www.alteri.pl
RSS
sobota, 30 lipca 2011
dziadka pomysły

 Jakie ma możliwości kilkuletnie dziecko - wiedzą wszyscy. A co ma zrobić dziadek który dostał zadanie wyprowadzenia dwulatka na spacer a potem oddania go w nienaruszonym stanie ?
Ten którego widziałam dzisiaj na ulicy, po prostu wziął go na smycz. Z daleka nawet wydawało się to uzasadnione, bo smycz była cały czas maksymalnie napięta, a mały  pod kątem 45 stopni i ciągnął z całej siły.
Pomyślałam sobie, że można w ten sposób przebyć wyznaczoną odległość , ale z wychowaniem to nie ma nic wspólnego.  Nie było między nimi żadnego kontaktu a i cel dla każdego z nich inny. Dziadek najwyrażniej postawił na przetrwanie :
kiedyś to się skończy !  A mały chciał ugrać jak najwięcej:  jeszcze zaglądnąć do śmieci, jeszcze wychylić się na ulicę...
Ten jeszcze i tak nie był najgorszy. już widziałam  takich, co oprócz tej smyczy,  w pakiecie jeszcze powinni mieć  kolczatkę.

18:35, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 lipca 2011
niedżwiedzia przysługa

Wahałam się chwilę, czy  używać imienia psa o którym opowiem, bo może jakaś ochrona danych osobowych ?
W każdym razie to nowofunland który mieszka na naszym osiedlu.
Powszechnie wiadomo, że to piękne psy. Ten też był piękny.  Nieprzypadkowo mówię w czasie przeszłym.
Nie wiem kto właścicielom tak poradził, ale pies został ostrzyżony.
Najpierw tylko dotarły do mnie wieści o tym. Widziała go już Dorotka oraz Ula i naprawdę robił wrażenie. To była sensacja , bo nikt jeszcze nigdy nie widział wystrzyżonego nowofunlanda.  A ja ciągle - jakoś nie mogłam go spotkać.
Bardzo byłam ciekawa, gdyż dziewczyny twierdziły , że wrażenia są nieprzeciętne.
No i dzisiaj...  Przyznaję, że efekt jest piorunujący.
Pies jest zrobiony fachowo . "na lwa".  Została ogromna głowa, natomiast reszta wygolona jest do zera.   Do tego pompony zrobione na ogonie i łapach jak u gigantycznego pudla.
Zastanawia mnie, co kierowało tymi właścicielami. I obstawiam opcję, że nie wytrzymali nerwowo gdy na ulicy , co 3 min. ktoś mówił im : ale temu psu musi być gorąco !
Mnie też tak mówią. Tyle , że ja nie przerabiam Altury na lwa z tego powodu.
I obawiam się , że wodołaz który całe życie miał naturalną ochronę skóry w postaci swojej sierści, nagle jej pozbawiony, nie wyjdzie na tym dobrze.

16:47, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 lipca 2011
odc.6 - ostatni

 Rozpuścił mi się ten pies na wsi. Wcale nie był taki niesamowicie grzeczny i posłuszny.
Na przykład : poszłyśmy kiedyś jak co wieczór na długi spacer dookoła jeziora. Było po deszczach, błoto, kałuże. Suka daleko przodem. Gdy kończyłyśmy stałą trasę, pierwsza była pod furtką. Jeszcze zawołałam do niej "do domu", więc zatrzymała się przed wejściem.
Jednak czekając na mnie,  już zaczęła kombinować.  I widziałam te procesy myślowe napisane na czole : "ja tylko skoczę zobaczyć czy owieczki wyszły". I już jej nie było.
Chcąc nie chcąc poszłam za nią, zawołałam.  Ale gdy już do mnie wracała, znowu to samo.  Chwila wahania, spojrzenie w jedną i drugą stronę i na czole napis:  "jeszcze tylko sprawdzę - może kot sąsiadów jest przed domem "....

22:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
odc.5

   Z cyklu spotkań z Neronem.
To ten wsiowy wróg nr. 1, mały i brzydki który zawsze rzuca się na nas z zębami.
Ten cholerny kundel naprawdę napsuł krwi i mnie i Alturze.
Po tych moich pogróżkach i straszeniu policją, wydawało mi się że jest po sprawie, bo dwa razy brama była zamknięta. Ale nie. To pewnie był przypadek, bo znowu...
Czekał przy wejściu na swoje podwórko, wyskoczył na nas z ujadaniem, wyszczerzył zęby, doskakiwał i starał się ugryżć albo mnie albo Alturę.
Za Neronem wybiegł malutki szczeniak który wyjątkowo tym razem w ogóle mnie nie rozczulił.
Za nimi widać było babę, więc do tego co wołałam do niej wcześniej,  dodałam jeszcze :   i następny taki głupi rośnie !
 I po raz setny zapytałam :  dlaczego nie uwiążecie tego psa !
I wtedy usłyszałam :
TO się nie wiąże, bo jest rasowy. Chodż Nero, chodż.
    No to mnie zatkało.  Tego nie przewidziałam.
A muszę się zgodzić że nawet nie jedna rasa w tym Neronie siedzi.
                                             cdn.

22:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
odc.4

 Odkąd przyjechałam - piorę i piorę, jak jakiś szop - pracz.
A przecież wydawało się że biorę tylko 2 bluzki.
Ta nasza wieś oprócz niewątpliwych cech nowoczesności, ma też pewne cechy tradycyjne.  Można tu spotkać  malutkie kurczaczki i kwoki,  usłyszeć  gdakanie kury , takie jak pamiętam z dzieciństwa. I jeszcze : tutaj dzieci jeszcze mówią  "dzień dobry"  wszystkim, których mijają.
No i są tu owieczki.
Nasza ulubiona, z czarnym pyszczkiem, jest akurat po fryzjerze.
Gustownie podcięta /nie za krótko / wygląda trochę jak...hmm ... taki równo obcięty, bez wydziwiania, średni pudel ?  Jest słodka.
Reszta towarzystwa u fryzjera nie była.  I nie wiem czy ma to związek, czy nie, ale "naszej" teraz ograniczono wolność.  Ma łańcuch i przypięta jest na pagórku.  Zawsze się ożywia  gdy przechodzimy, patrzy tęsknym wzrokiem i woła do nas  "beeee..."
A reszta korzysta z wolności /to niesprawiedliwe /.
Zamiast zająć się trawą , stoją na ścieżce żeby być w centrum wydarzeń. Dają się głaskać dzieciom, uciekają przed różnymi psami i są lokalną atrakcją.
Tutaj również sroki chodzą głównymi drogami /co to za zwyczaje /.  Dotąd Altek widywał sroki z daleka,  a nie mijał,  maszerujące po drodze.  Dlatego odkrywa je na nowo.
                                               cdn.

22:41, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
odc.3

  Do tej pory zabieraliśmy Alturkę wszędzie. Jednak ciągle myślałam o tym, że w którymś momencie będzie musiała zostać sama.
W naszym Domu Podstawowym nie ma z tym żadnych problemów jednak tu - w końcu to nowe miejsce.
Byłam dobrą, przewidującą panią. Zrobiłam wcześniej kilka prób.
Całe szczęście , bo wkrótce po tym, tak się złożyło że musiałam wyjść bez niej , na około 3 godz.
Pamiętałam też, co mówiła nam kiedyś Agnieszka o takich sytuacjach.  Psu będzie łatwiej, jeśli nie podkreślamy tej rozłąki jakoś szczególnie, nie witamy i nie żegnamy się wylewnie. Pies ma wiedzieć że nic się nie dzieje, to normalna sytuacja.
Tak robiłam.
Gdy wróciłam,  Alturka nie rzuciła mi się na szyję, to nie w jej stylu. Ale stała w drzwiach, trąciła mnie pyskiem kilka razy, otarła się i poszła wypić całą michę wody.  /a więc jednak nerwy !/
A potem zasnęła rozciągnięta na środku podłogi, wreszcie całkiem spokojnie.
I jeszcze :
nigdy dotąd nie dała się zwabić do łazienki  / bo a nuż ktoś wymyślił że trzeba wykąpać psa /.  A właśnie dziś, może to przypadek, tam właśnie leżała cały czas , kiedy myłam głowę.
                                             cdn.

22:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
odc.2

  Myślałam że nic nie jest w stanie zepsuć mi przyjemności z wakacji, a jednak...Zrobił to mój własny ząb.   Właściwie to sama sobie to lekkomyślnie załatwiłam, bo uszkodziłam szkliwo i teraz reagował dosłownie na wszystko.
Myślałam , że oszaleję. Wymordował mnie do tego stopnia, że zaczęłam szukać w okolicy dentysty. Znalazłam i poszłam.
Na NFZ nie powiem złego słowa /przynajmniej przez jakiś czas /.
Wiejskie przychodnie teraz wyglądają inaczej : czyściutko, nowocześnie. W poczekalni rodzinna atmosfera bo wszyscy się znają. Żartują, jest wręcz wesoło , nawet pod drzwiami do dentysty /!/.
Jednak szybko wypatrzyła mnie rejestratorka : "pani pierwszy raz ?
Mamy tutaj takie formularze, musimy wypełnić.  To na wypadek śmierci, to kogo zawiadomić ?....."


22:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Na wakacjach odc.1

  Dzisiaj wróciliśmy do Krakowa.  Właściwie to tylko my dwie z Alturką, bo połowę pobytu spędził z nami Leszek, a potem już byłyśmy same.
Tam życie było takie proste.
Od rana proste obowiązki : najpierw pozamiatać piasek który przez noc wysypał się z Altury. Potem szereg innych równie nieskomplikowanych czynności , wszystko przy pootwieranych oknach i drzwiach , żeby w międzyczasie raz po raz patrzeć sobie na jezioro i pola. I wierzby które rosną na drugim brzegu / uwielbiam wierzby /.
 A Alturka codziennie nieoficjalnie kąpała się w Dunajcu. Z każdego spaceru urywała się - nic nie mówiąc -  na 10 min. i wracała wykąpana. A że nasza trasa była równoległa do Dunajca, więc szybko się wszystko wydało.  Potem piaski na żwirowiskach , jeszcze obowiązkowy trening na łące z dwoma zającami.
Nic dziwnego, że codziennie z jej łóżka wytrzepywałam łopatkę piasku.
Znowu chodziłyśmy codziennie po prawie 8 km. Nawet obie schudłyśmy trochę z tego powodu.  Mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie te lody dzień w dzień, kto to widział.

                                                cdn.


15:59, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 lipca 2011

18:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Już nie pada

    Wreszcie przyzwoita pogoda i można było ruszyć się na dłuższy spacer. Wybrałyśmy się z moją nową zaprzyjażnioną sąsiadką, szlakiem jakim zwykle chodzi Altura.  Było bardzo ciepło.   Nie przewidziałam, że w wysokich trawach będzie jeszcze cieplej,  a już na pewno psu.  który z wysokiego wału co chwila zbiega w dół,  poczym wraca pod górę.   My, szłyśmy sobie spokojnie chociaż też nam przygrzewało, ale na poziomie psa, musiało być znacznie gorzej.
W każdym razie gdy wreszcie doszłyśmy do asfaltowej dróżki w cieniu, Alturka zastrajkowała.   Znalazła sobie pełną błota kałużę i rozłożyła się w samym jej środku.    Jak jakiś nosorożec ! Coś okropnego ! 
Zagadałam do niej, ale jej wzrok mówił wyrażnie : "zostawcie mnie w spokoju, dzisiaj  ani kroku więcej. "  Co było robić. Postałyśmy nad nią, nawet Ula zrobiła jej zdjęcie, bo stwierdziła że śmiesznie  to wygląda. Dopiero po chwili powoli poszłyśmy w cieniu, żeby odpoczęła.
Jednak bliżej domu wróciły siły, gdy tylko zaistniało podejrzenie, że w  dalekich krzakach schowany jest kot.

13:22, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 lipca 2011

Ten wakacyjny okres mam zawsze taki chaotyczny. Nigdy w życiu nie jeżdziliśmy na jakieś zorganizowane wczasy, o których z góry wiadomo kiedy i jak się odbędą. Żawsze coś nagłego, z dnia na dzień lub zebrać się w ciągu 15 min. Umiem się do tego dostosować, chociaż nie bardzo lubię. Wolę porządek w planach i decyzjach. Teraz też - nawet nie opłacało się chować torby po powrocie, a tylko przeprać rzeczy i wrzucić z powrotem. Nawet wiaderko z psim żarciem zostawiłam na wsi , żeby już nie wozić.
Znowu planujemy tylko kilka dni i tym razem raczej to się nie zmieni , bo zgodziłam się na babciowanie 18 go,  więc w niedzielę wrócę. Z psem oczywiście,   ale  tym razem musimy przetestować przejazd busem. Różnie to bywa z panami -kierowcami jeśli chodzi o psy, ale liczę na nasz wdzięk osobisty. W razie czego pojedziemy autostopem, jakoś zawsze nas biorą.
Nawet w tym celu , zadbałam wczoraj o wizerunek buwiśki  i desperacko sama ją  podcięłam. Ma teraz o calutkie wiadro kudłów mniej i ukazał się znowu zgrabny tyłeczek i fajne długie nogi. To już nie ten sam Misiek, bardzo ją taką lubię.  Owieczka umrze z zachwytu gdy przyjedziemy.

12:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2011

15:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
znowu

 Chyba nas tu potopi w tym Krakowie.  Leje tak strasznie, że nawet sukę nie sposób wyciągnąć na spacer. Śniadania wprawdzie nie odpuszcza, ale potem wraca spać i dopiero ok. 11 tej wypychamy ją / dosłownie za tyłek / na moment , na trawę.
A to przecież lato, urlopy i ledwo uporządkowaliśmy zdjęcia z wyjazdu, już planują wyjazd następni.  Tomek wybiera się w to samo miejsce w sierpniu, a teraz - jeszcze w lipcu , trochę wolnego ma Leszek. Bardzo go tam ciągnie.
Gdy siedziałyśmy tam ostatnio z Dorotką i maluchem, też odwiedził nas 2 razy, siejąc sporo zamieszania i burząc spokój.  Cóż zrobić, skoro nie jest osobą która wieczór przesiedzi cichutko w kąciku, ponieważ dziecko śpi. To były jednak zwykle krotkie zawirowania i szybko wszystko wracało do normy.
A tym razem, mamy zamiar pojechać tam w przyszłym tygodniu,   tylko my i pies. A że jest tam sporo rzeczy remontowych do zrobienia, każdy będzie mieć coś do roboty. Ja wezmę się za malowanie ogrodzenia i barierek. Przy małych dzieciach lepiej tego nie robić,   bo nigdy do końca nie wiadomo na ile te farby bezpieczne.
Plany są ambitne ale mam watpliwości na ile nam to wyjdzie. Jedzie Altek, więc łażenie po polach i łąkach jest najważniejsze.
A owieczka jak się ucieszy !   /jednak wrócił ! /

12:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 lipca 2011

22:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
WYJAZD odc. ost. 3

 Absolutnie niepojętą dla mnie sprawą , do tej pory, sa relacje, jakie zaistniały między Alturą a tamtejszymi baranami.
Spotkania z nimi odbyły się w trzech wariantach :
Altura na długiej smyczy i barany.
Altura luzem i barany,
Altura krótko przy nodze i narzucające sie nam barany.
Suka była nimi absolutnie zafascynowana. Obwąchała, oglądnęła, stanęła z owieczką pysk w pysk. Jednak było dziwnie - nie dość że to coś dziwnie się zachowywało , stało nieruchomo,  to jeszcze głupio pachniało , mlekiem ? 
Ja podejrzewam, że widziana z daleka przez owieczkę Altura, mogła wyglądać jak duży , przystojny, atrakcyjny, czarny baran. Taki Banderas.
Dlatego owieczka postanowiła jak najszybciej zawrzeć z nim znajomość.
Zdecydowanie wybrała się w naszym kierunku. Podeszła do Altury, stanęła przed nią i spuściła głowę.
I wtedy sunia się rozszalała. Doskakiwała, szczekała prosto w pysk, w końcu zaczęła ją trącać łapą, chwytać zębami za kark i szarpać.  Tu już oczywiście wkroczyłam, chociaż nie mogłam się nadziwić, że owieczka znosiła to wszystko pokornie jak skazaniec. Jest luzem a nawet nie próbuje odejść, uciec.
Zabrałam psicę, odciągnęłam, już odchodziłyśmy gdy okazało się, że wszystkie owieczki maszerują za Alturą.
Chyba bardziej domyślam się co sobie  myślała owieczka, niż co myślała Altura.
To chwytanie za kark i szarpanie nie było z pewnością zachowaniem pasterskim. To nie było w żadnym wypadku zaganianie stada.
A może chodziło o CS-y ?
Owieczka podeszła w prostej linii. Nie dała żdnego sygnału znanego psu, który informowałby o jej zamiarach. Nie zaistniało żadne porozumienie pomiędzy nimi.  Może ta napastliwość Altury wynikała z tego całkowitego braku komunikacji ?
W kazdym razie gdy następnego dnia znowu przechodziłyśmy tamtędy z Alturą, owieczka pasąca się na szczycie pagórka, puściła się pędem w naszą stronę...

22:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

20:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
WYJAZD odc.2

  Tam gdzie wyjechałyśmy ostatnio, była tradycyjna wieś. Zaczynała się jakieś 300 m. dalej i początkowo tamtędy chodziłyśmy na zakupy.
Za każdym razem była to droga przez mękę.  W absolutnie każdym domu wzdłuż drogi mieszkały 1-4 małych zajadłych kundelków. Odkąd przyjechaliśmy, sens życia tych piesków zaczął sprowadzać się do faktu, że raz dziennie przechodzi tamtędy Altura.  Emocje sięgały zenitu.  Buwiśka była pod obstrzałem - atakowana ze wszystkich stron.  Trudno żeby była spokojna. Jeszcze pół biedy , gdy te ataki przejmowało na siebie ogrodzenie, ale np.  w jednym z domów w ogóle nie było zwyczaju zamykania furtki. Brama zawsze była szeroko otwarta i wyskakiwały stamtąd 3 takie wścieklizny i obskakiwały nas przez dobre 50 m.
Kręciła się tam po podwórzu jakaś kobieta, ale nic ją to nie obchodziło.
Altura się odszczekiwała, szarpała, małe ją nawet gryzły i nie dawały się odpędzić. A ja dostawałam białej gorączki.
Za pierwszym razem nakrzyczałam do baby - dlaczego nie zamknie bramy albo nie uwiąże psów !
Za drugim razem, zagroziłam policją,  a za trzecim , że wytruję w końcu te wszystkie kundle, z Neronem na czele, bo tak raz łaskawie zawołała herszta tej bandy.
Ostatecznie jednak, znalazłam sobie inną , spokojniejszą trasę, chociaż 2x dłuższą.

cdn.

20:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

02:32, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
WYJAZD odc.1

 Na te wakacje jechałyśmy w składzie : Dorotka i ja + jedno małe dziecko + jeden duży pies. Jednak żeby się spakować i zabrać najpotrzebniejsze rzeczy, potrzebna była przyczepa.
A potem na miejscu przez pół dnia - rozpakowywanie, noszenie, montowanie....
Może dlatego , po tygodniu jakoś nikt nie kwapił się, żeby nas przywieżć z powrotem.  
Więc zostaliśmy jeszcze.
Było nam bardzo dobrze.  Wprawdzie z Dorotką od lat nie mieszkamy już razem, ale wystarczyły dobre chęci i  bieżące dogadywanie się, co do wspólnej kuchni, łazienki, "ciszy nocnej", podziału zajęć i słuchanej muzyki. A zwykle to właśnie daje okazję do nieporozumień.
Chyba kluczem  do dobrej atmosfery w tym wypadku bylo jednak  jest to, że obie umiemy cieszyć się z małych rzeczy. A było ich mnóstwo i wszystko wkoło nieustannie nas zachwycało.
Podobnie było z Alturką - byly powody do zadowolenia.  Miała tam ogromne przestrzenie. Swoją łąkę z dwoma treningowymi zającami. No a najczęstszy widok w ciągu tych 2 tygodni, to para czarnych uszu podskakująca w owsie. Albo w pszenicy. Bezcenne.   / a że wreszcie dorwie nas jakiś rolnik, to pewne. /
I jeszcze o kilometr - Dunajec. Po drodze rozlewiska , więc Altura wykąpała się we wszystkich.
W ogóle było bardzo aktywnie. Fizycznie zwłaszcza, bo mnóstwo łażenia /a naprawdę było gdzie /. Również  obowiązki, chociaż dzieciaczek był rewelacyjny: jadł, bawił się, rozsyłał uśmiechy na prawo i lewo i rósł. Miałyśmy dziecko które nie płacze i psa który nie szczeka. Można marzyć o takim sąsiedztwie.
I dopiero po 2 tygodniach przyjechał po nas Tomek i znowu wszystko zaczęło się od początku : pakowanie, noszenie, składanie, rozmontowywanie....
cdn.

02:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »