www.alteri.pl
RSS
piątek, 30 września 2011
Kubuś i gołąb

Tomek, mój syn, gdy był mały,  był szeroko znany  na osiedlu - jako dziecko wyjątkowo kontaktowe, uczynne , grzeczne i otwarte. Potem dorósł i zniknął,  a po nim już więcej takich dzieci nie było.  Te które są obecnie nie kłaniają się, nie odzywają a już szkoda marzyć o ustępowaniu miejsca czy jakiejkolwiek pomocy.  Aż tu ostatnio...
Raz i drugi wpadł mi w oko niewielki blondynek, gdy z miłym uśmiechem po raz 4 ty tego samego dnia mówił mi dzień dobry.  Okazuje się że nie tylko ja zwróciłam na niego uwagę, bo dzisiaj opowiadała mi o nim sąsiadka, mieszkająca vis a vis.
Któregoś dnia, nieoczekiwany dzwonek do drzwi. W progu stoi Kubuś :
- czy pani wie, że u pani na parapecie siedzi gołąb i jest rozczochrany, smutny, na pewno chory i nie może latać...
Sąsiadka obiecała że natychmiast to sprawdzi. Jednak gołębia nie było ani na jednym ani na drugim parapecie.  Może już odleciał ?
Po chwili dzwonek do drzwi. Kubuś :
- proszę pani, ja się pomyliłem. On siedzi na parapecie na parterze a nie na piętrze.
Sąsiadka zapewniła, że jeśli tylko jest, zostanie znaleziony.
Był. Rzeczywiście rozczochrany i jakby oszołomiony. Udało się go złapać i znieść do ogródka, postawić na trawie. Przeszedł kilka kroków i zwyczajnie sobie odleciał. Cokolwiek mu było, jakoś przeszło, kto go tam wie jakie miał wcześniej  przygody.  Tak więc happy-end.   Ale jeszcze...
Dzwonek do drzwi.  Kubuś :
ON NIE ŻYJE PRAWDA ?!
........................................................

Trochę to wszystko było zabawne, trochę niecodzienne,  w kazdym razie zaangażowanie dzieciaka w problemy gołębia spodobało mi się bardzo. Mam nadzieję że ta cecha  nie zaniknie u niego zanim dorośnie.  A póki co jestem fanką tego chłopaczka.

18:30, cymestymek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 września 2011
Frisbee

Nigdy nie byłam wielką entuzjastką chartów,  ale zawsze miałam do nich jakiś swego rodzaju szacunek. Miałam kiedyś koleżankę która hodowała charty angielskie i były to mądre, zrównoważone psy. Dlatego pewnie, taką opinię wyrobiłam sobie o tej rasie.
Ale to co widziałam dzisiaj, naprawdę wprawiło mnie w podziw.
Byłam z Alturką na Błoniach. Nie wszyscy wiedzą , że w ramach krzewienia folkloru góralskiego, jak również stworzenia atrakcji turystycznej, od jakiegoś czasu, połowę Krakowskich Błoń zajmują owce, górale, bacówka i podręczna wytwórnia owczych serków.
Nie poszłyśmy w tamtą stronę, gdyż po wakacjach nie dziwne nam owce, Altek przecież miał swoje prawie własne, do znudzenia, gdy byliśmy na wsi.
Nas zaciekawiło co innego. Z daleka widać było pana  z wippetem /to taki mniejszy chart /.  Pan raz po raz rzucał mu frisbee  /to taki psi dysk do zabawy /  i psiak biegał za nim , skakał na jakieś 2 m. w powietrze, łapał i odnosił panu. I znów i znów.    Ale JAK on biegał !  A JAK skakał !
Takiej gracji, płynności ruchów, lekkości nie widziałam dawno.
Charcik był bardzo skupiony i zaangażowany. Raz tylko przerwał na chwilę żeby przywitać się uprzejmie z Alturką i natychmiast krążek gdzieś mu się zawieruszył.  Szukał go przez chwilę, znalazł i zabawa została wznowiona.
Po jakimś czasie panu się znudziło. Ogłosił powrót do domu i wyjął reklamówkę. Wtedy charcik podbiegł, wrzucił zabawkę do torby i obaj dostojnie poszli sobie w stronę ulicy.
Niby nic wielkiego , a takie to wszystko od poczatku do końca było ładne.  Pokazowe i sympatyczne.

22:21, cymestymek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 września 2011
co dalej ?

"Wakacje się skończyły, trzeba wracać do pracy" - tak powiedziałam wczoraj do buwiśki a ona się wyrażnie usmiechnęła. Powiedziałam z myślą o dogoterapii i poszłam sprawdzić  na stronce Fundacji co słychać po przerwie.
Okazuje się, że jest nieciekawie. Szpital dziecięcy z którym współpracowaliśmy chce nadal żebyśmy tam działali, ale w wielu szczegółach nie mogą się dogadać z naszym zarządem. Głównie w kwestii godzin - chcą 2 razy tyle co dotąd, a to nie jest możliwe, bo wszyscy gdzieś pracują i jak dotąd już musieli się zwalniać i starać , żeby zdążyć.
Zobaczymy. Jeśli tu nie dojdziemy do porozumienia, przeniesiemy się do innego szpitala. Było kilka miejsc gdzie byli nami zainteresowani.

18:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 września 2011
W jesieni pies nie zginie

Znowu rozpoczął się okres, kiedy można coś  niecoś dołożyć /dozbierać/ do tej codziennej marnej, chudej diety.  Tak przynajmniej twierdzi Altuśka.
Mówiło się zawsze , że ma kiepskie i nie najmocniejsze zęby, a tu nagle objawił się pies-na-orzechy.  Gdy był sezon na agrest, okazało się , że to jest to, co niektóre buwiśki lubią najbardziej.
A teraz jeszcze winogrona ! jak to dobrze, że nie wszystkie przywiązane są gdzieś wyżej, że niektórych można dosięgnąć, wystarczy trochę się postarać.
Tak więc ostatnio , przed każdym spacerem biegnie się do ogródka, zbiera wszystko co leży i nadaje się do jedzenia, a potem spokojnie można wybrać się gdzieś dalej.
A może to o psach mających ogródek mówiło się kiedyś "my się sami wyżywimy"  ?

15:00, cymestymek
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 września 2011
Osiołek

Altek od zawsze doskonale wie, że prze stole się nie żebrze.  W zadnym razie !
Ale na wakacjach przecież była ława.
A to chyba zupełnie zmienia postać rzeczy ? Jest nisko....
Ja w ogóle nie dyskutuję na ten temat. Ale Leszek pozwala Alturze na wszystko.
I nakryłam ich kilka razy - suka miała  łeb prawie między talerzami !
Zawsze dotąd skutkowały komendy : odejdż, wyjdż, nie było sprawy. A ostatnio zaczęło być inaczej. Na taką komendę ona natychmiast spuszcza głowę w dół, nie wykonując oprócz tego ,  zadnego dodatkowego ruchu. Czyli stoi dalej w tym samym miejscu, z tą zwieszoną glową.... Taki Sposób Strusia , czy co ?  Wygląda jak jakiś osiołek.
Dodam tylko, że mnie te ich numery doprowadzają do szewskiej pasji.
Nie toleruję , nie pozwalam i w ogole nie ma o czym mówić.

01:26, cymestymek
Link Komentarze (3) »
Przypomnienie zasad

Kabanos jednak czyni cuda. Z psem. W każdym razie moim.
Po tygodniu Wielkiej Wolności nastąpiło takie rozprzężenie, że nawet elementarne podstawy dobrego zachowania były przez sukę lekceważone.
Wakacje wakacjami, ale przestało mi się podobać gdy na spacerach psica zgłaszała się coraz rzadziej i coraz szersze były kręgi które zataczała wokół mnie.
Ciągle jeszcze byłam w stanie przywołać ją do porządku, ale jakoś ta dyscyplina zaczęła mi się jakoś rozłazić, a pies mnie chyba olewał.
Nawet próbowałam jej się chować, ale to też nie spowodowało trzymania się bliżej.
Pomyślałam sobie wobec tego, że w takim razie trzeba zrobić krok do tyłu w kwestii wychowania.
A więc podstawówka :
nagródki, przywołania, bliższy  kontakt na spacerze.
Za kabanosa ?  Już się robi! Co tylko chcesz !
Natychmiastowa poprawa.


00:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2011
Rasowy pies...

.......    dawniej na wsi był traktowany inaczej.
Przede wszystkim jako fanaberia.  Wszyscy przecież wiedzieli do czego pies służy i gdzie jego miejsce. Gdy  lata temu, przyjeżdżałam z moją pierwszą miłością, pięknym, dużym, wyszkolonym spanielem, którego zazdrościło mi pół Krakowa, na wsi mówili : nawet ładny, tylko uszy takie jakieś....żeby miał krótsze !
A teraz ?   Interesują się, pytają.  Wiele razy zagadywano mnie z sympatią.
To bardzo miłe i rzecz jasna w żadnym wypadku nie obejmuje gospodarzy od Nerona..

