www.alteri.pl
RSS
piątek, 31 sierpnia 2012
wychowywać

Zawsze mówiłam że MPK  /autobusy, tramwaje/ są niewyczerpanym żródłem doświadczeń socjologicznych. Scenka której byłam świadkiem, tylko to potwierdziła.
Mama z synkiem może 8-9 letnim, siedzą obok siebie. Chłopak wstaje otwiera okno, matka mu zabrania.
Odpowiedział coś niegrzecznie, już rozzłoszczony.
Ona  odciągnęła go od tego okna a wtedy on rzucił się na nią z pięściami! Pasażerowie zamarli.
Właściwie nie było pewne, w jakim charakterze można by się włączyć.
Szarpali się i wrzeszczeli dłuższą chwilę.
Matka najwyrażniej była z kategorii tych: "szybka w rękach"....

Tym razem  wygrała, bo jeszcze była silniejsza, ale strach pomyśleć że za jakiś czas...Chłopak  duży, gruby i  nerwowy...
Chyba całe szczęście, że w końcu śmiertelnie się obraził.

23:55, cymestymek
Link Komentarze (4) »
Spostrzeżenio - przemyślenia

W naszych rodzinnych relacjach, zauważyłam coś nowego.
 Kto zna Alturę z dawnych czasów, pamięta że to pies który większość spraw i zjawisk istniejących dookoła niej - ma serdecznie w nosie. Nie jest wylewny, nie jest spontaniczny, nie okazuje nadmiernie emocji. Taką Alturkę poznałam i taka była dość długo,  będąc już u nas.
Ale potem zaczęłam zauważać zmiany które jak myślę dowodzą że sunia "się otwiera" - tak bym to określiła. Ten proces trwa dalej i ewoluuje.
Jednym z takich objawów  jest to, że bardziej ją słychać. Początkowo była badzo cicha i wytłumiona, teraz pozwala sobie na przeróżne odgłosy wskazujące na : zaciekawienie, niecierpliwość, zainteresowanie, zaangażowanie itp.
Każdy to zna, to takie psie "gadanie", fachowo - wokalizacja. Widać że u niej wystąpiło równocześnie z pewnym rozlużnieniem. /ja ogromnie lubię te odgłosy!/
A druga rzecz, to objawy serdeczności. Mam satysfakcję, gdyż pamiętam okres po przybyciu do nas: odsuwała się, unikała nadmiernego kontaktu, wycofywała się aż czasem było nam przykro.
Teraz sama przychodzi się poprzytulać i są z jej  strony momenty,  kiedy każdym kawałkiem ciała i całym ciepłym pyskiem tę czułość przyjmuje i odwzajemnia. I to co byłoby normalne u innego psa, u niej jest wyjątkowe.
To nadal wydaje mi się tak mało typowe akurat dla niej, że za każdym razem mnie rozczula i kładzie na łopatki. Koleżanka do której trafiła fundacyjna Axa, labradorka, powiedziała kiedyś : Axa jest miła, wylewna przyjacielska, liżąca - dla wszystkich. A  jeśli Altura w najmniejszym stopniu okaże ci uczucia, to jest to skierowane tylko do ciebie i ma inną wartość...
A po naszym rodzinnym pobycie na wsi, doszło jeszcze coś niebywałego: Przemek który przyszedł do nas z wizytą, został na powitanie polizany! To naprawdę niebywałe u Alturki!
Wprawdzie sprawa była ułatwiona ponieważ mają głowy na tej samej wysokości, ale intencja psa była niewątpliwa.


11:24, cymestymek
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2012

19:28, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Kąpielisko w pobliżu

Mieszkanie nad kąpieliskiem ma swoje dobre i złe strony.
Piękne sa wieczorne światła odbijające się w wodzie. I pływające żaglówki i spokojne rowery wodne i szalone motorówki.
Ale za to, w soboty i niedziele, pojawiają się tam tłumy ludzi i samochodów.
W ciągu dnia za bardzo nas to nie dotyczy gdyż nie jesteśmy aż tak blisko, ale wieczorem muzyka z imprez niesie się daleko.
Pół biedy jeśli grają tak jak się lubi, ale czasem chcąc nie chcąc mamy przymus słuchania np. starych, polskich przebojów /brrr..../
To nie jest łatwe do zniesienia, ale czasem bywa jeszcze gorzej. Mianowicie czasem, nie puszczają oryginalnej wersji, tylko bierze się do śpiewania jakiś lokalny zespół. W dodatku zwykle nie najwyższych lotów.
A ja niestety mam tak, że słyszę najmniejszy fałsz i nieczyste dżwięki, więc po prostu się męczę.
    Ja to mówię wtedy, że teraz w ramach oszczędności śpiewa kierownik kąpieliska.
A kiedy się zmęczy, to wtedy jego żona.

19:27, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Neron

To taki "mały, biały pies, bez łat", który od dawna zatruwa nam życie i jest życiowym wrogiem. Pisałam o toczonych wojnach w zeszłym roku. On nienawidzi nas, a my jego. Szczerą nienawiścią!
Otóż spotkaliśmy się po roku znowu.
Niestety Neron ma się dobrze.
Nadal jest zajadły, taka mała wścieklizna, nadal wyskakuje za otwartą /zawsze/ furtkę i goni nas po drodze doskakując i podgryzając Alturkę i mnie.
W takich momentach , myślę że gdybym miała tzw. broń palną, nie wahałabym się ani chwili... Ponieważ nie mam, serio myślałam o policji, ale też po namyśle zwątpiłam w skuteczność.  Na wsi gdzie wszyscy się znają, kto mnie poprze przeciwko kundlowi ?...
A że nie jestem bojowa z natury, odpuściłam znowu.
Kolejny raz poszłam inną trasą, o wiele dłuższą ale sympatyczną i przyjazną.

19:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Awarie

Na pewnym etapie naszego pobytu, nagle wszystko zaczęło się psuć.
Najpierw zostaliśmy bez gazu, potem bez wody. Totalna prowizorka - żeby przetrwać.
Zdziwiło mnie nawet , że mam tak rozwiniętą umiejętność przystosowania. O jaką się nawet nie podejrzewałam.
Z drugiej strony, gdyby nic takiego się nie wydarzało, pewnie nawet nie docenialibyśmy tych prostych ułatwień w życiu.
To tak jak zwykle nie dość cenimy zdrowie - dopóki możemy gonić i sprawnie funkcjonować.

19:21, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:21, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Krótkowłosa

Jak to dobrze, że odważyłam się ostrzyc Alturkę na lato!
Jaka to wygoda i dla nas i dla niej!
Przy takim trybie życia jaki mamy tu na wsi, wyglądałaby ze swoimi lokami jak jakiś bergamasco. Nie byłoby szans utrzymania tych kudłów w dobrym stanie.
Teraz powoli odrasta i bardzo mi się taki stan przejściowy podoba.
Ma taki terierowski pyszczek, piękne załamania sierści wokół oczu i brwi i nadal podkreślone uszka - na honorowym miejscu.
Poza tym jest zgrabniarą.
Uwielbiam patrzeć jak się rusza, jak zastyga nieruchomo gdy coś wypatrzy...
Ona wie dobrze że taka jest podziwiana i robi wtedy tę minę: "jestem jednak niesamowita!"
Zrozumie to każdy, kto ma Pięknego Psa.
/tak sobie teraz napisałam przewrotnie, bo przecież ilu właścicieli psów, tyle wzorców piękna/

19:19, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Relacje

Te kilka dni kiedy byliśmy tu w składzie: Dorota z Przemkiem i ja z Alturką, były udanym czasem, chociaż organizacyjnie wszystko stało na głowie.
Altura i Przemo , wyglądali razem świetnie: głowy na tej samej wysokości, wiecznie przepychający się do każdego jedzenia i plątający pod nogami.
Ich zależności często miały formę kooperacji, np. jedno z nich wysypuje chrupki, zjadają razem.
Dla psa był to trening tolerancji i cierpliwości. Dla dziecka - szkoła życia obok zwięrzecia. Z dbaniem o jego dobro i uszanowaniem tego co czuje.
Teraz tylko w kółko powtarzam, że trzeba uwazać, żeby ten kompletny brak lęku, nie rozszerzył się na inne, obce psy.
A potem wyjechali i zostałam sama. W pierwszej chwili poczułam się trochę niepewnie.  Miałam wielkiego psa , ktory obroni?
Altura jest ostatnia która wychodzi zobaczyć kto przyszedł.  W dodatku pod warunkiem , że wcześniej ktoś pójdzie ją obudzić!

19:15, cymestymek
Link Komentarze (2) »

19:10, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Wizytówki

Jest mnóstwo różnych głupich tabliczek, o kretyńskiej treści, do wieszania na ogrodzeniu, o tym że w środku mieszka pies.
To te: zły pies, ostry, i inne, takie z rymem kalwaryjskim , lub niby dowcipne.
Ale ostatnio spotkałam taką, która przebiła wszystkie inne:
 "Ja tutaj jestem gospodarzem" + rysunek psa.
Super. Czyli ktoś  kto tam mieszka, sam się przyznaje że mieszka u swojego psa.
A jeść - kto komu tutaj daje?  /tak mnie zaciekawiło/
 W każdym razie jeśli przyjdzie się tam z jakąś sprawą, to należy zgłosić się prosto do budy ?
I jeszcze jedno: byle się nie okazało, że gospodarz jest...na łańcuchu! 

19:09, cymestymek
Link Komentarze (1) »
Netu nie było

Miałam zamiar korzystać z internetu w lokalnej bibliotece. Wybrałam się w odpowiednich godzinach, ale na miejscu zastałam tylko pana który zanudzał się na portierni.
Biblioteka nieczynna? pytam.
Udzielił mi informacji:
"pojechała na wesele !" /biblioteka ?/
" a potem ma urlop".
Czyli nie ma i nie będzie.


19:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:05, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Płoty

Wszelkie ogrodzenia tak działająna psy, że muszą się obszczekać z tym, który jest po drugiej stronie.
Alturka też się w to wciągnęła.
Doszło nawet do tego, że kilka razy huknęła na czekoladowego labka, który obok nas przechodził.
A przecież mnóstwo czasu spędzała w Brzeżnicy z naszymi fundacyjnymi biszkopcikami: Axą i Pandą a wcześniej z innymi, czarnymi - Britą, Karolem...
Mówię jej: no co ty?!  przecież lubimy labki !
a ona na to: eeee, to tylko tak...
                    na niby....
                    z nudów.....

19:04, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:02, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Pozdrowienia

Chodziłyśmy sobie z Alturką po wsi i poza nią, a na porządku dziennym jest tutaj, że ludzie mówią do siebie "dzień dobry" nawet gdy się nie znają.
Kilka razy usłyszałam również: "jakiego ładnego ma pani  pieska!".
A raz było wyjątkowo:
"życzę pani udanego weekendu i dużo zdrówka!"
Bardzo miło, oczywiście podziękowałam, pożyczyłam mu także. A po chwili dotarło do mnie, że to dopiero wtorek i trochę mnie zastanowiło.

19:01, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 sierpnia 2012

15:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
już jutro

To już jutro mamy wyjechać z Altkiem na 2 tyg.  Jakoś jeszcze tego nie czuję. Zaczynam na razie znosić w jedno miejsce to co ma wyjechać,  mam też spis wszystkiego co nam będzie potrzebne, bo pewnych rzeczy po prostu nie wolno zapomnieć.
Pogoda nie najgorsza: nie ma słońca, ale deszczu też nie, na jazdę i rozpakowywanie całkiem dobrze.
Będziemy w sprawdzonym składzie, tzn. Przemek, Dorota i my, a po tygodniu zmiana.  Powinno być wesoło.
Jak zwykle zostawiam zdjęcie Alturki, już przestawionej na tryb wakacyjny.

15:39, cymestymek
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 sierpnia 2012
trochę "ckliwie"

Czasem cieszę się że mam tego bloga. Pamięć jest zawodna, z czasem  nawet coraz bardziej,  a blog jest jak kronika.

Dzisiaj rano widać było skutki wczorajszej akcji Alturki, w postaci błota WSZĘDZIE - ujawniło się gdy wyschła i znowu miałam robotę. Nawet jej nagadałam i zapowiedziałam szlaban na wycieczki,  ale jakoś potem mnie wzięło na wspominki.
Poczytałam sobie o naszych wspólnych początkach i o tym jak długo rozstrzygało się, gdzie będzie na stałe miejsce dla Alturki, na resztę życia. 

I tak mnie to wzruszyło...
Przecież u mnie miała być Axa, fundacyjna labradorka.
 Wszystko potoczyło się inaczej i mam niejasne wrażenie , że miałam na to niewielki wpływ. Że MUSIAŁO tak się ułożyć.  Że to jakieś przeznaczenie. Był przecież moment że to Ona nas wybrała. Że nie chciała być w nowym miejscu, szalała z radości gdy wzięłam ją z powrotem...A ja,  tak długo się wahałam...
I po dłuższym czasie widać że dobrze się stało.   Dobrze nam razem, pomimo drobnych naruszeń dyscypliny /tu już sobie żartuję oczywiście/, kiedy małpa patrzy na mnie łobuzersko i robi co chce.

10:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 sierpnia 2012
Trochę nerwowo

Wieczne utrapienia z tą moją psicą. Nie wiem czy tak mają tylko owczarki, czy tylko owczarki flandryjskie, czy może tylko mój owczarek flandryjski , jako jeden jedyny i wyjątkowy.
W każdym razie za bardzo oddala się na spacerach, nawet znika sobie na jakiś czas, po czym wraca, jakby nigdy nic.  Nie znoszę tego, bo po prostu zwyczajnie się o nią martwię.
Dzisiaj też - byłam  taka zmęczona po całym dniu załatwiania, łażenia, dżwigania. Wróciłam na ostatnich nogach i na koniec chciałam jeszcze być dobrą panią i wziąć psisko na pobieganie.
Poszłyśmy na wybieg dla koni, bo to spory pagórek do biegania, sąsiadujący z laskiem. Na ogół tam było dobrze. Sunia biegała, nawet jeśli znikała mi z oczu to nie na długo.
Ale dzisiaj?!
Popędziła od razu daleko i straciłam ją z oczu. Czekałam najpierw spokojnie, potem coraz mniej. Mijało 10 min. potem 20 i 40.  Wpadłam w popłoch.
Pech chciał, że nie wzięłam ani zegarka, ani komórki, jedynie saszetkę z chrupkami, a tu nie było kogo nagradzać!  Sprawa stawała się podejrzana, nigdy dotąd tak długo na nią nie czekałam. Nie mogłam się stamtąd ruszyć, bo buwiki zawsze wracają w miejsce z którego odeszły, więc byśmy się minęły. Nie mogłam zadzwonić do domu,żeby przyszedł Leszek, wtedy moglibyśmy się rozdzielić i poszukać.
Wyobrażałam sobie wszystko co najgorsze.
Naprawdę czułam się bezradna.
I nagle - na horyzoncie sąsiadka ze swoim psem. Taka bardzo mało znajoma, ale zawsze. Wydała mi się jedyną szansą, bo już zaczynało się ściemniać.
Poprosiłam ją /bardzo!/  żeby łaskawie przeszła się pod mój dom i zadzwoniła tam domofonem. A następnie powiedziała mężowi, żeby przyszedł, bo ja na razie jestem unieruchomiona. Zgodziła się! Jak to warto dobrze żyć z sąsiadami.
Gdy już zmienił mnie na stanowisku dyżurnej, poszłam w stronę tego lasku za wybiegiem. To spory kawałek i w miarę jak się tam zbliżałam, wydawało mi się że słyszę szczekanie Alturki. Po chwili już byłam pewna. Regularne, równomierne szczekanie. Gdy jeszcze się zbliżyłam, okazało się, że ona jest w głębokich krzakach, oddzielonych jeszcze rowem z wodą. Nie miałam szans tam się przedostać, ale gdy zaglądnęłam ,miałam wrażenie ża sunia namierzyła coś, co obszczekuje. Może jakieś gniazdo, może coś w tych krzakach, nie wiem. Musiało to być coś co nie uciekało, ani nie kwalifikowało się żeby pożreć. Stała nad tym i szczekała, ale słysząc mnie  zrezygnowała i przybiegła. Mokra i brudna jak nieboskie stworzenie...
A w powrotnej drodze, już blisko domu, jeszcze bezczelny kot na drodze. Tak prowokował, tak się przeciągał, bo widział że suka wisi na smyczy...
No to odpięłam smycz i te 15m. to był wyścig godny olimpiady. Kot ze znacznym przyspieszeniem powrócił za ogrodzenie, a Alturka wróciła z miną mówiącą że dla takich chwil się żyje.




21:54, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 sierpnia 2012
burzowo

Całą noc krążyła nad nami burza. Zbierało się na nią przez cały dzień, było bardzo  duszno do samego wieczora. Wiem od koleżanki z Olsztyna, że u nich  kilka godzin wcześniej, też była  burza i to nie byle jaka, z potężną ulewą i nawet gradem.
A u nas nie mogło się zdecydować : grzmiało raz z jednej, raz z drugiej strony, błyskało, straszyło.
No i Alturka się bała. Mój pies, który nie boi się niczego. Zawsze  wyczuwa zbliżającą się burzę dużo wcześniej, więc taka krążąca, niepokoiła ją cały czas.
Prawdę mówiąc, nie mam jakiejś rewelacyjnej metody na to, żeby jej pomóc. Pozwalam jej dziwnie się zachowywać, chować w różne miejsca,  ale  nie pocieszam, żeby nie myślała że dzieje się coś nadzwyczajnego. Zamykam okna żeby było ciszej i przenigdy nie dopuszczam do tego żeby została sama w domu gdy zanosi się na burzę.
Ale tak mi jej żal gdy przez całą noc tupta po mieszkaniu, albo stoi nieruchomo na środku ciemnego pokoju. Nie reaguje wtedy gdy się do  niej mówi, więc nie mogę czymś jej zająć i odwrócić uwagę.   Czasem wchodzi do mnie do łóżka ale leży taka sztywna, wyprostowana, po jakimś czasie schodzi na podłogę, bo to tez jej nie uspokaja.

Jeśli ktoś ma jakiś cudowny sposób i umie pomóc psu przetrwać burzę, to proszę niech doradzi.

13:58, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 sierpnia 2012

18:14, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2