www.alteri.pl
RSS
wtorek, 27 października 2009
Zawsze jakieś zmartwienia

Co jakiś czas jest tak:
godzina 4 rano. Alturka wsadza pysk pod moją kołdrę, szturcha mnie nosem lub przylepia mi mokrą mordę do twarzy i robi żałosne "pi,pi". Ja wtedy myślę że to coś z brzuchem - w sensie nagła konieczność, więc zwlekam się z zamkniętymi jeszcze oczami. I zanim jeszcze zdążę coś narzucić i zejść na dół, ona zaczyna wymiotować. To nie jest tak, jak zdarza się psom gdy np.nielegalnie zjedzą jakieś dziadostwo na spacerze. To są same soki żołądkowe, podbarwione trochę żółcią.
Niepokoiło mnie to. Po kolejnym razie, dzisiaj rano, zarządziłam wyprawę do weterynarza. Dostaliśmy szybki termin na dziś, po starej alterowskiej znajomości. 1,5 godz. trwało przedarcie się przez zakorkowane miasto do lecznicy. Jeszcze kawałek ostatnią uliczką i oto 50 m. od lecznicy Alturka wbiła się  w asfalt, zaparła z całej siły i ani kroku dalej. Ach, ta psia pamięć. Fakt , że ostatnim razem grzebali jej tutaj w oku, ale żeby aż tak ?  Ale to był dopiero początek. W poczekalni urządziła prawdziwą histerię - wbiła się pod ławkę,skomlała, jęczała i skowyczała wniebogłosy, aż dziwili się inni grzeczni pacjenci - spanielek i stafford. Do gabinetu została wsunięta na siedząco, to już tradycja. Nawet pan doktor powiedział że nieładnie tak się bać, jakby tu nie wiadomo co robiono pieskom.
Bardzo wnikliwie wypytał mnie o wszystko co dotyczy żywienia, zwyczajów i trybu życia Alturki oraz dokładnie ją zbadał. Na koniec odradził mi robienie badań w kierunku wątroby, podejrzewał raczej trzustkę i zalecił karmienie jej kilka razy w ciągu dnia po trochę,  oraz obserwację. Powiedział że to co mnie martwi , może zdarzać się psom raz na miesiąc i wtedy mieści się w normie, ale jeśli np.kilka razy w tygodniu, to już trzeba się tym zająć. Tak więc teraz obserwacja, a w razie czego jedziemy jeszcze raz i wtedy robimy dokładną diagnostykę.
Z tym wiąże się jeszcze potrzeba przypilnowania Leszka. Nakryłam go ostatnio jak robił kochanemu pieskowi kanapeczkę z parówką, w nagrodę za to , że grzecznie warowała w czasie jego śnniadania. Ratuje go tylko to, że niósł ją do kuchni a nie dawał przy stole. Ale i tak nie wiem ile jeszcze takich  tajemnic mają przede mną.

20:27, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 października 2009
Uroki długiej sierści

Nie dawało mi spokoju, że ten mój pies nie dość że taki zarośnięty, to jeszcze ma jakieś kołtuny na które ciągle się natykam podczas wszelkich przytulanek. Nie daje się ich rozczesać szczotką ani grzebieniem.  Ponieważ bardzo mi działały na nerwy bo wg. mnie pies z kołtunami to pies zaniedbany, zaczęłam je nieznacznie wycinać. Mnie trochę ulżyło , ale Alturka zaczęła wyglądać śmiesznie, bo wcześniejsze kołtuny a potem dziury po moich wycinkach, wcale nie były jakieś symetryczne. Efekt był żałosny, a w miarę poprawiania wyglądała coraz bardziej głupio. Wreszcie zaczęłąm rozpytywać wśród fachowców co z tym fantem, i dowiedziałam się , że przecież są do tego odpowiednie przyrządy a nożyczkami nigdy się nie uda.
Zakupiłam więc przyrząd. Nigdy wczesniej nie miałam z czymś takim do czynienia, podobnie jak nigdy - z psem którego sierść wymaga specjalnych zabiegów.
Wzięliśmy sunię i przyrząd na boisko i zaczęliśmy eksperymentować.
Wynalazek okazał się idealny. Bardzo ostry, doskonale rozcina kołtuny i usuwa podszerstek. Nie doszliśmy do końca bo sunia ma więcej powierzchni niż mieliśmy czasu, ale efekt był niewątpliwy. Na koniec mieliśmy pokaleczone ręce, ale metoda została opanowana. Mamy na Alturkę sposób. Będzie piękna.

15:54, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2009
Ostatni dzień u szczeniaków.

Byłam ostatni raz u szczeniaków. Z całej 16 tki został jeden średni i jeden młodszy, ale mają już wybrane jakieś dobre miejsca. Ostatnio było tak strasznie zimno , że mało je wypuszczałam z domu, bo już po chwili były całe nasiąknięte wodą, brudne i rozczochrane, takie zmokłe kury. Wprawdzie nie wpływało to na ich świetne humory, raczej na mój, bo ciągle całe to bagno było na podłodze.
Ale przez to że więcej byliśmy razem w domu, zżyliśmy się  jeszcze bardziej. Uwielbiam tego najmłodszego, jest taki we mie wpatrzony /każdy lubi mieć swojego fana/ cudownie się wtula  gdy jest na rękach i wtedy leży nieruchomo taki rozanielony i stara się być bardzo delikatny gdy ostrożnie bierze w zęby np. mój palec. A po chwili już "nie ma czasu",  szaleje i goni ile sił w tych małych łapkach.
Dziś jeszcze na koniec miałam małą przygodę. Był taki moment, że akurat wszystkie psy były przed domem kiedy  przyjechał kurier z 2 workami karmy. Wpuściłam go za bramkę, odebrałam worki, podpisywałam i płaciłam pilnując jednocześnie żeby żaden, zwłaszcza mały, nie wymknął się w tym czasie na ulicę. Nie do końca mi to wyszło, bo w którymś momencie zauważyłam że Maxik, nasz senior, właśnie jest już za bramką i oddala się tym charakterystycznym cwaniackim truchcikiem. Nie zdenerwowałam się za bardzo bo znam go, jest za wielkim domatorem żeby wybrał się daleko. Jednak po chwili zniknął na końcu uliczki, zostawiwszy wcześniej pamiątkę po sobie  na wejściu pod furtką sąsiada. Wtedy już włączyłam się do akcji. Zamknęłam resztę bandy , wzięłam jakiś pasek bo nie znalazłam smyczy i poszłam go szukać. Był na jakiejś budowie na końcu ulicy i nawet się ucieszył że mnie zobaczył. Jeszcze tylko twardo obstawał przy tym, że należy skończyć podsikiwanie ostatnich krzaczków w tamtej okolicy i już mogliśmy wracać. Po drodze zlikwidowałam jeszcze prezent od Maksia z wycieraczki sąsiada.
Będę dobrze wspominać spędzony z nimi czas. Również właścicieli. Zaprzyjażniliśmy się, traktowali mnie jak członka rodziny. Mam zaproszenie na kawę i pogaduszki w każdej chwili, a ja z kolei też będę ciekawa jak psiskom się wiedzie. Życzyłam młodym "wesołego życia" i szczerze bym chciała, żeby się spełniło.

01:54, cymestymek
Link Dodaj komentarz »

01:48, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 października 2009
Alturka miała rację

Ona zawsze miała o kotach złe zdanie. I dzisiaj przyznałam jej rację. Z samego rana , właśnie jeden taki, szarobury, przebiegł mi perfidnie drogę. Pomyślałam sobie - jak dobrze że nie wierzę w zabobony i poszłam do autobusu.
Zepsuł się po 5 min., jak tylko ruszyliśmy. Wysiedliśmy wszyscy, na następny czekaliśmy 20 min. Lał deszcz, wiało jak cholera i było 3 st. Miałam mieć jeszcze dwie przesiadki , ale jeden z kolejnych autobusów wypadł z kursu.
Do szczeniaków dojechałam z ponad godzinnym opóżnieniem.
W powrotnej drodze miałam jeszcze do załatwienia setkę spraw. Ani jednej nie udało się normalnie załatwić. Nawet do apteki jeszcze nie dowieżli lekarstwa które wcześniej zamawiałam i miało być rano, nawet w sklepie nie było tego, czego akurat szukałam. W przychodni odebrałam wyniki badań, ale pani wydała mi jakieś z innym nazwiskiem więc trzeba się było wrócić, na szczęście niedaleko bo szybko zauważyłam. Lekarz do którego chciałam załatwić termin akurat jest na urlopie.
Na koniec wspaniałego dnia , Alturka dała popis niesubordynacji na ostatnim spacerze, więc ogólnie miałam już dość wszystkiego.
No cóż - bywają takie dni, ale oczywiście szarobure  koty nie mają z tym nic wspólnego. /czyżby ?/

21:33, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 października 2009
Pouczające rozmowy w tramwaju.

Początek był taki, jak już nie raz. Kobieta po prostu wyczuła, że o psach może ze mną pogadać. Chyba chciała poznać opinie innych psiarzy, bo rzeczywiście miała problem.
Ma suczkę amstafkę. Czteroletnią. Jest przemiła i najukochańsza w domu, rozpieszczana przez wszystkich, śpiąca w łóżku pod kołdrą. A na spacerach zmienia się w krwiożerczą bestię. Napada na inne psy, atakuje ludzi. Trwa to od około roku i zjawisko się nasila.. Pani była załamana tą sytuacją i czuła się bezsilna.
Widać było że problem jest poważny, więc nie miałam zamiaru się wypowiadać, ale próbowałam ustalić w jakich momentach ta agresja występuje. Czy np. jest jakaś cecha  łącząca te osoby które pies zaatakował. Wyglądało na to , że nie ma.
Dopiero pod koniec rozmowy, pani mimochodem wspomniała, że szczeniak był wzięty z hodowli w której wszystkie psy zamknięte były w klatkach, bardzo szczekały i rzucały się na siatkę. Właściciciel pokazał psa który miał być ojcem szczeniaków, matka była zamknięta za jakimiś drzwiami które od środka chciała rozwalić. Pani powiedziała, że wtedy nic nie wzbudziło ich podejrzeń, po raz pierwszy kupowali psa i myśleli, że każda hodowla tak wygląda.
Teraz zastanawiają się , czy przypadkiem nie były to psy do walk.
Przerażające to wszystko. Cóż mogłam jej poradzić ? Powiedziałam , że musi skontaktować się z fachowcami - behawiorysta, szkoleniowiec, może jeszcze da się coś zrobić. Szkolenie w każdym wieku ma sens ale jeśli to sprawa genów agresji , to chyba nie ma szans.
Współczuję kobiecie, a dla wszystkich to przestroga żeby wiedzieć jak ważne jest pochodzenie psa, od kogo i skąd go kupujemy, a po drugie, dopóki jeszcze nie mamy żadnych doświadczeń w wychowaniu , nie brać za pierwszym razem  psa o którym wiadomo  że to rasa dla doświadczonych przewodników.

00:23, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 października 2009
Jesienna sobota

Aż się boję pochwalić żeby się nie popsuła - pogoda. Jest tak pięknie, słonecznie,jesiennie kolorowo. Alturka również to docenia. Tak ją cieszył dzisiejszy spacer...
Najpierw byliśmy u Pawełka oglądnąć dwa pierwsze zęby, a potem już łąki, łąki.
Nie wiem dlaczego sunia wyszła mi na zdjęciach niebieska, coś mi tam Tomek grzebał w aparacie i pewnie dlatego.

00:00, cymestymek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 października 2009

23:57, cymestymek
Link Dodaj komentarz »