www.alteri.pl
RSS
piątek, 29 sierpnia 2008
Za "dobry pies"
Okazuje się, że za porządny pies to też niedobrze, bo nie upomina się o nic.
U nas wczoraj było małe zamieszanie - Dorotka wróciła z wakacji, rozsiedliśmy się u mnie w pokoju, żeby wysłuchać sprawozdania. Potem okazało się ,że Tomek też ma kilka sensacyjnych ogłoszeń dla rodziny /kumple wiedzieli wcześniej/. Kątem oka widziałam że Altek tez jest na swoim stanowisku, na nowym materacu /bez kocyka/ pod stołem.
Jak już się nagadaliśmy, to wszyscy gdzieś wychodzili, ja jeszcze z lodówki wydawałam coś "na wynos", wszyscy gdzies sie kręcili.
Gdy już zapanował spokój, rozglądnęłam się za sunią. Nie ma. NIE MA NIGDZIE.
Jest kilka miejsc, gdzie zawsze ją można znależć. Obleciałam, nie tym razem.
Ja - oczywiście nerwy, gdzie jest ?! poszłam na dół, czy czasem nie wymknęła się do ogródka, sprawdziłam u teściowej bo czasem tam składa krótkie /!/ wizyty.
Musiała być gdzieś na naszym terenie , bo nie ma innej możliwości, ale gdzie ??
W końcu wróciłam na górę, już nie miałam pomysłów, a Leszek zagladnął do pokoju Tomka, który zawsze jest zamknięty /przed nami/.
JEST !!! Przesiedziała cichutko jak trusia całe to zamiesznie, i poszukiwania, bo przez lata była uczona, że jak będzie szczekać, piszczeć , to nic nie uzyska.
To moja wina, bo mogłam ją wołać i wtedy MOGŁABY się odezwać. Głupio mi , że nie pomyślałam.
Ale jaki to zdyscyplinowany pies...
Wynagrodzę jej to.
16:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Zdjęcie
Wiem że zdjęcie jest tragiczne technicznie /z komórki/ ale kto zna Alturkę ten rozpozna po jezyczku.
13:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 sierpnia 2008
Nawet w autobusie...
A tak dobrze się zaczęło. Nie spotkałyśmy po drodze do autobusu nic małego /ani psa ani kota/. Wsiadłyśmy do autobusu, dość ciasno, ale to nie problem i nagle na kolejnym przystanku wsiada KOT. A dokładnie, na przystanku przy azylu, wsiadła pani z kotem w koszyku, pewnie świeżo adoptowanym. Oczywiście to bardzo pozytywne zjawisko i jeżdżąc na tej trasie niestety częściej widzę odwożone do schroniska zwierzaki, niż z tamtąd zabierane.
Ale czy musieliśmy akurat spotkać się w tym autobusie ?
W Alturkę wstąpił diabeł. Kota z koszyczka nie było widać, ale za to słychać i czuć.
Wydzierał się na całe gardło.
Alturka szczekała , piszczała, skomlała, wyrywała się, zaczepiała wszystkich po kolei żeby udostępnić jej tego kota. Pewnie pogoniła by go przez cały autobus.
Gdy wysiedliśmy żeby się przesiąść na tramwaj, dalej była na baczność. Nie mogła go zapomnieć przez godzinę.
21:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Nowe łóżko.
Postanowiłam wymienić Alturce posłanie. Dotąd u mnie nie korzystała z klatki, bo po prostu się w niej nie mieści, od początku spała w moim pokoju pod stołem na czymś co było poskładane zjednej wysokiej ale krótkiej gąbki + mój koc który wyrównywał poziom + jej koc, przykrywajacy wszystko razem. Trochę jej się to rozjeżdżało, trochę było nierówne, nie był to w kazdym razie szczyt luksusu.
Teraz sprowadziłam jej z Kasinki duży materac na którym tam spały razem z Axą i trochę go złożyłam. Na wierzch dałam ten jej osobisty kocyk.
Spodobało się, od razu się rozłożyła, ale po chwili patrzę - kocjest odstawiony na bok, leży na samym materacu. Poprawiłam po swojemu i znowu za jakiś czas widzę: materac tak, kocyk won.
Nie wiem co jej nagle w nim nie pasuje ale niech jej będzie. To w końcu jej łóżko.
09:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 sierpnia 2008
Coraz lepiej
Dzisiaj Misiek jest znowu kochany. Godzina 16-ta, pora na bardziej męczący spacer. Może być boisko. Najpierw na smyczy ldziemy spokojnie, a tu na horyzoncie ten malutki sznaucerek, którego goniliśmy ostatnio. Szybko zagadałam sunię, kazałam jej "siad" a sąsiad z daleka woła - ale pięknie siedzi! Pomyślałam że to koniec i że znowu gonimy sznaucera, ale nie . Wysiedziała tyle ile kazałam, czyli aż tamci znikną za zakrętem i poszłyśmy dalej.
Spuściłam ją na boisku, i naprawdę stwierdzam, że te jej kółka są coraz mniejsze.
Dzisiaj to był spacer prawie jak z goldenem. Co chwilę wracała, poćwiczyłyśmy na placyku, luzacki powrót bez smyczy.
Naprawdę zmierzamy w dobrym kierunku.
18:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Fredka
Zbliża się moment ,że mam na 3 tyg wziąć tę jamniczkę na przechowanie .obiecałam to jeszcze wtedy gdy były inne plany ,wtedy we wrześniu miałam już nie mieć psa, a potem wziąć Axę. Wszystko wyszło inaczej.Jamniczka to Fredka która była już z nami w Kasince i tam broniła jak lew wstępu do naszego domu Teraz też myślałam że ucieknę do Kasinki, ale nie wytrzymam tam sama 3 tyg. Jest juz jesień, będzie zimno .Te dwie będą walczyś ...Chyba że zdarzy się cud, i się zaprzyjażnią.. Ale Altura nie lubi nic małego . Tu nawet się zgadzamy bo ja też lubię duże domy ,duże samochody,, duże psy no i dużych facetów. Co nie oznacza ,że wszystko to mam...
W każdym razie czarno to widzę. Nie wchodzi w grę żeby gdzieś przechować Alturę bo nie mogę jej oddać nawet na2 dni. To właśnie jest najwazniejsze, po to ją wzięłam.
Nie wiem co robić ,one się nie dogadają. Ta znajoma juz dzwoniła żeby potwierdzić, i też jest przerażona moim owczarkiem . Powiedziałam , że dam radę, ale teraz mam śmierć w oczach.
14:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Małe zakupy
Ponieważ sunia ochłonęła już chyba po tych ostatnich zawirowaniach, więc zdecydowałam się zostawić ją samą na godzinę i pojechać na Salwator na zakupy. Została "w biurze" czyli w moim pokoju, bo lepiej to znosi ,niż gdy ma całe mieszkanie do dyspozycji.
Była po spacerku i po śniadanku, więc została bez protestów, poszła sobie spać /oczywiście jak w takich sytuacjach na moim łóżku/
Było w porządku. Wróciłam po godzinie, przywitała mnie zaspana, przeciągała się na wszystkie strony, kilka szturchięć nosem /dobrze że wróciłaś/ i kładzie się na swoim posłaniu - bo przecież psy nie śpią w łóżku pani, wiadomo.
Jeszcze zanim zasnęła, poprosiłam ją żeby mi przyniosła pilota. Nie ma sprawy. Wprawdzie spadł jej 2 razy, ale działa. Jest OK.
13:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 sierpnia 2008
Wolontariuszki, Alturka i Axa
Dzisiaj znowu zrobiłyśmy sobie zebranie wolontariuszek,żeby ustalić co mamy do roboty w Krakowie , podczas gdy Agnieszka będzie co najmniej rok w Poznaniu i w dodatku nie ma Brzeżnicy. Dzisiaj było nas 6, więc już można coś organizować. W Krakowie mamy teraz tylko 2 psy, Alturka i Axa. Mamy plan, Ania się przyłożyła, poza tym wraca Agatka. To dobrze, bo przynajmniej mamy fachowca od psów. Mnie wyjaśniła , że ta wczorajsza głupawka Altusi na spacerze, to było tylko wymuszanie uwagi i nawet "waruj" nie było dobre, bo to juz jest zwrócenie uwagi. Podobno trzeba było nie zwracać uwagi i najwyzej "zrobić szafę"
Nie jest tak łatwo nie zwracać uwagi mając owczarka flandryjskiego na głowie, dosłownie.
Ale na drugi raz spróbuję.
Wyjście na to zebranie zaczęło się od jazdy za sznaucerem-miniaturką który rzeczywiście był podobny do kota. Pomimo ,że poszłam dłuższą drogą, żeby właśnie unikńąć takich sytuacji.
No cóż, juz wiem , że bywa gorzej i lepiej.
Na zebraniu Zosia która była z Axą też zgłosiła , że nie śpi już kilka dni , bo Axa pakuje się do łóżka i pomimo że jest duże, wypycha ją na zewnątrz. W dodatku robiła kupę na pasach i natychmiast ktoś z przechodniów się przyczepił.
No, chciałyśmy mieć psy, to mamy. Alturce też się odwidziało, żadne chodzenie przy nodze, / dzisiaj nie/ No cóż.
A na zebraniu znowu mnie pilnowała, zwłaszcza gdy na moment odchodziłam. Posłuszna. Ale gdy Agatka / nasza pani-lużna smycz/ patrzyła , ciągnęła jak diabli. Zawsze tak jest.
Ale już mnie to nie martwi. Trudno. Teraz jest kochana, przymila się, całuję ją w ten kudłaty pysk. U niej to zaszczyt, nie zawsze tak było.
MYślę, że nadal jest spokojna i zadowolona. O to mi chodziło.
21:15, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Alturka - jak nowa
Nadal twierdzę , że ten pies podsłuchuje i wie wszystko co mówi się na jego temat. /oczywiście żartuję/ ale faktem jest że od wczoraj ten pies jest nie do poznania.
Luzik totalny. A już to co wyprawiała na spacerze... Już coraz częściej spuszczam ją na boisku biegania ma wystarczajaco. Skoki w kwiatkach, kółka, coraz częstsze powroty do mnie.
Dzisiaj też tak było.
A potem na godzinkę poszłam do schroniska popracować z Zulą, a z Leszkiem się umówiłam , że za godzinę przyjdą po mnie z Altusią i pójdziemy na długi spacer.
Wywiązali się, poszliśmy na największe łąki. Altusiowi odbiło kompletnie . Najpierw szalone biegi, ale nałazilismy się więc przysiedliśmy na chwilę na trawie. I wtedy się zaczęło-
nie ma siedzenia, trzeba sie bawić z psem !!! Szczekała nam prosto do ucha, waliła mnie łapą , Leszka ciagnęła zębami za rękę, w końcu wyszła mi na plecy i na głowę. Dosłownie. Tego jeszcze nie było.
Mówię - wariatko jedna, daj nam 5 min odetchnąć, godzinę pracowałam z kundlami.
Nie , natychmiast. Ale jednak - jak waruj, to waruj, jeszcze najadła się Royala 2x więcej niż zwykle i poszlismy jeszcze poszaleć.
Jeszcze w domu Leszek zrobił jej "przegląd techniczny" co zawsze robiliśmy psom, czyli sprawdzanie "podwozia" , "zawieszenia" - podnoszenie przodu , tyłu, sprawdzanie brzucha, no - świateł nie sprawdzamy...
Zadzwoniła Agnieszka jak się nam układa, -opowiedziałam. Mówi ,że dotąd to nie był brak zaufania tylko troska /o mnie?/
Będzie dobrze. To super pies.
21:37, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Po zebraniu - refleksje
Chyba jakoś uspokoiliśmy się wszyscy, gdy już decyzja zapadła. Po powrocie do domu Alturka zdecydowanie robiła wrażenie uspokojonej - w końcu wróciła z tym z kim wyszła, a ona ciągle jeszcze nie dowierza... Szturcha mnie nosem, wysyła uśmiechy, chyba podsłuchiwała gdy rozmawiałyśmy o niej. Jeszcze długo rozmawiałyśmy z Agnieszką przez
telefon. Chciała żeby pies nie poszedł jeszcze " na kanapę", żebyśmy może zrobiły kilka pokazów z Alturą i Axą np. w szkołach. Pytała czy ja się na to piszę. Oczywiście . Byłam już na takim pokazie na uczelni i bardzo dobrze rozmawiało mi się ze studentami, tym bardziej dogadam się z dziećmi.
Idea jest taka ,żeby dzieciaki poznawały i lubiły psy,nie robiły krzywdy, wiedziały jak się z nimi obchodzić. To słuszne. Może kiedyś potem obronią któregoś przed wywiezieniem do lasu...
No i jeszcze Agnieszka powiedziała że straszny ze mnie nerwus, że chwilami za nerwowo reaguję na różne sytuacje z psem. Może to prawda, ale to chyba wynik tego że była ona, Agata, więc czułam się trochę jak na egzaminie - czy radzę sobie z tym psem. Myślę ,że kiedy jesteśmy same, nie ma tego problemu.
No i bardzo żal mi , że nie będzie już tego ośrodka w Brzeżnicy. Bardzo lubiałam to miejsce.
A teraz - psy porozdawane po całej Polsce, gdzieś tam pracują zgodnie ze swoimi predyspozycjami, pewnie już nie zobaczę Tymka, Bajki... Kursy też będą pod Warszawą, pewnie nigdy tam nie pojadę. Może po roku coś się zmieni, takie są plany.
12:23, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 sierpnia 2008
Zebranie

Mam ogłoszenie dla całego fan-klubu Altury. ZOSTAJE U NAS!
A było tak : miałyśmy spotkać się z Jagodą bo fajnie było nam ostatnio i chciałyśmy to powtórzyć ale okazało się , że Ania też chce dołączyć, potem Zosia a potem Agnieszka. I zrobiło się z tego oficjalne zebranie. Było nam to potrzebne bo w Alteri są zmiany i też chciałyśmy wiedzieć na czym stoimy. Ale Jagoda mi nie wybaczy... W każdym razie poszłyśmy tam z Alturką, wcześniej pozwoliłam jej wygonić się na boisku więc poszła z tymi wszystkimi nasionami traw na głowie, była piękna.
A rozmowa  z Agnieszką  dotycząca Altury była taka:
ja -   podobno masz jeszcze kogoś dla Altury na myśli ?   Bo ja już jej nie oddam tak łatwo.  Niech ten ktoś przyjedzie do mnie, sprawdzę go,  przepytam, może pójdziemy razem na spacer i  sprawdzę jaki dla niej jest,   zobaczymy.
Aga -   czy na pewno chcesz, żeby ten ktoś przyjechał ?
Najpierw nie zrozumiałam co ma na myśli,  ale  zaraz do mnie dotarło, że dostajemy szansę na bycie razem.       Więc po chwili mówię -   niech już nikt  nie przyjeżdża...
Aga  jeszcze dodała  -  chciałam ci oszczędzić, bo to wielki , silny pies, narzekałaś że nie wyrabiasz fizycznie.
To prawda, ale teraz myślę że dam radę, coraz lepiej się dogadujemy i nie chcę już żadnego rozstania.
I tak zapadła decyzja.   Zadecydowałam  -  zostaje u nas !    Aga przyznała że nie widzi dla niej lepszego miejsca. Jeszcze tylko  miałam mailem potwierdzić tę decyzję,  bo gdybym czasem rozmyśliła się w drodze powrotnej... i już to zrobiłam,  natychmiast po powrocie do domu.   Jestem coraz bardziej pewna tego wyboru.

18:13, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 sierpnia 2008
Bouvik daje w kość
Jeszcze 10 min. temu chciałam napisać, że odwołuję wszystko co dobrego mówiłam o Alturce. Poszłam do dalszego sklepu, bo nasz zamknięty, Zgodnie z moimi ostatnimi odkryciami, najpierw dałam jej pobiegać na wielkiej łące, a potem miała iść porządnie przy nodze. Ale nie. Najpierw jakieś 2 jamniki, grzeczne , ale i tak trzeba było je ujarzmić, potem jakiś samochód, jeszcze kundle. Sptkałyśmy uciekinierów z azylu - oczywiście jazda. Cały czas ciągnęła jak diabli. Miałam jej tak dość, że powiedziałam - kupię ci kolczatkę małpo, a jak nie pomoże , to jeszcze te elektrowstrząsy, są jakieś takie obroże.
No ale jak wracałyśmy to już puściłam ją na boisku i zrobiła 3 wielkie kółka zlekceważyła dzieci na huśtawce, było nienagannie. Oczywiście teraz Spi, żadnych wyrzutów sumienia.
20:41, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Replay
Znowu idealny spacer. Albo ja jestem genialną trenerką /chi,chi/ i robię z niej goldena, albo ona wyczuwa na czym mi najbardziej zależy i robi wszystko , żeby sprostać. W każdym razie już zapominam co to ciągnięcie na smyczy, na boisku cudowne bieganie i co chwila powroty takie "wiatr we włosach" i kudłaty uśmiech. Ja - zachwyt i nagroda. Potem kępa wysokich traw i wysokich żółtych kwiatów, tych sierpniowych i te jej skoki. Coś pięknego.
Chyba mam już program. Jeśli muszę z nią przejść przez osiedle z kotami, to najpierw trzeba ją wygonić na boisku i wtedy nie jest taka podkręcona.
Kolejne potwierdzenie, że ona jest dla nas. Jeśli mogą tak wyglądać spacery, to mogę ją mieć do końca życia.
13:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 sierpnia 2008
Julka
Odwiedziła nas rodzinka - babcia z wnuczką, 8 lat, przyszły do teściowej. Nikt mnie nie pytał o zdanie, ale Julka natychmiast wylądowała u nas. Trochę pogadaliSmy na poziomie tych 8 miu lat, ale główną furorę zrobiła Alturka . Niby psem na zawołanie nie można się popisać ale ja się popisałam. Zorganizowałam koszyk rzeczy do podawania, powiedziałam dziecku jak to robić, i hulało. Pies wychodził z siebie, ja podpowiadałam czasami , dziecko sie cieszyło i szło. Dziewczynka była bystra , robiła wszystko jak trzeba . Załapała system komenda-nagroda, a potem powiedziałam żeby nieregularnie nagradzać i też szło fajnie.
Oczywiście ona teraz chce takiego psa. Bo jeszcze było kółeczko, przybij piątkę i te buzery więc dziecko się zaśmiewało. Byłam z niej dumna.
Niby zabawa, a widzę , że jest naprawdę zmęczona.
19:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Spacer idealny.
Poszłyśmy na boisko, rozglądnęłam się czy nie ma nikogo bo Aga powiedziała , że przy Alturze luzem, mogę mieć policję na karku w każdej chwili. Nie było piłkarzy, ani matek z dziećmi, pusto, więc puściłam ją luzem. Nąjpierw jeszcze robimy " zostań " po odpięciu karabinka, ja odchodzę, i dopiero "biegaj" . I dzisiaj było prawie jak z goldenem - szalone biegi ale blisko, meldowała się co chwila, /więc witałam ciepło i nagradzałam/ , potem poćwiczyłyśmy na placyku / super/ i bez smyczy, spokojnie wróciłysmy do domu.
Szła obok, żadnych numerów, naprawdę kocham ją w takich sytuacjach. Właśnie tego oczekuje od psa. Wszystko by runęło gdybyśmy spotkały kota , ale specjalnie chodzę teraz inną trasą.
Takiego psa można mieć całe życie.
Leszek jest trochę zazdrosny, bo ona cały czas chodzi za mną , ale to jest trochę tak, jakby podsłuchiała ,że to ja rozmawiam o niej z Agnieszką, i od tego zależą jej losy.
Teraz odpoczywa, zadowolona , ale nie do końca spokojna, bo jedno oko pilnuje, gdzie ja się przemieszczam. Wtedy trzeba się przenosić. Ale odkryła , że najlepiej jest na skrzyżowaniu /przedpokój / bo wtedy ma się wgląd we wszystko.
14:44, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 sierpnia 2008
Program artystyczny
Dzisiaj ciekawie zaczęła się wyprawa do biura do N.Huty. Wsiadłyśmy z Alturką do tramwaju na jednym z poczatkowych przystanków, przy pętli. I nagle donośny głos z głośnika oznajmia - Jestem Grzegorz Turnau. Witam wszystkich państwa.
Myślałam , że teraz będzie śpiewał, ale nie. Mówi dalej - dzisiaj będę państwu towarzyszył
na tej trasie . Dalej nie było wiadomo o co chodzi. A za chwilę słyszymy - najbliższy przystanek, Filharmonia. Za chwilę Turnau mówi - nastepny przystanek, ulica Komorowskiego.
I tak całą drogę.
Co się dzieje ? Teraz tak artyści zarabiają na życie?
20:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Spotkanko
Wczoraj miałyśmy "babskie spotkanie" na mieście ,3+3 ,tzn. trzy psy i trzy miłośniczki psów. Była Ania /wolontariuszka/ , Jagoda /córcia Agnieszki/, no i ja. A psy to Axa, Altura i Ciszka czyli brzeżnickie kumpelki. Poszłyśmy sobie do knajpki nad Wisłą, zajęłyśmy kąt w rogu z wielkim stołem i ławami. Psy też się porozkładały. Nam świetnie się rozmawiało, pomimo że stanowimy trzy kategorie wiekowe. A psy bawiły się na własną rękę, to znaczy Altura obszczekiwała przechodzące kundelki, Cicha wyła gdy biły dzwony, najgrzeczniejsza była Axa.
Nawet w pewnym momencie facet z dalszego stolika wyraził życzenie, żebyśmy uciszyły te psy więc musiałyśmy je trochę wyhamować.
Bardzo szybko zleciały nam te prawie 3 godziny i trzeba było wracać.
Ale kiedyś to powtórzymy.
08:52, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 sierpnia 2008
Brzuszek
Dzisiaj było tak jakoś, jak wtedy, kiedy dzieci były małe. Ponieważ byliśmy nad Wisłą i Altusia chyba coś wrednego zeżarła. W każdym razie po powrocie cos ją tam kręciło po brzuchu, i zbierało na wymioty. Zaczęło się tak charakterystycznie, w końcu nie pierwszy raz mam psa, ale ona była taka skromna,chciała gdzieś z tym /problemem/ wyjść. Wzięłam ją na klatkę schodową bo tam łatwiej sprzątnąć niż z dywanu. Ale byłam z nią cały czas, masowałam brzuszek, uspakajałam. Ona nie bardzo wiedziała co sie z nią dzieje. Chciała schodzić na dół, ale wołałam ją z powrotem, bo wolałam żeby była ze mną. Ale w końcu poszłyśmy do ogródka, bo nie było pewne jakie jeszcze ma potrzeby, i wtedy ona zaczęła działać jako kosiarka - ciach, ciach , trawa, chyba zjadła pół kilo. Myślałam , że teraz już będzie wymiotować, ale nie . Po chwili jakis ptaszek, myślenie. w koncu kilka kółek. Rozeszło się po kościach. Już jestem na tym etapie, że sprzątam po niej bez problemu, a to działa tylko z moimi dziećmi i z moimi psami. Z obcymi nie. Aż taka nie jestem.
20:54, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Ogólnie
Okazuje się, że chyba sporo osób już zna "sprawę Altury", bo dostaję sms-y i maile z róznych miejsc w Polsce. Wszyscy piszą - NIE ODDAWAJ ALTURY !!!
Powiedziałam jej dzisiaj - Altusia, popiera cię Olsztyn, Warszawa,Tychy i Kraków.
Oczywiscie wszystko rozumie, pomachała swoim niby-ogonkiem z miną "jest dobrze"
Chcę dorwać Agnieszkę, zaprosić do nas i niech zobaczy jak się Alturce mieszka, jakie ma relacje z nami, gdzie chodzi na spacery. Może ją przekonamy.
Moim atutem jest to, że mam czas i w dodatku /niestety dla rodziny/ bardziej mi zależy na psie, niż na sprzątaniu i myciu okien w kółko. Teściowa ma inne zdanie, /albo inny system wartości/ ale nie szkodzi.
Mam tylko kolejny problem, bo obiecałam we wrześniu przechować jamniczkę przez 3 tygodnie.
To dobrzy znajomi i nie chcę ich zawieść, a czuję że nie pogodzą się w żaden sposób. A znam juz je obydwie, terytorialistki.
Spróbuję, ale może ktoś mi doradzi , jak rozegrać pierwsze spotkanie ? Którą zamknąć, pewnie są jakieś metody jak powinny się spotkać ?
Pewnie znowu wylądujemy w Kasince ale boję się , że problem się tam przeniesie.
A jeszcze - zrobiłam sobie śniadanie /jest 14 ta/ i zostawiłam w pokoju, bo poszłam też nastawić obiad. I po tym pobycie z Axą, nie mogę się nadziwić, że kanapki spokojnie na mnie oczekują, a Altuś śpi prawie obok nich.
13:58, cymestymek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
I jeszcze coś...
Teraz jest spokój . Altek śpi, ja człapię po domu w tych swoich klapkach, i Altek słucha jednym uchem , czy ten dżwięk nie wygaśnie. Oczywiście nie, więc dalej śpi spokojnie. Sielanka. Pójdziemy jeszcze na porządny spacer.
14:46, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Wróciłyśmy
Wczoraj wróciłyśmy z Kasinki. To ta wieś na którą uciekłam jak zwaliły mi się na głowę 2 psy. Nie mogłam być z nimi w Krakowie, więc wyjechałam do czasu aż Ania weżmie ode mnie Axę.
Wyszło tego 10 dni. W tym moim domu na wsi, są warunki jak u chłopa pańszczyżnianego, ale psy mają dobrze, bo jest wielki ogród w którym odbywa się całe życie, od 6.30 rano, bo tak ustaliła Axa.
Ten przymusowy urlop to nie była bajka. Altura natychmiast znalazła jakąś dziurę w ogrodzeniu i prysnęła do kur sąsiada. Załatałam, znalazła drugą. Był moment, że zapięłam ją na 3 połączone smycze, bo czułam się bezradna. I wtedy zobaczyłam jak Axa przegryza koleżance tę smycz, żeby wypuścić ją na wolność. Niesamowite.
Na szczęście przyjechał Leszek /to mąż/ i daliśmy sobie radę z tym ogrodzeniem.
Z Axą było zupełnie co innego. W pierwszej chwili wydawało mi się, że to najmilszy pies , jakiego w życiu widziałam. Sliczny, wysoki, szczupły labek, nie taki jak te wszystkie tłuczki które chodzą po Krakowie. Uśmiechnięty, przymilający się bez przerwy. Głaskanie i całowanie co 7 minut.
Ale nie ma ideałów. Natychmiast zniknęło ze stołu wszystko co tam było do jedzenia. Wystarczyło że wyszliśmy na 5 min. Potem rozwlokła kosz ze śmieciami. Szybko wytrenowała mnie, że muszę się cały czas pilnować. Ale gdy ja się pilnowałam, ona zaczęła chodzić do sąsiada z drugiej części domu i ściągać mu talerze ze stołu, wyciągać garnki ze zlewu i rozwalać śmieci. Koszmar.
Myślałam żeby wziąć się za radykalne wychowanie, ale w końcu miałam ją mieć tylko parę dni, a to dłuższy proces. W każdym razie dała mi w kość. /sąsiad nie wytrzymał, wyjechał/
No i w końcu się doczekałam. Ania zadzwoniła , że przyjeżdża po Axę, i przy okazji weżmie mnie do Krakowa. / a może odwrotnie ?/
Przyjechali wieczorkiem, ja byłam już spakowana / Axa zdążyła wyciągnąć i zjeść mi pół kostki masła/. Przysiedliśmy " przed podróżą" , Axa żywiołowo się witała , natomiast Altura wpadła w panikę. Jej się przypomniało ,że podobnie po nią przyjechał Przemek, też było najpierw pakowanie, potem siedzenie przy stole, obcy samochód...
Zaczęła histerycznie mnie łapać za ręce, za ubranie, szturchać, wciskać się gdzieś między nogi. To naprawdę było - " nie oddawaj mnie znowu !!!"
W samochodzie też była niespokojna.W końcu nie wiadomo kto z kim zostanie.
Ale gdy przyjechaliśmy do domu, już na schodach zaczęła szaleć. Nawet teściowa powiedzała -"Boże, jak ona się cieszy "
Teraz już wie. Jeszcze mnie pilnuje, ale już jest spokojna, zagrożenie w postaci Ani minęło, jest tu gdzie chciała, nie ma żadnych zmian.
Leszek powiedział, że możemy wziąc kredyt i ją spłacić ale już sobie nie wyobraża żeby ją gdzieś oddawać. Ja też nie.
Zawsze chciałam mieć goldena, ale ta kupa futra chyba jest nam pisana. Powiedziałam Agnieszce że musi znależć kogoś lepszego ode mnie i nieskromnie dodam, że nie będzie jej łatwo.
13:23, cymestymek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 sierpnia 2008
Stan obecny
15:39, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Powrót
Alturce nie ułożyło się na nowym miejscu. Wszystko sprzysięgło się przeciwko niej. Nowi Państwo aurat mieli poważne kłopoty, nikt nie miał dla niej czasu ani serca, tamtejsze psy chciały ją zeżreć. Całymi dniami szczekała i wyła, próbowała uciekać.
Aż wczoraj rozwaliła im ogrodzenie, rozszarpała siatkę /jakąś specjalnie spawaną czy hartowaną/ i uciekła. Udało im się ją złpać i wylądowała w klatce. Wieczorem Nowy Pan zadzwonił, że będzie musiała już zostać w tej klatce ,aż naprawią ogrodzenie. A jego nie ma całymi dniami bo żona jest chora i wszystko na jego głowie. Zapytał, kiedy mógłby ją odwieżć z powrotem do mnie. Powiedziałam "natychmiast".
Przjechała rano. Jak się witała ! ze mną , z Leszkiem ,z Axą. Widać było tą radość, spokój - postawiła na swoim.
Teraz ja piszę, a one obie leżą spokojniutko przy moich nogach. Po obu stronach, nos- w nos.
Za godzinę jedziemy wszyscy na wieś.
13:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 sierpnia 2008
Środa z Axą
Dzisiaj od rana awantura - Axa zeżarła Leszkowi całe śniadanie które miał zabrać do pracy.
Oprócz tego wszystkie śmieci z kosza były rozwleczone po domu.
Trochę to moja wina ,bo już wiedziałam ,że tak robi. Ale ciągle nosiłam się z myślą że ją tego oduczę, nie chciałam poprzestać na uniemożliwianiu. Narazie nie bardzo wiem jak się za to zabrać, ale wypytuję mądrzejszych ode mnie.
Od rana poćwiczyłyśmy sobie dosyć intensywnie. Bardzo dużo rzeczy umie. Mała Aga nie traciła czasu. Axa jak wszystkie alterowskie psy, ćwiczy bardzo chętnie i z wielkim zaangażowaniem.
Ma kilka pokazowych numerów ale najlepszy jest chyba ten, kiedy chodzi z koszyczkiem cukierków i po kolei częstuje wszystkich gości.
Jeszcze chciałam z nią przećwiczyć "schowaj się" , ale poniewaz nie mam inwalidzkiego wózka, zrobiłyśmy to z krzesłem. Wyszło !!!
14:47, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 sierpnia 2008
Trochę ponarzekam...
Wychodzi z niej chuligan . Idealna poza domem, ale wczoraj zjadła nam mizerię, która miała być do obiadu / Alturze by się nie zdarzyło/ a gdy wyszłam na godzinę i zostawiłam ją w klatce, wydostała się i przeniosła cały kosz na śmieci do klatki. To znaczy po kolei wszystko co w nim było.
Muszę zaobserwować jak ona sobie tą klatkę otwiera, ale gdy jestem w pobliżu ,siedzi w niej jak trusia.
Kilka razy w nocy budzę się i mam ją obok na poduszce, przykrytą kołdrą a ja gdzieś tam z boku. Też wie , że nie wolno, mówię zejdż i natychmiast schodzi, ale wraca jak bumerang.
No i pobudka o 6 rano niezależnie o tego o której była wieczorem. Znowu - to nie Alturka którą o tej porze za żadne skarby ,nie wyciagnęłoby się z łóżka.
19:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2