www.alteri.pl
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Coś się kończy...

Sprzedałam dom na wsi. Zdecydowałam się w końcu, żeby zdążyć, zanim zrobi się z niego kupka gruzu. Tyle dobrych wspomnień się z nim wiąże. Początki, to jeszcze czasy mojej Babci. Wiąże się z nim moje dzieciństwo, potem najpiękniejszy okres w moim życiu gdy przyjeżdżali tam na lato moi Rodzice, ja spędzałam tam urlop na zmianę z Leszkiem, żeby nasze dzieci były tam jak najdłużej. To były dwa domy w jednym wielkim ogrodzie. Pełno dzieciaków i pełno psów. Do nas wchodziło to całe towarzystwo jednymi drzwiami a wychodziło drugimi, kilkanaście razy dziennie. Uwielbiałam to. Mój Tata opowiadał dzieciakom bajki, chodziliśmy na wycieczki do lasu, kąpaliliśmy się w Rabie.  Gdy moje dzieci podrosły, jeżdziliśmy na wycieczki rowerowe.
A teraz - od dawna nie ma już mojego Taty, Mama poważnie choruje i nie przyjeżdża, dzieciaki podorastały, tamtych psów też już nie ma... Póki się dało, jeżdziliśmy tam jeszcze z Leszkiem, zrobiliśmy dużo remontów drobniejszych i grubszych, ale gdy się nie mieszka na miejscu , to nie takie proste. Wszystko sypało się coraz bardziej.
Od dawna wiedziałam , że coś musimy zadecydować. I wiadomo było , że skoro nie generalny remont, to sprzedaż. Remont przerastał nas finansowo. Pozostała sprzedaż. Wzięłam sprawy w swoje ręce, zadecdowałam , znalazłam pośrednika. Leszek prawie się na mnie obraził. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że odwlekanie nic nie da, że czas działa na naszą niekorzyść.
   No i dzisiaj -  stało się. Pojechałam tam na pół dnia i u notariusza podpisałam umowę o sprzedaży. Smutno, ale równocześnie jakaś ulga.
Jeśli chodzi o Leszka, to trochę poszłam na kompromis.Nie opuścimy całkiem tego miejsca.  Zostawiłam kawałek ziemi w pobliżu, na którym będzie można postawić coś małego. Może kontener mieszkalny ? Napalił się do tego pomysłu. Zawsze był optymistą - fantastą, a teraz utopistą. Te wszystkie podłączenia, instalacje, woda , prąd, kanalizacja... Własnym sumptem to robota na kilkanaście lat, przy naszej wydajności i możliwościach. Ale teraz siedzi , rozrysowuje plany, kombinuje różne rozwiązania..Niech mu będzie. Marzenia są czasem więcej warte niż ich realizacja.
A dla mnie definitywnie skończył się jakiś etap. Temu nie można było przeciwdziałać, można się tylko pogodzić z przemijaniem.

21:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 sierpnia 2009
W świat

Średniaków została połowa - pięć. Mamy nadzieję, że dobrze trafiły, przynajmniej wszystko na to wskazywało. Moje ulubione jeszcze są, bo to suczki, a jakoś wszyscy wolą "chłopczyków". W ogóle to śmiesznie wygląda to wybieranie szczeniaka. Czasem na przykład klient życzy sobie, żeby nabytek miał jedno oko czarne a drugie białe. I już poza tym absolutnie nic go nie interesuje. A przecież one już mają charakterki. Wiadomo który jest rozrabiaka, który spokojny, pieszczoch albo zawiadiaka.
Generalnie zwykle wybierany jest szczeniak NAJWIĘKSZY. Jakoś to tak, jakby "więcej psa" za te same pieniądze.  Nieodparcie przypominają  mi się powiedzonka o Szkotach, że jak wybiera kapelusz to największy, a jak kupi maść na odciski, to potem zaraz dokupuje za ciasne buty.

20:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 sierpnia 2009
Coraz większe

Jak te szczeniaki rosną ! Porobiłam im trochę zdjęć, ale one nie oddają tego, jakie są już ciężkie, jak fantastycznie mięciutka jest ta ich sierść, jak nadal mruczą gdy bierze się je na ręce. Mam tam wśród nich dwa ulubione i chyba z wzajemnością, bo właśnie one ciągle za mną łażą, pierwsze biegną gdy wołam, ładują się na kolana. Wszystkie są biało-czarne, a te "moje" to prawie- biały i prawie-czarny. A wszystkie są takie wesołe, tak wspaniale bawią się ze sobą, mają tyle pomysłów...Uczą się zachowań od dorosłych psów, potem ćwiczą sobie między sobą. Mają fantastyczną mimikę- widać kiedy są zawiedzione, zdziwione, ucieszone.. Czasem jakiś skok nie wyjdzie, zaczyna się tak entuzjastycznie,  a kończy wywrotką i lądowaniem na pysku.
 Można na nie patrzeć godzinami.

20:18, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:16, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:12, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 sierpnia 2009
Zwykle w autobusie było fajnie

A dzisiaj nie. Alturka była już zmęczona gdy wracałyśmy po całym urozmaiconym dniu, z resztą ja też. Ona swoim zwyczajem oparła się bokiem, tym razem o jakiegoś pana który sobie siedział od strony przejścia. Pan był wyrażnie niezadowolony, popatrzył na mnie z oburzeniem, więc powiedziałam " przepraszam" i podciągnęłam sunię w moją stronę. A pan, odwrócił się  jeszcze i palcem wskazał nam kąt w którym wg. niego powinnyśmy stać. No bez przesady. Nikt mnie nie będzie ustawiał w autobusie. Pomyślałam sobie o nim coś niezbyt ciepłego i w tym momencie zauważyłam na jego nieskazitelnych jasnych spodniach, mokrą dużą plamę, wykonaną bez wątpienia przez zaśliniony  pysk Altury. A on tego nie widział !
Za to gdy odwróciłam się do tyłu , okazało się, że już od jakiegoś czasu inny facet, ten na odmianę maksymalnie narąbany, robi miny do mojego psa i próbuje go przywołać. Te wszystkie starania nie odnosiły jednak skutku bo sunia jest ponad takie zaczepki, ale poczułam się nieswojo gdy facet zabrał się za wstawanie ze swojego miejsca, w celu podejścia do nas. Na szczęście to też mu się nie udało. 
W końcu dojechałyśmy do naszego przystanku. Dotąd zwykle Alturka wzbudzała sympatię i życzliwe zainteresowanie i na ulicy i w MPK. No ale dzisiaj było właśnie tak.

19:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 sierpnia 2009
Przez szybę

Zawsze bardzo mi się podobało, gdy ktoś miał takiego psa, że mógł sobie pozwolić na nonszalanckie zostawienie go pod sklepem, bez przywiązywania, na jedno "zostań".
Miałam kiedyś psa, którego mogłam tak zostawić /to ten historyczny spaniel/ ale tego nie robiłam, bo uważałam że może jednak zdarzyć się coś nieoczekiwanego co psa zainteresuje i gdzieś pobiegnie. Jednak z Alturką chciałam raz w życiu tego spróbować.
Wybrałam nasz osiedlowy sklep który jest daleko od ulicy, oraz porę kiedy prawie nie ma ruchu ani w środku, ani przed. Pod drzwiami sklepu  stała tylko jakaś parka i jedli lody.
Zrobiłam tak jak miałam umyślane : zostań, po czym weszłam do sklepu. Szybko wzięłam to co chciałam kupić i do kasy. I JEST ! Duży, czarny,kudłaty, smutny i niespokojny pysk przylepiony do szyby w drzwiach. Strasznie ją kochałam w tym momencie. Ekspedientki się zainteresowały - " jaki śliczny !" a ja byłam dumna , z niej i z siebie.
Zaliczyłam, więcej tak nie zrobię bo wiem, że gdyby akurat przypadkiem przechodził tamtędy kot / co wcale nie jest takie nierealne/ , wszystko przebiegłoby zupełnie inaczej.

15:45, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 sierpnia 2009
Lekarz domowy

Przez ten permanentny brak czasu odwlokła się dość znacznie wizyta Alturki u weterynarza. Należało jej się już szczepienie na wściekliznę, odrobaczanie, jeszcze jakieś inne szczepienia. Porozmawiałam o tym z Anią, tą od PONów, i ona zaproponowała mi, że przyjedzie do nas i załatwimy wszystko nie wychodząc z domu. Bardzo się ucieszyłam. Wprawdzie zgodziłyśmy się co do tego, że nie można  wszystkiego zrobić na raz, bo muszą być odstępy w czasie, ale pierwsza wizyta już się odbyła.
Ania podeszła do sprawy bardzo solidnie. Osłuchała serduszko, obejrzała oczy, uszy, skórę , zęby. Właśnie na etapie zębów Alturka powiedziała że dosyć już tego wszystkiego i zwiała do kuchni. Wyciągnęłam ją z tamtąd, jeszcze szczepienie czyli zastrzyk i wtedy już obowiązkowo - lodówka.
Ania stwierdziła - ulubioną ciocią to nie będę na pewno. I chyba rzeczywiście, bo gdy wychodziła, zeszłyśmy wszystkie na dół i my rozmawiałyśmy jeszcze przy furtce, a Alturka zaglądała zza rogu domu, z bezpiecznej odległości i nie było mowy żeby podeszła. Pewnie , kto tam wie co jeszcze może wymyśleć taki ktoś , co robi zastrzyki.

19:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:13, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 sierpnia 2009
Więcej kultury

Alturka wprowadziła nowy zwyczaj. Parę razy zdarzyło się, że gdy dawałam jej jedzonko, przepychała mi się pod ręką i już w trakcie zaczynała podjadać. Odsuwałam ją wtedy, kazałam poczekać. I skutek jest taki, że teraz za każdym razem gdy już ma nasypane, stoi nad tym jedzeniem i nie tknie. Czeka aż powiem PROSZĘ BARDZO i dopiero wtedy bierze się do jedzenia.
Niech jej będzie. Jak Wersal , to Wersal.

08:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 sierpnia 2009
Nie na dachu tylko w autobusie

Każdy kto w miarę dobrze  zna Kraków, wie, co to Kobierzyn. Jest to jedno z osiedli i tam znajduje się znany szpital psychiatryczny. Akurat tamtędy przejeżdżam ostatnio codziennie. Podejrzewam, że część leczonych tam pacjentów , może sobie wychodzić poza teren szpitala, to pewnie zależy od stanu w jakim są i od rodzaju leczenia. Spotyka się ich w tej okolicy,są rozpoznawalni, bo jednakjest widoczne, że troszkę odbiegają od normy.
I wczoraj , taki właśnie mężczyzna wsiadł do autobusu. Robił wrażenie zupełnie wyłączonego z otoczenia, był rozebrany do pasa, a w ręku miał...skrzypce. Na nikogo nie patrzył, nie odzywał się, oparł się o ścianę i zaczął grać. Grał pięknie, ale wszystko to trwało bardzo krótko. Zaraz nie wiadomo skąd pojawił się jakiś młody człowiek który podszedł do niego, coś mu po cichutku powiedział i wyprowadził z autobusu. Skrzypek bezwolnie poszedł za nim. Nie odezwał się , nie okazał żadnych emocji, nie zareagował. Po prostu za nim poszedł.
A my pojechaliśmy dalej.

18:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 sierpnia 2009
A u młodych...

Średniaki, czyli te podchowane  już PONiki, są teraz na tym etapie, że gdy przychodzę, stoją wszystkie na dwóch łapach w swojej ogromnej klatce, piszczą , szczekają ,przepychają się jeden przez drugiego i to jest takie jak w Shreku : MNIE WYBIERZ , MNIE !!!
Potem działają już coraz bardziej na własną rękę. Niektóre np. oddzielają się od reszty i łażą za mną, część wisi na młodych krzakach owocowych oraz magnolii i pracowicie obgryza wszystkie gałązki które da się dosięgnąć, a reszta stacza krwiożercze walki między sobą.
A młodszy miot, ten kilkudniowy, to narazie kluski. Właściwie takie wałeczki, bo zaookrąglają się z każdym dniem. Są trochę takie jak kopytka w trakcie przygotowywania.
Wolę jednak te podrostki z którymi jest już świetny kontakt i mają 100 pomysłów na minutę.
Smutno będzie się z nimi rozstawać, ale przecież po to jest hodowla. ż reszta z tego co widzę, Ania utrzymuje kontakt z większością właścicieli  "swoich dzieci", znaczna część bywa potem na wystawach, poza tym dzwonią, mailują. Ja też chciałabym wiedzieć co się z nimi będzie działo. Nawet Leszek o średniakach mówi "nasze". Te małe go jeszcze nie interesują.

12:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
U Teresy

Od dłuższego czasu moja bliska koleżanka zgłaszała, że czuje się przeze mnie zaniedbywana. Wobec tego wczoraj stwierdziłam , że należy poświęcić jej sobotę zamiast planowanego sprzątania. Sprzątanie to i tak syzyfowa praca, a podtrzymywanie przyjażni, to cel wyższy. Dodatkowym argumentem było to, że Alturka również była zaproszona, a ma tam dwie koleżanki które lubi /mini-sznaucery/. Tak więc wybrałyśmy się na pół dnia na działkę, która jest w miarę blisko, więc samo dojście to już spacer. A tam na miejscu trochę cienia, trochę słońca, do wyboru, westernowski domek z werandą, basenik, leżaki, stolik z parasolem. I jeszcze jedna koleżanka którą już znam i lubię. Zrobiło się z tego prawdziwe babskie spotkanie. Zamówiłyśmy sobie pizzę, do tego Karmi + kawa i ciastka, no i przede wszystkim nagadałyśmy się za wszystkkie czasy. O pracy, o dzieciach, o facetach a cały czas przeplatał się główny wątek - psy.
Altusia uznała że trzeba nas wszystkich dokładnie pilnować. Najpierw szaleńczo pobiegała po całym terenie a potem chciałam żeby pospała w cieniu, ale nie. Czujna, odpowiedzialna, wypatrywała przy bramce zagrożeń i szczeknięciem dawała znać , a wtedy sznaucerki natychmiast biegły z odsieczą. W końcu Alturkę zebrało na spanie, zwłaszcza że wszystkie wojowniczki były przez Teresę ciągle dokarmiane. A to mięsko, a to psie paluszki...
Wróciłyśmy do domu póżnym popołudniem i teraz już obie poszłyśmy się zdrzemnąć, żeby odpocząć po... odpoczywaniu.

09:36, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

09:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »