www.alteri.pl
RSS
niedziela, 10 lipca 2016

18:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

18:43, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

16:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Małe wakacje

Jak co roku  -  wakacje.  Na 6 dni został  nam przydzielony pod opiekę 5 latek, więc wyjechaliśmy z nim  i z Abrą do Jurkowa. Przemek jest dzieckiem wyjątkowo rozsądnym i zrównoważonym,  jednak ja, zawsze znajdę coś,  żeby się zamartwiać. Tym razem nie byłam pewna Abry. To pies  jeszcze nie do końca  wyciszony po swoich przejściach. Za krótko jest z nami, żeby przewidzieć jej wszystkie reakcje, a jeszcze w relacjach z dzieckiem!.......
A jednak ułożyło się dobrze. Oczywiście pilnowani byli cały czas, oboje. Raz czy dwa zdarzyło się że sunia warknęła, ale to dobrze, bo dziecko nauczyło się  co to oznacza i jak reagować, oraz że nie wszystko można. 
Poza tym pies był główną atrakcją pobytu. Był tematem rozmów bo Przemek jest bardzo dociekliwy.  Stałym elementem spacerów były odcinki kiedy to on prowadził na smyczy sunię i był tym faktem bardzo przejęty. No a gdy wpadliśmy na pomysł żeby bawić się w chowanego w wysokich trawach, to już  trzeba było powtarzać to w kółko , do upadłego.
Na szczęście Abra też była zachwycona tą zabawą, To ona miała czekać aż mały się schowa, z zasłoniętymi przeze mnie oczami, a potem na hasło „szukaj Przemka“  pędzić w kierunku gdzie pobiegł i go odnależć.  W lot pojęła  jak to ma wyglądać i wcale jej się  nie nudziło.
W ogóle była cudowna :)) Tam, mogłam z nią już chodzić bez smyczy. Długo na to czekałam.  Trzymała się o parę kroków, wracała radośnie  na każde wezwanie.. Oczywiście nie było żadnych pokus - ani psów ani kotów...Wtedy byłoby zupełnie inaczej.
Ogólnie było wesoło. Przemek postanowił umyć wszystkie kamienie z olbrzymiej plaży nad Dunajcem.  Poza tym rano  witał nas dość nietypowo, np mówiąc  „dzień dobry temu domowi...“  po czym wyliczał co zje na śniadanie. Współczesne dzieci żywi się inaczej - cukier nie, biała mąka nie, do każdego posiłku coś czerwonego i coś zielonego. Też się do tego dostosowałam, bo przekonał mnie efekt: mały jest silny i zdrowy. No, nie do końca, bo inhalacje też trzeba mu robić 2x dziennie.
Pewną trudność stanowiło spakowanie nas wszystkich do samochodu. Abra zwykle zajmuje w Pandzie całe tylne siedzenie. Teraz na połowie znajdował się fotelik dziecięcy, w dodatku ja nie chciałam żeby siedzieli tak blisko siebie.
Ostatecznie przeważnie  wysyłało się dziadka Leszka na zakupy, ze szczegółową kartką i mogło to działać  całkiem  dobrze, gdyby tylko ją czytał... Tymczasem zdarzały się improwizacje. Gdy np. dziecko zatarło sobie oko i na pieczenie przydałby się świetlik, w aptece poprosił o błyszczyk... W efekcie obśmiali się oboje z farmaceutką i wrócił z niczym. Nie szkodzi. Samo przeszło , a najważniejsze, że w tym roku po  raz 1szy oni obaj zostali  dobrymi kumplami..
Podsumowując, udało się wszystko, obeszło się bez złych przygód jakich zawsze się obawiam,  wróciliśmy zadowoleni, chociaż niekoniecznie wypoczęci :-) ))).


 



15:58, cymestymek
Link Komentarze (2) »