osoby, są podnoszone , odwracane, dotykane, przytulane. Wyrosną na takie psy , jakie są te dorosłe w tym domu . Ufne, przyjazne, wesołe, beztroskie.  Hodowla to nielekki chleb, ale jeśli się kocha psy, to wszystko się da zrobić.
A jeśli się nie da, to lepiej się za to nie brać.

17:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lipca 2009
Spacer z niespodzianką

Miałam wyrzuty sumienia, że trochę za mało uwagi poświęcam ostatnio Alturce. Częściowo z powodu braku czasu,  również dlatego że nie mam już siły gdy wracam do domu, a także z powodu tych upałów /mamy tu ponad 30 st. dzień w dzień/ jesteśmy wszyscy ledwo żywi, sunia też.
Ale dzisiaj udało nam się jakoś zmobilizować. Nad Wisłą w tych wielkich trawach jest nie do wytrzymania, nie ma czym oddychać.
Postanowiliśmy dużym łukiem obejść osiedle i wracać przez boisko gdzie jest trochę cienia, żeby  tam przysiąść na ławce.
Tak zrobiliśmy. Na końcowym etapie wszyscy mieliśmy dość i Alturka również. Z wywalonym językiem zaczęła układać się koło nas. Już chciałam zapiąć jej smycz , gdy nagle zerwała się i wystartowała jak rakieta.
Nietrudno się domyśleć o co chodziło. Oczywiście kot - daleko, leżał na środku boiska. Nasz owczarek - Sokole Oko namierzył go natychmiast.
Pędziła maksymalnie, kot był coraz bliżej i ... nawet nie drgnął. Albo się zamyślił, albo czegoś wypatrywał albo to słońce jakoś go otumaniło. Byłam przerażona , że rozszrpie go na naszych oczach. Tymczasem gdy znalazła się już całkiem blisko niego, zaczęła zwalniać. Wtedy się zerwał. Chwilę jeszcze sunia biegła tuż za nim i właściwie jednym susem mogła go dopaść, ale widać było, że nie o to jej chodzi.  Ona po prostu oczekiwała , że będzie porządnie uciekał, więc w końcu dostosował się do reguł. Gonitwa była imponująca.
Oczywiście kot dał sobie radę, wystawił naszą do wiatru, ale i tak wróciła dumna jak paw.
Jeszcze wytarzała się w trawie i położyła się skierowana w stronę gdzie kot zniknął.
Może też mu się podobało i wróci ?

23:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

16:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

16:18, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

16:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lipca 2009
Na wsi

Pojechaliśmy na wieś na 3 dni. Było kąpanie w Rabie, obszczekiwanie sąsiadów -psów żeby sobie nie myślały. Zawiózł nas Tomek /to syn/ a wracałyśmy autostopem.  Jechał jakiś autobus chyba na Oświęcim, ale zapytałam czy przez Kraków, tak , więc jeszcze stary sprawdzony tekst - czy mogę z  bardzo grzecznym wyszkolonym pieskiem ?
Pan mnie zaskoczył - powiedział NIENAWIDZĘ PSÓW - tylko szczekają i kupa kudłów...
Powiedziałam - naprawdę nie będzie po nas śladu.
Pan powiedział - idzcie tam na sam koniec autobusu, poszłyśmy pokornie. Po drodze jakaś pami mnie zagadnęła - niech pani  tu usiądzie, jest miejsce,piękny pies, A ja - ale słyszała Pani ? na koniec autobusu. !
Ważne  że w sumie wylądowałyśmy  w domu.

20:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lipca 2009
Owczarki

Już dawno mówiłam , że lubię wszystko duże. Samochody, domy, facetów , no a przede wszystkim psy. Tymczasem dzisiaj w autobusie, jedyne wolne miejsce, było obok pani z pieskiem na rękach. Najpierw myślałam że to pekińczyk więc w ogóle nie zwracałam na niego uwagi, ale potem zauważyłam że ma całkiem ładny pyszczek i piękne ciemne oczka i w dodatku cały czas się we mnie wpatruje i próbuje obwąchać. Akurat wracałam od szczeniaków, poza tym Altusia, z pewnością pachnę psami na kilometr. W końcu nie wytrzymałam, zagadnęłam panią czy  to owczarek węgierski, może puli, pumi czy coś...Okazało się że dobrze celowałam że owczarek - to te ich pyski -ale ten był tybetański.
Owczarków jest pewnie milion różnych, dobrze że poznałam kolejnego.

16:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Miało być inaczej...

Miało być tak bardzo sprytnie, gdy wymyśliłam że zamiast chodzić 5 razy żeby wynieść wszystkie szczeniaki na trawę, po prostu wyjmę je z kojca , a potem stanę w drzwiach i będę je wołać. Zakładałam ,że będę bardziej atrakcyjna kiedy się ruszam i wołam, niż reszta rzeczy w pomieszczeniu. Pomysł może był i dobry, ale okazało się , że przede wszystkim natychmiast zgłaszają się stare. Pieseczki ? To my ! I cztery głowy i brzuchy do głaskania, żadne małe nie ma prawa się do mnie dopchać.

15:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 lipca 2009
Ząbki

Szczeniaczki mają już malutkie ostre ząbki. Jeszcze nie bardzo wiedzą do czego służą ale powoli odkrywają przeróżne rzeczy na tym świecie. Chodzi im się już coraz pewniej i dalej.
Jeden z nich podszedł dzisiaj do mnie, z zamiarem ugryzienia mnie w nogę żeby sprawdzić co to jest, ale gdy już otworzył pyszczek i oparł ząbki na skórze, jakoś mu się z tego wszystkiego ziewnęło i w efekcie zapomniał po co przyszedł.
Każdy który zapędzi się gdzieś dalej i oddzieli od reszty, wrzeszczy wniebogłosy i wtedy 3 dorosłe psy zrywają się i biegną zobaczyć co się dzieje. Otaczają malucha, szturchają nosem i oglądają się na mnie , czy już idę ratować w nieszczęściu.
Czasem też któremuś zdarza się utknąć gdy wciskał głowę pomiędzy sztachetki płotka i wtedy też wrzask jest przeokropny.
Takie to one są , te szczeniaczki.

18:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Komórka

Dla Alturki "podać pilota" , było małe piwo. Stwierdziłam że drugim podstawowym sprzętem tego typu, jest komórka.  Trochę pamiętałam jak w Brzeżnicy uczyliśmy psy wybierania jednego przedmiotu z kilku - trudne dla psa, ale zawsze w końcu łapały o co chodzi.             
Wtedy ćwiczyłam to z Tymkiem.
Trzeba było zacząć od załatwienia treningowej komórki bo pewnie moja nie przeżyłaby tych ćwiczeń.
Akurat na mojej codziennej trasie pojawił się nowy punkt z napisem "telefony komórkowe - sprzedaż, service ". Pomyślałam, że nie zaszkodzi spróbować.
Weszłam do środka i zapytałam pana , czy nie mógłby mi dać jakiejś starej komórki, bo chcę nauczyć psa odróżniać ją od pilota do telewizora. Zdziwił się bardzo, ale poszedł szukać.
W efekcie powiedział, że żadnej starej aktualnie nie ma i dał mi nowiutką obudowę.
Trzeba ją tylko czymś wypełnić, żeby miała ciężar taki jak wszystkie.
Ćwiczyłyśmy już 3 razy. Udaje się fifty-fifty. Czcimy każdy sukces, lekceważymy porażki.
Mamy dużo czasu, to w końcu tylko zabawa i ćwiczenie mózgu.

18:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lipca 2009

11:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Jak z dziećmi

Szczeniaczki  są przeziębione. Marnie jedzą, widać różnicę bo znam możliwości. Kaszlą. Bardzo to przykro wygląda, one same nie wiedzą co się im dzieje. Żalą mi się do ucha gdy biorę na ręce, postękują , robią "fu fu fu " i tak jakby coś opowiadały.
A w rękach czuje się głównie ten okrągły brzuszek z którego głównie się składają.
No i gdy przyszłam do nich wczoraj, miały porobione na główkach jakieś znaczki. Zadzwoniłam do Ani-właścicielki, żeby wiedzieć czy dla mnie ma to coś oznaczać, ale okazało się , że to znaki rozpoznawsze, bo poprzedniego dnia miały przegląd medyczny - ważenie , mierzenie, osłuchiwanie i zastrzyki z antybiotyku oraz coś odpornościowego.
Całe szczęście, że Ania jest weterynarzem i sama wie wszystko co i jak. Ma doświadczenie, a to nie pierwsze szczeniaki u niej.
Tak sobie myślę, że gdybym robiła z maluchami to ćwiczenie na kontakt z zimnym podłożem, teraz byłabym pewna że to wszystko przeze mnie. Dobrze że się nie odważyłam i  to pominęłam.
Mam nadzieję że gdy przyjadę do nich po weekendzie, będzie już lepiej.

11:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lipca 2009
Bouviki

Ponieważ ostatnio " siedzę " w tych moich PON-ach, moja przyjaciółka od bouvików uświadomiła mi , jakie one są piękne kiedy są  malutkie. Nie było mi dane przeżyć dzieciństwa mojej Alturki, z powodu zawirowań w jej życiu, a te zdjęcia dowodzą jakie te misiaczki są piękne.
Dotąd myślałam, że najpiękniejszy na świecie jest młody golden, ale te puchatki...
Ewa, odpuść prawa autorskie, to reklama rasy  / czyż nie ? /

 

To jest Debra  z Olsztyna.

22:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

22:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

22:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

22:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

22:03, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wakacyjne psy

Byłam dzisiaj świadkiem pewnej scenki w autobusie.
Jechała sobie mamuśka z około 7 - letnim synkim. Mimo woli musiałam słuchać o czym rozmawiają. Pytania i odpowiedzi mieściły się w normie, dopóki nie pojawiła się znajoma.
Akurat temat mnie zainteresował. Otóż znajoma zaproponowała : mam 7 szczeniaczków, weżcie sobie jednego. Mama odpowiedziała z entuzjazmem : Swietnie, pewnie że weżmiemy.
Chłopczyk odpowiedział : Eee...
Mama przekonywała : jedziemy na wieś, będziesz miał się czym bawić...
Chłopczyk : Eee...
Mama : tam już jest pies to się NAPEWNO zaprzyjażnią...
Chłopczyk : nie chcę...
Na tym etapie musiałam wysiąść, ale myślę , że koronnym argumentem było na pewno : przecież to tylko na wakacje...

18:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »