www.alteri.pl
RSS
czwartek, 30 października 2008
Max

Umówiłam się dzisiaj o 16 - tej z moimi znajomymi z kursu trenerskieg Psy pogoniły, nie od razu , bo Max pamiętał wszystkie krzywdy z Brzeżnicy, gdy Altura i Cicha  ustawiały ostro te mniejsze.  Ale w końcu już były ósemki i kółka. Poszalały. Poćwiczyliśmy też.. Oni nie odpuścili, chcą pojechać do Warszawy na egzamin praktyczny, czyli z psem. Teorię mają zdaną, czyli tak jak ja.  Ja chyba odpuściłam, satysfakcjonuje mnie to , że bouvik robi wszystko co chcę, a że nie w takim czasie jak trzeba... no cóż mnie wystarcza. Może w Krakowie jeszcze byśmy spróbowały ale do Warszawy  nie pojadę.  Bardzo mi zależało na tym tytule trenera, ale nie wyszło , to trudno. Teraz cieszy mnie  że mam świetnego psa,  robię z nim co chcę, mam satysfakcję z pracy i z naszych kontaktów.. Może chodziło o to, żeby mi się nie przewróciło w głowie.

19:29, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Koleżanki

Rozpuściłam się po tych Jaworkach. Już tak wierzę w tego psa, że poszłyśmy wieczorem do sklepu bez smyczy, a .to rejon kotów. Miałam na tyle rozumu, żeby najpierw pójść na boisko i psa wygonić, ale potem było już to, oczym zawsze marzyłam -- pies blisko mnie, w kontakcie, idziemy sobie razem, smycz w ręce, na wszelki wypadek. Cudowne uczucie. Nigdy ie myślałam że to możliwe z bouvikiem, nie zapowiadało się na takie kumplostwo. A może to te dzisiejsze sceny łóżkowe 1,5 godziny ? Uwielbiam tego psa, spełnia to wszystko czego chciałam. Okazuje się, że nie musi być golden żeby było super.

12:31, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 października 2008
Awaria

Wysiadł mi komputer.   To chyba  większy problem, bo już Tomek się z nim męczył i mówi że to będzie coś poważniejszego.

Teraz korzystam z jego komputera, nie ma go całe dnie  więc mogę, ale  jakoś to dziwnie działa. Bardzo byłam przywiązana do swojego, miałam skróty itd.  Mogę odbierać pocztę i robić co pilniejsze, ale to nie to samo.

Asiu, mam nadzieję na zdjęcia, ale jeszcze druga część i powymieniamy się adresami el.

08:49, cymestymek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 października 2008
Jaworki
No i już po szkoleniu. To znaczy pierwszy etap za nami, kolejne tematy przerobimy za 2 tyg. w tym samym miejscu i w tym samym towarzystwie.
Było FANTASTYCZNIE ! Cudowna okolica,mieszkalismy pod lasem, pomiędzy dwoma górami, fantastyczny widok z naszego balkonu na 3-cim piętrze. Zajęcia bardzo ciekawe, przynajmniej dla mnie , zawsze miałam coś do czynienia z psychologią. Celem jednym z kilku, była integracja uczestników. Nie do końca się to udało, bo wprawdzie poznaliśmy się i polubili /z wyjątkiem niektórych/ ale jednak " Kraków" i "Poznań" - trzymały się osobno.
Pokój też "Kraków" - miałyśmy osobno. Ania, Agatka,Jagoda i ja. Było jeszcze jedno łóżko dodatkowe, więc dostała je Alturka, czasem gościnnie Axa. I jeszcze te wieczory w pokoju z nad wiek rozwiniętą 12- latką, to jednak jest coś niepowtarzalnego.
Śmiałyśmy się z byle czego. Czytałyśmy " Bravo girl ", komentowałyśmy listy czytelniczek, ćwiczyłyśmy role na zajęcia na drugi dzień, bo miały charakter występu aktorskiego, /Jagoda ma ewidentnie zdolności aktorskie / Było super. Śmiałyśmy się tak, że Jagoda w którymś momencie stwierdzała , że jest jej "niedobrze" od tego śmiechu . Dzwoniła do mamy, Agnieszki, ale ja nie wiem czy ona coś zrozumiała przez te wszystkie śmiechy. Jagoda wniosła tyle świeżości i młodości , że pewnie bez niej cały kurs by stracił dużo, a już my w pokoju, na pewno.
A teraz o moim bouviczku.
Chyba nadal nie ma zaufania do wyjazdów samochodem, w drodze z Krakowa ,cały czas trzymała mi łapę na kolanie, a chwilami cały pysk.
A na miejscu , trzymała się mnie cały czas. Było dużo ludzi, czasem znikałam jej , idąc w nowe miejsce, gdy gdzieś była zagapiona - znajdowała mnie po 10-min. w najtrudniejszych miejscach. Mówiłam wtedy - czekałam na ciebie, wierzyłam ,że mnie znajdziesz. Cieszyłyśmy sie obie.
Na wycieczce w góry wszystkie psy oszalały w tych potokach i krzakach. Ona jedna , co chwila wracała, sprawdzić gdzie ja jestem.Oczywiście gnała naprzód z wszystkimi psami, szalała w wodzie , w błocie, cudownie wyglądała na samej górze, na hali, to w w końcu tam była na swoim miejscu, to owczarek. Ale to odszukiwanie mnie co 5 min. gdy się wlokłam z tyłu, rozbroiło mnie kompletnie.
A potem w domu i poza, przy każdej okazji trochę ćwiczyłyśmy, ale gdy byłyśmy same, ja nie lubię robić tego na na pokaz, mam swoje powody, Cudownie bawiły się z Axą.
Była ze mną na wszystkich wykładach, na wszystkich obiadach, siedziała grzeczniutko, /no, prawie/ przychodziła na jedno słowo. Uważam , że była najgrzeczniejsza ze wszystkich psów, a było ich 5.
Byłam z niej dumna, naprawdę. W powrotnej drodze, chyba już nie miała tych swoich obaw czy gdzieś jej nie wywożę. Była spokojna. A tam w Jaworkach , często cała brama była otwarta, można było biec na wieś, a my przechodziłyśmy obok , ja mówiłam " idziemy na chwilę do domu" " i sunia po chwili zastanowienia , co jest nieodzowne - biegła za mną.
Kocham ją bardzo, była cudowna.
W ogóle ,to trafiły mi się wspaniałe wakacje. Cudowne miejsce, od lat nie pamiętam żeby ktoś dawał mi jedzenie pod nos, jeszcze 3 x dziennie. i jednak jakoś łatwo weszłam w tę grupę. Od tych wszystkich ludzi usłyszałam tyle miłych słów pod swoim adresem, że naprawdę byłam wzruszona. I wreszcie mam psa z którym cały dzień poruszam się bez smyczy, czuję go, wiem na co jak zareaguje, wyszukuje mnie wszędzie... Na koniec ,z "poznaniakami " wysciskaliśmy się wszyscy i - do zobaczenia.
Za dwa tygodnie pojadę tam znowu z największą przyjemnością.


22:25, cymestymek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 października 2008
Wyjazd
  Jużjesteśmy spakowane wg. kartki, czyli mojego spisu.  Na jednej kartce ja , na drugiej Altek. Bardzo jej się to wydawało podejrzane , że te torby rosną, cały czas uspokajałam - tez jedziesz kotku /!/ ale uwierzyła i poszła spać. Ja też muszę , bo przy naszym trybie życia, a zgrałyśmy się super, to czysto nierealne. Może budzik da radę.
Tak się cieszę , że ona ze mną jedzie. Z resztą nie było innej możliwości, nie brałam pod uwagę .
 Szkoda ze stamtąd nie mogę napisać co się dzieje,ale szybko nadrobię jak wrócę.
21:50, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Odwiedziny.
   Dzisiaj jeszcze miałam, wizytę znajomej, zaprzyjażnionej korespondencyjnie, która dobrze zna Alturkę i będąc przejazdem, chciała ją odwiedzić.
Bardzo chciałam   żeby doszło do tego spotkania. Pisząc do siebie , poczułyśmy się , jak byśmy się znały wieki. To znaczy , poczułyśmy to dzisiaj.
Altusia poznała, przywitała się, dała sie głaskać /a mogą tylko swoi/. Posiedziałyśmy , pogadały, jeśli przez internet się dogadywałyśmy, więc na żywo tym bardziej.
Potem dołączył Leszek /to mąż/  i jakby zmieniła się formuła spotkania.
Myśmy sobie rozmawiały swobodnie , o wszystkim, ale poważnie, a przy nim to już było na wesoło, z humorem, chociaż też tematy z różnych dziedzin. Nawet Kaczyńskiego obgadaliśmy  / i tu tracę cześć czytelników./  Ale Leszek też Alturkę uwielbia, a to było podstawą spotkania i to był jakby klub wielbicieli Alturki. A jest ich trochę.
Altuś leżał pod naszymi nogami, między gościem a Leszkiemi i kontrolował, żeby głaskanie było z obu stron. Leży, ale czujny paciorek otwarty, odsłonięty przez moje podstrzyżyny.
Bardzo się cieszę , że tak miło wyszło.
18:07, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Przed wyjazdem
  Dochodzi 11 - ta a Altek śpi jak zabity. Jak ja go jutro ściągnę z łóżka o 4 - tej rano ?  Wprawdzie dosyć ją wymęczyłam wczoraj, bo oprócz rutynowych biegań miałyśmy wyprawę do Rynku,czyli autobusy i tramwaje.  Potem przejście Plantami, ciągle dużo ludzi, samochodów, psy i rolkarze.Strasznie była podkręcona, rozgladała się na wszystkie strony. Cały czas opierała się o mie i stała na mojej nodze /to akurat bardzo lubię/ ale też cały czas ciągnęła na smyczy, co lubię dużo mniej. Nie próbowałam nawet zwracać jej uwagi, bo była tak rozkojarzona, że i tak na nic by się to zdało. Potem zebranie wolontariuszy, czyli znajomi ludzie + Axa.
Alturka z nikim się nie witała, jedynie Jagodzie dała się wygłaskać bo siedziałyśmy koło siebie. Tak więc  następnie 1,5 godz. leżenia grzecznie pod stołem i powrót.
A jutro raniutko jedziemy razem do Jaworek, na tygodniowe szkolenie. Początkowo założeniem było , że nie będzie tam psów , ale ja od razu postawiłam warunek że Alturę biorę.
Potem okazało się, że Axa jest w takiej samej sytuacji, więc też jedzie.
Ja sobie wyobrażałam , że Alturka będzie tam przy mnie cały czas, na wykładach pod nogami,  ale Jagoda mówi, że to chyba nie będzie możliwe.
Głównodowdzącym będzie tam Dorata z Pozania, z fundacji "Mały piesek Zuzi". Jesteśmy w bardz o dobrych układach jak dotąd, zobaczymy jak to się wszystko ułoży.
Ja jak zwykle cieszę się, ale też mam trochę obaw.
Narazie muszę zabezpieczyć tych, co zostają w domu . Oczywiście nie są wcale zachwyceni, ale
 nic nie mówią. No i dobrze, bo i tak bym pojechała. Nagotowałam im na zapas, żeby  tu nie wymarli i niech sobie radzą . Może mnie wreszcie docenią ?
11:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 października 2008
Autobusowe znajomości.
 Zastanawiam się , jak wyczuwa się " swoich " ludzi. Po czym można poznać, że ktoś ma coś wspólnego / lubi, zajmuje się/  -- psami.
Miałam taką sytuację :
Autobus, wracam z zakupami z placu z Salwatora, mam dość,  niecierpliwię się , bo Altusia została "w biurze" . W całym autobusie jest jedno jedyne miejsce wolne, ale naprzeciwko siedzi pani z psem  na kolanach, prawie taki jak mój, ale  4 razy mniejszy, niespokony , ruchliwy.          Nie wiem dlaczego, nikt nie chce usiąść naprzeciwko.Oczywiscie ja  bez problemu  siadam naprzeciwko, ale  nie odzywam się nic.  Pies zrywał się z kolan, cały czas się  oblizywał i rzeczywiscie zastanawiałam się , czego tak sie boi.
I w tym momencie pani  /której nie dałam żadnych sygnałów, że ja mam coś do czynienia z psami, czy ja mam coś napisane na czole ?/  pochyliła się i tajemniczym szeptem mnie zawiadomiła -  miałyśmy taki wypadek , że spadła na nią /suczkę/ szyba z przystanku autobusowego.  Pies , wcześniej spokojny, opanowany, teraz boi się wszystkiego. Nie pocięło jej na szczęście, ale uraz jest wielki.
Oczywiście , że rozumiem. To przeżycie na długo. Jakoś nie mogę się powstrzymać od mojej opini. Wcale nie jestem za mądra, ale powiedziałam , że ja dałabym jej coś ziołowego na uspokojenie, żeby psa trochę wyciszyć , bo się męczy.  Babka przyznała , że ją /sunię/ przerażają  teraz nawet głośniejsze domowe odgłosy.
To był puli. Wprawdzie podcięty , więc musiałam zapytać , bo nie rozpoznałam.
Widziałyśmy się pierwszy i pewnie ostatni raz, Dwa przystanki autobusowe,  a już wiem o ich przeżyciach, ona wie że ja mam bouvika, sunię, wysterylizowaną  /bo pytała/  kochaną. Dużo powiedziałyśmy sobie przez te  5 min. a potem ja już wysiadłam  a one samotnie pojechały dalej.
Nadal nikt tam nie usiadł.
No więc po czym się to rozpoznaje ? Taką " więż dusz " ?
23:09, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 października 2008
Pomysł na jutro.
 Mam fajny pomysł na jutro. Kończy mi się jedzenie dla psa, więc trzeba jechać po następny worek do mamy Agnieszki. Oczywiscie niech jedzie Leszek, bo ma skuter, a to trochę waży.  No i wymyśliłam , że akurat jest tam teraz Jagoda, córcia Agnieszki, więc gdyby nie lało, mogliby razem pojeżdzić na tym skuterze, wiem że ją to rajcuje. Znają się ,  lubią, niech trochę poszaleją, ten skuter to też trochę frajda jak jest ciepło , sama próbowałam.
Uprzdziłam ją, już się ucieszyła. Może będzie fajnie.
20:26, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Tak marudzę.
  Tyle rzeczy się dzieje. Ja ciągle mówię , że już chcę mieć święty spokój ale to chyba nierealne. Nie piszę o wszystkim,skupiłam sie na psach,  bo już na nic innego  czasu by mi nie starczyło, a tu jeszcze proza życia -- obiady, / oczywiście w sensie gotowania a nie jedzenia/ potem zmywanie , - bo kto inny ?  I cała reszta, kto ma dom to wie. Tak ich wychowałam, tak mam. Córcia wyjątkowo nauczyła się na moich błędach i u nich jest zupełnie inaczej. To dobrze.
Za parę dni jadę na szkolenie do Jaworek. Jak zwykle z jednej strony się cieszę, a z drugiej zamartwiam o szczegóły. Zawsze muszę sobie popsuć każdą przyjemność. Co gorsza, ta cecha się nasila.  Ale Altuś jedzie ze mną, facetów zostawię z garnkiem jakiegoś jedzenia + zamrażalnik i powinno się udać.   Zawsze się tak zamartwiam  "na zapas" a potem jak wszystko się udaje , to lestem szczęśliwa i długi czas wspominam. Może tym razem też tak tak będzie.
18:13, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 października 2008
Coś nowego
Dzisiaj Altuś ma coś w rodzaju " Dzień Dobroci dla Opiekuna". Od rana buziaczki, przymilania, nawet po boisku chodzi mi przy nodze, choć tego nie zamawiałam, podnosi główkę , żeby ją głaskać po brodzie. Namawia mnie na wspólne spanie , no " nie poznaję kolegi".
Pogoda w kratkę a ona ciągle nie wyżyta. Nic jej dzisiaj nie zmęczy? Z tymi czułościami, to nie tak do końca , bo Leszkowi nie daje się tak przytulać, narazie zakres obejmuje tylko mnie. Ale to już postęp , bo wcześniej ode mnie też się odsuwała.
Był ogródek , było boisko /właśnie po boisku przy mojej nodze/, patyk zaaportowała 3 razy, jeść coraz więcej, i wymyślać pieskowi zabawy w domu.
Dobra . Wyciągnęłam " przyrząd Roberta" do skakania. Szło nam świetnie. Trochę zastanowiła się nad "na" , ale zaskoczyła. To pewnie tylko Robert zrozumie bo to skróty.
Myślałam , że ją wykończyłam ale nie. Leszek wybierał się do sklepu, zapytał czy może ją wziąć. Pozwoliłam , chociaż potem stałam w oknie te 15 minut.
Powiedziałam że nie ma mowy o spuszczaniu ze smyczy, powiedział że nawet mu to przez myśl nie przeszło, to dobrze. On po prostu lubi się nią pochwalić na osiedlu. Chodzi taki dumny.... No dobra. A jednak mieli przygodę. To jest ta trasa którą ja omijam , bo są koty. No i był na środku ulicy. Altura nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, nie miał zamiaru uciekać. Leszek krzyknął na kota żyby zjeżdżał ale nie ruszył się dalej /tu są wyjątkowo bezczelne/ i i Leszek stwierdził że jak tak to jazda. Nauczymy koty moresu. I... polecieli na smyczy za tym kotem. Dla Leszka spory trening, suka zachwycona, kot zwiał, ale oni Leszek i Altek/mówią - teraz zna swoje miejsce/. no nie wiem czy mi się przysłużyli, bo nie chcę mieć sprawy w sądzie z tą sąsiadką. Bo kiedyś Altura tego kota dogoni jak tak będzie prowokował.

21:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2008
Pies rodzinny /nie do końca/
   Altek robi wrażenie ,że podsłuchał o tym byciu rodzinnym psem, no i bardzo mu to odpowiada. Już było  o tym spaniu razem, teaz widzę że chętnie podłączyłaby się w nasze obiady. Ale nie dam się podpuścić. To nadal fundacyjny pies, będziemy ćwiczyć, pracować, nie będzie szczekania przy ogrodzeniu jak wsiowe psy. teraz ma minę pod tytułem że i tak mnie przerobi, ale nie sądzę, też umiem się uprzeć, a ona jest moim wyzwaniem.
21:42, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Jeszcze na koniec / coś dzisiaj mam wenę/
  Jeszcze tylko chcę powiedzieć że dzisiaj wyspałyśmy się razem z Altusią na mojej kanapie, i bywało tak już wcześniej, ale zawsze małpiszon robił łaskę, a dzisiaj tak prawdziwie się we mnie wtuliła, spałyśmy godzinę, potem ja wstałam a ona nie...
Potem poszłyśmy na deszczowy spacer. Nieustannie mnie cieszy gdy chodzi mi spokojnie przy lewej nodze. Jakoś nie uznaję tego "lużna smycz" i pies z przodu, nie wie w którą stronę idziemy, włazi pod nogi, jeszcze jak mam jakieś siatki, to już w ogóle. Mój pierwszy pies był uczony starymi metodami ale po całym Krakowie chodziłam z nim przylepionym do nogi, bez smyczy.  Nie sądzę , żeby cierpiał. Stare metody, ale nawet nie krzyknęłam na niego nigdy. I był szczęśliwym psem. Ręczę. Teraz jakby łączę wcześniejsze doświadczenia z obecnymi. Podobno złote środki są najlepsze.
19:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
O wynikach
W związku z tymi wynikami Altusi,trochę narobiłam ruchu / chociaż nawet nie są złe/. Najpierw zaangażowałam koleżankę która nadal siedzi w analityce, potem wyopowiadałam Robertowi. W efekcie zapoznał mnie ze swoją zaprzyjażnioną panią Basią która zna się na tym wszystkim i jest fachowcem, już rozmawiałyśmy i mamy linię postępowania. Cieszę się z tej znajomości bardzo.
Ja już taka jestem że wiecznie wyszukuję coś co mnie zamartwia, to może nowa przyjaciółka co jakiś czas, wybije mi to z głowy.
18:49, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
O wszystkim i o niczym
  Ciągle jeszcze jestem pod wrażeniem tego spotkania z Robertem. Wprawdzie obiecywał, że nie będzie nas krytykował, ale kocha tego psa, więc wiadomo było, że jeśli cokolwiek jest nie w porządku, natychmiast to zauważy. Bardzo mnie cieszy że nas pochwalił, liczy się dla mnie jego opinia bardzo. Ja jestem tego typu , że pochwały mnie mobilizują, a krytyka podcina skrzydła. Więc jest dobrze. Ja widzę u Alturki taki SPOKÓJ , zaufanie, i to mnie tak cieszy... Nawet ochrzania mnie gdy na 5 min wyjdę do sklepu bez niej  / ona zostaje w ogródku /  piszczy gdy mnie widzi że wracam, a potem jest równy opieprz, że tak się nie robi pieskom.  Więc idę jeszcze się z nią pobawić, bo widać że ogródek beze mnie nie ma sensu.
  Ostatnio wprowadziła niby-spanie w połowie schodów, pod okienkiem, z widokiem na koty.
Co jakiś czas wpada do mnie, że jest akcja, mam wszystko rzucić i lecimy... Czasem daję się w to wrobić a czasem nie. W każdym razie koty są pod ścisłą kontrolą, chyba nawet przeliczone i rozpoznawalne.
Jednak dalej mówię do niej misiaczku, albo myszeczko, bez sensu, ale reaguje.
15:35, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
14:18, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
14:17, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Robert i Alturka
14:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 października 2008
Już aportuje.
  Jaką dzisiaj mam satysfakcję ! Jednak nauczyłam bouvika aportowania. Pisałam jakie były początki, a dzisiaj juz było gonienie za patykiem po całym boisku. To świetna sprawa, bo pies się naprawdę wybiega. Już byłam dumna , a jeszcze na koniec przyniosła mi oddać kromkę chleba którą znalazła i bez niczego zamieniła się na kawałeczek szynki. Wracałyśmy wpatrzone w siebie, oczywiście bez smyczy. Jeszcze mały start przed wejściem za bramkę - pod adres najbliższego kota, bo może akurat wyszedł z domu, ale natychmiast powrót na gwizdek.
Tak sobie myślę, że Robert nas pochwalił, a ile jeszcze rzeczy nie widział , które fantastycznie nam wychodzą. Każdy dzień przynosi coś nowego.
Już wiem , że uwielbiam tego psa. Nie jestem jakaś specjalnie egzaltowana, ale gdy przechodzę koło niej  gdy śpi w nocy, posapuje i fuczy przez nos, nie mogę się oprzeć, żeby ucałować w ten zarośniety pysk.
16:18, cymestymek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 października 2008
coś jeszcze czyli cd.
  Zawsze gdy piszę te moje raporty, to po zakończeniu coś jeszcze mi się przypomina. Teraz też. Po odwiedzinach poszlismy razem na przystanek autobusowy i za chwilę moi goście wsiedli i odjechali. I w powrotnej drodze bouviczek cały czas się rozglądał jakby się dziwił gdzie podziała się część towarzystwa.  Była dzisiaj dyplomatką - równie miła dla Roberta , jak dla mnie, ale teraz okazuje się , że chyba chciałaby  wszystkich których lubi, mieć blisko siebie. Nie była zachwycona , że jakoś się porozłaziliśmy. Chociaż tego pozornie nie widać, przeżyła wszystko na swój sposób. Pół godziny piła wodę ze swojej pięknej miski, co jej się bardzo rzadko zdarza, a teraz śpi jak zabita. jeszcze wcześniej dostałam własnego klapka w prezencie.
19:11, cymestymek
Link Komentarze (2) »
Wizyta
 I już po wizycie. Niepotrzebnie tak się obawiałam. Było przesympatycznie. Cudowna pogoda, najpierw spotkaliśmy się na boisku. Robert nie narzucał się Alturce, czekał na jej inicjatywę i ona zaraz do niego podeszła. To nie jest pies który wylewnie się wita, ale widać było że poznaje i się cieszy. Po chwili poszli sobie na trawkę poćwiczyć, z ochotą wykonywała wszystkie jego komendy. Nic nie zapomniała.
Część ćwiczeń to były te które ja też z nią przerabiałam, pokazał mi też co jeszcze można robić. Przywiózł też tę ramkę do skakania i zademonstrował jak można się nią bawić.
Z Robertem przyjechała również Kasia. To miła, bezposrednia dziewczyna. Wydaje się bardzo opiekuńcza dla niego a sunię od razu sobie zjednała. Zrobili mnóstwo zdjęć, obiecali mi też przysłać.  Altusia zachowywała się idealnie. Słuchała i mnie i Roberta więc nikomu nie zrobiła przykrości.
Potem poszliśmy do domu, pokazałam im jak mieszkamy,  gdzie chodzimy do ogródka, posiedzieliśmy przy stole, Altusia pod. Zwykle nie pozwalam jej na to gdy jemy, ale tym razem , odpuściłam żeby byli bliżej siebie skoro mają tak mało czasu. Wypytałam Roberta o wszystko co mnie  niepokoiło. W sumie ocenił że Altuś jest w bardzo dobrej kondycji i ma z nami jeszcze lepsze relacje niż się spodiewał.
Potem już chcieli się zbierać żeby jeszcze pochodzić po Krakowie , więc odprowadziłyśmy ich z Altusią naszą spacerową drogą. Rozstaliśmy się w serdecznej atmosferze. Wierzę ,  ze wszyscy byli zadowoleni - ja i sunia na pewno, wydaje się, że oni też.
17:06, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Zagłodzony pies.
   Dzisiaj od rana Alturka co chwilę znika  /okazuje się że w pokoju Tomka/ i wraca z tamtąd z głową obwieszoną czymś długim. Mówię do Tomka - grzebie ci w jakichś tasiemkach. A Tomek - to trawy. Już nie wspomnę że dodał " co z ciebie za biolog ". Gdy zniknęła kolejny raz,   poszliśmy po cichu ją podglądnąć. Okazało się że wyjada żółwiowi z pudła kawałki jarzyn i nawet zjadła mu mały kawałek ziemniaka oraz liście, bo on wszystko je w małych ilościach. Za każdym razem wraca z miną niewiniątka i nikt by jej nic nie udowodnił gdyby nie te wiszące na głowie trawy.
00:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 października 2008
Niedziela.
 Niedziela. Od rana sprzątam, jutro mam gości, teraz widzę że tak zapuściłam ten dom, że nie jestem w stanie w parę godzin doprowadzić go do porządku. Pozostaje mi tyko nadzieja, że Robert to facet, więc nie będzie się rozglądał czy jest czysto bo zwykle ich to mało interesuje, Leszek zostawił mnie z tym wszystkim, nawet w swoim pokoju nie sprzątnął. Samo życie.  Zięć montuje CB na moim balkonie, powiedział że weżmie żółwia na spacer /!/ . Ja mówię - a nie wolisz porządnego psa ? Mam do niego zaufanie, bo wiele lat miał ogromnego owczarka niemieckiego, długowłosy , piękny. Przewrotnie miał na imię Kubuś.
W każdym razie wolał na spacer żółwia i ja to traktuję pozytywnie. Nie zna psa, nie czuje, bardzo dobrze że się nie podejmuje pójść z nim na spacer. Oczywiście że nie pozwoliłabym spuścić ze smyczy, ale mimo wszystko , lepiej nie. Narazie rozgrzebałam najgorsze kąty, może teraz już będzie z górki. A w ogóle to nienawidzę sprzątać, wolę gotować i różne inne rzeczy. Sunia pomaga na swój sposób, czyli mam ją cały czas pod nogami, to taki swoisty aerobik.
15:10, cymestymek
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 października 2008
Jeszcze dokończę.
 Zapomniałam napisać , że po tym spacerze komitywa na linii Alturka - Leszek wzrosła do tego stopnia, że gdy wróciliśmy do domu, zjedli na spółkę 15 dkg pasztetówki siedząc razem na podłodze, bo nie pozwoliłam przy stole.  Oboje byli zachwyceni tym braterstwem. Leszek pilnował , żeby sunia się nie rozpędziła i nie zjadła z celofanem  bo wiadomo że ona głównie leci na zapach ale wylizywała perfekcyjnie. To żaden wyczyn dla psa, ale Leszek utwierdził się w przekonaniu , że ta sunia jest genialna. Ok., ja nie zaprzeczam.
20:13, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
Dalej piękna jesień.
 Kolejny piękny jesienny dzień. Już dawno nie byliśmy nad Wisłą, ostatnio tam ciągle było błoto. Ale dzisiaj wzięłam kocyk, jedzonko dla psa, no i udało mi się oderwać Leszka od jego kanapy. Nie miał argumentów bo najpierw dałam mu się wyspać, a potem sam widział że my obie nie odpuścimy. Pobiegała, wkurzał ją jakiś facet który wyglądał jak manekin i nie reagował na szczekanie i ewidentne prowokacje. Potem rzucałam jej jedzenie w trawę, żeby miała więcej roboty, i rzeczywiście  trochę ją to zajmowało. A potem tarzanie w trawie , bez opamiętania, gdy już się wyzbierała wyglądała jak chochoł. Leszek mówi - nie ma piękniejszego psa na świecie. Do tego "ciuchcia" i ten różowy języczek. Tego psa nie można nie kochać.
18:20, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2