23:54, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

23:34, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
O myszach

Przeważnie we wszystkim istnieje równowaga.
O blaskach naszego bywania na wsi pisałam dużo już kiedyś. Ale małe cienie były także:
myszy, pająki, muchy i komary.
Pająków był cały przegląd, od średnicy 3 cm. do ....średnicy 15 cm. /widziałam !/
Muchy - mówię o tych które wwiercają się brzęcząc przerażliwie gdzies koło ucha lub we włosy, wtedy gdy mamy 2 ręce zajęte. Lub wstają o 4 rano żeby nas obudzić.
Komary, to komary. Natomiast myszy...
Nie zdołały wprawdzie zepsuć nam przyjemności pobytu, ale trochę utrapienia z nimi było.
Gdy byłyśmy z Dorotką - uzupełniałyśmy się: ona boi się myszy, ja pająków. Każdy wie, kiedy ma działać.
Tak więc, gdy jak co roku po żniwach myszy wprowadziły się do domów z naszym włącznie, była to moja sprawa.
Jednak żadna z nas nie nadaje się do zabijania tego wszystkiego, więc ona jakoś tam wynosiła te pająki, a ja myszy łapałam  "na szklankę".
To stary sposób: szklanka do góry dnem, z przynętą w środku, podparta z jednej strony monetą. /50 gr. jest wielkością w sam raz/
Działa niezawodnie. Prawie.  Z każdą myszką można zadziałać tylko raz. Jeśli uda się jej wywinąć z pułapki, już nigdy się nie da nabrać. Wiele razy mi się udało, ale czasem trafia się na cwaniarę.  Trafiła mi się taka na koniec.  Jaka to była spryciula !   Po kilka razy dziennie słyszałam że szklanka stuknęła - znaczy zamknęła się, znaczy mysz złapana .
Gdzie tam !  Ona brała sobie to co było w środku i już jej nie było.
To był naprawdę godny przeciwnik.

23:30, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
/Nie/Pewność

Alturka kilkakrotnie musiała potwierdzać swoją pozycję.
Małe dziecko do którego wszyscy czule się odzywają a którego nawet nie pozwalają dotknąć pyskiem ? To mogło niepokoić.
Trzeba było sprawę wyjaśnić.
Wobec tego , co jakiś czas zgłaszała się do mnie, zdecydowanie stawiała stopę na mojej nodze, podnosiła główkę i patrzyła w oczy pytającym wzrokiem.
I wiem, że to było : czy na pewno między nami nic się nie zmieniło ?
  Więc mówiłam jej to wszystko co chciała usłyszeć i głaskałam z największą czułością do momentu aż stwierdzała że już wie....

21:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
O baranie

Tym razem owieczek nie było.
Brązowy baran    /moim zdaniem był całkiem ładny/  pojawiał się od czasu do czasu jako jedyny przedstawiciel grupy.  Bardzo próbował nas sobą zainteresować - nawoływał, wypatrywał z daleka,  podchodził. Skubał nerwowo trawę gdy przechodziliśmy, tak jakby jej tam nie było przez cały dzień...
A Altura ?   Coś mi się zdaje, że uznała że jest po prostu nudny.

21:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
O kocie

Kiedyś idąc ścieżką przez pole, spotkaliśmy kota.  Zauważyli go wszyscy, oprócz najbardziej zainteresowanej. Po chwili kot spostrzegł ją również. I wszystko mu się zmieniło : był właśnie wyprężony do skoku na coś tam w trawie, ale wobec tego...
On po prostu wprasował się w podłoże. Absolutnie.
W czasie gdy przechodziliśmy jego głowa obróciła się o 360 stopni. Wiadomo o tym było dzięki uszom które wystawały jako jedyne.
A nasza Gapa, nie widzała do końca NIC.
Ale za to na drugi dzień, historia powtórzyła się tylko w początkowych punktach : do spotkania też doszło. W tym samym miejscu. Jednak kot za mało się postarał,  albo nie docenił przeciwnika.  Natychmiast został namierzony.
Pościg był popisowy  /naprawdę, już nie ma sensu z tym walczyć/.  Suńka szybko wróciła, czyli  kot raz dwa zgubił ją między domami. Ale minę i tak miała zwycięską.

21:22, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
boss

Tym razem nie będę się chwalić Pawełkiem, a tylko powiem że podoba mi się jego napis na koszulce :  szef piaskownicy  /!/

20:55, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

20:54, cymestymek
Link Komentarze (1) »
Ogólnie

 Dzisiaj wróciliśmy. Znowu w trakcie pobytu kilka razy zmieniały się konfiguracje towarzyskie. Stałym elementem była Alturka, a poza nią :
  Dorota + Przemuś + ja
  ja + Leszek
  ja solo  alone
 oraz hardkorowo ale krótko : ja + Dorotka + Przemo + Tomek i jego drużyna.
Każdy wariant miał dobre i jakieś tam gorsze strony. W każdym, te dobre przeważały.  A dla mnie najgorsze są chyba przejścia z jednego stanu w drugi bo ja się szybko przyzwyczajam i generalnie nie lubię zmian.
Łączy nas ten domek. Było pracowicie, ale wszystko co robimy to miła odmiana po naszym poprzednim wiejskim domku. Tamten miał prawie 100 lat, był po mojej Babci, miał w sobie ogromny ładunek wspomnień , przeżyć, emocji. Kochaliśmy go i do rozpaczy mnie doprowadzał gdy zaczął się sypać na moich oczach.
Sprzedałam go i złapałam rewelacyjną okazję - kupiłam znacznie mniejszy, kilkunastoletni. Udało się nam wyjątkowo.  Też wymaga pracy ale nie tak beznadziejnej.
A więc w sumie  mogło być  tak pięknie, gdyby nie to, że rozchorowałam się na koniec. Czułam się koszmarnie, dzwoniły mi zęby z zimna, bolała mnie nawet skóra a na dodatek straciłam głos.   No i to było dopiero dokuczliwe !
A jaka strata dla wszystkich - tyle mądrych rzeczy mogłam przecież powiedzieć !
/he, he, he /
  

19:25, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:24, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

19:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 września 2011

18:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
jeszcze raz, czyli znowu wakacje

Od kilku dni Leszek ma urlop. Do tej pory gdy wyjeżdżalismy na wieś, on co parę dni musiał urywać się do Krakowa na ten swój dyżur. Teraz nie - ma całe dwa tygodnie. Właściwie już nie całe, bo jeszcze siedzimy w domu a na wieś pojechały dzieci. Ale takie było założenie - mijamy się, nie jedziemy tam wszyscy naraz tylko albo rodzinka Tomka, albo my z Alturką albo Dorotka z małym  /najwyżej czasem ja do pomocy , jeśli zięć nie jedzie/.
Tak więc przed nami jeszcze ok. 2 tyg. na wsi.  Do 20-go mniej więcej.  Pogoda coraz bardziej jesienna, to ma swój urok,  inny niż ma lato. Pewnie już więcej w tym roku się nie ruszymy, więc trzeba na zapas nałazić się, nawdychać powietrza, napatrzeć na widoczki.  Alturka pozałatwia sprawy z baranami i kotem zza płotu. No i jak zwykle czeka sporo roboty : obicie okien i drzwi, poprawki elektryczne, a dla mnie dalsze malowanie płotu, bo to się nie skończy nigdy.
Zostawiam zdjęcie Alturki, sunia będzie tu jeśli ktoś zajrzy. A ja szybko wrócę, bo z tego co widzę to czas płynie coraz prędzej. Wszyscy już to zauważają,   ale oficjalnie  jeszcze się o tym nie mówi. /taki żart/.
 

18:40, cymestymek
Link Komentarze (4) »
piątek, 02 września 2011
śliwki

Już w zeszłym roku okazało się,  że Altek uwielbia śliwki. Dzielimy się z nim wobec tego w miarę sprawiedliwie.  Jednak przy okazji wyszło na jaw, że ja daję psu również te robaczywe ,  bo uważam że dla mięsożernego bądż co bądż zwierzęcia,  to żaden problem.
Natomiast Leszek  jest  tym faktem szczerze oburzony i uznał że robię suni świństwo. Tłumaczyłam się, ale nie udało mi się go przekonać. 
Cóż, sama zawsze mówię że każdy sądzi po sobie. Chociaż jak widać po pustej misce, nie każdy się brzydzi robaczywych śliwek.

13:47, cymestymek
Link Komentarze (6) »