www.alteri.pl
RSS
sobota, 31 lipca 2010
propozycja

Mam trochę wątpliwości. Dzwoniła Agatka i namawiała mnie, żebyśmy razem z Alturką wzięły udział w jutrzejszej imprezie. Jest ona zorganizowana dla dzieci, odbędzie się na powietrzu, nad jeziorem.  Mamy tam gdzieś wyznaczone miejsce, jest estrada i my z Alturką miałybyśmy tam wystąpić. Kilka innych psów również.  Póki co, nie znam żadnych szczegółów więcej. Do wieczora dostanę jeszcze pewnie więcej danych, jednak już się zastanawiam. Nie wydaje mi się, żeby estrada była miejscem dla nas. Jednak pokazy w przedszkolach wydają się zdecydowanie bardziej kameralne. Przypomina mi się Tymek który kiedyś miał występować na Rynku i gdy znalazł się na estradzie, zapomniał nawet jak się nazywa.
Buwiśka też jest delikatna i wrażliwa, znam ją dobrze. Będę chciała oszczędzić jej stresu, więc najpierw dobrze sprawdzę jak to ma wyglądać. Przeróżne rzeczy ćwiczymy sobie na spacerach i w domu, ale to zupełnie inna atmosfera i ona to uwielbia. Może tylko z daleka popatrzymy sobie na innych.

22:56, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 lipca 2010
można bylo przewidzieć

Chciałabym, żeby udało mi się opisać to co zamierzam, w neutralny sposób, obiektywny i bez dezaprobaty. Ma to być taka sucha relacja - spostrzeżenie.
I żebym na koniec wytrzymała aby nie napisać: "a nie mówiłam że tak się to skończy "?
Na przystanku autobusowym na naszym osiedlu, codziennie rano , spotykały się matki z dziećmi w różnym wieku.Najbliższa szkoła jest o kilka przystanków dalej więc dla bezpieczeństwa mniejsze dzieci były przez rodziców odwożone, normalna sprawa. Podobnie jak normalne było, że po 2-4 latach, te same dzieci, tymi samymi autobusami, jeżdziły już same.
Ale był wyjątek. W tym przystankowym towarzystwie, zwracała uwagę pani, która swoją córkę odwoziła nadal, pomimo że kilka lat minęło i rówieśnicy juz dawno jeżdzili sami. Po jakimś czasie, rzucało się już w oczy , że córka dorównuje matce wzrostem, a następnie zaczyna ją przewyższać. Inne dzieci stopniowo odsuwały się od niej, we własnym gronie wymieniały tez złośliwe uwagi i uśmieszki. W międzyczasie mogli już mieć po jakieś 12 - 13 lat.
Matki jednak nic nie było w stanie zniechęcić. Wprawdzie juz nie odwoziła, ale odprowadzała, nosiła teczkę, poprawiała czapkę... Co dziwne - w dziewczynie nie było żadnego buntu. Poddawała się temu wszystkiemu zupełnie bezwolnie.
A potem ja , przestałam jeżdzić o tej porze. Straciłam je z oczu - i matkę i córkę, chociaż rówieśników widywałam. Rośli, zmieniali się. Minęło jakieś 3 lata.
I oto ostatnio, będąc na spacerze z sunią, zobaczyłam tę dziewczynę.   Zmieniła się i ona. Nie była sama, ale też i nie z mamuśką.  Była z chłopakiem .  Wyglądali oboje jakby żywcem wyjęci z jakiegoś filmu.
ON :  kolczyki we wszystkich możliwych miejscach, długi, skórzany, rozpięty płaszcz, ogolona głowa, ciemne okulary - lenonki, wysokie skórzane buty.
ONA :  opis jak wyżej + jaskrawo rude włosy i ostry makijaż.  Było prawie 30 st. więc choćby dlatego trochę odbiegali wyglądem od reszty.
I to jest ten moment, że wszelkie komentarze zachowam dla siebie.  To chyba taki zupełnie książkowy przykład działania pewnych schematów.

12:07, cymestymek
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 lipca 2010
z psem pod poduszką...

Dzisiaj w końcu kilka stopni mniej. Ale coś za coś: zaczęły się burze - częste, gwałtowne, głośne. Dla większości psów, to "koniec świata ".Alturka w tej sprawie również żadną bohaterką bynajmniej nie jest. Jak większość psów nadejście burzy wyczuwa dużo , dużo wcześniej - zaczyna niespokojnie krążyć, szuka miejsca jak najbliżej nas, wciska się w jakieś kąty.
Tak było dzisiaj. Obudziła mnie rano popiskując i łaskocząc po twarzy wiecznie mokrą mordą.  Pamiętałam że już wychodziła i jadła, więc mruknęłam tylko : "idż do Leszka " /niedobra pani/.  Poszła, ale po chwili była z powrotem. Piszczy do ucha i jeżdzi mi po twarzy mokrą brodą. Usiadłam w końcu i zapytałam : "powiedz, czego ty chcesz ?"
Zdecydowanie postawiła łapę na moim łóżku. No to wszystko jasne. To nie zdarza się często, nie wprasza mi  się do łóżka i tu się zgadzamy - no,  z wyjątkiem sytuacji gdy zostaje sama w domu. Wtedy rządzi się w nim, prześciela, rozrzuca, a ja przymykam na to oko.
Tak więc powiedziałam : "właż".  Skorzystała skwapliwie, ale nie zakwaterowała się jak zwykle skromnie  w nogach, tylko ułożyła się ponad moją poduszką. Nie miała zamiaru spać - podniesiona głowa i książkowy zestaw CS- ów : oblizywanie, mlaskanie, ziewanie, ziajanie i popiskiwanie chwilami. Cała gama objawów niepokoju, jesli nie strachu. Poleżałyśmy chwilę tak "pysk w pysk" a potem wstałam i  zamknęłam   okno.
A po chwili okazało się, że burza przeszła bokiem i strachy zniknęły.

15:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
"lato w mieście"

Tak się złożyło, że nigdzie nie wyjechalliśmy w tym roku. Sprzedałam nasz odwieczny historyczny dom po babci i na to miejsce poszukujemy czegoś zamiast. Ma to być małe, ogrodzone, oczywiście z ogrodem dla psa. A jeszcze nie za blisko głównej drogi bo hałas, ale i nie za daleko. I nie do remontu bo właśnie przed tym uciekliśmy. I żeby tam był prąd i łazienka. I jakieś pagórki za oknem. Ale nie za drogo, bo trzeba się zmieścić w tym co dostaliśmy za babciny dom,  dokładać nie ma z czego.  Jak widać , tyle tych wymagań, że łatwo nie jest. Ale parę razy byliśmy już blisko w poszukiwaniach.
A póki co, lato schodzi nam na szukaniu, co oznacza częste wycieczki. Też dobrze.
Pogoda jest mordercza jak wszędzie - każde z nas jest ledwo żywe przez cały dzień. za to wieczorami jeżdzimy pływać do Kryspinowa. To wielkie przy-krakowskie jezioro.
O tej porze woda jest cieplutka, słońce powoli się chowa, odbija się w wodzie. Cudownie jest popływać a potem wysychać w ciepłym cieniu, patrząc na rowery wodne, pojedynczych zawziętych trenujących i małe grupki młodych kaczek.
Altuśka zawsze na początku z entuzjazmem wpada do wody razem z nami, ale czujnie kontroluje kiedy to już znika grunt pod nogami. Wg. niej to nie ma być pływanie, bo wystarczy być mokrym i potem zaraz dostać "głupawki" na brzegu, szaleć po krzakach, tarzać się w trawie, nawet szczeknąć na coś przechodzącego, a co ?!.

14:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lipca 2010

16:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lipca 2010
blogi

Jest kilka blogów do których zaglądam od dawna i kilka do których  od niedawna. Prawie każdy z autorów opowiadał, że  po dłuższym czasie trwania, przechodził  swoisty kryzys. Ja również miałam poczucie bezsensu przez jakiś czas, nie mam już także, tej gwałtownej potrzeby opisywania wszystkiego co się wydarza. Jednak ostatnio, zaczyna mnie bawić wracanie do przeszłości i porównania. Niektórych szczegółów już nie pamiętam,  niektóre odczucia z minionego czasu wręcz mnie teraz zadziwiają. Nie będę ustalać z jakiego powodu niektóre moje wpisy są dla mnie prawie jak nowe i dlaczego wielu zdarzeń prawie nie pamiętam. Wolę uważać, że ciągle mam dużo spraw na głowie i to wszystko przez to.
W każdym razie , nie mogę na przykład się nadziwić , jak zmieniły się moje relacje z Buwiśką. Jak kiedyś  bałam się ją spuszczać ze smyczy, jak stopniowo uczyłam się rozpoznawać,  kiedy jest zadowolona, kiedy niepewna,podkręcona, zmęczona, znudzona... Tyle jest tych różnych stanów.
Teraz - czytam w niej jak w książce. Również dzięki zapiskom sprzed np. 2 lat, widzę jak diametralnie zmienił się stosunek Alturki do mnie . Jaka okazała się z niej pieszczocha, jak darzy nas uczuciem, zaufaniem wręcz bezgranicznym,  jak stopniowo powstawała więż, której już nikt nie mógłby rozerwać. Tylko psiarze to rozumieją.
Ten blog założyła mi Agnieszka , w Fundacji, w momencie gdy trafił do mnie Tymek. Zawsze lubiłam pisać, więc polubiłam również opisywanie jak sobie z tym psiakiem radzę. Zwyczaj pozostał mi na dłużej, dzięki tej kronice, mogę również sprawdzać sobie pewne daty lub kolejność wydarzeń, jeśli mam watpliwości. A również zaglądanie do innych blogów, to duża przyjemność. Wciąga, angażuje,  pozyskuje przyjaciół. I chyba nigdy się nie nudzi.
Tak więc blogi, to dobry wynalazek.

01:18, cymestymek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 lipca 2010

17:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
TOZ

Wybrałam się niedawno na niewielkie zakupy na pobliski /w miarę/  plac targowy. Zabrałam ze sobą Buwiśkę, więc najpierw, w autobusie,  zastanawiałam się, czy mogą z tego wyniknąć jakieś kłopoty. Konsekwentnie udałam że nie widzę przy wejściu na plac znaku z przekreślonym psem  /zakaz wprowadzania/ i zaczęłam sobie robić zakupy. Przez cały czas nikt nie miał zastrzeżeń co do obecności suni. Zdarzyło się jednak coś innego , czego bym nie przewidziała. Przyczepiła się do nas jakaś starsza pani. Wyglądała bardzo pozytywnie, ale "przyczepiła się " to odpowiednie określenie.
Najpierw stwierdziła, że tego rodzaju kaganiec jaki ma mój pies, zwykle jest za ciasny. Potraktowałam jej uwagę jako objaw troski o los psa, więc grzecznie pokazałam , że jeszcze drugi taki pysk zmieściłby się pod paskiem. Pani poczuła się uspokojona i na tym etapie wytłumaczyła się, że jest członkiem Tow. Opieki nad zwierz., ma tam jakieś legitymacje, oraz uprawnienia do robienia takich kontroli.
Nasŧępna jej wątpliwość dotyczyła długości sierści suni. I tutaj pani nie wyszło. Wypowiedziała się, że długa sierść stanowi warstwę ochronną, więc nie można krótko obcinać psa z naturalnie długą sierścią. Akurat tu się z nią zgodziłam, ale niepotrzebnie poszła dalej : " bo przecież teriery..."  No właśnie. Już nie dałam jej skończyć.
W sumie u tej działaczki przeszkadzał mi ten mentorski ton, nie sama interwencja. Idea jest słuszna i lepiej niepotrzebnie zwrócić komuś uwagę, niż zaniedbać jakąś psią krzywdę.

17:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »